„THIS GIRL” – COLLEEN HOOVER | Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie!

„THIS GIRL” – COLLEEN HOOVER | Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie!

Miłość nieuchronnie wywołuje paletę wzruszeń. Tym bardziej miłość utkana z nici boleśnie nasączonych rodzinną tragedią. Choroba, śmierć bliskich, ogromna tęsknota – to bezsprzecznie jedne z najtrudniejszych i najbardziej traumatycznych przeżyć, a przecież w debiutanckiej serii Colleen Hoover mierzą z nimi tak niesamowicie młodzi ludzie... Ledwo draśnięci formalną dorosłością, a jednocześnie tak drastycznie nią doświadczeni. This girl to kwintesencja poprzednich tomów – takie przypomnienie wrażeń, niby dobrze już znanych, a jednak nadal mocno poruszających.

Chociaż złakniony czytelnik pragnie kontynuacji zdarzeń, wizualnie zostaje nieco zaskoczony. Layken i Will ewidentnie są w sobie zakochani – w tej diagnozie nie trzeba być ekspertem. Dostrzegalnie cieszą się zatem wzajemnym bezpieczeństwem, leniwie świętując najpiękniejsze chwile i jednocześnie regularnie przywołując w dialogach przejmujące początki swojej znajomości. Razem wspominają pierwsze wspólne epizody, pierwsze spojrzenia, pierwsze gesty, pierwsze uśmiechy – można napisać, że wzajemnie ponownie analizują własne doświadczenia. Czytelnik z przyjemnością wraca do znanych już sobie scen, utrwala sobie ich dramatyczny obraz, nieustannie utwierdza się też w tym, jak bardzo głębokie, intensywne i prawdziwe jest uczucie tej dwójki.

I chociaż miesiąc miodowy to fabularna powtórka pierwszego tomu, bohaterowie wyraźnie potrzebują tego powrotu. Ewidentnie próbują zmierzyć się z własnymi przeżyciami. Tym razem odbiorca śledzi wydarzenia z mocno poruszającej perspektywy Willa – ta niepozbawiona jest trudnych momentów. Historia zatem nadal pełna jest emocjonalnych zgrzytów, wyczerpujących rozmów i wymownej chęci uporządkowania wszystkich myśli. Narracja mężczyzny okazuje się w odczuciu zaskakująco intymna, pokazuje też, jak bardzo krucha, niepewna i roztrzęsiona w środku jest nadal Layken. To właśnie panujący w jej sercu wewnętrzny chaos, pozbawiony zbędnego lukru, wręcz jawnie wywołujący łzy, staje się najlepszym argumentem dla zastosowanego przez autorkę odwzorowania przedstawionych już wcześniej scen.

Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie! This girl to niesamowita kompilacja zmysłów i jednocześnie przekonujący spektakl wspólnych doświadczeń – emocjonalnie jeszcze nie zdefiniowanych, z pewnością jednak pięknych, wyjątkowych i poruszających! Colleen Hoover robi coś szalonego – fabularnie wraca myślami do pierwszego tomu i świadomie każe obserwować znaną już przecież historię. Tym razem jednak prezentuje jej smak oczami zakochanego Willa. Jedno jest tu pewne – miłość potrzebuje czasu. Potrzebuje też długiej rozmowy, wsparcia i przebaczenia. I właśnie ta myśl zdaje się efektownie przewodzić całej serii SLAMMED.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„MROCZNE WYZNANIA” – LISA UNGER | Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany!

„MROCZNE WYZNANIA” – LISA UNGER | Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany!

Życie jest pełne niespodziewanych chwil. Przedłużone spotkanie w pracy, opóźnienie pociągu i wreszcie osobliwa współpasażerka, która nieoczekiwanie staje się powierniczką rodzinnego dramatu. Jedno przypadkowe spotkanie, pozornie nic nieznacząca, choć odczuwalnie intymna rozmowa, a jednak w obliczu nowych okoliczności, wyraźnie nie dająca spokoju. Właśnie taką sceną rozpoczyna się thriller psychologiczny Lisy Unger. Mroczne wyznania to w moim odczuciu powieść mocno tajemnicza, niepokojąca, momentami wręcz nieobliczalna.

Jedno jest pewne. Autorka świadomie bawi się przybranymi pozami, od początku bowiem kreuje intrygę na bazie jednego z najbardziej elastycznych motywów, jakim bezsprzecznie jest kłamstwo. I robi to z ogromną precyzją. Czytelnik błyskawicznie angażuje się w przydzielone zadanie – staje się przecież obserwatorem zdarzeń, które ewidentnie przeszyte są rodzinnym brudem, podstępami i trudnym do zdefiniowania zakłamaniem. I to właśnie chęć rozwikłania zagadki prowadzi do ukrytej pod przekonującymi maskami mrocznej prawdy – ta obnażana jest sukcesywnie, w odczuciu wręcz nieśpiesznie, zdaje się sumiennie chronić ściśle zamierzonej szczelności. Wyeksponowana w pełni niewątpliwie szokuje i zadziwia, wydaje się być bardzo niewygodna dla bohaterów. Z pewnością jawi się jako obraz szalenie dramatyczny, przerażający, może nawet złowieszczy. Ale też dziwnie kojący.
Fabularnie dzieje się tu całkiem dużo, choć te najbardziej zatrważające chwile scenicznie pojawiają się później. I nie wszystkie dzieją się w czasie bieżącym, Lisa Unger regularnie wtapia tu bowiem retrospekcje – początkowo zupełnie niepowiązane, absorbujące zupełnie inne kreacje, a jednak finalnie tak wymownie skorelowane, frapujące i zwyczajnie potrzebne. Odbiorca zagląda w przeszłość z równie dużym zaangażowaniem, wyraźnie doszukuje się odpowiedzi i właściwych powiązań. Ta niepewność idealnie zgrywa się z regularnie odczuwalnym niepokojem, świetnie komponuje się też z niecodziennym sposobem relacjonowania zdarzeń – akcja przedstawiona jest z punktu widzenia różnych postaci, nawet z perspektyw drugoplanowych. Dla czytelnika to wyjątkowa szansa na dokładne rozpoznanie postaw i osobowości. A przecież każdy dusi tu w sobie jakiś mroczny sekret, każdy intryguje i każdy jest szalenie konsekwentny, każdy wreszcie staje się źródłem porządnej refleksji.

Tego po prostu nie da się przewidzieć! Lisa Unger intencjonalnie prowokuje czytelnika, nieustannie drażni jego wyobraźnię i jednocześnie konsekwentnie przekonuje, aby ten aktywnie zaangażował się w odkrywanie przerażającej prawdy. Mroczne wyznania to przecież nic innego jak niepokojąca gra domysłów oraz szokująca wizja kłamstwa w jednym – kłamstwa odczuwalnie brudnego, niewygodnego i dramatycznego. Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany! Thriller, który wymownie dąży do zdemaskowania ludzkiego zła.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„PANI K.” – MARTA KNOPIK | Niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna!

„PANI K.” – MARTA KNOPIK | Niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna!

Dawny świat już nie istnieje. Nie ma codziennej swobody ruchu. Nie ma pieniędzy. Nie ma internetu. Nie ma też przyjaciół. Nawet rodzina zdaje się być okrojona do minimum. Jest natomiast szczelnie zamknięty system domowego życia, którego rytm wyznaczają cykle pracy oraz dostawy zamawianej żywności. I właśnie tak brutalną rzeczywistość komponuje Marta Knopik w przerażającej wizji samotności, jaką niewątpliwie jest powieść Pani K. Odczuwalnie melancholijna w doborze słów, w przekazie emocjonalnym zdaje się być zaskakująco odważna, dobitna, zupełnie niespodziewana. I bardzo niejednoznaczna.

Tu autentycznie wyczuwa się dziwny niepokój. Wysiedleni. Więźniowie systemu. Tak siebie nazywają i ewidentnie jest ich więcej, ale autorka skupia się na tytułowej Pani K. oraz jej mężu, zamieszkujących lokum w jednym z przygotowanych wieżowców. Ich codzienność zauważalnie pozbawiona jest celu oraz wyższych wartości, tak naprawdę wizualnie przypomina narzuconą schematem egzystencję. Tu nie ma nawet pór roku, a przydział jedzenia zależy od dobrze wykonanej pracy. Czytelnik szybko dostrzega, że jest to rzeczywistość alternatywna, wyraźnie utopijna i nieprawdziwa, a jednak zaintrygowany chłonie jej dojmujący smak i usilnie próbuje zrozumieć jej nieoczywiste znaczenie. Ma ku temu idealną okazję. To główna bohaterka jest tu narratorem i to ona samodzielnie relacjonuje wydarzenia.

Pani K. nie czuje się w tym świecie dobrze, czuje się wręcz uwięziona. W swej nieco chaotycznej wypowiedzi regularnie wraca do swojego dzieciństwa, przywołuje szczęśliwe wspomnienia, pozornie zwykłe chwile, a jednak w jej słowach namacalnie ważne – tym samym pozwala odbiorcy szczegółowo wgryźć się we własną osobowość. Ten angażuje się doszczętnie. Nieświadomie zanurza się zatem także w dręczących ją nagminnie snach, próbuje nadać im znaczenie i zrozumieć ich wymowny sens, niejednokrotnie jednak gubi się w ich czeluściach niczym sama bohaterka. Niełatwo jest tu bowiem odgrodzić koszmary od jawy. Podobnie jak cała historia, wymagają one zarówno wyobraźni, jak i porządnej interpretacji.
Narratorka nie ułatwia zadania, sama ewidentnie zagubiona jest we własnych przemyśleniach, nierzadko tłumaczy niewytłumaczalne. Znajduje nawet argumenty osobliwej postawy własnego męża, którego postać przybliża bardzo intensywnie. Z jej relacji wyłania się nader swoisty obraz pana K. Tajemniczy, trudny do zdefiniowania, momentami wręcz pozbawiony niezbędnej uczuciowości. Czytelnik nieuchronnie spostrzega w nim dyskusyjne zachowania, wyłapuje podejrzane gesty, zaczyna słyszeć niedopowiedziane słowa. I zwyczajnie chce go rozszyfrować. Ale świadomie wbudowany obłęd myśli intencjonalnie uniemożliwia to zadanie. Sny mieszają się tu z codzienną monotonią i dawnymi wspomnieniami. Tu nic nie jest oczywiste. Poza rutyną, samotnością i oczywistą tęsknotą za dawną normalnością. To właśnie w ten sposób autorka skłania odbiorcę do szerokiej refleksji, nakłania też do wizualizacji siebie w równie bezwzględnej scenerii...

Nieoczywista, przejmująca i bezsprzecznie sugestywna historia! Marta Knopik zachęca do melancholijnej podróży w głąb ludzkiego umysłu, gdzie struchlałym głosem tytułowej Pani K., snuje zatrważającą wizję alternatywnego życia. Ta niespodziewana narracja w odczuciu okazuje się bardzo niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna. W oczach odbiorcy tworzy natomiast niecodzienny i nadzwyczaj wymowny portret tęsknoty za drugim człowiekiem – mimo oczywistego towarzystwa, wyczuwa się tu przeszywającą samotność, ból złaknionego serca, niepowtarzalny chaos pogubionych myśli. Naturalnie pojawia się też potrzeba bliskości. Ta książka dosadnie otwiera wyobraźnię.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem LIRA.

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

Miłość zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie. Czasami wystarczy jedna bajeczna noc sylwestrowa, aby w złaknionym sercu zagościło piękno nieznanego uczucia. I wtedy nie liczy się pochodzenie, nie liczy się status, nie liczą się nawet obce spojrzenia – liczy się tylko głos żywych zmysłów, potrzeba czułości i żarliwe wypełnianie codziennych pragnień. I właśnie tak silne emocje kreuje Wiktoria Gische w niezwykle poruszającej powieści historycznej Siostra nazisty – emocje, które niespodziewanie przepędzić próbuje bezduszna wojna.

Czytelnik nie od razu wtapia się tu w smak parszywej wojny. Najpierw poznaje starszą kobietę – Ślązaczkę, która snując przejmującą opowieść o swojej młodości, staje się jednocześnie jej główną bohaterką. Ta niezwyczajna forma narracyjna bezsprzecznie rozczula, dodaje też pożądanej naturalnie wiarygodności – w oczach odbiorcy przyjmuje zatem postać zaskakująco autentycznej, w gruncie rzeczy inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami, z pewnością mocno sentymentalnej, uczuciowej i pełnej młodzieńczych sprzeczności. Fabularnie staruszka skupia się najpierw na czasach przedwojennych, nieskalanych podmuchem wojennej zawieruchy, a jednak nasiąkniętych już złowieszczą nutą zbliżającego się zła. Niesamowity klimat małego śląskiego miasteczka (spacery po Siemianowicach zachwycają!), ale też niezapomniane chwile spędzone w malowniczych włoskich wioskach oraz otulonej turystyczną powłoką Florencji, jak również obraz tętniącego wielokulturowością Berlina – sceneria opisana jest tu z niemal bajkową starannością.
W swej opowieści kobieta przywołuje to, co zdaje się być najważniejsze. Z odczuwalnym rozrzewnieniem wspomina tę jedną noc, która zaowocowała uczuciem jej życia – miłością do przystojnego bogatego Niemca. I to właśnie walka o rodzącą się więź staje się tu główną nicią fabularną. I to ona najbardziej chwyta za serce. Okazuje się historią pełną rodzinnych waśni, tragicznych dylematów i podziałów narzuconych odgórnie przez różnice statusowe, polityczne i wojenne. I trud tych emocji czuje się niemal bezgranicznie, bo przecież Marta chce kochać porywem całego serca, a jednocześnie chce walczyć o swoją przynależność. Bo wojna nadchodzi i nie pozostawia złudzeń… Prawdziwy obraz wojenny pojawia się tu nieco później, niż można byłoby się spodziewać. Ale dociera i drastycznie wbija swe szpony w struchlałe życie bohaterów. I skazuje ich na bolesne przeżycia.

Siostra nazisty rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię! Niesiona poruszającą opowieścią starszej kobiety, okazuje się doświadczeniem przejmującym i emocjonalnie bardzo intensywnym, wyraźnie przepełnionym strachem i trudnymi wyborami, z pewnością też naznaczonym okrucieństwem parszywej wojny. Wiktoria Gische zaprasza najpierw na niezapomniane spacery po przedwojennym Śląsku, to właśnie w jego czarujących ramionach snuje historię niecodziennego uczucia – miłości pięknej i absolutnie wyjątkowej, niezrażonej różnicami społecznymi oraz rodzącymi się rodzinnymi dylematami, a jednak wymagającej ogłuszających poświęceń. Niesłychanie wymowna książka!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„SZKLANY DOM” – EVE CHASE | Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna!

„SZKLANY DOM” – EVE CHASE | Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna!

Kłamstwo to prawdopodobnie jeden z najbardziej plastycznych motywów literackich. To właśnie na jego kanwie powstają często przerażające intrygi, to w jego mrocznych czeluściach skrywają się klucze do kolejnych ważnych odpowiedzi. Eve Chase dostrzegalnie się w tej zagadkowej aurze odnajduje – tworząc fabularny sekret sprawia bowiem, że historia nabiera nie tylko pożądanej tajemniczości, ale przede wszystkim staje się dziwnie niepokojąca. Szklany dom jest tego idealnym przykładem.

To nie jest klasyczny thriller, choć wyczuwa się w nim regularnie dawkowaną dozę napięcia. W odczuciu jest to przede wszystkim mocna powieść obyczajowa, z wyraźnie zarysowanym wątkiem dramatycznym. Czytelnik z dużą ciekawością przekracza próg domu rodziny Harringtonów, momentalnie wyczuwa panoszący się w nim posmak przebytej tragedii, szybko też zauważa, jak wiele poruszeń i codziennych radości przynosi im znalezione w lesie niemowlę. Z pewnością uważnie ich też obserwuje, stara się bacznie przeglądać barwnie prowadzone narracyjne przemyślenia, od początku jest bowiem świadomy, że obręb tej historii znacząco przerasta pierwotnie nakreślony kształt. I chociaż niektórych powiązań nietrudno się tu domyślić, pojawiają się też takie sceny, które zwyczajnie szokują. Może nawet zatrważają. Z pewnością natomiast sprawiają, że lektura nabiera wielu znaczeń.

Autorka zręcznie lawiruje między obranymi strefami czasowymi, prezentując naprzemiennie trzy intrygujące kreacje. Świetnie bawi się też formą narracyjną, stosując tę tradycyjną, częściowo oddając jednak głos wybranym bohaterkom. Ten zabieg odczuwalnie wymaga większej koncentracji, ale jednocześnie daje odbiorcy możliwość wnikliwej analizy kobiecych postaw. Czytelnik z łatwością dostrzega w nich silne i tym samym charakterne osobowości, wyczuwa też skryte głęboko potrzeby, bolesne tęsknoty oraz naturalnie tlące się pragnienia, mimowolnie czuje targającą nimi emocjonalną gorycz. Optycznie docenia także panującą tu ponurą aurę – to właśnie ciężkie, wręcz przygniatające tło położonej w gęstwinie lasu rezydencji sprawia, że lektura przybiera tak mroczną i alarmującą, wręcz nieco złowieszczą postać.

Szalenie angażująca książka! Niecodzienna zagadka fabularna, zręcznie poprowadzone sploty narracyjne i trzy charakterne kobiety, które walecznie dążą do prawdy – ta historia zaszywa myśli w gąszczu naznaczonego kłamstwem sekretu. Szklany dom nie jest rasowym thrillerem, to niezwykle wciągająca powieść obyczajowa o zauważalnie dramatycznym podłożu. Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna, epizodycznie wręcz zaskakująco filmowa. Eve Chase odurza także przenikliwą aurą – zaprasza bowiem do mrocznej scenerii, momentami dusznej, posępnej, w odczuciu niemal klaustrofobicznej.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

„POINT OF RETREAT” – COLLEEN HOOVER | Nadzwyczaj ekspresyjna historia!

„POINT OF RETREAT” – COLLEEN HOOVER | Nadzwyczaj ekspresyjna historia!

Miłość jest piękna, nierzadko fascynująca i niepowtarzalna, ale jednocześnie bardzo wymagająca. W poważnym związku słowa zawsze mają nieobliczalną wartość, nabierają wielu niespodziewanych znaczeń, często interpretowane są z zaskakująco sugestywną dokładnością. I właśnie taki portret miłości utrwala Colleen Hoover w drugim tomie swojej debiutanckiej serii SLAMMED. Point of Retreat to historia uczucia, które w sposób odpowiedzialny chce walczyć z życiowymi trudnościami, książka w moim odczuciu wyjątkowa i mocno poruszająca.

Tym razem czytelnik skupia swoje zmysły na emocjach Willa, którego poznał wcześniej w niezwykle osobistej i wyraźnie nasączonej smutkiem relacji Layken. Narracja mężczyzny okazuje się w odbiorze równie przejmująca, intymna i drobiazgowa, z łatwością wyczuwa się w niej potrzebę szczerej bliskości. Odbiorca doskonale wie, że Will jest porządnym młodym człowiekiem, od początku widzi w nim zatem mężczyznę świadomego własnych uczuć, z pewnością empatycznego, wartościowego i kochającego, ale jednocześnie zupełnie niezdarnego w przekazie emocjonalnym. To właśnie jego słodka nieporadność staje się tu gorzką pigułką, to ona potęguje największe zgrzyty między kreacjami i wpływa na niepewność dalszych zdarzeń.

A fabularnie dzieje się tu bardzo dużo, zauważalnie więcej, niż miało to miejsce w pierwszym tomie. Colleen Hoover celowo nie oszczędza swoich bohaterów, naznacza ich wręcz nowymi przeciwnościami losu, dostrzegalnie chce zbudować ich relację na kolejnych druzgocących doświadczeniach. Umyślnie burzy to, co najważniejsze – fundamenty ich wzajemnych uczuć. Świadomie nakłania ich zatem do podjęcia trudnych wyzwań, zmusza do wylania morza łez i bolesnego otarcia o dojmującą samotność, tym samym zachęca też do ponownego szukania właściwych odpowiedzi. I tu ponownie unaocznia się pasjonujący pokaz słowa, pojawia się poezja i ukryte w jej metaforyczności piękno. To właśnie słowa mają tu największe znaczenie.

Nadzwyczaj ekspresyjna historia! Intensywna w przekazie uczuciowym i szalenie wartościowa, a przy tym mocno rozczulająca! Point of Retreat to pięknie skomponowana kontynuacja, Colleen Hoover intencjonalnie nie rozpieszcza swoich bohaterów, fabularnie wręcz rzuca ich w otchłań traumatycznych scen, wyraźnie chce utrwalić fundamenty ich ujmującej bliskości, każe im nawet ponownie mierzyć się z brutalnym obliczem parszywej samotności. Emocjonalnie nie jest to łatwa lektura, choć płynie się przez nią zaskakująco lekko – w moim odczuciu jest to sekwencja wielu wzruszeń i jednocześnie wachlarz niesamowitych refleksji.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„NAUCZYCIELKA Z GETTA. WCIĄŻ POD WIATR” –  ANETA KRASIŃSKA | Wymowny pokaz brutalnej niesprawiedliwości!

„NAUCZYCIELKA Z GETTA. WCIĄŻ POD WIATR” – ANETA KRASIŃSKA | Wymowny pokaz brutalnej niesprawiedliwości!

Wyraźnie naznaczona okrucieństwem przerażającej wojny. Świadomie zanurzona w smutku, bolesnej trwodze i głębi ludzkiej bezradności. Niesiona śladem fabularnej miłości, determinacją, walecznością i tak oczywistą potrzebą przetrwania. Ten kto poznał już Nauczycielkę z getta, ten doskonale wie, że jej historia dźwiga potężny bagaż emocjonalny, momentami chwyta za serce i jawnie wywołuje łzy. Powrót do najbardziej izolowanego getta nie mógł być łatwy. I nie był. Kontynuacja powieści Anety Krasińskiej okazuje się bowiem równie trudnym i wstrząsającym przeżyciem.

Aneta Krasińska ponownie zakrada się za bramę łódzkiej dzielnicy zamkniętej, aby nader dobitnie, konstruktywnie i esencjonalnie wyeksponować najbardziej traumatyczne obrazy. Tym samym otwiera odbiorcę na zatrważające doznania, każe otwarcie patrzeć na rozdzierającą serce niesprawiedliwość wojennej codzienności, niejednokrotnie przywołuje dramatyczne przeżycia i domaga się wejścia w uderzającą rozpacz żydowskiej społeczności. Czytelnik nieuchronnie staje się świadkiem druzgocących scen, patrzy na ludzi wyniszczonych głodem i rozprzestrzeniającymi się chorobami, z przerażeniem eksploruje bezradność wielu mieszkańców getta, podgląda okupione bólem rozstania, nierzadko zmuszony jest też patrzeć na śmierć... Ta historia z pewnością utwierdza w przekonaniu, jak bardzo wstrząsająca i bezdusznie odarta z człowieczeństwa była rzeczywistość wojny.
Czytelnik powtórnie towarzyszy Laurze, która w narzuconej sytuacją goryczy, zdaje się być dziwnie i boleśnie pogodzona z otaczającym ją koszmarem. Nadal wyczuwa się tlącą w niej miłość i trudną do ukrycia tęsknotę, czuje się też oczywistą potrzebę bliskości, ale także wyuczoną doświadczeniem ostrożność oraz dostosowane do tego bestialstwa umiejętności – pozwalające nie tylko przetrwać i utrzymać najbliższych, ale też pomagać innym potrzebującym. Kobieta nadal dzieli się swoją wiedzą, choć w zupełnie innych okolicznościach. Pojawiają się też nowi bohaterowie oraz nowe sytuacje, często narracja przechyla wagę fabularną w ich stronę, pozwalając poczuć skalę trudnych emocji oraz zrozumieć pustkę w dostrzegalnie struchlałych sercach. I kolejny raz autorka zostawia odbiorcę z tuzinem pytań, zakończenie bowiem zdaje się być jeszcze bardziej otwarte niż w pierwszym tomie – wszystko wskazuje na to, że historia ta będzie miała ciąg dalszy.

Przejmujący, dobitny i jakże wiarygodny portret ludzkiego okrucieństwa! Aneta Krasińska nie pozostawia złudzeń, z uchwytną wrażliwością odzwierciedla druzgocącą codzienność mieszkańców łódzkiego getta, świadomie nasączając wyobraźnię dramatyczną wojenną goryczą. Kontynuacja Nauczycielki z getta napawa przerażeniem i dotkliwą rozpaczą, w oczach czytelnika przybiera postać niezwykle wstrząsającej historii, która zatrważa i boleśnie rozdziera serce. Mimowolnie staje się wymownym pokazem brutalnej niesprawiedliwości, esencjonalnie połączonej z tak naturalną dla człowieka potrzebą przetrwania.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem JAGUAR.

„SKRADZIONE DZIECKO” – DINEY COSTELOE | Poruszająca konfrontacja matczynych uczuć!

„SKRADZIONE DZIECKO” – DINEY COSTELOE | Poruszająca konfrontacja matczynych uczuć!

Człowiek w obliczu wojny staje się jednostką nieobliczalną. Zmuszony do trawienia przeżartej bólem codzienności, chce ratować rodzinne wartości, próbuje zatem instynktownie ratować najważniejsze emocje, a jednak bagaż emocjonalny często przybiera tak intensywną postać, że zwyczajnie nie radzi sobie z jego przytłaczającym ciężarem. Szczególnie wtedy, gdy na szali położone jest życie jego bliskich. I właśnie takie bohaterki przedstawia Diney Costeloe w doszczętnie poruszającej powieści historycznej Skradzione dziecko.

Ta opowieść bezsprzecznie chwyta za serce – wszystko za sprawą jej autentyczności. Jak podpowiada bowiem sama okładka, zdarzenia opisane na łamach książki mają podłoże w prawdziwej i zapewne równie wstrząsającej historii. W obszarze emocjonalnym nie ma zatem miejsca na wątpliwości – naprawdę trudno o bardziej dramatyczny i bardziej zatrważający obraz niż rozpaczliwa walka o własne dziecko. W tym przypadku macierzyństwo utrwalone jest z dwóch niezwykłych perspektyw. Ze strony kobiety, która w wyniku parszywego nieporozumienia, zostawia dziecko w okupionym bombardowaniem budynku – czytelnik bez wątpienia przerażony jest sytuacją młodej Very, nieustannie czuje buzującą w niej rozpacz i próbuje wesprzeć ją w poszukiwaniu ukochanego synka. Ale także ze strony przesiąkniętej żałobą matki, która w oczach odbiorcy niewątpliwie przybiera obraz pogubionej życiowo bohaterki. Maggie ma w sobie mnóstwo miłości i zauważalnie chce się nią dzielić z maleństwem, ale prawda jest nieubłagana – ta kobieta zawłaszcza nieswoje dziecko. Jej postawa z pewnością oburza, okazuje się też dziwnie stanowcza, w jej przemyśleniach wręcz zaborcza, a jednak czytelnik próbuje ją zrozumieć, wyraźnie skupia się na współczuciu.

Fabularnie dzieje się tu bardzo dużo, w tle nieustannie toczy się agresywna wojna, codziennie giną ludzie, zostawiając po sobie jedynie przeszywającą pustkę. Trudno zapanować nad emocjami, jeszcze trudniej wyłuskać nieskalane wojennym brudem szczęście. A jednak Diney Costeloe pokazuje, że nawet w tak traumatycznej rzeczywistości, utrwalają się piękne emocje – w tym najważniejsze z uczuć. Miłość nie jest tu wymuszona, choć niepewna sytuacja dostrzegalnie przyspiesza jej naturalny rozkwit. Wątek romantyczny poprowadzony jest nadzwyczaj subtelnie, w żaden sposób nie narusza przodującego tu motywu macierzyństwa, idealnie komponuje się z jego wzruszającym charakterem. I namacalnie staje się ujmującym akcentem.

Poruszająca konfrontacja matczynych uczuć – historia zauważalnie dramatyczna, emocjonalna i delikatna, w odczuciu wręcz dobitna i rozczulająca. Skradzione dziecko to niezwykle angażująca powieść historyczna, książka jawnie domagająca się troski i współczucia, efektownie portretująca bezkresną siłę macierzyństwa i jednocześnie ukazująca naturalnie rodzące się piękno miłości, nawet w obliczu szaleństwa wojennej zawieruchy. Bo przecież tłem jest tutaj trwająca wojna, która rani i zabija dosłownie na oczach czytelnika. I to właśnie bezduszna sceneria sprawia, że powieść staje się tak bardzo charakterna, nieprzewidywalna i zajmująca.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

„CZEGO NIE WIDAĆ” – BRIANNA LABUSKES | W tej historii świadomie zaszyte są ludzkie słabości!

„CZEGO NIE WIDAĆ” – BRIANNA LABUSKES | W tej historii świadomie zaszyte są ludzkie słabości!

Nie każde śledztwo kryminalne znajduje formalne rozwiązanie. Czasami zbrodnia okupiona jest tak poważnymi, wręcz rzęsistymi w treści wątpliwościami, że w figuralnym znaczeniu można przypisać jej łatkę niemal idealnej. Innym razem dowody zdają się być wymowne i dobitnie wskazują podejrzanego, a jednak sceneria jest na tyle dyskusyjna i wieloznaczna, że sprawa nadal jawi się jako mocno kontrowersyjna. I właśnie tak zagadkowy przypadek prezentuje Brianna Labuskes w przerażająco mocnym thrillerze Czego nie widać.

To już drugi tom intrygującej serii z doktor White, więc naturalnie pojawiają się obawy dotyczące łatwości wgryzienia się w akcję fabularną – pragnę w tym miejscu zneutralizować tę ostrożność, w moim odczuciu można spokojnie chłonąć osobliwy smak tej historii bez znajomości pierwszej części. A jest czym się zachwycać! Autorka przedstawia bowiem jedną z najbardziej nieoczywistych bohaterek literackich. Gretchen to niezastąpiona konsultantka bostońskiej policji, specjalizująca się w dziedzinie antyspołecznych zaburzeń osobowości i przestępstw z użyciem przemocy, ale nie to czyni z niej kreację tak wyjątkową – to oficjalnie zdiagnozowana u niej socjopatia, regularnie eksponowana nawet przez samą kobietę. Czytelnik z łatwością dostrzega w niej destrukcyjne skłonności, wyczuwa też dość instrumentalne podejście do innych osób i jednocześnie z fascynacją obserwuje bezuczuciowy stosunek to przypisanej jej od lat zbrodni. I to właśnie powrót do dawnego śledztwa tworzy tu główny ciąg fabularny.

Sprawa kryminalna zdaje się być mocno sugestywna, a jednak przewrotnie wywołuje wrażenie niejednoznacznej, dyskusyjnej, z pewnością jawnie budzącej medialne kontrowersje. Odbiorca z niekrytą zaciekłością wkrada się w myśli bohaterów, mimowolnie spekuluje i szuka prawdopodobnych wariantów scenicznych, ewidentnie chce połączyć elementy układanki w jeden klarowny obraz. Szczęśliwie Brianna Labuskes dba o należyty materiał, prezentuje zdarzenia naprzemiennie za pomocą retrospekcji oraz bieżących wydarzeń, jednocześnie sukcesywnie przywołuje perspektywy kilku wybranych postaci. Poza Gretchen na uwagę zasługuje policjantka Macroni – zauważalnie sprytna, zawzięta i charakterna. Na ten wyraźnie zadziorny kobiecy duet patrzy się z przyjemnością. Tym bardziej, że autorka pozwala na dogłębną analizę psychologiczną, świadomie kreuje też mroczną, wręcz nieco złowieszczą aurę, dzięki której nieustannie wyczuwa się tu rosnące napięcie.

Jedno jest tutaj pewne – to człowiek stanowi największą tajemnicę. Książka Brianny Labuskes to przede wszystkim zagadkowa i nieobliczalna główna bohaterka – z jednej strony niezastąpiona konsultantka w dziedzinie psychologii i kryminologii, z drugiej natomiast zdiagnozowana socjopatka. Czego nie widać to w mojej opinii ekscytujący thriller psychologiczny z wyraźnie zaakcentowaną ścieżką kryminalną – świetnie rozpisany na różne ramy czasowe, odczuwalnie niepokojący i przenikliwy, momentami wręcz dziwnie złowieszczy. W tej historii świadomie zaszyte są ludzkie słabości, czai się w niej także fenomenalna intryga.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem LUNA.

„PRAGNIENIA SERC” – VICTORIA BLACK | Fabularna głębia niespodziewanych emocji!

„PRAGNIENIA SERC” – VICTORIA BLACK | Fabularna głębia niespodziewanych emocji!

Najpiękniejsze uczucia często są nieobliczalne, lubią wręcz pojawiać się tam, gdzie zdają się być zupełnie nieoczekiwane. Czasami potrzebują też szczypty burzliwego szaleństwa, aby w całości dojrzeć do sedna swojej definicji. I właśnie taką relację buduje Victoria Black w niezwykle emocjonującej powieści Pragnienia serc. Na jednej fabularnej scenie mieszają się różne walory życia – od niesionego przyjaźnią zauroczenia, poprzez rodzinne awantury i przejmujące tragedie, aż po dotkliwą walkę z parszywymi demonami przeszłości.

Tu fabularnie nic nie jest oczywiste, choć początek jawnie wskazuje na łagodny, w odczuciu niemal czysto romantyczny kierunek tej historii. A jednak to pierwotne wrażenie szybko okazuje się mylne. Odbiorca poznaje uroczą bohaterkę, Evelyn Hudson – zakochaną w książkach bibliotekarkę i jednocześnie autorkę bestsellera, pracującą właśnie nad swoją drugą powieścią. Kreacja Evie w odczuciu jest nadzwyczaj przekonująca – czytelnik z łatwością interpretuje jej słabości, dostrzega przygnębiający brak weny pisarskiej, wyczuwa też w niej osobliwy dystans do płci przeciwnej. Nie wie natomiast, czym ta swoista ostrożność może być podyktowana. Równolegle wgryza się w poruszającą relację szarmanckiego mężczyzny, jak się okazuje, spadkobiercy jednej z najbogatszych rodzin w Stanach. To właśnie Jace O’Connell proponuje kobiecie układ, który diametralnie zmienia rzeczywistość tej dwójki. I właśnie tak zaczyna się niecodzienny romans w świetle przeżartego pieniędzmi rodzinnego skandalu.

Zastosowana przez autorkę naprzemienna narracja pierwszoosobowa sprawdza się tu idealnie. Czytelnik z zaciekawieniem pochłania smak głębokich przemyśleń, świadomie zatrzymuje wzrok na bolesnych traumach, momentami nie potrafi wręcz zapanować nad siłą własnego wzruszenia – ta historia bowiem, pod świetnie dobraną humorystyczną nutą, obrazuje niełatwą walkę z wewnętrznymi strapieniami, każe patrzeć na przejmujący proces samoakceptacji, szczególnie w aspekcie kobiecości i fizycznych niedoskonałości ciała. Fabularnie natomiast mocno szokuje swoim kryminalnym charakterem – niektóre wydarzenia zaskakują i przybierają niebezpieczny ton, niełatwo jest przewidzieć ich finalny kształt. Jedno jest pewne – w szczelnie przemyślanym amoku zdarzeń, rodzi się piękno intrygującego uczucia – nie brakuje tu zatem upojnych scen bliskości oraz chwil gorącej pikanterii, szczęśliwie potraktowanych z odczuwalną delikatnością.

Pragnienia serc to fabularna głębia niespodziewanych emocji! Rozdzierająca walka z demonami traumatycznej przeszłości, zaskakująco zmysłowa eksploracja ludzkich niedoskonałości i wreszcie rozczulająca próba pozostania człowiekiem w nieobliczalnym świecie wielkich pieniędzy – ta historia efektownie akcentuje najpiękniejsze wartości! Jednocześnie otwiera zmysły na soczysty i esencjonalny, a przy tym niezwykle subtelny pokaz intymności, nie zapominając o naturalnie rodzącym się pożądaniu. Zaskakuje też wymownym kryminalnym wydźwiękiem – w odczuciu książka staje się zatem nie tylko euforyczna, ekspresyjna i poruszająca, ale też burzliwa, intrygująca i nietuzinkowa.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem AMARE.

„SUNDIAL” – CATRIONA WARD | Nasączony duszną pustynną aurą dreszczowiec!

„SUNDIAL” – CATRIONA WARD | Nasączony duszną pustynną aurą dreszczowiec!

Pustynia najczęściej kojarzy się z suszą, piaszczystymi wydmami oraz gorącymi temperaturami. Literacko natomiast często nabiera wielu metaforycznych znaczeń – odzwierciedla milczenie, pustkę i zatrważające poczucie samotności, także trudną do adaptacji bezradność. Nieuchronnie staje się też symbolem tułaczki, otwarcie stawiającej za cel poszukiwanie sensu życia. Zobrazowana przez Catrionę Ward pustynia Mojave również domaga się interpretacji – dla bohaterek oznacza nie tylko dom, ale przede wszystkim miejsce ważnych życiowych przemian, także krąg mrożących krew w żyłach tajemnic. I to właśnie rodzinne sekrety tworzą Sundial – powieść w moim odczuciu hipnotyzującą.

Początkowo nic nie wskazuje na skalę emocji, jaką finalnie serwuje autorka. Czytelnik poznaje Rob, kobietę odczuwalnie zagubioną w pętli własnych przeżyć, regularnie zdradzaną przez pozbawionego skrupułów męża. I właśnie na to się odbiorca początkowo nastawia – na typowy thriller domestic noir, którego akcja będzie lawirować wokół ludzkiej nienawiści. Ale Catriona Ward świadomie wychodzi poza utartą konwencję, fabularnie wychodzi wręcz z domu poturbowanego małżeństwa i każe bohaterce wrócić do jej własnej przeszłości – na pustynię Mojave, dostrzegalnie duszną i skalaną aromatem rodzinnej tajemnicy. Ale to nie problemy w związku są tu inspiracją, a raczej dziwne, w odczuciu niemal demoniczne zachowanie starszej córki. Callie niewątpliwie jest na tej scenie najbardziej zagadkową postacią – jej kreacja zatrważa wiarygodnością, a jednocześnie zdaje się być mocno enigmatyczna, wręcz przebiegła i moralnie brudna, z pewnością budząca grozę.

Czytelnik łapczywie wkrada się w przeżarte konstruktywnym kłamstwem retrospekcje i próbuje samodzielnie zinterpretować ich niecodzienny charakter. Równie zachłannie wgryza się w poruszającą narrację młodej Callie – wręcz intensywnie chłonie rozważania dziewczyny, próbuje logicznie połączyć jej dojrzałe przemyślenia z coraz bardziej niepokojącą, dramatyczną i zatrważającą przeszłością Rob. A wszystko w atmosferze zjawiskowego wręcz niedopowiedzenia. Autorka celowo balansuje na granicy fabularnej realności, czym przeraża i świadomie wodzi za nos, sukcesywnie też podnosi poziom napięcia, otwierając odbiorcę na bezmiar własnej wyobraźni – tym samym początkowe zagubienie, wręcz umyślny brak definicji dla zaprezentowanych zdarzeń, przybiera postać uchwytnej, aczkolwiek szokującej świadomości. Elementy tworzą zatem w pewnym momencie klarowny obraz układanki, ale wisienką na torcie bez dwóch zdań okazuje się dopiero finał – ten intencjonalnie bowiem ogłusza porażającym przebiegiem.

Moje myśli właśnie doszczętnie zdominował Sundial – tytuł otwierający czytelnika na rozdzierający portret uzależniającego zła. To nie jest tradycyjny thriller psychologiczny, to nasączony duszną pustynną aurą dreszczowiec, dyskretnie otulony konwencją domestic noir i jednocześnie paraliżujący nieobliczalnym kształtem rodzinnych tajemnic. Książka fabularnie przerażająca, nieoczywista i bezwarunkowo domagająca się drapieżnej interpretacji. Catriona Ward buduje trudne do zdefiniowania napięcie – tu ewidentnie czyha niebezpieczeństwo, okute dziwną diaboliczną nutą. Ta powieść to zdumiewające zjawisko!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

„ODDECH” – NINA IGIELSKA | Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam!

„ODDECH” – NINA IGIELSKA | Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam!

Każdy widzi inaczej i każdy czuje inaczej. Każdy też inaczej odbiera własne przeżycia. To samo wydarzenie może być cenną lekcją lub traumatycznym doświadczeniem, może nawet determinować dalsze wybory życiowe, ale jednocześnie może okazać się tylko krótką ulotną chwilą, pozbawionym wartości mglistym wspomnieniem, które po latach dostrzegalnie odarte jest z pierwotnego kształtu. I właśnie ta różnica w odbiorze zdarzeń staje się motywem debiutanckiej powieści Niny Igielskiej – Oddech to historia inna niż wszystkie, z pewnością swoista i nieobliczalna.

Ta książka zdaje się być nieoczywista w każdym aspekcie. Interpretacji fabularnej dopuszczają się w niej już sami bohaterowie – swoje osobliwe spotkanie nazywają bowiem zabawą w teatr. I czytelnik również czuje się jak widz, który z jawnym zainteresowaniem obserwuje postawioną przez wyobraźnię scenę – warto dodać, że scenę optycznie niedużą, momentami szczelnie otuloną czterema ścianami, wręcz klaustrofobiczną w odczuciu. I zdaje sobie sprawę, że ten dwuosobowy spektakl ma swoje źródło w przeszłości – coś ewidentnie wydarzyło się wcześniej i doprowadziło do tak nietypowego pojedynku słów. To przecież nie przypadek, że na szali pojawiają się tak silne i niespodziewane, choć wizualnie powściągliwe uczucia. Początkowa zadziorność miesza się z cielesną ekscytacją, aby nieoczekiwanie zmienić się w pokaz eksplozywnych doznań, emocje zaczynają dominować, niejednokrotnie przybierając obraz obłąkańczego szaleństwa – z pewnością fascynują, intrygują i kuszą swoim nieprzewidywalnym charakterem. I jeszcze ta zawiesista atmosfera, która nieustępliwie osacza myśli i zdaje się gęstnieć z każdą stroną jeszcze bardziej.

Czytelnik nie zna zasad tajemniczej rozgrywki, a jednak nieustannie pragnie rozszyfrować jej znaczenie. I sukcesywnie staje się powiernikiem bohaterów zaangażowanych do odegrania najważniejszych ról. Każdy z tej dwójki zdaje się mieć własny scenariusz na rozegranie wzajemnej konwersacji, każdy impulsywnie dokłada cegiełkę swoich wrażeń, każdy wreszcie chce zmanipulować przeciwnika. Nietrudno bowiem zauważyć, że między Kają i Profesorem toczy się niebezpieczna konfrontacja, celowo niedopowiedziana zależność, wyrobiona wspólnym doświadczeniem sprzed lat, gra zmuszająca do poszukiwania właściwej racji. Prawda jednak nie ma jednej definicji, z natury jest bardzo sugestywna i podległa perspektywie. I to właśnie czyni tę powieść tak unikalną, zaskakującą i wielowymiarową, dodatkowo trafnie definiującą obraz człowieka rozczarowanego postrzeganiem własnej przeszłości. A jednocześnie efektownie i niezwykle starannie spisaną, wzbogaconą o poetycką doniosłość, nutę porządnej refleksji oraz głos czysto filozoficznych uniesień, a przy tym nadal lekką i przyjemną w odbiorze.

Jestem szczerze zachwycona, zdumiona i wręcz efektownie upojona ekstrawagancją tego debiutu! Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam – chłonęłam każdy detal, a przy tym dosłownie bałam się poznać prawdę i jednocześnie pragnęłam poznać jej niebezpieczny charakter. Ta historia uzależnia swoją duszną, gęstą i jakże tajemniczą atmosferą, jest tak szalenie intymna, osobliwa i esencjonalna, a przy tym tak bardzo nieprzeciętna! I zostawia ogromną przestrzeń dla samego czytelnika – wręcz domaga się doniosłej interpretacji. Uważajcie na Ninę Igielską – Oddech zadziwia i wywołuje trudną do okiełznania fascynację!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Agora.

„LAS ZNIKAJĄCYCH GWIAZD” – KRISTIN HARMEL | Niebywale esencjonalna próba poszukiwania własnej tożsamości

„LAS ZNIKAJĄCYCH GWIAZD” – KRISTIN HARMEL | Niebywale esencjonalna próba poszukiwania własnej tożsamości

Miasta regularnie dewastowane siłą niemieckich wojsk, przerażająca codzienność społeczności żydowskiej zamkniętej w getcie i wreszcie obdzierające z człowieczeństwa obozy koncentracyjne – to niejednokrotnie pierwsze skojarzenia z wojenną rzeczywistością. Ale wojna to nie tylko powszechnie publikowane portrety, to także historie mniej znane, często zamknięte w mglistych wspomnieniach potomnych. Las znikających gwiazd to właśnie jedna z takich opowieści – inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, niewątpliwie piękna i zaskakująca, a przy tym tak bardzo nieoczywista.

Chociaż ta historia zaczyna się w Berlinie, Kristin Harmel szybko zmienia dla niej scenerię. To tytułowy las staje się tłem dla większości wydarzeń. Czytelnik najpierw poznaje Jeruszę – bez wątpienia jedną z bardziej unikalnych bohaterek literackich. Starsza kobieta kieruje się osobliwą filozofią, wyraźnie nie ufa ludziom, słucha natomiast własnego ciała oraz głosu otaczającej ją przyrody. Nie dbając o większe wyjaśnienia, wykrada dziecko z niemieckiego domu i razem z nieświadomą dwulatką ucieka w głąb natury, aby nauczyć ją życia z dala od brutalnej cywilizacji. Fabularnie ten gest jest niecodzienny, ociera się wręcz o szaleństwo, a z pewnością umyka ramom prawdopodobieństwa – zdaje się być bowiem podyktowany przeczuciami, wiarą i głosem własnej duszy. I to właśnie ten nieco zwodniczy akcent sprawia, że książka nabiera takiej wyjątkowości.

Ale w tym spektaklu najważniejsza jest ona – uprowadzona dziewczynka, która na oczach pochłoniętego lekturą czytelnika, zmienia się w nadzwyczaj mądrą, sprytną i waleczną młodą kobietę. Yona zachwyca swoją głęboką i wrażliwą osobowością. Mimo dostrzegalnie oschłego i tym samym bezemocjonalnego wychowania w dzikiej głuszy, odbiorca czuje w niej naturalną chęć kontaktu z drugim człowiekiem, wyczuwa też rażące pragnienie bliskości oraz naglącą potrzebę zdefiniowania własnej tożsamości. Pojawia się tu mnóstwo refleksyjnych treści oraz życiowych sentencji, autorka jawnie buduje też przestrzeń dla uczuć i towarzyszących człowiekowi emocji. Miłość, zdrada, śmierć, walka o przetrwanie, heroizm oraz wiara w Boga – te obszary zaakcentowane są tu najbardziej. Ich ekspozycja możliwa jest dzięki grupie uciekinierów z żydowskiego getta, która dla Yony staje się ważnym nauczycielem życia. A wszystko w pięknie zobrazowanych, choć niezwykle traumatycznych wojennych okolicznościach – puszcza polsko-białoruskiego pogranicza zauważalnie jawi się tu jako niebezpieczna.

Jestem wstrząśnięta treścią fabularną i jednocześnie absolutnie zachwycona unikalnym charakterem tej historii! Las znikających gwiazd to przede wszystkim zatrważająca walka o przetrwanie w naznaczonej wojennym niebezpieczeństwem głuszy, to także uderzający portret rodzącej się naturalnie kobiecości i nadzwyczaj esencjonalna próba poszukiwania własnej tożsamości w obliczu trwającej wojny. Książka zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, w odczuciu mocno przejmująca, intrygująca i nieobliczalna, a przy tym szalenie wartościowa i refleksyjna. Dawno nie czytałam tak niecodziennej powieści historycznej!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki.

„FINLAY DONOVAN NADCHODZI” – ELLE COSIMANO | Śmiało nasączona słodkim kobiecym absurdem!

„FINLAY DONOVAN NADCHODZI” – ELLE COSIMANO | Śmiało nasączona słodkim kobiecym absurdem!

Życie to wachlarz niespodziewanych zdarzeń. Wystarczy jeden szalony zbieg okoliczności, aby ludzka egzystencja obrała zupełnie nowy kierunek, nierzadko szokujący, zgubny lub wręcz nieobliczalny. Dziwnym trafem można przecież znaleźć torbę z milionem euro, można też nieoczekiwanie stać się rodzicem trojaczków. Ba... Przypadkiem można nawet zostać zabójcą na zlecenie. I właśnie tak kryminalną rzeczywistość buduje swojej bohaterce Elle Cosimano w przebojowej komedii Finlay Donovan Nadchodzi.

A Finlay jest postacią niezwykłą! Rozwódka, matka samotnie wychowująca dzieci i jednocześnie średnio poczytna pisarka, po prostu kobieta nieidealna, skutecznie przyciągająca problemy całego świata. Jeden z nich okazuje się zaskakująco martwy, niefortunnie przypisując jej łatkę płatnej zabójczyni. Fucha zauważalnie niebezpieczna i do chlubnych nie należy, ale czytelnik z uśmiechem dostrzega, że Finn autentycznie się nad nią zastanawia! I jakże ta babka potrafi słodko kłamać! Do tej powieści niewątpliwie wymagane jest realne przymrużenie oka – zauroczony odbiorca trafia bowiem w szeregi pełnoprawnej komedii kryminalnej i jak na dobrze spisany czarny humor przystało, musi być gotowy na każdy incydent fabularny. Tu nie ma granic rozsądku, nie ma też granic brawury – wyobraźnia bohaterki urealnia zatem same absurdalne, niecodzienne i jakże zadziwiające scenariusze.

Czytelnik ze śmiałością towarzyszy Finn w nowej zabójczej codzienności, szybko utwierdzając się w przekonaniu, że ten niekonwencjonalny świat zbrodni naprawdę mu się podoba. Niejednokrotnie łapie się też na zabawnym fantazjowaniu, co sam zrobiłby w podobnej sytuacji. Bez wątpienia zachwyca się też kreacją Vero, która swoją dość łapczywą zaradnością, zdaje się znacząco wyprzedzać tytułową bohaterkę. Razem natomiast tworzą kobiecy duet idealny. I wyraźnie nie próżnują, akcja jest bowiem odczuwalnie dziarska, płynna i energiczna, z pewnością świetnie poddaje się wizualizacji. Fabuła jest także uroczo wystylizowana, pozostając przy tym lekką i przyjemną w odbiorze.

Fabularna ekspresja zbrodni, śmiało nasączona słodkim kobiecym absurdem! Historia doszczętnie nieprzewidywalna, zuchwała i brawurowa, a przy tym tak bardzo czarująca, zabawna i nastrojowa. Finlay Donovan nadchodzi to absolutnie angażująca komedia kryminalna, w odczuciu mocno charyzmatyczna, dynamiczna i zaskakująco ofensywna. Z pewnością impulsywnie wpływa na wyobraźnię! A jej najcenniejszy atut to przyciągająca wszelkie zło pisarka Finn oraz zdumiewająco zaradna Vero – te kobiety regularnie uzupełniają swój potencjał kryminalny, mimowolnie sprawiając, że humor sytuacyjny nabiera tu efektownego i jakże szalonego wymiaru.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„APTEKARKA” – MAGDA SKUBISZ | Ta książka to gwarancja odurzających przeżyć!

„APTEKARKA” – MAGDA SKUBISZ | Ta książka to gwarancja odurzających przeżyć!

Zielarstwo towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów. Sztuka ta niegdyś zdawała się połączeniem ogromnej wiedzy z odrobiną magii, nierzadko wiązała się z dziwnymi rytuałami lub osobliwymi zachowaniami – regularnie natomiast budziła skrajne wątpliwości. I właśnie naturalnym ziołolecznictwem para się tytułowa bohaterka książki Magdy Skubisz – Aptekarka to powieść historyczno-przygodowa, zuchwale inaugurująca sagę rodu Tyszkowskich.

Ta historia to przede wszystkim mocno buńczuczny klimat XIX wieku. Czytelnik poznaje młodą Katję – prawdopodobnie najlepszą zielarkę w całej Galicji, od początku utwierdzając się w przekonaniu, że mimo ogromnych i niewątpliwie sprawdzonych umiejętności, bohaterka musi nieustannie mierzyć się z grubiaństwem osób postawionych wyżej w hierarchii społecznej. Zaczepne, wręcz wyzywające gesty, często parszywe kłamstwa lub też agresywne i odpychające zachowania panów, szczególnie tego jednego – autorce idealnie udaje się oddać arogancki, lekceważący i wyraźnie nieokrzesany styl ówczesnego życia. Szczęśliwie dziewczyna walecznie dorównuje im poziomem złośliwości, z pewnością jest charakterna i nie roztkliwia się nad swoim sierocym położeniem, potrafi też zaskoczyć ostrym językiem. W tej kreacji niewątpliwie czuje się humorystyczną nutę i szalony, jak na tamte czasy, pierwiastek feministycznej duszy – odbiorca zachłannie przypatruje się zatem jej działaniom.

Zadziorna postawa zielarki intryguje, ale warto wspomnieć, że Katja to dziewczyna o złotym sercu, wiernie dzieląca się wiedzą i doświadczeniem aptecznym. To dzięki niej czytelnik odkrywa fascynujący i jakże aromatyczny świat naturalnych ziół. Zachęcony zapachem, towarzyszy jej w poszukiwaniu składników i tworzeniu mikstur, następnie z zainteresowaniem przygląda się efektom kolejnych prób uzdrawiania. A trzeba przyznać, że towarzyszy temu ogromna presja, pojawiają się też silne emocje – te wielokrotnie sięgają nawet samego odbiorcy. W tej sensorycznej zielarskiej opowieści pojawiają się też inne uczucia, fabularnie autorka żongluje nimi tak, że trudno wyczuć, jaki będzie finał tej historii. Nieustannie nasuwają się pewne podejrzenia, ale jednocześnie trzeba zachować myśl, że jest to dopiero początek całej sagi.

Ta książka to gwarancja odurzających przeżyć! Awanturniczy i wyraźnie przygodowy charakter XIX wieku, szaleństwo społecznej niesprawiedliwości i ten jeden czupurny mężczyzna – tak bezwstydnie chełpiący się własną arogancją! Dużo tu burzliwych scen oraz niebezpiecznych uniesień, jeszcze więcej słownych czepliwości. Ale jest też ona – tytułowa Aptekarka, która zajadłą kąśliwością potrafi przebić wszelkie grubiańskie złośliwości. I jeszcze jej kojąca zielarska dusza – sprawiająca, że powieść Magdy Skubisz tworzy nie tylko intrygujący, ale też poruszający i esencjonalny prolog do pełnej przygód sagi historycznej.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Media Rodzina.

„KRÓLEWSKA BUNTOWNICZKA" – GEORGIE BLALOCK | Zachwycający, ekspresyjny i jakże uczuciowy portret kobiecych pragnień!

„KRÓLEWSKA BUNTOWNICZKA" – GEORGIE BLALOCK | Zachwycający, ekspresyjny i jakże uczuciowy portret kobiecych pragnień!

Dynastia Windsorów to bez wątpienia najbardziej popularna rodzina królewska na świecie. Nic zatem dziwnego, że media tak ekspansyjnie chłoną smak każdej plotki, nowiny, czy też oficjalnego dworskiego oświadczenia. I tak samo nie zaskakuje fakt, że historia słynnego brytyjskiego rodu regularnie staje się bodźcem dla kolejnych świetnych propozycji literackich. I szczęśliwie nie są to tylko chłodne biografie – coraz częściej na rynku pojawiają się bowiem powieści fabularne, bajecznie nasączone aromatem królewskiego życia. I właśnie taką książką jest Królewska buntowniczka. Powieść o księżniczce Małgorzacie Windsor, którą czytelnikom serwuje historyczka Georgie Blalock.

To nie jest autentyczna historia, choć w jej odmęty sukcesywnie wkradają się realne wydarzenia z wytwornego życia Windsorów. Prawdziwa jest przede wszystkim ona – księżniczka Małgorzata, która zauważalnie czuje się ograniczona królewską etykietą. Czytelnik widzi w niej charakterną i bezsprzecznie żądną życia młodą kobietę, nieco wyniosłą, upartą i zuchwałą, a przy tym niezwykle subtelną i stylową. Z łatwością dostrzega w niej też ogrom kobiecej wrażliwości – w końcu to właśnie potrzeby królewskiego serca zdają się dyktować ton tej powieści. Miłość pojawia się tu nieustannie, dostarczając wszystkich swoich właściwości, od ulotnego zauroczenia, poprzez upojne pożądanie i szalone deklaracje, aż po nieuchronny ból złamanego serca – fabularnie nie są to nowe fakty, ale ich uczuciowy charakter z pewnością intensywnie działa na emocje odbiorcy.

Księżniczka Małgorzata zachwyca nieprzewidywalną postawą, ale co zaskakuje najbardziej – nie jest tu główną bohaterką. Do tej roli zaangażowana zostaje postać całkowicie fikcyjna, dwudziestoczteroletnia Vera, która niemal przypadkowo trafia na królewski dwór i tym samym może z bliska obserwować burzliwe życie księżniczki. I to właśnie jej oczami czytelnik podgląda sceny zakazanego romansu z przystojnym kapitanem Peterem Townsendem – punkt widzenia dworskiej przyjaciółki to fabularny strzał w dziesiątkę, idealnie prezentuje potrzeby sercowe Małgorzaty, wiarygodnie oddaje też trud nieustannego życia w cieniu siostry Elżbiety. To samo dotyczy młodej Very, która w przypisanej łatce staropanieństwa, bez ustanku toczy wewnętrzną walkę między zachęcającym statusem i dojmującą potrzebą miłości.

Zachwycający, ekspresyjny i jakże uczuciowy portret kobiecych pragnień! Jedna z najbardziej fascynujących postaci brytyjskiej rodziny królewskiej widziana oczami wymyślonej damy dworu – przyjaciółki, której bliska perspektywa efektownie prezentuje burzliwy, awanturniczy i upojny, a przy tym wyraźnie sensualny i zaskakująco wrażliwy wizerunek księżniczki Małgorzaty. Georgie Blalock czaruje pięknem słowa i jednocześnie mocno pobudza wyobraźnię – świadomie bawi się dworskimi emocjami, aby idealnie oddać ich gorzki i nieprzewidywalny charakter. Książka idealna dla miłośników wielkich uczuć!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

„TYLKO PRZETRWAJ NOC” – RILEY SAGER | Szalenie zwodniczy i niepokojący thriller!

„TYLKO PRZETRWAJ NOC” – RILEY SAGER | Szalenie zwodniczy i niepokojący thriller!

Otulona mroczną ciemnością noc, gęsto panoszący się śnieg, niczym nie wyróżniające się auto i w środku ona – niechybnie zmierzająca w kierunku własnej śmierci. Bo przecież za kierownicą siedzi niebezpieczny człowiek, który prawdopodobnie zabił jej przyjaciółkę, mężczyzna zwany w mediach Kampusowym Zabójcą. W książce Tylko przetrwaj noc Riley Sager ponownie sięga po znane motywy i ubarwiając je na swój sposób, dodaje im swoistego charakteru. I chociaż tytuł ten dostrzegalnie różni się od poprzednich powieści autora, jeden element odczuwalnie łączy te historie – filmowy dreszczyk emocji.

Trzeba napisać jasno – nikt nie chciałby znaleźć się w tak patowej sytuacji, do jakiej niewątpliwie trafia główna bohaterka. Akcja świadomie zawężona jest bowiem do zasnutej zimą nocnej aury, intencjonalnie także ograniczona zostaje do przestrzeni samochodu oraz podejrzanego towarzysza podróży, jakim przypuszczalnie jest kierowca auta. Czytelnik nie jest zaskoczony wyraźną mieszaniną strachu, bezradności oraz niepewności, jaka dotkliwie paraliżuje myśli Charlie, bardziej szokuje go natomiast wyłuszczona jawnie naiwność, która szczęśliwie znajduje swoje wyjaśnienie. Niecodzienna postawa kobiety ewidentnie ma budzić wątpliwości, może nawet złościć lub irytować, ale to właśnie w jej głowie zdaje się toczyć najważniejszy zamęt fabularny – bitwa między nasączonymi przeszłością wizjami i przerażającą rzeczywistością.

Riley Sager zauważalnie lubi bawić się konwencją filmu, świetnie też opisuje scenerię, dzięki czemu odbiorca efektownie obrazuje sobie poszczególne sceny. Wyobraźnia działa zatem na pełnych obrotach, dostarczając sukcesywnie nie tylko wrażeń wizualnych, ale też tych emocjonalnych – w szczególności alarmującego poczucia niepokoju i stale rosnącego napięcia. Tu nieprzerwanie wyczuwa się zbliżające niebezpieczeństwo. I jeszcze to zakończenie – z pewnością nieco szalone i dla wielu niespodziewane, mnie tym razem intuicja poprowadziła do prawidłowej odpowiedzi. Nie zmienia to jednak faktu, że fabularnie historia ta jest naprawdę dobrze zarysowana, a świetnie wkomponowane zwroty akcji, regularnie wywołują burzliwy potok myśli.

Szalenie zwodniczy i niepokojący thriller! Odczuwalnie inny niż dotychczasowe powieści Rileya Sagera, a jednak tak samo przerażający i charakterny, emocjonalnie wręcz ogłuszający. Zawiesista nocna aura, klaustrofobiczna sceneria i jeszcze on – seryjny zabójca, który siedzi obok za kierownicą. Tu naprawdę jest niebezpiecznie, upiornie i paraliżująco – do końca nie ma pewności, jak bardzo drastyczny okaże się sam finał. Aby wsiąść do tego auta, potrzebna jest realna odwaga – ta książka fabularnie sięga bowiem niemal obłędu. Z pewnością robi ogromne wrażenie!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem MOVA

„GDZIE ŚPIEWAJĄ RAKI” – DELIA OWENS | Przerażająco intymny hołd złożony naturze!

„GDZIE ŚPIEWAJĄ RAKI” – DELIA OWENS | Przerażająco intymny hołd złożony naturze!

Samotność jest prawdopodobnie największym koszmarem człowieka. Bezlitośnie rozdziera serce, jest dojmująca, przykra, nieznośna i tak parszywie niesprawiedliwa. Napisano już o niej tak wiele, stworzono liczne definicje i poparto je niezliczonymi przykładami, często idealnie wgryzającymi się w jej gorzki smak, a jednak nikt nie napisał o samotności tak osobliwie i metaforycznie, a przy tym tak dogłębnie i przekonująco, jak zrobiła to właśnie Delia Owens w swoim fascynującym debiucie literackim – książka Gdzie śpiewają raki intencjonalnie przekracza spectrum tradycyjnych powieści, aby w swej nieuchronnej wyjątkowości okazać się wymownym dziełem sztuki literackiej, jawnie domagającym się głębokiej, wnikliwej i rozważnej interpretacji.

Nawet świadomy czytelnik nie jest przygotowany na tak potężną, angażującą i odczuwalnie refleksyjną skalę emocji. A jednak ochoczo przenika ten nieskalany ludzką ręką krajobraz, podziwiając zauważalnie senne, a przy tym malownicze, sielskie i zaskakująco dziewicze wybrzeża Karoliny Północnej, mimowolnie stając się obserwatorem bolesnych i jakże przejmujących scen. To właśnie na mokradłach, pięknie otulających miasteczko Barkley Cove, zobrazowana zostaje bowiem historia zatrważającej w swej treści samotności. I to właśnie tam odbiorca dostrzega Dziewczynę z Bagien. I od początku wie, że Kya Clark daleka jest od dzikiego wizerunku, jaki niefortunnie został jej nakreślony. To niebywale inteligentna, spostrzegawcza i wrażliwa dziewczyna, która żyjąc od lat w narzuconym rodzinną traumą odosobnieniu, uczy się wiernie zaklinać gryzące poczucie osamotnienia. A ma przy tym wyjątkowego nauczyciela – otaczającą ją przyrodę. To mewy stają się tu wykładowcą przyjaźni, to bogactwo natury utrwala wiedzę o przetrwaniu i to właśnie mokradła uczą dojrzałości, szykując miejsce dla najpiękniejszych uczuć.

Miłość jest tu dostrzegalnie nieśpieszna. Początkowo potraktowana z dużą delikatnością, można rzecz – nastoletnią nieśmiałością, z czasem nabiera życiowego brudu. Do serca wkrada się niezręczna tęsknota, nieoczekiwanie wkrada się też ból złamanego serca. Tu zwyczajnie nie ma przestrzeni na łatwe emocje. Tym bardziej, że autorka nie zamyka tej powieści w kanwie czysto obyczajowej. Znalezione na mokradłach ciało przystojnego Chase’a Andrewsa jasno wskazuje kierunek tej historii – to właśnie sprawa kryminalna, tak bezlitośnie szykanująca Dziewczynę z Bagien, tworzy główny ciąg fabularny. I gruntownie zarysowany proces sądowy, nadający tej książce bardziej niespokojnego charakteru. Z pewnością intryguje i trzyma w napięciu, nakłaniając do uważnego przyglądania się zeznającym. I każe czekać na finał – tak spektakularny i subtelny zarazem. Fabuła zarysowana jest naprzemiennie w dwóch liniach czasowych, bez ustanku poszerzając zakres wrażeń.

Przerażająco intymny hołd złożony naturze – książka nieprzeciętna, inspirująca i w pełni zjawiskowa, świadomie stymulująca najbardziej czułe zmysły. Gdzie śpiewają raki to imponujący fabularnie krzyk samotności i jednocześnie portret brutalnego wykluczenia, to także definicja wrażliwości oraz dojrzewającej nieśpiesznie miłości. Historia upojnie nasączona pięknem słowa, nie tylko zachwyca, ale też intensywnie i efektownie pobudza wyobraźnię. Z pewnością namawia do głębokiej i jakże potrzebnej interpretacji. Nieustannie absorbuje i uzależnia. To bezsprzecznie jedna z najpiękniejszych powieści mojego życia.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Świat Książki. 

„SLAMMED” – COLLEEN HOOVER | Dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

„SLAMMED” – COLLEEN HOOVER | Dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

Życie lubi dotkliwie krzywdzić. Problemy finansowe, zranione serce, nieuleczalna choroba, czy też śmierć bliskiej osoby – to tylko przykłady brutalnych wyzwań, z jakimi wcześniej lub później musi zmierzyć się człowiek. Każdy ma jakieś trudności, każdy przechodzi w pewnym momencie proces walki z własnymi demonami. Nikt nie jest na to przygotowany, a tym bardziej osoba, która dopiero zmierza w kierunku utartej dorosłości. Ale to właśnie tak młodą dziewczynę doświadcza Colleen Hoover w swojej debiutanckiej powieści SLAMMED, wydanej w nowej odsłonie graficznej.

A przecież ona ma dopiero osiemnaście lat, powinna cieszyć się dziewczęcą beztroską, aktywnie spotykać ze znajomymi i delektować słodyczą pierwszych zauroczeń. A jednak los nie rozpieszcza Layken – niespodziewana strata ojca zmienia właściwie wszystko. Każe zmienić otoczenie i poznać jego – mężczyznę, który zdaje się być jeszcze bardziej poturbowany przez parszywe życie. I czytelnik dowiaduje się o tym z jej własnych wypowiedzi, autorka oddaje bowiem głos młodej bohaterce, pozwalając jej samodzielnie relacjonować kolejne wydarzenia. To właśnie narracja pierwszoosobowa sprawia, że historia przybiera tak sensualny i emocjonalny wydźwięk, z pewnością jest bardzo intymna, odczuwalnie nasączona smutkiem i potrzebą bliskości. Tu nie ma miejsca na pustą przestrzeń, odbiorca mimowolnie wkrada się w skórę Layken, wyczuwa aromat jej wątpliwości, czuje także niewymowny ból związany z utratą ukochanego ojca. Ale dostrzega też coś wyjątkowego – niezwykłą kompozycję dojrzałości i ukrytej głęboko wrażliwości serca, które dostrzegalnie pomagają jej zdefiniować to, co najważniejsze.

Fabuła nieustannie doświadcza bohaterów. Ciężka choroba, nieuchronna śmierć bliskiej osoby, samotność, złamane serce, próba odnalezienia się w nowym środowisku – Colleen Hoover nie szczędzi im bolesnych emocji, wręcz każe mierzyć się z ich agresywnością na oczach wyraźnie zatroskanego czytelnika. Nie ma bowiem wątpliwości, że jest to historia niezwykle poruszająca, uczuciowa i życiowa, niejednokrotnie wywołująca trudne do ujarzmienia łzy. Ale w tym mocno dramatycznym portrecie pojawia się także miłość, a właściwie cała gama miłości – tej romantycznej i niepowtarzalnej, ale też rodzicielskiej, przyjacielskiej oraz tej między rodzeństwem. Autorka nie zapomina także o szczypcie potrzebnej nadziei, zostawiając jej ziarna w zupełnie nieoczekiwanym miejscu. W poezji, idealnie uzupełniającej przekaz fabularny. A przy tym tak niecodziennej, głębokiej i wymagającej świadomej interpretacji.

Doszczętnie zajmująca historia! Naprawdę trudno przygotować się na tak potężną skalę emocji, jaką w swoim debiucie serwuje Colleen Hoover – SLAMMED dotkliwie wgryza się w wyobraźnię, napełniając ją smutkiem i goryczą niesprawiedliwości, odczuwalnie staje się definicją bolesnej straty, narusza czułe struny, niejednokrotnie wywołując przy tym łzy realnego wzruszenia. Ale jednocześnie tworzy esencję różnych odcieni miłości, fascynuje, rozbawia i zaskakuje, finalnie przynosi także kojący smak nadziei. I robi coś nieoczekiwanego – pielęgnuje piękno poezji, która rozczula, wzbogaca i efektownie dopełnia całokształt wrażeń fabularnych. Cudowna, niezapomniana i nadzwyczaj ujmująca książka!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„ZE ZŁOŚCI” – KATARZYNA BONDA | Bezwzględny, rasowy, nieobliczalny i wyraźnie niebezpieczny!

„ZE ZŁOŚCI” – KATARZYNA BONDA | Bezwzględny, rasowy, nieobliczalny i wyraźnie niebezpieczny!

Władza, polityka, pieniądze i szaleństwo uzależnień – te motywy wielokrotnie pojawiają się w kryminałach, tworząc osobliwą, intensywną i przede wszystkim zawiesistą atmosferę zbrodni. W cyklu kryminalnym z Jakubem Sobieskim, Katarzyna Bonda tworzy właśnie taki klimat – tajemniczy, mglisty i niedopowiedziany, a jednak solidny i mocno zajmujący. I tak jak rozpoczynająca serię książka O włos przenika bulwersującym światem sutenerów i nierządu, tak jego kontynuacja, ubrana w znaczący tytuł Ze złości, prezentuje nieujarzmiony portret ludzkiej nienawiści.

Tu nie ma miejsca na subtelną przestrzeń obyczajową, w zamian czytelnik wchodzi do strefy mocnego kryminału, w której niebezpieczeństwo czyha dosłownie na każdym fabularnym rogu. Pociągający świat gier hazardowych, luksusów i pieniędzy, w tym przesiąknięte brudem więzi polityczne i biznesowe, w odczuciu wręcz mafijne – nieustannie czuje się tu smak ryzyka, wyczuwa się też odór przerażającej zbrodni. Bo przecież to zabójstwo w popularnym kasynie rozpoczyna bieg wydarzeń. I to zabójstwo sprzed dwudziestu lat, za które skazana została ówczesna krupierka, obecnie dochodząca niewinności i walcząca o odszkodowanie za spędzenie niemal dwóch dekad w więzieniu.

Ta historia intryguje i odczuwalnie trzyma w napięciu, tym bardziej, że nie ma tu przypadkowych postaci, każdy zdaje się mieć coś za pazuchą, każdy skrywa jakąś tajemnicę i wreszcie każdy wzbudza choć śladowy cień podejrzliwości. Fabuła zauważalnie jest złożona i wielowarstwowa, stara sprawa regularnie wraca w dialogach, wręcz przenika bieżące wydarzenia, stając się ich nieodłączną częścią – detektyw Sobieski wrzyna się w nieprzyjemne szemrane środowisko, chłonie siłę kobiecej nienawiści, próbuje zdefiniować emocje wszystkich zaangażowanych osób. Powiązania osobiste i rodzinne nie są bowiem bez znaczenia – autorka nie zapomina o burzliwym i mocno nieprzewidywalnym charakterze największych, choć często niewidocznych gołym okiem uczuć.

Bezwzględny, rasowy, nieobliczalny i wyraźnie niebezpieczny – tak wygląda uzależniający świat hazardu, do którego wkracza nieprzejednany detektyw Jakub Sobieski. I taki jest obraz, który nieuchronnie wypełnia wyobraźnię czytelnika. Katarzyna Bonda ponownie tworzy gęstą esencję przerażenia, budując tym samym konkretny, zaskakujący i niezaprzeczalnie męski kryminał! Tytuł tej powieści nie jest przypadkowy – to właśnie niszczycielski ton ludzkich emocji okazuje się tu najgroźniejszą amunicją. Ze złości to książka stworzona dla miłośników mocnych wrażeń.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„I ŻE CI NIE ODPUSZCZĘ” – JOANNA SZARAŃSKA | Szaleństwo niecodziennych zdarzeń!

„I ŻE CI NIE ODPUSZCZĘ” – JOANNA SZARAŃSKA | Szaleństwo niecodziennych zdarzeń!

Najważniejszy dzień w życiu – tak upragniony, długo wyczekany i niepowtarzalny, w końcu zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach. Nierzadko obrazowany jako najpiękniejsze z kobiecych marzeń. Mogłoby się wydawać, że poza drżącym głosem wypowiadającym słowa przysięgi lub nieco podchmielonym wujkiem, ciągnącym za lśniącą suknię w trakcie weselnych tańców, w dniu ślubu nie może wydarzyć się nic strasznego. A jednak... Pan młody może przykładowo okazać się oszustem, czekającym właśnie na narodziny dziecka z inną kobietą. I właśnie tak parszywa sytuacja dotyka Kalinę – bohaterkę debiutanckiej powieści Joanny Szarańskiej, która właśnie ukazała się w nowej odsłonie graficznej.

Ta historia to pięknie zarysowana komedia romantyczna, w którą nieoczekiwanie wkrada się także nuta czarnego kryminału. Czytelnik trafia do niezwykle malowniczego zakątka, można rzecz, krajobrazowej idylli, która pod zachęcającą ulotką prawdziwego dworku z luksusowym SPA, kryje dostrzegalnie podupadające uzdrowisko. Tak urocze miejsce od razu nasuwa myśl o błogim wypoczynku, tu realnie wyczuwa się letni wakacyjny klimat, czuje się też żartobliwy, wręcz przyjemne kąśliwy charakter całej powieści – to właśnie humorystyczne akcenty sprawiają, że odbiorca chłonie smak wydarzeń z tak szerokim i naturalnym uśmiechem na twarzy. I jednocześnie żywo angażuje się w perypetie, które niejednokrotnie przybierają szalone, a przy tym jeszcze bardziej zabawne oblicze.

Autorka pozwala bohaterce samodzielnie relacjonować bieg wydarzeń, dzięki czemu czytelnik nie tyle obserwuje poszczególne sceny i delektuje się ich wizualnym smakiem, ale przede wszystkim żyje jej euforycznymi emocjami, podziwia spontaniczność i bawi często absurdalnymi spostrzeżeniami. Nie ma bowiem wątpliwości, że Kalina to bohaterka niemal komiczna, momentami rozkosznie naiwna, ale przez to tak bardzo pozytywna i ujmująca. I świetnie odnajduje się w prowadzeniu cichego śledztwa, z pewnością mocno angażuje się w przydzieloną sobie rolę, sama też utwierdza się we własnych przekonaniach. Wątek kryminalny perfekcyjnie dopieszcza całokształt przygody, w swoim przebiegu wręcz zaskakuje.

To przecież szaleństwo niecodziennych zdarzeń! Historia gwarantująca wyśmienitą zabawę, fabularnie przepełniona humorem i słodkimi docinkami, instynktownie prowokująca do szczerego uśmiechu. Joanna Szarańska zaprasza do krajobrazowego raju, w którym zamiast luksusów i relaksacyjnych różanych kąpieli, na odbiorcę czeka przygoda życia o niespodziewanie kryminalnym podłożu. Dużo tu wakacyjnego klimatu, efektownych zbiegów okoliczności i drobnych zaskoczeń, jeszcze więcej przyjemnych uszczypliwości – ta powieść idealnie komponuje się z latem!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Czwarta Strona.

„SZKLANE PTAKI” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Szalenie intymna, treściwa i esencjonalna!

„SZKLANE PTAKI” – KATARZYNA ZYSKOWSKA | Szalenie intymna, treściwa i esencjonalna!

Miłość w czasie wojny jest niczym miłość w czasach zarazy. Tak mglista i tak odległa, a jednocześnie tak bardzo potrzebna. Smak najpiękniejszego z uczuć nieuchronnie zaburzony jest codzienną niepewnością, nierzadko także cierpieniem, przerażającą tęsknotą, może nawet bolesną stratą. Ale też nadzieją, wiernie trzymającą przy duchu. I właśnie tak potężne uniesienia obrazuje Katarzyna Zyskowska w odczuwalnie pięknej i subtelnej, a przy tym niebywale poruszającej historii Szklane ptaki. Opowieść o miłościach Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Naprawdę trudno o bardziej emocjonalny przekaz.

To nie jest pierwsza próba sportretowania życia poety, o jaka pokusiła się Katarzyna Zyskowska. Jak głosi posłowie, w roku 2014 ukazała się książka Ty jesteś moje imię – fabularnie naznaczona pięknem uczucia Basi i Krzysztofa Baczyńskich. W Szklanych ptakach miłość również wychyla się na pierwszy plan. Sugestywnie spisana na trzy głosy, zdaje się być szalenie intensywna, barwna i esencjonalna, z pewnością jest upragniona i szczera. Czytelnik z przyjemnością pochłania żarliwy charakter obranej narracji, dostrzega naturalną dla tej dwójki potrzebę bliskości oraz tłumioną w ich wnętrzach wrażliwość, jednocześnie podziwia kształt ich więzi, tak krótkiej i tak bardzo dojrzałej zarazem. Wyraźnie namaszczonej traumą wojennej codzienności. I nie tylko.

Ten związek ma także innego wroga – można rzec, najbliższego. Odbiorca szybko bowiem dostrzega osobliwość relacji łączącej poetę z matką – już z jej własnej wypowiedzi wyłania się obraz toksycznej matczynej miłości. Stefania przedstawiona jest jako kobieta zaborcza, patrząca z dostrzegalną wyższością, nieustępliwa, szczególnie w doborze własnych przemyśleń. Tu świetnym przykładem okazuje się chociażby narzeczeńskie spotkanie rodziny Baśki z przyszłą teściową – wymuszone kurtuazyjną grzecznością, przerażająco chłodne, momentami wręcz drętwe. Odarte z tak potrzebnej akceptacji. Niewątpliwie czuje się tu ciężar przytłaczających emocji.

A przecież za oknem nieustannie trwa brutalna wojna. Miasto dosłownie umiera na oczach bohaterów, po prostu cierpi, gaśnie, znika… „I taka jest teraz Warszawa. Sino-krwawa, rozdarta bólem”. Użyte fabularnie słowa zdają się być tak bardzo dobitne, z pewnością trafnie oddają trud wojennej codzienności. Krzysztof nie pozostaje w działaniach neutralny, zauważalnie chce mieć swój udział. Czytelnik poznaje zatem także konspiracyjną część jego życia, najpierw zauważa dojrzewającą w nim potrzebę, później wyraża podziw dla jawnego zaangażowania. I chociaż doskonale zna finał tej historii, mimowolnie kibicuje młodemu mężczyźnie. Zatrważająca treść wzbogacona zostaje o utwory samego poety – tak plastycznie i stanowczo panoszące się po wyobraźni. Coś niebywałego.

Szalenie intymna, treściwa i esencjonalna – rozdzierająco kompletna interpretacja ludzkiej wrażliwości. Szklane ptaki to przede wszystkim sfabularyzowana rekonstrukcja życia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ale też świadomy portret wielkiej miłości – tak trwałej, walecznej i przerażająco dojrzalej. Wyraźnie naznaczonej okrucieństwem wojny oraz bolesnym brakiem rodzinnej akceptacji. Historia zaskakująco zmysłowa, napisana z wyczuciem i subtelnością, stylistycznie zachwycająca – efektownie rozpisana na trzy struchlałe serca. Niewyobrażalnie przekonująca.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Znak Literanova.

„LONELY HEART” –  MONA KASTEN | Doszczętnie łamie serce!

„LONELY HEART” – MONA KASTEN | Doszczętnie łamie serce!

Marzenia lubią wkraść się w rzeczywistość. Niepostrzeżenie uciekają wtedy granicom wyobraźni, aby z należytą im nieśmiałością, wkroczyć w zaskoczone ramy autentycznej codzienności – dostrzegalnie pragną własnego spełnienia. A przecież wydają się tak mgliste i mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe. Jednak takie szaleństwo doznań może się zdarzyć i właśnie tak nieoczekiwany scenariusz zarysowała swojej bohaterce Mona Kasten w niezwykle poruszającej powieści Lonely Heart.

Czytelnik wchodzi w tę historię zaskakująco przygotowany – już na progu dowiaduje się bowiem, że książka ta tematycznie zawiera treści, które mogą wywołać zachowania niepożądane. To niesamowite, że wydawca tak otwarcie i świadomie uprzedza o słabościach, jakie niewątpliwie dotykają bohaterów. Depresja, uzależnienie, niekontrolowane ataki paniki – to tylko wybrane z motywów fabularnych. I już to swoiste ostrzeżenie zapowiada, jak głębokie emocje kryją się pod efektownym, wręcz zachwycającym wydaniem powieści. Mona Kasten oddaje głos swoim kreacjom, dzięki czemu odbiorca obserwuje bieg zdarzeń oczami stojącej przed życiową szansą Rosie, a także z perspektywy Adama – perkusisty z grupy Scarlet Luck, który w odmętach wypracowanego wokół siebie dystansu, nieustannie ściera się z demonami parszywej przeszłości. Jego postawa wymaga interpretacji, zdaje się być wręcz mocno tajemnicza, jakby celowo naznaczona nutą niedopowiedzenia. Rosie sprawia nieco inne wrażenie, jest zdecydowanie bardziej otwarta na własne uczucia, czytelnik namacalnie czuje szczerość jej fascynacji oraz przygniatający promień wstydu, z jakim nieuchronnie musi się zmierzyć.

Ta historia daleka jest od słodkiego romansu, a jednak wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy. Mimo dźwiganego bagażu, okazuje się naturalnie przyjemna w odbiorze. A przecież narusza naprawdę czułe struny, momentami dosłownie rozrywa serce i każe patrzeć na niewyobrażalny ból, wywołując przy tym chwile potrzebnej refleksji – odczuwalnie zapisana jest emocjami i nie pozwala o sobie zapomnieć. I jeszcze to przejmujące zakończenie, które jawnie domaga się kontynuacji. Nieodłączną częścią powieści staje się też muzyka, która nieustannie wzmacnia wrażenia fabularne. Z pewnością pozwala wyostrzyć zmysły, poczuć bardziej, niejednokrotnie też lepiej zrozumieć intencje bohaterów.

Ostrzegam – Lonely Heart doszczętnie łamie serce! Ta historia absolutnie fascynuje, uzależnia i absorbuje, ale jednocześnie przygniata ciężarem bolesnych uczuć. Momentami dostarcza tak głębokich doznań, że trudno nad nimi zapanować – bez wątpienia spisana jest żywymi emocjami. Mona Kasten w zaskakująco naturalny sposób łączy smak zmysłowej słodyczy z goryczą traumatycznych przeżyć, świadomie nie pozwala zapomnieć. A jeszcze to wymowne zakończenie, które tak intensywnie wgryza się w wyobraźnię. I jeszcze wisienka na torcie – samo wydanie, tak pięknie wzbogacone o różowe brzegi stron. Wizualnie ta książka po prostu zachwyca!
_____ 
Recenzja we współpracy z wydawnictwem JAGUAR.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger