„KRWAWY PETER” – JAROSŁAW MOLENDA | Kim był Peter Kürten – Wampir z Düsseldorfu?

„KRWAWY PETER” – JAROSŁAW MOLENDA | Kim był Peter Kürten – Wampir z Düsseldorfu?

Zaczytując się w kryminałach, niejednokrotnie wyczuwam w sobie żywe zainteresowanie, niemy zachwyt, czasami nawet błogą ekscytację. Te jakże przyjemne uczucia najczęściej okazują się wyrazem podziwu dla jakości intrygi kryminalnej, jej wyraźnej zawiłości, przebiegłości oraz dostrzegalnej mocy literackiej. Jest to podziw nad pracą rzemieślnika – autora tejże intrygi. Zupełnie inne wrażenia towarzyszą mi w lekturze historii prawdziwych, reportaży, publikacji popularnonaukowych. Taki tytuł mam właśnie świeżo za sobą – Krwawy Peter to prawdziwa i jakże szokująca historia Petera Kürtena – autentycznego zwyrodnialca, zwanego Wampirem z Düsseldorfu. Ta książka doszczętnie przeraża, bulwersuje, może nawet pozbawia tchu. Z pewnością natomiast budzi wyobraźnię i mocno intryguje.

Jarosław Molenda nie łagodzi żadnych scen. Relacjonuje historię rozbudzonego chorym pożądaniem zła, wielokrotnie korzystając ze słów samego zwyrodnialca. Tu nie ma miejsca na piękne eufemiczne teksty, nie ma też miejsca na fabularyzację zdarzeń. Tu dzieje się mordercze przedstawienie, tak rzetelnie spisane w efekcie porządnego dziennikarskiego śledztwa. Szczegółowe opisy morderstw, gwałtów i pozostałych zbrodni, opisy szalonego upojenia dokonaną zbrodnią, wspomnienia sadystycznego ukojenia trudnych do zrozumienia wampirycznych żądz. Mocne treści oklejone przypisami, fotografiami, wypowiedziami świadków i samego psychopaty – to naprawdę trudna tematycznie publikacja, a jednocześnie zaskakująco łatwo przyswajalna pod kątem czytelniczym. Trudno w niej o jakąkolwiek subtelność, choć reasumując działania Petera Kürtena, trzeba przyznać jedno – to właśnie wiarygodna, życzliwa i zapewne mocno dżentelmeńska postawa seryjnego mordercy, pozwalała mu w tak łatwy sposób nawiązywać nowe znajomości, zachęcać napotkane ukradkiem osoby do rozmowy lub nawet do wspólnego spaceru. Po prostu budzić zaufanie. Zaufanie, które zgubiło tyle niewinnych kobiet, dzieci, nawet mężczyzn. 

Historia Wampira z Düsseldorfu rozdaje bolesne emocje, wkrada się do najgorszych ludzkich wyobrażeń i każe je sobie wizualizować z najwyższą starannością. Krwawy Peter to w moim odczuciu naprawdę mocna i dogłębna publikacja, z pewnością przesiąknięta krwią i podżegana perfidną żądzą, a przy tym tak przerażająco dobra, wciągająca, potrzebna. Jarosław Molenda prezentuje efekty świetnego dziennikarskiego śledztwa, które zatrważają swą treścią, a jednocześnie dają do myślenia – w końcu osoby o tak zwyrodniałych potrzebach istnieją, żyją wśród nas, może nawet właśnie próbują wzbudzić nasze zaufanie. Teraz wiem jedno, w obliczu tak parszywego zła, nawet czujność nie wystarczy. Publikację naprawdę polecam.

„DOBRZY SĄSIEDZI” – SARAH LANGAN | Kiedy zło mieszka po sąsiedzku...

„DOBRZY SĄSIEDZI” – SARAH LANGAN | Kiedy zło mieszka po sąsiedzku...

To może być dobry człowiek. Na co dzień uśmiechnięty, poukładany, z pewnością życzliwy. To może być też gburowaty staruszek, albo niczemu winna, choć stale wtrącająca się przygłucha babcia. Ale równie dobrze, może to być prawdziwie groźny typ o mało szaleńczej twarzy lub zaskakująco pedantyczna kobieta, której towarzystwo zawsze zdaje się być otulone jakąś dziwną enigmatyczną aurą. To właśnie ten ostatni opis najbardziej pasuje do jednej z głównej bohaterek powieści Dobrzy sąsiedzi autorstwa Sarah Langan. Książki, z której oparami wydostaje się swoistość natury ludzkiej. I ta historia również jest dziwna. Dziwna, a przez to naprawdę dobra, mocna i szalenie wciągająca.

Książka pozornie dramatyczna okazuje się idealnie plasować nie tylko w ramach dramatu, ale też w szablonie perfekcyjnie skrojonego thrillera psychologicznego. W tej opowieści fabularnie może niewiele się dzieje, akcja osadzona jest w większości przy jednej ulicy i jest dostrzegalnie nieśpieszna, a wydarzenia – choć fragmentami nieprzyjemne, brudne, wręcz szalone – zdają się być jedynie następstwem tego, co dzieje się w głowach bohaterów. Szczególnie w głowie jednej z nich. Rhea Schroeder to postać utkana pozorami sąsiedzkiej życzliwości. Kobieta bardzo poukładana, teoretycznie towarzyska i naprawdę lubiana, z pewnością sympatyczna. A jednak to właśnie ona zostaje wybrana jako fabularny nośnik ludzkiego zła. Zła zupełnie niewidocznego, które raczkuje bardzo powoli i nad wyraz świadomie dojrzewa w umyśle kobiety. Dojrzewa, aby w odpowiednim czasie zarazić otoczenie swoimi jakże mrocznymi symptomami.

Uzależnienia, nagminne kłamstwa, niewidoczne akty przemocy, przerażające intrygi, dramatyczne wydarzenia. Tu rozgrywają się naprawdę potężne frustracje. Tu dzieje się nienawiść. Tu wreszcie kręci się karuzela mocno parszywych zdarzeń. Chociaż główna gra toczy w umysłach mieszkańców pozornie uroczej Maple Street, to nietrudno dostrzec, jak bardzo wpływa ona na realne sąsiedzkie życie. W końcu nie każdy jest w stanie odbić piłeczkę zła. Nie każdy chce walczyć. Nie każdy ma na to siłę. I nie każdy da sobie z tym radę. Nie mam wątpliwości, iż jest to przedstawienie dla odważnych i czujnych – warto się mu przyjrzeć, aby zrozumieć, jak bardzo niebezpieczna może okazać się ludzka natura. Ta książka wielokrotnie zaskakuje i wyraźnie daje w kość, ale jednocześnie  naprawdę daje do myślenia.

Dobrzy Sąsiedzi Sarah Langan to gatunkowe połączenie thrillera psychologicznego z poważnym dramatem – bardzo dobre, bardzo żywe i naprawdę przerażające w swej treści. Historia inna niż wszystkie, mocno osobliwa, w kilku fragmentach wręcz trudna do logicznego okiełznania. Można odnieść wrażenie, że fabularnie mało się tu dzieje, ale to nieśpieszne tempo to jedynie hołd dla wzbierającej się fali sąsiedzkiego zła – główna gra toczy się tu bowiem w głowach mieszkańców. Z pewnością toczy się w umyśle jednej, aż nadto specyficznej kobiecej bohaterki. Takiej postaci literacko jeszcze nie spotkałam! Warto, naprawdę warto sprawdzić ten tytuł na sobie.
„SUKNIA” – JENNIFER ROBSON | Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna.

„SUKNIA” – JENNIFER ROBSON | Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna.

Jestem nią zachwycona. Jestem nią rozemocjonowana. Jestem nią onieśmielona. Podziwiam jej unikalny szykowny styl. Rozkoszuję się jej pięknie wyhaftowanymi słowami. Żyję nią. Żyję opowieścią, która w moich oczach okazała się fabularną definicją kobiecego piękna, wrażliwości, może nawet intymności. Właśnie tak esencjonalne wyobrażenie wizualizuje mi się w głowie, gdy myślę o powieści Suknia. Opowieść o królewskim ślubie autorstwa Jennifer Robson – historii na wskroś uczuciowej, momentami bardzo trudnej i przerażającej, a przy tym tak zaskakująco spokojnej, eterycznej i kobiecej.

Tytuł tej powieści został potraktowany nieco przesadnie. Sugerując się jego zapisem, można spodziewać się bogatej relacji z niezwykłego ślubu królowej Elżbiety II, można też oczekiwać smaczków z życia rodziny królewskiej, a jednak to nie królewskie życiorysy stanowią fundament tej historii. Przypisana w tytule opowieść o królewskim ślubie, w tej niezwykle pięknej i jakże wywarzonej tradycyjnej narracji, przybiera jedynie formę swoistego tła, z pewnością nie wysuwa się na pierwszy plan. W oczach czytelnika powieść ta stanowi fabularny zarys życia trzech wyjątkowych kobiet – dwóch niesamowitych hafciarek pracujących w latach czterdziestych dla słynnego domu mody Hartnella, a także młodej Heather, dla której współczesna już podróż do Londynu, okazuje się wymownym odkryciem tajemniczej przeszłości jej niedawno zmarłej babci. Każda z tych kreacji wyróżnia się inną osobowością, innymi emocjami oraz inną historią życiową, ale każda z nich zdaje się być naprawdę wiarygodna, przekonująca, bez wątpienia potrzebna do pełnego wymiaru tej ekscytującej opowieści.

Jak ja doceniam takie książki! Fabularnie sięgające daleko w głąb burzliwej historii, dotykające brutalnych, niezrozumiałych i jakże wrażliwych czasów drugiej wojny światowej, a przy tym tak bardzo delikatne, stonowane i fascynujące zarazem. W tym przypadku nie wszystkie historie zostają wypowiedziane na głos. Bo przecież trudno się zmierzyć z bólem serca. A jeszcze trudniej zmierzyć się z bezradnością wobec niechcianego wojennego scenariusza. To właśnie tak niewyobrażalnie trudne emocje towarzyszą dwóm młodym hafciarkom. Fascynujący, choć zapewne bardzo żmudny proces tworzenia królewskiej sukni ślubnej, to oczywiście swoiste wydarzenie dla pracownic domu mody, ale to ich życiowe decyzje, wojenne wspomnienia oraz wciąż żarzące się rodzinne tajemnice, stają się najbardziej wymownym obrazem tej powieści. I nie mogłabym zapomnieć o samym Londynie! To niewyobrażalne, z jaką przyjemnością, żeby nie rzec pazernością, przemierzałam z bohaterkami ulice tego miasta. Miasta, które sama tak dobrze znam. 

Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna. Właśnie taka jest Suknia autorstwa Jennifer Robson. To ten typ powieści, której się zwyczajnie nie czyta. Tę historię się podziwia. Tą historią się żyje. Tę historię przeżywa się wreszcie na wskroś i chłonie z należytą jej zachłannością. Jennifer Robson stworzyła naprawdę wymowny portret młodych kobiet, które wraz ze swą wyjątkową pasją oraz niezwykłą uczuciowością musiały zetrzeć się z powojenną rzeczywistością. Niesamowity proces tworzenia sukni ślubnej księżniczki Elżbiety to jedynie ekscytujący dodatek w tym poruszającym fabularnym świecie. Książkę polecam miłośnikom najważniejszych ludzkich wzruszeń, z pewnością nie tylko fanom rodziny królewskiej.

„JEJ JEST TA CZERWIEŃ” – IZABELA KAWCZYŃSKA | To się wydarzyło naprawdę…

„JEJ JEST TA CZERWIEŃ” – IZABELA KAWCZYŃSKA | To się wydarzyło naprawdę…

Tym razem fikcja szeroko obejmuje rzeczywistość, gdyż ta prawdopodobnie na zawsze pozostanie nierozpoznana – Jej jest ta czerwień to obszernie sfabularyzowany przebieg jednej z najgłośniejszych spraw o morderstwo w historii USA, która zamknięta w ramach powieści kryminalnej, okazuje się jeszcze bardziej wymowna, intrygująca, w gruncie swej procesowej nieudolności może nawet szalona. Tu nie ma przecież dowodów. Tu są jedynie podejrzenia. A jednak jest winny i jednocześnie winnego brak. Opowieść spisana przez Izabelę Kawczyńską zadziwia i wielokrotnie przewraca myślenie, a jednak przyciąga wzrok i daje się intensywnie chłonąć.

Historia zapisana na łamach tej książki zainspirowana jest wyjątkowo głośnym i przede wszystkim niewyjaśnionym od lat morderstwem, jakie miało miejsce w 1954 roku w Bay Village w Ohio. Możliwych rozwiązań było wiele, autorka zmyślnie te sposobności prezentuje, dodaje im fabularnego i zauważalnie fikcyjnego smaku, a jednak mimowolnie podkreśla, że w tej przedstawionej wizji może czaić się prawda. W końcu realny proces okiem współczesnego znawcy – laika zapewne też – był nieodwracalną sądową farsą. Mętne przypuszczenia przeciwko równie mętnym wyjaśnieniom. I to właśnie te mętne poszlaki doprowadziły do skazania. To nie była łatwa sprawa, ale pierwotne wskazanie winnego okazało się ogólnospołeczną łatwizną. Oczywistością. Tak łatwo jest przecież przypisać łatkę zła i udawać, że wrota tegoż morderstwa właśnie zostały słusznie domknięte.

Poruszona obszernie intryga kryminalna jest tu niewątpliwie mocną bazą, takim fundamentem, który spaja całą historię, ale czytelnik doświadcza przy tej opowieści znacznie więcej niż udział w śledztwie. Autorka robi bowiem coś szalonego. W zauważalnie dorodnym wydaniu historia stricte kryminalna, z pewnością mrożąca krew w żyłach i w zamiarze brutalnie panosząca się po umyśle, tutaj nabiera zupełnie innego wymiaru. Staje się piękną opowieścią. Wyraźnie nabiera cech literatury pięknej i prawdopodobnie właśnie tak może być przez wielu osądzana. Książka ta niewątpliwie urzeka bowiem swoim stylem, językiem, barwą. Jest w tym literackim kontekście zaskakująco dobra.
Równie ciekawy okazuje się wachlarz podjętych obszarów. Autorka nie poprzestaje bowiem na opisie zbrodni, celowo wychodzi poza szereg sprawy, sięga dalszych wątków, mnoży tematy, zaskakując niekiedy ich porażająco głębokim wymiarem. Niech za przykład posłużą nawiązania do nazizmu albo świadoma charakterystyka roli zwierząt, mężczyzn i wreszcie kobiet na przełomie różnych dekad. Pani Krawczyńska śmiało zahacza nawet o temat feminizmu, coraz szerzej panoszącego się nie tylko w kobiecych myślach, ale też w ich otwartych czynach. Porusza się wreszcie po lokalnej społeczności, szczególny nacisk kładąc na tych, na których w zwizualizowanej wersji zdarzeń, mógłby paść choćby ledwie uchwytny cień podejrzliwości. Przeszukuje ich umysły, szuka w nich działań, próbuje zrozumieć niezrozumiałe. A czytelnik śledzi te jakże bogate opisy i próbuje wyszarpać z nich jak najwięcej.

Ale co ważne, autorka działa nieśpiesznie, bardziej skupia się na charakterystyce, na drobiazgach, aniżeli opowiada o motywach lub realnych działaniach. Każe odbiorcy poznać każdą postać dogłębnie, nie zostawiając śladów suchej powierzchownej znajomości. Pozwala też poznać ich rodzinne skrzywienia, wzajemne nienawiści i rozczulające katastrofy, a także ich często trudne lub nieobyczajne myśli, po czym dopiero na końcu wyjaśnia popełnione przez nich, często ostateczne czyny. Czyny, które w tle głośnej sprawy dają do myślenia. I uczucia, które swą porażającą głębią do tych właśnie czynów zapewne doprowadziły. A było ich zaskakująco dużo. Może nawet za dużo, jak na tak niewielką społeczność.

I otóż trafił mi się retro kryminał z przeznaczeniem dla koneserów literatury pięknej. Coś niebywałego, nieśpiesznego, stylistycznie zachwycającego, a jednocześnie stojącego na fundamentach autentycznego procesu śledczego. Jej jest ta czerwień to książka w pełnym wymiarze zaskakująca. Mimo regularnego usypiania czujności, łatwo wychwycić w tej historii punkty zwrotne, rozkoszować się ich logiką, a następnie wpajać własnej świadomości, że ta historia rzeczywiście miała wiele możliwych rozwiązań. Ta doza niepewności panoszy się niemiłosiernie i sprawia, że powieść Izabeli Kawczyńskiej jest w moim odczuciu naprawdę mocna, intrygująca i szalenie dobrze napisana.

„CZERWONY WILK” – JEN WILLIAMS | Lepiej nie gaś świateł…

„CZERWONY WILK” – JEN WILLIAMS | Lepiej nie gaś świateł…

Znalezione niby przypadkiem ciemnobrązowe pióro, zostawiona przy nim tajemnicza wiadomość, czarne serce zdające się być zwieńczeniem przerażającego przekazu i wreszcie zagubiony ptak, zduszony bezradnością, odbijający się ślepo od ścian w obłąkańczym szukaniu odebranej zapewne niedawno wolności. Pozostawione niby fizycznie, a jednak w odmętach ludzkiej świadomości – przepowiednie nadchodzącego zła. To właśnie takie symbole stają się domeną powieści Czerwony wilk autorstwa Jen Williams, historii wywołującej dreszcze, która daje się chłonąć z zatrważająco skuteczną pazernością.

To nie jest zwykły thriller. Mocno dostrzegalne elementy grozy każą wręcz sądzić, że autorka pokusiła się tutaj o coś więcej – w mojej opinii nawet o namiastkę delikatnej powieści grozy, sprytnie zakotwiczonej w dobrze przemyślanej i z pewnością osobliwej intrydze kryminalnej. Intryga ta zbudowana jest na sprawdzonym fundamencie, jakim jest dawna tajemnica rodzinna. W tym przypadku tajemnica matki, która z nieznanych przyczyn wybrała drogę samobójstwa, pozostawiając córce przerażające odkrycie – przepełnione przyjacielską trwogą listy, jakie kobieta otrzymywała niegdyś od dawno osadzonego za kratami seryjnego mordercy – Michaela Reave’a, nazywanego w mediach Czerwonym Wilkiem. To właśnie wątek tego mordercy, a właściwie jego nieobliczalnego naśladowcy, zdaje się spajać intrygę fabularną w jedną całość. Ta intryga w odczuciu zdaje się być momentami szalona, ale z pewnością jest piekielnie dobra, osobliwa, finalnie też mocno satysfakcjonująca.

Ta historia gwarantuje jeszcze więcej. Zmyślnie zaaranżowane w niej elementy grozy, połączone z odkrywającymi kolejne karty tajemniczymi retrospekcjami, budują bowiem niebywale intensywny smak przerażenia. Odczucia te bez wątpienia wpływają na jedno – na tętniący w żyłach, odczuwalnie mroczny klimat, zahaczający o niespodziewaną aurę pierwszych wydań baśni braci Grimm oraz o intensywne zwierzęce instynkty, tak dobrze dopasowane do tytułu samej powieści. I tego smaku nie psuje nawet oderwane od rzeczywistości śledztwo, mało przemyślane pod kątem strategicznym, a przede wszystkim lakoniczne angażowanie do rozmów z seryjnym mordercą bohaterki, która nie jest do tych rozmów w żaden sposób przygotowana. Ten element może trochę boleć, szczególnie pasjonatów dobrze przeprocesowanych powieści kryminalnych, ale nie powinien wpływać na odbiór samej fabuły, na jej baśniowe ogniwa oraz bohaterów, którzy może nie staną się naszymi ulubieńcami, ale raczej dają się szybko zaakceptować, wraz ze swoimi brudnymi ludzkimi przywarami. 

Ale to było dobre, mocne i zaskakujące! Totalnie elektryzujący thriller, nasiąknięty mrożącymi krew w żyłach elementami grozy oraz czymś niebywałym – taką ledwie wytłumaczalną ludzką goryczą połączoną z niespodziewanym, zwierzęcym wręcz impulsem zła. Chociaż przebieg śledztwa wyraźnie umyka ramom realnego życia, w tej formie nie mógłby mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości, to jednak nie przeszkadza to w zachłannej obserwacji toczących się wydarzeń. Sama intryga zdaje się być szalona, z pewnością osobliwa, mocno bazująca na rodzinnej tajemnicy. Niby czytelnik dużo dowiaduje się z retrospekcji, dużo się też domyśla, a jednak finalne rozwiązanie daje porządny zastrzyk satysfakcji. Książka warta sprawdzenia.

„SPOTKANIE W POSITANO” – GOLIARDA SAPIENZA | Czytajcie tę książkę na głos!

„SPOTKANIE W POSITANO” – GOLIARDA SAPIENZA | Czytajcie tę książkę na głos!

Nie zawsze potrzeba wielu słów, aby oczarować czytelnika. Czasami wystarczy zaledwie dwieście stron tekstu, aby obdarować odbiorcę niezwykłym przeżyciem. Jeżeli w takiej historii, z założenia fabularnej, niespodziewanie zaszyta zostanie autobiograficzna nuta, to dzieje się coś szalonego – zarysowana niemal poetyckim stylem fabuła okaże się bowiem czymś znacznie więcej. Okaże się zapisem życia, a przynajmniej jego sfabularyzowanym fragmentem. I właśnie taką książką jest Spotkanie w Positano. Opowieść namacalnie krótka, a jednak zaskakująco piękna, nastrojowa i doszczętnie zajmująca.

Ta lektura to historia niezwykłej relacji łączącej dwie kobiety z wyższych sfer. Te kobiety – tak nieśmiałe, a jednak podążające śladem własnej ciekawości – wzajemnie się odkrywają, szukają w sobie piękna, kobiecości, inteligencji, pasji i osobliwości, które razem podjęte sprawiają, że obie panie zdają się łaknąć tej relacji z każdą chwilą jeszcze bardziej. Jeszcze dosadniej, obszerniej, mocniej. Główna bohaterka, odziana w rolę narratorki, ma na imię dokładnie tak jak autorka powieści – to właśnie ten niezapowiedziany wcześniej zabieg każe sądzić, że jest to niejako historia własna Goliardy Sapienzy, niesamowitej wielbicielki kobiet, anarchistki, prekursorki gender i jednocześnie bohaterki wojennej. Może to historia nabyta jakimś pięknym doświadczeniem i ubarwiona od strony emocjonalnej, a może całkowicie zmyślona, będąca jedynie wizją, może nawet sfabularyzowanym zarysem jakiegoś snu autorki. Tu nieco czytelnikom rozjaśnia posłowie.
Goliarda samodzielnie relacjonuje większość scen, ale zdarzają się też fragmenty, w których narrację przejmuje druga bohaterka, a niekiedy, zupełnie niespodziewanie, wkrada się także narracja tradycyjna. To niełatwy w odbiorze zabieg. Wymaga porządnego skupienia. Wymaga też niczym nie zmąconej chęci. Mogłabym wręcz napisać, że tej lekturze potrzeba jednego. Trzeba ją po prostu poczuć. To niby niewiele, a jednak ta specyficzna forma relacjonowania zdarzeń może skutecznie blokować to zadanie. Jeżeli jednak się uda, to nie pozostaje nic do dodania. Wtedy już się rozumie. Już się żyje tą historią. Już się ją chłonie, z każdą stroną coraz bardziej zachłannie. Ta przeważająca narracja Goliardy pozwala odbiorcy na jeszcze więcej. Czytelnik mimowolnie bowiem nie tylko żyje niebywałą relacją dwóch kobiet, ale też chce emanować jej wyjątkowością, czułością i tak rzadko spotykaną sensualnością. Drobnym mankamentem, prawdopodobnie błędem, zdaje się być jedynie zróżnicowana forma imienia drugiej bohaterki. Raz jest to Erika, innym razem Erica – czasem nawet w tym samym akapicie użyte są dwie różne formy. Jeżeli to nie błąd, a celowe zagranie, brakuje jakiegoś uzasadnienia, sensu, przyczyny. Nie wpływa to jednak na samą historię, która dla wielu może okazać się także źródłem pięknych cytatów, często osobliwych w swym brzmieniu, a jednak dosadnych i zaskakująco trafnych. 

Ta książka to zjawisko! Niezwykle krótka, zaledwie dwieście stron tekstu, aczkolwiek mocno liryczna opowieść, z pewnością inna niż wszystkie, niebywale nastrojowa, głęboka i tak bardzo zajmująca! Chociaż specyficzna, momentami wręcz paradoksalnie zmienna narracja, może krzyżować czysto refleksyjny odbiór tej historii, to jednak warto się w niej prawdziwie zadurzyć, warto wejść w tę opowieść każdym kęsem własnej wrażliwości. Jeżeli możecie, czytajcie tę książkę na głos, a przynajmniej wyraźnym szeptem. To pozwoli Wam intensywniej przeżywać poszczególne sceny, delektować się ich empirycznym smakiem, dotykać niewidzialnych okiem emocji. To właśnie czucie tej historii okazuje się najpiękniejszym doświadczeniem, to w nim ukryty jest niepowtarzalny urok Spotkania w Positano.

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

Intrygujący, niepowtarzalny, mocno przemyślany i szalenie wciągający – taki powinien być dobry kryminał. Jeżeli do tego dochodzi jeszcze specyficzny, może nawet mroczny, a z pewnością osobliwy klimat małego miasteczka, jak również zróżnicowani i świadomie poruszający się po scenie bohaterowie, to jest to już prawdopodobnie perełka w kryminalnym wydaniu. I właśnie taką powieścią okazuje się debiut Agustína Martíneza – Monteperdido to kryminał wymagający, nie ma ku temu wątpliwości, ale jedocześnie naprawdę solidny, wyróżniający się i do końca pełen dramatycznego napięcia.

Unikalny małomiasteczkowy klimat to moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem. Przeszywający duch zacienionego, momentami wręcz dzikiego fragmentu środkowych Pirenejów, a także niepowtarzalna atmosfera małego górskiego miasteczka, niby turystycznego i tym samym pozornie otwartego, a jednak odczuwalnie przenikliwego, zdystansowanego i mocno niepokojącego. To właśnie w tej małej dusznej społeczności ulokowana zostaje wyjątkowa akcja fabularna – mija pięć lat od zaginięcia dwóch jedenastoletnich dziewczynek, jedna z nich nieoczekiwanie pojawia się w lesie, cała i zdrowa, a jednak ugodzona jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym, gryzącym wręcz nastawieniem do śledztwa. Bo sprawa zaginięcia oczywiście wraca i ponownie mnoży szum wokół tajemniczego wydarzenia.
Ta niezwykła atmosfera tworzy w duszy aurę przeszywającego niepokoju, ale Monteperdido to nie tylko zatrważający klimat, to także świetnie zarysowani i zaskakująco różnorodni bohaterowie. W tej powieści dosłownie każdy, niezależnie od przydzielonej roli, zdaje się nieść jakąś nutę tajemnicy, zdaje się coś ukrywać, a przynajmniej nie mówić wszystkiego. To właśnie te sekrety i dziwne niedopowiedzenia sprawiają, że ta mała górska społeczność okazuje się tak nieczytelna, mglista, może nawet odpychająca. Ale właśnie o takie wrażenia chodzi autorowi! Agustín Martínez wykorzystuje bowiem najlepsze możliwe sposoby, aby namieszać w głowie. Aby podstawić możliwe, czasami wręcz szalone rozwiązania i następnie pokazać, jak bardzo są one błędne. Czytelnik może jedynie dziękować – tak dobrze jest skonstruowana ta intryga. Jedno jest tylko ważne, trzeba uszanować opisowy charakter powieści, docenić wręcz szczegółowość zdarzeń i czerpać z tych detali jak najwięcej. Bo to właśnie w nich może czekać rozwiązanie zagadki. 

To było niezwykłe doświadczenie kryminalne! Specyficzny małomiasteczkowy klimat, zawiesista, mroczna wręcz aura majestatu rozchodzącego się pasma gór, a także przerażająco dobrze skonstruowana intryga kryminalna, gwarantująca regularne i z pewnością niespodziewane zwroty akcji – to właśnie te elementy czynią debiut Agustína Martíneza kryminałem solidnym i naprawdę wyjątkowym. Chociaż Monteperdido odczuwalnie wymaga czasu i koncentracji – tu każdy szczegół zdaje się mieć choćby mgliste połączenie ze śledztwem – to jednak właśnie te detale sprawiają, że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszy nie tylko rosnąca ciekawość, ale też trudna do oswojenia niepewność. Niepewność, która znacząco wyróżnia ten tytuł na tle innych. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników gatunku.

„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

Instagram. Miejsce zapisu wspomnień oraz uwieczniania pasji na pięknych fotografiach. Ale nie tylko. Instagram to dla niektórych ucieczka od nieprzyjemnej i mocno uwierającej samotności, a także miejsce, w którym można poczuć się lepszym i szczęśliwszym – można bowiem publicznie emanować pięknem, znajomościami i nierzadko też widocznym bogactwem. To właśnie to bogactwo staje się nierzadko pożywką dla współczesnych złodziei, czyhających po cichu wśród tysięcy nieznanych obserwujących. Taką bohaterkę przedstawia Janelle Brown w powieści Oszustka – niesamowitym thrillerze, który ma stać się fabularną podstawą dla serialu produkcji Amazon Prime z Nicole Kidman.

Autorka robi coś genialnego! Świadomie oddaje głos dwóm kobiecym bohaterkom. Jedną z nich jest Nina Ross, tytułowa oszustka, która chcąc zgromadzić środki na leczenie ciężko chorej matki, decyduje się na przeprowadzenie ostatniego w swej złodziejskiej karierze skoku. Jej celem staje się instagramowa influencerka i ambasadorka marek, Vanessa Liebling, która wyraźnie traci apetyt na próżne celebryckie życie. To właśnie Vanessa staje się z czasem drugą narratorką tej powieści. Większość scen przedstawiona jest zatem z dwóch perspektyw, czytelnik poznaje najpierw wersję jednej bohaterki, a następnie ogląda te same wydarzenia przestawione oczami drugiej. Ta naprzemienna narracja pierwszoosobowa to bez wątpienia strzał w dziesiątkę – odbiorca poznaje bowiem nie tylko suchy bieg fabuły, ale też w osobliwy sposób utożsamia się z kobiecymi postaciami, zaczyna wtapiać się w ich gęsto obsiane myśli i mimowolnie łapie się na wspieraniu każdej z nich. To prawdopodobnie jest w tej powieści najpiękniejsze – mimo, iż obie kobiety mają dużo złego za pazuchą i tym samym trudno chwalić ich decyzje życiowe, to jednak obie są na tyle intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne, że zwyczajnie przyjemnie obserwuje się ich działania.
A dzieje się w tej książce naprawdę dużo! Zaproponowana przez Ninę Ross intryga jest tak pomysłowo obudowana, momentami wręcz szokująca, że aż trudno jej nie podziwiać. Do tego warto dodać, że jej szaleńczy plan to jedynie zalążek większej afery fabularnej. Janelle Brown naprawdę świetnie wrabia czytelnika, pozwala mu niemal zaprzyjaźnić się z bohaterkami i zrozumieć ich często skandaliczne postawy, aby niespodziewanie rzucić taką sceną, która każe zbierać przysłowiową szczękę z podłogi. Takich momentów totalnego zaskoczenia jest tu kilka, lecz muszę otwarcie przyznać jedno – na najbardziej emocjonujące i ciekawe wydarzenia trzeba zwyczajnie trochę poczekać. Charakter powieści jest bowiem odczuwalnie opisowy, Janelle Brown mocno skupia się na charakterystyce postaci, ich bogatych osobowościach, minionych doświadczeniach oraz decyzjach przeszłości, które doprowadziły obie kobiety do fabularnego spotkania. Szerokie opisy wspomnień, miejsc oraz potencjalnych zdobyczy z pewnością wpływają na tempo czytania, ale wystarczy w skupieniu dać się ponieść tym pięknym zarysom, aby docenić ich niewątpliwe walory. To właśnie dzięki nim czytelnik tak mocno odczuwa późniejsze zwroty akcji.
Janelle Brown zrobiła coś niebywałego! Pozwoliła dwóm niesamowitym kobietom dyktować przebieg tej wyjątkowej powieści. Oszustka Nina Ross oraz instagramowa celebrytka Vanessa Liebling to dwie różne osobowości, aczkolwiek obie mocno intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne do ostatnich stron. To właśnie ich przemyśleniom oraz podejmowanym przez nie decyzjom, intryga z każdą sceną staje się coraz bardziej szokująca, momentami wręcz szalona. I nie zmieni tego odczuwalnie opisowy charakter Oszustki. Może na te najważniejsze i tym samym najbardziej ekscytujące momenty trzeba cierpliwie poczekać, autorka świadomie bowiem usypia czujność czytelnika, ale naprawdę warto – druga połowa tej historii to thriller z prawdziwego zdarzenia, który naprawdę warto przeżyć. Takiej książki po prostu jeszcze nie było!

„BIBLIOTEKARKA Z PARYŻA” – JANET SKESLIEN CHARLES | Ta książka mnie totalnie oczarowała!

„BIBLIOTEKARKA Z PARYŻA” – JANET SKESLIEN CHARLES | Ta książka mnie totalnie oczarowała!

Praca w bibliotece dla wielu zdaje się być urzeczywistnieniem najpiękniejszych marzeń. Tysiące niepowtarzalnych historii zamkniętych w mniej lub bardziej podniszczonych okładkach, stare przykurzone i z pewnością mocno wysłużone regały, a także ta nieskazitelna, magiczna wręcz cisza, przerywana jedynie szelestem przewracanych stron. To właśnie w Amerykańskiej Bibliotece w Paryżu, swoją wymarzoną posadę otrzymuje Odile – tytułowa bohaterka powieści Bibliotekarka z Paryża. Młoda paryżanka nie spodziewa się jednak, jak trudnym wyzwaniem okaże się dla niej praca bibliotekarki w najbardziej traumatycznym momencie historii – w okrutnym czasie II wojny światowej.

Historia Odile w większości przedstawiona jest przez nią samą – Janet Skeslien Charles oddaje bowiem głos młodej paryżance i pozwala jej samodzielnie relacjonować wydarzenia. Ta pierwszoosobowa narracja pozwala odbiorcy nie tylko podejrzeć życie zachwyconej upragnioną pracą bibliotekarki, ale też zrozumieć jej myśli, poczuć kotłujące się w niej uczucia i po cichu wspierać ją w najtrudniejszych decyzjach – inaczej pisząc, pozwala w pełni utożsamić się z bohaterką. Przepełniona emocjami relacja Odile zdaje się być jednak tak samo piękna, co mocno przerażająca – rozpoczynająca się właśnie II wojna światowa, niespodziewane naloty wroga, opustoszałe ulice i nieprzyjemne kontrole Gestapo nie pozostawiają kobiecie złudzeń. W trosce o najbliższych oraz z miłości do ukochanej biblioteki i jej niesamowitych czytelników, Odile przyłącza się do Ruchu Oporu ze swoją najlepszą bronią – to książki i zapisane w nich piękne historie okazują się dla wielu ukojeniem w tych jakże nieludzkich czasach.
Chociaż większość wydarzeń fabularnych toczy się historycznie, tytułowa bibliotekarka nie jest jedyną narratorką tej powieści. Autorka regularnie przenosi bowiem czytelnika do początku lat 80-tych, gdzie opowieść przejmuje nastoletnia Lily. Zaintrygowana tajemniczą sąsiadką dziewczyna, powoli zaprzyjaźnia się ze starszą kobietą i krok po kroku odkrywa jej niesamowitą przeszłość. Ten stylistyczny zabieg pozwala nie tylko poznać dalsze losy głównej bohaterki, ale przede wszystkim pozwala zrozumieć emocje, jakie towarzyszyły jej przez lata. W tej historii przeplatają się bowiem najważniejsze uczucia – to opowieść o sile wielkiej miłości, niezwykłej przyjaźni, ale też o ogromnej pasji do literatury, która niejednokrotnie okazała się nadzieją na przetrwanie najgorszego. Ta uczuciowa warstwa powieści jest tak bardzo rozbudowana, jest też tak pięknie opisana, że trudno się nią nie zachwycać.

Ta książka mnie totalnie oczarowała! Jest to niezwykłe połączenie powieści obyczajowej z powieścią historyczną – te dwa gatunki przeplatają się tu wzajemnie, tworząc wyjątkowe i przede wszystkim mocno emocjonujące doświadczenie literackie. Ile w tej książce jest uczuć i wielkich emocji! To historia o ogromnej sile miłości, o niezwykłej przyjaźni, ale też o niesamowitej pasji do literatury, która w czasach okrutnej II wojny światowej, dla wielu okazała się jedyną nadzieją, takim emocjonalnym ukojeniem. Fabuła tej powieści jest też cudownie opisana – jestem zadurzona w każdym słowie i w każdym pięknym cytacie! Jeżeli lubicie chociażby twórczość Zafona, to Bibliotekarkę z Paryża z pewnością także pokochacie!

„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

Stare zabytkowe samochody, cygara, niegasnąca muzyka, uliczne tańce i jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie – to właśnie takie skojarzenia ma większość z nas na myśl o Kubie. Piękna wyspa, która zdaje się być ucieleśnieniem wakacyjnych marzeń, w rzeczywistości okazuje się zupełnie inna. To właśnie tę inną stronę Kuby – bardziej przerażającą, smutną i przede wszystkim boleśnie prawdziwą – pokazuje nam Anthony DePalma w swoim niezwykłym reportażu Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju.

Reporter wyraźnie skupia się na ludziach. Cary, Arturo, Lili, Jorge i María del Carmen to realni Kubańczycy, w większości mieszkający w miasteczku Guanabacoa we wschodniej Havanie, gdzie pozornie piękne starodawne auta w rzeczywistości okazują się rozsypującymi się starymi rzęchami, budynki rozpadają się niemal na oczach, a tani rum sprzedawany jest w małych kartonikach. Tutaj nie ma billboardów reklamowych, nie ma magicznych diet odchudzających, nie ma też setek hoteli i pięknych miejsc turystycznych – tutaj egzystencja człowieka zależy od jego własnej kreatywności w obchodzeniu piętrzących się wszędzie zakazów, jak również od niesamowitej odwagi, tak bardzo potrzebnej w ścieraniu się z kolejnymi przeciwnościami losu. Takich Kubańczyków – pełnych pasji i hartu ducha – przedstawia autor i w nadzwyczaj poruszający sposób opisuje ich losy na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat.
Na szczególną uwagę zasługuje zastosowana forma przekazu – ten splot niesamowitych życiorysów został bowiem wbudowany w niemal jedną literacką całość. Chociaż odbiorca ma do czynienia z reportażem i tym samym z prawdziwymi ludzkimi historiami, to jednak ten tytuł czyta się dosłownie jak powieść obyczajową. Niezwykle poruszającą, emocjonalną, momentami też zaskakująco odważną. Autorowi udaje się przemycić tu cały wachlarz emocji. Są tu prawdziwe smutki, realne dramaty i nieludzkie wręcz tragedie. Są też małe radości, często przeżywane po cichu, a także ogrom rodzinnej miłości. Są także mniejsze lub większe sukcesy zawodowe – osobliwe na miarę kraju, a przez to tak bardzo niespodziewane. Jest też nieomylna władza ze swoją niekończącą się polityczno-gospodarczą farsą. To właśnie w zaciszu ideałów rewolucji Fidela Castro, swoje życiowe ścieżki prowadzą bohaterowie tego wyjątkowego reportażu. 

Kuba to nie stare piękne samochody. Kuba to nie filmowy Dirty Dancing. Kuba to jedno z najbardziej kontrolowanych, odłączonych i przede wszystkim nasiąkniętych propagandą państw na świecie – to właśnie w cieniu porażającej gry politycznej, ze swoją codziennością mierzą się zwykli Kubańczycy. Reporter Anthony DePalma pozwala podejrzeć ich życie takim, jakie jest naprawdę. Książka Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju to zaskakująco dobry reportaż, ubrany w mocno poruszającą historię, pełną rozmaitych emocji, szalenie wciągającą i momentami tak bardzo odważną. Ten wyjątkowy tytuł polecam nie tylko miłośnikom reportaży.

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

O historii trudno mówić obiektywnie. Przewodnikiem po dawnych wydarzeniach zazwyczaj jest przecież ktoś, kto mniej lub bardziej opowiada się za jedną ze stron. Często wyznacznikiem poglądów historycznych są doświadczenia przodków, ich opowieści, stare zapiski, po prostu dawne wspomnienia. Tak samo jest w przypadku głównej bohaterki Wołyńskiej gry – bohaterki, której rodzina została boleśnie naznaczona piętnem „krwawej niedzieli”. Jagoda nie spodziewa się jednak, że brutalna historia jej przodków właśnie dogoniła ją samą. Trauma Wołynia wraca, aby niespodziewanie wciągnąć młodą kobietę w kryminalny wir stale odradzającego się konfliktu polsko-ukraińskiego.

Debiutująca na rynku wydawniczym Justyna Białowąs zaskakuje już na froncie. Książka Wołyńska gra, której tytuł automatycznie nasuwa myśl o przerażającej w treści powieści historycznej, okazuje się mocno współczesnym kryminałem, dla którego historia stanowi jedynie źródło powstałych zdarzeń. Dawna historia nieustannie pojawia się na ustach bohaterów, zdaje się być wręcz żywa w ich dialogach i rozważaniach, ale nie jest relacjonowana wprost. Pojawiające się sceny bestialskich mordów, tak niewyobrażalnie trudne w realnym wyobrażeniu, tutaj przedstawione są jako ciążące od lat wspomnienia. To właśnie te wspomnienia stają się motorem napędzającym akcję kryminalną. Śmierć studenta na Warszawskiej Ochocie oraz znaleziona przy nim tajemnicza karta do gry to tylko zalążek niebezpiecznych scen – niesiona własną ciekawością bohaterka wybiera się bowiem w niespodziewaną podróż, która każe jej zmierzyć się z historią jej własnych przodków.
Pani Białowąs udało się coś niebywałego – debiutująca autorka, mimo nieustannego nawiązywania do Wołynia i jasnego osądu nad bestialstwem dokonanych wówczas mordów, przy kreacji obecnego konfliktu, nie jest w żaden sposób stronnicza. Można wręcz powiedzieć, że jest zaskakująco obiektywna i pozwalając bohaterom samodzielnie relacjonować wydarzenia, daje czytelnikowi możliwość spojrzenia na bieżące wydarzenia z różnych perspektyw. Zaangażowana do głównej roli Jagoda nie jest postacią łatwą do przyswojenia. Chociaż jest to młoda kobieta, której codzienność wypełnia świat projektów i korporacji, to w obliczu poznanych Ukraińców, od razu wpada w sidła wewnętrznej paniki, staje się nieufna, a wręcz szukająca samych najgorszych przywar. Kreacja tej bohaterki może irytować, ale szczęśliwie nie tylko jej wrażenia zostają przekazane odbiorcy. Największą sympatię z pewnością budzi Maciej – samozwańczy i nieco surrealistyczny policjant, który może nie błyszczy wiedzą historyczną, ale w zamian nadrabia swoją niecodzienną osobowością. Męską ekipę wzbogaca też dwóch ukraińskich bohaterów. Dimka, który swoją wyraźnie agresywną postawą zdaje się być prowodyrem najgorszych scen, a także mało przyjemny Oleg, którego udział w powieści ociera się o największą dozę tajemnicy. Każda z tych postaci ma inne doświadczenia życiowe, jest też uzbrojona w inny wachlarz rodzinnych wspomnień, a przez to każda z nich patrzy na powstały konflikt z zupełnie innej strony.

Chociaż debiut Justyny Białowąs ewidentnie wymaga czasu, akcja fabularna jest bowiem nieśpieszna i wyraźnie skupia się na przemyśleniach bohaterów, to jest to bez wątpienia książka niezwykła, osobliwa, zaskakująco współczesna, a przy tym ubrana w niespodziewany gatunek literacki. Wołyńska gra to pięknie wydana – okładka imitująca kartę do gry to nie przypadek, karty bowiem stanowią ważną akcent w zaproponowanej intrydze – powieść kryminalna, której niepodważalne źródło stanowią wspomnienia rzezi wołyńskiej. Zastosowana przez autorkę naprzemienna narracja pierwszoosobowa sprawia dodatkowo, że odbiorca może poznać smak różnych stron konfliktu polsko-ukraińskiego. To właśnie ta różnorodność perspektyw i dbanie o maksymalny obiektywizm sprawiają, że debiut ten podziwia się nawet po zakończeniu lektury.
„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

Jesteśmy podglądani. Każdego dnia, w każdej minucie, w każdej sekundzie. Stale uruchomiony GPS w smartfonie, media społecznościowe, komunikatory, zakupy internetowe, czy też aplikacje żądające nadania im kolejnych uprawnień – każdego dnia dobrowolnie sprzedajemy obcym naszą prywatność i nie zastanawiając się na tym, samodzielnie stawiamy się w roli ofiary. Nie ma przecież wątpliwości, że informacja to obecnie największa władza. Władza, która w jednej chwili może doszczętnie zmienić nasze życie. Przekonuje się o tym także bohaterka Wizjera, czyli najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz. Historia Laury to nic innego jak sfabularyzowany obraz zagrożeń, jakie niosą ze sobą współczesne dobrodziejstwa. Obraz, który nie tylko intryguje, ale też celowo obnaża ludzką świadomość.

Magdalena Witkiewicz nieprzypadkowo przedstawia akurat taką bohaterkę, jaką jest Laura – zwyczajną młodą mamę, ale też nieprzeciętnie inteligentną, codziennie obracającą się w bazach danych i z pewnością obytą w nowoczesnych rozwiązaniach kobietę sukcesu. Kobietę, która mimo dużej świadomości ryzyka, bezwiednie wpada w sidła współczesnego zła i tym samym pokazuje, jak łatwo można dać się zmanipulować lubianym mediom. Ktoś ewidentnie stoi bowiem za wydarzeniami, jakie nieoczekiwanie zaczynają dziać się wokół głównej bohaterki. Dziwne samobójstwo bliskiego znajomego, tajemnicza szefowa w nowej pracy i szokujące fakty z dawnego życia, które powoli wychodzą na światło dzienne. Kolejne odkrycia Laury bez wątpienia zaskakują, dają też do myślenia i przynoszą moc rozmaitych emocji, ale trzeba też przyznać jedno – Wizjer to powieść niesprawiedliwie zaszufladkowana.
Książka promowana jako trzymający w napięciu thriller, w mojej opinii typowym thrillerem na pewno nie jest. To historia naprawdę dobra, mocna, wciągająca i wyjątkowo na czasie, ale trudno w niej wyczuć rosnące napięcie, tak bardzo charakterystyczne dla wspomnianego gatunku. Ja bym tę powieść ubrała raczej w emocjonujący dramat psychologiczny, który swoją osobliwą tematyką i pomysłowo obudowaną intrygą naprawdę robi wrażenie. Chociaż akcja nie mknie tu zjawiskowo szybko, autorka skupia się przede wszystkim na kolejnych odkryciach bohaterów, to jednak powieść czyta się błyskawicznie i z wyraźnym zaangażowaniem. Nie ma bowiem wątpliwości, że autorka pokusiła się o społecznie potężny temat. Internet fascynuje i daje potężne możliwości, szczególnie tym, którzy potrafią z niego odpowiednio korzystać. Ta książka jest właśnie o takiej osobie…

Może Wizjer nie jest typowym thrillerem, ale z pewnością jest historią intrygującą. Wiarygodna główna bohaterka, ciekawie zbudowana historia życiowa, tajemnicze samobójstwa oraz świetnie zaprezentowane potencjalne zagrożenia wirtualnego świata – to wszystko sprawia, że książka Magdaleny Witkiewicz staje się w moich oczach naprawdę mocną, ekscytującą i przede wszystkim nad wyraz współczesną powieścią, której treścią spokojnie można podeprzeć niejedną społeczną dyskusję. To takie sfabularyzowane ostrzeżenie przed brutalnym tłem coraz bardziej wirtualnej codzienności.
„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

Rodzinna tragedia, śmierć męża, zaginięcie dziecka, prostytucja, molestowanie, szczątki dziecka w piwnicy, dawne tajemnice, lęk przed ciemnością i wreszcie powracający od lat dziwny sen – wydawać by się mogło, że tak bogaty splot wątków fabularnych to za dużo dla jednej historii, ale jak pokazuje Ewa Przydryga, można stworzyć intrygującą fabułę i oprzeć ją na mocno różnorodnej podstawie. Topieliska to właśnie taki thriller – tematycznie bardzo zróżnicowany, w odczuciu natomiast nieśpieszny i całkiem klimatyczny.

Autorka oddaje tu głos głównej bohaterce – to Pola samodzielnie relacjonuje wydarzenia, dzięki czemu odbiorca nie tylko obserwuje kolejne sceny, ale też poznaje bieżące przemyślenia kobiety. To dość częsty zabieg w thrillerach psychologicznych, daje bowiem możliwość wejścia w skórę bohatera, ale w tym przypadku potencjał ten nie do końca się sprawdza. Niby czytelnik poznaje myśli Poli, próbuje też wielokrotnie zinterpretować dręczący ją od lat sen, ale jednocześnie nie czuje tej postaci na tyle, aby się z nią utożsamić. Prawdopodobnie jest to związane z minimalizacją strefy emocjonalnej, która zazwyczaj tworzy więź między bohaterem a jego odbiorcą. Tu tych uczuć zwyczajnie brakuje. Ogromna tragedia rodzinna, śmierć męża i poszukiwanie zaginionego dziecka to tak trudne tematy, że nie sposób tak szybko i niezauważalnie zdjąć ich ciężar z siebie. Pola niemal od razu zaczyna swoje poszukiwania, choć w moich oczach szuka niezdefiniowanego. Tak do końca nie wiadomo, co kieruje jej często spontanicznymi ruchami – z pewnością nie jest to poszukiwanie synka. W Topieliskach brakuje mi zatem nie tylko ludzkiej strony głównej bohaterki, ale też celu fabularnego, który motywuje ją do rozmaitych działań.
W tej historii pojawia się bowiem cały wachlarz wątków – początkowy wypadek i związana z nim tragedia rodzinna to tylko czubek potężnej góry lodowej. Na łamach jednej powieści Ewa Przydryga prezentuje tak rozmaite tematy, że każdy z nich mógłby stanowić motyw oddzielnej debaty społecznej. Ta różnorodność sprawia, że odbiorca łatwo wpada w sidła zastawionej pułapki. Śledzi poczynania bohaterki i próbuje zrozumieć, gdzie one ostatecznie ją doprowadzą. Trzeba w tym miejscu oddać autorce jedno – potrafi sprawnie manipulować czytelnikiem. Chociaż w trakcie kolejnych scen można mieć pewne podejrzenia, można nawet podejrzewać odpowiednie osoby, to jednak trudno rozrysować sobie w głowie dokładnie taki scenariusz, jaki finalnie został rozegrany. Ten element sprawia, że książkę Ewy Przydrygi, mimo jej dość nieśpiesznego tempa, czyta się naprawdę dobrze i przyjemnie. Co ciekawe, tytuł Topieliska nie jest bez znaczenia – autorka określa tym mianem złe doświadczenia życiowe, które swoją emocjonalną głębią tak bardzo topią człowieka w bezradności, iż ten zwyczajnie nie potrafi wydostać się na zewnątrz. Ta interpretacja z pewnością pomaga w prawidłowym rozumieniu zdarzeń.

Chociaż powieść Ewy Przydrygi nie jest w mojej opinii idealnym thrillerem psychologicznym – brakuje tu odpowiedniego tempa, strefy emocjonalnej głównej bohaterki oraz wyraźnie zarysowanego celu fabularnego – to jednak jestem przekonana, że Topieliska będą naprawdę świetną rozrywką dla niejednego miłośnika gatunku. Wachlarz pełen rozmaitych wątków, ukryta w snach tajemnica i jakże szalone rozwiązanie sprawiają, że książkę czyta się z prawdziwym żywym zainteresowaniem.

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

Marta Reich – autorka, która kilka lat temu zauroczyła mnie szalenie inteligentnym debiutem kryminalnym (Morderstwo i cała reszta) oraz jego równie emocjonującą kontynuacją (Sztuki i sztuczki), właśnie wykonała odważny krok w stronę znacznie delikatniejszej literatury obyczajowej. Ten krok z pewnością zaskakuje, ale jednocześnie okazuje się nadzwyczaj przyjemny w odbiorze. Każde Twoje słowo to niezwykle poruszająca historia trzydziestoparolatków, którzy niesieni korporacyjną codziennością, nieoczekiwanie zaczynają mierzyć się z własnymi wspomnieniami. Tym samym, wracają do bolesnych emocji, które doszczętnie zmieniły ich ówczesne, jeszcze studenckie życie.

Ta opowieść fabularnie zawiera wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Tajemnicza historia zamknięta w skrzynce przeszłości, intensywne słodko-gorzkie przeżycia, sentymentalny przekrój Warszawy ostatniego dwudziestolecia i wreszcie wiarygodni współcześni bohaterowie, z którymi tak łatwo można się utożsamić. I jeszcze Londyn oraz szalone życie na emigracji, któremu tak łatwo dać się pochłonąć. Trudne decyzje, niefortunnie sformułowane myśli, dawne tajemnice i liczne niedopowiedzenia – to właśnie słowa, te wypowiedziane na głos, te ledwo wyszeptane i te celowo przemilczane – budują historię Karoliny, trzydziestoparolatki, wyraźnie pochłoniętej przez korporacyjną rzeczywistość. Gdy w pracy nieoczekiwanie pojawia się dawny ukochany Nelson, świat tej dwójki zaczyna lawirować wokół pozornie uśpionych wspomnień. Wracają piękne uczucia, wraca szczypta artystycznej duszy i wreszcie wraca ból rozbitego serca, które zdaje się wciąż tak bardzo krwawić.

Chociaż bieg wydarzeń jest raczej stonowany, z pewnością nieśpieszny, to jednak buzujące w bohaterach emocje sprawiają, że historia ta zdaje się nieprzerwanie żyć w umyśle czytelnika. Trudno przerwać lekturę choć na chwilę, trudno o niej nie myśleć – tak bardzo człowiek chce być częścią tego pięknego scenariusza. Warto też wspomnieć o niemal artystycznej scenografii, bo mimo zmiany gatunku literackiego, Marta Reich pozostała wierna jednemu – sztuce, która podobnie jak tworzyła osobliwe tło cyklu kryminalnego, tak i tutaj tworzy wyjątkową przestrzeń w życiu głównej bohaterki. To niesamowite, jak bardzo trafnie zgrał się ten motyw z kształtem całej fabuły. Podobnie trafiły do mnie retrospekcje, które prezentowane naprzemiennie z bieżącą akcją, sukcesywnie odkrywały kolejne rąbki tajemnicy.

Niezwykle piękna, intrygująca, mocno sentymentalna i przede wszystkim absolutnie wciągająca! Każde Twoje słowo to dla mnie esencja literackiej przyjemności – w stworzonym przez Martę Reich świecie jest bowiem wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Świetna fabuła, intensywne ludzkie emocje i wreszcie dawne tajemnice – przyznaję, że jestem doszczętnie zachwycona tym tytułem!
„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

Napisać dobry kryminał nie jest rzeczą prostą. Potrzebny jest nie tylko osobliwy główny bohater i jakaś zbrodnia, ale też przemyślana, dobrze rozpisana i przede wszystkim mocno tajemnicza intryga, której ogniwa będą porządnie trzymać odbiorcę w napięciu. Oczywiście, przydałby się też sprawca zbrodni, który swoim sprytem zaskoczy nie tylko głównego bohatera, ale też samego czytelnika. Ta reguła zdaje się być literackim pewniakiem, ale jak pokazuje debiutujący na rynku wydawniczym Maciej Klimarczyk, można nieco zaryzykować i zamiast przeciągle ukrywać sprawcę, wystarczy zaangażować go do najważniejszej roli…

Śpiewaczka właśnie taka jest. Tytułowa bohaterka sama przyznaje się tu do morderstwa i realizując swój przebiegły plan, zaczyna psychologiczną grę ze śledczymi i lekarzami. W tym przypadku pytanie nie brzmi „Kto zabił?”, a raczej „Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?”. To właśnie ta celowa jawność sprawcy wpływa na wyjątkowy charakter powieści. Niby czytelnik wie znacznie więcej niż prokuratura i zajmujący się sprawą śpiewaczki lekarze, ma wręcz okazję uczestniczyć w akcie krwawego morderstwa, a jednak motyw działań Elizy Kanteckiej długo pozostaje pod nadzorem tajemnicy. Motyw lub jego brak, gdyż wyspecjalizowane oko psychologów doszukuje się tu także innej, zaskakująco patologicznej możliwości. Jedno jest pewne – słynna primadonna opery bydgoskiej właśnie podjęła się roli życia.
W umyśle śpiewaczki zauważalnie buzują rozmaite emocje. To właśnie one uruchamiają mechanizm zła, a ten buduje coraz większą sieć kłamstw i celowych manipulacji. Tu mimo otwartości działań, do końca nie ma stuprocentowej pewności, jak dokładnie działał umysł Kanteckiej w momencie zbrodni. Jedno jest jednak pewne, autor – psychiatra, seksuolog i doktor nauk medycznych – w niesamowity sposób przemierzył własną wiedzę zawodową, aby zbudować historię nie tyle interesującą, co naprawdę świeżą, intrygującą i przede wszystkim mocno przekonującą. Co ciekawe, autor fabularnie przemierza nie tylko bydgoskie ulice, ale dodatkowo urozmaica powieść w akcenty rodem z samego Watykanu. Sceny te, choć początkowo mało związane z wątkiem głównym, finalnie okazują się mieć duże znaczenie w całej historii.

Nieszablonowa intryga kryminalna, mocno psychologiczny charakter powieści oraz swoista postać primadonny-morderczyni sprawiają, że Śpiewaczka to powieść zaskakująco świeża, zagadkowa i z pewnością przekonująca. Debiutujący tym tytułem Maciej Klimarczyk – psychiatra i seksuolog w życiu zawodowym – świadomie zagłębia się w umysł głównej bohaterki, sprytnie manipuluje jej myślami i wykorzystując mało zbadane przypadki chorobowe, daje śledczym materiał do iście medycznych przemyśleń. Debiut pana Klimarczyka polecam nie tylko miłośnikom rasowego kryminału, ale też fanom thrillerów psychologicznych – przy tej historii po prostu nie sposób się nudzić. 
„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

Były gliniarz ponownie w akcji. Takich bohaterów widział już nie jeden kryminał, a jednak duetowi Beacie i Eugeniuszowi Dębskim udaje się stworzyć postać, której działania śledzi się z żywym zainteresowaniem. Usunięty ze służby za przestępstwo – de facto, niepopełnione – Tomasz Winkler podejmuje się sprawy morderstwa, która w policyjnych aktach została już odsunięta w przysłowiowy kąt. Dwudziesta trzecia to powieść z pewnością wyjątkowa – sprawca jest tu bowiem teoretycznie podany na tacy, a stawianym pytaniem nie jest „Kto dokonał zbrodni?”, a raczej „Jak udowodnić, że to właśnie on?”.

Samo morderstwo nie jest w żaden sposób osobliwe. Ofiarą okazuje się małżonka bogatego biznesmena, który to zdesperowany jawną niemocą policji, oferuje Winklerowi nagrodę pieniężną za zdobycie dowodów pogrążających domniemanego sprawcę. To właśnie z taką sprawą próbuje się zmierzyć były stróż prawa. Bohater zgoła interesujący – głównie przez wzgląd na parszywy błąd przeszłości, a mianowicie składanie zeznań przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Co warto podkreślić, to właśnie środowisko lekarzy zdaje się ważne w toku podjętej przez niego sprawy. Były gliniarz nie działa jednak sam. Jego nieodzownym suportem okazuje się 80-letnia babcia Roma, maniaczka sudoku i jednocześnie miłośniczka mocniejszych trunków, z którą to Winkler nieprzerwanie prowadzi rozbrajające swym sarkastycznym podłożem dialogi – rozmowy tej dwójki zaprawione są zatem naprawdę uroczymi złośliwościami. Nieocenionym wsparciem dla tego duetu okazuje się też znajoma Iwa, specjalistka od trudnej młodzieży, z którą to razem w trójkę wpadają na trop znacznie bardziej przerażającej sprawy.
Wykreowana intryga jest w odczuciu naprawdę dobra, wciągająca i co warto wspomnieć, sposób jej przedstawienia zdaje się być daleki od współczesnych, często przesyconych krwią powieści kryminalnych. Tu autorzy skupiają się na klasyce, przede wszystkim na motywach i poszukiwaniu dowodów, poświęcając jedynie epizodyczną przestrzeń na opisy samych zbrodni. Akcja jest tu zauważalnie stonowana, nieśpieszna, czytelnik ma zatem zapewniony czas na spokojną analizę każdej sceny oraz każdej myśli głównego bohatera. Ten klasyczny w odczuciu kryminał potraktowany jest też bardzo opisowo, co z jednej strony sprzyja odbiorcom-detalistom, ale jednocześnie może przeszkadzać tym, którzy szukają swobodniejszej formy przekazu.

Dwudziesta trzecia to pozbawiony typowej brutalności kryminał miejski, wyraźnie nasączony klasyką, a przez to także nastawiony na szukanie motywów. Dość osobliwa postać byłego gliniarza oraz zaskakująco ironiczne dialogi między nim i babcią Romą sprawiają, że mimo mocno stonowanej, a z pewnością nieśpiesznej akcji, książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Powieść Beaty i Eugeniusza Dębskich polecam przede wszystkim tym, którzy szukają porządnego kryminału w starym klasycznym stylu.

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

Niezwykle przystojny, wyraźnie szarmancki i oczywiście dobrze ułożony – po prostu mężczyzna idealny, o jakim marzy prawie każda kobieta. Mężczyzna, któremu ufa się bezwiednie. Właśnie takiego bohatera przedstawia czytelnikom Diana Brzezińska w swojej powieści On. Książka, która zamiarem miała być prawdopodobnie gatunkowym thrillerem, w moim odczuciu okazuje się iście kryminalną historią z nutą prawdziwie dramatycznego ostrzeżenia.

Fabuła przedstawiona jest dwutorowo, odbiorca ma zatem możliwość śledzić bieg wydarzeń z dwóch różnych perspektyw, a tym samym zrozumieć, jak wielkie konsekwencje może przynieść nowo nawiązana relacja. Fatalne zauroczenie – tak nazwałabym uczucia, jakimi Anna obdarza nieoczekiwanego adoratora. Ślepo zapatrzona w wyśniony ideał mężczyzny, kobieta zwyczajnie wpada w jego pozornie przytulne sidła. Sidła psychopatycznego zła, o których bohaterka przekonuje się z czasem. Portret psychopaty to jeden z tych elementów powieści, który uważam za najlepiej zarysowany. Diana Brzezińska, prezentując bowiem działania mężczyzny, opisuje je za pomocą etapów poznawczych, stanowiących swoistą definicję tej zauważalnie toksycznej relacji. I co ważne, nie jest to prezentacja podręcznikowa, a raczej niecodzienne ostrzeżenie ubrane w sfabularyzowaną historię kryminalną.
Ogromnym plusem powieści jest także jej lekki i przejrzysty styl. Nie ma tu długich nużących opisów, autorka nie skupia się na czysto słownikowym opisie, w zamian oferuje przyjemną w odbiorze historię kryminalną, w której fragmentarycznie pojawiają się nawet wątki humorystyczne. Ten humor wyraźnie sprzyja rozluźnieniu i sam w sobie jest naprawdę zabawny, ale nie ukrywam, że mi osobiście kłócił się z powagą całej powieści. To samo dotyczy zaangażowania przyjaciółki prokuratora, która swoją charakterną i mocno sarkastyczną postawą zdawała się być niczym wyrwana z innej książki. Taką mam wręcz nadzieję, ponieważ jako odrębna postać, Gabriela Sawicka z pewnością mogłaby zdobyć serca wielu czytelników. Warto jeszcze wspomnieć słowem o kreacjach, a właściwie o braku typowego bohatera głównego. Chociaż Anna zdaje się być postacią pierwszoplanową, w końcu to jej relacja staje się fabularnym przykładem dla innych, to z jakichś przyczyn autorka blokuje jej pierwszy plan, wprowadzając na niego mało wyrazistych śledczych. To jednak taki szkopuł, który w mojej opinii będzie wadził jedynie niektórym.
Chociaż w powieść On wbiły się zbędne wątki humorystyczne, a zakończenie nie ma efektu zaskoczenia, to fabularnie tytuł ten okazuje się nie tylko przyjemnym w odbiorze dramatem kryminalnym, ale przede wszystkim swoistą przestrogą – takim sfabularyzowanym ostrzeżeniem, które powinna poznać każda kobieta. Powieść Diany Brzezińskiej polecam przede wszystkim tym, którzy w kryminałach szukają czegoś więcej niż tylko rozwiązanie zagadki.

„ZNACHOR” – MICHAŁ ŚMIELAK | Wyścig, w którym każdy oszukuje?

„ZNACHOR” – MICHAŁ ŚMIELAK | Wyścig, w którym każdy oszukuje?

Niejednokrotnie miałam wrażenie, że rynek kryminałów został już fabularnie nasycony. Stworzenie oryginalnej intrygi kryminalnej czy wykreowanie swoistych postaci, zdaje się przecież wyzwaniem niemal nieosiągalnym. Można się jednak pozytywnie zaskoczyć – okazuje się bowiem, że da się sprostać zadaniu i zbudować tak nieoczywistą historię, że dla wielu czytelników okaże się ona nie lada zagadką. Właśnie taką fabułę przedstawia Michał Śmielak w swojej książce Znachor – powieści kryminalnej, będącej debiutem polskiego autora.

Badania, diagnoza i on – wyrok śmierci w postaci nieuleczalnego glejaka. Właśnie w takiej sytuacji czytelnik poznaje głównego bohatera Krzyśka. Przerażająco negatywne rokowania nie pozostawiają złudzeń, jedyną szansą na wyjście z choroby jest wiara w cud, a dokładnie w cudowną moc tajemniczego uzdrowiciela. Tytuł książki nie jest zatem przypadkowy. To właśnie osobliwy znachor ma być tym, który pomoże wykonać niewykonalne. Dwudziestolatek trafia do domu cudotwórcy, lecz ten zamiast typowej terapeutycznej sesji, angażuje Krzyśka w poszukiwania groźnego mordercy. Jak się okazuje, na terenie całego kraju w dziwnych okolicznościach zaczynają umierać znani znachorzy i uzdrowiciele. Tajemniczy zabójca rozprawia się z ofiarami, korzystając z metod znanych z czasów polowań na czarownice…
Zgodnie z opisem na okładce, debiut Michała Śmielaka to wyścig, w którym każdy oszukuje. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż autor tak sprytnie manipuluje biegiem zdarzeń, że czytelnik nieświadomie co chwilę wpada w zastawione sidła. Szalona akcja kryminalna i cała ta otoczka związana z chorobą oraz cudotwórcami to tak niecodzienne połączenie, że mimo zauważalnie opisowego charakteru, książkę czyta się z wyraźnym zainteresowaniem. Warto też zauważyć, że autor uzbraja fabułę w swoisty czarny humor, który w niektórych fragmentach zdaje się być niemal prześmiewczy. Ten element nie każdemu przypadnie do gustu, natomiast w mojej opinii styl autora jest dzięki temu na tyle charakterystyczny, że można go uznać za obiecujący.

Zemsta wymierzana uzdrowicielom i przerażający powrót do dawnych metod polowań na czarownice – tak tematycznie wymieszana intryga kryminalna łączy się tu z człowiekiem podejmującym wymuszoną walkę o życie. Może nie ma wielkiego zachwytu, a szeroko otwarte zakończenie nie zaspokaja wszelkich potrzeb, ale przyznaję, że debiut Michała Śmielaka ma w sobie coś osobliwego – to lektura z pewnością pomysłowa, zaskakująca i mocno uzbrojona w ciekawostki historyczne. Patrząc całościowo, uważam zatem Znachora za powieść naprawdę godną polecenia.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger