Polecam

Najnowsze posty
„BĘDZIESZ MOJA” - DIANA BRZEZIŃSKA | Szczecin w obliczu wstrząsających zbrodni...

„BĘDZIESZ MOJA” - DIANA BRZEZIŃSKA | Szczecin w obliczu wstrząsających zbrodni...

Niektórzy są przekonani, że Szczecin leży nad morzem, inni natomiast twierdzą, że w Szczecinie nic się nie dzieje. Obie teorie są oczywiście błędne i tak, jak pierwszą obala geografia, tak drugą w nieco przewrotny sposób znosi literatura, która obierając za cel miłośników kryminałów, coraz częściej zaprasza ich do stolicy zachodniopomorskiego. Na tym skrawku polskiej ziemi poruszał się już stworzony piórem Marka Stelara Suder, teraz przyszedł czas na Wilka w niemal owczej, a z pewnością przystojnej skórze. I co ważne, arogancki śledczy nie działa sam, w rozpoczynającej nowy cykl kryminalny powieści Będziesz moja Diany Brzezińskiej towarzyszy mu bowiem nieco roztrzepana młoda profilerka, która wyglądem przypomina ofiary grasującego po mieście mordercy...

W tym przedstawieniu już wstęp robi ogromne wrażenie. Romantyczna kolacja, wytrawne wino i niepozorny, aczkolwiek piękny pierścionek zaręczynowy – ta scena powinna kończyć się pocałunkiem dwojga zakochanych ludzi, a jednak wieńczy ją niesiona spontaniczną decyzją zbrodnia, która staje się zalążkiem nadzwyczaj tajemniczej serii morderstw. Pomysłowo obudowana intryga kryminalna od początku sprawia wrażenie interesującej, niecodziennej i zagadkowej, ale jej najmocniejszą stroną bez wątpienia okazuje się to, jak mocno oddziałuje na wyobraźnię odbiorcy. Nieobliczalny sprawca podświadomie zmusza bowiem ofiary do odegrania roli, która dla niego samego zdaje się być najważniejszą sceną życia. W ten sposób czytelnik mimowolnie łapie się na próbie wizualizowania podobnej sytuacji – zaczyna intensywnie zastanawiać się, jak zareagowałby, gdyby to on właśnie został nazwany imieniem Alicja... 
Atutem fabularnym okazuje się także prowadzona regularnie sprawa zaginionego przed dziesięcioma laty mężczyzny, która sama w sobie nie jest może aż tak bardzo osobliwa czy wielce spektakularna, ale swoją obecnością wciąż przywraca niespokojną myśl, iż nie została umieszczona tu przypadkowo. Zaproponowany finał można częściowo naszkicować sobie wcześniej, autorka daje możliwość przygotowania się do takiego rozwiązania, ale w żaden sposób nie wpływa to na przyjemność z samej lektury. Diana Brzezińska niewątpliwie potrafi tak pokierować umysłem czytelnika, aby ten chłonął każdą scenę z rosnącym zainteresowaniem. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż debiutująca na rynku literatury kryminalnej autorka jest na co dzień aktywnie działającą prawniczką, a co za tym idzie, opisane w powieści realia pracy śledczych, stosowane procedury, czy chociażby proces tworzenia profilu sprawcy przedstawione są nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim rzetelnie, merytorycznie i zgodnie ze stanem faktycznym.

Powieść Będziesz moja to lektura niezwykle charyzmatyczna, ale jej wydźwięk nie byłby aż tak mocny, gdyby nie kipiące sarkastycznym obyciem kreacje, jakie autorka świadomie wypuściła na pierwszy plan. Krystian Wilk to nadmiernie pewny siebie mężczyzna, który z jednej strony sprawia wrażenie upiornie aroganckiego kobieciarza, z drugiej jednak wyraźnie spełnia się jako podkomisarz i pełniąc tę funkcję, wykazuje niebywałą skuteczność. Ada Czarnecka natomiast raczkuje w roli profilera i ewidentnie gubi się w rozgardiaszu własnego lenistwa, jest też zauważalnie roztrzepana i mało zorganizowana, ale w obliczu prowadzonego śledztwa jej rola okazuje się wręcz niezbędna. Mimo młodego wieku, bohaterka ta sukcesywnie otwiera się przed odbiorcą i pokazując mu bagaż osobistych doświadczeń, staje się eksponatem społecznego wkładu, jakim Diana Brzezińska celowo obudowała akcję fabularną. Jak widać, na łamach tej historii czytelnik nie wkracza w świat wyidealizowanych postaci, a raczej poznaje współczesnych młodych ludzi, którzy w jego oczach okazują naprawdę wiarygodni. 
Gdzieś w fabularnym powietrzu wyczuwa się między tą dwójką zapach sygnowanego już na okładce nieodpowiedzialnego romansu, ale nietrudno dostrzec, iż w pierwszym tomie autorka stawia dwoje zadziornych bohaterów bardziej pod szyldem wzajemnego słodko-sarkastycznego przekomarzania, niż w stricte erotycznych więzach. Co ma wisieć, nie utonie, a zatem można się spodziewać, iż tak subtelne posunięcie jest jedynie ciszą przed zjawiskową romantyczną burzą. W tej materii wyraźnie dużo się jeszcze wydarzy, a przynajmniej odbiorca otwarcie pragnie w to wierzyć. 

Recenzja w pigułce

Tytuł Będziesz moja to fabularnie dopracowany, charyzmatyczny i nadzwyczaj obiecujący debiut kryminalny, który zaskakuje nie tylko pomysłową intrygą i wyraźnym współczesnym charakterem, ale przede wszystkim niesamowitymi kreacjami, przy których uśmiech staje się stałym bywalcem na twarzy. Po przeczytaniu tej powieści nie mam najmniejszych wątpliwości, iż jest ona tak samo charakterna, jak jej autorka. Diana Brzezińska ewidentnie połknęła bowiem kryminalnego bakcyla i nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejny i z pewnością równie porywający tom.

„BYŁ SOBIE PIES II” – W. BRUCE CAMERON | Niesamowity pies Bailey powraca jako... suczka?

„BYŁ SOBIE PIES II” – W. BRUCE CAMERON | Niesamowity pies Bailey powraca jako... suczka?

Narracja pierwszoosobowa pełni w literaturze niesamowitą funkcję, wyraźnie zbliża bowiem czytelnika do głównego bohatera, pozwala trafnie zdefiniować drzemiące w nim uczucia i tym samym daje szansę na rozpoznanie usilnie targających nim emocji. Nie inaczej jest z kontynuacją bestsellerowej powieści Był sobie pies W. Bruce’a Camerona, lecz w tym przypadku odbiorca nie poznaje zdarzeń z perspektywy człowieka, tylko obserwuje ich mocno zakręcony bieg oczami wyjątkowego czworonoga. Znany z pierwszej części niesamowity pies Bailey właśnie powraca w nowym wcieleniu, aby wypełnić kolejną psią misję.

Coś jest takiego w książkach o zwierzętach, że nie sposób przebrnąć przez ich treść bez uronienia choćby najmniejszej łzy. Cameron działa w tej materii bezbłędnie, nie pozwala przejść obok przygód Bailey’a na sucho, świadomie przemierza warstwę emocjonalną odbiorcy i poprzez ukazanie wydarzeń z perspektywy śmiałego czworonoga, umożliwia mu zaskakująco rzeczową analizę codziennych zachowań. Najbardziej niesamowite zdaje się być to, że czytelnik widzi znacznie więcej, niż może zobaczyć Bailey w przydzielonym mu przez autora ciele rezolutnej suczki Molly. Osobliwa narratorka nieustannie obserwuje ludzkie zachowania, dostrzega w nich bardzo dużo zależności i stara się zdefiniować je swoim psim umysłem, ale nie zawsze jest w stanie wysnuć właściwe wnioski. Odbiorca często nie potrzebuje żadnej interpretacji. Nie potrzebuje, bo doskonale wie, że to, co w odczuciu psiego bohatera jest tylko dziwnym, osobliwym lub niecodziennym zachowaniem, tak naprawdę jest dramatem, który rozgrywa się na oczach nieświadomego stworzenia.
Nadzwyczaj kruche relacje matki z nastoletnią córką, narastające problemy z akceptacją siebie i związana z tym bulimia, skrajny narcyzm, a także ogólny brak zrozumienia dla wartości międzyludzkich – to najważniejsze obszary, jakie zostają poruszone przez Camerona. Autor niby stwarza ciepłą, przyjemną i tym samym potulną familijną atmosferę, ale nie sposób nie zauważyć, że Był sobie pies II to przede wszystkim lektura moralizująca, refleksyjna i uświadamiająca, a niekiedy także ostrzegawcza. Co ważne, nie jest to, jak można się wstępnie spodziewać, tytuł jedynie dla dzieci. Książka W. Bruce’a Camerona w równym stopniu trafi do młodszego, jak i do bardziej wytrawnego czytelnika. I nie chodzi tu o świeżość samej historii, zauważanie nośny styl, czy zaangażowanego do głównej roli psa. Sukcesem tej powieści jest przede wszystkim uniwersalność zawartego w niej przekazu, tak optymalnie zgranego z treścią fabuły. 

Czy niespokojne życie Molly okaże się dla Bailey’a wystarczające, a może znany psi bohater będzie musiał przybrać więcej wcieleń, aby w całości wypełnić swoje przeznaczenie? Nie mam wątpliwości, że akurat o tym warto się szybko przekonać.


SPOTKANIE AUTORSKIE Z WOJCIECHEM CHMIELARZEM | RELACJA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z WOJCIECHEM CHMIELARZEM | RELACJA

Polski pisarz, laureat Nagrody Wielkiego Kalibru, autor cyklu kryminalnego z komisarzem Jakubem Mortką oraz świetnie przyjętego Żmijowiska, właśnie spotkał się z czytelnikami w Warszawie, aby promować swoją najnowszą powieść Rana. O czym opowiadał Wojciech Chmielarz podczas warszawskiego spotkania autorskiego?

LEGENDA O BAZYLISZKU… 
Akcja Rany umiejscowiona została w szkole i jak się okazuje, nie jest to dziełem przypadku. Wojciech Chmielarz wychodzi bowiem z założenia, że pisarz powinien pisać na takie tematy, na których zna się nieco bardziej niż przeciętny czytelnik, a w związku z tym, że żona autora jest nauczycielką, szkoła jest dobrze znanym mu środowiskiem. Przykładowo, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że ponad połowa nauczycieli ma obecnie ponad 50 lat, a to oznacza, że już niedługo zabraknie osób, które będą nauczać w sektorze publicznym. Na ten moment coś takiego jak nauczyciel przed trzydziestką można porównać niemal do legendy o Bazyliszku – takie zjawisko po prostu przestaje istnieć. Autor przyznał, że sytuację w polskiej szkole można nazwać niemal stanem przedzawałowym i to właśnie dlatego oficjalnie wspiera strajki nauczycieli. Zapytany jednak o to, czy sam mógłby zostać nauczycielem, z wyraźnym uśmiechem stwierdził, iż w tym zawodzie z pewnością zabrakłoby mu cierpliwości. 

SZNAUCERKA ŹRÓDŁEM MROKU?
Prowadzący spotkanie i jak zwykle niezawodny Zygmunt Miłoszewski postawił na wyjątkowo luźną atmosferę, a co za tym idzie, autor Rany niejednokrotnie musiał przebijać się przez głośny śmiech widowni, aby odpowiedzieć na kolejne pytania. Jak to bowiem możliwe, że tak zwyczajny człowiek, posiadający słodkiego sznaucerka miniaturkę, żonę i dzieci, do tego wrzucający na Instagrama biegowe zdjęcia i marzący o tym, aby mieć zwykłą Toyotę, potrafi budować w powieściach aż taki mrok? Wojciech Chmielarz szybko sprostował, że sznaucerka tylko z pozoru jest taka miła i potrafi szczekać na każdego gościa, ale oczywiście to nie warcząca suczka jest źródłem literackiego mroku, a swego rodzaju prywatne egzorcyzmy, takie wewnętrzne obawy przed tym, co dzieje się na świecie. W przypadku Rany takim demonem była przemoc wobec dzieci, która ma naprawdę różne oblicza. 

JAK PRZEBIEGA EKRANIZACJA ŻMIJOWISKA?
Pytania o ekranizację Żmijowiska nie mogło zabraknąć. Autor potwierdził, że skończyły się już zdjęcia, serial jest właśnie montowany i tym samym jest duża szansa, że widzowie zobaczą go już jesienią na antenie telewizji Canal+. Wojciech Chmielarz miał okazję odwiedzić latem plan zdjęciowy, jest też współautorem scenariusza wraz z Daną Łukasińską i chociaż spotkał się z opinią, iż to Dana napisała lepsze odcinki od niego, to wszystko wskazuje na to, że będzie to kawał naprawdę dobrego i tym samym ciekawego serialu kryminalnego. Prawa autorskie do najnowszej powieści również zostały już sprzedane, ale zgodnie ze słowami autora, ścieżka od sprzedaży praw do realnej ekranizacji jest naprawdę długa i po drodze jeszcze milion rzeczy może się wywrócić. 

PRODUCT PLACEMENT W RANIE?
Jak się okazuje, w jednej ze scen Rany, główna bohaterka wyjmuje z szafki saszetkę herbaty Saga. Zygmunt Miłoszewski nie omieszkał zapytać autora, czy był to chwyt marketingowy zastosowany we współpracy ze znaną marką, czy też ta konkretna herbata pojawiła się w książce przez przypadek. Wojciech Chmielarz stanowczo powiedział, że nie była to monetyzacja pozycji, chociaż jednocześnie przyznał, że zdarzyło mu się już pytanie o tzw. product placement. Kiedyś zadzwoniła do niego bowiem pani reprezentująca producenta luksusowych samochodów. Autor, widząc już oczami wyobraźni, jak otrzymuje nowe auto, poczuł się naprawdę zawiedziony, gdy okazało się, że pani chciała tylko, aby umieścił samochód w swoich powieściach - niestety bez żadnego samochodu w gratisie. 

NABRZMIAŁY…, CZYLI JAK ŁADNIE NAPISAĆ SCENĘ EROTYCZNĄ?
Zapowiadając ten moment niemal od początku, Zygmunt Miłoszewski przytoczył uczestnikom fragment Rany, w którym dochodzi do zbliżenia dwójki bohaterów. Nie od dziś wiadomo, że sceny erotyczne to dla polskich pisarzy nie lada zagwozdka, gdyż wymuszona zostaje na nich swego rodzaju pruderia językowa, wymagająca albo fizjologicznej dokładności, albo wulgarnego języka, z którego naprawdę trudno wybrnąć w przyzwoity sposób. Wojciech Chmielarz przyznał, że polski język w sferze seksualnej jest po prostu koszmarny, brakuje w nim pewnej neutralności, która oddaliłaby myśl o sprawozdaniu z sekcji zwłok czy scenie z typowego filmu porno. Polskim autorom nie pozostaje zatem nic innego, jak budować łamańce językowe i kombinować, aby sceny erotyczne były jak najbardziej przystępne w odbiorze. W Ranie jest to temat o tyle ważny, że seks pokazany jest w niej jako prawdziwe narzędzie władzy i tym samym nie może być opisany wymijająco .

Zastanawiasz się, gdzie kupić najnowszą powieść Wojciecha Chmielarza?
Poniżej podpowiadam, gdzie możesz dokonać najkorzystniejszego zakupu.


"INKUB" - ARTUR URBANOWICZ | Czy autor miał pomysł na widowisko kompletne?

"INKUB" - ARTUR URBANOWICZ | Czy autor miał pomysł na widowisko kompletne?

Gdy kilka lat temu odkrywałam przerażające w swej treści opracowanie Młot na czarownice i jednocześnie żywcem chłonęłam inne tytuły poświęcone czarnej epoce średniowiecza, nawet przez myśl mi nie przeszło, że wrócę do tego tematu dzięki powieści duszą i scenerią ulokowanej na polskiej Suwalszczyźnie. A jednak, za sprawą niezwykle obszernego, doszczętnie przemyślanego i przede wszystkim fabularnie zdumiewającego Inkuba znalazłam się w scenariuszu nie tylko świeżym i zaskakującym, co wręcz miażdżącym ludzką wyobraźnię. Artur Urbanowicz ponownie pokazał bowiem, że jego twórczość nie ogranicza się do przykładnego zapisu niesionych fantazją zdarzeń, a raczej – poprzez intrygującą, logiczną i dogłębnie uzasadnioną sekwencję opisywanych zjawisk – staje się przeżyciem samym w sobie. Warto dodać, że przeżyciem szalonym, fascynującym i bez dwóch zdań niezapomnianym. 

Artur Urbanowicz już swoim debiutem (Gałęziste) udowodnił, że potrafi dobrać epitety na tyle barwnie, dosadnie i przekonująco, aby stworzyć atmosferę idealnie komponującą się z zaproponowaną historią fabularną. Dokładnie tak samo jest z Inkubem, którego klimat okazuje się nie tylko mroczny i upiorny, co przede wszystkim gęsty, smolisty, złowieszczy i w każdym fragmencie niepokojący. Przekraczając próg tej powieści, czytelnik decyduje się zatem na dobrowolny udział w przedstawieniu, którego diaboliczny nastrój – tak dobrze spisany wyobraźnią autora – rozprzestrzenia się równomiernie po wszystkich zmysłach. To charakterystyczne napięcie nie rozchodzi się jednak non stop z tą samą intensywnością, jego zalążek zdaje się być wręcz niewinny, dopiero w kolejnych aktach autor pozwala mu wymykać się z pierwotnie osadzonych ram, momentami delikatnie, jedynie sygnalizując nadchodzące wydarzenia, wyrywkowo dając mu jednak coraz większą swobodę. Właśnie ten zróżnicowany przydział emocji sprawia, że Inkub wciąż trzyma odbiorcę w ryzach niepewności, w jednej chwili intryguje, aby po chwili rozbawić, przerazić lub po prostu dostarczyć kolejnych pytań. Warto też dodać, że autor uzbraja powieść w zauważalnie świeży, niewymuszony i fabularnie dobrze wbudowany humor sytuacyjny, który dodatkowo pozwala odbiorcy regularnie uśmiechać się pod nosem.
Klimat powieści z pewnością nie byłby tak bardzo wyczuwalny, gdyby nie świadomie dobrana sceneria. Jodoziary niemal w całości pochłonięte są bowiem mglistą aurą tajemnicy. Niedziałające telefony, swoiste odgłosy, zagubione krzyże i krucyfiksy, a także zielone światło, rozchodzące się niczym groźna poświata między przesiąkniętymi nocną ciemnością konarami leśnych drzew. Do tego lokalna historia, wedle której kilkadziesiąt lat wcześniej w jednym z domów mieszkała kobieta uznawana za czarownicę. W tej jakże enigmatycznej wiosce nawet mieszkańcy zdają się być zniechęceni życiem, ponurzy, schorowani, totalnie wręcz czymś przygnębieni. Czym właściwie jest to osobliwe coś, co nieustannie wgryza się w ich witalność i wysysa ją niemal do cna? To niektóre z elementów zagadki, jaką autor stawia przed czytelnikiem. Zagadki, która swymi szponami chwyta nie tylko bieżących wydarzeń, ale również tożsamych dziwnych zjawisk, jakie miały miejsce w Jodoziarach w latach 70-tych. 

Dwutorowo prowadzona akcja pozwala spojrzeć na intrygę nieco szerzej, odbiorca ma bowiem możliwość starcia niektórych epizodów z przeszłości z obecnymi zdarzeniami, krystalizując sobie w głowie mniej lub bardziej rzeczowe podejrzenia. Takiej szansy pozbawiony zostaje natomiast Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia, który mimo umiejętności aktywnie wspieranych przez mocny instynkt śledczy oraz czułe zmysły, musi dodatkowo otworzyć umysł na zjawiska, które zdają się przeczyć kultywowanej przez lata logice. To właśnie ten bohater, poprzez własny upór i trafną analizę zdarzeń, uświadamia odbiorcy, że w tej układance nic nie jest dziełem przypadku. Każdy, nawet pozornie nieistotny epizod, ma znaczenie dla całego procesu śledczego. Kreacja tego bohatera okazuje się nadzwyczaj autentyczna, autor uzbraja Vytautasa zarówno w cechy potwierdzające obrany przez niego zawód, jak chociażby odwaga, pewność siebie czy determinacja, ale nie zapomina o budowaniu jego słabszych stron, pokazując nieporadność policjanta w stosunku do upatrzonej kobiety lub zupełną niemoc w obliczu nieznanych mu zjawisk. 
Analizując Inkuba, nie sposób nie wspomnieć o sposobie, w jaki Artur Urbanowicz przedstawia poszczególne elementy intrygi. Autor nie wzbrania się bowiem przed ujawnianiem osoby podejrzanej, czytelnik od początku ma zatem świadomość, w którą stronę powinny podążać jego zmysły, nieustannie poznaje też kolejne fragmenty układanki i chociaż część pytań pozostaje finalnie bez odpowiedzi, koniec pozwala mu zobrazować pełny i przede wszystkim logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Mogłabym napisać, że samo zakończenie zaskakuje lub przynosi pełną satysfakcję, ale w przypadku tej powieści byłoby to zdecydowanie za mało. Finał Inkuba to prawdziwa, niemal namacalna ekspansja szoku i niedowierzania, jego treść spada bowiem na odbiorcę niczym grom z jasnego nieba i tym samym buntuje się przed wejściem do jego świadomości. To tego rodzaju zakończenie, przy którym czytelnik mimowolnie wstrzymuje oddech, aby po chwili wykrzyczeć stanowcze „nie”.


Recenzja w pigułce

Inkub szokuje różnorodnością nastrojów. To lektura inna niż wszystkie, niecodzienna, z jednej strony duszna, brudna i niepokojąca, z drugiej natomiast zaskakująco lekka, przyjemna i humorystyczna. Artur Urbanowicz ponownie pokazał, że poprzez pierwszorzędną i świetnie zazębiającą się intrygę fabularną, odpowiednio wbudowaną w klimat narastającej grozy, a także poprzez przekonujące kreacje oraz regularnie przebijający się przez mglistą aurę humor sytuacyjny, można zbudować widowisko właściwie kompletne. Inkub to w moim odczuciu powieść najwyższej próby.

„WSZYSCY JESTEŚMY ZBŁĄKANYMI OWCAMI” - STEFANIA MARIA JAGIELNICKA

„WSZYSCY JESTEŚMY ZBŁĄKANYMI OWCAMI” - STEFANIA MARIA JAGIELNICKA

Można w życiu pretendować do miana osoby szczęśliwej, ale nietrudno dostrzec, że szczęście to stan swego rodzaju bezpieczeństwa, które dla każdego może podlegać innej definicji. Może to być wewnętrzny spokój ducha, może stabilizacja zawodowa, a może przyjemnie rozpływająca się fala namiętności. Szczęścia rzeczywiście można dotknąć, ale ze świecą szukać kogoś, kto na drodze do jego odkrycia nie poczuje choć szczypty prawdziwej goryczy. Goryczy, sumiennie dawkowanej przez codzienne życie. Taką właśnie ścieżkę do realizacji szczęścia buduje swojej bohaterce Stefania Maria Jagielnicka w powieści Wszyscy jesteśmy zbłąkanymi owcami.

"... głębia łez, którą każdy musi przepłynąć..."

Na planie tej fabuły niewątpliwie spotykają się barwne osobowości, lecz tę najważniejszą rolę odgrywa Beata, kobieta po wielu przejściach, wciąż szukająca własnego miejsca na ziemi i wyraźnie rozgoryczona różnicami między mentalnością polską a niemiecką. Do roli potencjalnego partnera Beaty zaangażowany zostaje Thomas, kobieciarz z życiorysu, a jednak ułożony przez lata doświadczeń mężczyzna, którego w potocznej relacji można nazwać niemal ostoją spokoju. Spotkanie tej dwójki nieoczekiwanie przeradza się w swoistą eksplorację dusz, bohaterowie zaczynają porównywać codzienne doświadczenia, przez co stają się sobie bliscy już przy pierwszym wspólnym kontakcie. Czytelnik od początku widzi, że rodzi się między nimi nie tylko aura przyjaźni oraz swego rodzaju egzystencjalne zrozumienie, ale też niespodziewana wzajemna fascynacja.
Chociaż powieść zdaje się nosić znamiona typowego romansu, to nietrudno zauważyć, że swoim osobliwym tłem wkracza także w ramy dramatu o zauważalnie politycznym charakterze. Autorka jawnie wchodzi bowiem w obszar historii społeczno-politycznej, uzupełniając profile postaci nie tylko o konkretne wartości, ale też o mocno sprecyzowane poglądy. Wspomina m.in. proces inwigilacji oraz wymuszanie współpracy z bezpieką, prezentując w ten sposób warunki, w jakich kształtowała się postawa głównej bohaterki. Prosty język oraz rozmaite skręty fabularne sprawiają, że książkę czyta się szybko i przyjemnie, lecz trzeba przyznać, że sama historia częściowo umyka ramom realności, trochę tak, jakby poszerzała pole wyobraźni, znacząco omijając rachunek prawdopodobieństwa. Dzieje się tu dużo, intensywnie, akcja z każdą stroną zmienia swój obrót, przez co czytelnik nie ma szans na nudę, ale jednocześnie podczas lektury wciąż pojawiają się pytania o meritum całej intrygi. Bo, że intryga na łamach tej powieści została zbudowana, to fakt niezaprzeczalny.

Recenzja w pigułce

Propozycja pani Jagielnickiej to historia ocierająca się nie tylko o błyskawiczny romans, ale też dramat natury politycznej, w którym szybko mknąca akcja próbuje dotrzeć się z tajemniczo obudowaną intrygą. Chociaż sama fabuła zdaje się być mało realna, to nie ma wątpliwości, iż tytuł Wszyscy jesteśmy zbłąkanymi owcami jest w finalnym odczuciu zaskakujący, barwny i po prostu inny niż wszystkie.

„WYSPA” - ŻANNA SŁONIOWSKA | Kieliszek rosé sancerre?

„WYSPA” - ŻANNA SŁONIOWSKA | Kieliszek rosé sancerre?

Wena twórcza najczęściej przychodzi sama. Pisarze uwielbiają ten moment, kiedy zaskakująca niewidzialna siła niemal samoistnie niesie ich przez kolejne strony tworzonego właśnie tekstu. Ale nie zawsze wena pojawia się sama, czasami trzeba jej poszukać, a nawet wyruszyć w podróż, aby dać sobie szansę na poczucie jej niezwykłej egzystencji. Tak właśnie czyni Dawid, bohater zaskakująco sensualnej powieści Wyspa, którą czytelnikom prezentuje Żanna Słoniowska. 

WYRAŻONA ZA POMOCĄ CZTERECH PÓR ROKU 

Dawid to pisarz wybitny i ewidentnie spełniony w oczach świata, ale sam wciąż szuka satysfakcji we własnych utworach. W ramach prezentu na czterdzieste urodziny przybywa na tytułową Wyspę, aby w specjalnym Domu Literatury oddać się pracy pisarskiej. Tam spotyka swoją znajomą Muriel, kobietę zauważalnie starszą, mocno tajemniczą. Czytelnik pozbawiony jest szans na wyraźne zdefiniowanie jej osobowości, poznaje ją bowiem oczami wyobraźni Dawida, a nie z perspektywy obiektywnego narratora, chociaż to właśnie ten ostatni relacjonuje wszystkie wydarzenia. Relacja tych dwojga, wyrażona za pomocą czterech pór roku, przez cały czas zdaje być mocno nieznośna, wciąż wisi w powietrzu, a jednak nie werbalizuje się w żaden obrazowy sposób. W oczach odbiorcy jest jakby świadomie zaakcentowana nutą niedopowiedzenia, w oczach bohatera natomiast – niemal niszcząca duszę. 
TO NIE POWINNO MIEĆ MIEJSCA 

Gdzieś z pomiędzy wierszy wciąż wypływa pytanie, czy opisane uczucie jest dwustronne, czy też kreuje je wyobraźnia Dawida. Czytelnik obserwuje głównego bohatera nieustannie, wraz z nim przegląda jego własne myśli i bez trudu dostrzega, jak bardzo potargana staje się jego warstwa emocjonalna. To zaskakujące uczucie nie powinno mieć przecież miejsca, zbyt bardzo wymyka się ramom utartej moralności, zdaje się być grzeszne. A jednak istnieje i jest krystalicznie wręcz szczere. Takie sytuacje są prawdopodobnie najgorsze, wymuszają na człowieku zachowania, do których ten nie chce się nawet przyznać, a czasami celowo wręcz wypiera je z własnej świadomości. 
SŁOWA STAJĄ SIĘ ZMYSŁAMI 

Powieść Żanny Słoniowskiej okazuje się w odczuciu mocno sensualna, autorka od początku nastawia czytelnika na uruchomienie różnych zmysłów i samodzielne definiowanie powstających na jego oczach uczuć. Przeczytać tę książkę można oczywiście szybko i bezwiednie, ale dla tak subtelnej prozy byłoby to bardzo krzywdzące. Ta fabuła wymaga nie tylko rozważnego dobierania myśli i świadomej próby interpretacji, ale też dużej dozy wrażliwości, która pozwala przeżyć ją bardziej intensywnie. Czytając Wyspę, odnosi się bowiem wrażenie, że słowa nabierają tu znaczenia zmysłów. Pozwalają widzieć, słyszeć, czuć... Pozwalają też dotykać i smakować – stają się niejako definicją swoistej relacji, jaka tworzy się między bohaterami.

Recenzja w pigułce

Proza Żanny Słoniowskiej daleka jest od utartych schematów – Wyspa to książka, której właściwie się nie czyta, ją się przeżywa i trawi długo po zakończeniu ostatniej strony. Nie mam wątpliwości, iż jest to powieść skierowana do osób wrażliwych i szukających w literaturze czegoś więcej niż tradycyjny romans.

„ODWYK” - ADAM WIDERSKI | Zbrodnie w kręgu życiowych uzależnień

„ODWYK” - ADAM WIDERSKI | Zbrodnie w kręgu życiowych uzależnień

To miejsce powinno być przyjemne, komfortowe i czyste. Powinno być też nieskazitelne pod względem moralnym, gdyż mocno skażeni są ludzie, którzy w nim przebywają. Skażeni własnymi decyzjami i wciąż nachodzącymi ich demonami przeszłości. Renomowana klinika leczenia uzależnień – to miejsce powinno wręcz koić tych, którzy szukają szansy na nowy start, ale jak pokazuje obszerny debiut Adama Widerskiego, równie dobrze może stać się zalążkiem poważnie zapętlonej intrygi kryminalnej. Tym razem Odwyk to terapia pełna różnorodnych emocji. 

ŚLEDCZY W T-SHIRCIE

Dżinsy i t-shirt z nadrukiem Linkin Park – właśnie tak ubiera się śledczy, któremu towarzyszy odbiorca w debiucie literackim Adama Widerskiego. Piotr Krzyski to policjant doszczętnie zaangażowany w śledztwo, zdeterminowany i bez wątpienia inteligentny, ale jednocześnie mocno niepokorny. Stara się niby trzymać nerwy na wodzy, ale wyraźnie widać, jak bardzo chce wyładować wewnętrzną złość. Tradycyjny narrator wielokrotnie przywołuje impulsywne myśli, jakie kłębią się w głowie Krzyskiego. Ten człowiek nie ma oporów, aby podczas przesłuchań odgrywać rolę złego policjanta, ale jako główny bohater, zostaje wystawiony na wyjątkowo ciężką próbę. Nie tylko ze względu na parszywe śledztwo – tak bardzo ocierające się o jego traumatyczne dzieciństwo i jednocześnie zabierające fragmenty szczęścia w jego obecnym życiu osobistym, ale również przez wzgląd na przydzieloną do zadania koleżankę, która nieustannie kusząc go swoim ponętnym ciałem, próbuje wkraść się w jego męskie łaski. 
BRUTALNIE I SYMBOLICZNIE 

Autor od początku mocno skupia się na pracy policji śledczej i z dużą dokładnością odwzorowuje sceny, które pojawiły się w jego wyobraźni. Czytelnik ma zatem szansę uważnie obserwować poszczególne działania, może też swobodnie wgryźć się w dialogi policyjne i tym samym formułować własne wnioski z prowadzonego dochodzenia. Zaproponowana intryga kryminalna jest bowiem naprawdę wielowątkowa, sprawca wyróżnia się nie tylko brutalnością, ale też dużym zamiłowaniem do symboliki. Każde miejsce zbrodni to niemal zbiór pozostawionych znaków oraz rekwizytów, które z jednej strony nadają intrydze mocno zagadkowego charakteru, z drugiej natomiast przynoszą wrażenie pewnego przesycenia. Trudno bowiem uwierzyć, że jeden sprawca mógłby aż tak bardzo szprycować miejsce zbrodni różnymi symbolami. Szczęśliwie dla samej intrygi, autor świadomie argumentuje każdy atrybut, a tym samym broni stanowiska, jakie obrał przy tworzeniu postaci seryjnego mordercy. 

W KRĘGU UZALEŻNIEŃ

Budowa zagadki kryminalnej to jedno, a umiejscowienie jej w odpowiednio dobranym otoczeniu to drugie. Adam Widerski wybiera do tego celu środowisko osób uzależnionych – niełatwe, brudne, momentami niedostępne lub wręcz zakłamane. Trudno wyczuć, kto mówi tu prawdę, a kto zwyczajnie buja w obłokach własnego głodu. To otoczenie może być mało przyjemne dla oka, patrzy się na nie z wyraźną niechęcią, ale trzeba przyznać, że autor traktuje temat bardzo rzetelnie, przydzielając odbiorcy miejsce dosłownie w pierwszym rzędzie. Co ważne, poza sferą uzależnień, Adam Widerski pochyla się także nad innymi obszarami natury społecznej. Znęcanie się nad własnym dzieckiem, bicie, poniżanie, a także jedno z najgorszych przestępstw, jakim jest pedofilia... Autor przedstawia w fabule różne stany patologiczne, pokazując niejednokrotnie, jak ogromny wpływ mają one – nawet po wielu latach – na dorosłe już życie człowieka. Ten społeczny wkład okazuje się jednym z najmocniejszych punktów debiutu Adama Widerskiego.

Recenzja w pigułce

Zdeterminowany śledczy z traumatyczną przeszłością, wielowątkowa i dobrze skonstruowana intryga kryminalna, a także mocno zagadkowe środowisko osób uzależnionych – to właśnie te elementy składają się na obszerny debiut Adama Widerskiego. Odwyk to w moim odczuciu kryminał naprawdę mocny, intrygujący i regularnie dający do myślenia. To książka, którą po prostu warto przeczytać.

„NIEBEZPIECZNA GRA” - EMILIA WITUSZYŃSKA | Czy to nowa Paulina Świst?

„NIEBEZPIECZNA GRA” - EMILIA WITUSZYŃSKA | Czy to nowa Paulina Świst?

Thriller sensacyjny z mocno zarysowanym romantycznym tłem. To właśnie taki miks gatunkowy coraz częściej robi furorę na polskim rynku wydawniczym. Modę tę zainaugurowała ukrywająca się pod pseudonimem Paulina Świst, ale inni autorzy nie pozostają w tyle, ze śmiałością wykorzystując chwytliwy motyw we własnych książkach. Jedną z tych propozycji jest debiutancka powieść Emilii Wituszyńskiej, Niebezpieczna gra. Czy spowite mafijnym klimatem uczucie między znanym autorem a niepokorną policjantką ma szansę zyskać dużą sympatię czytelników? 

ONA - ZDETERMINOWANA, ALE...

Wera Kardasz to postać idealna. I nie, nie chodzi o jej wygląd zewnętrzny czy postawę moralną, ale o wizerunek, jaki ta bohaterka tworzy w oczach czytelnika. To kobieta wyjątkowo harda, bez wątpienia inteligentna, zdeterminowana i nieustępliwa. Do czasu. Do czasu podjęcia tej jednej decyzji, która zaważa na życiu jej partnera zawodowego. Utrata przyjaciela wplata w życie Wery nie tylko naturalną przy śmierci bliskich żałobę, ale też zwykłe załamanie, bezradność i wstrętne uzależnienie, z którym tak trudno rozpocząć odważną walkę. Dopiero nowo przyznane zadanie sprawia, że kobieta po wielu miesiącach topienia się w rozpaczy, zaczyna ponownie wkradać się w łaski własnej determinacji.

ON - PRZEMĄDRZAŁY, ALE...

Znany aktor, Przemysław Rej, trafia pod opiekę Wery w związku z morderstwem, którego był jedynym świadkiem. Mężczyzna właściwie nic nie pamięta, gdyż w chwili zdarzenia był doszczętnie pijany, ale chcąc zapewnić bezpieczeństwo, policja proponuje mu całodobową ochronę w postaci nieco wynędzniałej policjantki. Kobieta szybko dostrzega, jakim typem faceta jest Przemek. Arogancki, przemądrzały i totalnie przewrażliwiony na swoim punkcie celebryta, po prostu narcyz jakich mało. Ewidentnie drażni go obecność Wery, która chroniąc mu życie, angażuje się w rolę jego nowej dziewczyny. Wspólnie spędzony czas pokazuje jednak, że nawet napuszony celebrycką dumą mężczyzna ma do zaoferowania pokaźny kęs ludzkiej empatii.
EROTYCZNE DARCIE KOTÓW

Ta para wyraźnie ma się ku sobie i chociaż początek ich nietypowej znajomości ociera się niemal o celebrycką patologię, to z czasem ten jakże osobliwy stosunek ewaluuje na tyle, aby pozwolić wyobraźni zobrazować bardziej niesforne myśli. Tak, między Werą i Przemkiem zaczyna kiełkować zupełnie nieoczekiwane uczucie, które raczej nie zaskoczy samego czytelnika, ale z pewnością pozwoli mu się dobrze bawić. Nie ma bowiem wątpliwości, że debiut Emilii Wituszyńskiej to pod kątem rozrywkowym powieść naprawdę mocna, ostra i elektryzująca.

KRYMINAŁ W CIENIU UCZUCIA

Niebezpieczna gra z założenia jest prawdopodobnie thrillerem, ale nietrudno zauważyć, że autorka znacznie bardziej skupia się na budowie łączącego głównych bohaterów romansu niż na wątku kryminalnym, który jest przecież jedynym pretekstem do spotykania się tej dwójki. Proporcje te są nieco zaburzone, ale nie zmienia to faktu, że książkę czyta się z zainteresowaniem aż do ostatniej strony. Co ważne, pod koniec wagi gatunkowe równoważą się i pierwotnie zacieniona akcja sensacyjna zaczyna również wodzić na pokuszenie.

DROBNE TURBULENCJE JĘZYKOWE

Emilia Wituszyńska nie szczędzi w swym debiucie brudnych słów, wulgaryzmy rozsiane są tu naprawdę gęsto, ale trzeba przyznać, że zbudowane przy ich pomocy zwroty w żaden sposób nie drażnią, a wręcz dobrze komponują się z dość rubieżnym charakterem całej fabuły. Powieść zdaje się być nieco poturbowana pod względem językowym, wiele obszarów potraktowanych jest błaho, jedynie muśniętych, ale są to tylko drobne turbulencje, które z pewnością nie mają wpływu na cały lot całej fabuły.


Recenzja w pigułce

Chociaż zapowiadana akcja sensacyjna chowa się pod erotyczną mgłą, to trzeba przyznać, że debiut Emilii Wituszyńskiej pozostawia naprawdę pozytywne wrażenie. Niebezpieczna gra to powieść czysto rozrywkowa, w której brutalne porachunki mieszają się z romantyczną ekstazą. Książkę polecam przede wszystkim tym, którzy w literaturze szukają dobrej zabawy.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger