„AGLA. ALEF” / „AGLA. AURORA” – RADEK RAK | Sugestywna przeprawa przez osamotnione skrawki ludzkiej wrażliwości

„AGLA. ALEF” / „AGLA. AURORA” – RADEK RAK | Sugestywna przeprawa przez osamotnione skrawki ludzkiej wrażliwości

Nieprzeciętna kreacja. Pierwotnie osadzona w animuszu dziewczęcego dojrzewania, z każdą stroną coraz bardziej koczownicza, baśniowa i nieokiełznana, z pewnością pełna egzystencjalnych spostrzeżeń. Radek Rak nie tuszuje brzydkich sformułowań, niejednokrotnie dosadnie buduje swoje przemyślenia, a jednak odczuwalnie zachowuje unikalność literatury pięknej, wyraźnie dba o swoistość naruszonych treści, nieprzerwanie zachęca do śmiałego przetrawiania niecodziennych zdarzeń. Agla to wnikliwe zaproszenie do peryferyjnych fragmentów ludzkiej duszy – historia przenikliwa i ekscytująca zarazem.

W obu częściach wyczuwa się zew podświadomej przygody – intencjonalnej, wyznaczonej objawami dorastania i poczuciem wykluczenia, zagrzebanej w czarnej niewoli myśli, emocjami otulonej strachem i cenzurą czuwającej notorycznie służby bezpieczeństwa, fabularnie natomiast domagającej się niemałej koncentracji. Autor świadomie balansuje między tym, co znane i poparte oczami realności, a tym, co zaczyna istnieć jedynie w oparach wyobraźni – buduje ten wysublimowany świat w sposób niezwykle przekonujący, plastyczny i wieloznaczeniowy. Czytelnik przedziera się przez zaginięcia, leśne zatracenia, demony i tajemnicze lekcje czarów, regularnie staje się świadkiem własnego zatracania. Każdy epizod zaskakuje podjętą umyślnie dosadnością – nie zawsze czysty językowo, wielokrotnie obdarzony chaosem pozornie niezmierzonych zdań, a jednak staje się częścią kluczowego procesu, krokiem na drodze wewnętrznego przeobrażania się bohaterów. Dla odbiorcy to podróż przez trudy pamiętania, przez otchłań rozdzierającej samotności, przez żale, namiętności i definicyjną próbę znalezienia siebie, to także roszady w zapisie społecznej hierarchii i odważna walka o własną tożsamość. A wszystko w kurażu finezyjnego nawiązania do przyrodniczych zjawisk, w gestach przenikliwości i humorystycznej sprężystości – wrażeniowo to ekspozycja niekonwencjonalna, błyskotliwa i przeszywająca.

Sugestywna przeprawa przez osamotnione skrawki ludzkiej wrażliwości – kreacja w każdym komponencie mroczna, fascynująca i nieoczywista. W ciemnych szczelinach strachu przed bezpieką, w nieprzypadkowej dociekliwości, w szalonej przygodzie, w narzuconym nieporządku fantastycznych zdarzeń, Radek Rak zagnieżdża zdumiewającą baśń – brudną i jednocześnie piękną językowo, z pewnością domagającą się intensywnej obecności. Agla to brawurowa próba zachowania człowieczeństwa, to także walka o indywidualność myśli oraz potrzeba zdefiniowania tęsknoty za utraconą namiętnością, to wskrzeszenie odwagi i potrzebna lekcja dojrzewającego życia.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Powergraph

„KRÓLESTWO SŁODYCZY I ROZKOSZY” – REBECCA F. KENNEY | Soczysta rekonstrukcja „Dziadka do orzechów”

„KRÓLESTWO SŁODYCZY I ROZKOSZY” – REBECCA F. KENNEY | Soczysta rekonstrukcja „Dziadka do orzechów”

Baśniowa okładka i cukierkowy tytuł okazują się nadzwyczaj zagubną podpowiedzią – sugerują bowiem czarującą podróż po odmętach nieznanego miejsca, po niebiańskich scenach i równie ambrozyjskich aktach namiętności, ale nic bardziej pozornego. Królestwo słodyczy i rozkoszy rzeczywiście fascynuje barwnym charakterem naruszonych zdarzeń, ale jednocześnie regularnie pobudza gesty jawnej niepewności. Rebecca F. Kenney plastycznie tworzy własną i bezsprzecznie lubieżną wizję Dziadka do orzechów, zapomina jednak o zbudowaniu potrzebnej głębi emocjonalnej.

Z pewnością nie ma tu przestrzeni na fabularne przestoje – autorka dynamicznie skrada uwagę czytelnika, pozwalając mu naprzemiennie mierzyć się ze słowami dwóch kobiecych narracji. Każda z sióstr wyróżnia się inną osobowością, każda samodzielnie utrwala priorytety, każda staje się tu niejako zaskoczeniem dla samej siebie. Niepokój towarzyszący przeprowadzce w dziwne korytarze wujecznego domostwa okazuje się nieprzypadkowy – staje się zapowiedzią szalonego i jednocześnie odrażającego spektaklu. Przerost scen erotycznych to jedno, natomiast ich brzydki, wręcz wulgarny zapis to drugie – za dużo, za często, zbyt dosadnie i zbyt natarczywie. To niepodważalna szkoda dla samej fabuły, która w nadmiarze fizyczności oraz w braku pożądanej zmysłowości, niejednokrotnie traci wyrazistość, staje się takim przewodnikiem po mniej lub bardziej intymnych udziwnieniach, zauważalnie oddalając wzrok od zniewalającej adaptacji magicznego świata. A ten przecież olśniewa, zachwyca, przyciąga nienasycone oko – w mojej opinii okazuje się najmocniejszym atrybutem powieści, dostrzegalnie wypełnia zaułki pochłoniętej wyobraźni, ewidentnie chce być jej optyczną częścią. Gdyby szala zdarzeń przechylona została bardziej w stronę podjętego przez bohaterów wyzwania, a tempo nieco by zwolniło, odbiorca mógłby czasowo odkleić myśli od nieustającej rozwiązłości i nacieszyć się zarówno zdumiewającą scenerią, jak również niebezpieczną przygodą.

Historia przesycona sceniczną cielesnością – szalona i nieobliczalna w aranżacji stłoczonych fabularnie zbliżeń, jednocześnie fascynująca i nieoczywista w kreacji magicznej krainy. Królestwo słodyczy i rozkoszy to soczysta rekonstrukcja Dziadka do orzechów – wizualnie baśniowa i przyciągająca wzrok, narracyjnie nieprzeciętna, a jednak odczuwalnie zbyt dynamiczna i zbyt ekspansywna, niepotrzebnie skondensowana na fizykalności, tym samym pozbawiana eterycznych rytuałach miłości oraz pożądanej emocjonalności. Rebecca F. Kenney narusza zmysły w sposób ekstremalny – nie daje wytchnienia, intencjonalnie każe błądzić w oparach donośnych i nieokiełznanych doznań. 
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

„STRAŻNICZKA SPALONYCH KSIĄŻEK” – BRIANNA LABUSKES | Literatura chce być tu uniwersalna…

„STRAŻNICZKA SPALONYCH KSIĄŻEK” – BRIANNA LABUSKES | Literatura chce być tu uniwersalna…

Powieść napełniona wojennymi emocjami. Niezwykle dramatyczna i poruszająca, intensywna w przebiegu mocno sugestywnych zdarzeń. Brianna Labuskes plastycznie wdziera się do zapisów najtrudniejszego okresu historii, przywołuje traumatyczne epizody, z rozmachem tworzy sceny osadzone fabularnie na autentycznych fundamentach. Strażniczka spalonych książek okazuje się zatem propozycją chwytającą za serce – niesamowicie wciągającą, życiową, ewidentnie domagającą się dużej koncentracji.

Ta przestrzeń to przede wszystkim trzy niesamowite kobiecości – trzy zupełnie nieznajome twarze, których los nieoczekiwanie scala się w absolutnie ważnym celu. Autorka pozwala odbiorcy wkraść się w codzienności każdej z nich, płynnie przemieszczając się nie tylko między różnymi ramami czasowymi, ale też między obranymi sceneriami. Ten zabieg niezaprzeczalnie wymaga dużej czujności, może także upominać się o ponowną lekturę minionych świeżo zdań, a jednak okazuje się niezastąpiony – staje się elementem zamierzonej konstrukcji fabularnej. Czytelnik zdaje się być wręcz odurzony nieszablonowym podejściem – bez wahania wsiąka w fascynację berlińskim tłem roku 1933, z uderzającą świadomością czekając na ten jeden przełomowy moment, w którym nieco tajemnicza w postawie Althea, wreszcie wyłoni się z przesiąkniętych niemiecką propagandą słów. Równolegle dotyka paryskiej ziemi 1936 roku, poznaje nieco chłodną w obyciu Hannah, razem z nią szuka schronienia w miejscu naznaczonym osobliwą nazwą – w Bibliotece Spalonych Książek. Trzecia narracja prowadzi do roku 1944, do poszerzania literackich horyzontów wojska, do Nowego Jorku zanurzonego w politycznej bezwzględności. Każda z bohaterek przeciera własne wątpliwości, każda walecznie nacina własną rzeczywistość, każda pragnie szczerej bliskości. Miłość staje się tu atrybutem intymnego zaskoczenia, okazuje się także brutalnie zdefiniowaną stratą – z pewnością potrzebuje czasu i odpowiednio dobranych ramion. Najbardziej zaakcentowane zostaje uczucie do samych książek – jakże dogłębne i niezaprzeczalne.

Nieprzeciętna powieść. Brianna Labuskes nacina historyczną rzeczywistość, nieprzerwanie domagając się ofensywnej koncentracji – skrzętnie narusza bowiem trzy kobiece wrażliwości, próbując w splocie ważnych, jednocześnie niebezpiecznych działań, obnażyć nieobliczalny charakter wojennego fanatyzmu. W ferworze ludzkiego zagubienia, w odkrywanej nieśpieszne tożsamości, w pragnieniach, niepokojach, odwadze i miłości – to właśnie tam czytelnik definiuje skalę fabularnych wzruszeń. Literatura chce być tu uniwersalna, chce być znamienna i ponadczasowa, chce zachować w swych treściach kadry minionej podłości – chce być przestrogą dla przyszłych pokoleń, chce być łącznikiem wielu bohaterskich życiorysów.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„ZAKLĘTE ZWIERCIADŁO” – EWA SOBIENIEWSKA | Fascynująca podróż po odmętach uczuciowej przeszłości.

„ZAKLĘTE ZWIERCIADŁO” – EWA SOBIENIEWSKA | Fascynująca podróż po odmętach uczuciowej przeszłości.

Niezwykle uczuciowa, wzruszająca i widowiskowa – w swej dramatycznej swoistości z pewnością zajmująca i niepowtarzalna. Ewa Sobieniewska drugi już raz udaje się w drogę wzbudzającą ekscytację – tym razem wiarygodnie przywołuje dziewiętnastowieczną rzeczywistość. Zaklęte zwierciadło to powieść naznaczona niesprawiedliwością ówczesnej etykiety, zmyślnie naruszona ekspresją wielobarwnych charakterów, sukcesywnie spajająca różne oblicza miłości. W odczuciu nieco bajroniczna, zagadkowa i poruszająca.

Autorka ponownie dzieli przestrzeń fabularną – przecina bowiem ten scenariusz, naprzemiennie przemierzając dwa niesamowite życiorysy. Dwie równoległe ramy czasowe i dwie niesamowite kobiecości – każda przygnieciona ciężarem pozornie najpiękniejszych uczuć, a jednak każda pogrążona w innej gamie emocjonalnej posępności. W jednym ogniwie konwenanse niszczące przyszłość szczerej namiętności, a także pogrom matczynego serca, w drugim natomiast odważna ucieczka w stronę szalonego zadurzenia – jakże złudna, bolesna i uderzająca. To historia obezwładniających wzruszeń – osadzona w narzuconym umniejszeniu roli kobiet, w codzienności kwestionującej niewieście przywileje, niejednokrotnie godzącej nawet w sferę buduarowej intymności. W zacisznie poruszonych zmysłach, w żniwie decyzyjnych zdarzeń, zjawiskowa miłość nieoczekiwanie przybiera formę krzywdzącej nienawiści, a wyrażona brakiem lojalności złość, staje się impulsem dla macierzyńskiego piekła. Czytelnik zdaje się być doszczętnie pochłonięty – przerażony, smutny, rozemocjonowany, razem z dwiema kreacjami przedziera bowiem najtrudniejsze epizody życia, staje się świadkiem dokuczliwych rozczarowań i rozdzierających lekcji, przegląda spectrum bezsilności, wreszcie odkrywa most łączący obie bohaterki, podziwia zaszytą w ciemnych zakamarkach siłę, zaczyna wierzyć w spokój kolejnego dnia.

Fascynująca podróż po odmętach uczuciowej przeszłości. Emocjonalnie zagnieżdżona w pragnieniach dwóch kobiecych wrażliwości, w niesionej etykietą niesprawiedliwości, w gąszczu wizualnie wstrząsających zdarzeń – sugestywnie scalająca nieprzewidywalne twarze miłości. Ewa Sobieniewska z wdziękiem hipnotyzuje czytelnika, przybliża dziewiętnastowieczne konwenanse, efektownie wdziera się w przestrzeń naruszonej wyobraźni, nie pozostawiając złudzeń o uległej perspektywie dziewiętnastowiecznych kobiet. Zaklęte zwierciadło odurza smakiem rodzinnej tajemnicy – okazuje się powieścią nieprzeciętną, piękną i zdumiewającą.
_____ 
Współpraca reklamowa z autorką – Ewą Sobieniewską

„CO CIĘ ZABIJE” – NATASHA PRESTON | Groza przeżarta strachem i pomroką zagęszczającej się niepewności…

„CO CIĘ ZABIJE” – NATASHA PRESTON | Groza przeżarta strachem i pomroką zagęszczającej się niepewności…

Strach lubi drażnić się z człowiekiem – zmyślnie wdziera się do wyobraźni, osacza naruszone zmysły, budzi niepokoje i ożywia mroczne scenariusze. Nieoczekiwanie staje się kasandrycznym bohaterem. Natasha Preston kolejny raz wkrada się w jego niewrażliwą definicję, ponownie burzy też harmonię niewielkiego miasteczka – intencjonalnie przywołuje śmierć, aby w jej oparach zakorzenić makabryczne zbrodnie. Co cię zabije to świetnie sportretowany thriller młodzieżowy – nasączony kryminalną tajemnicą, intrygujący i nieprzewidywalny.

Ta przestrzeń zostaje skondensowana do niezbędnego minimum – autorce wyraźnie zależy na tym, aby przeszyć tą aurę duszącą niepewnością, aby wzniecić przerażenie i zatuszować najważniejsze odpowiedzi. Mocno hermetyczna atmosfera optycznie komponuje się z zagadkowym morderstwem, każe zachować czujność i gorliwie przeglądać podsuwane twarze, pozwala zaufać jedynie dobranej świadomie narracji – tym samym wymusza koncentrację na osobistej wypowiedzi Penny, na jej poczuciu uczuciowej straty i wyczerpujących spostrzeżeniach. To jej głos towarzyszy odbiorcy i to jej dociekliwość nadaje kierunek poszczególnym epizodom – to bardzo młoda bohaterka, jeszcze nastoletnia, a jednak naznaczona wymuszoną rok wcześniej sceną rozstania. Bo przecież zainicjowany właśnie horror to powielenie mrożącej krew w żyłach sprawy, jaką mieszkańcom zafundował wówczas ojciec jej chłopaka. Ktoś metodycznie naśladuje parszywe zło, ktoś powiela najgorsze instynkty, ktoś żmudnie przecina niedorosłe jeszcze życiorysy. A wszystko w duchu zainscenizowanego tu fotograficznie wieczoru Halloween – w zwodniczo przybieranych maskach i w fatalistycznie osądzanych manekinach, w natężeniu ludzkich wątpliwości i przeraźliwie padających podejrzeniach. Ten scenariusz brutalnie domaga się wrażliwego widza, staje się bowiem niecodzienną lekcją psychologii, pozwala spojrzeć na drastyczne żniwo społecznej separacji, wkrada się w pokłosie narzuconej samotności.

Groza przeżarta strachem i pomroką zagęszczającej się niepewności – odczuwalnie duszna, złowieszcza, niepokojąca. Natasha Preston ponownie wdziera się do przenikliwej zuchwałości i tym samym nierozwagi nastoletniej narracji, z premedytacją aranżuje akty morderczego naśladowcy, umyślnie zawiesza scenę w zacienionej fasadzie Halloween, wreszcie adaptuje zbrodnię do fabularnego utrwalenia konsekwencji społecznego odrzucenia. Niejednokrotnie zacieśnia wydarzenia jeszcze bardziej, kondensuje myśli i osacza naruszone zmysły, każe ograniczyć zaufanie i dyskretnie przemierzać kolejne szokujące epizody – z pewnością filmowo wypełnia przestrzeń pochłoniętej wyobraźni.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Feeria

„ORIENT” – MACIEJ SIEMBIEDA | Idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich.

„ORIENT” – MACIEJ SIEMBIEDA | Idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich.

Ekscytacja to zbyt skromne słowo. Przecież to śledztwo naznaczone zostaje niesamowitą złożonością, zdaje się być precyzyjne, enigmatyczne i absorbujące, z pewnością osadzone na fundamencie wiedzy i sekwencji wielu życiowych doświadczeń, odczuwalnie mocne i wyczerpujące. Maciej Siembieda tworzy w sposób absolutnie nieprzeciętny, dbający nie tylko o detale fabularne, ale też o permanentną uwagę czytelnika. Orient filmowo zakorzenia się w myślach, nieustannie domagając się licznych odpowiedzi. I chociaż to już szósty tom skrupulatnego cyklu z Jakubem Kanią, bez obaw można traktować ten tytuł jako imponującą samodzielną całość.

To zasilana historią drobiazgowość sprawia, że ta intryga tak mocno uplastycznia się w obrazach wyobraźni, mimowolnie staje się zapleczem geopolitycznych ciekawostek, utrwalając nie tylko jakość pisarską, ale też rosnącą czujność odbiorcy. Autor ze śmiałością lawiruje między obranymi sceneriami, przemierza tajne skrytki i obnaża różne strony świata, zapuszczając się nie tylko do codzienności pechowej twarzy Terespola, ale też w szczeliny chińskiego kontrwywiadu. Intencjonalnie spiętrza wolumen skręcających ścieżek, zmuszając do pedantycznej obserwacji narzuconych narracją epizodów, do przyjrzenia się detalom, do chwytania zmyślnie podsuwanych podpowiedzi. Czytelnik porusza się tu po szalenie grząskim gruncie, regularnie przeciera procedery nielegalnych interesów, dostrzega mroczne działalności i analizuje niebezpieczne powiązania, definiuje pokerowe ruchy i personalne porachunki, z przymrużeniem oka wgryza się także w tajniki branży złomiarskiej. W gąszczu wieloznacznych wątków i nieprzerwanie aluzyjnych treści, nasadzona zostaje wiodąca intryga, najważniejsza sprawa, owiana niepowetowaną tajemnicą – zaginięcie najsłynniejszego pociągu świata. To właśnie nawiązanie do twórczości Agathy Christie i zagadka Orient Expressu prowadzą przez mistrzowską serpentynę pajęczych machinacji, przez jedwabne szlaki i różnobarwne mentalności, przez szeroką otchłań kolejnictwa i pokłosie znamiennych fragmentów historii. Odbiorca bezsprzecznie podziwia akuratność spisanej intrygi, zachwyca się wnikliwą i przyciągającą stylistyką, docenia także poruszony tu motyw depresji.

Brawurowa, konsekwentna i wyrafinowana – idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich. Orient efektownie rezonuje w szkicach naruszonej wyobraźni, fascynuje i wznieca mroczne charaktery, sukcesywnie obrazując złożoność podjętej akcji sensacyjnej. Maciej Siembieda przemieszcza się po mapie z imponującą wirtuozerią, skrupulatnie wgryza się w treść newralgicznej przeszłości, przywołuje chińskie powiązania i komunistyczne gesty, nieprzerwanie utrwala kompletność własnej historii. A wszystko w unikanym stylu – w brzemieniu eklektycznych znaczeń, w żniwie historycznych incydentów, w twarzach niebezpiecznych i nieobliczalnych.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„THY KINGDOM COME” – MONICA JAMES | Tu niebezpieczeństwo czai się w każdej twarzy…

„THY KINGDOM COME” – MONICA JAMES | Tu niebezpieczeństwo czai się w każdej twarzy…

Ta historia niezaprzeczalnie ma swój mroczny charakter. Narzucony okrutnością przeżytej traumy, boleśnie wrzynający się w nozdrza, w każdej scenie zagadkowy i nieobliczalny. Monica James śmiało wdziera się w ciemność ludzkich przywar, przeciera korytarze niebezpiecznych myśli, zagnieżdża się w potrzebie zemsty, nie szczędzi bohaterom trudnych epizodów. Thy Kingdom Come to nasączony niepewnością dark romance – zatrważający w przebiegu obranej intrygi, jednocześnie porywający w odczuwalnie zażartej namiętności.

Tu nie ma przestrzeni na delikatność romantycznych gestów, w zamian wyczuwa się furię dzikiej wewnętrznej zaciekłości. Rozdzierający serce prolog okazuje się brutalnym fundamentem – makabryczną zagadką, usilnie domagającą się właściwych odpowiedzi. Twarz mężczyzny na okładce nieprzypadkowo spowita zostaje diaboliczną bielą – to atrybut przeżytej opresji, to usilne pragnienie zemsty, to zwiastun fanatyzmu w drodze do zdefiniowania prawdy. Przerażające sekrety rodzinne, gangsterska bezduszność, radykalne konflikty religijne – ryzyko niewątpliwie staje się tu dominantą, wymagając nie tylko ostrożności, ale też dokładnej analizy poszczególnych scen. Naprzemienna narracja pierwszoosobowa pozwala barwnie wypełnić otchłań wyobraźni, pozwala też umyślnie bawić się ludzkim zaufaniem – tylko tak można zdefiniować intencje kuszącej nieznajomej. Poppy to postać niewątpliwie pokerowa – enigmatyczna, odważna i nieustępliwa, nieoczekiwanie staje się zatem największą fabularną zagadką. Punky zauważalnie otwiera więcej kart, filmowo przywołuje szczegóły wstrząsających doświadczeń, nie kryje się z potrzebą wendety, okazuje się niepobłażliwym drapieżnikiem. Relacja tych dwojga zaskakuje obie strony, ożywia obumarłe zmysły, nabiera dynamiki i rozgrzewa wygłodzone ciała – staje się spektaklem pełnym ognistej pikanterii.

Mroczna, szalona i niepokojąca, jednocześnie intensywna w żarliwości scenicznej intymności. The Kingdom Come to dark romance paraliżujący zmysły, obezwładniający także zamroczoną wyobraźnię. Monica James świadomie omija uczuciowe subtelności, w zamian zakorzenia się w cieniu obsesyjnych skłonności człowieka, w afekcie rodzinnej tajemnicy, w mafijnych powiązaniach i mściwości religijnych rodów, w intrygujących kłamstwach i w duszonym latami pragnieniu zemsty. Tu niebezpieczeństwo czai się w każdej twarzy, a z uśpienia budzą się niezaspokojone żądze. Aż strach pomyśleć, jakich wrażeń może dostarczyć kolejny zagadkowy tom…
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

„BOYLESS. CHŁOPAKOM WSTĘP WZBRONIONY” – J. HARROW | Refleksyjna zachęta do bezinteresownej pomocy…

„BOYLESS. CHŁOPAKOM WSTĘP WZBRONIONY” – J. HARROW | Refleksyjna zachęta do bezinteresownej pomocy…

Powieść w magicznym zimowym klimacie. Napisana z wyczuwalną lekkością, rozgrzewająca i przyjemna, a przy tym pełna ważnych refleksyjnych treści. Boyless. Chłopakom wstęp wzbroniony pozostawia po sobie uśmiech i ciepłe wrażenie, pozostawia też myśl o dobrych gestach. J. Harrow plastycznie porusza się między kreacjami, pozwala na emocjonalne zgrzyty, tworzy wewnętrzne monologi i wkrada się w szalone sarkastyczne spięcia. Tym samym tworzy historię przyjazną dla każdej romantycznej duszy.

Esencją okazuje się tu charakter młodej bohaterki – nasączony aromatem przykładnej empatii, jednocześnie otulony aluzyjną kąśliwością, z pewnością zagadkowy w zarysie niedawnej przeszłości, w sercu natomiast tlący się odczuwalną niepewnością. Tytuł ma tu oczywiste znaczenie – Oliwia ewidentnie szuka odpoczynku od płci przeciwnej, potrzebuje dystansu i przestrzeni dla siebie, wyraźnie chce ochłonąć po świeżo zaznanych smutkach. To kreacja muśnięta medialną popularnością oraz brakiem pełnej uczuciowej satysfakcji – święta w domu ukochanej babci to podążanie za swoistą ostoją, za miejscem ukojenia niespokojnej duszy. Nieco zwariowana narracja dziewczyny przedstawiona zostaje naprzemiennie z relacją znienawidzonego w przeszłości Maksa – z wypowiedzią osobistą i zafrasowaną, wielokrotnie analizującą niezrozumiałe kobiece intencje. I chociaż fabularnie nie ma tu spektakularnych epizodów, autorce udaje się naruszyć ważne motywy. Charytatywna pomoc ciężko chorym dzieciom, niepełna rodzina, brak pełnego rodzicielskiego wsparcia, działalność w mediach społecznościowych – te tematy zaakcentowane zostają najbardziej i to w nich zanurzona zostaje opowieść w nurcie enemies to lovers, potraktowanym tu dość przewrotnie.

Rozczulająca historia. Niewątpliwie uczuciowa, pocieszna i zasklepiająca rany, rozkoszna w podsuwanych regularnie kąśliwościach. J. Harrow subtelnie wkrada się w dwie zauroczone wrażliwości, szeptem dociera do zagubionego dziewczęcego serca, obrazuje kolejne emocjonujące zwarcia, zmyślnie dokucza w szaleństwie kreowanej bliskości. Dużo tu wewnętrznych wątpliwości, jeszcze więcej uszczypliwej słodyczy, na pierwszy plan wychyla się jednak refleksyjna zachęta do bezinteresownej pomocy oraz piękna świąteczna atmosfera – przyprószona nie tylko warstwą białego śniegu, ale także ludzką serdecznością. Przez swą filigranową objętość, książka idealna na jeden zimowy wieczór.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Imagine Books

„MĘŻCZYZNA BEZ TWARZY” – CATHERINE RYAN HOWARD | Świetnie portretujący instynkty seryjnego mordercy…

„MĘŻCZYZNA BEZ TWARZY” – CATHERINE RYAN HOWARD | Świetnie portretujący instynkty seryjnego mordercy…

Niepokojąca historia. Naznaczona aliażem brutalnych napaści sprzed lat, intrygująca, charakterna i nieoczywista, barwnie wypełniająca przestrzeń zaaferowanej wyobraźni. Catherine Ryan Howard wdziera się w śledztwo w sposób niecodzienny – angażuje bowiem samą ofiarę, kobietę mocno zdeterminowaną, pozwala wzburzyć medialność przeżytej traumy, zauważalnie chce dopuścić do fabularnej prowokacji. Mężczyzna bez twarzy stoi zatem w oknie prawdziwego wyzwania – może podjąć grę i dokończyć to, co ukradkiem umknęło mu w czeluściach pozornie zamkniętej zbrodni.

Czytelnik doskonale wie, kim jest tytułowa kreacja, zna bezwzględne fragmenty męskiego życiorysu, instynktownie staje się też widzem jego przeciętnego dnia. To właśnie ta zwyczajność najbardziej wyżera zmysły, każe zachować ostrożność i bacznie obserwować chore zapędy – potwierdza też to, czego odbiorca boi się przyjąć do wiadomości, zło często czai się w szponach prozaicznej codzienności, w gwarze mijanego sklepu, w ramionach męża konwencjonalnej rodziny, w nieśpiesznie tonowanych krokach, w specyficznej ochroniarskiej pozie, w obliczu zatapianym przez odmęty ludzkiej niepamięci. Kluczowa okazuje się tu podjęta narracja – pozwalająca przecierać przyziemność życia dawnego napastnika – nieschwytanego nigdy gwałciciela i mordercy, jednocześnie wkradająca się w niewiedzę kobiecych przemyśleń. Relacja Eve Black sprawia wrażenie bardzo osobistej, domagającej się prawdy, nieustępliwej. To w niej zanurzona zostaje ścieżka fabularna, to ona staje się wyznacznikiem odczuwalnie dynamicznego tempa. Bohaterka podejmuje świadome ryzyko – nadając swoim wspomnieniom medialny charakter, ewidentnie próbuje wywołać wilka z lasu. Chce zaznać sprawiedliwości. Ta jedna noc zapisana zostaje niezwykle filmowo, podobnie jak inscenizacja napaści na inne ofiary – ten spektakl rozgrywa się w głowie, uwidacznia bezbronność, utrwala także nieprzewidywalność zdarzeń.

Mężczyzna bez twarzy przewrotnie posiada twarz – twarz przerażająco sugestywną, choć pozbawioną wyrazistych barw, uprzejmą, zwyczajną i rodzinną, mijaną dosłownie każdego dnia. Kreacja męskiej obsesji w spojeniu z osobliwą naprzemienną narracją, składają się na powieść niezwykle angażującą – mocną w treści przybliżanych zdarzeń, bez wątpienia duszną i niepokojącą. Dla naruszonej dawną traumą kobiecości to przede wszystkim konfrontacja z bolesną przeszłością – historia poruszająca czułe struny, jednocześnie zacieśniająca się z każdą kolejną stroną, pełna zawiesistego napięcia. W oczach czytelnika to niezaprzeczalnie fenomenalny thriller – świetnie portretujący instynkty seryjnego mordercy.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

„MIŁOŚĆ W KRAINIE CZARÓW” – ABIOLA BELLO | Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca…

„MIŁOŚĆ W KRAINIE CZARÓW” – ABIOLA BELLO | Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca…

Urocza powieść. Pełna rodzinnego ciepła i ważnej refleksyjnej treści, przepełniona muzyką i magią ludzkiej poczciwości. Abiola Bello ukradkiem wdziera się w otchłań nastoletniej wrażliwości, dostrzega piękne pasje, talenty i pragnienia, niepostrzeżenie dotyka także czułych strun, przywołuje sentymenty i tęsknotę wyraźnie skruszonego serca. Miłość w Krainie Czarów okazuje się spektaklem mocno zajmującym – z pewnością romantycznym, przyjemnym i zimowym.

Tu uczucia tuszowane są nieśmiałością, domagają się czasu i wzajemnych epizodów. Na fabularnej szali stoi bowiem mała księgarenka – nasączona tradycją i niesamowitą przytulnością, odczuwalnie klimatyczna, choć niedoceniana, ocierająca się właśnie o skraj własnej działalności. To w niej zaszyty zostaje motyw ratowania rodzinnej firmy, to w niej osadzone zostają znamienne sytuacje, to w niej czai się potencjał dla cudownie życzliwych serc. Najważniejszym atrybutem staje się tu chęć młodego pokolenia – naturalna i zaskakująco kreatywna, waleczna i zachęcająca, bezsprzecznie godna podziwu. Czytelnik przygląda się tej akcji z dużym rozczuleniem, jednocześnie pochyla się nad wrażliwością siedemnastoletniej perspektywy – narracją ujmującą i niezwykle osobistą, pełną wiarygodnych młodzieńczych wątpliwości. Brak pewności siebie, dokuczliwe kompleksy, przeszkody finansowe w rozwoju własnej pasji, bolesne wspomnienia – to właśnie tak trudne zagadnienia wypełniają przestrzeń nastoletnich serc, to one stają się towarzystwem dla rozkwitu najpiękniejszych emocji. Te zdają się ostrożne i wrażeniowo niezdecydowane, jednocześnie intuicyjne i prawdziwe – zakradają się szeptem, budzą zew zauroczenia, bezwiednie przywołując odruchy zazdrości. Trudno tu o wielkie uniesienia i szalone zwroty akcji, a medialność podjętego dobrodziejstwa mija się jakby z autentycznością, a jednak w tej świątecznej oprawie, odbiorca na pewno czuje się tu swobodnie.

Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca – otulona magiczną świąteczną scenerią i dźwięczną muzyczną nieśmiałością, nasączona szczerością dziewczęcej tęsknoty, jednocześnie pełna serdeczności w obliczu kruchości rodzinnego biznesu. Abiola Bello dyskretnie konfrontuje dwa zakłopotane serca, wizualizuje straty i uczuciowe wątpliwości, definiuje smutki, przeciwności i pragnienia, eksponuje piękne pasje i ekspansywność młodego pokolenia. I chociaż trudno tu o fragmenty fabularnego zaskoczenia, Miłość w Krainie Czarów okazuje się historią niezwykle komfortową, ciepłą i inspirującą, spisaną z myślą o długich zimowych wieczorach.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„NA DOMOWYM FRONCIE” – KRISTIN HANNAH | Powieść absolutnie ważna, potrzebna, obezwładniająca!

„NA DOMOWYM FRONCIE” – KRISTIN HANNAH | Powieść absolutnie ważna, potrzebna, obezwładniająca!

Wojna zmienia ludzkie przekonania. Nieuchronnie sieje strach i budzi poczucie bezradności, wielokrotnie ograbia z najpiękniejszych uczuć. Najnowsza propozycja Kristin Hannah akcentuje to wyniszczenie w sposób mocno obrazowy i nader przekonujący – nie tylko smutny i tym samym wzruszający, ale też doszczętnie łamiący serce. Na domowym froncie to powieść nadzwyczaj wymowna, refleksyjna i prawdziwa, z pewnością otwierająca oczy i mocno zapadająca w pamięć. To niewątpliwie jedna z najbardziej dobitnych historii tego roku.

Przekraczając ten fabularny próg, warto mieć świadomość incydentalnych łez – to jedna z tych ekspozycji literackich, które radykalnie wdzierają się w duszę, każą patrzeć na bolesne epizody, każą cierpieć u boku bohatera, każą wreszcie pogodzić się z niesprawiedliwością świata. Tu wszystko zaczyna się prozaicznie, wizualnie współcześnie, może nawet znajomo – bo przecież wzrok prowadzi otwarcie do scen z udziałem nieobecnego duchem mężczyzny, człowieka zanurzonego w pracy, emocjonalnie zagubionego. To właśnie jego twarz staje się tu symbolem zmiany – to w jego kreacji autorka zaszywa niechcianą deklarację, to jego słowa stają się ropiejącą raną – raną, którą Jolene zabiera na wojnę. Misja w perspektywie pilotki okazuje się miażdżącym doświadczeniem, burzycielem rodzinnych więzi i traumą korodującą długimi miesiącami, przeżyciem domagającym się akceptacji i psychologicznego wsparcia, wymagającym także pogodzenia ze stratą. Zespół Stresu Pourazowego to bez wątpienia motyw wiodący – potraktowany z należytą dokładnością, sportretowany niezwykle wiarygodnie i mocno filmowo, nasączony fizykalnym bólem oraz bezsilnością wobec parszywych konsekwencji. W oczach męża to nauka właściwych wartości – wrażeniowo trudna i wyczerpująca, dla czytelnika z pewnością poruszająca.

Powieść absolutnie ważna, potrzebna, obezwładniająca – zagnieżdżona w pokłosiu destrukcyjnej wojny na Bliskim Wschodzie, w żrącym marazmie walecznej wcześniej kobiecości, w obrazach wyniszczających psychikę człowieka. Kristin Hannah ukradkiem wdziera się do serca kryzysu małżeńskiego – pozostawia w nim korozyjną treść, zabierając możliwość świeżej konfrontacji. Na domowym froncie to wstrząsająca i jednocześnie smutna definicja Zespołu Stresu Pourazowego, to także lekcja odpowiedzialności za rodzinną bliskość i rzucone bezmyślnie słowa, to niewątpliwie jedna z najbardziej poruszających bitew o przywrócenie uczuciowej jedności.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger