Polecam

Najnowsze posty
„MOST OF ALL YOU” – MIA SHERIDAN | Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością…

„MOST OF ALL YOU” – MIA SHERIDAN | Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością…

Niezwykle wzruszająca historia. Naznaczona żniwem przeszywających duszę traum, napełniona smutkiem i goryczą niechcianej codzienności, bolesna, a jednocześnie urzekająca, niepowtarzalna, cudownie wręcz romantyczna. Mia Sheridan doskonale wie, jak poruszyć najczulsze struny – tym razem plastycznie wdziera się w dwie pokaleczone życiem intymności, każe walczyć z demonami przeszłości i otworzyć się na szczere emocje. Most od All You to romans scalający dwa złamane serca – nieprzeciętny, wyjątkowy, z pewnością uzależniający.

Uczucie tych dwojga zauważalnie wymaga dużej atencji, niewątpliwie potrzebuje też wspólnie spędzanego czasu, od początku jednak filmowo uderza swoją niebywałą siłą. Bo przecież oni zasługują na znacznie więcej. Crystal to kreacja dostrzegalnie zagubiona w odmętach skrywanej głęboko bezradności – hipnotyzująca tancerka w nocnym klubie, śmiało uwodząca męską wyobraźnię, jednocześnie kobieta opuszczona w dzieciństwie, porzucona na pastwę własnego losu, żyjąca właściwie z dnia na dzień, nieustannie borykająca się z finansowym marazmem, pozbawiona perspektyw na komfortową przyszłość. Twarz tego konkretnego mężczyzny ewidentnie nie pasuje do miejsca, które ona zdaje się traktować niemal jak dom. Gabriel Dalton nie należy do stałych bywalców rozkosznych uciech, wydaje się dziwnie zdystansowany, może nawet wystraszony, trafia do życia bohaterki nieoczekiwanie i staje się szansą na wymowne doznania. Ten człowiek obarczony zostaje następstwami przerażających doświadczeń. Uprowadzony jako dziecko, w życiu dorosłym walczy z przenikliwym brakiem zaufania do fizycznego kontaktu, odczuwalnie chce nauczyć się bliskości. Ta dwójka niespodziewanie staje się dla siebie potrzebną terapią – dla odbiorcy to czas mocno wiarygodnych wzruszeń, to fotograficznie ukazane przyciąganie, to epizodyczne lekcje właściwych wartości i piękno kobiecej przyjaźni, to walka ze stereotypami i miłość dzielnie szukająca własnej definicji. Naprzemienna narracja pierwszoosobowa okazuje się tu strzałem w dziesiątkę – pozwala zajrzeć głębiej, przedrzeć się przez zrozumiałe wątpliwości, dopatrzeć się także chowanych na dnie serca pragnień.

Ta miłość domaga się konfrontacji z niewyobrażalnie trudną przeszłością – z pokłosiem traum nabytych w dzieciństwie, z przeżytym porwaniem i zatrważającą przemocą, z koszmarem porzucenia i boleśnie wrzynającą się samotnością. Mia Sheridan wiarygodnie wkrada się w otchłań dwóch skrzywdzonych niegdyś wrażliwości – wdziera się w dwie pogubione dusze, skruszone i zauważalnie niespełnione, a przecież pragnące jedynie bliskości. Wyraźnie domagające się zrozumienia dla własnych lęków. Most of All You to romans wstrząsający, przeszywający wyobraźnię i rozdzierający serce, z pewnością piękny i niezapomniany, niepozbawiony także ważnych refleksyjnych scen.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„A GDY SIĘ ZNÓW SPOTKAMY” – KRISTIN HARMEL | Sentymentalna podróż do odmętów zakłóconej nieczule przeszłości

„A GDY SIĘ ZNÓW SPOTKAMY” – KRISTIN HARMEL | Sentymentalna podróż do odmętów zakłóconej nieczule przeszłości

To niezaprzeczalnie jedna z tych książek, które obrazowo zapisują się w pamięci, doświadczają chaosem poruszonych wspomnień, pozwalają utrwalić najważniejsze wartości. Kristin Harmel ponownie narusza otchłań wojennej przeszłości, tym razem jednak wdziera się w przestrzeń obozów jenieckich na terenie USA. To właśnie tam, w szumie otulających amerykańskie pola upraw, sportretowana zostaje znamienna chwila powieści obyczajowej A gdy się znów spotkamy – w odczuciu mocno wzruszającej, absolutnie pięknej i niezapomnianej.

Czytelnik momentalnie wyczuwa emocjonalny charakter tej historii, wtapia się zatem w życie bohaterki z narzuconą sobie subtelnością, niepostrzeżenie docierając do najczulszych strun jej skruszonej wrażliwości. Emily to kreacja nasączona samotnością – naznaczona kilkukrotną stratą, porzucona przez ojca, obarczona także ciężarem niewypowiedzianych na głos decyzji. Tajemniczy obraz okazuje się dla niej nie tylko szansą na zdefiniowanie tożsamości rodzinnej, ale także wewnętrzną walką z własnymi uczuciami. Autorka prowadzi odbiorcę odczuwalnie nostalgiczną drogą, regularnie korzysta też z retrospekcji, przywołując w nich nieznane fragmenty młodości dziadków. Fabularna fotografia okazuje się zatem nadzwyczaj zagadkowa i angażująca, z każdą stroną ożywia najtrudniejsze i najbardziej bolesne wspomnienia, nieoczekiwanie rodzi także niesamowitą pasję. Miłość niemieckiego jeńca do córki amerykańskiego farmera – wówczas namiętność zakazana, nieakceptowalna, stanowiąca wręcz kwintesencję rodzinnego wstydu, podszyta kłamstwami i odarta z potrzebnego wsparcia, a przecież prawdziwa, jedyna i niepowtarzalna. To właśnie w niej osadzone zostają fundamenty fabularne – namalowane z niebywałą czułością, wypełnione pracą na plantacji trzciny cukrowej.

Sentymentalna podróż do odmętów zakłóconej nieczule przeszłości – do miłości szczerej i pasjonującej, a jednak fabularnie pozbawionej czasu, brutalnie zamkniętej w szczelinach rodzinnych kłamstw. A gdy się znów spotkamy to powieść dotknięta wojenną niesprawiedliwością, to namiętność pokrzywdzona brakiem aprobaty bliskich, w przebiegu dramatyczna, zagadkowa i absorbująca, to także próba przebaczenia oraz poruszająca konfrontacja z własnymi demonami, to samotność domagająca się bliskości oraz zrozumienia. Kristin Harmel kolejny raz angażuje emocje czytelnika, przeszywa pobudzone serce oraz rozczuloną duszę, każe otworzyć się na refleksyjne przemyślenia.

_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

„KAŻDY ROK TOMMY'EGO LLEWELLYNA” – MICHAEL THOMPSON | Nie ma go w zapisie ludzkich wspomnień

„KAŻDY ROK TOMMY'EGO LLEWELLYNA” – MICHAEL THOMPSON | Nie ma go w zapisie ludzkich wspomnień

Przepiękna. Uczuciowa. Niesamowicie budująca. Muśnięta gestem nawracającego realizmu magicznego. Michael Thompson zauważalnie nie szczędzi swojej postaci, wyraźnie akcentuje osamotnienie w starciu z okrutną niesprawiedliwością losu, nieustannie zachęca chłopaka do poszukiwania siebie w świecie, który rok w rok wymazuje go z dziennika ludzkich wspomnień. Każdy rok Tommy'ego Llewellyna to powieść z pewnością nieprzeciętna – pełna wzruszających scen, nietuzinkowa i absorbująca.

Już pierwsze sceny utrwalają niezwykłość tej historii – stają się namiastką pętli, do jakiej niefortunnie trafia wiedza o tym człowieku. W jego niecodziennym życiorysie nie ma przestrzeni na długotrwałe więzi, każda relacja okazuje się tymczasowa, każda wymaga ponownego nawiązania, gdyż powtarzający się corocznie reset, ogranicza datę istnienia w zaprzyjaźnionych oczach. Tommy to kreacja nasączona niewyobrażalną samotnością – samotnością swoistą, przerażającą, szalenie kłopotliwą. W jego myślach wyczuwa się oczywisty smutek, wyczuwa się też ból rozstania z wyrabianą corocznie ekspozycją życia, a jednak nie ma w jego postawie bezradności. Bo przecież on odnawia znajomości, próbuje zaistnieć w świadomości innych, chce stać się częścią ich rzeczywistości. I choć wydaje się to niemożliwe, sukcesywnie trawi własną osobliwość, nieustannie szuka luk w portrecie nieistnienia, dostrzegalnie chce utrwalić własne rysy w pamiętnikach bliskich osób. W perspektywie czytelnika zdaje się być zaskakująco odporny, przyjmuje swój los w sposób dziwnie naturalny, pozostawiając odbiorcę z wieloma pytaniami. Pragnienie doścignięcia normalności miesza się tu z mijanymi motywami, często niełatwymi, balansującymi wręcz na pograniczu śmierci, ale przede wszystkim z fragmentami przyjaźni oraz niesamowitą próbą miłości. To właśnie uczucia stają się tu największą motywacją – sensem walki o własną przynależność.

Tommy porusza się w zgodzie z własnym życiorysem, dorasta, a jednak co roku znika z codzienności innych. Nie ma go na fotografiach. Nie ma go w żadnych dokumentach. Nie ma go w zapisie ludzkich wspomnień. To właśnie osobliwość życia sprawia, że powieść Michael'a Thompsona staje się dla wyobraźni tak bardzo wyjątkowa i zdumiewająca. To z pewnością nieprzeciętna proza. Zaczepiona barwnie w motywie realizmu magicznego – w szczelinach gasnącej rokrocznie obecności, nieprawdopodobna, a jednak fascynująca, piękna i niezapomniana. W oczach odbiorcy to gotowy scenariusz filmowy – wypełniony szczerością uczuć oraz próbą nakreślenia tożsamości, napełniony miłością jedyną i niepodważalną.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Ale

„KIEDY ZAKWITNĄ BRZOSKWINIE” – MELISSA FU | Historia dotknięta pokłosiem wojennej posępności.

„KIEDY ZAKWITNĄ BRZOSKWINIE” – MELISSA FU | Historia dotknięta pokłosiem wojennej posępności.

Powieść nasączona fetorem brutalnej zawieruchy. Nieoczywista w emocjonalnej pochmurności, smutna, przenikliwa i poruszająca, jednocześnie pełna nieprzeciętnej kobiecej zawziętości, niezaprzeczalnie piękna, wiarygodna i zachwycająca. Melissa Fu z pewnością nie szczędzi swoich bohaterów, każe im ruszyć w pogoń za życiową nadzieją – po jedyną szansę na ukształtowanie bezpiecznego jutra. Kiedy zakwitną brzoskwinie to przejmująca podróż po zniszczonych wojną Chinach, to godna podziwu walka o przyszłość syna, to wieloletnie poświęcenia i definiowanie własnego miejsca.

Wystarczy kilka zanurzonych w smutku scen, aby dostrzec przeszywający charakter tej powieści. Rozstania zawsze doskwierają, niektóre natomiast boleśnie wrzynają się w ludzką duszę. Szczególnie te ostateczne. Meilin to kreacja pogrążona w dotkliwej bezradności, osaczona nostalgiczną niepewnością i przenikającą próbą kobiecego serca, niesamowicie dzielna i waleczna w ugruntowanej wojną ucieczce do lepszego życia. To zarys niepodważalnej matczynej miłości – tej wyrażonej w czynach, nie zawsze wygodnej, wielokrotnie domagającej się ofiarności, z pewnością prawdziwej, szczerej, wyjątkowej. Autorka narusza fabułą kilkadziesiąt lat wspomnień oraz dwa znamienne kontynenty, przemierza zmizerowaną scenerię chińskich miast – spustoszonych wojenną bezdusznością, aby wreszcie musnąć amerykańskiej przyszłości. To właśnie tam osadza dorosłość jedynego syna – Renshu pod nazwiskiem Henry Dao okazuje się mężczyzną niezwykle odpowiedzialnym, a jednak pełnym doskwierających wątpliwości. Narzucona przez córkę konfrontacja z przeszłością, staje się dla niego nie tyle obciążeniem, co ogłuszającą walką z niewypowiedzianymi na głos przykrościami, z traumą łamiącego serce dzieciństwa. Ta historia bezsprzecznie wymaga wrażliwego oka, nieuchronnie staje się wędrówką do nakreślenia elementarnych wartości, dla samego bohatera okazuje się ekspozycją własnej tożsamości.

Historia dotknięta pokłosiem wojennej posępności. Kiedy zakwitną brzoskwinie to swoista fotografia rodzinna – niesiona absolutną miłością, jednocześnie przygniatająca ciężarem nabywanych doświadczeń, niezwykle nostalgiczna, piękna i fascynująca. Melissa Fu każe bohaterom mierzyć się z najtrudniejszą drogą – z przenikliwą próbą zdefiniowania słowa „dom”, doszukuje się przynależności na każdym etapie ucieczki, w nasiąkniętych bólem ruinach chińskich miast, w goryczy pożegnanych uczuć, w niestrudzonej walce o bezpieczeństwo dnia, w pokorze i matczynej wytrwałości, w wieloletnich poświęceniach i wymagającej dorosłości, wreszcie w pokrzepieniu amerykańskiej codzienności.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kobiecym

„TYLE GROŹNYCH MIEJSC” – STACY WILLINGHAM | Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością…

„TYLE GROŹNYCH MIEJSC” – STACY WILLINGHAM | Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością…

Ten tytuł potrafi stanowczo namącić w głowie. Rozdzierający smutek pogrążonej w bezsenności matki miesza się tu z elastycznym motywem zaginięcia dziecka oraz trudną do zdefiniowania przeszłością. Stacy Willingham filmowo wdziera się w otchłań kobiecej bezsilności, nie pozostawiając złudzeń o złożoności naruszonej intrygi. Tyle groźnych miejsc to powieść nasączona emocjonalną niepewnością, w odczuciu niezwykle tajemnicza i absorbująca, z biegiem wciągających stron coraz bardziej nieprzeciętna i zaskakująca.

Tu od początku wyczuwa się alarmujący klimat. I chociaż odbiorca wyraźnie przywiązuje się do słów podsuniętej mu narracji pierwszoosobowej, jednocześnie zabiega o pewien dystans, chce spojrzeć na prywatne śledztwo trzecią perspektywą, ewidentnie nie chce, aby umknął mu jakiś kluczowy szczegół. Co ciekawe, ta mimowolna czujność oraz odczuwalny brak zaufania przenikają również główną bohaterkę – matkę dotkniętą niewyobrażalną stratą, jaką bez wątpienia stanowi uprowadzenie synka. Czytelnik z zainteresowaniem wchodzi w bezradność roztrzęsionej kobiety – w jej przenikliwą samotność i niesione traumą zaburzenia snu, przedziera się także przez regularnie przywoływane wspomnienia, dostrzega istotne detale przeszłości, zatrważa się mroczną odsłoną epizodów dzieciństwa, wreszcie śledzi obsesyjne ściganie prawdy. Ta zdaje się być przykryta warstwą zmyślnego niedopowiedzenia, autorka świadomie balansuje na pograniczu wyczerpania zmysłów i mętnego wizerunku trapiącej nocami przypadłości, manewruje myślami, nieustannie zmienia ścieżki tego scenariusza. Rażący brak wiedzy na temat porwanego dziecka bezapelacyjnie psuje codzienność, przepełnia myśli, staje się koszmarną esencją każdego dnia, nie pozwala przerwać poszukiwań. To właśnie ten enigmatyczny charakter zdarzeń uzależnia najbardziej, z pewnością utrzymuje napięcie aż do samego końca.

Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością – zawieszony w odmętach ludzkiej niepewności, mroczny, zagadkowy i niejednoznaczny. Sprawa uprowadzonego dziecka przeplata się tu z oparami drażniących zaburzeń snu, konfrontuje się także z obrazami przerażającej przeszłości, doskwiera zarówno zrozpaczonej matce, jak również pochłoniętemu odbiorcy. Stacy Willingham sugestywnie narusza wrażliwą narrację, tym samym każe zaufać rozgoryczonej i zdesperowanej kobiecie – kreacji, która nie ufa nawet same sobie. Tyle groźnych miejsc zaskakuje atmosferą wyczuwalnego niepokoju, fotograficznie scala kolejne elementy fabularnej tajemnicy, mimowolnie staje się intrygą chwytającą za serce.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„SZANTAŻYSTKA” – MARTA RYCZKO | Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni…

„SZANTAŻYSTKA” – MARTA RYCZKO | Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni…

Intryga wciągająca, różnorodna, niepozbawiona smutnych i poruszających scen. Szantażystka to nasączony fabularną niepewnością debiut kryminalny – historia osadzona w mocno plastycznym motywie zaginięcia, jednocześnie dotykająca innych treści, tych osobistych oraz stricte rodzinnych, podyktowanych chociażby przeżytą traumą, także zawodowych, wyniesionych ambicjami lub naruszoną tu ciekawie popularnością. Marta Ryczko z impetem wdziera się w tuszowane grzechy oraz ludzkie haniebności, ewidentnie próbuje omamić wyobraźnię.

Przestrzeń tej powieści zdaje się być zawieszona w niejednym scenariuszu, odbiorca obserwuje zatem wydarzenia, nieustannie dobierając możliwe zakończenia. To celowa dezorientacja – autorka zauważalnie bawi się podjętą dźwignią fabularną, regularnie zacieśnia granice poruszonego motywu zaginięcia, by po chwili wzbogacić wiedzę o świeże informacje. Wprawiony czytelnik zapewne wyczuje tu zbędne dłużyzny, niektóre fragmenty rzeczywiście mogłyby zostać skondensowane do krótszej formy, powinien jednak docenić samą konstrukcję oraz dwutorowy przebieg dochodzenia. Oficjalne działania policyjne zdają się być nieco przyduszone, ale w kluczowych momentach stają się niezbędne. Najbardziej absorbują wzmożone posunięcia głównej bohaterki. Anna to kreacja zarzucona kłującymi kompleksami, wyraźnie pozbawiona pewności siebie, zanurzona w dopisanej samodzielnie podrzędności – prywatne śledztwo staje się dla niej nie tylko szansą na odzyskanie medialnej reputacji, ale także pracą nad wiarą we własne możliwości. Podkomisarz to postać dostrzegalnie silna, skrojona na miarę podjętej służby, doświadczona w obranym fachu, a jednak przeczołgana przeżytą stratą, w środku zatem smutna, pełna zrozumiałego bólu. Ta zagadka bezsprzecznie wymaga czasu, domaga się cierpliwości oraz bardzo uważnego oka, tym bardziej, że zostaje utrwalona w świecie wizerunkowej popularności. 

Solidny debiut kryminalny. Marta Ryczko nieprzerwanie manipuluje wyobraźnią czytelnika, zmyślnie podsuwa możliwe tropy, ewidentnie chce utrzymać myśli w stanie zamierzonej niepewności. Szantażystka to powieść zagnieżdżona w elastycznym motywie zaginięcia, w ofensywnej i niezaprzeczalnie dociekliwej kobiecości, w niesionej presją potrzebie konfrontacji z własnymi słabościami, także w brudach przemycanej szeptem przeszłości i enigmatycznej otchłani medialnego środowiska, wreszcie w boleśnie wrzynającej się stracie. Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni, wyczuwa się też niepotrzebne przeciągnięcia fabularne, z pewnością jednak wyczuwa się woń angażującej intrygi.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„GDYBY JEDNAK” – REBECCA YARROS | Unikalna powieść romantyczna – ekscytująca, barwna i nieoczywista.

„GDYBY JEDNAK” – REBECCA YARROS | Unikalna powieść romantyczna – ekscytująca, barwna i nieoczywista.

Rebecca Yarros ponownie dostarcza szalonych wrażeń. Zatrważająca katastrofa lotnicza, sporadyczna relacja bez zobowiązań i wreszcie niecodzienne spotkanie po latach – swoiste i niespotykane, gdyż osadzone w nieobliczalnej strefie działań militarnych. Gdyby jednak to powieść nieprzeciętna i ekscytująca zarazem, z pewnością romantyczna i mocno przejmująca. Najbardziej zaskakuje alarmująca scenografia – współczesny Afganistan, pogrążony w chaosie brutalnej wojny.

Tu nie ma miejsca na fabularną delikatność, choć emocje charakteryzują się wyczuwalną subtelnością. Zanim odbiorca wkradnie się do szczelin wykreowanych barwnie wrażliwości, czeka na niego nadzwyczaj niefortunny lot – lot zakończony koszmarnym upadkiem samolotu do rzeki Missouri. Ten katastrofalny incydent okazuje się zalążkiem wyjątkowego uczucia – relacji obdarzonej dużą namiętnością, odczuwalnie szczerej i niezapomnianej, choć z biegiem mijanego czasu raczej okazjonalnej niż trwałej. Rzeczywistość utrwala jedynie krótkie fotografie wspólnej przyjemności, nie pozwala uwierzyć w jedność przeznaczenia, każe wręcz przedrzeć się przez gorycz bolesnego pożegnania. Niespodziewane spotkanie po latach staje się dla bohaterów szansą na przepracowanie doskwierających ran, to okazja do fabularnego pojednania i próba przetarcia się przez potok rodzinnych zmartwień, to narzucone życiem priorytety i nienasycone intymnością dusze, to portret miłości ważnej i dla serca z pewnością niezmiennej. A wszystko w perspektywie afgańskiego spiętrzenia, w hordzie działań ewakuacyjnych w Kabulu, w okolicznościach naznaczonych niepewnością jutra. Zastosowana tu naprzemienna narracja pierwszoosobowa pozwala nie tylko przedrzeć się przez naruszone zmysły obu skruszonych kreacji, ale też poczuć realne zagrożenie wojenne.

Niepowtarzalna historia. Źródło tej znajomości stanowi szokująca katastrofa w przestworzach, ale to afgańska rzeczywistość stanowi prawdziwie niebezpieczną scenerię dla kluczowych fragmentów bliskości. To w afekcie wojennego niepokoju osadzona zostaje konfrontacja z emocjonalną przeszłością, to w nim autorka zagnieżdża potrzebę zdefiniowania niepodważalnej siły miłości. Rebecca Yarros krzyżuje uczucia naruszone przeznaczeniem, doraźne w krótkich fabularnych intymnościach, domagające się czasu i wspólnej adaptacji, niezaprzeczalnie piękne i fascynujące. Gdyby jednak to z pewnością unikalna powieść romantyczna – ekscytująca, barwna i nieoczywista.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Hype

„SERCA ZE ŚNIEGU I PŁOMIENI” – MONIKA MAGOSKA-SUCHAR | Miłość scalona na pograniczu dwóch rozbieżnych światów

„SERCA ZE ŚNIEGU I PŁOMIENI” – MONIKA MAGOSKA-SUCHAR | Miłość scalona na pograniczu dwóch rozbieżnych światów

Zdumiewający romans. Pełen spontanicznej intymności i niezwykłych w swym zarysie zdarzeń, z pewnością niecodzienny i niepowtarzalny. Serca ze śniegu i płomieni to przygoda wyrwana szponom realności, nieco szalona i niespodziewana, a jednak wciągająca, uczuciowa i temperamentna. Monika Magoska-Suchar plastycznie bawi się własną wyobraźnią, intencjonalnie ucieka też w głąb paranormalnych scen – to właśnie w nich doszukuje się charyzmatycznej miłości dla swoich wyrazistych kreacji.

Przekraczając próg tej powieści, warto przygotować się na spiętrzenie poczucia własnego zaskoczenia. Baśniowo sportretowana kraina wiecznej zimy, niespodziewany atak niedźwiedzia i przypominający wikinga blondyn o niemałej posturze – już początek staje się wyrocznią intrygującej namiętności. Tu fabularnie zdarzyć może się dosłownie wszystko, a dzieje się jeszcze więcej. Bo przecież Bianca Miller traci kontrolę nad własnym samochodem i po wypadku budzi się w otchłani zupełnie innej rzeczywistości. Za oknem przysypana śniegiem Alaska, w środku natomiast olbrzymie łoże z baldachimem – pobudka w zamku budzi kobiece niepokoje, ale jeszcze bardziej szokuje fakt zapętlającej się przestrzeni. Miejsce bez ucieczki do dawnego życia, zatrzymana na zegarach godzina, odradzająca się doba i pełne ludzkiego cierpienia dźwięki z innych komnat – tak zbudowana sceneria fascynuje, może nawet uzależnia, z pewnością staje się idealnym tłem dla porywających doznań. Relacja bohaterów niewątpliwie rozwija się szybko, momentami aż trudno za nią nadążyć, w odczuciu natomiast zdaje się być z jednej strony zabawna, szczególnie w kontekście utartego już przerysowania męskiego przyrodzenia, z drugiej natomiast mocno euforyczna i nienasycona. To uczucie ewidentnie domaga się pikantnej fizyczności, nie próbuje trzymać żądz na wodzy, brnie w to pożądanie z widoczną nutą niegrzeczności, ale wymaga także przepracowania niezagojonych ran, w tym również zmierzenia się z pozornie odległą przeszłością. To właśnie ten efekt powrotu budzi najwięcej emocji, to w nim zatajona zostaje pewna nieprzewidywalność.

Miłość scalona na pograniczu dwóch rozbieżnych światów. Monika Magoska-Suchar zapętla oprószoną białym puchem przestrzeń, zatrzymuje też czas, tworząc resetującą się codziennie rzeczywistość – to właśnie tam, w zaciszu przykurzonych zamkowych komnat, w oparach donośnego cierpienia, stworzona zostaje więź soczystej intymności. Dzika i zauważalnie spontaniczna eksploracja namiętności z pewnością pobudza wyobraźnię, okazuje się także zalążkiem pięknego uczucia – intensywnego i szczerego, choć narażonego na własne nieistnienie. Serca ze śniegu i płomieni to romans paranormalny i nieoczywisty w przebiegu zdarzeń, z biegiem scen coraz bardziej intrygujący i niespodziewany.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Papierowe Serca

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger