„THIS GIRL” – COLLEEN HOOVER | Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie!

„THIS GIRL” – COLLEEN HOOVER | Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie!

Miłość nieuchronnie wywołuje paletę wzruszeń. Tym bardziej miłość utkana z nici boleśnie nasączonych rodzinną tragedią. Choroba, śmierć bliskich, ogromna tęsknota – to bezsprzecznie jedne z najtrudniejszych i najbardziej traumatycznych przeżyć, a przecież w debiutanckiej serii Colleen Hoover mierzą z nimi tak niesamowicie młodzi ludzie... Ledwo draśnięci formalną dorosłością, a jednocześnie tak drastycznie nią doświadczeni. This girl to kwintesencja poprzednich tomów – takie przypomnienie wrażeń, niby dobrze już znanych, a jednak nadal mocno poruszających.

Chociaż złakniony czytelnik pragnie kontynuacji zdarzeń, wizualnie zostaje nieco zaskoczony. Layken i Will ewidentnie są w sobie zakochani – w tej diagnozie nie trzeba być ekspertem. Dostrzegalnie cieszą się zatem wzajemnym bezpieczeństwem, leniwie świętując najpiękniejsze chwile i jednocześnie regularnie przywołując w dialogach przejmujące początki swojej znajomości. Razem wspominają pierwsze wspólne epizody, pierwsze spojrzenia, pierwsze gesty, pierwsze uśmiechy – można napisać, że wzajemnie ponownie analizują własne doświadczenia. Czytelnik z przyjemnością wraca do znanych już sobie scen, utrwala sobie ich dramatyczny obraz, nieustannie utwierdza się też w tym, jak bardzo głębokie, intensywne i prawdziwe jest uczucie tej dwójki.

I chociaż miesiąc miodowy to fabularna powtórka pierwszego tomu, bohaterowie wyraźnie potrzebują tego powrotu. Ewidentnie próbują zmierzyć się z własnymi przeżyciami. Tym razem odbiorca śledzi wydarzenia z mocno poruszającej perspektywy Willa – ta niepozbawiona jest trudnych momentów. Historia zatem nadal pełna jest emocjonalnych zgrzytów, wyczerpujących rozmów i wymownej chęci uporządkowania wszystkich myśli. Narracja mężczyzny okazuje się w odczuciu zaskakująco intymna, pokazuje też, jak bardzo krucha, niepewna i roztrzęsiona w środku jest nadal Layken. To właśnie panujący w jej sercu wewnętrzny chaos, pozbawiony zbędnego lukru, wręcz jawnie wywołujący łzy, staje się najlepszym argumentem dla zastosowanego przez autorkę odwzorowania przedstawionych już wcześniej scen.

Trudno o bardziej refleksyjne przedstawienie! This girl to niesamowita kompilacja zmysłów i jednocześnie przekonujący spektakl wspólnych doświadczeń – emocjonalnie jeszcze nie zdefiniowanych, z pewnością jednak pięknych, wyjątkowych i poruszających! Colleen Hoover robi coś szalonego – fabularnie wraca myślami do pierwszego tomu i świadomie każe obserwować znaną już przecież historię. Tym razem jednak prezentuje jej smak oczami zakochanego Willa. Jedno jest tu pewne – miłość potrzebuje czasu. Potrzebuje też długiej rozmowy, wsparcia i przebaczenia. I właśnie ta myśl zdaje się efektownie przewodzić całej serii SLAMMED.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„MROCZNE WYZNANIA” – LISA UNGER | Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany!

„MROCZNE WYZNANIA” – LISA UNGER | Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany!

Życie jest pełne niespodziewanych chwil. Przedłużone spotkanie w pracy, opóźnienie pociągu i wreszcie osobliwa współpasażerka, która nieoczekiwanie staje się powierniczką rodzinnego dramatu. Jedno przypadkowe spotkanie, pozornie nic nieznacząca, choć odczuwalnie intymna rozmowa, a jednak w obliczu nowych okoliczności, wyraźnie nie dająca spokoju. Właśnie taką sceną rozpoczyna się thriller psychologiczny Lisy Unger. Mroczne wyznania to w moim odczuciu powieść mocno tajemnicza, niepokojąca, momentami wręcz nieobliczalna.

Jedno jest pewne. Autorka świadomie bawi się przybranymi pozami, od początku bowiem kreuje intrygę na bazie jednego z najbardziej elastycznych motywów, jakim bezsprzecznie jest kłamstwo. I robi to z ogromną precyzją. Czytelnik błyskawicznie angażuje się w przydzielone zadanie – staje się przecież obserwatorem zdarzeń, które ewidentnie przeszyte są rodzinnym brudem, podstępami i trudnym do zdefiniowania zakłamaniem. I to właśnie chęć rozwikłania zagadki prowadzi do ukrytej pod przekonującymi maskami mrocznej prawdy – ta obnażana jest sukcesywnie, w odczuciu wręcz nieśpiesznie, zdaje się sumiennie chronić ściśle zamierzonej szczelności. Wyeksponowana w pełni niewątpliwie szokuje i zadziwia, wydaje się być bardzo niewygodna dla bohaterów. Z pewnością jawi się jako obraz szalenie dramatyczny, przerażający, może nawet złowieszczy. Ale też dziwnie kojący.
Fabularnie dzieje się tu całkiem dużo, choć te najbardziej zatrważające chwile scenicznie pojawiają się później. I nie wszystkie dzieją się w czasie bieżącym, Lisa Unger regularnie wtapia tu bowiem retrospekcje – początkowo zupełnie niepowiązane, absorbujące zupełnie inne kreacje, a jednak finalnie tak wymownie skorelowane, frapujące i zwyczajnie potrzebne. Odbiorca zagląda w przeszłość z równie dużym zaangażowaniem, wyraźnie doszukuje się odpowiedzi i właściwych powiązań. Ta niepewność idealnie zgrywa się z regularnie odczuwalnym niepokojem, świetnie komponuje się też z niecodziennym sposobem relacjonowania zdarzeń – akcja przedstawiona jest z punktu widzenia różnych postaci, nawet z perspektyw drugoplanowych. Dla czytelnika to wyjątkowa szansa na dokładne rozpoznanie postaw i osobowości. A przecież każdy dusi tu w sobie jakiś mroczny sekret, każdy intryguje i każdy jest szalenie konsekwentny, każdy wreszcie staje się źródłem porządnej refleksji.

Tego po prostu nie da się przewidzieć! Lisa Unger intencjonalnie prowokuje czytelnika, nieustannie drażni jego wyobraźnię i jednocześnie konsekwentnie przekonuje, aby ten aktywnie zaangażował się w odkrywanie przerażającej prawdy. Mroczne wyznania to przecież nic innego jak niepokojąca gra domysłów oraz szokująca wizja kłamstwa w jednym – kłamstwa odczuwalnie brudnego, niewygodnego i dramatycznego. Rewelacyjny, wieloznaczny, fabularnie wręcz nieokiełznany! Thriller, który wymownie dąży do zdemaskowania ludzkiego zła.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem MUZA.

„PANI K.” – MARTA KNOPIK | Niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna!

„PANI K.” – MARTA KNOPIK | Niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna!

Dawny świat już nie istnieje. Nie ma codziennej swobody ruchu. Nie ma pieniędzy. Nie ma internetu. Nie ma też przyjaciół. Nawet rodzina zdaje się być okrojona do minimum. Jest natomiast szczelnie zamknięty system domowego życia, którego rytm wyznaczają cykle pracy oraz dostawy zamawianej żywności. I właśnie tak brutalną rzeczywistość komponuje Marta Knopik w przerażającej wizji samotności, jaką niewątpliwie jest powieść Pani K. Odczuwalnie melancholijna w doborze słów, w przekazie emocjonalnym zdaje się być zaskakująco odważna, dobitna, zupełnie niespodziewana. I bardzo niejednoznaczna.

Tu autentycznie wyczuwa się dziwny niepokój. Wysiedleni. Więźniowie systemu. Tak siebie nazywają i ewidentnie jest ich więcej, ale autorka skupia się na tytułowej Pani K. oraz jej mężu, zamieszkujących lokum w jednym z przygotowanych wieżowców. Ich codzienność zauważalnie pozbawiona jest celu oraz wyższych wartości, tak naprawdę wizualnie przypomina narzuconą schematem egzystencję. Tu nie ma nawet pór roku, a przydział jedzenia zależy od dobrze wykonanej pracy. Czytelnik szybko dostrzega, że jest to rzeczywistość alternatywna, wyraźnie utopijna i nieprawdziwa, a jednak zaintrygowany chłonie jej dojmujący smak i usilnie próbuje zrozumieć jej nieoczywiste znaczenie. Ma ku temu idealną okazję. To główna bohaterka jest tu narratorem i to ona samodzielnie relacjonuje wydarzenia.

Pani K. nie czuje się w tym świecie dobrze, czuje się wręcz uwięziona. W swej nieco chaotycznej wypowiedzi regularnie wraca do swojego dzieciństwa, przywołuje szczęśliwe wspomnienia, pozornie zwykłe chwile, a jednak w jej słowach namacalnie ważne – tym samym pozwala odbiorcy szczegółowo wgryźć się we własną osobowość. Ten angażuje się doszczętnie. Nieświadomie zanurza się zatem także w dręczących ją nagminnie snach, próbuje nadać im znaczenie i zrozumieć ich wymowny sens, niejednokrotnie jednak gubi się w ich czeluściach niczym sama bohaterka. Niełatwo jest tu bowiem odgrodzić koszmary od jawy. Podobnie jak cała historia, wymagają one zarówno wyobraźni, jak i porządnej interpretacji.
Narratorka nie ułatwia zadania, sama ewidentnie zagubiona jest we własnych przemyśleniach, nierzadko tłumaczy niewytłumaczalne. Znajduje nawet argumenty osobliwej postawy własnego męża, którego postać przybliża bardzo intensywnie. Z jej relacji wyłania się nader swoisty obraz pana K. Tajemniczy, trudny do zdefiniowania, momentami wręcz pozbawiony niezbędnej uczuciowości. Czytelnik nieuchronnie spostrzega w nim dyskusyjne zachowania, wyłapuje podejrzane gesty, zaczyna słyszeć niedopowiedziane słowa. I zwyczajnie chce go rozszyfrować. Ale świadomie wbudowany obłęd myśli intencjonalnie uniemożliwia to zadanie. Sny mieszają się tu z codzienną monotonią i dawnymi wspomnieniami. Tu nic nie jest oczywiste. Poza rutyną, samotnością i oczywistą tęsknotą za dawną normalnością. To właśnie w ten sposób autorka skłania odbiorcę do szerokiej refleksji, nakłania też do wizualizacji siebie w równie bezwzględnej scenerii...

Nieoczywista, przejmująca i bezsprzecznie sugestywna historia! Marta Knopik zachęca do melancholijnej podróży w głąb ludzkiego umysłu, gdzie struchlałym głosem tytułowej Pani K., snuje zatrważającą wizję alternatywnego życia. Ta niespodziewana narracja w odczuciu okazuje się bardzo niejednoznaczna, niepokojąca i szalenie intymna. W oczach odbiorcy tworzy natomiast niecodzienny i nadzwyczaj wymowny portret tęsknoty za drugim człowiekiem – mimo oczywistego towarzystwa, wyczuwa się tu przeszywającą samotność, ból złaknionego serca, niepowtarzalny chaos pogubionych myśli. Naturalnie pojawia się też potrzeba bliskości. Ta książka dosadnie otwiera wyobraźnię.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem LIRA.

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

Miłość zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie. Czasami wystarczy jedna bajeczna noc sylwestrowa, aby w złaknionym sercu zagościło piękno nieznanego uczucia. I wtedy nie liczy się pochodzenie, nie liczy się status, nie liczą się nawet obce spojrzenia – liczy się tylko głos żywych zmysłów, potrzeba czułości i żarliwe wypełnianie codziennych pragnień. I właśnie tak silne emocje kreuje Wiktoria Gische w niezwykle poruszającej powieści historycznej Siostra nazisty – emocje, które niespodziewanie przepędzić próbuje bezduszna wojna.

Czytelnik nie od razu wtapia się tu w smak parszywej wojny. Najpierw poznaje starszą kobietę – Ślązaczkę, która snując przejmującą opowieść o swojej młodości, staje się jednocześnie jej główną bohaterką. Ta niezwyczajna forma narracyjna bezsprzecznie rozczula, dodaje też pożądanej naturalnie wiarygodności – w oczach odbiorcy przyjmuje zatem postać zaskakująco autentycznej, w gruncie rzeczy inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami, z pewnością mocno sentymentalnej, uczuciowej i pełnej młodzieńczych sprzeczności. Fabularnie staruszka skupia się najpierw na czasach przedwojennych, nieskalanych podmuchem wojennej zawieruchy, a jednak nasiąkniętych już złowieszczą nutą zbliżającego się zła. Niesamowity klimat małego śląskiego miasteczka (spacery po Siemianowicach zachwycają!), ale też niezapomniane chwile spędzone w malowniczych włoskich wioskach oraz otulonej turystyczną powłoką Florencji, jak również obraz tętniącego wielokulturowością Berlina – sceneria opisana jest tu z niemal bajkową starannością.
W swej opowieści kobieta przywołuje to, co zdaje się być najważniejsze. Z odczuwalnym rozrzewnieniem wspomina tę jedną noc, która zaowocowała uczuciem jej życia – miłością do przystojnego bogatego Niemca. I to właśnie walka o rodzącą się więź staje się tu główną nicią fabularną. I to ona najbardziej chwyta za serce. Okazuje się historią pełną rodzinnych waśni, tragicznych dylematów i podziałów narzuconych odgórnie przez różnice statusowe, polityczne i wojenne. I trud tych emocji czuje się niemal bezgranicznie, bo przecież Marta chce kochać porywem całego serca, a jednocześnie chce walczyć o swoją przynależność. Bo wojna nadchodzi i nie pozostawia złudzeń… Prawdziwy obraz wojenny pojawia się tu nieco później, niż można byłoby się spodziewać. Ale dociera i drastycznie wbija swe szpony w struchlałe życie bohaterów. I skazuje ich na bolesne przeżycia.

Siostra nazisty rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię! Niesiona poruszającą opowieścią starszej kobiety, okazuje się doświadczeniem przejmującym i emocjonalnie bardzo intensywnym, wyraźnie przepełnionym strachem i trudnymi wyborami, z pewnością też naznaczonym okrucieństwem parszywej wojny. Wiktoria Gische zaprasza najpierw na niezapomniane spacery po przedwojennym Śląsku, to właśnie w jego czarujących ramionach snuje historię niecodziennego uczucia – miłości pięknej i absolutnie wyjątkowej, niezrażonej różnicami społecznymi oraz rodzącymi się rodzinnymi dylematami, a jednak wymagającej ogłuszających poświęceń. Niesłychanie wymowna książka!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Mando.

„SZKLANY DOM” – EVE CHASE | Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna!

„SZKLANY DOM” – EVE CHASE | Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna!

Kłamstwo to prawdopodobnie jeden z najbardziej plastycznych motywów literackich. To właśnie na jego kanwie powstają często przerażające intrygi, to w jego mrocznych czeluściach skrywają się klucze do kolejnych ważnych odpowiedzi. Eve Chase dostrzegalnie się w tej zagadkowej aurze odnajduje – tworząc fabularny sekret sprawia bowiem, że historia nabiera nie tylko pożądanej tajemniczości, ale przede wszystkim staje się dziwnie niepokojąca. Szklany dom jest tego idealnym przykładem.

To nie jest klasyczny thriller, choć wyczuwa się w nim regularnie dawkowaną dozę napięcia. W odczuciu jest to przede wszystkim mocna powieść obyczajowa, z wyraźnie zarysowanym wątkiem dramatycznym. Czytelnik z dużą ciekawością przekracza próg domu rodziny Harringtonów, momentalnie wyczuwa panoszący się w nim posmak przebytej tragedii, szybko też zauważa, jak wiele poruszeń i codziennych radości przynosi im znalezione w lesie niemowlę. Z pewnością uważnie ich też obserwuje, stara się bacznie przeglądać barwnie prowadzone narracyjne przemyślenia, od początku jest bowiem świadomy, że obręb tej historii znacząco przerasta pierwotnie nakreślony kształt. I chociaż niektórych powiązań nietrudno się tu domyślić, pojawiają się też takie sceny, które zwyczajnie szokują. Może nawet zatrważają. Z pewnością natomiast sprawiają, że lektura nabiera wielu znaczeń.

Autorka zręcznie lawiruje między obranymi strefami czasowymi, prezentując naprzemiennie trzy intrygujące kreacje. Świetnie bawi się też formą narracyjną, stosując tę tradycyjną, częściowo oddając jednak głos wybranym bohaterkom. Ten zabieg odczuwalnie wymaga większej koncentracji, ale jednocześnie daje odbiorcy możliwość wnikliwej analizy kobiecych postaw. Czytelnik z łatwością dostrzega w nich silne i tym samym charakterne osobowości, wyczuwa też skryte głęboko potrzeby, bolesne tęsknoty oraz naturalnie tlące się pragnienia, mimowolnie czuje targającą nimi emocjonalną gorycz. Optycznie docenia także panującą tu ponurą aurę – to właśnie ciężkie, wręcz przygniatające tło położonej w gęstwinie lasu rezydencji sprawia, że lektura przybiera tak mroczną i alarmującą, wręcz nieco złowieszczą postać.

Szalenie angażująca książka! Niecodzienna zagadka fabularna, zręcznie poprowadzone sploty narracyjne i trzy charakterne kobiety, które walecznie dążą do prawdy – ta historia zaszywa myśli w gąszczu naznaczonego kłamstwem sekretu. Szklany dom nie jest rasowym thrillerem, to niezwykle wciągająca powieść obyczajowa o zauważalnie dramatycznym podłożu. Intrygująca, niebanalna i tajemnicza, wizualnie bardzo efektowna, epizodycznie wręcz zaskakująco filmowa. Eve Chase odurza także przenikliwą aurą – zaprasza bowiem do mrocznej scenerii, momentami dusznej, posępnej, w odczuciu niemal klaustrofobicznej.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Kobiecym.

„POINT OF RETREAT” – COLLEEN HOOVER | Nadzwyczaj ekspresyjna historia!

„POINT OF RETREAT” – COLLEEN HOOVER | Nadzwyczaj ekspresyjna historia!

Miłość jest piękna, nierzadko fascynująca i niepowtarzalna, ale jednocześnie bardzo wymagająca. W poważnym związku słowa zawsze mają nieobliczalną wartość, nabierają wielu niespodziewanych znaczeń, często interpretowane są z zaskakująco sugestywną dokładnością. I właśnie taki portret miłości utrwala Colleen Hoover w drugim tomie swojej debiutanckiej serii SLAMMED. Point of Retreat to historia uczucia, które w sposób odpowiedzialny chce walczyć z życiowymi trudnościami, książka w moim odczuciu wyjątkowa i mocno poruszająca.

Tym razem czytelnik skupia swoje zmysły na emocjach Willa, którego poznał wcześniej w niezwykle osobistej i wyraźnie nasączonej smutkiem relacji Layken. Narracja mężczyzny okazuje się w odbiorze równie przejmująca, intymna i drobiazgowa, z łatwością wyczuwa się w niej potrzebę szczerej bliskości. Odbiorca doskonale wie, że Will jest porządnym młodym człowiekiem, od początku widzi w nim zatem mężczyznę świadomego własnych uczuć, z pewnością empatycznego, wartościowego i kochającego, ale jednocześnie zupełnie niezdarnego w przekazie emocjonalnym. To właśnie jego słodka nieporadność staje się tu gorzką pigułką, to ona potęguje największe zgrzyty między kreacjami i wpływa na niepewność dalszych zdarzeń.

A fabularnie dzieje się tu bardzo dużo, zauważalnie więcej, niż miało to miejsce w pierwszym tomie. Colleen Hoover celowo nie oszczędza swoich bohaterów, naznacza ich wręcz nowymi przeciwnościami losu, dostrzegalnie chce zbudować ich relację na kolejnych druzgocących doświadczeniach. Umyślnie burzy to, co najważniejsze – fundamenty ich wzajemnych uczuć. Świadomie nakłania ich zatem do podjęcia trudnych wyzwań, zmusza do wylania morza łez i bolesnego otarcia o dojmującą samotność, tym samym zachęca też do ponownego szukania właściwych odpowiedzi. I tu ponownie unaocznia się pasjonujący pokaz słowa, pojawia się poezja i ukryte w jej metaforyczności piękno. To właśnie słowa mają tu największe znaczenie.

Nadzwyczaj ekspresyjna historia! Intensywna w przekazie uczuciowym i szalenie wartościowa, a przy tym mocno rozczulająca! Point of Retreat to pięknie skomponowana kontynuacja, Colleen Hoover intencjonalnie nie rozpieszcza swoich bohaterów, fabularnie wręcz rzuca ich w otchłań traumatycznych scen, wyraźnie chce utrwalić fundamenty ich ujmującej bliskości, każe im nawet ponownie mierzyć się z brutalnym obliczem parszywej samotności. Emocjonalnie nie jest to łatwa lektura, choć płynie się przez nią zaskakująco lekko – w moim odczuciu jest to sekwencja wielu wzruszeń i jednocześnie wachlarz niesamowitych refleksji.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem W.A.B.

„NAUCZYCIELKA Z GETTA. WCIĄŻ POD WIATR” –  ANETA KRASIŃSKA | Wymowny pokaz brutalnej niesprawiedliwości!

„NAUCZYCIELKA Z GETTA. WCIĄŻ POD WIATR” – ANETA KRASIŃSKA | Wymowny pokaz brutalnej niesprawiedliwości!

Wyraźnie naznaczona okrucieństwem przerażającej wojny. Świadomie zanurzona w smutku, bolesnej trwodze i głębi ludzkiej bezradności. Niesiona śladem fabularnej miłości, determinacją, walecznością i tak oczywistą potrzebą przetrwania. Ten kto poznał już Nauczycielkę z getta, ten doskonale wie, że jej historia dźwiga potężny bagaż emocjonalny, momentami chwyta za serce i jawnie wywołuje łzy. Powrót do najbardziej izolowanego getta nie mógł być łatwy. I nie był. Kontynuacja powieści Anety Krasińskiej okazuje się bowiem równie trudnym i wstrząsającym przeżyciem.

Aneta Krasińska ponownie zakrada się za bramę łódzkiej dzielnicy zamkniętej, aby nader dobitnie, konstruktywnie i esencjonalnie wyeksponować najbardziej traumatyczne obrazy. Tym samym otwiera odbiorcę na zatrważające doznania, każe otwarcie patrzeć na rozdzierającą serce niesprawiedliwość wojennej codzienności, niejednokrotnie przywołuje dramatyczne przeżycia i domaga się wejścia w uderzającą rozpacz żydowskiej społeczności. Czytelnik nieuchronnie staje się świadkiem druzgocących scen, patrzy na ludzi wyniszczonych głodem i rozprzestrzeniającymi się chorobami, z przerażeniem eksploruje bezradność wielu mieszkańców getta, podgląda okupione bólem rozstania, nierzadko zmuszony jest też patrzeć na śmierć... Ta historia z pewnością utwierdza w przekonaniu, jak bardzo wstrząsająca i bezdusznie odarta z człowieczeństwa była rzeczywistość wojny.
Czytelnik powtórnie towarzyszy Laurze, która w narzuconej sytuacją goryczy, zdaje się być dziwnie i boleśnie pogodzona z otaczającym ją koszmarem. Nadal wyczuwa się tlącą w niej miłość i trudną do ukrycia tęsknotę, czuje się też oczywistą potrzebę bliskości, ale także wyuczoną doświadczeniem ostrożność oraz dostosowane do tego bestialstwa umiejętności – pozwalające nie tylko przetrwać i utrzymać najbliższych, ale też pomagać innym potrzebującym. Kobieta nadal dzieli się swoją wiedzą, choć w zupełnie innych okolicznościach. Pojawiają się też nowi bohaterowie oraz nowe sytuacje, często narracja przechyla wagę fabularną w ich stronę, pozwalając poczuć skalę trudnych emocji oraz zrozumieć pustkę w dostrzegalnie struchlałych sercach. I kolejny raz autorka zostawia odbiorcę z tuzinem pytań, zakończenie bowiem zdaje się być jeszcze bardziej otwarte niż w pierwszym tomie – wszystko wskazuje na to, że historia ta będzie miała ciąg dalszy.

Przejmujący, dobitny i jakże wiarygodny portret ludzkiego okrucieństwa! Aneta Krasińska nie pozostawia złudzeń, z uchwytną wrażliwością odzwierciedla druzgocącą codzienność mieszkańców łódzkiego getta, świadomie nasączając wyobraźnię dramatyczną wojenną goryczą. Kontynuacja Nauczycielki z getta napawa przerażeniem i dotkliwą rozpaczą, w oczach czytelnika przybiera postać niezwykle wstrząsającej historii, która zatrważa i boleśnie rozdziera serce. Mimowolnie staje się wymownym pokazem brutalnej niesprawiedliwości, esencjonalnie połączonej z tak naturalną dla człowieka potrzebą przetrwania.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem JAGUAR.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger