SPOTKANIE AUTORSKIE Z CHRISEM CARTEREM | RELACJA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z CHRISEM CARTEREM | RELACJA

fot. Natalia Łubińska
Były psycholog kryminalny i gitarzysta rockowy, a także człowiek, który tworzy jedne z najbardziej przerażających kreacji literackich. Autor mocnego cyklu thrillerów psychologicznych ze śledczym Robertem Hunterem, właśnie odwiedził Polskę, aby promować swoją najnowszą powieść, Galerię umarłych. O czym opowiadał Chris Carter podczas spotkania w Warszawie?

Prowadzący spotkanie Adam Szaja już pierwszym pytaniem zbił autora z pantałyku. Chris Carter zapytany bowiem o to, co takiego narobił na ostatnich stronach najnowszej powieści, powiedział jedynie, że tego akurat zdradzić nie może - potwierdził jedynie, że czytelników rzeczywiście czeka duża niespodzianka i przyznał, że wciąż otrzymuje pełno wiadomości z zapytaniami, jak mógł coś takiego zrobić... Wiemy tylko, że na pewno nic nie stało się Robertowi Hunterowi - autor wyraźnie zadeklarował, że na ten moment nie ma w planach zabijać głównego bohatera.

CO ZAINSPIROWAŁO AUTORA DO STWORZENIA GALERII UMARŁYCH?

fot. Natalia Łubińska 
W Galerii umarłych sprawca zabija w dość specyficzny sposób. Czy autor miał do czynienia z kimś podobnym, gdy pracował jako psycholog policyjny? Chris Carter powiedział, że jego książki są zawsze połączeniem fikcji z rzeczywistością. Tak też było w tym przypadku. Razem z zespołem śledczym pracował bowiem pewnego razu na miejscu zbrodni, które było wyraźnie zaaranżowane i nasuwało myśl o dziele sztuki. To była inspiracja, do której autor wrócił po latach. Ci, którzy jeszcze nie czytali, już teraz mogą się zatem domyślać, co czeka ich w najnowszej powieści.

ROBERT HUNTER W POLSCE?
A może by tak Robert Hunter przyjechał do Polski na emeryturę? Prowadzący próbował zachęcić autora do takiego pomysłu sugerując, że bohater na pewno by się tu nie nudził. Chris Carter ze śmiechem zreflektował, że musiałaby to być śmierć przez wódkę. Opowiedział też, że dzień wcześniej, podczas spotkania autorskiego w Białymstoku, postawiono przed nim butelkę wódki i zmuszono, aby pił przy wszystkich. W warszawskim Empiku w szklance była ponoć woda, ale autor bał się sprawdzić, czy oby na pewno nie jest to powtórka z podlaskiej rozrywki. Wracając jednak do tematu, autor przyznał, że często jest pytany o możliwość przeniesienia bohatera w inne miejsce i zawsze odpowiada podobnie - jest to mało realne, gdyż policja po prostu nie pracuje w ten sposób.

KAŻDY MOŻE BYĆ MORDERCĄ
Chris Carter został zapytany również o to, ile osób wśród zgromadzonych na sali może być mordercą i na to pytanie odpowiedział bez zawahania - każdy. Łatwo jest bowiem twierdzić, że nigdy by się nie przekroczyło tej linii, dopóki nie stanie ona nam przed oczami. Dopiero w sytuacji, w której człowiek ma do wyboru zabić kogoś, bo inaczej ten ktoś zabije jego lub bliskie mu osoby, dowiaduje się, że jest zdolny do popełnienia morderstwa. Sytuacja zawsze może zmienić perspektywę w umyśle. 

TO NIE MIAŁ BYĆ KRYMINAŁ
Autor opowiedział też o prowadzonych przez siebie przesłuchaniach seryjnych morderców, o znanej sztuczce policyjnej z udziałem dobrego i złego policjanta, a także o tym, jak to się stało, że w ogóle został pisarzem i przełożył kiełkującą mu w głowie historię na papier. Przyznał się również do tego, że jego pierwsza książka w założeniu wcale nie miała być kryminałem, zaczął już nawet pisać coś innego, ale zważywszy na własne doświadczenie zawodowe, zdał sobie sprawę, że mógłby napisać naprawdę dobrą powieść kryminalną.

CHRIS TO BARDZIEJ HUNTER CZY BARDZIEJ GARCIA?
Chris Carter przyznał na koniec, że Robert Hunter powstał dosłownie z niczego, ale podobnie jak inni pisarze, tak i on wkłada w swoich bohaterów cząstkę siebie. Przede wszystkim w Carlosa Garcię, który podobnie jak sam autor jest Brazylijczykiem, ma długie włosy i jest kawalarzem, ale też w Huntera, który tak jak on jest trochę samotnikiem, cierpi na bezsenność i lubi whiskey. 

Zastanawiasz się, gdzie kupić najnowszą powieść Chrisa Cartera?
Poniżej podpowiadam, gdzie możesz dokonać najkorzystniejszego zakupu. 

3 PIERWSZE ROZDZIAŁY POWIEŚCI „WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” | Jak będzie smakował debiut Helen Hoang?

3 PIERWSZE ROZDZIAŁY POWIEŚCI „WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” | Jak będzie smakował debiut Helen Hoang?

Zatopiona w skomplikowanym świecie algorytmów, mocno wycofana społecznie i zauważalnie wrażliwa na dotyk młoda kobieta, a także on – mężczyzna fizycznie idealny, czarujący w rozmowie i z nieznanych przyczyn dorabiający jako facet do towarzystwa. To właśnie taka relacja czeka czytelników, którzy dorwą w swoje ręce jeden z najbardziej oczekiwanych kobiecych debiutów tego roku. Premiera powieści Więcej niż pocałunek Helen Hoang zaplanowana jest na czerwiec, ale wybrańcy mogli już teraz posmakować jej pierwszych trzech rozdziałów. Czy przystawka zachęca do spróbowania głównego dania?

FACET POTRZEBNY OD ZARAZ?
NIE, TO RACZEJ MĘSKA WERSJA PRETTY WOMAN

Helen Hoang w specjalnie przygotowanym posłowiu przyznaje, że od dawna myślała o stworzeniu odwróconej wersji historii znanej z filmu Pretty Woman, ale na przeszkodzie zawsze stał motyw, jaki miałby skłonić główną bohaterkę – kobietę atrakcyjną, wykształconą i odnoszącą stałe sukcesy zawodowe – do skorzystania z usług zwykłego żigolaka. A jednak Stella Lane ma naprawdę sensowny argument, aby wynająć sobie pana do towarzystwa. Do towarzystwa, ale nie tylko.
TOWARZYSZ ŻYCIA – ASPERGER

Asperger to niewątpliwie słowo klucz w debiucie Helen Hoang. Początkująca pisarka świadomie uderzyła bowiem w problemy osób cierpiących na trudniejszą w rozpoznaniu formę autyzmu, w tym przede wszystkim tych, którzy zamykają się na bliskie kontakty z innymi. Jak się okazuje, dla głównej bohaterki wynajęty za pieniądze Michael ma być rodzajem swoistej terapii, dzięki której kobieta ma zamiar nie tylko nabrać pewności siebie i zminimalizować rządzące jej ciałem obsesje, ale przede wszystkim pragnie wzbogacić praktyczną wiedzę o relacjach intymnych. Tak jest, Stella Lane postanawia nająć przystojnego mężczyznę, aby w ten nieoczywisty sposób nauczyć się seksu.

GRA ZACZNIE SIĘ WTEDY, GDY POJAWIĄ SIĘ UCZUCIA

Już pierwsze wspólne sceny tej dwójki kreślą charakter całej fabuły. Więcej niż pocałunek to z zamiaru książka nasiąknięta erotyzmem, zmysłowością i trudnym do opanowania pożądaniem, ale też dająca kawałek materiału do solidnych socjologicznych przemyśleń. Trudno bowiem nie zauważyć że poza wyraźną seksualną nutą, to właśnie uczucia będą grać tu pierwsze skrzypce. Zupełnie niespodziewane i początkowo przygłuszone, ale z czasem znacznie bardziej wyraziste i intensywne – prawdopodobnie, bo przecież ten etap książki czytelnicy mają jeszcze przed sobą. Niech jednak ta prognoza stanie się ognistą zachętą do posmakowania całej opowieści. Wszystko wskazuje bowiem na to, że Helen Hoang stworzyła niecodzienną, a przy tym nadal uwodzicielską i zaskakująco zabawną historię, która ma szansę na realny sukces wśród polskich czytelniczek.

„WIĘCEJ NIŻ POCAŁUNEK” - HELEN HOANG

Według trzydziestoletniej Stelli świat powinien rządzić się jedynie prawami logiki. Tworzenie algorytmów wydaje jej się zdecydowanie prostsze niż relacje z mężczyznami. Wizja bliskości budzi w niej niechęć, a na myśl o całowaniu robi jej się niedobrze. Trochę pod wpływem matki, trochę dla samej siebie postanawia to zmienić. Na pewno nie pomagają jej chorobliwe trudności z nawiązywaniem relacji. Czy to wina objawów zespołu Aspergera, czy może Stella tak po prostu ma?

Do wprowadzenia zmian w swoim życiu Stella zabiera się nietypowo. Chce „nauczyć się współżyć”, potrzebuje dobrego treningu. Uznaje, że do ćwiczeń najlepiej nada się profesjonalista, czyli wynajęty mężczyzna do towarzystwa. Tak poznaje Michaela. Plan lekcji, który wspólnie realizują, wychodzi znacznie poza całowanie. Ich biznesowy układ szybko zmienia swój charakter. Stella odkrywa, że w życiu najbardziej liczy się to, co wymyka się równaniom matematycznym.

„Więcej niż pocałunek” to brawurowy debiut Helen Hoang, która zainspirowana własnymi doświadczeniami stworzyła historię miłosną z motywami psychologicznymi i dawką subtelnie rozegranych wątków erotycznych.

Wyjątkowa. Seksowna. Zabawna. Książka „Więcej niż pocałunek”, pasjonująca opowieść o nietypowych miłosnych perypetiach Stelli Lane, wygrała w plebiscycie na najlepszą książkę roku – Goodreads Choice Awards. Uzyskała przy tym bezprecedensową liczbę 45 tysięcy głosów! 

PREMIERA POWIEŚCI 5 CZERWCA, ALE KSIĄŻKA JUŻ TERAZ DOSTĘPNA JEST W WYBRANYCH KSIĘGARNIACH:

„PROCES DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK | Tego bohatera się nie zapomina

„PROCES DIABŁA” - ADRIAN BEDNAREK | Tego bohatera się nie zapomina

Rzeźnik niewiniątek to prawdopodobnie najbardziej przerażający typ mordercy. Przerażający nie dlatego, że sumiennie przygotowuje się do każdej zbrodni. I nie dlatego, że zabija niewinne młode kobiety. A nawet nie dlatego, że naprawdę trudno przewidzieć jego kolejne działania. Kuba Sobański przeraża przede wszystkim dlatego, ponieważ jest zwykłym sympatycznym człowiekiem. Jest po prostu jednym z nas. Przystojny, zauważalnie ambitny i do tego towarzyski młody mężczyzna – właśnie tak perfidnego bohatera wykreował Adrian Bednarek i trzeba przyznać, że w drugim tomie cyklu, niesamowitym Procesie diabła, wykonał równie solidną robotę. 

WSZYSTKO W GŁOWIE

Adrian Bednarek z pewnością nie powiela popularnych schematów. Ten człowiek nie przedstawia pierwszego lepszego seryjnego mordercy, w zamian tworzy psychopatę, który doszczętnie przeraża swoją wiarygodną kreacją. Polski autor bez wątpienia buduje zło w najczystszej postaci i trzeba przyznać, że czyni to z szokującą wręcz precyzją. Dba nie tylko o logiczne oraz pomysłowe zaplecze ścieżki fabularnej, ale przede wszystkim o szeroką warstwę emocjonalną – tak ważną w tym psychologicznym przedstawieniu. Trudno bowiem nie zauważyć, że to właśnie chora osobowość głównego bohatera, jego zaskakująco naturalna, a jednak przekrzywiona demonem przeszłości postawa, okazuje się największą potęgą tej historii. 

JEGO LEKIEM JEST MORDERSTWO

Jak to dobrze, że w drugim tomie autor również postawił na narrację pierwszoosobową. Nikt bowiem nie opowiedziałby tej historii lepiej niż sam Kuba Sobański. Jego relacja okazuje się zaskakująco wręcz drobiazgowa, nieprzeciętna, mroczna i w każdym calu zatrważająca. Mogłoby się początkowo wydawać, że bohater ten będzie traktował morderstwo tak, jak często traktuje się awans w karierze zawodowej – jak swego rodzaju wyzwanie, którego realizacja pozwala odczuć błogą satysfakcję. Ale on jest inny, z pewnością wyjątkowy, w morderstwie szuka więc lekarstwa na pozornie uleczalną przypadłość. Tak, Kuba Sobański nie zabija tylko po to, aby pozbawić kogoś życia i odhaczyć kolejny śmiertelny sukces, on w ten sposób poddaje się samoleczeniu i szczerze wierzy, iż poprzez morderczą kurację, może przywrócić ład w swoim osobliwym życiu. Walczy zatem o normalność, która w jego przypadku okazuje się produktem głęboko deficytowym.
TEGO BOHATERA SIĘ NIE ZAPOMINA

Postać Kuby Sobańskiego jest bez wątpienia najmocniejszym punktem powieści. Jego umysł wykreowany jest nie tylko szczegółowo, wiarygodnie i przekonująco, ale też nadzwyczaj pomysłowo – coś jest w nim takiego, że zamiast negować lub próbować powstrzymać, czytelnik chce tego drapieżcę po prostu podziwiać. To właśnie ten przebiegły trik sprawia, że Kuba Sobański stał się w mojej opinii prawdziwą literacką osobowością. Takiego bohatera się nie zapomina – za nim się tęskni. I warto w tym miejscu dodać, że cała fabularna obudowa powieści również wzmacnia to niesamowite widowisko. Wyraźnie zagęszczona atmosfera, stale rosnące napięcie oraz zauważalnie plastyczny język sprawiają bowiem, że wyobraźnia wciąż buduje przerażająco żywe kadry.

Recenzja w pigułce

W tym diabelsko mocnym spektaklu pierwsze skrzypce gra on – nieprzeciętny morderca ukrywający się w gąszczu codziennego ambitnego życia. Niezwykle wiarygodna kreacja Kuby Sobańskiego, wyraźnie zagęszczona i z pewnością tajemnicza atmosfera, a także plastyczne opisy potwierdzają, ze Proces diabła to jedna z najbardziej pamiętliwych pozycji na polskim rynku wydawniczym. To thriller, który dosłownie osacza czytelnika.

„ZIMOWY ŻOŁNIERZ” - DANIEL MASON | „Kim jesteś, żołnierzu?”

„ZIMOWY ŻOŁNIERZ” - DANIEL MASON | „Kim jesteś, żołnierzu?”

Takich powieści nigdy za wiele. Powieści z wojenną rzeczywistością w tle, które przywołując szereg najróżniejszych dramatów, nieustannie stoją na straży ludzkiej świadomości. Bo chociaż wojna dla wielu zdaje się być czymś bardzo odległym i zakurzonym, to trudno nie zauważyć, że nawet krótkie wspomnienie zatrważających wojennych czasów każdorazowo wskrzesza boleśnie żywe emocje. Zimowy żołnierz Daniela Masona to kolejna wbijająca się w ten nurt propozycja, lecz w tym przypadku tłem okazuje się nie druga, jak można byłoby się wstępnie spodziewać, a pierwsza wojna światowa.

„DLA SAMEJ NAUKI”

W roli głównej osadzony zostaje młody mieszkaniec Wiednia, bezgranicznie zakochany w medycynie i doszczętnie oddany jej naukowym wabikom, taki „niezwyczajny talent do postrzegania rzeczy, które nie od razu objawiają się oku”. Czytelnik szybko dostrzega w Lucjuszu cechy, które wyróżniają go na tle ówczesnych mężczyzn. Pytany, dlaczego poświęcił się medycynie, przywykł odpowiadać, że „dla samej nauki”, nie z powodu wyższych pobudek, czy chociażby poprawienia statusu społecznego. Dokładnie takiego bohatera kreuje Daniel Mason – w towarzystwie raczej nieśmiałego, czasami wręcz milczącego, a w roli raczkującego lekarza zupełnie innego, mocno skupionego i zafascynowanego nauką. 

WIEDZA ≠ UMIEJĘTNOŚCI 

Dość wycofana postawa Lucjusza zaczyna ewaluować, gdy po wybuchu wojny i zaciągnięciu się do wojska, dostaje przydział do urządzonego w ruinach kościoła szpitala polowego w małej wiosce w Karpatach. To właśnie tam – w codziennym boju o życie zwożonych z frontu wschodniego rannych żołnierzy – zaczyna konfrontować zdobytą na studiach wiedzę z praktyką. Jakże trafnie Daniel Mason opisuje wewnętrzne przeżycia bohatera! Posługując się barwnymi i mocno obrazowymi opisami, wskazuje początkową bezsilność młodego lekarza, a także późniejsze sukcesywne wdrażanie się w traumatyczną wojenną rzeczywistość. Przerzucając ciężar myśli na uczucia, pokazuje też fascynację, jaka mimowolnie rodzi się w sercu Lucjusza. Fascynację autentycznością tego miejsca oraz przypadkami medycznymi, o jakich mu się nawet nie śniło. A także zachwyt nad zajmującą się żołnierzami siostrą Margaretą, która mimo braku wykształcenia, potrafi bezszelestnie zamieniać bezradność w czyny. Potrafi ratować ludzkie życie.

„KIM JESTEŚ, ŻOŁNIERZU?”

Nietrudno się domyślić, że w tej przybrudzonej wojną scenerii rodzi się także nieoczekiwane uczucie. Uczucie z początku zupełnie blade, nieczytelne i jakże niechciane, a jednak z czasem coraz bardziej wyraźne, szczere, intrygujące. W relacji tej dwójki dużo jednak zmienia się, gdy w szpitalu pojawia się on – bohater, któremu autor poświęca tytuł powieści. I trzeba przyznać, że Daniel Mason robi to nieprzypadkowo. Całkowicie przemoknięty, milczący i wygaszony – w takim stanie znaleziony zostaje Zimowy żołnierz. Doszczętnie zniszczony czymś, co przyszło mu przeżyć, a jednocześnie zbyt przerażony, aby móc o tym opowiedzieć. Ten bohater jest jak tajemnica, której autor nie zamierza nikomu zdradzić. I to właśnie zawarta w postawie tego żołnierza nić niedopowiedzenia sprawia, że książka nie tyle porusza, co raczej intryguje na całej swej rozpiętości. 


Recenzja w pigułce

Zatrważająca sceneria wojenna, niespodziewane uczucie między niedoświadczonym lekarzem i wyraźnie zdystansowaną siostrą zakonną, a także intrygujący żołnierz, którego zagadkowa postawa całkowicie zmienia oblicze powieści – to właśnie te elementy sprawiają, że Zimowy żołnierz Daniela Masona jest w moim odczuciu książką nie tylko poruszającą, mądrą i przemyślaną, ale poprzez swój enigmatyczny charakter, także mocno frapującą.

"CISZA BIAŁEGO MIASTA” - EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI | Opowieść, która nie ma prawa istnieć

"CISZA BIAŁEGO MIASTA” - EVA GARCÍA SÁENZ DE URTURI | Opowieść, która nie ma prawa istnieć

Fiestas de la Virgen Blanca – hiszpańskie święto obchodzone w sierpniu w stolicy Kraju Basków, Vitorii. To właśnie popularna La Blanca, w trakcie której ulice Vitoria-Gasteiz zapełniają się tłumami świętujących mieszkańców, stanowi scenerię dla ekscytującego kryminału Cisza białego miasta, którym to Eva García Sáenz de Urturi, rozpoczyna niesamowicie wciągający cykl kryminalny.

OPOWIEŚĆ, KTÓRA DE FACTO NIE ISTNIEJE

Hiszpańska pisarka zaskakuje już na wstępie, gdyż zamiast skorzystać z tradycyjnej i tym samym bezpiecznej narracji, oddaje głos bohaterowi, który fizycznie nie ma prawa opowiadać tej historii. Unai López de Ayala to z pewnością doświadczony i mocno zaangażowany w śledztwo profiler, to także wyjątkowo rzetelny narrator, ale jak pokazuje szokujący prolog, Unai to przede wszystkim pogrążona w śpiączce ofiara seryjnego mordercy. Mordercy, o którym opowiada czytelnikowi z zaskakującą wręcz dokładnością. Początkowo zabieg ten może wydać się ryzykowny, autorom nie zawsze udaje się wykorzystać potencjał narracji pierwszoosobowej, ale Eva García Sáenz de Urturi robi to właściwie bezbłędnie. Narrator okazuje się bowiem niezwykle rzetelny w swojej opowieści, przybierając w oczach odbiorcy wizerunek niemal wytrawnego gawędziarza.

"TUTAJ KOŃCZY SIĘ TWOJE POLOWANIE, TUTAJ ZACZYNA SIĘ MOJE"

Unai López de Ayala opowiada swoją historię z tak dużym zaangażowaniem, że czytelnik zwyczajnie chce jej słuchać. Co ciekawe, autorka regularnie przeplata jego opowieść z wydarzeniami sprzed kilkudziesięciu lat, które dla odmiany relacjonuje tradycyjny narrator. Prowadzący obecne śledztwo Unai skupia się w dużej mierze na śladach, które morderca celowo pozostawia na kolejnych miejscach zbrodni. Bohater ten szybko dostrzega ich zbieżność z paskudną sprawą, która wiele lat temu spędzała sen z powiek nie tylko jemu, ale prawdopodobnie wszystkim mieszkańcom Hiszpanii. Pojawiając się na miejscu zbrodni, każdorazowo kieruje do seryjnego mordercy słowa modlitwy, której treść potwierdza, jak bardzo zależy mu na schwytaniu okrutnego sprawcy. „Tutaj kończy się twoje polowanie, tutaj zaczyna się moje” – wypowiadana przez profilera myśl świadczy nie tylko o jego bojowym nastawieniu, ale też staje się jego znakiem rozpoznawczym, szczególnie dla poznającego go sukcesywnie odbiorcy.
"OTWÓRZ OCZY, #KRAKEN"

Autorka barwnie opisuje nie tylko samego narratora, ale także innych bohaterów, wśród których warto wyróżnić kreację podkomisarz Alby, utrzymującej z profilerem mocno dwuznaczne relacje, a także skazanego za dawne zabójstwa Tasia Ortiza de Zárate, którego postać w tej historii zdaje się mieć największe znaczenie. Przebywający w zakładzie karnym Tasio ewidentnie ma kontakt ze światem zewnętrznym, ma też zaskakująco dużą wiedzę o kolejnych zbrodniach, dzięki czemu może jawnie prowokować zagłębionego w trudnym śledztwie profilera. Wykorzystując siłę mediów społecznościowych, zwraca się do śledczego poprzez własne konto na Twitterze i używając jego dawnego przezwiska Kraken, zdaje się go nie tyle drażnić, co wręcz śmiać mu prosto w twarz. Tasio jest cwany i nieobliczalny, ale trzeba przyznać, że to właśnie dzięki niemu śledztwo nieustannie posuwa się do przodu. Aktywny udział tego bohatera z pewnością stanowi smakołyk dla czytelnika, pytanie tylko, czy rzeczywiście to sam Tasio kontaktuje się z profilerem?

ŚWIĘTO BIAŁEJ PANIENKI

Eva García Sáenz de Urturi doskonale rozdziela proporcje między warstwę kryminalną i obyczajową, zauważalnie dba o równomierny bieg akcji, właściwe tempo oraz optymalnie zgrane dialogi, ale jednocześnie nie zapomina o opisach bogatej scenerii. Można oczywiście łudzić się, że ta powieść budziłaby równie duży zachwyt, gdyby umieścić jej akcję w egzaltowanej Francji lub mocno romantycznych Włoszech – te kraje dostarczają przecież równie niesamowitych wrażeń – ale jestem przekonana, że to właśnie magiczny klimat samej Vitorii – Vitorii pochłoniętej obchodami święta Białej Panienki i Vitorii obsypanej wieloznacznymi muralami – sprawia, że Cisza białego miasta jest w każdym calu książką niezwykłą, osobliwą i ekscytującą.


Recenzja w pigułce

Eva García Sáenz de Urturi proponuje prawie sześćset solidnie zapisanych stron, które bez dwóch zdań stają się wyborną strawą dla miłośników gatunku. Świetnie zgrana narracja pierwszoosobowa, charakterni bohaterowie, tajemnicza i z pewnością wielowątkowa intryga, a także magiczny klimat hiszpańskiej Vitorii sprawiają, że Cisza białego miasta jest w mojej opinii kryminałem niemal optymalnym.

„NIE POZWÓL MI UMRZEĆ” - KRZYSZTOF KOZIOŁEK | Czy warto szczepić dzieci?

„NIE POZWÓL MI UMRZEĆ” - KRZYSZTOF KOZIOŁEK | Czy warto szczepić dzieci?

Szeroka działalność koncernów farmaceutycznych niewątpliwie rodzi wątpliwości i od lat staje się przedmiotem medialnej wrzawy, ale nawet najbardziej zagorzali dyskutanci nie mają realnych szans, aby z sukcesem przedrzeć się tam, gdzie podejmowane są najważniejsze decyzje. Właśnie tak gorący temat porusza w powieści Nie pozwól mi umrzeć Krzysztof Koziołek i trzeba przyznać, że chociaż książka sama w sobie nie jest żadnym oficjalnym manifestem, to jej fabuła z pewnością wpływa na wzrost ogólnej świadomości.

CZY WARTO SZCZEPIĆ DZIECI?

Nie ma najmniejszych wątpliwości, jaki gatunek reprezentuje powieść Krzysztofa Koziołka – Nie pozwól mi umrzeć to niemal rasowy thriller medyczny, w którym rozgoryczeni własną bezradnością bohaterowie próbują stawić czoła wyjątkowo niebezpiecznemu wrogowi. Tematycznie autor wkracza w obszar nie tylko ważny, aktualny i emocjonujący, ale przede wszystkim mocno dyskusyjny. Szczepienia niemowlaków zdają się być nieustanną bolączką młodych rodziców – szaremu człowiekowi trudno bowiem zdecydować, czy taka szczepionka naprawdę jest dziecku potrzebna, czy może jednak faktycznie szkodzi, stanowiąc tylko sztucznie rozdmuchany środek do wzbogacania się branży medycznej. Właśnie takie wątpliwości huczą w głowie czytelnika w trakcie całej lektury, w takim też środowisku autor lokuje akcję fabularną i jak się okazuje, nie jest to w żaden sposób fabuła przerysowana – podobna historia bez wątpienia mogłaby zaistnieć w rzeczywistości.
FUNDAMENTEM JEST ZEMSTA

Krzysztof Koziołek pozwala odbiorcy na znacznie więcej niż udział w pozornie standardowej akcji sensacyjnej, zachęca go raczej do uczestnictwa w medycznym śledztwie, którego fundamentem okazuje się moralna zemsta. Autor doskonale wie, jak poprowadzić ścieżkę fabularną, aby odbiorca odczuwał satysfakcję nie tylko z bieżących wydarzeń, ale też był stale zaintrygowany tym, co może przynieść każda kolejna strona. Taki efekt udało się osiągnąć dzięki odpowiednio przemyślanej intrydze, a także zgrabnie podawanym informacjom, które potęgują napięcie sukcesywnie aż do momentu, który można zdefiniować jako punkt kulminacyjny lub nawet świadome wyładowanie fabularne.

Recenzja w pigułce

Dobrze przemyślana akcja fabularna, mocno kontrowersyjne tło oraz charakterni bohaterowie sprawiają, że powieść Nie pozwól mi umrzeć przynosi odbiorcy prawdziwą satysfakcję. Książkę Krzysztofa Koziołka polecam przede wszystkim tym, którzy lubią wsadzać kij w przysłowiowe mrowisko.

"KOBIETY NIEIDEALNE. IZA" - MAGDALENA KAWKA, MAŁGORZATA HAYLES

"KOBIETY NIEIDEALNE. IZA" - MAGDALENA KAWKA, MAŁGORZATA HAYLES

Nie ma życia bez błędów. Można oczywiście dążyć do egzystencjalnej perfekcji i tym samym z uporem maniaka wchodzić w nieswoją rolę, ale nie ma wątpliwości, że to właśnie drobne codzienne słabości tworzą prawdziwe piękno człowieka. Dokładnie taki świat – świat widziany oczami kobiet autentycznych – kreują Magdalena Kawka oraz Małgorzata Hayles w uderzająco kobiecym cyklu powieściowym Kobiety nieidealne. Ten niesamowity spektakl otworzyła Magda – kobieta, która po latach różnych doświadczeń próbuje skruszyć zbudowaną wokół siebie skorupę, drugi akt należy natomiast do Izy, której pozornie poukładane życie zaczyna przybierać nieco mniej oczekiwany kształt. 

HISTORIA KAŻDEJ Z NAS

Powieść napisana wspólnie przez dwie kobiety to znacznie więcej niż prosta historia obyczajowa, to raczej lustrzane odbicie życia każdej z nas – życia zwykłej kobiety, która z jednej strony płynie z nurtem codziennej bezradności, ale jednocześnie wciąż pragnie otworzyć drzwi, za którymi czekają jej własne marzenia. Właśnie takim bohaterkom towarzyszy czytelnik podczas lektury – kobietom niezwykle żywiołowym, inteligentnym i przewrotnym, a przy tym nadal zwyczajnym, romantycznym i wrażliwym. Drugi tom relacjonuje Iza, która nieoczekiwanie dostrzega luki w swoim mocno dopieszczonym życiu. Jej bezpośrednia narracja, podobnie jak wcześniejsza historia Magdy, nieustannie dostarcza odbiorcy różnobarwnych wrażeń, od przyjemnie rozchodzącego się uśmiechu, poprzez zrozumienie i przyjacielską akceptację, aż po niepewność oraz silne wzruszenie – tak naturalnie panoszące się wewnątrz. 

FUNDAMENTEM JEST PRZYJAŹŃ

Życiem tytułowej bohaterki zaczyna rządzić wachlarz niespodziewanych emocji, ale jak się okazuje, nawet najtrudniejsze przeżycia stają się nieco lżejsze, gdy w pobliżu ma się prawdziwe bratnie dusze. Iza z pewnością może liczyć na najbliższe przyjaciółki – to właśnie one stają się dla niej podporą, gdy w jej codzienności zaczyna panować rozgardiasz. Przyjaźń bez wątpienia tworzy fundament tej powieści i chociaż wzajemne wsparcie często wymaga znacznego poświęcenia, to dla każdej z bohaterek staje się ono lekiem podtrzymującym apetyt na życie. 


Recenzja w pigułce

Kobiety nieidealne. Iza to w moim odczuciu historia zaskakująco lekka i przyjemna w odbiorze, a jednak zauważalnie wyłamująca się z szablonu typowej powieści obyczajowej – historia wartościowa, przemyślana i godna polecenia. Idealna lektura dla każdej kobiety.

SPOTKANIE AUTORSKIE Z MAGDALENĄ WITKIEWICZ I STEFANEM DARDĄ | RELACJA

SPOTKANIE AUTORSKIE Z MAGDALENĄ WITKIEWICZ I STEFANEM DARDĄ | RELACJA

Magdalena Witkiewicz – jedna z najbardziej popularnych polskich pisarek, autorka niezwykle poruszających książek obyczajowych, w tym przepięknej powieści Czereśnie zawsze muszą być dwie, a także Stefan Darda – pisarz znany z najbardziej mrocznych gatunków, autor wielu thrillerów i horrorów, m.in. trzymającego w napięciu Domu na Wyrębach, właśnie spotkali się z czytelnikami w Warszawie, aby razem promować wspólnie napisaną powieść, Cymanowski młyn.
Spotkanie z Magdaleną Witkiewicz oraz Stefanem Dardą odbyło się w warszawskim Empiku Junior, a poprowadziła je Justyna Dżbik-Kluge. Zgodnie z przewidywaniami, prowadząca rozpoczęła od pytania, jak to się w ogóle stało, że tak różni gatunkowo autorzy zdecydowali się wspólnie napisać książkę. 

WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ NA MESSENGERZE
Odpowiedź zaskoczyła wielu, gdyż pierwsza propozycja padła ze strony Magdaleny kilka ładnych lat temu, dokładnie w marcu 2015 roku. Temat przeleżał swoje w szufladzie, ale niespodziewanie odrodził się na początku 2018 roku, kiedy to Stefan Darda wrócił do wspólnego pomysłu. Co ciekawe, plan powieści powstał na Messengerze i zachował się przez te lata, stając się nadzwyczaj smakowitym kąskiem dla coraz bardziej doświadczonych pisarzy. 

SPRAWNA PRACA NAD POWIEŚCIĄ
Chociaż mogłoby się wydawać, że pisanie książki przez dwóch całkowicie różnych autorów to nie lada wyzwanie, dla tak wytrawnych graczy, jak Magdalena Witkiewicz oraz Stefan Darda, okazało się to banalnie proste. Praca nad książką przebiegała zaskakująco sprawnie, a jedyne negocjacje dotyczyły dosłownie kilku scen, które każdy z autorów widział nieco inaczej. Nie wiązały się z tym jednak żadne większe roszady, a raczej drobne poprawki, np. zmiany wybranych dialogów, gdy uznali, że „ich” bohater nie użyłby takiego lub innego sformułowania.

NIEKOŃCZĄCY SIĘ EPILOG
Dwójka znanych autorów zgodnie przyznała, że fabułę budowało im się nadzwyczaj przyjemnie, ale finał okazał się zdecydowanie bardziej wymagający. Epilog należał do Stefana Dardy, a ten - świadomy ciężaru, jaki na nim spoczął – uznał, że zakończenie musi być napisane w taki sposób, aby nie rozczarować przyszłych czytelników. Autor tak mocno zaangażował się zatem w pisanie ostatnich scen, że zajęło mu to prawie tyle samo czasu, co wspólne napisanie reszty książki. Można sobie tylko wyobrazić zniecierpliwioną Magdalenę, która w gorącym oczekiwaniu niemal codziennie dopytywała Stefana Dardę, czy przypadkiem nie skończył już pisać wspólnej powieści.

***

CYMANOWSKI MŁYN – MAGDALENA WITKIEWICZ I STEFAN DARDA

Małżeństwo Moniki i Macieja przechodzi głęboki kryzys.

Oboje łudzą się, że tajemniczy prezent: urlop w leśnym pensjonacie, z dala od ludzi i cywilizacji, może jeszcze wszystko uratować. Początkowo ulegają romantycznym chwilom, jednak nagły wyjazd Macieja budzi demony przeszłości. Łukasz, przystojny syn właściciela, do złudzenia przypomina Monice jej byłego narzeczonego. Czy to tylko przypadkowe podobieństwo?

Wyjazd, który miał ratować związek, okazuje się początkiem trudnych do wyjaśnienia i niepokojących zdarzeń. Nic nie jest oczywiste, bohaterowie głęboko skrywają tajemnice, a na światło dzienne wypływają przerażające wspomnienia o krwawych zbrodniach sprzed lat.

Kim tak naprawdę jest Łukasz? Czy małżeństwo Moniki i Maćka przetrwa próbę sił? I jaką rolę pełni dziewczynka ze starej wyblakłej fotografii?


Nie posiadasz jeszcze książki Cymanowski młyn?
Poniżej podpowiadam, gdzie możesz dokonać najkorzystniejszego zakupu. 


"POZWÓL MI WRÓCIĆ" – B.A. PARIS | Czy Layla naprawdę żyje?

"POZWÓL MI WRÓCIĆ" – B.A. PARIS | Czy Layla naprawdę żyje?

Kiedy na początku zeszłego roku B.A. Paris odwiedziła Warszawę, z wyraźnym entuzjazmem opowiedziała o swoim kolejnym thrillerze, którego motywem przewodnim miało być zaginięcie. Oczekiwana przez długie miesiące książka została wydana pod tytułem Pozwól mi wrócić i właśnie trafiła do polskich księgarń, ale czy brytyjskiej autorce na pewno udało się utrzymać wysoki poziom poprzednich powieści? 

TO MĘŻCZYZNA OPOWIADA TĘ HISTORIĘ

Na tym samym spotkaniu B.A. Paris wspomniała, że chciała spróbować czegoś nowego więc zamiast korzystać z dobrze jej znanej pierwszoosobowej narracji kobiecej, tym razem wcieliła się w postać Finna – mężczyzny, którego ukochana zaginęła przed laty podczas wspólnych wakacji. Chociaż taki zabieg często budzi objawy sceptycyzmu, to trzeba przyznać, że autorka przemyślała temat i poprowadziła narrację w taki sposób, aby czytelnik nie tylko zaufał Finnowi, ale też z każdą stroną czuł silniejsze przywiązanie do wypowiadanych przez niego słów. Główny bohater wykorzystuje tę możliwość i samodzielnie relacjonuje zarówno bieżące wydarzenia, jak i te, które poprzedziły tajemnicze zniknięcie Layli. Pomysłowym rozwiązaniem okazuje się sposób, w jaki Finn opowiada przeszłe zdarzenia, gdyż kieruje on słowa nie do czytelnika, a do zaginionej przed laty kobiety.
KIM TAK NAPRAWDĘ JEST FINN?

Chociaż czytelnik towarzyszy Finnowi nieustannie – bohater sam buduje tę osobliwą fabułę - to naprawdę trudno stwierdzić, czy przypadkiem czegoś on nie ukrywa. Odbiorca wciąż widzi jego działania i poznaje rzetelnie wyselekcjonowane przez niego myśli, ale jednocześnie wpada w sidła mocno subiektywnej relacji, która nakazuje mu ufać temu mężczyźnie niemal bezgranicznie. Czy to dobrze? Kim tak naprawdę jest Finn? Tego można dowiedzieć się dopiero w trakcie lektury, ale trzeba przyznać, że niezależnie od tego, jak bardzo pierwotny wizerunek tego bohatera jest przekrzywiony, to idąc w ślad za przewodnim hasłem całej książki, właśnie w postaci Finna należy szukać części odpowiedzi. Nie wszystkich, niektóre przychodzą z innych stron i również pomagają odpowiednio składać elementy tajemniczej intrygi. W kolejnych częściach bowiem autorka dodatkowo wzbogaca narrację, odkrywając przed odbiorcą znacznie więcej kart, stale jednak pozostaje przy pierwszoosobowej relacji i tym samym nadal każe ufać tym, którzy osobiście wypowiadają się na łamach powieści. 

INTRYGA NA KRAWĘDZI WYOBRAŹNI

Czytelnik sumiennie rozpoznaje prawdę – prawdę, która finalnie nie tyle szokuje, co raczej umyka ramom autentycznych sytuacji. To wyraźne naciągnięcie rzeczywistości może dla wielu okazać się zbyt abstrakcyjne, ale doświadczenia z tym gatunkiem pokazują, że to właśnie mało realne zakończenia wzbudzają najwięcej emocji. A przecież emocje u czytelnika to coś, na czym literatom zależy prawdopodobnie najbardziej. B.A. Paris pokazała już w poprzednich powieściach, że nieobce są jej podobne zagrania i wszystko wskazuje na to, że w najnowszej książce pozostaje im po prostu wierna. Ja to rozwiązanie kupuję i chociaż niektórzy z pewnością uznają towar za wybrakowany, to nawet tak szalonej intrydze nie powinno się przypisywać zerowego prawdopodobieństwa. 
PRZYCISZONE TEMPO

Brytyjska autorka w dużej mierze opiera fabułę na wątpliwościach głównych bohaterów, a to ma swoje odzwierciedlenie w wyjątkowo spokojnej akcji. Tempo powieści jest bowiem nieśpieszne, momentami może wydawać się wręcz nużące, dopiero końcówka pokazuje, że przyciszona akcja to jedynie celowe uśpienie czujności. B.A. Paris uszykowała bowiem Finnowi nadzwyczaj szokujący scenariusz, który doszczętnie zmienia jego dotychczasowe życie. Tym, co najbardziej zajmuje myśli podczas lektury, jest z pewnością pytanie, kto tak naprawdę gra pierwsze skrzypce w tym celowo przygaszonym przedstawieniu?

Recenzja w pigułce

B.A. Paris zagrała po prostu w swoim stylu. Chociaż akcja rozkręca się nieśpiesznie, to rodzące się w myślach wątpliwości oraz szokujące zakończenie naprawdę robią swoje. Pozwól mi wrócić to thriller, który dostarcza odpowiednią dawkę emocji.

"ZANIM NADEJDZIE JUTRO" -  NOWA SAGA HISTORYCZNA JOANNY JAX

"ZANIM NADEJDZIE JUTRO" - NOWA SAGA HISTORYCZNA JOANNY JAX

Mogłoby się wydawać, że rozbudowana na kilka tomów saga historyczna nie ma dużych szans na szerokie zainteresowanie ze strony czytelników, ale jak obrazuje dotychczasowa twórczość Joanny Jax, można na tyle barwnie wzbogacić jedną opowieść, aby nawet po sześciu dorodnych aktach widz czuł nie tylko naturalny entuzjazm, ale wręcz zyskał dodatkowe poczucie, że właśnie wziął udział w mądrym i efektownie zintegrowanym przedstawieniu. Podobnych wrażeń dostarcza najnowsza saga Zanim nadejdzie jutro, której prologiem okazuje się niesamowicie wciągająca powieść o złowieszczym tytule Podróż do krainy umarłych

PODRÓŻ DO KRAINY UMARŁYCH

Joanna Jax ponownie portretuje najbardziej zatrważający fragment historii. Podróż do krainy umarłych to w moim odczuciu mocno poruszający, zauważalnie burzliwy i przede wszystkim niezwykle wiarygodny wstęp do nowej sagi, w której ludzkie życie bez zapowiedzi wpada w koszmar wojennej rzeczywistości. Ta historia to fabularny zapis boleśnie autentycznych emocji. 

ZIEMIA LUDZI ZAPOMNIANYCH

Nie inaczej jest z Ziemią ludzi zapomnianych, która umożliwia odbiorcy rozpoznanie dalszego i z pewnością równie dramatycznego biegu wydarzeń. Już sam tytuł powieści zdaje się być materiałem do szerokich przemyśleń, pozwala bowiem dojrzeć daleką, wynędzniałą i niemiłosiernie szarą scenerię, z jaką muszą zmierzyć się zaskoczeni brutalnym losem przesiedleńcy. Tam, gdzie nie czuć zapachu chleba, i tam gdzie nie gra już piękna muzyka – właśnie w tak przerażająco odległe miejsce zabiera swoich bohaterów Joanna Jax. Ziemia ludzi zapomnianych, podobnie jak pierwszy tom sagi Zanim nadejdzie jutro, to bolesny, przejmujący i zaskakująco realistyczny portret przesiedleńców, którzy na jawiących się niczym kraniec świata kazachskich ziemiach podejmują walkę z wszechobecnym zimnem, dojmującym głodem oraz wyżerającą ludzką duszę tęsknotą. 

Dla mnie nie jest to już tylko emocjonująca opowieść, ale przede wszystkim sfabularyzowana lekcja prawdziwej historii.

6 NR MAGAZYNU BLOGOSTREFA JUŻ W SPRZEDAŻY

6 NR MAGAZYNU BLOGOSTREFA JUŻ W SPRZEDAŻY

Z magazynem Blogostrefa współpracuję właściwie od początku, ale to właśnie najnowszym numerem oficjalnie rozpoczęłam współpracę jako jedna z redaktorek. Nie było łatwo, praca nad ostatnim numerem czasopisma, chociaż przyniosła ogrom prawdziwej satysfakcji, okazała się też niezwykle wymagająca. Każda z nas prowadzi bowiem swojego bloga, ma też własne prywatne życie, normalną pracę, a także inne pasje lub codzienne trudności, którym również pragnie bądź musi poświęcić czas. Długo to trwało, dłużej niż dotychczas, ale wreszcie możemy pochwalić się efektami. Szósty numer magazynu Blogostrefa jest już dostępny w sprzedaży.

Jak to jest zobaczyć siebie na okładce czasopisma branżowego? Dla mnie już sama propozycja była czymś wyjątkowym, trochę tak, jakbym na moment wskoczyła do innej rzeczywistości, ale szczęśliwie już oswoiłam się z tym niecodziennym dla mnie faktem. 

fot. Samer Masri

DISQUS - PRAWDZIWA INTERAKCJA Z CZYTELNIKIEM

System komentarzy Disqus to dla wielu blogerów możliwość nawiązania realnego kontaktu z odbiorcą. Jak to możliwe, że zewnętrzne narzędzie z taką łatwością wyparło domyślnie wbudowane komentarze? 

Takie pytanie stawia sobie wielu blogerów, szczególnie tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją wirtualną przygodę z blogiem. I właśnie tym pytaniem rozpoczynam w magazynie artykuł, do którego współtworzenia zaprosiłam cztery niesamowite blogerki. Anna Dyba (Marzenie Literackie), Diana Chmiel (Bardziej lubię książki niż ludzi), Magdalena Erbel (Save the Magic Moments) oraz Marta Mrowiec (Na regale u Marty Mrowiec) opowiadają o swoich doświadczeniach z systemem komentarzy Disqus, nie tylko o jego mocnych i słabych stronach, ale także o tym, co może przynieść niedaleka przyszłość. Ten artykuł z pewnością warto przeczytać.

UNIKATOWOŚĆ LOGO. CZY WARTO ROBIĆ REBRANDING BLOGA?

Czy istnieje przepis na dobre logo? Jak prawidłowo przeprowadzić rebranding bloga? Jeżeli zadajecie sobie podobne pytania i myślicie o tym, jak prawidłowo zadbać o wizerunek swojego bloga, zachęcam do przeczytania artykułu Unikatowość logo. Czy warto robić rebranding bloga?, który specjalnie na potrzeby szóstego numeru Blogostrefy, napisał Łukasz Majewski (www.lukaszmajewski.com) - grafik, marketer pracujący od 14 lat nad markami pod kątem wizerunku, wykorzystania potencjału i strategii. Jestem przekonana, że z tak solidnego materiału wyłuskacie dla siebie naprawdę wiele ciekawostek - gorąco zachęcam do jego lektury! 

BLOGOWANIE W PODRÓŻY, CZYLI NIE DAJ SIĘ ZWARIOWAĆ

Jak wygląda życie blogera podczas urlopu? Czy blog na wakacjach to na pewno dobry towarzysz? Zdania na ten temat są podzielone, niektórzy zwyczajnie nie chcą tracić kontaktu ze swoimi odbiorcami, inni natomiast biorą wolne dosłownie od wszystkiego. Głosem rozsądku w tej kwestii dzieli się z czytelnikami Anna Rychlicka‐Karbowska (Myśli i słowa wiatrem niesione), która właśnie blogowaniu w podróży poświęciła swój artykuł w najnowszym numerze Blogostrefy. Jeżeli chcecie poznać podróżnicze inspiracje lub jesteście ciekawi, jak przygotować bloga na czas urlopu, koniecznie zajrzyjcie do tekstu Ani.


GDZIE ZNALEŹĆ BLOGOSTREFĘ. JEDYNE TAKIE CZASOPISMO DLA BLOGERÓW?

  • 6 numer magazynu Blogostrefa można zamówić na stronieLINK
  • FanpageLINK
  • InstagramLINK 
"MIĘDZY PRAWAMI. PROCHEM I CIENIEM" - VERA EIKON

"MIĘDZY PRAWAMI. PROCHEM I CIENIEM" - VERA EIKON

Bohatera można czytelnikowi przedstawić na wiele różnych sposobów. Można dla przykładu jasno zdefiniować jego zamiary, śmiało przemierzać budowane w jego głowie myśli i jawnie komunikować, jaki jest prawdziwy cel popełnianych przez niego czynów. Tak prawdopodobnie robi większość pisarzy, klarowny bohater to często oczywisty element książki, ale równie dobrze można zachować intencje postaci w szufladzie i tym samym postawić odbiorcę w obliczu zagadki, która wyzwoli w nim dodatkowe poczucie niepewności. Taki zabieg popełnia Vera Eikon w powieści Prochem i cieniem, stanowiącej trzecią już części emocjonującej serii Między prawami. Kim stał się Alan Berg? Czy czytelnik może jeszcze ufać byłemu komisarzowi CBŚ? To niewątpliwie jedne z podstawowych pytań, jakie nasuwają się podczas lektury.

Zło czai się niemal wszędzie i chociaż na co dzień nie wychyla się jawnie ze swoich zaułków, to jednak lubi wdzierać się do pozornie neutralnej codzienności, aby regularnie przypominać o swoim istnieniu. Walkę z nim najczęściej podejmują stróże prawa, ale nawet najbardziej prawowici potrafią świadomie ulec jego prostym wdziękom. Alan Berg spełnił się już w roli doświadczonego i bezwzględnie solidnego komisarza Centralnego Biura Śledczego, teraz natomiast otrzymuje szansę przybrania profesji, która pozwala mu bezgranicznie balansować na granicy zasad moralnych. Oczywiście, on sam doskonale zdaje sobie sprawę z kierujących nim pobudek, ale odbiorca powieści zostaje pozbawiony tej skromnej wiedzy – nie ma bowiem wglądu w intencje głównego bohatera. Zauważalnie mglisty, a przy tym także intrygujący wizerunek głównego bohatera, okazuje się jedną z najmocniejszych stron powieści. 

Ten element to niesamowita gratka przede wszystkim dla tych, którzy znają poprzednie części cyklu, ale warto wspomnieć, że chociaż Prochem i cieniem jest kontynuacją dłuższej historii, to nie ma najmniejszych obaw przed wkraczaniem w jej fabularne korytarze bez znajomości poprzednich tomów. Autorka dba bowiem o to, aby każdy z bohaterów został przedstawiony na tyle obszernie, aby w sposób wystarczający zaspokoić rosnącą ciekawość czytelnika. 

Przemyślana kreacja głównego bohatera to jedno, ale sama fabuła oraz zbudowana wokół niej sceneria, równolegle angażują różne zmysły odbiorcy. Zaproponowana akcja nawet na chwilę nie więdnie w myślach czytelnika, podobne wrażenie przynoszą poszczególne epizody, mocno realistyczne, właściwie bezbłędne. Widać, że autorka opisała je z dużą dbałością o szczegóły. Vera Eikon po raz kolejny mocno kreśli litery, nie rozpieszcza czytelnika subtelnymi gestami czy oczyszczonymi z brudu scenami, w zamian wprowadza go w soczysty i zauważalnie męski świat mafijnych porachunków, w którym słowo kompromis przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Można nawet rzec, że nie każdy powinien przestąpić próg tej powieści, jest to bowiem jeden z tych tytułów, przy którym nieustannie staje się na krawędzi ryzyka.


Recenzja w pigułce

Solidna, bezwzględna i dynamiczna, a przy tym niezwykle przekonująca konfrontacja najsilniejszych władz. Między prawami. Prochem i cieniem to powieść dla tych, którzy szukają czegoś więcej niż zwykły kryminał.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger