środa, 23 września 2015

[RECENZJA] "KARALUCHY" - JO NESBØ

Średnie spotkanie z „Człowiekiem nietoperzem” mam już w niepamięci. Jo Nesbø nie okazał się tylko rozreklamowanym autorem, a człowiekiem, który ma dobre podstawy do pisania powieści kryminalnych. „Karaluchy” dotrzymywały mi towarzystwa podczas tegorocznego urlopu i wychodziło im to nawet nieźle. Udało mi się nawet polubić Harry’ego Hole, który w pierwszej części niekoniecznie przypadł mi do gustu. 

Początek nie był jednak łatwy. Harry wyglądał na bohatera straconego w sposób wręcz pospolity. Wieczorne przesiadywanie w barach i popijanie alkoholu w ilości przekraczającej normy powodowało moją niechęć do norweskiego policjanta. Jednakże, to właśnie zatracenie się głównego bohatera stało się swego rodzaju motywatorem do wysłania go na drugi koniec świata, by błądził po omacku w celu poszukiwania zabójcy norweskiego ambasadora w Tajlandii. Harry, prawie do końca nieświadomy prawdziwego celu swojej wizyty, okazuje się niemałym wrzodem dla tych, którzy posłali go do Bangkoku. Jego dociekliwość, choć mocno skrywana i nie zawsze uchwytna przez czytelnika, pozwoliła mi na wydobycie lekkiej sympatii do policjanta. W pewnym momencie wiedziałam, że on już ma rozwiązanie w głowie, a ja nadal się nie domyślałam. Może miałam zbyt ulotny umysł na wakacjach i nie wszystkie wątki zlepiały mi się w precyzyjną całość. Istotne jest to, że nić porozumienia z Norwegiem została zasupłana i teraz pozostaje walczyć, aby ją utrzymać w tym samym, bądź mocniejszym, stanie w kolejnych tomach.

Wybrałam jeszcze dwie postaci, które zasłużyły na moje podwyższone zainteresowanie. Jedną z nich był Jens Brekke, a drugą Runa. Jens, który niezaprzeczalnie miał powód, by uśmiercić ambasadora, okazał się postacią nadzwyczaj inteligentną i zorganizowaną. Połączenia, jakie wykonywał z więzienia do samego Harry’ego, wydawały się bardzo groteskowe, częściowo męczące, a dopiero koniec pokazał ich sensowne podłoże. Nesbø podszedł do niektórych wątków nieszablonowo i poprzez wtapianie w nas myśli o prostocie postaci, pokazał ich wielkość i rolę w prowadzonym śledztwie. Runa, zupełnie jak Jens, wydawała się błaha, wręcz przypominała zwykłą podkochującą się nastolatkę, a w ostateczności jej rola również okazała się wartościowa, od początku misternie zaplanowana. O pozostałych postaciach się nie rozpisuję, nie zapadną mi raczej w pamięć. Ot tak, niczym nie wyróżniający się bohaterowie, jakich pełno w kryminałach.

Poza czynnikiem ludzkim zwróciłam uwagę na tło powieści i ulokowanie akcji w Tajlandii. Zostałam miło zaskoczona dość szczegółowymi i realnymi opisami Bangkoku, ulicznym gwarem i wyjątkowym hałasem, jaki towarzyszył Harry’emu non stop. Klimat miasta wyrażony poprzez jeżdżące tuk-tuki, spływający pot i witanie gości na schodach, wydawał się być niemal odzwierciedleniem atmosfery panującej w stolicy Tajlandii. Niby tam nie byłam, ale mam podobne wyobrażenia o tym coraz bardziej popularnym mieście.

Na prawdziwość scenerii trzeba jednak uważać, bo łatwo zauważalne są błędy merytoryczne autora. Nawiązał bowiem do niby istniejącego w Chinach (akcja toczy się w latach 90-tych XX wieku) ruchu lewostronnego, podczas gdy ten został zmieniony na prawostronny w 1946 roku (za wyjątkiem Hong Kongu i Makau). Nie czepiam się do tego, ale lepiej wiedzieć, że zawarte dane nie zawsze pokrywają się z realnym światem. Dodatkowo (może to kwestia tłumaczenia), niektóre zwroty wydawały mi się co najmniej mało sensowne:

Na moment zemdlał. Ale wiedział, że mu nie wolno.

Mało znam się na medycynie, ale osoba, która przed chwilą zemdlała, nie jest chyba na tyle świadoma, by od tak decydować, czy nadal być omdlałą, czy może jednak już się ocucić.

Nie zauważyłam też, ale może to przez moje wakacyjne roztargnienie, jakiegokolwiek powiązania tytułu z treścią powieści. Czy może coś mi umknęło? Tytuł często bywa zagadkowy, ale ostatecznie stwierdzam, że zwyczajnie pasuje, jest odpowiedni. Tu nie miałam takiego odczucia.

Przechodząc powoli do samej treści, przyznam, że nie była w żaden sposób skomplikowana. Nie ma tu aż tak typowej gmatwaniny wątków, uniemożliwiających sensowne połączenie splotu wydarzeń. Jeżeli ktoś liczy na bardzo diagnostyczną i wielowątkową opowieść, może nie być zadowolony. Jo Nesbø operuje prostymi wydarzeniami, oszczędnie wprowadza nowych bohaterów, nie operuje mało wiarygodnym, ale uzasadnionym, motywem zbrodni. Prowadzi czytelnika oczywistą ścieżką, skupiając się nie na motywie, jak często ma to miejsce w kryminałach, a na samej postaci winnego. Osobiście bardziej preferuję typowy labirynt w poszukiwaniu sprawcy, ale i tu się nie zawiodłam. Końcówka świadczy o tym, że autor postarał się, aby elementy były prawidłowo złożone. Teraz z większym spokojem podejdę do kolejnych części i nie obawiam się o stratę czasu. Polecam, szczególnie dla osób poszukujących typowo lekkiego kryminału.

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam kryminały, jednak wolę takie, w których zdecydowanie więcej się dzieje ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z opinii innych wynika, że autor z każdym tomem nabierał pewności siebie i fabuła jest bardziej rozwinięta. Zdam relację po trzeciej części.

      Usuń
  2. Nie znam twórczości JO NESBØ, ale na chwilę obecną nie mam ochoty czytać kryminałów. Ale jeśli mi się odwidzi, to będę miała na uwadze powyższą pozycję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem zdania, że warto czytać to, na co ma się ochotę :)

      Usuń
  3. Nesbo nadal przede mną. Jakoś nie mam okazji zajrzeć do któregoś z jego kryminałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zbierałam się długo, a teraz czytam trzecią część i widzę postęp :)

      Usuń
  4. U Nesbo z każdą powieścią jest coraz lepiej. "Człowiek nietoperz" był taki sobie, "Karaluchy" już lepsze, a dalej... cóż, pokochałam Harry'ego chociaż to dość trudny typ. Poza tym Nesbo pisze naprawdę świetnie, a jego intrygi są cholernie zawiłe. Mam nadzieję, że w końcu przekonasz się (tak w pełni) do twórczości tego autora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to i "Karaluchy" już zyskały nutę sympatii. Trzecia część wydaje się być bardziej zawiła niż wcześniejsze więc nie ukrywam, że może przejdę na stronę zwolenników i sympatyków Nesbø.

      Usuń
  5. Bardzo wnikliwa recenzja. Uwielbiam twórczość Jo Nesbo i przyjmuję ją bez szemrania, ale zwróciłaś uwagę na kilka potknięć autora, które mi zupełnie umknęły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, to były drobne potknięcia więc szybko wybaczyłam :)

      Usuń

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP