Polecam

Najnowsze posty
"BEZWŁAD" - JESSICA BARRY | Przed czym tak naprawdę ucieka Allison?

"BEZWŁAD" - JESSICA BARRY | Przed czym tak naprawdę ucieka Allison?

Jedna z nich ucieka z miejsca katastrofy. Druga usilnie próbuje dociec prawdy. Obie zawzięte, nieobliczalne, ale też autentycznie wystraszone – córka i matka. Obie nie wiedzą o swoich działaniach i to właśnie ta niewiedza najbardziej wpływa na wyobraźnię czytelnika. Bo on niby widzi i analizuje kolejne sceny, a jednak nie wie nic. Nie wie, dlaczego córka ucieka i nie wie, dlaczego jej matka tak bardzo ufa własnej intuicji. Czym jest tytułowy Bezwład w debiucie Jessiki Barry?

DLACZEGO ALLISON UCIEKA?

Allison ucieka z miejsca katastrofy lotniczej. Dla odbiorcy od razu staje się jasne, że ucieczka ta nie jest przypadkowa – to ona jest bowiem zalążkiem intrygi, jaką skrupulatnie zbudowała Jessica Barry. Początkowo zupełnie niezrozumiała, szalona lub podyktowana mocnym szokiem powypadkowym reakcja Allison z czasem nabiera znaczenia, okazuje się bardziej sensowna, przemyślana i przede wszystkim... świadoma. Chociaż można odnieść wrażenie, że ta bohaterka działa na oślep, to nic bardziej mylnego. I właśnie ta widoczna celowość gry sprawia, że czytelnik nieprzerwanie interesuje się losem pozornie zagubionej bohaterki.
ODPOWIEDŹ CZYHA W PRZESZŁOŚCI

Samotna ucieczka, podyktowana wyraźnie wzmożonym strachem, skłania Allison do nieustannego uruchamiania rozmaitych wspomnień. Pojedyncze obrazy z dzieciństwa, jak chociażby ojciec uczący rozpalać ognisko, ale też fragmenty czasu, który zdaje się być tym najbardziej znaczącym dla całej historii – już po śmierci ojca, gdy celowo urwała kontakt z własną matką. Te wspomnienia pozwalają odbiorcy poznać główną bohaterkę i to rysowane w jej głowie epizody z dawnego życia sukcesywnie budują kształt całej intrygi.

ACH TA MATCZYNA ZADZIORNOŚĆ

Matka Allison ewidentnie chce zrozumieć, co stało się z dawno niewidzianą córką. W swoich dociekaniach Maggie okazuje się bardzo ciekawska, stanowcza, nieprzejednana. I bardzo dobrze, bo to właśnie jej kobieca, a właściwie matczyna zadziorność w połączeniu z wymuszoną bezradnością, pchają tę sprawę do przodu. To Maggie Carpenter zaczyna tropić, to ona drąży kolejne skały i to ona wreszcie staje się ważnym elementem szokującej układanki. Kreacja tej bohaterki jest w odczuciu bardzo wiarygodna i realna – jestem przekonana, że w tak niekomfortowej sytuacji, podobnie postąpiłaby niejedna matka.
EMOCJE ROSNĄ...

Sama intryga jest w mojej opinii oparta na dość utartym wątku, można go wyłuskać względnie szybko, ale jednocześnie obudowana jest na tyle logicznie i ciekawie, że momentami można ją określić niemal wyrafinowaną. Co istotne, Jessica Barry proponuje naprzemienną narrację pierwszoosobową. Obie bohaterki samodzielnie relacjonują zatem wydarzenia, dzięki czemu przekaz staje się bardziej osobisty, emocjonalny, wręcz zmuszający odbiorcę do wyrażenia empatii, a przynajmniej utożsamienia się z sytuacją obu kobiet. W tej historii nic nie jest jasne i co ważne, autorce udaje się utrzymać tę dozę niepewności do samego końca. Podobnie, całej lekturze towarzyszy przenikliwy i jakże pożądany dreszczyk emocji, który scala fabułę w naprawdę mocny, niemal filmowy thriller.

„SPOWIEDŹ DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK

„SPOWIEDŹ DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK

Niezmącony brutalną zbrodnią wstęp, zaskakująco spokojna choć nadal mocno wyrafinowana intryga i wreszcie tylko krótki fragment prawdziwie krwawych scen – to właśnie tak odmieniona atmosfera rządzi fabułą Spowiedzi diabła, trzeciego już tomu cyklu z udziałem jednego z najciekawszych i przy tym najbardziej niebezpiecznych seryjnych morderców, jakich czytelnikom przedstawił polski rynek wydawniczy. Panie i panowie, czas na kolejne misterne spotkanie z rzeźnikiem niewiniątek.

PRZYJEMNOŚĆ ZACZYNA SIĘ WCZEŚNIEJ

Podobnie, jak miało to miejsce w poprzednich częściach, tę historię również opowiada sam Kuba Sobański – jako bohater wyraźnie dojrzalszy, pozornie łagodniejszy i społecznie bardziej stonowany, aczkolwiek nadal niebywale przebiegły i chlubnie dźwigający cichy ciężar własnych bestialskich zbrodni. Trudno nie docenić kreacji tej postaci na każdym etapie jej prezentacji, ale z pewnością większą przyjemność z tego spotkania będą mieli czytelnicy, którzy Kubę trochę już znają. Tej fabuły nie powinno się zatem poznawać oddzielnie, ta historia aż prosi się o znajomość poprzednich części. Autor ze znaną sobie skrupulatnością wyjaśnia oczywiście różne zależności, przedstawia odbiorcy bieg wydarzeń, jakie wykreowały taką, a nie inną osobowość narratora, ale to może nie wystarczyć, aby doszczętnie wgryźć się w jego chory umysł. To może może być za mało, aby w pełni zrozumieć tę postać.
TO NIE JEST ZWYKŁY OPRAWCA

Kuba Sobański nie jest bowiem zwykłym oprawcą, który zgodnie z przyjętym motywem brutalnie realizuje swój morderczy plan. Kuba Sobański to historia sama w sobie, osobowość z pewnością nieprzeciętna, dopracowana, przekonująca w każdym calu i po prostu jedyna w swoim rodzaju. Bohater, którego mimo jego doszczętnie zniszczonego wnętrza zupełnie się nie szkaluje. To nadmiernie szokujące, ale mordercę stworzonego piórem Adriana Bednarka po prostu się podziwia. Za każdą niesioną chorym instynktem myśl, za każde wypowiedziane rozsądkiem słowo, za każdy detalicznie przemyślany epizod i za każdy mrożący akt tegoż morderczego spektaklu. Co jednak bardziej przeraża, to fakt, że Kubę Sobańskiego zwyczajnie się lubi...

INNY MOTYW, ALE TEN SAM KUBA

Nietrudno jednak dostrzec pewną zmianę w motywacji głównego bohatera. Spowiedź diabła, poza znanym już wizerunkiem rzeźnika niewiniątek, pokazuje bowiem nową odsłonę tej postaci. Kuba oficjalnie trzyma chore instynkty w ryzach, nie wyjmuje ich na wierzch i długo nie realizuje żadnych morderczych planów, a przez to fabuła zdaje się być pozornie wyciszona, niemal obyczajowa, tak jakby celowo nastawiona bardziej na prowadzoną zawodowo sprawę, niż na osobiste mroczne występki. Czytelnik oczywiście obserwuje panoszące się w głowie Kuby myśli, z ekscytacją przejmuje jego tok rozumowania i w ten sposób zostaje niemym świadkiem nadchodzących wydarzeń, ale jednocześnie widzi, że tym razem fabularnym celem nie jest zaspokojenie wewnętrznych potrzeb. To nie naturalny instynkt łowcy staje się tym razem dominantą w niesieniu śmierci, ale mimo nowych okoliczności, sama zbrodnia – długo wyczekana, precyzyjnie zaplanowana, a przy tym zupełnie niespodziewana – pojawia się i zaskakuje w pełni. Zaskakuje nie tylko czytelnika, ale i samego Kubę...

"BIAŁE RÓŻE Z PETERSBURGA" - JOANNA JAX | „Dzisiaj, jutro, zawsze.”

"BIAŁE RÓŻE Z PETERSBURGA" - JOANNA JAX | „Dzisiaj, jutro, zawsze.”

Jest coś takiego w powieściach historycznych, że niezależnie od wybranego przedziału czasowego i tym samym opisywanego tła, dają czytelnikowi niepowtarzalną możliwość – pozwalają wejść w świat pozornie znany, zarysowany w wielu utworach kultury, a jednak uczuciowo zupełnie mu obcy. Joanna Jax zdaje się być już mistrzynią w kreacji takich scenariuszy, potwierdza to chociażby sześciotomowa saga Zemsta i przebaczenie, ale jak się okazuje, autorka nadal buduje nowe historie i właśnie wychodzi z kolejną propozycją. Białe róże z Petersburga to niezwykle przejmujący romans historyczny, który przenosi odbiorcę do nadzwyczaj emocjonującego schyłku carskiej Rosji.

Fabularny start tej opowieści sięga początku dwudziestego wieku. Zaintrygowany odbiorca, po zapoznaniu się z bohaterami w roku 1903, towarzyszy ich życiowym ścieżkom sukcesywnie przez kolejne kilkadziesiąt lat. Dwóch doszczętnie różnych, a jednak zaskakująco podobnych mężczyzn. Dwóch wojowników, którzy wyznając inne poglądy polityczne i drążąc w społecznym życiu zupełnie inne skały, tak naprawdę walczą o to samo – o serce tej samej kobiety. Serce Leny, która ewidentnie nie potrafi odnaleźć się w brudnej wojennej rzeczywistości.
Wszechobecny głód, brak możliwości zatrudnienia i wreszcie pochłonięty nowymi ideałami brat każą bohaterce wierzyć w idee czerwonej rewolucji. Podobnie, jak każą jej ufać człowiekowi, od którego doznała jednej z najgorszych krzywd. I tak, wyraźnie zagubiona Lena z jednej strony czuje dziwną i niezrozumiałą nawet dla niej samej wdzięczność do natarczywego, gniewnego i momentami zbyt agresywnego Iwana, z drugiej natomiast wiernie dąży za pierwotnym uczuciem do Aleksandra, który mimo wyraźnych różnic społecznych, w jej sercu bez wątpienia zajmuje pierwsze miejsce. Między tą trójką wciąż iskrzą burzliwe emocje – to właśnie ich eksploracja zdaje się być największym atutem powieści. I to ich fabularny portret staje się potwierdzeniem umiejętności pisarskich Joanny Jax. Autorka udowadnia bowiem, że niezależnie od obranego tła, przy budowie postaci oraz kształtowaniu drzemiących w nich uczuć potrafi naprawdę optymalnie dobierać słowa. 

Podobne wrażenia przynoszą opisy scenerii oraz zarys tła polityczno-społecznego. Targany ruchami brutalnej rewolucji Petersburg, bieda zaglądająca w jego najmroczniejsze miejsca, różnice między bogatą i zauważalnie snobistyczną arystokracją a walczącą o jakiekolwiek jutro warstwą rosyjskiego społeczeństwa – te wszystkie elementy zdają się być jak żywcem wyjęte z rzeczywistej historii. Niby sfabularyzowane i takie odległe, a jednak dzięki ubraniu w ludzkie emocje, tak bardzo żywe i panoszące się po zachłannej duszy czytelnika. Najważniejsze epizody autorka naznacza tytułowymi białymi różami – to one niejako symbolizują bohaterom zakręty w ich życiowych ścieżkach. Poprzez ten nieco metaforyczny gest Joanna Jax pokazuje, że każdy spotyka na swojej drodze rozmaite emocje, nie tylko te przyjemne, ale również przepełnione goryczą, którą czasem trzeba wylać, aby poczuć upragniony spokój ducha. Białe róże z Petersburga to w mojej opinii powieść porównywalna z najbardziej znanymi klasykami.

Recenzja w pigułce

Piękna, poruszająca, niebywale esencjonalna opowieść o miłości przedzierającej się przez dramatyczny schyłek carskiej Rosji. Tu żyją rozmaite emocje. Tu żyją wielkie uczucia. Tu wreszcie żyje prawdziwa miłość – jedyna i nienaruszalna. Joanna Jax ponownie szarpie duszą czytelnika i robi to za pomocą wyjątkowej, niemal filmowej scenerii. Gorąco polecam!

„BĘDZIESZ MOJA” - DIANA BRZEZIŃSKA | Szczecin w obliczu wstrząsających zbrodni...

„BĘDZIESZ MOJA” - DIANA BRZEZIŃSKA | Szczecin w obliczu wstrząsających zbrodni...

Niektórzy są przekonani, że Szczecin leży nad morzem, inni natomiast twierdzą, że w Szczecinie nic się nie dzieje. Obie teorie są oczywiście błędne i tak, jak pierwszą obala geografia, tak drugą w nieco przewrotny sposób znosi literatura, która obierając za cel miłośników kryminałów, coraz częściej zaprasza ich do stolicy zachodniopomorskiego. Na tym skrawku polskiej ziemi poruszał się już stworzony piórem Marka Stelara Suder, teraz przyszedł czas na Wilka w niemal owczej, a z pewnością przystojnej skórze. I co ważne, arogancki śledczy nie działa sam, w rozpoczynającej nowy cykl kryminalny powieści Będziesz moja Diany Brzezińskiej towarzyszy mu bowiem nieco roztrzepana młoda profilerka, która wyglądem przypomina ofiary grasującego po mieście mordercy...

W tym przedstawieniu już wstęp robi ogromne wrażenie. Romantyczna kolacja, wytrawne wino i niepozorny, aczkolwiek piękny pierścionek zaręczynowy – ta scena powinna kończyć się pocałunkiem dwojga zakochanych ludzi, a jednak wieńczy ją niesiona spontaniczną decyzją zbrodnia, która staje się zalążkiem nadzwyczaj tajemniczej serii morderstw. Pomysłowo obudowana intryga kryminalna od początku sprawia wrażenie interesującej, niecodziennej i zagadkowej, ale jej najmocniejszą stroną bez wątpienia okazuje się to, jak mocno oddziałuje na wyobraźnię odbiorcy. Nieobliczalny sprawca podświadomie zmusza bowiem ofiary do odegrania roli, która dla niego samego zdaje się być najważniejszą sceną życia. W ten sposób czytelnik mimowolnie łapie się na próbie wizualizowania podobnej sytuacji – zaczyna intensywnie zastanawiać się, jak zareagowałby, gdyby to on właśnie został nazwany imieniem Alicja... 
Atutem fabularnym okazuje się także prowadzona regularnie sprawa zaginionego przed dziesięcioma laty mężczyzny, która sama w sobie nie jest może aż tak bardzo osobliwa czy wielce spektakularna, ale swoją obecnością wciąż przywraca niespokojną myśl, iż nie została umieszczona tu przypadkowo. Zaproponowany finał można częściowo naszkicować sobie wcześniej, autorka daje możliwość przygotowania się do takiego rozwiązania, ale w żaden sposób nie wpływa to na przyjemność z samej lektury. Diana Brzezińska niewątpliwie potrafi tak pokierować umysłem czytelnika, aby ten chłonął każdą scenę z rosnącym zainteresowaniem. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż debiutująca na rynku literatury kryminalnej autorka jest na co dzień aktywnie działającą prawniczką, a co za tym idzie, opisane w powieści realia pracy śledczych, stosowane procedury, czy chociażby proces tworzenia profilu sprawcy przedstawione są nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim rzetelnie, merytorycznie i zgodnie ze stanem faktycznym.

Powieść Będziesz moja to lektura niezwykle charyzmatyczna, ale jej wydźwięk nie byłby aż tak mocny, gdyby nie kipiące sarkastycznym obyciem kreacje, jakie autorka świadomie wypuściła na pierwszy plan. Krystian Wilk to nadmiernie pewny siebie mężczyzna, który z jednej strony sprawia wrażenie upiornie aroganckiego kobieciarza, z drugiej jednak wyraźnie spełnia się jako podkomisarz i pełniąc tę funkcję, wykazuje niebywałą skuteczność. Ada Czarnecka natomiast raczkuje w roli profilera i ewidentnie gubi się w rozgardiaszu własnego lenistwa, jest też zauważalnie roztrzepana i mało zorganizowana, ale w obliczu prowadzonego śledztwa jej rola okazuje się wręcz niezbędna. Mimo młodego wieku, bohaterka ta sukcesywnie otwiera się przed odbiorcą i pokazując mu bagaż osobistych doświadczeń, staje się eksponatem społecznego wkładu, jakim Diana Brzezińska celowo obudowała akcję fabularną. Jak widać, na łamach tej historii czytelnik nie wkracza w świat wyidealizowanych postaci, a raczej poznaje współczesnych młodych ludzi, którzy w jego oczach okazują naprawdę wiarygodni. 
Gdzieś w fabularnym powietrzu wyczuwa się między tą dwójką zapach sygnowanego już na okładce nieodpowiedzialnego romansu, ale nietrudno dostrzec, iż w pierwszym tomie autorka stawia dwoje zadziornych bohaterów bardziej pod szyldem wzajemnego słodko-sarkastycznego przekomarzania, niż w stricte erotycznych więzach. Co ma wisieć, nie utonie, a zatem można się spodziewać, iż tak subtelne posunięcie jest jedynie ciszą przed zjawiskową romantyczną burzą. W tej materii wyraźnie dużo się jeszcze wydarzy, a przynajmniej odbiorca otwarcie pragnie w to wierzyć. 

Recenzja w pigułce

Tytuł Będziesz moja to fabularnie dopracowany, charyzmatyczny i nadzwyczaj obiecujący debiut kryminalny, który zaskakuje nie tylko pomysłową intrygą i wyraźnym współczesnym charakterem, ale przede wszystkim niesamowitymi kreacjami, przy których uśmiech staje się stałym bywalcem na twarzy. Po przeczytaniu tej powieści nie mam najmniejszych wątpliwości, iż jest ona tak samo charakterna, jak jej autorka. Diana Brzezińska ewidentnie połknęła bowiem kryminalnego bakcyla i nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na kolejny i z pewnością równie porywający tom.

„BYŁ SOBIE PIES II” – W. BRUCE CAMERON | Niesamowity pies Bailey powraca jako... suczka?

„BYŁ SOBIE PIES II” – W. BRUCE CAMERON | Niesamowity pies Bailey powraca jako... suczka?

Narracja pierwszoosobowa pełni w literaturze niesamowitą funkcję, wyraźnie zbliża bowiem czytelnika do głównego bohatera, pozwala trafnie zdefiniować drzemiące w nim uczucia i tym samym daje szansę na rozpoznanie usilnie targających nim emocji. Nie inaczej jest z kontynuacją bestsellerowej powieści Był sobie pies W. Bruce’a Camerona, lecz w tym przypadku odbiorca nie poznaje zdarzeń z perspektywy człowieka, tylko obserwuje ich mocno zakręcony bieg oczami wyjątkowego czworonoga. Znany z pierwszej części niesamowity pies Bailey właśnie powraca w nowym wcieleniu, aby wypełnić kolejną psią misję.

Coś jest takiego w książkach o zwierzętach, że nie sposób przebrnąć przez ich treść bez uronienia choćby najmniejszej łzy. Cameron działa w tej materii bezbłędnie, nie pozwala przejść obok przygód Bailey’a na sucho, świadomie przemierza warstwę emocjonalną odbiorcy i poprzez ukazanie wydarzeń z perspektywy śmiałego czworonoga, umożliwia mu zaskakująco rzeczową analizę codziennych zachowań. Najbardziej niesamowite zdaje się być to, że czytelnik widzi znacznie więcej, niż może zobaczyć Bailey w przydzielonym mu przez autora ciele rezolutnej suczki Molly. Osobliwa narratorka nieustannie obserwuje ludzkie zachowania, dostrzega w nich bardzo dużo zależności i stara się zdefiniować je swoim psim umysłem, ale nie zawsze jest w stanie wysnuć właściwe wnioski. Odbiorca często nie potrzebuje żadnej interpretacji. Nie potrzebuje, bo doskonale wie, że to, co w odczuciu psiego bohatera jest tylko dziwnym, osobliwym lub niecodziennym zachowaniem, tak naprawdę jest dramatem, który rozgrywa się na oczach nieświadomego stworzenia.
Nadzwyczaj kruche relacje matki z nastoletnią córką, narastające problemy z akceptacją siebie i związana z tym bulimia, skrajny narcyzm, a także ogólny brak zrozumienia dla wartości międzyludzkich – to najważniejsze obszary, jakie zostają poruszone przez Camerona. Autor niby stwarza ciepłą, przyjemną i tym samym potulną familijną atmosferę, ale nie sposób nie zauważyć, że Był sobie pies II to przede wszystkim lektura moralizująca, refleksyjna i uświadamiająca, a niekiedy także ostrzegawcza. Co ważne, nie jest to, jak można się wstępnie spodziewać, tytuł jedynie dla dzieci. Książka W. Bruce’a Camerona w równym stopniu trafi do młodszego, jak i do bardziej wytrawnego czytelnika. I nie chodzi tu o świeżość samej historii, zauważanie nośny styl, czy zaangażowanego do głównej roli psa. Sukcesem tej powieści jest przede wszystkim uniwersalność zawartego w niej przekazu, tak optymalnie zgranego z treścią fabuły. 

Czy niespokojne życie Molly okaże się dla Bailey’a wystarczające, a może znany psi bohater będzie musiał przybrać więcej wcieleń, aby w całości wypełnić swoje przeznaczenie? Nie mam wątpliwości, że akurat o tym warto się szybko przekonać.


SPOTKANIE AUTORSKIE Z WOJCIECHEM CHMIELARZEM | RELACJA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z WOJCIECHEM CHMIELARZEM | RELACJA

Polski pisarz, laureat Nagrody Wielkiego Kalibru, autor cyklu kryminalnego z komisarzem Jakubem Mortką oraz świetnie przyjętego Żmijowiska, właśnie spotkał się z czytelnikami w Warszawie, aby promować swoją najnowszą powieść Rana. O czym opowiadał Wojciech Chmielarz podczas warszawskiego spotkania autorskiego?

LEGENDA O BAZYLISZKU… 
Akcja Rany umiejscowiona została w szkole i jak się okazuje, nie jest to dziełem przypadku. Wojciech Chmielarz wychodzi bowiem z założenia, że pisarz powinien pisać na takie tematy, na których zna się nieco bardziej niż przeciętny czytelnik, a w związku z tym, że żona autora jest nauczycielką, szkoła jest dobrze znanym mu środowiskiem. Przykładowo, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że ponad połowa nauczycieli ma obecnie ponad 50 lat, a to oznacza, że już niedługo zabraknie osób, które będą nauczać w sektorze publicznym. Na ten moment coś takiego jak nauczyciel przed trzydziestką można porównać niemal do legendy o Bazyliszku – takie zjawisko po prostu przestaje istnieć. Autor przyznał, że sytuację w polskiej szkole można nazwać niemal stanem przedzawałowym i to właśnie dlatego oficjalnie wspiera strajki nauczycieli. Zapytany jednak o to, czy sam mógłby zostać nauczycielem, z wyraźnym uśmiechem stwierdził, iż w tym zawodzie z pewnością zabrakłoby mu cierpliwości. 

SZNAUCERKA ŹRÓDŁEM MROKU?
Prowadzący spotkanie i jak zwykle niezawodny Zygmunt Miłoszewski postawił na wyjątkowo luźną atmosferę, a co za tym idzie, autor Rany niejednokrotnie musiał przebijać się przez głośny śmiech widowni, aby odpowiedzieć na kolejne pytania. Jak to bowiem możliwe, że tak zwyczajny człowiek, posiadający słodkiego sznaucerka miniaturkę, żonę i dzieci, do tego wrzucający na Instagrama biegowe zdjęcia i marzący o tym, aby mieć zwykłą Toyotę, potrafi budować w powieściach aż taki mrok? Wojciech Chmielarz szybko sprostował, że sznaucerka tylko z pozoru jest taka miła i potrafi szczekać na każdego gościa, ale oczywiście to nie warcząca suczka jest źródłem literackiego mroku, a swego rodzaju prywatne egzorcyzmy, takie wewnętrzne obawy przed tym, co dzieje się na świecie. W przypadku Rany takim demonem była przemoc wobec dzieci, która ma naprawdę różne oblicza. 

JAK PRZEBIEGA EKRANIZACJA ŻMIJOWISKA?
Pytania o ekranizację Żmijowiska nie mogło zabraknąć. Autor potwierdził, że skończyły się już zdjęcia, serial jest właśnie montowany i tym samym jest duża szansa, że widzowie zobaczą go już jesienią na antenie telewizji Canal+. Wojciech Chmielarz miał okazję odwiedzić latem plan zdjęciowy, jest też współautorem scenariusza wraz z Daną Łukasińską i chociaż spotkał się z opinią, iż to Dana napisała lepsze odcinki od niego, to wszystko wskazuje na to, że będzie to kawał naprawdę dobrego i tym samym ciekawego serialu kryminalnego. Prawa autorskie do najnowszej powieści również zostały już sprzedane, ale zgodnie ze słowami autora, ścieżka od sprzedaży praw do realnej ekranizacji jest naprawdę długa i po drodze jeszcze milion rzeczy może się wywrócić. 

PRODUCT PLACEMENT W RANIE?
Jak się okazuje, w jednej ze scen Rany, główna bohaterka wyjmuje z szafki saszetkę herbaty Saga. Zygmunt Miłoszewski nie omieszkał zapytać autora, czy był to chwyt marketingowy zastosowany we współpracy ze znaną marką, czy też ta konkretna herbata pojawiła się w książce przez przypadek. Wojciech Chmielarz stanowczo powiedział, że nie była to monetyzacja pozycji, chociaż jednocześnie przyznał, że zdarzyło mu się już pytanie o tzw. product placement. Kiedyś zadzwoniła do niego bowiem pani reprezentująca producenta luksusowych samochodów. Autor, widząc już oczami wyobraźni, jak otrzymuje nowe auto, poczuł się naprawdę zawiedziony, gdy okazało się, że pani chciała tylko, aby umieścił samochód w swoich powieściach - niestety bez żadnego samochodu w gratisie. 

NABRZMIAŁY…, CZYLI JAK ŁADNIE NAPISAĆ SCENĘ EROTYCZNĄ?
Zapowiadając ten moment niemal od początku, Zygmunt Miłoszewski przytoczył uczestnikom fragment Rany, w którym dochodzi do zbliżenia dwójki bohaterów. Nie od dziś wiadomo, że sceny erotyczne to dla polskich pisarzy nie lada zagwozdka, gdyż wymuszona zostaje na nich swego rodzaju pruderia językowa, wymagająca albo fizjologicznej dokładności, albo wulgarnego języka, z którego naprawdę trudno wybrnąć w przyzwoity sposób. Wojciech Chmielarz przyznał, że polski język w sferze seksualnej jest po prostu koszmarny, brakuje w nim pewnej neutralności, która oddaliłaby myśl o sprawozdaniu z sekcji zwłok czy scenie z typowego filmu porno. Polskim autorom nie pozostaje zatem nic innego, jak budować łamańce językowe i kombinować, aby sceny erotyczne były jak najbardziej przystępne w odbiorze. W Ranie jest to temat o tyle ważny, że seks pokazany jest w niej jako prawdziwe narzędzie władzy i tym samym nie może być opisany wymijająco .

Zastanawiasz się, gdzie kupić najnowszą powieść Wojciecha Chmielarza?
Poniżej podpowiadam, gdzie możesz dokonać najkorzystniejszego zakupu.


"INKUB" - ARTUR URBANOWICZ | Czy autor miał pomysł na widowisko kompletne?

"INKUB" - ARTUR URBANOWICZ | Czy autor miał pomysł na widowisko kompletne?

Gdy kilka lat temu odkrywałam przerażające w swej treści opracowanie Młot na czarownice i jednocześnie żywcem chłonęłam inne tytuły poświęcone czarnej epoce średniowiecza, nawet przez myśl mi nie przeszło, że wrócę do tego tematu dzięki powieści duszą i scenerią ulokowanej na polskiej Suwalszczyźnie. A jednak, za sprawą niezwykle obszernego, doszczętnie przemyślanego i przede wszystkim fabularnie zdumiewającego Inkuba znalazłam się w scenariuszu nie tylko świeżym i zaskakującym, co wręcz miażdżącym ludzką wyobraźnię. Artur Urbanowicz ponownie pokazał bowiem, że jego twórczość nie ogranicza się do przykładnego zapisu niesionych fantazją zdarzeń, a raczej – poprzez intrygującą, logiczną i dogłębnie uzasadnioną sekwencję opisywanych zjawisk – staje się przeżyciem samym w sobie. Warto dodać, że przeżyciem szalonym, fascynującym i bez dwóch zdań niezapomnianym. 

Artur Urbanowicz już swoim debiutem (Gałęziste) udowodnił, że potrafi dobrać epitety na tyle barwnie, dosadnie i przekonująco, aby stworzyć atmosferę idealnie komponującą się z zaproponowaną historią fabularną. Dokładnie tak samo jest z Inkubem, którego klimat okazuje się nie tylko mroczny i upiorny, co przede wszystkim gęsty, smolisty, złowieszczy i w każdym fragmencie niepokojący. Przekraczając próg tej powieści, czytelnik decyduje się zatem na dobrowolny udział w przedstawieniu, którego diaboliczny nastrój – tak dobrze spisany wyobraźnią autora – rozprzestrzenia się równomiernie po wszystkich zmysłach. To charakterystyczne napięcie nie rozchodzi się jednak non stop z tą samą intensywnością, jego zalążek zdaje się być wręcz niewinny, dopiero w kolejnych aktach autor pozwala mu wymykać się z pierwotnie osadzonych ram, momentami delikatnie, jedynie sygnalizując nadchodzące wydarzenia, wyrywkowo dając mu jednak coraz większą swobodę. Właśnie ten zróżnicowany przydział emocji sprawia, że Inkub wciąż trzyma odbiorcę w ryzach niepewności, w jednej chwili intryguje, aby po chwili rozbawić, przerazić lub po prostu dostarczyć kolejnych pytań. Warto też dodać, że autor uzbraja powieść w zauważalnie świeży, niewymuszony i fabularnie dobrze wbudowany humor sytuacyjny, który dodatkowo pozwala odbiorcy regularnie uśmiechać się pod nosem.
Klimat powieści z pewnością nie byłby tak bardzo wyczuwalny, gdyby nie świadomie dobrana sceneria. Jodoziary niemal w całości pochłonięte są bowiem mglistą aurą tajemnicy. Niedziałające telefony, swoiste odgłosy, zagubione krzyże i krucyfiksy, a także zielone światło, rozchodzące się niczym groźna poświata między przesiąkniętymi nocną ciemnością konarami leśnych drzew. Do tego lokalna historia, wedle której kilkadziesiąt lat wcześniej w jednym z domów mieszkała kobieta uznawana za czarownicę. W tej jakże enigmatycznej wiosce nawet mieszkańcy zdają się być zniechęceni życiem, ponurzy, schorowani, totalnie wręcz czymś przygnębieni. Czym właściwie jest to osobliwe coś, co nieustannie wgryza się w ich witalność i wysysa ją niemal do cna? To niektóre z elementów zagadki, jaką autor stawia przed czytelnikiem. Zagadki, która swymi szponami chwyta nie tylko bieżących wydarzeń, ale również tożsamych dziwnych zjawisk, jakie miały miejsce w Jodoziarach w latach 70-tych. 

Dwutorowo prowadzona akcja pozwala spojrzeć na intrygę nieco szerzej, odbiorca ma bowiem możliwość starcia niektórych epizodów z przeszłości z obecnymi zdarzeniami, krystalizując sobie w głowie mniej lub bardziej rzeczowe podejrzenia. Takiej szansy pozbawiony zostaje natomiast Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia, który mimo umiejętności aktywnie wspieranych przez mocny instynkt śledczy oraz czułe zmysły, musi dodatkowo otworzyć umysł na zjawiska, które zdają się przeczyć kultywowanej przez lata logice. To właśnie ten bohater, poprzez własny upór i trafną analizę zdarzeń, uświadamia odbiorcy, że w tej układance nic nie jest dziełem przypadku. Każdy, nawet pozornie nieistotny epizod, ma znaczenie dla całego procesu śledczego. Kreacja tego bohatera okazuje się nadzwyczaj autentyczna, autor uzbraja Vytautasa zarówno w cechy potwierdzające obrany przez niego zawód, jak chociażby odwaga, pewność siebie czy determinacja, ale nie zapomina o budowaniu jego słabszych stron, pokazując nieporadność policjanta w stosunku do upatrzonej kobiety lub zupełną niemoc w obliczu nieznanych mu zjawisk. 
Analizując Inkuba, nie sposób nie wspomnieć o sposobie, w jaki Artur Urbanowicz przedstawia poszczególne elementy intrygi. Autor nie wzbrania się bowiem przed ujawnianiem osoby podejrzanej, czytelnik od początku ma zatem świadomość, w którą stronę powinny podążać jego zmysły, nieustannie poznaje też kolejne fragmenty układanki i chociaż część pytań pozostaje finalnie bez odpowiedzi, koniec pozwala mu zobrazować pełny i przede wszystkim logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Mogłabym napisać, że samo zakończenie zaskakuje lub przynosi pełną satysfakcję, ale w przypadku tej powieści byłoby to zdecydowanie za mało. Finał Inkuba to prawdziwa, niemal namacalna ekspansja szoku i niedowierzania, jego treść spada bowiem na odbiorcę niczym grom z jasnego nieba i tym samym buntuje się przed wejściem do jego świadomości. To tego rodzaju zakończenie, przy którym czytelnik mimowolnie wstrzymuje oddech, aby po chwili wykrzyczeć stanowcze „nie”.


Recenzja w pigułce

Inkub szokuje różnorodnością nastrojów. To lektura inna niż wszystkie, niecodzienna, z jednej strony duszna, brudna i niepokojąca, z drugiej natomiast zaskakująco lekka, przyjemna i humorystyczna. Artur Urbanowicz ponownie pokazał, że poprzez pierwszorzędną i świetnie zazębiającą się intrygę fabularną, odpowiednio wbudowaną w klimat narastającej grozy, a także poprzez przekonujące kreacje oraz regularnie przebijający się przez mglistą aurę humor sytuacyjny, można zbudować widowisko właściwie kompletne. Inkub to w moim odczuciu powieść najwyższej próby.

„WSZYSCY JESTEŚMY ZBŁĄKANYMI OWCAMI” - STEFANIA MARIA JAGIELNICKA

„WSZYSCY JESTEŚMY ZBŁĄKANYMI OWCAMI” - STEFANIA MARIA JAGIELNICKA

Można w życiu pretendować do miana osoby szczęśliwej, ale nietrudno dostrzec, że szczęście to stan swego rodzaju bezpieczeństwa, które dla każdego może podlegać innej definicji. Może to być wewnętrzny spokój ducha, może stabilizacja zawodowa, a może przyjemnie rozpływająca się fala namiętności. Szczęścia rzeczywiście można dotknąć, ale ze świecą szukać kogoś, kto na drodze do jego odkrycia nie poczuje choć szczypty prawdziwej goryczy. Goryczy, sumiennie dawkowanej przez codzienne życie. Taką właśnie ścieżkę do realizacji szczęścia buduje swojej bohaterce Stefania Maria Jagielnicka w powieści Wszyscy jesteśmy zbłąkanymi owcami.

"... głębia łez, którą każdy musi przepłynąć..."

Na planie tej fabuły niewątpliwie spotykają się barwne osobowości, lecz tę najważniejszą rolę odgrywa Beata, kobieta po wielu przejściach, wciąż szukająca własnego miejsca na ziemi i wyraźnie rozgoryczona różnicami między mentalnością polską a niemiecką. Do roli potencjalnego partnera Beaty zaangażowany zostaje Thomas, kobieciarz z życiorysu, a jednak ułożony przez lata doświadczeń mężczyzna, którego w potocznej relacji można nazwać niemal ostoją spokoju. Spotkanie tej dwójki nieoczekiwanie przeradza się w swoistą eksplorację dusz, bohaterowie zaczynają porównywać codzienne doświadczenia, przez co stają się sobie bliscy już przy pierwszym wspólnym kontakcie. Czytelnik od początku widzi, że rodzi się między nimi nie tylko aura przyjaźni oraz swego rodzaju egzystencjalne zrozumienie, ale też niespodziewana wzajemna fascynacja.
Chociaż powieść zdaje się nosić znamiona typowego romansu, to nietrudno zauważyć, że swoim osobliwym tłem wkracza także w ramy dramatu o zauważalnie politycznym charakterze. Autorka jawnie wchodzi bowiem w obszar historii społeczno-politycznej, uzupełniając profile postaci nie tylko o konkretne wartości, ale też o mocno sprecyzowane poglądy. Wspomina m.in. proces inwigilacji oraz wymuszanie współpracy z bezpieką, prezentując w ten sposób warunki, w jakich kształtowała się postawa głównej bohaterki. Prosty język oraz rozmaite skręty fabularne sprawiają, że książkę czyta się szybko i przyjemnie, lecz trzeba przyznać, że sama historia częściowo umyka ramom realności, trochę tak, jakby poszerzała pole wyobraźni, znacząco omijając rachunek prawdopodobieństwa. Dzieje się tu dużo, intensywnie, akcja z każdą stroną zmienia swój obrót, przez co czytelnik nie ma szans na nudę, ale jednocześnie podczas lektury wciąż pojawiają się pytania o meritum całej intrygi. Bo, że intryga na łamach tej powieści została zbudowana, to fakt niezaprzeczalny.

Recenzja w pigułce

Propozycja pani Jagielnickiej to historia ocierająca się nie tylko o błyskawiczny romans, ale też dramat natury politycznej, w którym szybko mknąca akcja próbuje dotrzeć się z tajemniczo obudowaną intrygą. Chociaż sama fabuła zdaje się być mało realna, to nie ma wątpliwości, iż tytuł Wszyscy jesteśmy zbłąkanymi owcami jest w finalnym odczuciu zaskakujący, barwny i po prostu inny niż wszystkie.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger