Polecam

Najnowsze posty
„NIEBEZPIECZNA GRA” - EMILIA WITUSZYŃSKA | Czy to nowa Paulina Świst?

„NIEBEZPIECZNA GRA” - EMILIA WITUSZYŃSKA | Czy to nowa Paulina Świst?

Thriller sensacyjny z mocno zarysowanym romantycznym tłem. To właśnie taki miks gatunkowy coraz częściej robi furorę na polskim rynku wydawniczym. Modę tę zainaugurowała ukrywająca się pod pseudonimem Paulina Świst, ale inni autorzy nie pozostają w tyle, ze śmiałością wykorzystując chwytliwy motyw we własnych książkach. Jedną z tych propozycji jest debiutancka powieść Emilii Wituszyńskiej, Niebezpieczna gra. Czy spowite mafijnym klimatem uczucie między znanym autorem a niepokorną policjantką ma szansę zyskać dużą sympatię czytelników? 

ONA - ZDETERMINOWANA, ALE...

Wera Kardasz to postać idealna. I nie, nie chodzi o jej wygląd zewnętrzny czy postawę moralną, ale o wizerunek, jaki ta bohaterka tworzy w oczach czytelnika. To kobieta wyjątkowo harda, bez wątpienia inteligentna, zdeterminowana i nieustępliwa. Do czasu. Do czasu podjęcia tej jednej decyzji, która zaważa na życiu jej partnera zawodowego. Utrata przyjaciela wplata w życie Wery nie tylko naturalną przy śmierci bliskich żałobę, ale też zwykłe załamanie, bezradność i wstrętne uzależnienie, z którym tak trudno rozpocząć odważną walkę. Dopiero nowo przyznane zadanie sprawia, że kobieta po wielu miesiącach topienia się w rozpaczy, zaczyna ponownie wkradać się w łaski własnej determinacji.

ON - PRZEMĄDRZAŁY, ALE...

Znany aktor, Przemysław Rej, trafia pod opiekę Wery w związku z morderstwem, którego był jedynym świadkiem. Mężczyzna właściwie nic nie pamięta, gdyż w chwili zdarzenia był doszczętnie pijany, ale chcąc zapewnić bezpieczeństwo, policja proponuje mu całodobową ochronę w postaci nieco wynędzniałej policjantki. Kobieta szybko dostrzega, jakim typem faceta jest Przemek. Arogancki, przemądrzały i totalnie przewrażliwiony na swoim punkcie celebryta, po prostu narcyz jakich mało. Ewidentnie drażni go obecność Wery, która chroniąc mu życie, angażuje się w rolę jego nowej dziewczyny. Wspólnie spędzony czas pokazuje jednak, że nawet napuszony celebrycką dumą mężczyzna ma do zaoferowania pokaźny kęs ludzkiej empatii.
EROTYCZNE DARCIE KOTÓW

Ta para wyraźnie ma się ku sobie i chociaż początek ich nietypowej znajomości ociera się niemal o celebrycką patologię, to z czasem ten jakże osobliwy stosunek ewaluuje na tyle, aby pozwolić wyobraźni zobrazować bardziej niesforne myśli. Tak, między Werą i Przemkiem zaczyna kiełkować zupełnie nieoczekiwane uczucie, które raczej nie zaskoczy samego czytelnika, ale z pewnością pozwoli mu się dobrze bawić. Nie ma bowiem wątpliwości, że debiut Emilii Wituszyńskiej to pod kątem rozrywkowym powieść naprawdę mocna, ostra i elektryzująca.

KRYMINAŁ W CIENIU UCZUCIA

Niebezpieczna gra z założenia jest prawdopodobnie thrillerem, ale nietrudno zauważyć, że autorka znacznie bardziej skupia się na budowie łączącego głównych bohaterów romansu niż na wątku kryminalnym, który jest przecież jedynym pretekstem do spotykania się tej dwójki. Proporcje te są nieco zaburzone, ale nie zmienia to faktu, że książkę czyta się z zainteresowaniem aż do ostatniej strony. Co ważne, pod koniec wagi gatunkowe równoważą się i pierwotnie zacieniona akcja sensacyjna zaczyna również wodzić na pokuszenie.

DROBNE TURBULENCJE JĘZYKOWE

Emilia Wituszyńska nie szczędzi w swym debiucie brudnych słów, wulgaryzmy rozsiane są tu naprawdę gęsto, ale trzeba przyznać, że zbudowane przy ich pomocy zwroty w żaden sposób nie drażnią, a wręcz dobrze komponują się z dość rubieżnym charakterem całej fabuły. Powieść zdaje się być nieco poturbowana pod względem językowym, wiele obszarów potraktowanych jest błaho, jedynie muśniętych, ale są to tylko drobne turbulencje, które z pewnością nie mają wpływu na cały lot całej fabuły.


Recenzja w pigułce

Chociaż zapowiadana akcja sensacyjna chowa się pod erotyczną mgłą, to trzeba przyznać, że debiut Emilii Wituszyńskiej pozostawia naprawdę pozytywne wrażenie. Niebezpieczna gra to powieść czysto rozrywkowa, w której brutalne porachunki mieszają się z romantyczną ekstazą. Książkę polecam przede wszystkim tym, którzy w literaturze szukają dobrej zabawy.

„ODWRÓCENI” - PIOTR PYTLAKOWSKI, ARTUR KOWALEWSKI | Czy warto czytać... serial?

„ODWRÓCENI” - PIOTR PYTLAKOWSKI, ARTUR KOWALEWSKI | Czy warto czytać... serial?

Polska mafia wielokrotnie była już motywem literackiej eksploatacji. Gangsterskie porachunki i związane z nimi akcje policyjne zawsze budziły żywe zainteresowanie, a fakt, że publikowane historie często oparte są na realnych wydarzeniach, jedynie podwyższa poziom zaintrygowania. Tak jest właśnie z Odwróconymi – powieścią stworzoną na bazie znanego serialu o tym samym tytule, którego scenariusz jawnie nawiązuje do burzliwych czasów z przełomu lat 90. i początków nowego stulecia. Czasów, które zatrzęsły gangsterskim światem w Polsce.

TA HISTORIA WYDARZYŁA SIĘ NAPRAWDĘ

Historia Odwróconych z pewnością nie stanowi wielkiej tajemnicy, jest przecież ściśle oparta na wizualnie sportretowanym już scenariuszu, którego fundamenty również odbiorca powinien znać. Powinien znać, ponieważ opowieść ta stanowi sfabularyzowaną i nieco przekształconą relację wydarzeń, jakie w latach 90. stały się udziałem członków gangu pruszkowskiego – najbardziej znanej zorganizowanej grupy przestępczej w Polsce. Chociaż bohaterowie powieści mają inne nazwiska i tym samym inne pseudonimy, to bez trudności można wyróżnić ich rzeczywiste pierwowzory. Tą najważniejszą postacią okazuje się Jan Blachowski ps. Blacha, którego kreacja niemal całkowicie odwzorowana została na najpopularniejszym polskim świadku koronnym, Jarosławie Sokołowskim ps. Masa.
SERIAL NA PAPIERZE – CZY WARTO PONOWNIE POZNAWAĆ TĘ SAMĄ HISTORIĘ?

Przedstawione wydarzenia są powszechnie znane, ale trzeba przyznać, że dla miłośników mafijnych klimatów, spisana na papierze wersja Odwróconych powinna okazać się nie lada kąskiem, który pozwoli nie tylko utrwalić sceny poznane w serialu, ale też przyjrzeć im się bliżej i na nowo zinterpretować okoliczności, jakie towarzyszą poszczególnym epizodom. Propozycja panów Pytlakowskiego i Kowalewskiego z pewnością nie jest powieścią zaskakującą pod względem fabularnym, ale nadal pozostaje powieścią barwną, intrygującą i mocną. Historia ta jest harda i tym samym bardzo męska, ale prezentowane są w niej także wątki rodzinno-romantyczne, które dodają jej zaskakująco subtelnego, wręcz kobiecego wydźwięku. 

ZA POMOCĄ KADRÓW

Dwójka autorów dość dosadnie odwzorowuje sceny, jakie można obejrzeć na szklanym ekranie. Fabuła przedstawiona jest bowiem za pomocą krótkich kadrów, które naturalnie nasuwają myśl o telewizyjnym pierwowzorze. Taka konstrukcja – przypominająca niemal streszczenie – pozostawia wiele do życzenia, ale sama opowieść zdaje się być dobrym dopełnieniem historii znanej z ekranu. Świetne wrażenie pozostawia też regularnie podstawiany humor sytuacyjny, przy czym warto dodać, że jest to humor naprawdę czarny, z wyraźną mafijną nutą.
MAŁA PODPOWIEDŹ NA WSTĘPIE

Mocnym punktem okazuje się również zaprezentowany na początku spis postaci. Piotr Pytlakowski oraz Artur Kowalewski nie wchodzą bowiem od razu w treść ścieżki fabularnej, w zamian przedstawiają odbiorcy wszystkich bohaterów, jakich ten napotka na kolejnych kilkuset stronach. Ten zabieg można uznać za nieoceniony, gdyż postaci w Odwróconych jest naprawdę dużo i zwykła próba ich zapamiętania mogłaby okazać się nieskuteczna.

ACH TEN CZAS TERAŹNIEJSZY...

Autorzy opisali scenariusz w czasie teraźniejszym, co w moim odczuciu gryzie się z treścią całej powieści. Bo przecież ta historia jest już wielu odbiorcom znana. Znana z serialu, a pośrednio także z rzeczywistych wydarzeń. Właśnie dlatego propozycja przedstawienia jej w czasie teraźniejszym zdaje się być mało przemyślana i częściowo także nienaturalna. Momentami można odnieść wręcz wrażenie, że ktoś streszcza ją na sucho, zamiast barwnie o niej opowiadać.

Recenzja w pigułce

Chociaż konstrukcja i zastosowany w powieści czas teraźniejszy mogą pozostawiać wiele do życzenia, to spisana na bazie serialu historia Odwróconych z pewnością stanowi nie lada ciekawostkę dla miłośników gangsterskich klimatów. Książkę polecam w szczególności tym, którzy lubią historie z prawdziwym mafijnym dymem.

SPOTKANIE AUTORSKIE Z CHRISEM CARTEREM | RELACJA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z CHRISEM CARTEREM | RELACJA

fot. Natalia Łubińska
Były psycholog kryminalny i gitarzysta rockowy, a także człowiek, który tworzy jedne z najbardziej przerażających kreacji literackich. Autor mocnego cyklu thrillerów psychologicznych ze śledczym Robertem Hunterem, właśnie odwiedził Polskę, aby promować swoją najnowszą powieść, Galerię umarłych. O czym opowiadał Chris Carter podczas spotkania w Warszawie?

Prowadzący spotkanie Adam Szaja już pierwszym pytaniem zbił autora z pantałyku. Chris Carter zapytany bowiem o to, co takiego narobił na ostatnich stronach najnowszej powieści, powiedział jedynie, że tego akurat zdradzić nie może - potwierdził jedynie, że czytelników rzeczywiście czeka duża niespodzianka i przyznał, że wciąż otrzymuje pełno wiadomości z zapytaniami, jak mógł coś takiego zrobić... Wiemy tylko, że na pewno nic nie stało się Robertowi Hunterowi - autor wyraźnie zadeklarował, że na ten moment nie ma w planach zabijać głównego bohatera.

CO ZAINSPIROWAŁO AUTORA DO STWORZENIA GALERII UMARŁYCH?

fot. Natalia Łubińska 
W Galerii umarłych sprawca zabija w dość specyficzny sposób. Czy autor miał do czynienia z kimś podobnym, gdy pracował jako psycholog policyjny? Chris Carter powiedział, że jego książki są zawsze połączeniem fikcji z rzeczywistością. Tak też było w tym przypadku. Razem z zespołem śledczym pracował bowiem pewnego razu na miejscu zbrodni, które było wyraźnie zaaranżowane i nasuwało myśl o dziele sztuki. To była inspiracja, do której autor wrócił po latach. Ci, którzy jeszcze nie czytali, już teraz mogą się zatem domyślać, co czeka ich w najnowszej powieści.

ROBERT HUNTER W POLSCE?
A może by tak Robert Hunter przyjechał do Polski na emeryturę? Prowadzący próbował zachęcić autora do takiego pomysłu sugerując, że bohater na pewno by się tu nie nudził. Chris Carter ze śmiechem zreflektował, że musiałaby to być śmierć przez wódkę. Opowiedział też, że dzień wcześniej, podczas spotkania autorskiego w Białymstoku, postawiono przed nim butelkę wódki i zmuszono, aby pił przy wszystkich. W warszawskim Empiku w szklance była ponoć woda, ale autor bał się sprawdzić, czy oby na pewno nie jest to powtórka z podlaskiej rozrywki. Wracając jednak do tematu, autor przyznał, że często jest pytany o możliwość przeniesienia bohatera w inne miejsce i zawsze odpowiada podobnie - jest to mało realne, gdyż policja po prostu nie pracuje w ten sposób.

KAŻDY MOŻE BYĆ MORDERCĄ
Chris Carter został zapytany również o to, ile osób wśród zgromadzonych na sali może być mordercą i na to pytanie odpowiedział bez zawahania - każdy. Łatwo jest bowiem twierdzić, że nigdy by się nie przekroczyło tej linii, dopóki nie stanie ona nam przed oczami. Dopiero w sytuacji, w której człowiek ma do wyboru zabić kogoś, bo inaczej ten ktoś zabije jego lub bliskie mu osoby, dowiaduje się, że jest zdolny do popełnienia morderstwa. Sytuacja zawsze może zmienić perspektywę w umyśle. 

TO NIE MIAŁ BYĆ KRYMINAŁ
Autor opowiedział też o prowadzonych przez siebie przesłuchaniach seryjnych morderców, o znanej sztuczce policyjnej z udziałem dobrego i złego policjanta, a także o tym, jak to się stało, że w ogóle został pisarzem i przełożył kiełkującą mu w głowie historię na papier. Przyznał się również do tego, że jego pierwsza książka w założeniu wcale nie miała być kryminałem, zaczął już nawet pisać coś innego, ale zważywszy na własne doświadczenie zawodowe, zdał sobie sprawę, że mógłby napisać naprawdę dobrą powieść kryminalną.

CHRIS TO BARDZIEJ HUNTER CZY BARDZIEJ GARCIA?
Chris Carter przyznał na koniec, że Robert Hunter powstał dosłownie z niczego, ale podobnie jak inni pisarze, tak i on wkłada w swoich bohaterów cząstkę siebie. Przede wszystkim w Carlosa Garcię, który podobnie jak sam autor jest Brazylijczykiem, ma długie włosy i jest kawalarzem, ale też w Huntera, który tak jak on jest trochę samotnikiem, cierpi na bezsenność i lubi whiskey. 

Zastanawiasz się, gdzie kupić najnowszą powieść Chrisa Cartera?
Poniżej podpowiadam, gdzie możesz dokonać najkorzystniejszego zakupu. 

3 PIERWSZE ROZDZIAŁY POWIEŚCI „WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” | Jak będzie smakował debiut Helen Hoang?

3 PIERWSZE ROZDZIAŁY POWIEŚCI „WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” | Jak będzie smakował debiut Helen Hoang?

Zatopiona w skomplikowanym świecie algorytmów, mocno wycofana społecznie i zauważalnie wrażliwa na dotyk młoda kobieta, a także on – mężczyzna fizycznie idealny, czarujący w rozmowie i z nieznanych przyczyn dorabiający jako facet do towarzystwa. To właśnie taka relacja czeka czytelników, którzy dorwą w swoje ręce jeden z najbardziej oczekiwanych kobiecych debiutów tego roku. Premiera powieści Więcej niż pocałunek Helen Hoang zaplanowana jest na czerwiec, ale wybrańcy mogli już teraz posmakować jej pierwszych trzech rozdziałów. Czy przystawka zachęca do spróbowania głównego dania?

FACET POTRZEBNY OD ZARAZ?
NIE, TO RACZEJ MĘSKA WERSJA PRETTY WOMAN

Helen Hoang w specjalnie przygotowanym posłowiu przyznaje, że od dawna myślała o stworzeniu odwróconej wersji historii znanej z filmu Pretty Woman, ale na przeszkodzie zawsze stał motyw, jaki miałby skłonić główną bohaterkę – kobietę atrakcyjną, wykształconą i odnoszącą stałe sukcesy zawodowe – do skorzystania z usług zwykłego żigolaka. A jednak Stella Lane ma naprawdę sensowny argument, aby wynająć sobie pana do towarzystwa. Do towarzystwa, ale nie tylko.
TOWARZYSZ ŻYCIA – ASPERGER

Asperger to niewątpliwie słowo klucz w debiucie Helen Hoang. Początkująca pisarka świadomie uderzyła bowiem w problemy osób cierpiących na trudniejszą w rozpoznaniu formę autyzmu, w tym przede wszystkim tych, którzy zamykają się na bliskie kontakty z innymi. Jak się okazuje, dla głównej bohaterki wynajęty za pieniądze Michael ma być rodzajem swoistej terapii, dzięki której kobieta ma zamiar nie tylko nabrać pewności siebie i zminimalizować rządzące jej ciałem obsesje, ale przede wszystkim pragnie wzbogacić praktyczną wiedzę o relacjach intymnych. Tak jest, Stella Lane postanawia nająć przystojnego mężczyznę, aby w ten nieoczywisty sposób nauczyć się seksu.

GRA ZACZNIE SIĘ WTEDY, GDY POJAWIĄ SIĘ UCZUCIA

Już pierwsze wspólne sceny tej dwójki kreślą charakter całej fabuły. Więcej niż pocałunek to z zamiaru książka nasiąknięta erotyzmem, zmysłowością i trudnym do opanowania pożądaniem, ale też dająca kawałek materiału do solidnych socjologicznych przemyśleń. Trudno bowiem nie zauważyć że poza wyraźną seksualną nutą, to właśnie uczucia będą grać tu pierwsze skrzypce. Zupełnie niespodziewane i początkowo przygłuszone, ale z czasem znacznie bardziej wyraziste i intensywne – prawdopodobnie, bo przecież ten etap książki czytelnicy mają jeszcze przed sobą. Niech jednak ta prognoza stanie się ognistą zachętą do posmakowania całej opowieści. Wszystko wskazuje bowiem na to, że Helen Hoang stworzyła niecodzienną, a przy tym nadal uwodzicielską i zaskakująco zabawną historię, która ma szansę na realny sukces wśród polskich czytelniczek.

„WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” - HELEN HOANG

Według trzydziestoletniej Stelli świat powinien rządzić się jedynie prawami logiki. Tworzenie algorytmów wydaje jej się zdecydowanie prostsze niż relacje z mężczyznami. Wizja bliskości budzi w niej niechęć, a na myśl o całowaniu robi jej się niedobrze. Trochę pod wpływem matki, trochę dla samej siebie postanawia to zmienić. Na pewno nie pomagają jej chorobliwe trudności z nawiązywaniem relacji. Czy to wina objawów zespołu Aspergera, czy może Stella tak po prostu ma?

Do wprowadzenia zmian w swoim życiu Stella zabiera się nietypowo. Chce „nauczyć się współżyć”, potrzebuje dobrego treningu. Uznaje, że do ćwiczeń najlepiej nada się profesjonalista, czyli wynajęty mężczyzna do towarzystwa. Tak poznaje Michaela. Plan lekcji, który wspólnie realizują, wychodzi znacznie poza całowanie. Ich biznesowy układ szybko zmienia swój charakter. Stella odkrywa, że w życiu najbardziej liczy się to, co wymyka się równaniom matematycznym.

„Więcej niż pocałunek” to brawurowy debiut Helen Hoang, która zainspirowana własnymi doświadczeniami stworzyła historię miłosną z motywami psychologicznymi i dawką subtelnie rozegranych wątków erotycznych.

Wyjątkowa. Seksowna. Zabawna. Książka „Więcej niż pocałunek”, pasjonująca opowieść o nietypowych miłosnych perypetiach Stelli Lane, wygrała w plebiscycie na najlepszą książkę roku – Goodreads Choice Awards. Uzyskała przy tym bezprecedensową liczbę 45 tysięcy głosów! 

PREMIERA POWIEŚCI 5 CZERWCA, ALE KSIĄŻKA JUŻ TERAZ DOSTĘPNA JEST W WYBRANYCH KSIĘGARNIACH:

„PROCES DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK | Tego bohatera się nie zapomina

„PROCES DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK | Tego bohatera się nie zapomina

Rzeźnik niewiniątek to prawdopodobnie najbardziej przerażający typ mordercy. Przerażający nie dlatego, że sumiennie przygotowuje się do każdej zbrodni. I nie dlatego, że zabija niewinne młode kobiety. A nawet nie dlatego, że naprawdę trudno przewidzieć jego kolejne działania. Kuba Sobański przeraża przede wszystkim dlatego, ponieważ jest zwykłym sympatycznym człowiekiem. Jest po prostu jednym z nas. Przystojny, zauważalnie ambitny i do tego towarzyski młody mężczyzna – właśnie tak perfidnego bohatera wykreował Adrian Bednarek i trzeba przyznać, że w drugim tomie cyklu, niesamowitym Procesie diabła, wykonał równie solidną robotę. 

WSZYSTKO W GŁOWIE

Adrian Bednarek z pewnością nie powiela popularnych schematów. Ten człowiek nie przedstawia pierwszego lepszego seryjnego mordercy, w zamian tworzy psychopatę, który doszczętnie przeraża swoją wiarygodną kreacją. Polski autor bez wątpienia buduje zło w najczystszej postaci i trzeba przyznać, że czyni to z szokującą wręcz precyzją. Dba nie tylko o logiczne oraz pomysłowe zaplecze ścieżki fabularnej, ale przede wszystkim o szeroką warstwę emocjonalną – tak ważną w tym psychologicznym przedstawieniu. Trudno bowiem nie zauważyć, że to właśnie chora osobowość głównego bohatera, jego zaskakująco naturalna, a jednak przekrzywiona demonem przeszłości postawa, okazuje się największą potęgą tej historii. 

JEGO LEKIEM JEST MORDERSTWO

Jak to dobrze, że w drugim tomie autor również postawił na narrację pierwszoosobową. Nikt bowiem nie opowiedziałby tej historii lepiej niż sam Kuba Sobański. Jego relacja okazuje się zaskakująco wręcz drobiazgowa, nieprzeciętna, mroczna i w każdym calu zatrważająca. Mogłoby się początkowo wydawać, że bohater ten będzie traktował morderstwo tak, jak często traktuje się awans w karierze zawodowej – jak swego rodzaju wyzwanie, którego realizacja pozwala odczuć błogą satysfakcję. Ale on jest inny, z pewnością wyjątkowy, w morderstwie szuka więc lekarstwa na pozornie uleczalną przypadłość. Tak, Kuba Sobański nie zabija tylko po to, aby pozbawić kogoś życia i odhaczyć kolejny śmiertelny sukces, on w ten sposób poddaje się samoleczeniu i szczerze wierzy, iż poprzez morderczą kurację, może przywrócić ład w swoim osobliwym życiu. Walczy zatem o normalność, która w jego przypadku okazuje się produktem głęboko deficytowym.
TEGO BOHATERA SIĘ NIE ZAPOMINA

Postać Kuby Sobańskiego jest bez wątpienia najmocniejszym punktem powieści. Jego umysł wykreowany jest nie tylko szczegółowo, wiarygodnie i przekonująco, ale też nadzwyczaj pomysłowo – coś jest w nim takiego, że zamiast negować lub próbować powstrzymać, czytelnik chce tego drapieżcę po prostu podziwiać. To właśnie ten przebiegły trik sprawia, że Kuba Sobański stał się w mojej opinii prawdziwą literacką osobowością. Takiego bohatera się nie zapomina – za nim się tęskni. I warto w tym miejscu dodać, że cała fabularna obudowa powieści również wzmacnia to niesamowite widowisko. Wyraźnie zagęszczona atmosfera, stale rosnące napięcie oraz zauważalnie plastyczny język sprawiają bowiem, że wyobraźnia wciąż buduje przerażająco żywe kadry.

Recenzja w pigułce

W tym diabelsko mocnym spektaklu pierwsze skrzypce gra on – nieprzeciętny morderca ukrywający się w gąszczu codziennego ambitnego życia. Niezwykle wiarygodna kreacja Kuby Sobańskiego, wyraźnie zagęszczona i z pewnością tajemnicza atmosfera, a także plastyczne opisy potwierdzają, ze Proces diabła to jedna z najbardziej pamiętliwych pozycji na polskim rynku wydawniczym. To thriller, który dosłownie osacza czytelnika.

„ZIMOWY ŻOŁNIERZ” - DANIEL MASON | „Kim jesteś, żołnierzu?”

„ZIMOWY ŻOŁNIERZ” - DANIEL MASON | „Kim jesteś, żołnierzu?”

Takich powieści nigdy za wiele. Powieści z wojenną rzeczywistością w tle, które przywołując szereg najróżniejszych dramatów, nieustannie stoją na straży ludzkiej świadomości. Bo chociaż wojna dla wielu zdaje się być czymś bardzo odległym i zakurzonym, to trudno nie zauważyć, że nawet krótkie wspomnienie zatrważających wojennych czasów każdorazowo wskrzesza boleśnie żywe emocje. Zimowy żołnierz Daniela Masona to kolejna wbijająca się w ten nurt propozycja, lecz w tym przypadku tłem okazuje się nie druga, jak można byłoby się wstępnie spodziewać, a pierwsza wojna światowa.

„DLA SAMEJ NAUKI”

W roli głównej osadzony zostaje młody mieszkaniec Wiednia, bezgranicznie zakochany w medycynie i doszczętnie oddany jej naukowym wabikom, taki „niezwyczajny talent do postrzegania rzeczy, które nie od razu objawiają się oku”. Czytelnik szybko dostrzega w Lucjuszu cechy, które wyróżniają go na tle ówczesnych mężczyzn. Pytany, dlaczego poświęcił się medycynie, przywykł odpowiadać, że „dla samej nauki”, nie z powodu wyższych pobudek, czy chociażby poprawienia statusu społecznego. Dokładnie takiego bohatera kreuje Daniel Mason – w towarzystwie raczej nieśmiałego, czasami wręcz milczącego, a w roli raczkującego lekarza zupełnie innego, mocno skupionego i zafascynowanego nauką. 

WIEDZA ≠ UMIEJĘTNOŚCI 

Dość wycofana postawa Lucjusza zaczyna ewaluować, gdy po wybuchu wojny i zaciągnięciu się do wojska, dostaje przydział do urządzonego w ruinach kościoła szpitala polowego w małej wiosce w Karpatach. To właśnie tam – w codziennym boju o życie zwożonych z frontu wschodniego rannych żołnierzy – zaczyna konfrontować zdobytą na studiach wiedzę z praktyką. Jakże trafnie Daniel Mason opisuje wewnętrzne przeżycia bohatera! Posługując się barwnymi i mocno obrazowymi opisami, wskazuje początkową bezsilność młodego lekarza, a także późniejsze sukcesywne wdrażanie się w traumatyczną wojenną rzeczywistość. Przerzucając ciężar myśli na uczucia, pokazuje też fascynację, jaka mimowolnie rodzi się w sercu Lucjusza. Fascynację autentycznością tego miejsca oraz przypadkami medycznymi, o jakich mu się nawet nie śniło. A także zachwyt nad zajmującą się żołnierzami siostrą Margaretą, która mimo braku wykształcenia, potrafi bezszelestnie zamieniać bezradność w czyny. Potrafi ratować ludzkie życie.

„KIM JESTEŚ, ŻOŁNIERZU?”

Nietrudno się domyślić, że w tej przybrudzonej wojną scenerii rodzi się także nieoczekiwane uczucie. Uczucie z początku zupełnie blade, nieczytelne i jakże niechciane, a jednak z czasem coraz bardziej wyraźne, szczere, intrygujące. W relacji tej dwójki dużo jednak zmienia się, gdy w szpitalu pojawia się on – bohater, któremu autor poświęca tytuł powieści. I trzeba przyznać, że Daniel Mason robi to nieprzypadkowo. Całkowicie przemoknięty, milczący i wygaszony – w takim stanie znaleziony zostaje Zimowy żołnierz. Doszczętnie zniszczony czymś, co przyszło mu przeżyć, a jednocześnie zbyt przerażony, aby móc o tym opowiedzieć. Ten bohater jest jak tajemnica, której autor nie zamierza nikomu zdradzić. I to właśnie zawarta w postawie tego żołnierza nić niedopowiedzenia sprawia, że książka nie tyle porusza, co raczej intryguje na całej swej rozpiętości. 


Recenzja w pigułce

Zatrważająca sceneria wojenna, niespodziewane uczucie między niedoświadczonym lekarzem i wyraźnie zdystansowaną siostrą zakonną, a także intrygujący żołnierz, którego zagadkowa postawa całkowicie zmienia oblicze powieści – to właśnie te elementy sprawiają, że Zimowy żołnierz Daniela Masona jest w moim odczuciu książką nie tylko poruszającą, mądrą i przemyślaną, ale poprzez swój enigmatyczny charakter, także mocno frapującą.

"CISZA BIAŁEGO MIASTA” - EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI | Opowieść, która nie ma prawa istnieć

"CISZA BIAŁEGO MIASTA” - EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI | Opowieść, która nie ma prawa istnieć

Fiestas de la Virgen Blanca – hiszpańskie święto obchodzone w sierpniu w stolicy Kraju Basków, Vitorii. To właśnie popularna La Blanca, w trakcie której ulice Vitoria-Gasteiz zapełniają się tłumami świętujących mieszkańców, stanowi scenerię dla ekscytującego kryminału Cisza białego miasta, którym to Eva García Sáenz de Urturi, rozpoczyna niesamowicie wciągający cykl kryminalny.

OPOWIEŚĆ, KTÓRA DE FACTO NIE ISTNIEJE

Hiszpańska pisarka zaskakuje już na wstępie, gdyż zamiast skorzystać z tradycyjnej i tym samym bezpiecznej narracji, oddaje głos bohaterowi, który fizycznie nie ma prawa opowiadać tej historii. Unai López de Ayala to z pewnością doświadczony i mocno zaangażowany w śledztwo profiler, to także wyjątkowo rzetelny narrator, ale jak pokazuje szokujący prolog, Unai to przede wszystkim pogrążona w śpiączce ofiara seryjnego mordercy. Mordercy, o którym opowiada czytelnikowi z zaskakującą wręcz dokładnością. Początkowo zabieg ten może wydać się ryzykowny, autorom nie zawsze udaje się wykorzystać potencjał narracji pierwszoosobowej, ale Eva García Sáenz de Urturi robi to właściwie bezbłędnie. Narrator okazuje się bowiem niezwykle rzetelny w swojej opowieści, przybierając w oczach odbiorcy wizerunek niemal wytrawnego gawędziarza.

"TUTAJ KOŃCZY SIĘ TWOJE POLOWANIE, TUTAJ ZACZYNA SIĘ MOJE"

Unai López de Ayala opowiada swoją historię z tak dużym zaangażowaniem, że czytelnik zwyczajnie chce jej słuchać. Co ciekawe, autorka regularnie przeplata jego opowieść z wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, które dla odmiany relacjonuje tradycyjny narrator. Prowadzący obecne śledztwo Unai skupia się w dużej mierze na śladach, które morderca celowo pozostawia na kolejnych miejscach zbrodni. Bohater ten szybko dostrzega ich zbieżność z paskudną sprawą, która wiele lat temu spędzała sen z powiek nie tylko jemu, ale prawdopodobnie wszystkim mieszkańcom Hiszpanii. Pojawiając się na miejscu zbrodni, każdorazowo kieruje do seryjnego mordercy słowa modlitwy, której treść potwierdza, jak bardzo zależy mu na schwytaniu okrutnego sprawcy. „Tutaj kończy się twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje” – wypowiadana przez profilera myśl świadczy nie tylko o jego bojowym nastawieniu, ale też staje się jego znakiem rozpoznawczym, szczególnie dla poznającego go sukcesywnie odbiorcy.
"OTWÓRZ OCZY, #KRAKEN"

Autorka barwnie opisuje nie tylko samego narratora, ale także innych bohaterów, wśród których warto wyróżnić kreację podkomisarz Alby, utrzymującej z profilerem mocno dwuznaczne relacje, a także skazanego za dawne zabójstwa Tasia Ortiza de Zárate, którego postać w tej historii zdaje się mieć największe znaczenie. Przebywający w zakładzie karnym Tasio ewidentnie ma kontakt ze światem zewnętrznym, ma też zaskakująco dużą wiedzę o kolejnych zbrodniach, dzięki czemu może jawnie prowokować zagłębionego w trudnym śledztwie profilera. Wykorzystując siłę mediów społecznościowych, zwraca się do śledczego poprzez własne konto na Twitterze i używając jego dawnego przezwiska Kraken, zdaje się go nie tyle drażnić, co wręcz śmiać mu prosto w twarz. Tasio jest cwany i nieobliczalny, ale trzeba przyznać, że to właśnie dzięki niemu śledztwo nieustannie posuwa się do przodu. Aktywny udział tego bohatera z pewnością stanowi smakołyk dla czytelnika, pytanie tylko, czy rzeczywiście to sam Tasio kontaktuje się z profilerem?

ŚWIĘTO BIAŁEJ PANIENKI

Eva García Sáenz de Urturi doskonale rozdziela proporcje między warstwę kryminalną i obyczajową, zauważalnie dba o równomierny bieg akcji, właściwe tempo oraz optymalnie zgrane dialogi, ale jednocześnie nie zapomina o opisach bogatej scenerii. Można oczywiście łudzić się, że ta powieść budziłaby równie duży zachwyt, gdyby umieścić jej akcję w egzaltowanej Francji lub mocno romantycznych Włoszech – te kraje dostarczają przecież równie niesamowitych wrażeń – ale jestem przekonana, że to właśnie magiczny klimat samej Vitorii – Vitorii pochłoniętej obchodami święta Białej Panienki i Vitorii obsypanej wieloznacznymi muralami – sprawia, że Cisza białego miasta jest w każdym calu książką niezwykłą, osobliwą i ekscytującą.


Recenzja w pigułce

Eva García Sáenz de Urturi proponuje prawie sześćset solidnie zapisanych stron, które bez dwóch zdań stają się wyborną strawą dla miłośników gatunku. Świetnie zgrana narracja pierwszoosobowa, charakterni bohaterowie, tajemnicza i z pewnością wielowątkowa intryga, a także magiczny klimat hiszpańskiej Vitorii sprawiają, że Cisza białego miasta jest w mojej opinii kryminałem niemal optymalnym.

„NIE POZWÓL MI UMRZEĆ” - KRZYSZTOF KOZIOŁEK | Czy warto szczepić dzieci?

„NIE POZWÓL MI UMRZEĆ” - KRZYSZTOF KOZIOŁEK | Czy warto szczepić dzieci?

Szeroka działalność koncernów farmaceutycznych niewątpliwie rodzi wątpliwości i od lat staje się przedmiotem medialnej wrzawy, ale nawet najbardziej zagorzali dyskutanci nie mają realnych szans, aby z sukcesem przedrzeć się tam, gdzie podejmowane są najważniejsze decyzje. Właśnie tak gorący temat porusza w powieści Nie pozwól mi umrzeć Krzysztof Koziołek i trzeba przyznać, że chociaż książka sama w sobie nie jest żadnym oficjalnym manifestem, to jej fabuła z pewnością wpływa na wzrost ogólnej świadomości.

CZY WARTO SZCZEPIĆ DZIECI?

Nie ma najmniejszych wątpliwości, jaki gatunek reprezentuje powieść Krzysztofa Koziołka – Nie pozwól mi umrzeć to niemal rasowy thriller medyczny, w którym rozgoryczeni własną bezradnością bohaterowie próbują stawić czoła wyjątkowo niebezpiecznemu wrogowi. Tematycznie autor wkracza w obszar nie tylko ważny, aktualny i emocjonujący, ale przede wszystkim mocno dyskusyjny. Szczepienia niemowlaków zdają się być nieustanną bolączką młodych rodziców – szaremu człowiekowi trudno bowiem zdecydować, czy taka szczepionka naprawdę jest dziecku potrzebna, czy może jednak faktycznie szkodzi, stanowiąc tylko sztucznie rozdmuchany środek do wzbogacania się branży medycznej. Właśnie takie wątpliwości huczą w głowie czytelnika w trakcie całej lektury, w takim też środowisku autor lokuje akcję fabularną i jak się okazuje, nie jest to w żaden sposób fabuła przerysowana – podobna historia bez wątpienia mogłaby zaistnieć w rzeczywistości.
FUNDAMENTEM JEST ZEMSTA

Krzysztof Koziołek pozwala odbiorcy na znacznie więcej niż udział w pozornie standardowej akcji sensacyjnej, zachęca go raczej do uczestnictwa w medycznym śledztwie, którego fundamentem okazuje się moralna zemsta. Autor doskonale wie, jak poprowadzić ścieżkę fabularną, aby odbiorca odczuwał satysfakcję nie tylko z bieżących wydarzeń, ale też był stale zaintrygowany tym, co może przynieść każda kolejna strona. Taki efekt udało się osiągnąć dzięki odpowiednio przemyślanej intrydze, a także zgrabnie podawanym informacjom, które potęgują napięcie sukcesywnie aż do momentu, który można zdefiniować jako punkt kulminacyjny lub nawet świadome wyładowanie fabularne.

Recenzja w pigułce

Dobrze przemyślana akcja fabularna, mocno kontrowersyjne tło oraz charakterni bohaterowie sprawiają, że powieść Nie pozwól mi umrzeć przynosi odbiorcy prawdziwą satysfakcję. Książkę Krzysztofa Koziołka polecam przede wszystkim tym, którzy lubią wsadzać kij w przysłowiowe mrowisko.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger