„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

Stare zabytkowe samochody, cygara, niegasnąca muzyka, uliczne tańce i jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie – to właśnie takie skojarzenia ma większość z nas na myśl o Kubie. Piękna wyspa, która zdaje się być ucieleśnieniem wakacyjnych marzeń, w rzeczywistości okazuje się zupełnie inna. To właśnie tę inną stronę Kuby – bardziej przerażającą, smutną i przede wszystkim boleśnie prawdziwą – pokazuje nam Anthony DePalma w swoim niezwykłym reportażu Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju.

Reporter wyraźnie skupia się na ludziach. Cary, Arturo, Lili, Jorge i María del Carmen to realni Kubańczycy, w większości mieszkający w miasteczku Guanabacoa we wschodniej Havanie, gdzie pozornie piękne starodawne auta w rzeczywistości okazują się rozsypującymi się starymi rzęchami, budynki rozpadają się niemal na oczach, a tani rum sprzedawany jest w małych kartonikach. Tutaj nie ma billboardów reklamowych, nie ma magicznych diet odchudzających, nie ma też setek hoteli i pięknych miejsc turystycznych – tutaj egzystencja człowieka zależy od jego własnej kreatywności w obchodzeniu piętrzących się wszędzie zakazów, jak również od niesamowitej odwagi, tak bardzo potrzebnej w ścieraniu się z kolejnymi przeciwnościami losu. Takich Kubańczyków – pełnych pasji i hartu ducha – przedstawia autor i w nadzwyczaj poruszający sposób opisuje ich losy na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat.
Na szczególną uwagę zasługuje zastosowana forma przekazu – ten splot niesamowitych życiorysów został bowiem wbudowany w niemal jedną literacką całość. Chociaż odbiorca ma do czynienia z reportażem i tym samym z prawdziwymi ludzkimi historiami, to jednak ten tytuł czyta się dosłownie jak powieść obyczajową. Niezwykle poruszającą, emocjonalną, momentami też zaskakująco odważną. Autorowi udaje się przemycić tu cały wachlarz emocji. Są tu prawdziwe smutki, realne dramaty i nieludzkie wręcz tragedie. Są też małe radości, często przeżywane po cichu, a także ogrom rodzinnej miłości. Są także mniejsze lub większe sukcesy zawodowe – osobliwe na miarę kraju, a przez to tak bardzo niespodziewane. Jest też nieomylna władza ze swoją niekończącą się polityczno-gospodarczą farsą. To właśnie w zaciszu ideałów rewolucji Fidela Castro, swoje życiowe ścieżki prowadzą bohaterowie tego wyjątkowego reportażu. 

Kuba to nie stare piękne samochody. Kuba to nie filmowy Dirty Dancing. Kuba to jedno z najbardziej kontrolowanych, odłączonych i przede wszystkim nasiąkniętych propagandą państw na świecie – to właśnie w cieniu porażającej gry politycznej, ze swoją codziennością mierzą się zwykli Kubańczycy. Reporter Anthony DePalma pozwala podejrzeć ich życie takim, jakie jest naprawdę. Książka Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju to zaskakująco dobry reportaż, ubrany w mocno poruszającą historię, pełną rozmaitych emocji, szalenie wciągającą i momentami tak bardzo odważną. Ten wyjątkowy tytuł polecam nie tylko miłośnikom reportaży.

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

O historii trudno mówić obiektywnie. Przewodnikiem po dawnych wydarzeniach zazwyczaj jest przecież ktoś, kto mniej lub bardziej opowiada się za jedną ze stron. Często wyznacznikiem poglądów historycznych są doświadczenia przodków, ich opowieści, stare zapiski, po prostu dawne wspomnienia. Tak samo jest w przypadku głównej bohaterki Wołyńskiej gry – bohaterki, której rodzina została boleśnie naznaczona piętnem „krwawej niedzieli”. Jagoda nie spodziewa się jednak, że brutalna historia jej przodków właśnie dogoniła ją samą. Trauma Wołynia wraca, aby niespodziewanie wciągnąć młodą kobietę w kryminalny wir stale odradzającego się konfliktu polsko-ukraińskiego.

Debiutująca na rynku wydawniczym Justyna Białowąs zaskakuje już na froncie. Książka Wołyńska gra, której tytuł automatycznie nasuwa myśl o przerażającej w treści powieści historycznej, okazuje się mocno współczesnym kryminałem, dla którego historia stanowi jedynie źródło powstałych zdarzeń. Dawna historia nieustannie pojawia się na ustach bohaterów, zdaje się być wręcz żywa w ich dialogach i rozważaniach, ale nie jest relacjonowana wprost. Pojawiające się sceny bestialskich mordów, tak niewyobrażalnie trudne w realnym wyobrażeniu, tutaj przedstawione są jako ciążące od lat wspomnienia. To właśnie te wspomnienia stają się motorem napędzającym akcję kryminalną. Śmierć studenta na Warszawskiej Ochocie oraz znaleziona przy nim tajemnicza karta do gry to tylko zalążek niebezpiecznych scen – niesiona własną ciekawością bohaterka wybiera się bowiem w niespodziewaną podróż, która każe jej zmierzyć się z historią jej własnych przodków.
Pani Białowąs udało się coś niebywałego – debiutująca autorka, mimo nieustannego nawiązywania do Wołynia i jasnego osądu nad bestialstwem dokonanych wówczas mordów, przy kreacji obecnego konfliktu, nie jest w żaden sposób stronnicza. Można wręcz powiedzieć, że jest zaskakująco obiektywna i pozwalając bohaterom samodzielnie relacjonować wydarzenia, daje czytelnikowi możliwość spojrzenia na bieżące wydarzenia z różnych perspektyw. Zaangażowana do głównej roli Jagoda nie jest postacią łatwą do przyswojenia. Chociaż jest to młoda kobieta, której codzienność wypełnia świat projektów i korporacji, to w obliczu poznanych Ukraińców, od razu wpada w sidła wewnętrznej paniki, staje się nieufna, a wręcz szukająca samych najgorszych przywar. Kreacja tej bohaterki może irytować, ale szczęśliwie nie tylko jej wrażenia zostają przekazane odbiorcy. Największą sympatię z pewnością budzi Maciej – samozwańczy i nieco surrealistyczny policjant, który może nie błyszczy wiedzą historyczną, ale w zamian nadrabia swoją niecodzienną osobowością. Męską ekipę wzbogaca też dwóch ukraińskich bohaterów. Dimka, który swoją wyraźnie agresywną postawą zdaje się być prowodyrem najgorszych scen, a także mało przyjemny Oleg, którego udział w powieści ociera się o największą dozę tajemnicy. Każda z tych postaci ma inne doświadczenia życiowe, jest też uzbrojona w inny wachlarz rodzinnych wspomnień, a przez to każda z nich patrzy na powstały konflikt z zupełnie innej strony.

Chociaż debiut Justyny Białowąs ewidentnie wymaga czasu, akcja fabularna jest bowiem nieśpieszna i wyraźnie skupia się na przemyśleniach bohaterów, to jest to bez wątpienia książka niezwykła, osobliwa, zaskakująco współczesna, a przy tym ubrana w niespodziewany gatunek literacki. Wołyńska gra to pięknie wydana – okładka imitująca kartę do gry to nie przypadek, karty bowiem stanowią ważną akcent w zaproponowanej intrydze – powieść kryminalna, której niepodważalne źródło stanowią wspomnienia rzezi wołyńskiej. Zastosowana przez autorkę naprzemienna narracja pierwszoosobowa sprawia dodatkowo, że odbiorca może poznać smak różnych stron konfliktu polsko-ukraińskiego. To właśnie ta różnorodność perspektyw i dbanie o maksymalny obiektywizm sprawiają, że debiut ten podziwia się nawet po zakończeniu lektury.
„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

Jesteśmy podglądani. Każdego dnia, w każdej minucie, w każdej sekundzie. Stale uruchomiony GPS w smartfonie, media społecznościowe, komunikatory, zakupy internetowe, czy też aplikacje żądające nadania im kolejnych uprawnień – każdego dnia dobrowolnie sprzedajemy obcym naszą prywatność i nie zastanawiając się na tym, samodzielnie stawiamy się w roli ofiary. Nie ma przecież wątpliwości, że informacja to obecnie największa władza. Władza, która w jednej chwili może doszczętnie zmienić nasze życie. Przekonuje się o tym także bohaterka Wizjera, czyli najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz. Historia Laury to nic innego jak sfabularyzowany obraz zagrożeń, jakie niosą ze sobą współczesne dobrodziejstwa. Obraz, który nie tylko intryguje, ale też celowo obnaża ludzką świadomość.

Magdalena Witkiewicz nieprzypadkowo przedstawia akurat taką bohaterkę, jaką jest Laura – zwyczajną młodą mamę, ale też nieprzeciętnie inteligentną, codziennie obracającą się w bazach danych i z pewnością obytą w nowoczesnych rozwiązaniach kobietę sukcesu. Kobietę, która mimo dużej świadomości ryzyka, bezwiednie wpada w sidła współczesnego zła i tym samym pokazuje, jak łatwo można dać się zmanipulować lubianym mediom. Ktoś ewidentnie stoi bowiem za wydarzeniami, jakie nieoczekiwanie zaczynają dziać się wokół głównej bohaterki. Dziwne samobójstwo bliskiego znajomego, tajemnicza szefowa w nowej pracy i szokujące fakty z dawnego życia, które powoli wychodzą na światło dzienne. Kolejne odkrycia Laury bez wątpienia zaskakują, dają też do myślenia i przynoszą moc rozmaitych emocji, ale trzeba też przyznać jedno – Wizjer to powieść niesprawiedliwie zaszufladkowana.
Książka promowana jako trzymający w napięciu thriller, w mojej opinii typowym thrillerem na pewno nie jest. To historia naprawdę dobra, mocna, wciągająca i wyjątkowo na czasie, ale trudno w niej wyczuć rosnące napięcie, tak bardzo charakterystyczne dla wspomnianego gatunku. Ja bym tę powieść ubrała raczej w emocjonujący dramat psychologiczny, który swoją osobliwą tematyką i pomysłowo obudowaną intrygą naprawdę robi wrażenie. Chociaż akcja nie mknie tu zjawiskowo szybko, autorka skupia się przede wszystkim na kolejnych odkryciach bohaterów, to jednak powieść czyta się błyskawicznie i z wyraźnym zaangażowaniem. Nie ma bowiem wątpliwości, że autorka pokusiła się o społecznie potężny temat. Internet fascynuje i daje potężne możliwości, szczególnie tym, którzy potrafią z niego odpowiednio korzystać. Ta książka jest właśnie o takiej osobie…

Może Wizjer nie jest typowym thrillerem, ale z pewnością jest historią intrygującą. Wiarygodna główna bohaterka, ciekawie zbudowana historia życiowa, tajemnicze samobójstwa oraz świetnie zaprezentowane potencjalne zagrożenia wirtualnego świata – to wszystko sprawia, że książka Magdaleny Witkiewicz staje się w moich oczach naprawdę mocną, ekscytującą i przede wszystkim nad wyraz współczesną powieścią, której treścią spokojnie można podeprzeć niejedną społeczną dyskusję. To takie sfabularyzowane ostrzeżenie przed brutalnym tłem coraz bardziej wirtualnej codzienności.
„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

Rodzinna tragedia, śmierć męża, zaginięcie dziecka, prostytucja, molestowanie, szczątki dziecka w piwnicy, dawne tajemnice, lęk przed ciemnością i wreszcie powracający od lat dziwny sen – wydawać by się mogło, że tak bogaty splot wątków fabularnych to za dużo dla jednej historii, ale jak pokazuje Ewa Przydryga, można stworzyć intrygującą fabułę i oprzeć ją na mocno różnorodnej podstawie. Topieliska to właśnie taki thriller – tematycznie bardzo zróżnicowany, w odczuciu natomiast nieśpieszny i całkiem klimatyczny.

Autorka oddaje tu głos głównej bohaterce – to Pola samodzielnie relacjonuje wydarzenia, dzięki czemu odbiorca nie tylko obserwuje kolejne sceny, ale też poznaje bieżące przemyślenia kobiety. To dość częsty zabieg w thrillerach psychologicznych, daje bowiem możliwość wejścia w skórę bohatera, ale w tym przypadku potencjał ten nie do końca się sprawdza. Niby czytelnik poznaje myśli Poli, próbuje też wielokrotnie zinterpretować dręczący ją od lat sen, ale jednocześnie nie czuje tej postaci na tyle, aby się z nią utożsamić. Prawdopodobnie jest to związane z minimalizacją strefy emocjonalnej, która zazwyczaj tworzy więź między bohaterem a jego odbiorcą. Tu tych uczuć zwyczajnie brakuje. Ogromna tragedia rodzinna, śmierć męża i poszukiwanie zaginionego dziecka to tak trudne tematy, że nie sposób tak szybko i niezauważalnie zdjąć ich ciężar z siebie. Pola niemal od razu zaczyna swoje poszukiwania, choć w moich oczach szuka niezdefiniowanego. Tak do końca nie wiadomo, co kieruje jej często spontanicznymi ruchami – z pewnością nie jest to poszukiwanie synka. W Topieliskach brakuje mi zatem nie tylko ludzkiej strony głównej bohaterki, ale też celu fabularnego, który motywuje ją do rozmaitych działań.
W tej historii pojawia się bowiem cały wachlarz wątków – początkowy wypadek i związana z nim tragedia rodzinna to tylko czubek potężnej góry lodowej. Na łamach jednej powieści Ewa Przydryga prezentuje tak rozmaite tematy, że każdy z nich mógłby stanowić motyw oddzielnej debaty społecznej. Ta różnorodność sprawia, że odbiorca łatwo wpada w sidła zastawionej pułapki. Śledzi poczynania bohaterki i próbuje zrozumieć, gdzie one ostatecznie ją doprowadzą. Trzeba w tym miejscu oddać autorce jedno – potrafi sprawnie manipulować czytelnikiem. Chociaż w trakcie kolejnych scen można mieć pewne podejrzenia, można nawet podejrzewać odpowiednie osoby, to jednak trudno rozrysować sobie w głowie dokładnie taki scenariusz, jaki finalnie został rozegrany. Ten element sprawia, że książkę Ewy Przydrygi, mimo jej dość nieśpiesznego tempa, czyta się naprawdę dobrze i przyjemnie. Co ciekawe, tytuł Topieliska nie jest bez znaczenia – autorka określa tym mianem złe doświadczenia życiowe, które swoją emocjonalną głębią tak bardzo topią człowieka w bezradności, iż ten zwyczajnie nie potrafi wydostać się na zewnątrz. Ta interpretacja z pewnością pomaga w prawidłowym rozumieniu zdarzeń.

Chociaż powieść Ewy Przydrygi nie jest w mojej opinii idealnym thrillerem psychologicznym – brakuje tu odpowiedniego tempa, strefy emocjonalnej głównej bohaterki oraz wyraźnie zarysowanego celu fabularnego – to jednak jestem przekonana, że Topieliska będą naprawdę świetną rozrywką dla niejednego miłośnika gatunku. Wachlarz pełen rozmaitych wątków, ukryta w snach tajemnica i jakże szalone rozwiązanie sprawiają, że książkę czyta się z prawdziwym żywym zainteresowaniem.

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

Marta Reich – autorka, która kilka lat temu zauroczyła mnie szalenie inteligentnym debiutem kryminalnym (Morderstwo i cała reszta) oraz jego równie emocjonującą kontynuacją (Sztuki i sztuczki), właśnie wykonała odważny krok w stronę znacznie delikatniejszej literatury obyczajowej. Ten krok z pewnością zaskakuje, ale jednocześnie okazuje się nadzwyczaj przyjemny w odbiorze. Każde Twoje słowo to niezwykle poruszająca historia trzydziestoparolatków, którzy niesieni korporacyjną codziennością, nieoczekiwanie zaczynają mierzyć się z własnymi wspomnieniami. Tym samym, wracają do bolesnych emocji, które doszczętnie zmieniły ich ówczesne, jeszcze studenckie życie.

Ta opowieść fabularnie zawiera wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Tajemnicza historia zamknięta w skrzynce przeszłości, intensywne słodko-gorzkie przeżycia, sentymentalny przekrój Warszawy ostatniego dwudziestolecia i wreszcie wiarygodni współcześni bohaterowie, z którymi tak łatwo można się utożsamić. I jeszcze Londyn oraz szalone życie na emigracji, któremu tak łatwo dać się pochłonąć. Trudne decyzje, niefortunnie sformułowane myśli, dawne tajemnice i liczne niedopowiedzenia – to właśnie słowa, te wypowiedziane na głos, te ledwo wyszeptane i te celowo przemilczane – budują historię Karoliny, trzydziestoparolatki, wyraźnie pochłoniętej przez korporacyjną rzeczywistość. Gdy w pracy nieoczekiwanie pojawia się dawny ukochany Nelson, świat tej dwójki zaczyna lawirować wokół pozornie uśpionych wspomnień. Wracają piękne uczucia, wraca szczypta artystycznej duszy i wreszcie wraca ból rozbitego serca, które zdaje się wciąż tak bardzo krwawić.

Chociaż bieg wydarzeń jest raczej stonowany, z pewnością nieśpieszny, to jednak buzujące w bohaterach emocje sprawiają, że historia ta zdaje się nieprzerwanie żyć w umyśle czytelnika. Trudno przerwać lekturę choć na chwilę, trudno o niej nie myśleć – tak bardzo człowiek chce być częścią tego pięknego scenariusza. Warto też wspomnieć o niemal artystycznej scenografii, bo mimo zmiany gatunku literackiego, Marta Reich pozostała wierna jednemu – sztuce, która podobnie jak tworzyła osobliwe tło cyklu kryminalnego, tak i tutaj tworzy wyjątkową przestrzeń w życiu głównej bohaterki. To niesamowite, jak bardzo trafnie zgrał się ten motyw z kształtem całej fabuły. Podobnie trafiły do mnie retrospekcje, które prezentowane naprzemiennie z bieżącą akcją, sukcesywnie odkrywały kolejne rąbki tajemnicy.

Niezwykle piękna, intrygująca, mocno sentymentalna i przede wszystkim absolutnie wciągająca! Każde Twoje słowo to dla mnie esencja literackiej przyjemności – w stworzonym przez Martę Reich świecie jest bowiem wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Świetna fabuła, intensywne ludzkie emocje i wreszcie dawne tajemnice – przyznaję, że jestem doszczętnie zachwycona tym tytułem!
„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

Napisać dobry kryminał nie jest rzeczą prostą. Potrzebny jest nie tylko osobliwy główny bohater i jakaś zbrodnia, ale też przemyślana, dobrze rozpisana i przede wszystkim mocno tajemnicza intryga, której ogniwa będą porządnie trzymać odbiorcę w napięciu. Oczywiście, przydałby się też sprawca zbrodni, który swoim sprytem zaskoczy nie tylko głównego bohatera, ale też samego czytelnika. Ta reguła zdaje się być literackim pewniakiem, ale jak pokazuje debiutujący na rynku wydawniczym Maciej Klimarczyk, można nieco zaryzykować i zamiast przeciągle ukrywać sprawcę, wystarczy zaangażować go do najważniejszej roli…

Śpiewaczka właśnie taka jest. Tytułowa bohaterka sama przyznaje się tu do morderstwa i realizując swój przebiegły plan, zaczyna psychologiczną grę ze śledczymi i lekarzami. W tym przypadku pytanie nie brzmi „Kto zabił?”, a raczej „Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?”. To właśnie ta celowa jawność sprawcy wpływa na wyjątkowy charakter powieści. Niby czytelnik wie znacznie więcej niż prokuratura i zajmujący się sprawą śpiewaczki lekarze, ma wręcz okazję uczestniczyć w akcie krwawego morderstwa, a jednak motyw działań Elizy Kanteckiej długo pozostaje pod nadzorem tajemnicy. Motyw lub jego brak, gdyż wyspecjalizowane oko psychologów doszukuje się tu także innej, zaskakująco patologicznej możliwości. Jedno jest pewne – słynna primadonna opery bydgoskiej właśnie podjęła się roli życia.
W umyśle śpiewaczki zauważalnie buzują rozmaite emocje. To właśnie one uruchamiają mechanizm zła, a ten buduje coraz większą sieć kłamstw i celowych manipulacji. Tu mimo otwartości działań, do końca nie ma stuprocentowej pewności, jak dokładnie działał umysł Kanteckiej w momencie zbrodni. Jedno jest jednak pewne, autor – psychiatra, seksuolog i doktor nauk medycznych – w niesamowity sposób przemierzył własną wiedzę zawodową, aby zbudować historię nie tyle interesującą, co naprawdę świeżą, intrygującą i przede wszystkim mocno przekonującą. Co ciekawe, autor fabularnie przemierza nie tylko bydgoskie ulice, ale dodatkowo urozmaica powieść w akcenty rodem z samego Watykanu. Sceny te, choć początkowo mało związane z wątkiem głównym, finalnie okazują się mieć duże znaczenie w całej historii.

Nieszablonowa intryga kryminalna, mocno psychologiczny charakter powieści oraz swoista postać primadonny-morderczyni sprawiają, że Śpiewaczka to powieść zaskakująco świeża, zagadkowa i z pewnością przekonująca. Debiutujący tym tytułem Maciej Klimarczyk – psychiatra i seksuolog w życiu zawodowym – świadomie zagłębia się w umysł głównej bohaterki, sprytnie manipuluje jej myślami i wykorzystując mało zbadane przypadki chorobowe, daje śledczym materiał do iście medycznych przemyśleń. Debiut pana Klimarczyka polecam nie tylko miłośnikom rasowego kryminału, ale też fanom thrillerów psychologicznych – przy tej historii po prostu nie sposób się nudzić. 
„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

Były gliniarz ponownie w akcji. Takich bohaterów widział już nie jeden kryminał, a jednak duetowi Beacie i Eugeniuszowi Dębskim udaje się stworzyć postać, której działania śledzi się z żywym zainteresowaniem. Usunięty ze służby za przestępstwo – de facto, niepopełnione – Tomasz Winkler podejmuje się sprawy morderstwa, która w policyjnych aktach została już odsunięta w przysłowiowy kąt. Dwudziesta trzecia to powieść z pewnością wyjątkowa – sprawca jest tu bowiem teoretycznie podany na tacy, a stawianym pytaniem nie jest „Kto dokonał zbrodni?”, a raczej „Jak udowodnić, że to właśnie on?”.

Samo morderstwo nie jest w żaden sposób osobliwe. Ofiarą okazuje się małżonka bogatego biznesmena, który to zdesperowany jawną niemocą policji, oferuje Winklerowi nagrodę pieniężną za zdobycie dowodów pogrążających domniemanego sprawcę. To właśnie z taką sprawą próbuje się zmierzyć były stróż prawa. Bohater zgoła interesujący – głównie przez wzgląd na parszywy błąd przeszłości, a mianowicie składanie zeznań przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Co warto podkreślić, to właśnie środowisko lekarzy zdaje się ważne w toku podjętej przez niego sprawy. Były gliniarz nie działa jednak sam. Jego nieodzownym suportem okazuje się 80-letnia babcia Roma, maniaczka sudoku i jednocześnie miłośniczka mocniejszych trunków, z którą to Winkler nieprzerwanie prowadzi rozbrajające swym sarkastycznym podłożem dialogi – rozmowy tej dwójki zaprawione są zatem naprawdę uroczymi złośliwościami. Nieocenionym wsparciem dla tego duetu okazuje się też znajoma Iwa, specjalistka od trudnej młodzieży, z którą to razem w trójkę wpadają na trop znacznie bardziej przerażającej sprawy.
Wykreowana intryga jest w odczuciu naprawdę dobra, wciągająca i co warto wspomnieć, sposób jej przedstawienia zdaje się być daleki od współczesnych, często przesyconych krwią powieści kryminalnych. Tu autorzy skupiają się na klasyce, przede wszystkim na motywach i poszukiwaniu dowodów, poświęcając jedynie epizodyczną przestrzeń na opisy samych zbrodni. Akcja jest tu zauważalnie stonowana, nieśpieszna, czytelnik ma zatem zapewniony czas na spokojną analizę każdej sceny oraz każdej myśli głównego bohatera. Ten klasyczny w odczuciu kryminał potraktowany jest też bardzo opisowo, co z jednej strony sprzyja odbiorcom-detalistom, ale jednocześnie może przeszkadzać tym, którzy szukają swobodniejszej formy przekazu.

Dwudziesta trzecia to pozbawiony typowej brutalności kryminał miejski, wyraźnie nasączony klasyką, a przez to także nastawiony na szukanie motywów. Dość osobliwa postać byłego gliniarza oraz zaskakująco ironiczne dialogi między nim i babcią Romą sprawiają, że mimo mocno stonowanej, a z pewnością nieśpiesznej akcji, książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Powieść Beaty i Eugeniusza Dębskich polecam przede wszystkim tym, którzy szukają porządnego kryminału w starym klasycznym stylu.

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

Niezwykle przystojny, wyraźnie szarmancki i oczywiście dobrze ułożony – po prostu mężczyzna idealny, o jakim marzy prawie każda kobieta. Mężczyzna, któremu ufa się bezwiednie. Właśnie takiego bohatera przedstawia czytelnikom Diana Brzezińska w swojej powieści On. Książka, która zamiarem miała być prawdopodobnie gatunkowym thrillerem, w moim odczuciu okazuje się iście kryminalną historią z nutą prawdziwie dramatycznego ostrzeżenia.

Fabuła przedstawiona jest dwutorowo, odbiorca ma zatem możliwość śledzić bieg wydarzeń z dwóch różnych perspektyw, a tym samym zrozumieć, jak wielkie konsekwencje może przynieść nowo nawiązana relacja. Fatalne zauroczenie – tak nazwałabym uczucia, jakimi Anna obdarza nieoczekiwanego adoratora. Ślepo zapatrzona w wyśniony ideał mężczyzny, kobieta zwyczajnie wpada w jego pozornie przytulne sidła. Sidła psychopatycznego zła, o których bohaterka przekonuje się z czasem. Portret psychopaty to jeden z tych elementów powieści, który uważam za najlepiej zarysowany. Diana Brzezińska, prezentując bowiem działania mężczyzny, opisuje je za pomocą etapów poznawczych, stanowiących swoistą definicję tej zauważalnie toksycznej relacji. I co ważne, nie jest to prezentacja podręcznikowa, a raczej niecodzienne ostrzeżenie ubrane w sfabularyzowaną historię kryminalną.
Ogromnym plusem powieści jest także jej lekki i przejrzysty styl. Nie ma tu długich nużących opisów, autorka nie skupia się na czysto słownikowym opisie, w zamian oferuje przyjemną w odbiorze historię kryminalną, w której fragmentarycznie pojawiają się nawet wątki humorystyczne. Ten humor wyraźnie sprzyja rozluźnieniu i sam w sobie jest naprawdę zabawny, ale nie ukrywam, że mi osobiście kłócił się z powagą całej powieści. To samo dotyczy zaangażowania przyjaciółki prokuratora, która swoją charakterną i mocno sarkastyczną postawą zdawała się być niczym wyrwana z innej książki. Taką mam wręcz nadzieję, ponieważ jako odrębna postać, Gabriela Sawicka z pewnością mogłaby zdobyć serca wielu czytelników. Warto jeszcze wspomnieć słowem o kreacjach, a właściwie o braku typowego bohatera głównego. Chociaż Anna zdaje się być postacią pierwszoplanową, w końcu to jej relacja staje się fabularnym przykładem dla innych, to z jakichś przyczyn autorka blokuje jej pierwszy plan, wprowadzając na niego mało wyrazistych śledczych. To jednak taki szkopuł, który w mojej opinii będzie wadził jedynie niektórym.
Chociaż w powieść On wbiły się zbędne wątki humorystyczne, a zakończenie nie ma efektu zaskoczenia, to fabularnie tytuł ten okazuje się nie tylko przyjemnym w odbiorze dramatem kryminalnym, ale przede wszystkim swoistą przestrogą – takim sfabularyzowanym ostrzeżeniem, które powinna poznać każda kobieta. Powieść Diany Brzezińskiej polecam przede wszystkim tym, którzy w kryminałach szukają czegoś więcej niż tylko rozwiązanie zagadki.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger