Polecam

Najnowsze posty
„OSTATNIE PIĘTRO” –  LOUISE CANDLISH | Obsesyjna potrzeba zemsty wraca…

„OSTATNIE PIĘTRO” – LOUISE CANDLISH | Obsesyjna potrzeba zemsty wraca…

Strata dziecka jest czymś niewyobrażalnie trudnym. Przejmująca rozpacz, duszące poczucie niesprawiedliwości, naturalna rodzicielska tęsknota i wreszcie niemoc, która dodatkowo potęguje poniesioną stratę. Właśnie tak traumatyczne doświadczenia ma za sobą bohaterka książki Ostatnie piętro, lecz w przypadku Ellen Saint strata nie ogranicza się do bolesnych przeżyć, tylko wchodzi na znacznie wyższy i przede wszystkim bardzo niebezpieczny poziom – obsesyjnej potrzeby zemsty na młodym człowieku, który w jej przekonaniu, zabił jej ukochanego syna Lucasa.

To właśnie obraz paranoicznej postawy Ellen zdaje się być największym atutem powieści Louise Candlish. Kobieta od początku nienawidzi kolegi Lucasa, wciąż patrzy na niego przez pryzmat szyderczego przestępcy, który celowo sprowadza jej syna na złą drogę. I to właśnie Karen zostaje przez nią posądzony o tragiczną śmierć Lucasa… Zdeterminowana kobieta nie widzi innego rozwiązania, jak pozbyć się chłopaka raz na zawsze. Gdy po latach przypadkiem dostrzega Karena żywego, jej obsesyjna potrzeba zemsty wraca ze zdwojoną siłą.

Rewelacyjnie zarysowany portret psychologiczny głównej bohaterki! Nie ma wątpliwości, że Ellen to postać naprawdę złożona, emocjonalnie trudna, z pewnością mocno tajemnicza i nieobliczalna, a przy tym przerażająco konsekwentna. Oddając jej głos, Louise Candlish wyświadcza odbiorcy niesamowitą przysługę – pozwala mu bowiem wejść w skórę głównej bohaterki, przejrzeć jej obłąkańcze myśli, zrozumieć nieracjonalny przesyt miłości i wreszcie wyczuć realną obsesję, jaka niewątpliwie ogarnęła jej matczyny umysł. To właśnie szaleństwo przesiąkniętej chorą potrzebą zemsty matki, okazuje się nicią łączącą wątki w jedną fabularną całość. W zmyślną intrygę, którą wieńczy efektowna i bezsprzecznie szokująca scena.

Złudny okazuje się tylko napis na okładce. Można się tu oczywiście doszukiwać elementów thrillera, ale z pewnością nie jest to właściwe określenie. W mojej opinii jest to świetnie zobrazowany dramat psychologiczny, stonowany, momentami nieco przeciągnięty i wyraźnie opisowy, a jednak tak bardzo wciągający, intensywny, mocny w przekazie i przede wszystkim niezwykle wiarygodny. Autorka zauważalnie skupia się na poszerzaniu warstwy emocjonalnej, głęboko analizuje przodujący tu motyw zemsty i pokazuje, jak bardzo ludzka tragedia może namieszać w głowie. 

Niepokojąco dobra książka! Fenomenalnie opracowany portret psychologiczny kobiety, która trudną żałobę po zmarłym synu, przekuwa w obezwładniającą, obsesyjnie wręcz chorą potrzebę zemsty. Ostatnie piętro to w moim odczuciu rasowy dramat psychologiczny, niezaprzeczalnie mocny, intrygujący, nietuzinkowy i szalenie wciągający, a przy tym emocjonalnie gorzki i finalnie naprawdę szokujący. Ta historia wyzwala niespodziewane poczucie bezradności, niejednokrotnie prowokuje i skłania do myślenia, a jej zauważalnie nieśpieszna akcja, daje tak potrzebną przestrzeń do szerokiej obserwacji. Ten tytuł naprawdę uzależnia!

„DOBRZE, ŻE JESTEŚ” –  GABRIELA GARGAŚ | Ta historia nie pozwala czekać na jutro!

„DOBRZE, ŻE JESTEŚ” – GABRIELA GARGAŚ | Ta historia nie pozwala czekać na jutro!

Nie każdy czuje prawdziwą magię świąt. Wokół nas każdego dnia spacerują ludzie, dla których święta mogłyby właściwie nie istnieć. Brak bliskiej rodziny, bolesne wspomnienia i rozrywające serce poczucie samotności – to właśnie te czynniki sprawiają, że zamiast pełnych ciepła rodzinnych spotkań, wiele osób przeżywa te dni w odosobnieniu, często zanurzając się w pracy i skupiając się na pozornie ważnych projektach. Właśnie takim bohaterem jest Borys, którego czytelnikom przedstawia Gabriela Gargaś w swojej niezwykłej świątecznej propozycji Dobrze, że jesteś.

W życiu Borysa zmienia się dużo, gdy poznaje rudowłosą Zoję – kobietę inną niż wszystkie, otuloną światłem i pięknym uśmiechem, spontaniczną i mieniącą się wszystkimi kolorami. To spotkanie to dla Borysa strzał wyjątkowych doznań – zaskakująco pięknych uczuć, ale też szalonych kłótni, które wyraźnie nie sprzyjają wspólnej wizji… Ta historia to wachlarz najtrudniejszych emocji! Gabrysia Gargaś dosłownie szarga uczuciami bohaterów, dając im tylko fragment czasu na piękne wspólne uniesienia. Później zmienia się przecież wszystko.

I to samo autorka robi z czytelnikiem! Każe mu przeżywać emocje bohaterów, analizować słuszność ich niecodziennych decyzji i wizualizować sobie własne życie na ich bolesnych doświadczeniach. Każe myśleć nad jutrem, którego może zabraknąć… I wreszcie każe dostrzec ludzi, którzy są obok i zwyczajnie chcą pomóc. Przyjaźń zdaje się wręcz być najważniejszym motywem tej nostalgicznej opowieści. I bardzo dobrze, bo niekiedy to właśnie przyjacielska dusza, okazuje się najbardziej potrzebnym wsparciem.

Ta historia nie pozwala czekać na jutro! Nie daje odłożyć uczuć na lepszy moment. Każe być tu i teraz. I każe płakać, a przynajmniej się mocno wzruszyć. Skrajnie poruszająca i momentami tak niewymownie smutna, a przy tym tak bardzo ciepła, otulająca, mądra i przede wszystkim niezwykle pouczająca – takie odczucia pozostawia we mnie powieść Dobrze, że jesteś Gabrysi Gargaś. I właśnie takie powieści potrzebne są nam na święta!

„MROCZNE JEZIORO” –  NATASHA PRESTON | Jezioro nie zapomina…

„MROCZNE JEZIORO” – NATASHA PRESTON | Jezioro nie zapomina…

Na początku wszystko wydaje się takie łagodne, beztroskie, wręcz dziecięco niewinne. Jedynie kruche fragmenty wspomnień każą zachować czujność i podpowiadają, że ten delikatny wakacyjny wstęp, to jedynie świetnie przemyślane wprowadzenie do zaskakująco mrocznej historii. Historii wypełnionej niewymownym skwarem, otulonej ciemnym złowróżbnym lasem i wreszcie namaszczonej tajemnicą, która miała na zawsze pozostać nietknięta… A jednak Mroczne jezioro nie zapomina takich chwil…

Natasha Preston idealnie wprowadza czytelnika w klimat. Zaprasza go na wakacyjny obóz, gdzie poza nauką pływania w jeziorze i budowaniem leśnych szałasów, pałaszuje się hot-dogi, zapiekany makaron z serem oraz najlepsze – krakersy z piankami marshmallow. Ta sielankowa atmosfera trwa jednak tylko do czasu. Już pierwsze grupowe zadanie w lesie okazuje się przepowiednią tego, co czyha na główne bohaterki. Dwie młode kursantki, które po latach wracają na obóz w roli szkolących się opiekunek, szybko nabierają świadomości, że ktoś celowo próbuje przywrócić ich traumatyczne wspomnienia. Właśnie wtedy napięcie zaczyna rosnąć i jego poziom wzmacnia się nieprzerwanie aż do końca. Autorka świetnie manipuluje odbiorcą, co i rusz podrzuca mu szereg mylnych tropów, każąc mu czujnie obserwować dosłownie każdego. Bo każdy może okazać się tym, który w ten jakże obłąkańczy sposób, próbuje dosięgnąć ramion sprawiedliwości.

I jeszcze ta zatrważająco duszna atmosfera! Złowrogi las otula tu nie tylko spowite mrocznym tytułem jezioro, ale też wymownie odgradza pozornie bezpieczne obozowisko od pobliskiej miejscowości, skazując je tym samym na przerażające wydarzenia, które namacalnie wgryzają się w jego beztroski rytm. Tworząc tę wymowną aurę odosobnienia, autorka idealnie buduje napięcie i sprawia, że ta niepokojąco groźna nuta klaustrofobii, bardzo realistycznie dogania także samego czytelnika. I chociaż thriller ten skierowany jest do młodszego odbiorcy, to nie ma żadnych przeciwskazań, aby dobrali się do niego także dorośli miłośnicy gatunku. Tym bardziej, że pod powłoką paraliżującej duchoty, skrywa się naprawdę trudna i mocno rozpaczliwa historia. Historia, której finał każe zbierać przysłowiową szczękę z podłogi.

Tego tytułu po prostu nie da się zapomnieć! Niepokojąco duszna atmosfera staje się podłożem dla iście przerażających zdarzeń – przed czytelnikiem otwiera się zaskakująco mroczna historia, wypełniona niewymownym skwarem i namaszczona dawną tajemnicą, która miała na zawsze pozostać nietknięta. Początkowa beztroska okazuje się tu jedynie wstępem do przerażającej i w gruncie rzeczy smutnej historii. Historii, którą Natasha Preston kończy w sposób porażający. Finał Mrocznego jeziora to niemal definicja fabularnego obłędu – ten thriller warto poznać, niezależnie od wieku.

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Feeria.

„W 80 FILIŻANEK DOOKOŁA ŚWIATA” –  JAROSŁAW MOLENDA | Kawiarnie, kawiarenki…

„W 80 FILIŻANEK DOOKOŁA ŚWIATA” – JAROSŁAW MOLENDA | Kawiarnie, kawiarenki…

Kawiarnie, kawiarenki... Jakże cudownie oderwać się czasami od domowej codzienności i skosztować kawy tam, gdzie nabiera ona magicznej mocy. Właśnie za to najbardziej lubię kawiarnie! Za ich wyjątkową atmosferę, aromatyczne zapachy, niezwykłe walory smakowe i tę osobliwą chwilę tylko dla siebie, nawet jeżeli wszystkie stoliki wokół zdają się właśnie tętnić życiem. O tej magicznej kawiarnianej aurze, w niezwykle pasjonujący sposób, opowiada Jarosław Molenda w pięknie zobrazowanej propozycji W 80 filiżanek dookoła świata.

To było naprawdę rozkoszne przeżycie! Znany pisarz, publicysta i globtroter oprowadza nas po kilkunastu wyjątkowych kawiarniach, po miejscach niemal mitycznych, które sam nazywa „strażniczkami ideału życia artystycznego, jego żywotności oraz słabostek”. Ta publikacja to przede wszystkim wachlarz pięknie skrojonych ciekawostek, zarówno historycznych, jak i społecznych, często też zupełnie niespodziewanych, które niejako tworzą aurę kultowych już przecież miejsc. Rozmaite propozycje smakowe, lokalne zwyczaje, dawne rytuały i znane nazwiska odwiedzające dany lokal – to właśnie te elementy stoją często za sukcesem opisywanych kawiarni. Podróż Molendy wciąga bezgranicznie, a umieszczone w jej przedziałach śliczne fotografie, grafiki oraz ilustracje, jedynie wzbogacają jej cudowny smak.

Magia kawowych doznań! Pochłonęły mnie nie tylko piękne fotografie, niezwykłe ilustracje i pasjonująca treść, która w nadzwyczajny sposób otula to wyjątkowe wydanie, ale przede wszystkim pochłonęły mnie miejsca, do których przeniosłam się w poszukiwaniu kawowej rozkoszy. Jarosław Molenda zaprasza na niebywałą wycieczkę po piętnastu najsłynniejszych kawiarniach świata, po miejscach niemal mitycznych, a z pewnością niebanalnych, może wręcz artystycznych. W 80 filiżanek dookoła świata to niezbędnik dla każdego smakosza kawy. To także idealny pomysł na prezent.

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

„SUŁTANKI” –  IWONA KIENZLER | Co tak naprawdę działo się w haremie?

„SUŁTANKI” – IWONA KIENZLER | Co tak naprawdę działo się w haremie?

Bliskowschodni harem niejednokrotnie sprowadza myśli do przybytku rozkoszy, a jednak to niemal mityczne słowo, w rzeczywistości może pochwalić się znacznie szerszą definicją. To właśnie zamieszkała przez kobiety część tradycyjnego muzułmańskiego domu oraz pożerające ją dawne intrygi, okazują się najważniejszym motywem Sułtanek, niezwykle ciekawej i przede wszystkim pięknie wydanej propozycji Iwony Kienzler.

Autorka od początku wyraźnie skupia się na szczegółach, pozostawia czytelnikowi nie tylko bogatą definicję sułtanatu, ale przedstawia też kolejne sułtanki, dzięki czemu ten może sobie dokładnie zarysować rolę kobiet oraz całego haremu w czasach Imperium Osmańskiego. W ówczesnym świecie przyjaźń między osmańskimi księżniczkami właściwie nie istniała, wszelkie znajomości były bardzo interesowne, często krótkie, niejednokrotnie były tylko elementem rozmaitych intryg i kłamstw. To właśnie dzięki tym szalonym zależnościom, czytałam Sułtanki z tak żywym zainteresowaniem! Ogromnym atutem okazało się też samo wydanie. Bogate ilustracje mocno wzmacniają przekaz, a przy tym pozwalają odbiorcy wiarygodnie wizualizować opisywaną przez autorkę treść.

Historie kolejnych osmańskich sułtanek intrygują i zaskakują zarazem, choć rozdziały poświęcone każdej z nich zdają się być naprawdę krótkie, w niektórych przypadkach ocierające wręcz o fabularny niedosyt. Nie przez przypadek o tym wspominam, w mojej opinii bowiem, Sułtanki zyskałyby na jakości, gdyby ta mocno zahaczająca o fakty historyczne i przez to zauważalnie podręcznikowa forma, została po prostu sfabularyzowana. Fakty przedstawione w formie powieści historycznej, nadałaby tej publikacji zupełnie innego charakteru, nadal merytorycznego, interesującego i fascynującego – do tych określeń nie mam wątpliwości, ale przy tym także pełnego żywych emocji. 

Jestem oczarowana pięknymi ilustracjami, jakie znalazłam w Sułtankach! To właśnie dzięki nim, mogłam szczegółowo zwizualizować sobie historię osmańskich kobiet – tak bogatą w treści historyczne, uświadamiającą, pełną zaskakujących intryg i fascynującą zarazem. Gdyby treść ta przedstawiona była w nieco dłuższej i przede wszystkim sfabularyzowanej formie, byłabym z pewnością jeszcze bardziej zachwycona! Książkę polecam głównie tym, którzy dopiero zaczynają interesować się kulturą Bliskiego Wschodu. W mojej opinii, to idealny wstęp do definicji sułtanatu, haremu oraz historii Imperium Osmańskiego.

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

„DWIE LEWE RĘCE” – OLGA RUDNICKA | Zabawa w detektywa może być naprawdę wyborna!

„DWIE LEWE RĘCE” – OLGA RUDNICKA | Zabawa w detektywa może być naprawdę wyborna!

Ten kto poznał już smak komedii kryminalnej, ten z pewnością dostrzegł, że w tym szalonym połączeniu nie chodzi o fabularną rzetelność czy też wielkie emocje, a bardziej o samą intrygę oraz specyficzny humor, który swym czarnym charakterem nadaje książce osobliwości. Olga Rudnicka zdaje się być już mistrzynią w łączeniu kryminału z iście komediowym scenariuszem i przewrotny tytuł Dwie lewe ręce jest tego zjawiska najlepszym przykładem. Jakie to było przyjemne spotkanie!

Zaangażowana do głównej roli Matylda Dominiczak zdaje się przyciągać wszystkie możliwe nieszczęścia. Nawet najbardziej dopracowany plan bohaterki staje się prawdziwą klapą w obliczu późniejszych zdarzeń z jej udziałem. Można wręcz powiedzieć, że tam, gdzie pojawia się była bibliotekarka, a obecnie prywatna detektyw, tam niemal stuprocentowo wydarzy się coś niespodziewanego i wyjątkowo zabawnego. I właśnie to jest największym atutem Matyldy! Ta kobieta często wpada w sidła własnych pomysłów, ale jednocześnie wychodzi z nich w iście komediowym stylu – w takich chwilach nawet zwichnięta w snopie siana kostka nie przeszkodzi jej w uratowaniu misji. A jeszcze większą pociechą okazuje się mąż głównej bohaterki, który nawet przy zrywaniu zwykłej tapety, potrafi doprowadzić do zburzenia całej ściany.

Brawo dla kreacji bohaterów, ale też dla samej fabuły! Autorka tak sprytnie poprowadziła bieg wydarzeń, że czytelnik długo zastanawia się, co tak naprawdę jest źródłem intrygi kryminalnej. Od początku wiadomo, że sprawa ma drugie dno i to właśnie jego odkrywanie przynosi najwięcej satysfakcji. Warto też wspomnieć, że mimo iż jest to już piąty tom serii z udziałem Matyldy Dominiczak, to nic nie staje na przeszkodzie, aby właśnie od niego zacząć swoją przygodę z tym cyklem. Ja bawiłam się przednio, chociaż było to moje pierwsze spotkanie z tą nietypową bohaterką. 

Ale się dobrze bawiłam! Tyle uśmiechu i nieprzewidywalnych scen już dawno nie widziałam na łamach jednej historii! Jak to dobrze, że Olga Rudnicka niezawodnie łączy komedię sceniczną z gatunkowym kryminałem – ta szalona fuzja to przecież idealny pomysł dla kogoś, kto z jednej strony uwielbia intrygi kryminalne, a z drugiej nie do końca dobrze czuje się w poważnym tonie rasowego kryminału. Tu komfort czytania jest zapewniony, a zabawa w detektywa okazuje się naprawdę wyborna! Polecam Dwie lewe ręce, nawet jeżeli nie znacie poprzednich części cyklu!

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka.

„ZŁOTY PŁATEK ŚNIEGU” – KRYSTYNA MIREK | Czy szczęściu zawsze trzeba dopomóc?

„ZŁOTY PŁATEK ŚNIEGU” – KRYSTYNA MIREK | Czy szczęściu zawsze trzeba dopomóc?

Magia tysiąca światełek, otulające rodzinne ciepło, dużo cudownej miłości i niezastąpiona zimowa aura – to właśnie takie wyobrażenie kreują najczęściej powieści świąteczne. Nie inaczej jest w przypadku książki Złoty płatek śniegu Krystyny Mirek, choć w kartach tej uroczej historii, autorce udaje się przemycić znacznie więcej pięknych wartości. To wręcz niesamowite, jak wiele emocji i ludzkich wzruszeń dostarczyła autorka swoim osobliwym bohaterom.

Historia dyrektora szkoły – czarującego mężczyzny o dobrej duszy i filantropijnym sercu – pokazuje, jak ślepo człowiek potrafi dążyć za uczuciem, którego nie rozumie lub nie potrafi zdefiniować. Tak samo sytuacja nieszczęśliwie zakochanej samotnej matki, której postawa z jednej strony okazuje się aktem niezwykłej odwagi i kobiecej samodzielności, z drugiej natomiast stanowi wyraz głuchej nadziei. Opowieść tych dwojga przeplata się z historią niespełna osiemnastoletniej Julii, której tak trudno jest sprostać własnej bezradności. Bezradności wobec rodziców, dla których jedynym wskaźnikiem życia, zdaje się być ich portfel oraz nieskazitelny wizerunek w oczach innych.

To właśnie sytuacja młodej dziewczyny pokazuje, jak bardzo ważne w życiu są relacje rodziców z dziećmi, otwarte rozmowy o uczuciach oraz stałe zapewnienie wsparcia, które w młodym ciele rozpyla tak bardzo potrzebne poczucie bezpieczeństwa. Brak tych podstawowych więzi może narazić młode życie na poważne konsekwencje i historia bezbronnej Julki jest tego najlepszym przykładem. Chociaż postawy niektórych postaci są tu dostrzegalnie przerysowane i kreacja państwa Jarmużów wiedzie w tym zjawisku prym, to nie ma wątpliwości, że rodzice Julii idealnie sprawdzają się w przypisanej im roli.

Jakże przyjemnie rozgrzała mnie ta opowieść! Trzy wyjątkowo poruszające i niełatwe historie utkane zostały za pomocą największych uczuć – tu od początku czuje się piękną miłość, rodzinne ciepło i czyhającą w świątecznej aurze nadzieję, ale wachlarz najszczerszych emocji, otwiera się w sercach bohaterów dopiero z czasem. Złoty płatek śniegu to niesamowicie wartościowa powieść, w której świąteczny klimat okazuje się jedynie pięknym dodatkiem do wzruszającej i jakże potrzebnej historii. Historii, którą naprawdę warto poznać.

Post we współpracy z wydawnictwem Luna.

„SZTUKA PROWOKOWANIA” – MARTA MOTYL | Czym jest prowokacja w sztuce?

„SZTUKA PROWOKOWANIA” – MARTA MOTYL | Czym jest prowokacja w sztuce?

Sztuka niejednokrotnie sięga daleko, skłania do szalonych przemyśleń, często pobudza zmysły lub wręcz bulwersuje, bez ustanku każąc szukać nieodkrytego... Z pewnością prowokuje. Często świadomie, celowo, może nawet z czystą premedytacją, ale też zupełnie przypadkowo, w wielu sytuacjach zaskakując nawet samego artystę. Historia sztuki bogata jest w liczne niedopowiedzenia, konfrontacje znawców, a także szalone skandale, tak łatwo budujące największe ikony sztuki. To właśnie takim dziełom w swojej niezwykłej pracy Sztuka prowokowania, przygląda się Marta Motyl. I robi to w sposób szaleńczo dobry.

Jakże przyjemnie czyta się o sztuce, gdy treść stworzył ktoś, kto na sztuce naprawdę się zna. Pisarka, historyczka sztuki i autorka kolaży – Marta Motyl sprawdza się w tej roli perfekcyjnie. Bez wahania przybliża czytelnikowi wybrane dzieła, często znane i pozornie spokojne w przekazie, a jednak skrywające burzliwą lub przynajmniej intrygującą historię. Któż bowiem doszukiwałby się prowokacji w tak urzekającym, pięknym, niemal zmysłowym obrazie, jak Impresja, wschód słońca Claude’a Moneta? A jednak, autorka widzi te detale. I przedstawia je w sposób nader przekonujący, bogaty, mocno zarysowany nie tylko ciekawą, szeroką i często zaskakującą interpretacją samego dzieła, ale też posiadaną wiedzą historyczną.

Obecność pozostałych dzieł dziwi mnie nieco mniej. Łamiące konwencję Panny z Awinionu Pabla Picassa, znajdująca się na okładce Olimpia Maneta, czy też odważny Krzyk Edvarda Muncha zdają się prowokować już same w sobie, każą wręcz doszukiwać się szalonych, momentami wręcz obłąkańczych interpretacji. Opowiedziana przez autorkę historia powstania tych dzieł z pewnością intryguje i daje dużo do myślenia – dla mnie okazała się prawdziwą przygodą, zarówno artystyczną, jak i literacką. I piszę to nie przez przypadek. Autorka posługuje się bowiem w swojej pracy bardzo rzeczowym językiem, nierzadko zahaczając o fachowe słownictwo, ale jednocześnie dbając o przystępność słowa i tworząc z merytorycznej przecież treści, naprawdę przyjemne opowieści.

Czuję się odurzona tytułową prowokacją! Ogromna wiedza autorki, dobór niezwykle znanych i jakże intrygujących w przekazie dzieł sztuki, a także ich szeroka i zaskakująco bogata historia sprawiają, że Sztuka prowokowania to niesamowita publikacja dla osób poszukujących w sztuce czegoś więcej. To pokusa prawdziwej i jakże rzetelnej interpretacji historyczno-społecznej przedstawionych prac – w moim odczuciu interpretacji szalenie ciekawej, zaskakującej i przede wszystkim pełnowartościowej. Piękne wydanie i bogata treść – książka Marty Motyl to także idealny pomysł na prezent.

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger