„TESTAMENT DZIADKA” – URSZULA GAJDOWSKA | Zmyślnie wypełniona inspirującą medyczną treścią.

„TESTAMENT DZIADKA” – URSZULA GAJDOWSKA | Zmyślnie wypełniona inspirującą medyczną treścią.

Lęk ogranicza miarę drobnych przyjemności, nierzadko zabiera też komfort zwyczajnego dnia – nie zawsze uchwycony wprost, potrafi regularnie wdzierać się w prozę codzienności i sukcesywnie niszczyć w niej najładniejsze chwile – ewidentnie domaga się profesjonalnego wsparcia, odpowiednich słów, spojrzenia okiem właściwego specjalisty. Dziś taka pomoc zdaje się dostępna i społecznie zrozumiała, lecz nie zawsze była oczywista. I właśnie ten ważny medyczny motyw, okazuje się kluczowym zagadnieniem w rozbrajającej powieści Testament dziadka – trzeciej już części niesamowitej serii Dworek nad Biebrzą.

Wprawiony czytelnik z pewnością tęskni za dziewiętnastowieczną aurą, jaką plastycznie wizualizuje Urszula Gajdowska. Bezsprzecznie docenia też barwne w uszczypliwych dialogach twarze – tym razem towarzyszy najmłodszemu z braci Modlińskich, dostrzegając zarówno nieocenzurowaną chłopięcą dzikość, jak również potrzebną w podjętym stanowisku guwernera pewność siebie. Maurycy to zadzierzysty hulaka o falujących jasnych lokach, mężczyzna nonszalancki i wyraźnie odarty z zasobów skromności, gdzieś w sercu jakby uczuciowo podzielony. A trzeba przyznać, że autorka dobiera mu kreację osobliwą – hardą i zauważalnie niezależną pannę, naznaczoną do tego niechlubną przeszłością. Cordelia Cavendish zdaje się tarzać w słowach własnego sprytu, nieprzerwanie zaskakuje i snuje myśli o niecodziennych intrygach. Relacja tych dwojga to uczta dla naruszonej wyobraźni – pełna podejrzeń i świadomych zgryźliwości, niespodziewanie muskająca także incydentalnej lubieżności. Najbardziej wyróżnia się tu podjęta fabularnie próba przybliżenia pojęcia mutyzmu wybiórczego – w zarysowanej scenerii jeszcze niezdefiniowana, nazywana szaleństwem, nawet w kręgu bliskich trudna do zaakceptowania. A jednak wtopiona zostaje w ten zagadkowy klimat umiejętnie i może okazać się przydatnym remedium także dla współczesnego odbiorcy.

Niezwykle uszczypliwa, szalona i rozbrajająca – zmyślnie wypełniona inspirującą medyczną treścią. Urszula Gajdowska ponownie przedziera się przez porywistą dziewiętnastowieczną aurę, wkrada się w ekscytującą otchłań enigmatycznej rodzinnej przeszłości, ewidentnie chce rozgryźć zamkniętą w fabularnym potrzasku tajemnicę Testamentu dziadka. Na buńczucznej scenie utrwalone zostają oblicza nieprzeciętne: nieokrzesany, choć odczuwalnie czarujący skandalista, odważna w gestach przebiegłości arystokratyczna dusza i pewien młody baron, którego przypadłość staje się znamiennym wyzwaniem. Niebezpieczeństwa, skandale, romanse, ukryte skarby i świadomie tuszowane grzeszności – ta przygoda domaga się zachwytu!
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Szara Godzina

„LUCKY” – MARISSA STAPLEY | To intryga narzucona fartem zagubionej kobiecej wrażliwości!

„LUCKY” – MARISSA STAPLEY | To intryga narzucona fartem zagubionej kobiecej wrażliwości!

Niby kłamstwo ma krótkie nogi, a jednak nieprzerwanie kusi swoim osobliwym potencjałem. W swej nieujawnionej przebiegłości, pozwala wręcz sięgać tam, gdzie nie dociera racjonalność przyziemnego życia. Pozwala mieć więcej i żyć bardziej – nawet, jeśli ceną okazuje się przeszywająca niepewność jutra. Lucky to powieść o rzęsistym charakterze – intrygująca i mocno tajemnicza, jednocześnie niepokojąca, smutna i dosadna, ewidentnie domagająca się uczciwych słów.

Tu od początku wyczuwa się aurę filmowego szaleństwa. Bo przecież kreacja Lucky Armstrong umyka ramom literackiej przeciętności – to lawirantka i zahartowana naciągaczka, błyskotliwa i utalentowana, zauważalnie zaprawiona w narzuconym przez równie nieprawego ojca fachu. Czytelnik wdziera się w jej wrażliwość mocno zafascynowany – dostrzega nie tylko oczywisty kunszt wieloletniej podstępności, ale też gesty szczerego altruizmu oraz naturalne pragnienie zmiany. A przecież zjawia się w tym zagadkowym kadrze w ważnej chwili, wchodzi bowiem w rzeczywistość bohaterki w dniu absolutnie dla niej unikalnym – w momencie kupna szczęśliwego losu, który może doszczętnie odmienić znikczemniały portret dotychczasowego życia. Może stać się drzwiami do zachwycającej codzienności, ale też bramą do utraconej wolności. Niewątpliwie okazuje się niesłychaną zagwozdką – wyrażoną refleksją i wątpliwościami, w swym przebiegu nieśpieszną, choć wyraźnie spontaniczną, do ostatnich stron frapującą i nieprzewidywalną. Angażującą intrygę przełamują dodatkowo regularnie podsuwane retrospekcje – to one sukcesywnie utrwalają akcenty fabularne, pozwalają zajrzeć w rodzinną przeszłość, zdefiniować wyjątkową więź, podejrzeć początki niechlubnych kompetencji. To w nich czają się także najważniejsze odpowiedzi.

Niepowtarzalna, szalona i ekscytująca, jednocześnie smutna, dramatyczna i mocno przejmująca – powieść naznaczona charakterną filmową ekspozycją. Marissa Stapley nie szczędzi bohaterce fabularnych zawiłości – każe jej brnąć po grząskim gruncie oszustw i manipulacji, naciekać ryzykowną fotografią wygranego szczęścia, tarzać się w niepewności szemranego dnia i nieustannie trawić fragmenty tajemnicy, która ewidentnie domaga się emocjonalnej szczerości. To intryga narzucona fartem zagubionej kobiecej wrażliwości, zamknięta natomiast w szczelinach znamiennie obnażanej przeszłości – historia refleksyjna i uzależniająca.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

„DZIEWCZYNKA, KTÓRA ZIAŁA OGNIEM” – GIULIA BINANDO MELIS | Z jednej strony budująca, z drugiej odzierająca ze złudzeń.

„DZIEWCZYNKA, KTÓRA ZIAŁA OGNIEM” – GIULIA BINANDO MELIS | Z jednej strony budująca, z drugiej odzierająca ze złudzeń.

Choroba nie patrzy na radosne twarze. Nie widzi liczb i zjawiskowej perspektywy jutra. Nie wybiera też sobie pacjentów. Zazwyczaj pojawia się niespodziewanie – nagła, ofensywna, tak bardzo poważna i niechciana. A jednak wkrada się w ludzkie życie i wyżera piękno poszczególnych dni. Giulia Binando Melis przedziera się właśnie przez jej niepokojącą otchłań – tym bardziej smutną i poruszającą, gdyż ingerującą w zdrowie niewinnego dziecka. Dziewczynka, która ziała ogniem to prawdziwa literacka perełka – niezwykle przejmująca, dobitna, unikalna.

To nieproszony chłoniak okazuje się złym bohaterem znamiennej opowieści. Czytelnik przemieszcza się po jej wymownych kartach oczami chorej dziewczynki, w każdej zajmującej scenie doceniając przyjętą przez autorkę wzruszającą narrację – nasączoną szpitalną atmosferą, rozdartą niepewnością i sztucznymi uśmiechami dorosłych. Ta wypowiedź zdaje się nadzwyczaj intensywna i głęboka, jakby pozbawiona przerw, właściwie wyzuta z klasycznych dialogów. Ten odważny zabieg niewątpliwie wymaga koncentracji, jednocześnie akcentuje wstrząsający i z pewnością przenikliwy charakter całej historii. Martina to kreacja przygnieciona ciężarem narzuconych doświadczeń – w postawie charakterna i uparta, ma swoje zdanie, lubi się przekomarzać i walczyć na własne argumenty. Niekończące się badania, zmieniający się przy łóżku rodzice, zabawiający klauni i regularnie odwiedzający ksiądz, nieprzypadkowo zwany panem od tuńczyka – tak wygląda rzeczywistość szpitalna w hermetycznej dziecięcej perspektywie. Odbiorca osadza myśli w gąszczu niedorosłej wrażliwości, równomiernie wdziera się w szeroką wyobraźnię – odkrywa zielonego smoka o purpurowych oczach, dostrzega jego skrzydła i ogon ze szpikulcami, dowiaduje się także, że ten widzi w ciemnościach. W zapisie to jedynie krótkie fragmenty tekstu – drobne elementy fantastyki, dla małej pacjentki natomiast, to sposób na radzenie sobie z trudem niezrozumiałej codzienności. Ratunkiem okazuje się także nić wyjątkowej przyjaźni – zawiązanej z chłopcem z tego samego oddziału, słodkiej i rozbrajającej, ale też smutnej i przenikającej, bezsprzecznie potrzebnej. Z łatwością wychwycić można tu pewną zawiesistość zdarzeń, wyczuwa się nadzieję i przeszywającą tęsknotę za normalnością – nieustannie trwa tu stan oczekiwania na możliwe warianty zakończenia.

Narracja zamknięta szczelnie w nadszarpniętej dziecięcej wrażliwości – odczuwalnie sugestywna, wstrząsająca, nieprzewidywalna. To powieść absolutnie ważna, smutna i esencjonalna – ograbiona zmyślnie z rutyny przyjętych dialogów, utrwalona treścią dojrzałą i mocno przenikliwą, spisana wiarygodnie perspektywą chorującej dziewczynki. Giulia Binando Melis intencjonalnie przemieszcza się przez szpitalną chimeryczność dnia, dociera do fascynujących okien wyobraźni, pozwala także na ekspansję niesamowitych przyjacielskich gestów. To niepodważalnie piękna historia – z jednej strony budująca, z drugiej odzierająca ze złudzeń.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Sonia Draga

„NADZIEJA W SPIŻARNI UKRYTA” – JOANNA JAX, MAGDALENA WITKIEWICZ | Niezwykle kameralna, inspirująca, refleksyjna

„NADZIEJA W SPIŻARNI UKRYTA” – JOANNA JAX, MAGDALENA WITKIEWICZ | Niezwykle kameralna, inspirująca, refleksyjna

Czas płynie tam nieśpiesznie, nikogo nie pogania, może nawet zachęca do eksplorowania malowniczo osadzonej sielskości. Taki wizerunek wsi podpowiada wyobraźnia i właśnie taki krajobraz stanowi scenerię wspólnego dzieła dwóch cenionych pisarek. Joanna Jax i Magdalena Witkiewicz razem zapraszają w nadzwyczaj inspirującą podróż – nasączoną wyraźnie idylliczną atmosferą, poruszającą, refleksyjną i wymowną, jednocześnie pozwalającą zajrzeć do kart nieznanej historii.

Ta opowieść każe się zatrzymać – każe spojrzeć tej kobiecie w oczy i odczytać w nich zapis własnej zabieganej codzienności. Bo przecież Łucja nie wyróżnia się niczym szczególnym i w zamiarze nie ma się wyróżniać – ma wręcz klarownie odzwierciedlać pogubioną życiowo przeciętność. Przepracowana rzeczywistość dnia, pogoń za narastającym nieustannie dobrobytem, brak przestrzeni dla rodzinnej bliskości – tak spisana zostaje kreacja, tak też wygląda prozaiczność wielu współczesnych ludzi. A jednak ta bohaterka ma szansę nabrać potrzebnego dystansu, ma też możliwość wyciszenia zawodowych myśli – niespodziewanie bowiem wchodzi w otchłań wiejskiej zwyczajności, poznaje humory i sąsiedzkie obyczaje, ukradkiem staje się częścią prowincjonalnej społeczności. To, co pierwotnie zdaje się doświadczeniem zabawnym lub wręcz abstrakcyjnym w jej dostrzegalnie miejskiej perspektywie, z biegiem zapisanych fotograficznie stron, nabiera zupełnie innego charakteru. Ta powieść to także świetnie dobrane retrospekcje – inscenizowane barwnie, zajmująco i charyzmatycznie, filmowo utrwalające najważniejsze fragmenty życiorysu Filipiny Płaskowickiej, nauczycielki i działaczki ruchu socjalistycznego w Królestwie Polskim, propagatorki języka polskiego w zaborze rosyjskim, także założycielki pierwszego Koła Gospodyń Wiejskich. To właśnie w przywoływanej regularnie płaszczyźnie historycznej, można wychwycić fundamenty waleczności o prawa kobiet, to w niej zilustrowany zostaje obraz ówczesnych trudów, smutków i naruszeń serca.

Niezwykle kameralna, inspirująca, refleksyjna – historia nastrojona zawrotnością współczesnego dnia, wyciszona jednak zmyślnie idylliczną sielskością. Naznaczona wymownie ciężarem przywołanej przeszłości, piękna i poruszająca zarazem. Tu wplecione zostaje życie założycielki pierwszego Koła Gospodyń Wiejskich, tu można dojrzeć twarze różnych wzorców kobiecości. Nadzieja w spiżarni ukryta to także wartościowy manifest – to niepowtarzalna zachęta do zatrzymania się nad szczeliną własnej codzienności, do nabrania dystansu, do rozgrzania w sobie rodzinnej bliskości, do zdefiniowania zaszytych w sercu pragnień.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„PORYWY NAMIĘTNYCH SERC” – EDYTA ŚWIĘTEK | Historia niezaprzeczalnie piękna, nieprzeciętna i charyzmatyczna!

„PORYWY NAMIĘTNYCH SERC” – EDYTA ŚWIĘTEK | Historia niezaprzeczalnie piękna, nieprzeciętna i charyzmatyczna!

Młode więzi lubią szukać sobie odpowiednich słów, nie zawsze jednak potrafią znaleźć właściwą definicję. Może potrzebują czasu, może błędnie dobierają uczuciową drogę. A jednak usilnie pragną wkraść się w otchłań własnej intymności, poczuć smak zakochanego serca, ukradkiem chcą również zapisać te doznania w pamiętniku najbardziej zmysłowych wspomnień. To właśnie młodość wypełnia tę konkretną przestrzeń fabularną – to w niej Edyta Świętek zaszywa emocje trzeciego tomu urzekającej Sagi Krynickiej.

Tu subtelnie kończy się niesamowita Belle Époque, tu zaczyna się burzliwy okres przedwojenny. Bo przecież XX wiek właśnie nabiera werwy, gdzieś w oddali nieustannie słyszy się emancypacyjne głosy, w rozmowach bohaterów wyczuwa się zatem różnice poglądowe oraz zrozumiałą niepewność zdarzeń. Na pierwszy plan wysuwa się tu uszczypliwa wcześniej Teodozja – w swej postawie wyraźnie odmieniona, w zachowaniu nabiera pewnej łagodności, próbuje też usamodzielnić się, porzucając namiętności i sumiennie dążąc do obranej roli akuszerki. Ewidentnie oddala się od krnąbrnej przeszłości, jednocześnie nie potrafi oprzeć się wszystkim pokusom, okazuje się trudną do okiełznania zadrą, nieoczekiwanie staje się twarzą utraconej szansy. Autorka regularnie przywołuje także cieszącą się zaufaniem Aurelię – utrwala jej zamiłowanie do przyjmowania gości, do organizacji przyjęć tanecznych dla krewnych i przyjaciół, do adorowania dźwięków rozbrzmiewającej barwnie muzyki. Aż trudno uwierzyć, że to właśnie pod jej towarzyską, skromną i niezmiennie charakterną maską, czają się tak mroczne i zawiesiste sekrety. Kreacja sceniczna okazuje się tu cudownie filmowa. Na oczach odbiorcy zmienia się także sama Krynica – obdarowana właśnie nowymi nazwami na rozkładzie jazdy galicyjskich pociągów. Tło historyczne zostaje tu idealnie wplecione w przebieg poszczególnych epizodów.

To już trzecia finezyjna podróż do szczelin fascynującej Sagi Krynickiej – tym razem Edyta Świętek zagląda do schyłku zjawiskowej Belle Époque, pozwala cieszyć się gwarem sporządzanych wieczorków tanecznych, podgląda skrywane zmyślnie akty namiętności i dopieszcza historycznie wizualną przestrzeń samego uzdrowiska. Czytelnik wyczuwa tu zatem rozdrażnione nastroje i wiodącą w przemyśleniach niepewność jutra, odważnie towarzyszy bohaterce w akuszerskiej niezależności, razem z nią wkrada się także w brutalnie zbliżającą się codzienność wojenną. Porywy namiętnych serc to wachlarz wielu odsłon kobiecości – historia niezaprzeczalnie piękna, wyjątkowa i charyzmatyczna.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„TAK JEST OKEJ” – NINA LACOUR | Rozdzierająca fotografia samotności!

„TAK JEST OKEJ” – NINA LACOUR | Rozdzierająca fotografia samotności!

"Jest wiele sposobów bycia samemu" – ta krótka historia portretuje to spostrzeżenie niezwykle wiarygodnie, regularnie przywołując kolejne definicje rozdzierającej samotności. Bo przecież nieuchronność zmierzenia się z żałobą to jedno, a życie bez ukochanego to zupełnie inna skala przejmujących doznań. Nina LaCour niewątpliwie domaga się zaangażowania – fabularnie wkrada się w najtrudniejsze scenariusze, przenika przez niewyobrażalny ból opuszczonego serca, pozwala oczom zmierzyć się przeszywającą rozpaczą duszy. Szczególnie tą niewidoczną, zaszytą szczelnie w słowach Tak jest okej.

A wszystko w scenerii przysypanej nieprzerwanie padającym śniegiem, w nowojorskim akademiku, który pustoszeje na czas przerwy zimowej. Czytelnik przedziera się w nim przez paraliżujący stan osamotnienia głównej bohaterki – wchodzi tym samym w otchłań nasączoną przenikliwą ciszą. Bo przecież Marin zostaje sama na kampusie i właśnie próbuje dostosować uśmiech do przyjazdu swojej przyjaciółki. Wystarczy kilka osobliwych, nigdzie nieśpieszących się zdań, aby wyczuć, że coś wydarzyło się w jej przeszłości. Coś dramatycznego i z pewnością przykrego. Więcej podpowiedzi czai się w regularnych retrospekcjach – młoda kobieta wraca bowiem do kluczowych wspomnień, do prologu swoistej znajomości z Mabel, do rozmów z ukochanym dziadkiem. Tworzy opowieść pełną niecodziennych znaczeń, wymagającą zatem uważnej obserwacji zaszywanych w niej umyślnie słów. Ma w sobie także szczyptę zamierzonego chaosu. Smutek, bierność, twarz niewidocznego obłędu, silna potrzeba odzyskania stabilnej zwyczajności – ta kreacja odczuwalnie została zraniona, zdaje się nieobecna dla dawnego życia. Zastosowana tu narracja pierwszoosobowa okazuje się osobista i tajemnicza zarazem – ewidentnie zanurzona w przeżywanej traumie. To pragnienie zdefiniowania siebie na nowo, ale nie tylko – to także szerokie spectrum kobiecej bliskości oraz ważny argument dla kwintesencji rodziny, w mojej opinii absolutnie ważny i prawdziwy.

Niesamowita interpretacja przyjaźni i przynależności rodzinnej, jednocześnie rozdzierająca fotografia samotności – historia przygnieciona umyślnie ciężarem obezwładniającej pustki. Tu zintensyfikowane zostaje rwące poczucie tęsknoty, tu intymność tworzy ukojenie. Tak jest okej to powieść fabularnie wyciszona, świadomie nastawiona na refleksyjne uniesienia, dostrzegalnie symboliczna, cierpka i poważna, rozczulająca jedynie w geście przywoływanych regularnie wspomnień. To narracja zagnieżdżona w hermetycznej przestrzeni opuszczonego kampusu, w aurze siarczystej, wizualnie oprószonej śniegiem, w goryczy zdań porośniętych niejasnością, tajemnicą, smutkiem.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar

„SEKRETY RODZINY WINNICKICH” – ALEKSANDRA RAK | Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca!

„SEKRETY RODZINY WINNICKICH” – ALEKSANDRA RAK | Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca!

Dom często przywodzi na myśl rodzinne ciepło oraz poczucie bezpieczeństwa, niejednokrotnie także paletę najpiękniejszych wspomnień. Ale nie zawsze staje się filarem rozczulającej stabilności – czasami przynosi jedynie gorzkie skojarzenia i okazuje się utrapieniem, innym razem osadzony zostaje w długoletniej niepewności, emanując swoim enigmatycznym charakterem. I właśnie tak zagadkowy klimat tworzy Aleksandra Rak w przejmującej powieści Sekrety rodziny Winnickich.

Ta przestrzeń zdaje się być wizualnie malownicza – czytelnik z przyjemnością przygląda się pnączom równo zasadzonych winorośli i nieprzerwanie czuje zapach dojrzewających winogron. Nazwisko bohaterów nie jest przypadkowe – to renomowana winnica, muskająca wiekiem stuletniej obecności, staje się nieoczywistym, aczkolwiek urzekającym tłem dla tej poruszającej opowieści. Najbardziej wyczuwa się tu jednak fetor przeszywającej tajemnicy – właściwie nie jednej, tu każdy bowiem obdarzony zostaje aurą pewnej zagadkowości, każdy tuszuje fragmenty niedoskonałości, każdy próbuje uśmiechać się na potrzeby oficjalnej rodzinnej fotografii. I jeszcze to niespodziewane zaginięcie nestorki znanego w branży rodu – z punktu widzenia intrygi fabularnej, z pewnością kluczowe i najbardziej frapujące. Odbiorca mimowolnie angażuje się w rolę naocznego widza, niepostrzeżenie wkrada się w ten wieloosobowy scenariusz, eksploruje retrospekcje, definiuje smutki, wątpliwości oraz przerażenia, stara się tym samym wchłonąć wyobraźnią życiorys każdej z przywołanych postaci. Autorce udaje się tu naruszyć ważne społecznie treści, intencjonalnie dotyka motywu niskiej samooceny i uderzającego strachu przed osamotnieniem, przedziera się także przez zdradę, uzależnienia oraz druzgocącą ucieczkę przed własnymi marzeniami. Tu każdy otwiera wachlarz własnej wrażliwości i każdy tarza się w mroku nieuchwytnej przez innych introwersji – każdy nieśpiesznie odkrywa swoje skryte barwy, aby otworzyć się na akceptację własnych słabości.

Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca – historia eksponująca różne spojrzenia niewidocznej gołym okiem samotności. Tu intryga zawieszona zostaje w malowniczej scenicznej sielskości, w smutku naruszonych twarzy, w rodzinnych kłamstwach, wątpliwościach i ogłuszającym strachu przed odrzuceniem. Aleksandra Rak zachwyca harmonią pnących się pięknie winorośli, regularnie przemycając w niej ważne i absolutnie refleksyjne treści, szeptem pomaga też bohaterom dotrzeć do upragnionej stabilności życia. Sekrety rodziny Winnickich to powieść enigmatyczna i niejednoznaczna, ale przede wszystkim niezwykle wartościowa.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„ZJAZD RODZINNY” – MEGHAN QUINN | Najbardziej komfortowa komedia romantyczna tego roku!

„ZJAZD RODZINNY” – MEGHAN QUINN | Najbardziej komfortowa komedia romantyczna tego roku!

Jak pokazuje ta nieoczywista historia, wybór odpowiedniego tortu na rodzinne spotkanie, może okazać się nie tylko trudny, ale też niezwykle dyskusyjny – szczególnie wtedy, gdy każdy ma własny gust i każdy szuka argumentów jedynie dla swojej propozycji. Afera smakowa trwa w najlepsze, podobnie jak przygotowania do najbardziej odjazdowego Zjazdu rodzinnego – szaleństwo doznań dopiero się zaczyna. Meghan Quinn zaprasza na powieść porywającą i refleksyjną zarazem, ale też dopieszczoną wyśmienitym humorem.

Trzy wyjątkowe miłości osadzone w oparach aranżacji wykwintnego przyjęcia – dokładnie 50. rocznicy ślubu rodziców. Autorka okazuje się tu nadzwyczaj hojna w oddawaniu głosu, proponuje bowiem dorodną, aż sześcioosobową narrację pierwszoosobową. Troje poróżnionego rodzeństwa i troje potencjalnych partnerów. Tu każdy zdaje się darzyć rodzinny dom dużym sentymentem, w przytaczanych słowach nieustannie tli się tęsknota za utraconym fragmentem życia – za pięknym oceanem, za gorącym słońcem, wreszcie za krótkimi urywkami przywoływanych regularnie wspomnień. Od początku wyczuwa się także pewną pokerową grę – każdy zdaje się tu zachowywać dystans, ewidentnie nie chcąc powiedzieć za dużo. Czytelnik doskonale wie, że każdy z bohaterów ma swoje za uszami – dostrzega szum ulatniających się kompleksów, strona po stronie definiuje zatem kolejne zadry przeszłości. Te blizny domagają się zagojenia, pragną bliskości, wsparcia i ciepłej atmosfery.

Ta sentymentalna część powieści zdaje się być duszna i pełna osobistych rozczarowań, w podrzuconych perspektywach, niewątpliwie domaga się szczerej rozmowy. Ale nie od razu dociera się do tak emocjonujących scen – ta historia to przede wszystkim rozbrajająca podróż przez najśmieszniejsze i najbardziej absurdalne kadry minionego życia. To także iście komediowy pokaz bieżących zdarzeń – spektakl komiczny, przyjemny i szalony, w mojej opinii perfekcyjnie zgrany z epizodami wzruszeń oraz zgrabnie opisaną intymnością. Ogromnym atutem okazuje się też kreacja poszczególnych postaci – barwna, wiarygodna i zróżnicowana. Ford wyróżnia się największą rozwagą, w oczach przypisanej mu asystentki Larklin, okazuje się czarujący, przyjacielski i wyrozumiały. Cooper to typ wrażliwca i…nieudacznika, który egzystencjalnie stoi w martwym punkcie – jego relacja z cudownie wyszczekaną Norą, to po prostu fabularne złoto. I jeszcze Palmer – czołowa influencerka, w swym portrecie niezdarna i wyraźnie zagubiona, z pewnością wyobcowana i zwyczajnie nieszczęśliwa. W towarzystwie doktora Beau, otwiera się na własne słabości. Każdy z rodzeństwa kumuluje w sobie potrzebę zmiany – każdy chce znaleźć nowego siebie. Nie brakuje tu zatem awantur i drapania starych ran, ale to właśnie w ich przetrawieniu, czają się wymowne treści.

Najbardziej komfortowa komedia romantyczna tego roku! Historia niezwykle błyskotliwa, filmowa i rozbrajająca, jednocześnie sugestywna, urocza i życiowa. Troje zwaśnionego rodzeństwa i troje kandydatów na coś fascynującego – tu każdy chce kochać i każdy chce ukształtować słowa własnej definicji. Meghan Quinn zaprasza zatem na wyśmienity i z pewnością niezapomniany Zjazd Rodzinny – nasączony kłótniami oraz bolesnymi zadrami przeszłości, osadzony natomiast w potrzebie przebaczenia i usilnym pragnieniu bliskości, w swej przezabawnej, zgryźliwej i nieco tajemniczej formie, szalenie refleksyjny.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Insignis

„THE HATING GAME” – SALLY THORNE | Aranżacja idealna na ożywienie dobrego humoru!

„THE HATING GAME” – SALLY THORNE | Aranżacja idealna na ożywienie dobrego humoru!

Skrajne uczucia lubią się ze sobą droczyć. Czasami wręcz świadomie sobie dogryzają, zacierając krawędzie i mimowolnie nabierając bliskości. Właśnie tak często definiuje się granica między miłością i nienawiścią – pozornie wyraźna i bezdyskusyjna, a jednak w odpowiednich warunkach dziwnie blada, jakby skłonna zatuszować własną ostrość. Sally Thorne przedziera się właśnie przez takie emocje – kierowane niechęcią i jawną wrogością, jednocześnie piękne, soczyste, wyjątkowe. The Hating Game to nowe wydanie kultowej i z pewnością angażującej powieści Wredne igraszki.

Czytelnik wkracza tu w aurę prowokacyjnych zgryźliwości. Rywalizacja tych dwojga bohaterów toczy się nieprzerwanie, pozwalając na erudycyjne ulewanie najbardziej dokuczliwych słów. Lucy Hutton zdaje się być mocno sugestywnym głosem tej historii – podjęta przez nią narracja okazuje się śmiała i zaskakująco ekspansywna, ale też bardzo uczuciowa, grząska, z biegiem stron coraz bardziej delikatna i wrażliwa. To kreacja wizualnie niecodzienna – nacechowana ekscentrycznym jaskrawym wizerunkiem, obdarowana surrealnym optymizmem, w zachowaniu wręcz nieco absurdalna. Odbiorca z przyjemnością wkrada się w jej wyobraźnię, aby krocząc śladem nieprzeciętnej wyobraźni, niespodziewanie stać się uczestnikiem uroczego szaleństwa. Po drugiej stronie scenariusza stoi Joshua Templema – mężczyzna oschły, mrukliwy i nadzwyczaj drętwy, w podejmowanych działaniach równie uparty i zaciekły. Tu fabuła zamyka się przede wszystkim na polu bitwy o jedno stanowisko – dopiero z czasem nabiera uczuciowego tembru, szeptem wdzierając się do intymności obu zaangażowanych postaci. Autorka barwnie narusza popularne motywy romantyczne – niektóre dialogi rozbrajają, sukcesywnie przywołując lekki charakter tej powieści, równolegle zawiązuje nić oczywistego pożądania, w swym zarysie pozbawionego spektakularnie emanującej chemii, ale nadal poprawnego i fotograficznego w przytoczonych epizodach.

Niezwykle błyskotliwa, żywiołowa i absorbująca – aranżacja idealna na ożywienie dobrego humoru! The Hating Game to rewelacyjna i z pewnością mocno zwariowana komedia romantyczna – zagnieżdżona śmiało w szaleństwie relacji grumpy&sunshine, jednocześnie uzbrojona w charyzmatyczny motyw enemies to lovers. Tu nieustannie trwa jadowita rywalizacja słowna – najpiękniejsze uczucia rodzą się zatem w palecie ofensywnych zaciekłości, w gąszczu drwin i umyślnych złośliwości, w zawodowych ambicjach i wzajemnie torowanej nienawiści. Ta namiętność zdaje się być oczywista, ale nieprzerwanie domaga się czasu – gdzieś ukradkiem chce dotrzeć do refleksyjnego ukojenia.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona

„MERCILESS KINGS” – C. LYMARI, BECCA STEELE | Przeszyta cieniami ludzkiej nienawiści, brudna i uzależniająca

„MERCILESS KINGS” – C. LYMARI, BECCA STEELE | Przeszyta cieniami ludzkiej nienawiści, brudna i uzależniająca

Zemsta może okazać się słodka, ale najczęściej przybiera bardziej nieoczywisty smak. Przesiąknięta goryczą nieprzyjemnych wspomnień, długo wyczekana i mocno sugestywna w zamierzonej euforii przeżywanych doznań. Niewątpliwie dostarcza silnych wrażeń, może nawet afektu nieobliczalnych scen – dokładnie tak, jak w powieści Merciless Kings, rozpoczynającej wizualnie niegrzeczną serię Boneyard Kings. C. Lymari i Becca Steele nie pozwalają zmysłom odpoczywać – świadomie wkradają się do wyobraźni, aby wypełnić ją fabularnym mrokiem.

Tu nieprzerwanie wyczuwa się atmosferę zła – narzuconą surowymi zdarzeniami przeszłości, niepokojącą, dopieszczoną wyraźnie aromatem męskiej nienawiści. Na tym konkretnym złomowisku nie ma miejsca na uczuciowe subtelności – tu ewidentnie panują oni: Saint Devin, Mateo Soto i Callum Connelly. Trzech skrajnie niebezpiecznych mężczyzn – osławionych na szkolnych korytarzach, zuchwałych, perwersyjnych i nieprzewidywalnych. Przy tak silnych charakterach zdarzyć może się wszystko, a dzieje się jeszcze więcej – na kampusie zjawia się bowiem ona. Everly Walker to kreacja naznaczona bolesną stratą, zduszona emocjonalną niepewnością, a jednak dziwnie ośmielona w eksploracji mocno wyeksponowanej tu intymności. Bo chociaż nurza się w zrozumiałym przerażeniu, jednocześnie nie potrafi obezwładnić własnych żądz – w obliczu ich wyuzdanej dominacji, staje się wręcz grzeszna, upadła, nałogowo wręcz współzależna. Sceny bliskości przeznaczone zostają jedynie dla dorosłego oka – w odczuciu niezwykle dosadne, fotograficzne, nastawione na zamierzoną obsceniczność. Każdy z Królów Cmentarzyska interpretuje bezwzględność na swój osobliwy sposób, każdy ocieka zawiesistą tajemnicą oraz splotem niedopowiedzianych słów, każdy domaga się odsłonięcia przybranej maski. Ta intryga to znacznie dłuższa i zapewne pełnometrażowa gra, dla której ten tytuł to jedynie niesiona nikczemnością rozgrzewka – nieoczekiwanie doprawiona motywem labiryntu, jak również elementami czarnej grozy.

Nieobliczalna definicja zemsty – przeszyta cieniami ludzkiej nienawiści, brudna i uzależniająca. Tu nie ma przestrzeni na zmysłową delikatność, w zamian wyczuwa się demoniczną aurę strachu, nasączoną zmyślnie fetorem nieujarzmionej przeszłości. Każdy z Królów Cmentarzyska domaga się gaszenia fizycznego żaru, każdy rozkoszuje się atutami braterskiej władzy. Merciless Kings to wstęp do mocno ekscytującej serii – fasada intrygującej otchłani intensywnych doznań. To powieść intencjonalnie zanurzona w tajemnicach trzech męskich lubieżności, jednocześnie w sercu enigmatycznej kobiecej uległości – te karty dopiero zostaną odkryte.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

„ŚCIGAJĄC MOTYLE” – MONICA JAMES | Fascynująca podróż do serca szokujących doznań!

„ŚCIGAJĄC MOTYLE” – MONICA JAMES | Fascynująca podróż do serca szokujących doznań!

Życie to kalejdoskop wrażeń. Nawet najbardziej harmonijna codzienność może nieoczekiwanie zmienić swój przyjemny wizerunek. Czasami wystarczy jedna krótka chwila, aby w progu wymarzonej słodyczy dnia, zawitała przeszywająca gorycz. Monica James buduje właśnie taki scenariusz – mocno niepokojący i mało przewidywalny, nasączony boleśnie wrzynającym się smutkiem, ale też optycznie wyzwalaną potrzebą namiętności. Ścigając motyle to powieść wyjątkowa – piękna, poruszająca, niespodziewana.

Pierwsze wrażenie zdaje się być nadzwyczaj romantyczne. Bo przecież Victoria ma nie tylko świetną pracę i cudownych przyjaciół, ale też ukochanego, który właśnie chce zadać to jedno, najważniejsze pytanie. Na tym kończy się rozkoszna atmosfera, a wymarzone oświadczyny zostają brutalnie odarte z nieskazitelnego wdzięku – dla głównej bohaterki stają się wręcz przeżyciem wstrząsającym i mocno traumatycznym. Koszmarny napad, niezrozumienie, pomoc tajemniczego nieznajomego – tak rodzi się niepokojąca aura, tak tworzy się niepewność zdarzeń, tak klaruje się także rozdzierająca potrzeba egzystencjalnej zmiany. Wizualnie czytelnik przenosi się zatem do małego miasteczka, spaceruje brzegiem jeziora, podziwia malowniczy krajobraz, nieuchronnie wyczuwa też mocno hermetyczny klimat uroczo zarysowanej przestrzeni scenicznej. I podążając w ślad za przejmującą kobiecą narracją, wkrada się w coraz bardziej alarmujące przemyślenia. Ten spektakl ma wyjątkowo grząski grunt – zmyślnie domaga się bacznej obserwacji, wzmożonej czujności, pewnego dystansu do świeżo poznanego otoczenia. Tu pojawia się także przyjaźnie nastawiony sąsiad – mężczyzna nieziemsko przystojny i pociągający, w narzuconej bliskości wręcz perfekcyjny, a jednak w swych zamiarach niezdefiniowany, fabularnie owiany niedopowiedzianą sławą. Ta kreacja okazuje się najbardziej zagadkowa – bezsprzecznie nadaje powieści brawurowego charakteru, ale przede wszystkim narusza intymność, uruchamia bodźce, pozwala chłonąć niezapomniane chwile.

Fascynująca podróż do serca szokujących doznań! Monica James zmyślnie przedziera się przez odczuwalnie romantyczne uniesienia, aby w ich małomiasteczkowych gestach, zbudować aurę wiodącej niepewności. Jeden absolutnie pokerowy plot twist i charakter tej powieści doszczętnie zmienia swój zmysłowy wizerunek. Ścigając motyle to rozkosz zamknięta w ogniwach ludzkiego zagubienia – historia nieobliczalna, zuchwała i niepokojąca, jednocześnie malownicza i z pewnością nieprzeciętna. Przekraczając ten fabularny próg, trzeba być gotowym na emocjonujący pokaz własnego zdumienia.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

“I LOVE YOU CHERRY!” – KINGA STOJEK | Namiętność zamknięta w otchłani pogubionej kobiecej intymności.

“I LOVE YOU CHERRY!” – KINGA STOJEK | Namiętność zamknięta w otchłani pogubionej kobiecej intymności.

Niektórzy pojawiają się w naszym życiu jedynie na krótką chwilę. Znamiennie wkradają się do wnętrza naruszonej wrażliwości, dotykają czułych strun, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Zapisują się tym samym na kartach ludzkiego życiorysu, nieuchronnie stając się jego wymowną częścią – z pewnością nadają też potrzebnej wyjątkowości. I love you Cherry! to historia pięknego, wręcz niesamowitego uczucia – urocza i niezwykle refleksyjna, ale też poruszająca i niespodziewana.

Autorka intencjonalnie wkrada się w intymność głównej bohaterki, dając odbiorcy możliwość wgryzienia się w przejmującą narrację pierwszoosobową. Florence to kreacja bardzo nieśmiała i jednocześnie mocno roztrzepana, zachłyśnięta własną życiową biernością. Bo przecież stoi w miejscu i wyraźnie boi się kroczyć ścieżką tuszowanych marzeń, wyczuwa się w niej samotność i poczucie odrzucenia. Nawet jej chłopak sprawia wrażenie nieobecnego – pochłoniętego popularnością w social mediach, skupionego na cielesnej przyjemności. Narzucony przez rodziców wypad do domu zmarłej babci to dla kobiety niemal udręka, a jednak okazuje się wyjazdem życia – nie mija bowiem nawet kilka godzin, a już zaczyna się dziać coś niepokojącego. Dziwne dźwięki z piwnicy nieustannie zagęszczają powietrze, przez co atmosfera staje się delikatnie dusząca w odczuciu. I jeszcze on – tajemniczy gość w domku rekreacyjnym. Mężczyzna przystojny, intrygujący i w zamiarze trudno dostępny, a jednak pozwala się do siebie zbliżyć. Razem mierzą się z własnym przerażeniem, strachem, słabościami, wspólnie muskają najbardziej subtelnych scen z przywoływanych regularnie wspomnień. Ta znajomość dostrzegalnie ucieka ramom ideału, on nie zawsze odpowiednio dobiera słowa, ona nie potrafi właściwie zdefiniować jego świata – nasączonego muzyką i medialną sławą, koreańskiego, znacznie bardziej nieobliczalnego. Niektóre sceny rozbrajają – nasycone spontanicznością i stricte komediowym charakterem, inne poruszają, pozostawiając po sobie chęć porządnej refleksji, jeszcze inne zapewniają rozkosz zmysłowych doznań. Ta przygoda to prawdziwa emocjonalna karuzela.

Namiętność zamknięta w otchłani pogubionej kobiecej intymności. Historia rozczulająca i zabawna, jednocześnie refleksyjna i mocno poruszająca. Kinga Stojek tworzy nie tylko sielską, ale też odczuwalnie komfortową przestrzeń sceniczną, wrażeniowo natomiast skupia się na pielęgnowaniu najpiękniejszych wspomnień – szczególnie tych ulotnych, subtelnych, eterycznych. I love you Cherry! to powieść uroczo zaakcentowana muzyką K-popu, pełna nieoczekiwanych słów, zmyślnie nasączona gwałtownością życia, intensywna w gestach ludzkiego pożądania.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger