„NIE DOPNIESZ SWEGO” – DIANA BRZEZIŃSKA | Błyskotliwy, ekscytujący i charyzmatyczny niczym jego kontrowersyjna bohaterka!

„NIE DOPNIESZ SWEGO” – DIANA BRZEZIŃSKA | Błyskotliwy, ekscytujący i charyzmatyczny niczym jego kontrowersyjna bohaterka!

Każda zbrodnia domaga się wyjaśnienia. Szczególnie ta nasączona świeżością, przerażająca i intencjonalna, w biegu trwającego śledztwa enigmatyczna i niezrozumiała. A przecież ktoś stoi za okrutnym czynem, ktoś zna wszystkie odpowiedzi. Diana Brzezińska tworzy przestrzeń właśnie dla takiej intrygi – niekoniecznie finezyjnej w swej wizualnej treści, a jednak nurtującej, plastycznej i absorbującej. Nie dopniesz swego to kryminał fascynujący i nieobliczalny zarazem, jednocześnie rozbrajający i nieco ironiczny.

Ta powieść to przede wszystkim emocjonujący wstęp do dłuższej znajomości z nadzwyczaj charakterną kreacją. Napisać, że Gabriela Sawicka to charyzmatyczna postać, to jakby jedynie śladowo musnąć jej dzikiej osobowości. Bo przecież to kobieta szalenie ofensywna, wyszczekana i kontrowersyjna, w niektórych dyskusjach wręcz nieprzyjemna i siarczysta, z pewnością bezkompromisowa i skuteczna w prowadzonych działaniach. Zaginięcie innego prokuratora, znaleziona w lesie męska ręka, brutalnie zgwałcona i zamordowana Ukrainka – tu nie ma miejsca na jednorodność zdarzeń, równolegle zdefiniowane zostają różne ogniwa kryminalne. Czytelnik żwawo wdziera się w naturalną ekscytację bohaterki, tym samym angażuje się w dość tuzinkowe, a jednak zagadkowe śledztwo, nieustannie podziwiając maestrię teatralną, którą pani prokurator zdaje się emanować w ewidentnie różnorodnej codzienności. Nieuchronnie dostrzega też otchłań szczelnie zamkniętej intymności – doskonale wie, że ta naoczna skrytość musi mieć swoje podłoże. I stara się przyglądać poszczególnym scenom z taką uważnością, aby dotrzeć do zatuszowanej prawdy – aby zedrzeć z nałożonej maski jak najwięcej nieobnażonych dotychczas warstw. Przydzielony z dochodzeniówki Rafał Michalski sprawia wrażenie łagodniejszego i bardziej profesjonalnego, niewątpliwie otwartego na szczeliny własnej wrażliwości – ten człowiek bezsprzecznie potrafi wykazać się dużą pewnością siebie, śmiało dotrzymuje też kroku w narzuconych zgryźliwościach. Chemia między tą dwójką zdaje się aż nadto oczywista – nie brakuje tu zatem romantycznych gestów, także tych bardziej pikantnych i zmysłowych.

Błyskotliwy, ekscytujący i charyzmatyczny niczym jego kontrowersyjna bohaterka! Nie dopniesz swego to kryminał intrygujący i szalony, nasycony dziką kąśliwością oraz nieustannie wyczuwalną lekkością. Ta kreacja to przede wszystkim Gabriela Sawicka – arogancka, impulsywna i niewyparzona prokurator, jednocześnie kobieta mocno tajemnicza i nieodgadniona w treści dyskretnie zaszytych wspomnień. Diana Brzezińska wdziera się tu zarówno w różne sprawy kryminalnie, jak również w wizualnie romantyczne uniesienia – pełne uszczypliwych tekstów oraz niemal filmowej soczystości. Ta historia to także osobliwa wycieczka po ulicach naruszonego fabularnie Szczecina – z pewnością odkrywcza i niepowtarzalna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Otwartym

„JESIEŃ OTULA SPOKOJEM” – KAROLINA WILCZYŃSKA | Zamglona sekretami dyskretnie odkrywanej przeszłości

„JESIEŃ OTULA SPOKOJEM” – KAROLINA WILCZYŃSKA | Zamglona sekretami dyskretnie odkrywanej przeszłości

Jesień często wybrzmiewa refleksyjnym tonem. Osnuta płaszczem porannej mgły, naznaczona wcześnie upominającą się wieczorną ciszą – niejednokrotnie można dostrzec, jak melancholijnie pozwala myślom kołysać się wśród codzienności, szczególnie tej nieco zagubionej, ewidentnie domagającej się życiowego przeglądu. Karolina Wilczyńska wkrada się właśnie w taką scenerię – zauważalnie sielską i w emocjach dziwnie przygnębioną, a jednak tęsknie rozglądającą się za uśmiechem kolejnego dnia.

Jesień otula spokojem to dla wielu powrót do miejsca wyjątkowego i tajemniczego zarazem, to bowiem drugi tom odczuwalnie nostalgicznej serii. Wrzosowa Polana zdaje się być tłem mocno enigmatycznym, posępnym, jakby celowo zanurzonym w gąszczu trosk, ludzkich smutków i szerzących się wątpliwości. Nawet przypadkowy gość znajdzie tu przestrzeń dla własnej wyobraźni – przekraczając próg swojsko urządzonego domu Diany, z pewnością zdefiniuje ciepło i naturalny optymizm w prowadzonych warsztatach, poczuje prawdziwą pasję, odważną próbę życiowej niezależności oraz niespodziewany strach przed brudem niedawnych wspomnień. Jednocześnie odkryje moc kobiecej żarliwości i nieodzowne piękno szczerej przyjaźni, spojrzy w życiorysy innych bohaterów, pozna ich zmartwienia, rozterki i potrzeby. Najbardziej apatyczną kreacją zdaje się być Wanda – emerytowana lekarka, przybita i stroskana postępującą chorobą matki, niewątpliwie szukająca ukojenia dla wyraźnie strapionego serca. To kobiece portrety tworzą znamienną oś tej sentymentalnej opowieści – nasycone niepewnością, targane niepokojem, zaaferowane niechcianą biernością. Ale też wzajemnie wspierające i niezwykle empatyczne. Niesamowita okazuje się tu także jesienna scenografia – wizualnie raczej listopadowa, szara, zacieniona, mocno sposępniała, a jednak owiana dozą tajemnicy oraz nieprzerwanie przywoływaną magią.

Nostalgiczna, melancholijna, refleksyjna – zasnuta szarością późno jesiennego dnia, zamglona sekretami dyskretnie odkrywanej przeszłości, otulona sielskością szlachetnego krajobrazu. Karolina Wilczyńska snuje opowieść zaszytą nicią ostrożnej wrażliwości, w odczuciu kameralną, wyciszoną i zniuansowaną, fabularnie natomiast nurtującą, tajemniczą i mocno uczuciową. To także urzekająca fotografia kobiecości – tej odważnej, niezależnej i inspirującej, jak również tej zduszonej strachem, samotnością i wątpliwościami, w obu przypadkach muskanej intymnością uchwytnie magicznych scen.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona

„OTO JAK KOŃCZY SIĘ ŚWIAT” – JEN WILDE | Thriller pełen podejrzanych gestów i mocno niepokojących scen!

„OTO JAK KOŃCZY SIĘ ŚWIAT” – JEN WILDE | Thriller pełen podejrzanych gestów i mocno niepokojących scen!

Bale maskowe od lat przywodzą na myśl nieprzeciętne wydarzenie towarzyskie. Przepiękne długie suknie, usztywnione postawy, tajemnicze rozmowy, pozłacane maski i ukradkiem ujawniające się twarze. To także idealna przestrzeń dla intryg i enigmatycznych słów, może nawet dla poważnego przestępstwa. Jen Wilde wkrada się w ten motyw z dużą zuchwałością, ociera się nie tylko o balową elegancję, ale też o niespodziewane morderstwo. Oto jak kończy się świat to powieść szalona i z pewnością nieobliczalna, ale też niezwykle wciągająca.

Tu od początku wyczuwa się nieco zawiesisty klimat – nasączony nowojorskim snobizmem i aurą elitarnej akademii, ewidentnie zróżnicowany w perspektywie głównej bohaterki. Bo przecież udział w corocznej maskaradzie zdaje się być dostępny jedynie dla wąskiego grona, z pewnością nieosiągalny dla studiującej dzięki stypendium Waverly. Mimo to, dziewczynie udaje się fartem wedrzeć w zagadkową imprezową otchłań – w nieswoim stroju i w nieswojej masce, a jednak w zgodzie z własnym dyskretnym planem. Tu zaczyna się iście niebezpieczna część powieści, autorka zaczyna przywoływać zeszłoroczne wspomnienia oraz zakończony bez wyjaśnienia romans, inauguruje też brutalną zbrodnię, konspiracyjne grupowe zachowania i nieokiełznany prognozą ogólnokrajowy blackout, w mojej opinii akcent mocno zaskakujący. Tak tworzy się atmosfera niepokoju – nasączona ciemnością fabrycznych korytarzy, dziwnymi dźwiękami, upominającym się strachem i przeszywającą niepewnością zdarzeń. Ten katastroficzny scenariusz może doprowadzić do różnych zakończeń – tu nie ma miejsca na oczywistość fabularną. W zamian utrwala się bezwzględność charakterów pragnących dotknąć piedestału władzy – zanurzonych w egoistycznej nieczułości, fanatycznych i nieprzejednanych.

Szalenie intrygujący, zagadkowy i nieobliczalny – thriller pełen podejrzanych gestów i stricte niepokojących scen. Jen Wilde zmyślnie zaszywa się w nieprzeciętnej narracji młodej queerowej bohaterki – pozwala jej wkraść się w bezwzględność elitarnej akademii, wedrzeć się w euforię corocznej maskarady, poczuć namacalny strach i zdefiniować pozerstwo nowojorskich bogaczy, wgryźć się także w katastroficzną przestrzeń zdarzeń i skonfrontować z szeptem romantycznej przeszłości. To powieść nasączona wonią tajemnicy, prowokacji i niebezpieczeństwa – w każdej stronie enigmatyczna i mocno alarmująca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Books4YA (Zielona Sowa)

„SZTORM” – DARIA KASZUBOWSKA | Powieść muskana paletą wielu życiowych barw!

„SZTORM” – DARIA KASZUBOWSKA | Powieść muskana paletą wielu życiowych barw!

Kaszuby często przywodzą na myśl sielską atmosferę i piękne malownicze jeziora, ale też wielobarwność kulturalną i zauważalne przywiązanie do wieloletnich tradycji. Daria Kaszubowska przedziera się przez tę wyjątkową scenerię z niebywałą subtelnością, jednocześnie nie szczędzi bohaterom najtrudniejszych chwil. Powieść Sztorm to nie tylko emocjonujący wstęp do ekscytującej Sagi Kaszubskiej, to przede wszystkim historia nasączona żywymi uczuciami, odczuwalnie piękna, poruszająca i nieoczywista.

Ten krajobraz można uznać za czarujący i brutalny zarazem. Czarujący w obranej kaszubskiej panoramie – naszkicowanej bardzo plastycznie i niemal sielankowo, z pewnością malowniczej i urzekającej. Brutalny w zarysowanym przedziale historycznym – bo przecież właśnie rozpoczyna się pierwsza wojna światowa, w sercach naruszonych kreacji przeszyta niepewnością, tęsknotą oraz naturalną troską o najbliższych. Tu nie ma przestrzeni na łatwe emocje, podobnie jak nie ma miejsca na przewidywalność zdarzeń – każdy dzień może przynieść ból i otworzyć wachlarz prawdziwie traumatycznych scen, każdy może okazać się tym ostatnim. Czytelnik nieuchronnie wtapia się w fotografię rodziny Stoltmanów, wyczuwa odwagę, temperament i determinację braci powołanych do wrogich sobie armii, definiuje też niesamowitą przynależność do zilustrowanej sentymentalnie ziemi, niespodziewanie wdziera się także w otchłań tajemniczego morderstwa. Sportretowana wioska zdaje się być bowiem mocno podzielona – tu jeden człowiek ewidentnie widzi w swej twarzy Polaka, drugi głośno nazywa siebie Niemcem, każdy natomiast wiernie identyfikuje się z Kaszubami, utożsamia z osobliwą mową, językiem oraz kultywowanymi zwyczajami. Każdy chce kochać i być kochany. Autorka akcentuje tę miłość wielokrotnie, pozwalając wyobraźni poczuć hermetyczny klimat niezwykle wiarygodnie, w zobrazowanych detalach niemal dotykalnie. Nieuchronnie kieruje wzrok także w stronę pola bitwy, eksponuje dramatyczne gesty, każe patrzeć cierpieniu w oczy. Chce utrwalić pamięć o rozdzierającym smutku i boleśnie przypominającej się stracie.

Niezwykle dramatyczna, przejmująca i sentymentalna podróż w czasie. Sztorm to powieść muskana paletą wielu uczuciowych barw, w swym fabularnym biegu nadzwyczaj różnorodna, nieoczywista i poruszająca. To także początek fascynującej sagi – Kaszuby zdają się tu być rozdarte i w postawach skrajnie podzielone, ewidentnie skontrastowane narzuconą niechybnie wojną, jednocześnie naznaczone swojskością, pięknymi tradycjami oraz duchową przynależnością. To historia zasiana w gąszczu rodzinnej wrażliwości, ujarzmiona porywami serca oraz literackim wdziękiem, z pewnością wiarygodna i mocno absorbująca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„TEN DRUGI” – KAMILA MIKOŁAJCZYK | Szaleństwo uczuciowych wątpliwości!

„TEN DRUGI” – KAMILA MIKOŁAJCZYK | Szaleństwo uczuciowych wątpliwości!

Jedna noc może zmienić wszystko. Nawet ta w zamiarze jednostkowa, wręcz incydentalna i świadomie nasączona spontaniczną namiętnością. Nie zawsze łatwo pozbyć się osobliwych wspomnień – szczególnie tych najbardziej euforycznych i w przebiegu nieprzeciętnych, tym bardziej jeżeli same usilnie próbują o sobie przypomnieć. Dokładnie taki scenariusz buduje Kamila Mikołajczyk w nieco szalonej, a przede wszystkim mocno absorbującej powieści Ten drugi.

Tu od początku wyczuwa się iskrę kobiecego żywiołu – wszystko za sprawą spełnionego marzenia oraz nadzwyczaj charakternej narracji pierwszoosobowej. Aria ma swoje zdanie i ma odczuwalnie silny temperament, potrafi ostro dyskutować i zaciekle bronić własnych racji – w oczach czytelnika mimowolnie staje się zatem kreacją niezwykle intrygującą. Fabularnie autorka obiera szlak kilku popularnych motywów romantycznych, tworzy tym samym nie tylko emocjonujący trójkąt miłosny, ale też trudną do poskromienia relację hate-love oraz fragmenty zakazanego uczucia. Tu nieustannie kumuluje się napięcie, kształtuje się niepewność i szerzą się zrozumiałe wątpliwości – serce zdaje się tu nieprzerwanie szukać właściwych odpowiedzi. Bo przecież jeden mężczyzna to definicja szczerej namiętności, drugi natomiast wizja poważnego związku. Każdy z nich wyróżnia się niepowtarzalnością, każdy ocieka zmysłową pikanterią, oczywistym bogactwem i skrywaną głęboko wrażliwością, nawet jeżeli skażoną zadziornie panoszącym się brudem wypowiadanych regularnie złośliwości. Tu nie ma miejsca na delikatne decyzje, a przekrój zdarzeń utrwala nieokiełznany charakter obranych scen życia. Zakończenie szokuje i sugestywnie łamie serce, ewidentnie domaga się kolejnej części.

Szaleństwo uczuciowych wątpliwości! Powieść nadzwyczaj soczysta w fabularnej zażartości, jednocześnie temperamentna, rozbrajająca i nieoczywista, napełniona świadomie gwarem naturalnej niepewności. Ten drugi to historia osadzona wyraźnie w zajmującym motywie trójkąta miłosnego, pełna uszczypliwych scen i gestów gaszonej prowokacją nienawiści, to także fascynujący pokaz zakazanej namiętności. Kamila Mikołajczyk intencjonalnie narusza przestrzeń kobiecej wrażliwości, tym samym zniewala zmysły i pobudza wyobraźnię, finalnie pozostawia wyśmienite wrażenia oraz trudne do ujarzmienia łzy.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

„ROZDZIELIŁO NAS ŻYCIE” – WIKTORIA GISCHE | Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń!

„ROZDZIELIŁO NAS ŻYCIE” – WIKTORIA GISCHE | Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń!

Prawdziwy ból nigdy nie opuszcza duszy. Wielokrotnie staje się drzazgą na długie lata, nierzadko wręcz na całe życie – drzazgą przykrą, nieznośną, przytłaczającą. Wiktoria Gische wymownie o tym przypomina – nie szczędzi bowiem swojej kreacji trudnych scen, każe jej wrócić myślami nie tylko do parszywej nazistowskiej codzienności, ale też do niedoskonałej rodzinnej fotografii. Rozdzieliło nas życie to powieść odczuwalnie przejmująca i mocno refleksyjna, jednocześnie piękna i urzekająca w zarysowanej świeżości młodzieńczych uczuć.

A wszystko zaczyna się w przestrzeni współczesnej, w jednej z berlińskich kancelarii, gdzie odczytany ma zostać testament brata głównej bohaterki. W postawie starszej charakternej kobiety dominuje niechęć i odraza, może nawet nienawiść. Bo przecież wspomnienia nieustannie wrzynają się w wyobraźnię, nie pozwalają zapomnieć, szczególnie te gorzkie, bolesne i nieobliczalne – to w nich zaszyta zostaje historia przepełniona fetorem nadciągającej zawieruchy. To Nina zdaje się snuć tę opowieść, chociaż autorka otwarcie stawia na narrację tradycyjną. I ewidentnie domaga się skupienia – zmyślnie bowiem lawiruje datami, nakreśla powiązania, przenosi się do znamiennych zdarzeń z naruszonych życiorysów. Fabularnie wkrada się przede wszystkim do czasów pierwszej wojny światowej oraz międzywojnia, przywołuje tym samym dwie intrygujące kobiece twarze. Z jednej strony utrwala portret kobiety wybrakowanej – matki nasączonej strachem, bezradnością oraz wyrażonym chorobą dziecka przygnębieniem, z drugiej natomiast tworzy obraz kobiety hardej i zauważalnie niespełnionej, usilnie łaknącej towarzystwa, wieczornego życia oraz prowokacyjnej namiętności. Dora to kreacja wizualnie nieprzyjemna i przerażająca, osadzona nie tylko w toksycznym egoizmie dnia, ale też wiernie oddana nurtom ideologii hitlerowskiej. Na podstawie tego małżeństwa, Gische podkreśla ówczesne relacje, plastycznie nakreśla podziały wewnątrzmałżeńskie, różne spojrzenia i wzajemne rozczarowania.

Najważniejsza zdaje się być jednak sama Nina – jeszcze nastoletnia, śpiesznie identyfikująca skażenia życia, jednocześnie otwierająca się właśnie na wrażliwość oraz nowe doznania uczuciowe. Motyw pierwszej miłości niewątpliwie nadaje tej powieści wzruszającego charakteru, obarczony zostaje bowiem tęsknotami i boleśnie upominającą się niepewnością jutra. Ten tytuł to także brutalne różnice w obranej scenerii. Czytelnik przemierza bowiem ulice pozornie bezpiecznego Śląska, a po chwili ponownie wkrada się wzrokiem do nieobliczalnego w treściach politycznych Berlina – naznaczonego mocno zaakcentowaną tu zmianą. Swawolne, wręcz wyuzdane oblicze przedwojnia kontra szare i znudzone miasto, którego barwą staje się czerwona flaga ze swastyką. Berlin zostaje nasycony czerwienią, niczym spływającą po nim krwią.

Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń! Powieść Rozdzieliło nas życie wyraźnie domaga się uważnego czytelnika – to historia rozczulająca w naruszonym motywie nastoletnich uczuć, jednocześnie przeszyta bólem i palącą tęsknotą, optycznie niepozbawiona ofiar. Niektóre sceny dosłownie miażdżą serce, nie chcąc pozostać zapomniane. Wiktoria Gische świadomie kontrastuje fanatyczną fascynację ideologią nazistowską z próbą ocalenia rodziny oraz usilnym pragnieniem normalności, umyślnie szkicuje też dwa skrajne portrety kobiecości – gdzieś ukradkiem nieprzerwanie utrwala myśl o wielu twarzach miłości.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„DOPÓKI ROSNĄ CYTRYNOWE DRZEWA” – ZOULFA KATOUGH | Niezwykle wstrząsająca narracja!

„DOPÓKI ROSNĄ CYTRYNOWE DRZEWA” – ZOULFA KATOUGH | Niezwykle wstrząsająca narracja!

Książki osadzone w gąszczu wojny zawsze poruszają serce. Niełatwo bowiem przejść obojętnie obok scen nasyconych strachem, cierpieniem, bezradnością. Nawet jeżeli obrana historia ma fikcyjne fundamenty, często okazuje się trudnym i zatrważającym doświadczeniem, z pewnością sprzyjającym przybliżeniu brutalnej prawdy. Zoulfa Katough kieruje wzrok w stronę przygniecionej wojenną zawieruchą Syrii – tym samym sprawia, że powieść Dopóki rosną cytrynowe drzewa staje się w odczuciu nie tylko smutna i poruszająca, ale też wymowna i mocno refleksyjna.

Tu nie ma przestrzeni na delikatne epizody, a najwierniejszym przyjacielem okazuje się przeszywająca niepewność. Niespodziewane naloty bombowe, nagminne ataki, brak podstawowej żywności, nieustannie panosząca się śmierć – tak wygląda Syria walcząca w wolność, tak zobrazowana zostaje codzienność młodej bohaterki. Salama to kreacja dostrzegalnie zagubiona i rozdarta, jednocześnie odważna, zdeterminowana i niezłomna w podejmowanych działaniach. Miała dom, rodziców i kochającego starszego brata, miała też spełnić się w wymarzonej roli – zostać farmaceutką, a jednak czytelnik wdziera się w jej egzystencję w momencie namacalnie gorszym, bardziej radykalnym i nieobliczalnym. I z łatwością definiuje w niej miłość do kraju oraz naturalny instynkt to udzielania pomocy. To niesamowita bohaterka – wolontariuszka, nieustraszona w obliczu makabrycznych scen, pomagająca rannym w ukojeniu bólu, niejednokrotnie ratująca życie lub trzymająca za rękę w ostatnim dziecięcym tchnieniu. Autorka przedstawia rzeczywistość fabularną niezwykle obrazowo, nie pomija nawet najbardziej drastycznych kadrów – każe odbiorcy wręcz fizycznie zakraść się w ten rozdzierający klimat, poczuć duszące opary wojennego dymu, przeniknąć sedno kobiecej bezsilności. I zrozumieć tlącą się nieprzerwanie potrzebę ucieczki do Europy – ucieczki szalenie ryzykownej, drogiej i przecież w sercu zwyczajnie niechcianej, a jednak dającej nadzieję na względną zwyczajność.

Niezwykle wstrząsająca narracja – nasączona niszczącym okrucieństwem, przygnieciona drastycznymi scenami, osadzona boleśnie w strachu, desperacji i miażdżącym poczuciu dziewczęcej bezsilności. Zoulfa Katough świadomie fabularyzuje codzienność Syryjczyków walczących o wolność, akcentując zarówno nieobliczalny charakter działań wojennych, jak również obezwładniającą potrzebę normalności. Tu ucieczka zdaje się być jedynym synonimem bezpieczeństwa – nawet, jeżeli wiąże się z ogromnym ryzykiem. To historia w każdej stronie niepokojąca, gorączkowa i mocno refleksyjna, jednocześnie uczuciowa, piękna i niepowtarzalna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem We need YA

„HAPPY PLACE” – EMILY HENRY | Melancholijna, nieśpieszna, refleksyjna!

„HAPPY PLACE” – EMILY HENRY | Melancholijna, nieśpieszna, refleksyjna!

Niemal każdy ma swoje ulubione miejsce. Najczęściej to po prostu dom lub sceneria wyjęta wprost z otchłani cudownych rodzinnych wspomnień, innym razem kierunek regularnych wypraw. Emily Henry tworzy właśnie taką przestrzeń – nasączoną przyjacielską nutą oraz romantycznym wdziękiem, także aurą wakacyjnych doznań, a jednak znacząco naruszającą czułe struny. Happy Place to powieść obyczajowa o wyraźnie refleksyjnym smaku – odczuwalnie nieśpieszna, rozczulająca i melancholijna.

Ta rozkoszna okładka to intencjonalnie narzucone pozory. Bo chociaż czuje się tu zapach beztroski oraz powiew morskiego powietrza, to jednocześnie z łatwością można dostrzec skrajną niepewność uczuć. Brzemieniem okazuje się brak rozmowy – w grupie przyjaciół nikt nie wie o bolesnym rozstaniu, a zainteresowani nie chcą nikomu psuć zabawy w trakcie corocznego wypoczynku. Właśnie tak zaczyna się pakt poparty gestem dwóch złamanych serc. Harriet i Wyn zakończyli niedawno wspólny rozdział życia – z kobiecych słów można wysnuć myśl o wyjątkowej miłości, pogrzebanej raptownie drogą pokrętną i niedopowiedzianą, z pewnością nie do końca zrozumiałą. Narracja pierwszoosobowa sprawdza się tu idealnie – pozwala dogłębnie wgryźć się w niefortunną sytuację bohaterki, poczuć jej wątpliwości oraz oczywiste przerażenie w obliczu pokerowej gry, którą właśnie uskutecznia z byłym partnerem. Można spodziewać się tu scen rodem z czarującej komedii romantycznej, a jednak autorka regularnie zabiera ten oczekiwany żartobliwy ton, w zamian przywołując znamienne retrospekcje. Tak czytelnik wkrada się do wymownych fragmentów przeszłości, obserwuje początek znajomości oraz smutne epizody, które ujarzmiły pochmurne zwieńczenie tego związku. Tym samym odkrywa optycznie minorowy i zauważalnie pasywny wydźwięk tej historii – zarówno w kontekście przybliżonej tu relacji dwojga ludzi, jak również w portrecie uroczej przyjacielskiej więzi. I chociaż trudno tu o jakiekolwiek zaskoczenie fabularne, całokształt okazuje się widowiskiem przyjemnym dla oka.

Melancholijna, nieśpieszna, refleksyjna – nasączona nie tylko wakacyjną scenerią, ale też niespodziewaną szarością dnia. Happy Place to przede wszystkim powieść obyczajowa z wyraźnie zaakcentowanym tu wątkiem romantycznym oraz niezmiennie rozczulającym motywem drugiej szansy, to także definicja przyjaźni domagającej się szczerej rozmowy. Emily Henry przedziera się przez gorycz uczuć w sposób niezwykle kameralny i życiowy, jednocześnie świadomie zmierza w kierunku przewidywalności – tu fabularnie nie ma nic spektakularnego, finał też można uznać za oczywisty, a jednak nie przeszkadza to w esencjonalnym przeżywaniu kolejnych scen.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kobiecym

„KOŁYSKI RZESZY” – JENNIFER COBURN | Przepełniona fanatyzmem i nieugiętością…

„KOŁYSKI RZESZY” – JENNIFER COBURN | Przepełniona fanatyzmem i nieugiętością…

Strach. Rozpacz. Cierpienie. Bezradność. Pustka. Okres II wojny światowej to niewątpliwie najczarniejszy i najbardziej bolesny fragment historii – znamiennie sportretowany nie tylko w treści wielu osobliwych dzieł, ale przede wszystkim w zapisie autentycznych wspomnień. Jennifer Coburn przedziera się przez ten trudny czas za pomocą przejmującej fikcji literackiej, jednocześnie pamięta o solidnych fundamentach. Kołyski Rzeszy to powieść nieprzeciętna i zatrważająca zarazem, dla wielu także odkrywcza i niespodziewana.

Ten absorbujący spektakl to trzy różne kobiety. Każda inna, każda inaczej definiuje nazistowski program hodowlany. Gundi Schiller to nieskazitelna piękność o seraficznie jasnych włosach – Niemka wizualnie idealna, fabularnie natomiast zachłyśnięta desperacką próbą zatuszowania żydowskiego pochodzenia nienarodzonego jeszcze dziecka. Hilde Kramer to kreacja zaślepiona ideologią faszystowską, w swych działaniach nieugięta i przebiegła, momentami wręcz fanatyczna – wiernie oddana ramionom nazistowskiego urzędnika. I wreszcie Irma Binz – zdeterminowana pielęgniarka, jednocześnie twarz niewidoczna i bierna politycznie, zmyślnie przymykająca oczy na okrucieństwo przymusowych adopcji. Bo przecież scenerię tworzą tu domy reprodukcyjne Stowarzyszenia Lebensborn – miejsce przerażające, złowrogie, nieobliczalne. Autorka wiarygodnie oddaje panujący w bawarskim ośrodku klimat, idealnie obrazuje też narzucone posłuszeństwo młodych kobiet – nie omija brutalnych scen, przywołuje matczyną bezradność i rozdzierający ból rozstania ze świeżo narodzonym dzieckiem. To sceny niesłychanie ciężkie i przygniatające, niezwykle plastyczne w kadrach rozemocjonowanej wyobraźni. Czytelnik naprzemiennie wdziera się w niepewność każdej z bohaterek – rozpoznaje obawy i targające nimi wątpliwości, dostrzega różne intencje i różne potrzeby serca.

Przepełniona fanatyzmem i nieugiętością, jednocześnie dramatyczna i poruszająca w przybliżeniu okrucieństwa nazistowskiego programu hodowlanego – fabularnie naznaczona spojrzeniem trzech zróżnicowanych poglądowo kobiet. Kołyski Rzeszy to historia zagnieżdżona wiarygodnie w przestrzeni surowej i niepokojącej – w bawarskich domach reprodukcyjnych Stowarzyszenia Lebensborn. To powieść niewyobrażalnie smutna w scenach przymusowej matczynej rozłąki, obarczona cierpieniem i rozdzierającą bezradnością, obciążona także obsesyjną fascynacją ideologią faszystowską. Propozycja z pewnością nieprzeciętna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mova

„MALACHAI. OFIARA” – KAROLINA DOMINIAK | Szalenie odważna ekspozycja mrocznej duszy!

„MALACHAI. OFIARA” – KAROLINA DOMINIAK | Szalenie odważna ekspozycja mrocznej duszy!

Nawet w najczarniejszym mroku czai się subtelność. Zazwyczaj niemile widziana i tym samym umyślnie tuszowa, często wręcz potępiana w skrojonych brudem myślach. Nie zawsze otrzymuje szansę na odegranie swojej delikatnej roli – czasami gubi się w ferworze brutalności, innym razem usilnie próbuje wyrwać się szponom przebiegłego zła. Szczególnie wtedy, gdy poczuje siłę prawdziwego przywiązania. Dokładnie tak jak w powieści Karoliny Dominiak. Naprawdę trudno uwierzyć, że Malachai. Ofiara to debiut literacki – w mojej opinii to historia nieprzeciętna i angażująca, jednocześnie demoniczna i przerażająca.

Tu nie ma przestrzeni na gesty ludzkiego dobra – autorka wyraźnie podkreśla diaboliczny, wręcz czysto szatański wizerunek zdarzeń. Czytelnik przekracza zatem ten mroczny próg na własną odpowiedzialność – nieustannie definiując zawiesistą aurę i krocząc niebezpiecznym grząskim gruntem, stając się przy tym świadkiem zatrważających i z pewnością ofensywnych scen. Tytułowy Malachai to bestia ciemności, postać niemal surrealistyczna – mężczyzna owładnięty duchem strutej przestępczości, bezlitosny, impulsywny i nieokiełznany, w duchu własnych myśli wręcz niezniszczalny. Niechybnie dostrzeżona Carmen pozornie zdaje się mniej ostra i mniej toksyczna, a jednak w jej postawie regularnie wyczuwa się równie intensywny aromat bezwzględności i nieprzejednania. Ta kobieta realnie potrafi zaskoczyć, w niektórych epizodach ocieka zepsuciem, staje się zuchwała i nieustraszona, potrafi zagrać nieetycznie, aby potwierdzić wagę własnej nikczemności. Ta dwójka nieprzerwanie toczy agresywną walkę – w przebiegu scen krwawą i niezwykle drastyczną, zauważalnie zatem ekstremalną, a jednak nasyconą traumą i przeszywającą chemią. To namiętność niezdefiniowana szybko w ustach bohaterów, jednocześnie oczywista w perspektywie zapatrzonego odbiorcy – w przybliżonych wizualnie zbliżeniach soczysta i oślepiająca, upominająca się jawnie o zdrapanie zabliźnionych ran. W mojej opinii brakuje jedynie właściwie dobranej narracji – najlepiej pierwszoosobowej, z udziałem nie dwóch, a trzech znamiennych kreacji. Ten zabieg pozwoliłby prawdopodobnie wedrzeć się w intymność czerni nieodwracalnie, a przynajmniej bardziej dosadnie.

Szalenie odważna ekspozycja mrocznej duszy – duszy odczuwalnie demonicznej i nieustępliwej. To tytuł bezsprzecznie brawurowy, intensywny i obezwładniający, fabułą zagnieżdżony dosłownie na krawędzi śmierci. Malachai. Ofiara to debiut nasączony strachem i rozdzierającą niepewnością, zagęszczony traumą oraz bezwzględnością słów, w gąszczu diabolicznych zdarzeń z pewnością nieprzewidywalny. Tu namiętność ma charakter nieobliczalny, scenicznie każe też na siebie czekać – w euforii przedstawionych zbliżeń, okazuje się dzika i nieposkromiona, jednocześnie mocna i przekonująca, ewidentnie domaga się dorosłego widza.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Feeria

„ARCHER’S VOICE. ZNAKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Historia nasączona eteryczną ciszą!

„ARCHER’S VOICE. ZNAKI MIŁOŚCI” – MIA SHERIDAN | Historia nasączona eteryczną ciszą!

Miłość zazwyczaj domaga się oficjalnej deklaracji. Tej wypowiedzianej głośno, naznaczonej świadomością wybranej chwili oraz esencjonalnym doborem zdań, jedynej i niepowtarzalnej w obrazie przywoływanych regularnie wspomnień. Ale to nie słowa budują piękno najważniejszych uczuć, w gąszczu odpowiednich gestów, okazują się wręcz zbędne i zupełnie niepotrzebne, stają się jedynie opcją – jak pokazuje powieść Mii Sheridan, niedostępną każdemu. Archer’s Voice. Znak miłości to romans wszech czasów według serwisu Goodreads – dla mnie to przede wszystkim powieść niesamowicie wzruszająca.

Tu od początku wyczuwa się uroczy małomiasteczkowy klimat – prowadzony serdecznością mieszkańców, fabułą natomiast osadzony w nieprzyjemnej rodzinnej przeszłości, tak znamiennie kształtującej obecną postawę tytułowego bohatera. Archer Hale to niewątpliwie jedna z najbardziej charakterystycznych kreacji – młody mężczyzna o bursztynowych oczach, niemówiący, tajemniczy i wyraźnie pogubiony, odtrącony szeptem otaczającej go społeczności, dotkliwie zanurzony w szczelinach nieuchwytnej nikomu wrażliwości. To człowiek sponiewierany już jako dziecko – pozbawiony podstawowych zachowań w kontakcie z innymi ludźmi. Intrygujący w promiennej perspektywie Bree – kobiety zdeterminowanej i uroczej, fabularnie natomiast szukającej wytchnienia od ferworu przeżytych boleśnie traum. Ich spotkanie można uznać za przypadkowe lub po prostu niefortunne, a jednak staje się zalążkiem niespodziewanej namiętności – nasyconej szczerością definiowanych wzajemnie pragnień. Autorka nie unika opisów scen erotycznych – szkicuje ich przebieg z dużą subtelnością, podkreślając coraz bardziej soczysty i zmysłowy charakter tej wyjątkowej znajomości. Jednocześnie akcentuje nieporadność bohatera w obliczu odkrywanej intymności, utrwala naturalne zawstydzenie oraz przeszywającą potrzebę zwyczajności, eksponuje także nieprzeciętną cechę interpersonalną – umiejętność posługiwania się językiem migowym. Tu wszystko zdaje się ocierać o subtelność i niepewność, pojawia się także niepokojący motyw zazdrości oraz konieczność pogodzenia się z dawnymi demonami.

Nadzwyczaj delikatna, wzruszająca, uczuciowa – historia nasączona eteryczną ciszą oraz sugestywnym pragnieniem normalności, zabrudzona paskudną traumą, niepewnością i nagminnie upominającą się zawiścią. Bolesne dzieciństwo, rozdzierająca tęsknota i nieprzyjemnie panosząca się zazdrość – tu nie ma przestrzeni na rozkoszną emocjonalną słodycz, w zamian klaruje się ofensywna potrzeba eksplorowania granic intymności oraz naturalna konieczność zdefiniowania portretu własnej tożsamości. To namiętność absolutnie romantyczna – skażona nieodwracalnym smakiem przeszłości, a jednak w doznaniach nieprzeciętna, zmysłowa i fascynująca.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„REKOMPENSATA” – ANGELIKA WASZKIEWICZ | Tu nie ma przestrzeni na uczuciową delikatność!

„REKOMPENSATA” – ANGELIKA WASZKIEWICZ | Tu nie ma przestrzeni na uczuciową delikatność!

Mafijna rzeczywistość zawsze rządzi się swoimi prawami. Bezwzględność charakterów, czysto honorowe zagrania i nieustanna pogoń za mrocznym wizerunkiem władzy – to właśnie te cechy podsuwa wyobraźnia w obliczu myśli o gangsterskiej codzienności. I to w tak bezdusznym świecie, osadzona zostaje debiutancka powieść Angeliki Waszkiewicz. Rekompensata to romans w każdej stronie niebezpieczny, szalony i przerażający, ale też pełen zmysłowej pikanterii.

Tu od początku łatwo zdefiniować bezduszność mafijnego świata. Bo przecież pojawia się paniczny strach i pojawia się bezradność – tak nieoczekiwane w oczach przyszłej panny młodej. A jednak coś wyraźnie nie pozwala powiedzieć magicznego „tak”. Intuicja narzuca ucieczkę – zaaranżowaną niecodziennym gestem, dopełnioną przebiegłością osobliwej przysługi, wyzwalającą z objęć prawdziwego zła. Właśnie tak Amelia trafia w sam środek mafijnego piekła – przybierając rolę przyjaciółki na jej własnym ślubie. Tak zainaugurowana zostaje ścieżka fabularna – naznaczona motywem wymuszonego niechybnie małżeństwa, odczuwalnie niepokojąca i nieokiełznana, pełna aktów niesprawiedliwości oraz wykrzyczanych słów bezsilnego potępienia. Wszystko w scenerii dostrzegalnie malowniczej, otulonej włoskim krajobrazem i murami zabytkowego kościoła, a jednak nasączonej boleśnie wrzynającą się bezbronnością głównej bohaterki. I chociaż w jej postawie wyczuwa się szczerą determinację, z czasem utrwalają się także objawy syndromu sztokholmskiego. Enzo to bez wątpienia przystojny mężczyzna – nasycony chłodną brutalnością i pewną surowością działań, jednocześnie dotknięty traumą, gdzieś wewnątrz z pewnością zraniony. Między tą dwójką nie ma miejsca na uczuciowy lukier – wykreowana namiętność zdaje się być wręcz despotyczna i nieprzejednana, a jednak porywająca, upojna i nienasycona. Niektóre epizody zmyślnie utrwalają męską wyniosłość oraz pogardliwą nonszalancję – to zapewne akcenty nieprzyjemne dla czytelniczego oka, ale bez dwóch zdań wiarygodnie obrazują nabyte dziedzicznie zachowania ważnych członków mafii. Finał dla wielu okaże się mocno zaskakujący – dla mnie to potwierdzenie domysłów, które przyczaiły się szeptem w trakcie lektury.

Tu nie ma przestrzeni na uczuciową delikatność! Rekompensata to niewątpliwie soczysty i fascynujący, ale też mocno brawurowy i z pewnością nieobliczalny romans mafijny – naładowany gangsterską brutalnością, fabularnie zuchwały i nieokiełznany, w emocjach porywisty, szalony i odurzający. Angelika Waszkiewicz ze śmiałością wdziera się w ten niebezpieczny świat, narusza też dwa ekscytujące motywy literackie: enemies to lovers oraz spontanicznie aranżowane małżeństwo – to w nich zaszyta zostaje kobieca złość, to w nich osadzona zostaje dzika namiętność, to w nich czai się wyrafinowana męska przebiegłość.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Niegrzeczne Książki

„FANTASTYCZNA JANE AUSTEN. DUMA I UPRZEDZENIE” – JANE AUSTEN, KATHERINE WOODFINE | Nadal tak samo uniwersalna i rozbrajająca!

„FANTASTYCZNA JANE AUSTEN. DUMA I UPRZEDZENIE” – JANE AUSTEN, KATHERINE WOODFINE | Nadal tak samo uniwersalna i rozbrajająca!

Powieści Jane Austen nieustannie zdumiewają swą popularnością. Twórczość zapisana ironicznym słowem i barwnymi niuansami, nasycona romantyzmem, odczuwalnie nasączona atmosferą angielskich obyczajów przełomu XVIII i XIX wieku – myśl o światowym fenomenie nasuwa się tu mimowolnie. Katherine Woodfine podejmuje się zatem czegoś osobliwego – wdziera się w ten absolutnie wyjątkowy świat, aby przystosować jego kształt dla młodszego oka. Tak powstaje historia uproszczona i wyraźnie zredukowana, w swej niepowtarzalnej fabule oczywiście niezmienna.

Samo wydanie z pewnością robi wrażenie. Szczególnie pięknie wtopione ilustracje Églantine Ceulemans – rozsiane dostrzegalnie gęsto, detaliczne, nierzadko rozbrajające, ewidentnie podkreślające humorystyczny ton samej książki. Ta wydaje się atrakcyjna i przystępna dla młodego odbiorcy, zgodnie z zaleceniami nawet dziewięcioletniego. Świetne dopełnienie uroczej treści stanowi niemal fotograficzne drzewo genealogiczne rodziny Bennetów oraz zachowany w tej samej obrazowej formie wykaz pozostałych postaci zaangażowanych w akcję, a także skondensowana notka dotycząca samej epoki. Koncepcja autorki to swego rodzaju kamuflaż – wizualnie polega na wyretuszowaniu opisowej części i pozostawieniu jedynie najbardziej znamiennych fragmentów. Ten zabieg pozwala płynnie zakraść się w szczeliny fabularne, jednocześnie minimalizuje zarys scenerii społecznej oraz przyrodniczej – dla niektórych kluczowy, dla innych neutralny lub może nawet zbędny. To należy pozostawić ocenie indywidualnej.

Katherine Woodfine intencjonalnie narusza twórczość niezastąpionej Jane Austen, aby zainteresować jej czarującym smakiem także młodszego czytelnika. Zachowuje to, co można uznać za elementarne – spójność zdarzeń, swoisty ironiczny humor i zabawne przemyślenia, rezygnuje natomiast z opisowej formy, aranżując historię bardziej esencjonalną i przystępną, jednocześnie niezmienną w treści fabularnej, nadal tak samo uniwersalną i rozbrajającą. Wisienką na torcie okazują się piękne ilustracje Églantine Ceulemans – ujmujące i charyzmatyczne, świetnie oddające uszczypliwy charakter obrazowanych scen.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Zielona Sowa

„RODZINNA GRA” – CATHERINE STEADMAN | Ten scenariusz z pewnością można uznać za nieobliczalny.

„RODZINNA GRA” – CATHERINE STEADMAN | Ten scenariusz z pewnością można uznać za nieobliczalny.

Każda rodzina zdaje się trzymać pewne tajemnice Zazwyczaj niewinne w biegu zdarzeń, może nawet nieistotne lub zwyczajnie zabawne, innym razem mniej delikatne lub wręcz niepokojące. Takie treści często pozostają w zapisie ludzkiej niepamięci, ale niektóre usilnie chcą spojrzeć prawdzie w oczy. Catherine Steadman opiera swoją powieść właśnie na fundamentach mrocznych wspomnień – zanurzonych w świadomym zapomnieniu, nieujawnianych, a jednak domagających się udziału w pewnej nieobliczalnej grze.

Tu od początku wyczuwa się swoistą niepewność. Harriet Reed zdaje się pochłonięta pisarskimi sukcesami, równomiernie otulona świeżością wyjątkowego uczucia, ale odbiorca nieprzerwanie dostrzega symptomy jej niespokojnej duszy. To zbliżające się spotkanie z rodziną narzeczonego, staje się faktorem rosnącego przerażenia – bo przecież Holbeckowie to ludzie nadzwyczaj wpływowi, dziedzice potężnej fortuny i jednocześnie mocno zagadkowe charaktery, jawnie wyznaczające granice własnej prywatności. I chociaż w życzliwej postawie utrwala się naturalna gościnność, czytelnik ma świadomość, że w tym towarzystwie, ewidentnie musi zachować ostrożność. Podobnie jak główna bohaterka – zanurzoną myślą w niepisanym rejestrze własnej tajemnicy, nieco zmieszana i zdezorientowana, z każdą kolejną sceną coraz bardziej zaniepokojona, czujna i nieufna. Wszystko za sprawą podejmowanych rodzinnych wyzwań – z jednej strony trudnych do zdefiniowania mrocznych gier, klimatem dorównujących klasycznym dreszczowcom, z drugiej natomiast niebezpiecznej intrygi, w którą szeptem angażuje kobietę ojciec narzeczonego. Ten wątek paraliżuje myśli, nie pozwala zasnąć, każe być przygotowanym na najgorsze. Tu nie ma bowiem miejsca na oczywistość fabularną – każdy zdaje się tuszować fragmenty brutalnej przeszłości rodzinnej, każdy zdaje się być dziwnie podejrzany, zachęcając tym samym do aktywnego angażowania się w poszczególne epizody. I chociaż sama akcja mknie raczej nieśpiesznie, ten iście alarmujący klimat utrzymuje się bezustannie.

Ten scenariusz z pewnością można uznać za nieobliczalny – prowadzony narracją wizualnie szczęśliwego kobiecego serca, nasączony sekretami zabrudzonej przeszłości, w splocie regularnych intryg tajemniczy, niebezpieczny i złowieszczy. Rodzinna gra to thriller nieco apatyczny w zaaranżowanym tempie, jednocześnie mocno absorbujący – zauważalnie nastawiony na szaleństwo zainscenizowanych przebiegłości, mroczny i niepokojący, ekspansywnie wdzierający się w otchłań zaaferowanej wyobraźni. Tu niepewność staje się najbliższym przyjacielem, aurę natomiast tworzą enigmatyczne pokerowe twarze.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mova

„NIC NIE MÓW” – TOMASZ KIERES | Zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań.

„NIC NIE MÓW” – TOMASZ KIERES | Zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań.

Kłamstwo najczęściej prowadzi grząską drogą. Nieustannie wtapia się w poszarpane myśli, przywołuje wachlarz gorzkich konsekwencji, nie pozwala zasnąć. Wielokrotnie staje się źródłem nieodwracalnego – doszczętnie zmieniając codzienność człowieka. Tomasz Kieres wdziera się emocjami właśnie w taką rzeczywistość – intencjonalnie umykającą granicom prawdy, niezwykle zajmującą, treściwą i esencjonalną, jednocześnie szaloną i nieobliczalną w przebiegu fabularnych zdarzeń.

Tytuł Nic nie mów z pewnością nie jest przypadkowy – to właśnie cisza staje się atrybutem niespodziewanej sąsiedzkiej namiętności. Tu nie ma miejsca na słodycz czarujących zdań i sceny otwartego uwodzenia, w zamian pojawia się instynkt dyskretnie spisanego przyciągania – naznaczonego potrzebami wyraźnie nienasyconych ciał, a jednak nasączonego niedopowiedzianą bliskością dwóch zaniepokojonych dusz, dziwnie kojącego, jakby złaknionego naturalnego w swym akcie spełnienia. Ten wrażeniowo romantyczny nastrój osadzony zostaje w motywie oczywistej zdrady – piętnowanej w podjętych monologach myśli, moralnie zapewne niewłaściwej, społecznie zakazanej, lecz tu potraktowanej nad wyraz intensywnie, zmysłowo i przede wszystkim w zgodzie ze szczerością zaangażowanych uczuć. Autor nie ucieka przed wizualizacją scen fizycznego pożądania – wręcz odwrotnie, nadaje im swoistej sensualności, wzmacniającej skalę euforycznych doznań, ewidentnie chce utrwalić ich wyjątkowość. Doskonale bowiem wie, co przyniesie najbliższa przyszłość – tak bezwzględna i niespodziewana w odczuciu czytelnika. Bo przecież wystarczy jedna znamienna chwila, aby zmienić klimat tej historii – aby odsłonić jej niepokojący charakter. W tym sensorycznym scenariuszu robi się bardzo niespokojnie, intrygująco, może nawet niebezpiecznie. I właściwie trudno przewidzieć, jakie emocje czekają na końcu tej zwodniczej i bezsprzecznie refleksyjnej drogi. Jedno zdaje się być pewne – prawda będzie chciała i jednocześnie nie będzie chciała ujrzeć światła dziennego.

Fascynująca, soczysta, nieprzeciętna – historia romantyczna w swych zmysłowych fundamentach, a jednak zawiesisty i z pewnością niepokojący thriller psychologiczny. Tu nie ma przestrzeni na oczywistość zdarzeń, choć namiętność fotograficznie wdziera się w otchłań zaabsorbowanej wyobraźni. Nasączona intymnością bliskość, zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań, zdaje się być intensywna, szczera, wygłodniała. I staje się impulsem dla odczuwalnie niebezpiecznych epizodów – zanurzonych w obsesyjnej zazdrości, w fermencie szerzonego kłamstwa, poniekąd także w odmętach niepamięci. Ten intrygujący wydźwięk staje się donośny i nieobliczalny, przywołując gorliwość najgorszych instynktów.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„CZERWONIEC” – JACEK PIEKIEŁKO | Historia inspirowana życiem wyrafinowanego bandyty.

„CZERWONIEC” – JACEK PIEKIEŁKO | Historia inspirowana życiem wyrafinowanego bandyty.

Zło przybiera różne twarze. Wbrew instynktom, nie zawsze surowe i bezkompromisowe, czasami wręcz dziwnie delikatne lub zaskakująco przyjazne. Nawet najgorszym oprawcom, może bowiem dobrze patrzeć z oczu. Siergiej Madujew to niewątpliwie przykład właśnie takiego przestępcy – bezwzględnego w działaniach, a jednak prowadzonego nurtem niespodziewanej empatii. Czerwoniec to powieść w mojej opinii intrygująca – inspirowana prawdziwymi zdarzeniami, fabułą natomiast osadzona w dorosłym życiu ostatniego bandyty ZSRR, wychowanego przez zakłady karne.

Jacek Piekiełko wdziera się w historię Madujewa z odczuwalną łagodnością – obiera głównie te fragmenty jego życia, które wymownie zapisały się na kartach radzieckiego systemu karnego. Z treści wyłania się obraz wyrafinowanego recydywisty – przebiegłego manipulatora, złodzieja z niebanalną wyobraźnią, przestępcy poruszającego się niemal bezszelestnie, a przede wszystkim mężczyzny dystyngowanego, szarmanckiego i dobrodusznego. Ta elegancja oraz niewymuszona niczym serdeczność to elementy tworzonego w trakcie rabunków wizerunku – w jego działaniach wyczuwa się jasno postawione zasady oraz szokującą niekiedy grzeczność, które wprawiają w osłupienie zarówno przerażone rozbojem osoby poszkodowane, jak również samego czytelnika. I chociaż Czerwoniec spędził na wolności jedynie siedemnaście miesięcy dorosłego życia, do tego sprawiał wrażenie zdeterminowanego i ofensywnego w przebiegu poszczególnych grabieży, to właśnie ten nieoczekiwany, wrażeniowo niezwykle subtelny charakter człowieka, wyczuwa się tu najbardziej. Autor przybliża także rzeczywistość więzienną, skupiając się na bezduszności strażników więziennych oraz kreatywności w szalonych próbach ucieczki.

Intrygująca, przenikliwa, niecodzienna – historia inspirowana życiem wyrafinowanego bandyty. Tytułowy Czerwoniec to pseudonim Siergieja Madujewa – autentycznego radzieckiego skazańca, który w aktach przerażającej manipulacji przestępczej, eksplorował nie tylko oczywistą bezwzględność, ale też przestrzeń niespodziewanej empatii. Tak utrwaliła się potulna kryminalna twarz – pełna wirtuozerii i z pewnością nieobliczalna, a jednak serdeczna, kulturalna i pomocna. To powieść odczuwalnie zaskakująca – scenicznie zatrważająca, niepozbawiona przemocy i tak samo niepozbawiona ofiar.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

„DO ZOBACZENIA NA WENUS” – VICTORIA VINUESA | Pięknie obrazuje pragnienie normalności!

„DO ZOBACZENIA NA WENUS” – VICTORIA VINUESA | Pięknie obrazuje pragnienie normalności!

Młodość nie zawsze wypełniona jest różową barwą. Nierzadko wymaga bolesnego starcia z goryczą niechcianej codzienności – z pokłosiem nieodwracalności pewnych zdarzeń, z przeszywającą samotnością, może nawet bezpośrednio z kruchością ludzkiego życia. Victoria Vinuesa z pewnością nie szczędzi swoim bohaterom trudnych chwil, ale jednocześnie pozwala im uciec w szczeliny potrzebnej normalności. Do zobaczenia na Wenus to historia niezwykła – wzruszająca, nieprzeciętna, piękna w każdej zapisanej stronie.

Już pierwsze zdanie okazuje się drzazgą dla świeżo muśniętej wyobraźni. „Od początku było wiadomo, że nie zabawię na tym świecie zbyt długo”. Mia to nie tylko kłamczucha z nutą uroczego szaleństwa, to także kreacja naznaczona traumą dosłownie od urodzenia – poważna wada serca i życie w rodzinie adopcyjnej potęgują poruszający wydźwięk tej powieści, to w nich zaszyty zostaje autentyczny ból. Czytelnik wdziera się w jej intymność z niesamowitym zaangażowaniem, podobnie przedziera się przez mocno rozdzierającą narrację Kyle’a. Ten nastolatek zauważalnie obarcza się winą za najgorsze. To on czuje się odpowiedzialny za śmierć najbliższego przyjaciela. To on chce uciec w otchłań niepamięci. Jego dusza zdaje się być drastycznie przygnieciona – zagnieżdżona myślami w tym jednym parszywym dniu, targana koszmarami i dojmującymi atakami paniki. Nasączony sceną tragedii wstęp portretuje chłopaka jako milczącego i niedostępnego gbura, może nawet egoistę, który chce zadbać tylko o własną nicość. Niespodziewana propozycja nieznajomej, staje się dla niego czymś więcej niż zwykłą ucieczką – to raczej bilet powrotny do stacji własnego życia.

Tak zaczyna się przygoda zmieniająca wszystko. Tak zaakcentowany zostaje teatralny motyw grumpy & sunshine – teatralny, gdyż odbiorca doskonale wie, że ta słoneczna wersja młodej bohaterki to jedynie przyjęta przez nią poza. Ta dziewczyna zachwyca się dosłownie każdym uchwyconym kadrem, zdaje się też utożsamiać z hiszpańskimi smakami oraz ludźmi pełnymi optymizmu. I ta odczuwalnie pokerowa afirmacja dnia ma oczywiście swój moment kulminacyjny – gdzieś w środku skrywa się bowiem postrzępione serce. Podobnie jak w szorstkości Kyle'a czai się coś czarującego. Wystarczy kilka niedopowiedzianych słów i kilka rozczulających spojrzeń, aby ta dwójka otworzyła drzwi do własnych wrażliwości. Z czasem pojawia się szczerość, pojawia się rozmowa, pojawia się też wyczerpująca niepewność jutra – tak bardzo niesprawiedliwa. Tu namiętność wyraźnie domaga się czasu, chce zdefiniować więcej niż widoczne gołym okiem, potrzebuje zatracić się w odczuwalnie spragnionych zmysłach – zanurzona w otchłani trudnych doświadczeń, w bólu dwóch zduszonych intymności, w zawiesistej ciemności nadszarpniętych uczuć, w żniwie zdarzeń znamiennie wypełniających wybrakowaną przeszłość. Końcówka zdaje się być nieobliczalna i nieco szalona, w swym niecodziennym biegu wręcz intrygująca.

Zachwycająca i niepowtarzalna – historia nasycona wrażliwością i świeżością nastoletnich uczuć, otulona nadzieją spadających gwiazd, jednocześnie zatrważająca kruchością ludzkiego życia. Ta podróż zdaje się być absolutnie wyjątkowa – pięknie obrazuje potrzebę normalności. Bo chociaż początkowo nie ma tu miejsca na emocjonalną delikatność, ta usilnie chce dojrzeć promienie hiszpańskiego słońca, chce uszczknąć fragmentów zwyczajności, pragnie uśmiechu i nieoczywistych smaków, domaga się też bliskości – tak ważnej i tak bardzo potrzebnej w życiu młodego człowieka.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger