„JAK JA GO NIE CIERPIĘ” – MEGHAN QUINN | Ona szczerze go nienawidzi, on ubóstwia się z nią droczyć

„JAK JA GO NIE CIERPIĘ” – MEGHAN QUINN | Ona szczerze go nienawidzi, on ubóstwia się z nią droczyć

Przeuroczy romans o szalenie pikantnym zabarwieniu! Jak ja go nie cierpię to soczysta, rozbrajająca i niesamowicie błyskotliwa, ale też refleksyjna i mocno wzruszająca historia miłosna – to naniesione stratą smutki, to siostrzana tęsknota, to kobiece troski i samotność zrozpaczonej duszy, to nieprzepracowana przeszłość, to nieokiełznane myśli i szerokie spectrum rozkosznych złośliwości, to wyczuwalna namiętność do muzyki oraz gesty euforycznej intymności. Meghan Quinn barwnie wdziera się w emocjonalną słodycz tego cudownego scenariusza, nie zapomina jednak o goryczy bolesnej codzienności.

Czytelnik wkrada się do skruszonego życiorysu Hattie w absolutnie paskudnym momencie. Tuż po stracie ukochanej siostry, po oblanym semestrze wymarzonych studiów, w epizodzie parszywego zerwania, w narzuconej konieczności przyjęcia jego irytującej, aczkolwiek ratującej z opresji propozycji. Rozpacz, nienawiść, desperacja – w takich emocjach dochodzi do szantażu, tak podpisana zostaje umowa z samym diabłem, tak rozpoczyna się pełna złośliwości historia dwojga nieujarzmionych w słowach charakterów, tak też zainaugurowany zostaje zmysłowy powrót do rodzinnego miasteczka. Hayes uchodzi za zimnego drania oraz nieziemsko przystojny obiekt kobiecych westchnień, wyraźnie jednak chowa w sobie fragmenty własnej tajemnicy. Muzyka to dla niego forma ucieczki od boleśnie wrzynających się wspomnień i tuszowanych latami traum. Ona dostrzegalnie nie chce, a jednak z naturalną lekkością przedziera się przez kolejne warstwy medialnego brudu, dyskretnie zatem zaczyna skradać owiane złą sławą męskie serce. Relacja tych dwojga zdaje się być nasycona intensywną namiętnością – to dosadnie zapisane spicy epizody, to przecudownie wpleciony humor i całe morze wyczuwalnych wzruszeń, to także rozpacz i poczucie wewnętrznej samotności. Przejmująca żałoba, dziwnie wygaszona więź z rodzeństwem, poczucie niesprawiedliwości – kobiecą wrażliwość przepełnia druzgocący smutek, w męskiej perspektywie także wyczuwa się nieprzepracowane traumy. Dla niego to konfrontacja z demonami przeszłości – w swym przebiegu niefortunna, tak bardzo krzywdząca, a jednak fabularnie zwyczajnie potrzebna. I chociaż nie brakuje tu niewyparzonych słów i brudnych sformułowań, historia tej ekspresyjnej pary rozczula i roztapia wyobraźnię, z pewnością inspiruje i pozwala się uśmiechnąć.

Rozbrajająca, pikantna, spontaniczna, błyskotliwa i przezabawna, a przy tym uczuciowa i rozczulająca. To miłość dwóch zauważalnie pokruszonych serc. Ona szczerze go nienawidzi, on ubóstwia się z nią droczyć. Powietrze tej powieści napełnione zostaje namiętnością do muzyki i odurzającą wonią pożądania – zdaje się być gęste od rzucanych kąśliwości, wypełnione dialogami nie zawsze ładnych słów, każe zmierzyć się z żałobą i poczuciem przenikliwej straty, przywołuje nieprzepracowaną przeszłość, jednocześnie pięknie i rozkosznie zagnieżdża się w szczelinach zadurzonej wyobraźni. To niesamowicie wzruszająca komedia romantyczna z różnicą wieku oraz atutami motywu enemies to lovers.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Insignis

„KUGLARZ” – MAJA OPIŁKA | Kłamstwa wnikają w nieprzepracowane traumy

„KUGLARZ” – MAJA OPIŁKA | Kłamstwa wnikają w nieprzepracowane traumy

Mocno intrygujący, niejednoznaczny i wielowymiarowy – nowy kryminał Mai Opiłki zaskakuje złożonością i wymusza czujność, zachęca do bacznej obserwacji fabularnie mijanych twarzy, absorbuje dramatyczną historią. Tajemnicze zbrodnie, szokujące zwroty akcji, enigmatyczna przeszłość oraz wyrzeźbione w drewnie lalki – to właśnie te elementy składają się na rozgałęziony kształt tej przenikliwej opowieści. Kuglarz wciąga w swe nieobliczalne szpony, nie pozwala się odłożyć, do ostatniej strony każe szukać przerażającej w swym finalnym wizerunku prawdy.

Tu nie ma przestrzeni na delikatność wrażeń, ofiarami zostają przecież bezbronne czterolatki o pięknych błękitnych oczach. Seryjne morderstwa frapują jeszcze bardziej, gdyż przywołują tożsame zbrodnie sprzed trzydziestu lat. Przy otulonych śmiercią ciałach leżą wystrugane z drewna lalki, tak zagadkowe i tak bardzo podobne do pozbawionych życia dzieci – to właśnie ten fragment układanki podsuwa myśl o dawno rozwiązanej sprawie. Ktoś naśladuje skazanego zbrodniarza lub osadzony w więzieniu człowiek, niesłusznie przyznał się do winy. Dla śledczych to niezaprzeczalnie trudne zadanie, dla czytelnika natomiast to intryga nasączona niewiadomą, przeżarta także licznymi plot twistami. Autorka odczuwalnie skupia się na kreacji zaangażowanych w akcję charakterów, przedstawia szczegółowe portrety psychologiczne, przeplata ludzkie więzi, wnika w motywacje i w rodzinne zawiłości, pozwala wizualizować potencjalne odpowiedzi, w każdej postaci zmyślnie pozostawia także cienie niepewności – najważniejsze odpowiedzi skrywa bowiem dopiero w finalnych epizodach. To jedna z tych historii, które bez wątpienia domagają się koncentracji – duża liczba znamiennych bohaterów, boleśnie wrzynające się wspomnienia, naprzemiennie wkradane retrospekcje, podsuwane celowo tropy, wrażliwość zauroczonego serca. Trzeba zatem zachować ostrożność i dogłębnie przyglądać się eksponowanym zachowaniom, tym bardziej, że z każdą nurtującą stroną, robi się tu coraz bardziej niebezpiecznie.

Przerażające zbrodnie na niewinnych czterolatkach, tajemnicze lalki wyżłobione w drewnie, uderzające podobieństwo do nieobliczalnych działań seryjnego sprawcy sprzed trzydziestu lat, grząskie czyny pochowane w ludzkiej niepamięci – w tej intrydze kłamstwa wnikają w nieprzepracowane traumy, niepokój wdziera się w kolejne wciągające strony, a autorka regularnie podsuwa mylne, często niebezpieczne scenariusze. Kuglarz nie zawodzi, przeszywa wyobraźnię zadrami wstrząsającej przeszłości, mnoży pytania oraz dramatyczne powiązania między kreacjami, przywołuje strach i prowokuje poczuciem niepewności. To świetna i z pewnością niejednoznaczna powieść kryminalna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Initium

„DZIEWCZYNA Z WYSPY ZAPACHÓW” – ERICA BAUERMEISTER | Odczuwalnie baśniowa, eteryczna i odurzająca

„DZIEWCZYNA Z WYSPY ZAPACHÓW” – ERICA BAUERMEISTER | Odczuwalnie baśniowa, eteryczna i odurzająca

Ta historia skrywa w sobie coś niedostępnego, poniekąd ulotnego, może nawet baśniowego. Nieuchronnie przywołuje myśl o zjawiskowej powieści Gdzie śpiewają raki, zachwyca miłością do otaczającej nas przyrody, delikatnie wycisza inne zmysły, eksponując jedynie węch – fabularnie kluczowy, najważniejszy, wyraźnie dominujący w emocjach naruszonych twarzy. Dziewczyna z Wyspy Zapachów to wyjątkowa, aromatyczna i jakże zajmująca próba ujarzmienia niejednolitej w swym obliczu tożsamości.

Wystarczy kilka nasączonych naturalną wonią stron, aby poczuć eteryczny, wręcz uzależniający klimat tej niecodziennej opowieści. Nieśpieszne dzieciństwo na odludnej wyspie, surowe piękno świata, fascynacja zapachami, tajemnicza maszyna ojca, aromaty chowane w szklanych buteleczkach – początek tej historii wypełnia uspakajająca cisza, czytelnik upaja się jej zbawiennym charakterem, doskonale wie, że to właśnie ta magiczna cisza, która lada dzień przywoła najbardziej pamiętliwą burzę w życiorysie nastoletniej bohaterki. Niespodziewany splot wydarzeń prowadzi do tragicznych konsekwencji, burzy harmonię znajomej codzienności, każe skonfrontować się z chaosem prawdziwego świata. Emmeline to niewątpliwie dramatyczna postać – wrzucona w wir nieprzyjemnych zachowań rówieśników, odczuwalnie zagubiona, naznaczona boleśnie wrzynającą się tęsknotą oraz przenikliwą samotnością, bezradnie szukająca znaczenia własnej definicji. Właśnie tak zaczyna się poruszająca droga do przetarcia rodzinnych wspomnień, tak też, poprzez siłę szczerej przyjaźni i zmysłowe chwile zadurzonych serc, przez okazywaną wdzięczność i kolejne przeżywane straty, przez matczyne ambicje i pojęcie zemsty, sukcesywnie klaruje się portret kobiecej przynależności. I chociaż ta pierwotna feeryczna aura znika bezpowrotnie, niewątpliwie stanowi ważny i niezastąpiony atrybut tej niezwyczajnej powieści.

Odczuwalnie baśniowa, eteryczna i odurzająca, z czasem przybierająca coraz bardziej dramatyczny i jakże refleksyjny kształt. Erica Bauermeister subtelnie zanurza myśli w pogubionej kobiecej wrażliwości, napaja czytelnika miłością do natury oraz aromatem surowego piękna, nieśpiesznie utrwala rodzinną tajemnicę, każe mierzyć się z bolesną stratą i poczuciem odrzucenia, pozwala dotknąć uczuciowej namiętności i stawić czoło prowokacyjnej codzienności prawdziwego świata, przywołuje budującą wdzięczność i zapachy definiowanej nieśpiesznie tożsamości. To nieprzeciętna i z pewnością niezapomniana historia – muśnięta intymnością serca, naznaczona emocjami, niezaprzeczalnie klimatyczna i poruszająca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

„W DROGĘ, TRZYKROTKI!” – KATARZYNA KIELECKA | Ta podróż smakuje wprost wyśmienicie!

„W DROGĘ, TRZYKROTKI!” – KATARZYNA KIELECKA | Ta podróż smakuje wprost wyśmienicie!

Takie wyprawy pozostawiają po sobie rewelacyjne wspomnienia. To nie tylko dotyk kojącego relaksu oraz splot rozbrajających z swym wydźwięku zdarzeń, to także strony nasycone refleksyjną treścią oraz szeroki wątek natury historyczno-kryminalnej. Katarzyna Kielecka ponownie wkrada się do życiorysów swoich osobliwych bohaterek, aby szlakiem najpiękniejszych europejskich jaskiń, dostarczyć im niespodziewanych wrażeń. W drogę, Trzykrotki! to przecudowna komedia i powieść obyczajowa w jednym, to niesiona chwilą przygoda dojrzałego życia, to także mnóstwo scenicznego szaleństwa.

Życie lubi pisać różne scenariusze, uwielbia też płatać wyrafinowane figle – to właśnie dlatego misternie planowane wakacje, nieoczekiwanie przybierają swoisty wizerunek. Przewrotność losu każe poddać się naturalnemu instynktowi, każe działać spontanicznie, otworzyć się na afirmację dnia i gdzieś ukradkiem wykazać się także odrobiną rodzinnego wsparcia. Ta niezaprzeczalnie refleksyjna myśl barwnie wypełnia wyobraźnię czytelnika, zachęca do eksplorowania nowych doznań i nieomijania bokiem uciekającego błyskawicznie życia. Na piedestale odbiorca dostrzega tytułowe Trzykrotki – niesamowite przyjaciółki, dziarskie babki z sześćdziesiątką na karku, momentami kapryśne i nieco wygadane. Chociaż każda z nich zdaje się być przytłoczona ciężarem tlących się w sercu wątpliwości, w każdej wyczuwa się wigor oraz raźną chęć przełamania codziennej szarości. Zamiast męskich ramion, prężną ekipę zasila synowa jednej z nich, a także energiczny i jakże rezolutny wnuczek drugiej. Kilkuletni chłopiec okazuje się nie lada wyzwaniem, niewątpliwie dostarcza zadyszki i staje się źródłem kłopotliwych epizodów, domaga się oczu dookoła głowy i kreatywności dobieranych słów. W jego rozkosznej kreacji łatwo doszukać się tęsknoty za ukochaną mamą, dyskretnie zaszyta zostaje tu także potrzeba spełniania się kobiet przy jednoczesnym traceniu ważnych fragmentów macierzyństwa. Klimatyczna podróż kamperem po Europie okazuje się przepełniona pięknymi wartościami, przekomiczna i niezapomniana, gdzieś równolegle, w przytaczanych ukradkiem ciekawostkach historycznych, autorka przemyca również intrygującą opowieść o królowej Elżbiecie Bośniaczce, dzięki której odbiorca staje się obserwatorem zagadkowych akcentów kryminalnych. W pewnej chwili robi się tu zatem nie tylko wakacyjnie i poruszająco, ale też enigmatycznie i mocno frapująco.

Ta podróż smakuje wprost wyśmienicie! Katarzyna Kielecka ponownie przywołuje twarze swoich osobliwych bohaterek, aby kamperem wysłać je w rozbrajającą wycieczkę po zaułkach najpiękniejszych europejskich jaskiń. W drogę, Trzykrotki! to przezabawna, urocza i zauważalnie refleksyjna powieść – to różne spojrzenia na oblicza kobiecości, to niesamowita przyjaźń, to piękne wartości rodzinne, to ożywiająca brawura dojrzałego życia, to potrzebna niekiedy spontaniczność, to kojąca afirmacja dnia, to kolaż iście krępujących scen, to tęsknota w elokwentnych oczach kilkulatka, to realizacja siebie w świetle macierzyństwa, to nuta kryminalnej tajemnicy i przygoda, której nie sposób zapomnieć.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Szara Godzina

„DWA TYGODNIE NA PRÓBĘ” – TESSA BAILEY | Historia przepełniona słodyczą udawanego związku

„DWA TYGODNIE NA PRÓBĘ” – TESSA BAILEY | Historia przepełniona słodyczą udawanego związku

To zauważalnie jedna z tych uroczych historii, w której uczuciowo splata się już niemal wszystko, a do końca nadal pozostaje kilkadziesiąt nieznanych stron. Ewidentny znak, że fabularny dramat, dopiero się zaczyna. To także charakterystyczny zabieg dla odczuwalnie zmysłowej twórczości Tessy Bailey – nie pierwszy raz autorka pozwala bowiem sycić się kwitnącą wizualnie namiętnością, aby w jednej chwili, niespodziewanie zburzyć ten zniewalający wizerunek. Dwa tygodnie na próbę to urzekająca komedia romantyczna – rozgrzewająca zmysły, piękna i upojna, ale też mocno inspirująca.

Z pewnością można przyczepić tej powieści łatkę sercowej przewidywalności, można nawet stwierdzić, że fabularnie nie wyróżnia się niczym spektakularnym, ale czy te cechy mają jakąkolwiek moc wobec faktu, że główna bohaterka, spełnia się w czarującej roli klauna na organizowanych samodzielnie przyjęciach dla dzieci? Georgie to przecudowna i jakże charakterna kreacja – najmłodsza z rodzeństwa, uśmiechnięta i promienna w oczach świata, w opinii rodziny niepoważna i nieodpowiedzialna, traktowana nadal jak nierozważna nastolatka. Tak zainaugurowana zostaje chęć przekonania bliskich o własnej dojrzałości, tak też zawiązuje się bliska relacja z nieziemsko przystojnym Travisem – tym samym, w którym kocha się dosłownie od szczenięcych lat. To człowiek przekreślony przez wielu, uznawany bowiem za absolutnego playboya – dla odbiorcy to przede wszystkim były gracz baseballu, naznaczony nie tylko paskudną kontuzją, ale też nieco zagadkową przeszłością. W jego myślach zaszyty zostaje ból nieprzyjemnych wspomnień, zagnieżdżona zostaje także potrzeba zawalczenia o dobre imię. Właśnie tak uruchomiony zostaje szalony motyw Fake Dating w obrzeżach małego miasteczka – humorystyczny w treści rzucanej wzajemnej zajadłości, słodki w obrazie kształtowanej biskości, wzruszający w zarysie wewnętrznych przemian, pieprzny i niedelikatny w scenicznym opisie intymności. To z pewnością lektura dla dorosłego czytelnika.

Soczysta, komfortowa i rozbrajająca – to pierwsze myśli po lekturze przeuroczej komedii romantycznej Dwa tygodnie na próbę. To historia przepełniona słodyczą udawanego związku i otulającą aurą małego miasteczka, to także humor sceniczny oraz uszczypliwe dialogi między byłym graczem baseballu i zakochaną w nim siostrą przyjaciela – kobietą zabawiającą dzieci w kolorowym stroju klauna. Tu wyczuwa się emocjonalny skwar, tu rozbudzają się nieujarzmione żądze, tu prowokacją okazują się rodzinne złośliwości, tu niewinność przenika przez medialną chęć ustatkowania, tu przeplatają się dwa wyraźnie zadurzone serca. To romans zanurzony w gestach kobiecej zadziorności oraz w męskiej próbie naprawienia wizerunku.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Muza

„NOCNA ZMIANA” – ANIA BAS | Zadziwiający debiut powieściowy!

„NOCNA ZMIANA” – ANIA BAS | Zadziwiający debiut powieściowy!

Zdumiewająca i niezaprzeczalnie specyficzna, wyróżniająca się także w niecodziennym biegu fabularnym. Humorem zanurzona w wyczuwalnej satyrycznej toni, przepleciona nicią szalonej komedii romantycznej, niespodziewanie muśnięta także intrygą kryminalną. Nocna zmiana to raczej nie lektura dla każdego, momentami nieco absurdalna, zauważalnie rozciągnięta w liczbie stron, a jednak intrygująca i z pewnością niebanalna. Ania Bas ukradkiem wdziera się do naruszonej kobiecości, aby szlakiem pogubionych uczuć, poszukać w swej kreacji emocjonalnej dojrzałości.

Tu nie ma miejsca na oczywistość zdarzeń, gdyż ścieżkę fabularną toruje niejako naiwność znużonej własną codziennością bohaterki. Gosia to postać wyrwana szponom znanych wzorców – wyraźnie niezadowolona z przeszywającej duszę pracy na sklepowej kasie, uczuciowo draśnięta przez byłego partnera, wycieńczona także przez pożyczki finansowe ojca, gdzieś równolegle oskarżona o prawdziwą zbrodnię, ewidentnie zatem zrujnowana przez ataki życiowych kataklizmów. Autorka prowadzi tę nieoczywistą historię za pomocą narracji tradycyjnej, w odczuciu nieśpiesznej i nieco ironicznej, zmyślnie dotkniętej dramatem ludzkiego zagubienia. Gdzieś dyskretnie przemyca także nieprzypadkowe fragmenty czytanego pamiętnika. Dla odbiorcy to niewątpliwie swoista podróż po rozchwianych sercach emigrantów, to niezrozumiałe, wręcz maniakalne zachowania w nieujarzmionej próbie zdobycia upragnionego mężczyzny, to chimeryczność myśli i nieostrożne przekraczanie granic prawa – to portret nieszczęśliwej kobiety, która ewidentnie chce kochać i chce być kochana, ale potrzebuje czasu i przetarcia wątpliwości, aby w konsekwencjach krępujących scen i w szczerości narzuconych sobie niepowodzeń, doszukać się nie tylko przynależności, ale też pogodzenia z pominiętą mimochodem przyjaźnią.

Zadziwiający debiut powieściowy! Prowadzony nieśpiesznie, brawurowy i mocno specyficzny, z pewnością nieprzeciętny! Nocna zmiana to satyra społeczna przełamana nutą błyskotliwej komedii romantycznej oraz szczyptą kryminalnego uniesienia, to powieść pozwalająca na refleksyjne spoglądanie w otchłań ludzkiego zagubienia, to życiowe porażki i absurdalne próby doścignięcia sercowych marzeń, to pułapki emigracyjnej codzienności i przenikająca duszę potrzeba zrozumienia siebie. Ania Bas intencjonalnie wkrada się w szczeliny kobiecej naiwności, pozwalając bohaterce wypełnić przestrzeń obsesyjnych scen, ewidentnie chce, aby ta w niekontrolowany sposób dotarła do znaczenia własnej tożsamości.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak Horyzont

„MEDUZY NIE MAJĄ USZU” – ADELE ROSENFELD | Niezwykle doznaniowa, subtelna i esencjonalna

„MEDUZY NIE MAJĄ USZU” – ADELE ROSENFELD | Niezwykle doznaniowa, subtelna i esencjonalna

Już enigmatyczna i jakże delikatna oprawa przyciąga wzrok, z pewnością uwodzi subtelnością i utrwala się w oczach zaciekawionego czytelnika. Równie tajemniczy okazuje się sam tytuł – odziany w metaforę, tym samym symboliczny i intrygujący. Podobnych wrażeń dostarcza sama historia. Odczuwalnie sensoryczna i niesamowicie szczera, tym bardziej autentyczna, iż spisana przeżyciami niedosłyszącej autorki. Meduzy nie mają uszu to powieść nie dla każdego, domaga się bowiem interpretacji i szukania ledwo wyczuwalnych, a jednak istotnych znaczeń.

Adele Rosenfeld snuje tę opowieść z widoczną łagodnością słów – w niektórych scenach nader prozaiczną i zwyczajną, w innych osobliwą lub niespodziewaną. Jednocześnie robi coś pięknego, oddaje bowiem głos wyraźnie zagubionej bohaterce. Narracja Louise okazuje się mocno osobista, wręcz intymna, zauważalnie naznaczona strachem przed nieznaną sobie wizją pooperacyjnej przyszłości. To swoista kreacja kobieca, słysząca i niesłysząca zarazem, z pewnością doceniająca naturalność chwytanych gdzieś wybiórczo słów, z drugiej pełna obaw przed utratą istniejącego, tym samym znajomego słuchu. Wszczepienie implantu zdaje się być koniecznością, a jednak wiąże się z pożegnaniami, nieuchronnie wymusza zgodę na nowe dźwięki, domaga się też czasu na przyswojenie nie zawsze przyjemnego gwaru. Bezradność w zwyczajowych sytuacjach, niepewność wobec przerywanych zdań i niekompletnych wypowiedzi, świeżo zainicjowana miłość i wreszcie trud oczekiwania na wyznaczoną przez lekarzy rzeczywistość – to wszystko składa się na mocno przejmujący proces zrozumienia siebie i poszukiwania własnej tożsamości. Autorka wiarygodnie prowadzi odbiorcę przez codzienność osób głuchych oraz zmagających się z sukcesywną utratą słuchu, buduje uczucia na własnych doświadczeniach, zachęca do odważnego przekraczania barier i empatycznego spoglądania na niepełnosprawność.

Niezwykle doznaniowa, subtelna i esencjonalna, w zaszytym przesłaniu ważna, z pewnością wartościowa i mocno refleksyjna. Nie każdy z łatwością zakradnie się w osobliwość tej powieści, nie każdy poczuje jej wrażeniową wyjątkowość, każdy jednak powinien docenić jej niepodważalną autentyczność – to bowiem historia spisana wyobraźnią i doświadczeniami niedosłyszącej autorki. Adele Rosenfeld oddaje narrację zagubionej bohaterki z wyczuwalną intymnością, utrwala nie tylko duszący, wręcz depresyjny strach przed utratą naturalnego słuchu, ale także przerzedzony w słowach portret codziennej niepewności oraz niesiony odwagą proces definiowania własnej tożsamości.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mova

„BŁAHOSTKA” – MAGDA TERESZCZUK | W naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna

„BŁAHOSTKA” – MAGDA TERESZCZUK | W naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna

Niby beztroskie wakacje w malowniczej włoskiej willi, a jednak czas przeżarty rutyną małżeńskiego życia, nasączony też pragnieniami tlącymi się wewnątrz kobiecej intymności, gdzieś równolegle przetarty dziwną potrzebą zmierzenia się niewygodnymi wspomnieniami. To nieczysta i dla bohaterki trudna podróż, choć w podjętym stylu spisana przystępnie, prosto i klarownie. Magda Tereszczuk ostrożnie wypełnia obrzeża wyobraźni, wdzierając się w grząski i niejednoznaczny motyw zdrady, sprawia tym samym, że Błahostka nieustannie balansuje na granicy świadomego przekraczania przyjętej moralności.

Ta lektura niezaprzeczalnie domaga się dystansu wobec postaw, które jawnie emanują nijakością lub wręcz szorstkością wobec siebie. Dla czytelnika to niełatwe zadanie, wielokrotnie bowiem mierzy się z własną niechęcią do poszczególnych postaci, trudno właściwie wybrać tu kogoś, kogo można obdarzyć odrobiną naturalnej sympatii. Autorka wymusza jednak koncentrację na najbardziej znamiennej kreacji – przemierza bowiem fabułę w zgodzie z wrażliwością wewnętrznie pogubionej Klary. Podjęta perspektywa okazuje się niesamowicie osobista, momentami bezduszna lub zdumiewająca w treści, czepliwa wobec towarzystwa męża, nie zawsze przychylna wobec przyjaciółki, brutalna także wobec nieprzyjemnych zachowań jej samolubnego męża. Choć nietrudno dostrzec, że właściwie każda z naruszonych twarzy, potraktowana zostaje egoizmem, każda zatem zapomina o pielęgnowaniu więzi i dbaniu o wzajemną czułość. W kobiecej narracji dodatkowo pojawia się enigmatyczna przeszłość, wracają bolesne wspomnienia, pojawia się także on i kuszące próby mglistego uwodzenia. Pokusa zdrady błyskawicznie odurza wyobraźnię, może bowiem poprowadzić wprost do pożądanej ciałem przyjemności, może też zniszczyć kruche, aczkolwiek wieloletnie małżeństwo. Dla odbiorcy nie ma tu raczej ekscytujących zdarzeń, a jednak wątpliwości serca intrygują, podobnie jak przytaczane sukcesywnie fragmenty zagadkowych scen z młodości. Z jednej strony to potrzebne rozliczenie z dawnymi demonami, z drugiej to zamglone pożądaniem definiowanie własnej tożsamości.

Fabularnie mało intensywna, niemal ograbiona z rozkosznej wakacyjnej ekspresji, w naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna. I chociaż to raczej gorzka konfrontacja z uczuciami, wymagająca bowiem dystansu do egoistycznych postaw oraz braku chęci do naprawiania przetarć małżeńskiej czułości, w emocjach okazuje się zmysłowa i enigmatyczna. Magda Tereszczuk nie pozostawia złudzeń o ludzkich słabościach, dyskretnie spaceruje śladami fizycznego pożądania, utrwala jawnie upominającą się pokusę zdrady, jednocześnie każe otworzyć się na ciemne szczeliny niepamięci, przywołuje boleśnie wrzynające się drzazgi przeszłości, pozwala przetrawić przeżytą traumę, wreszcie doścignąć prawdę o własnej przynależności.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger