"MIŁOŚĆ W CZASACH DYSKONTÓW" - DANIEL KOZIARSKI | Gdy życie zaczyna przeciekać przez palce...

Życie to prawdopodobnie najbardziej elastyczny materiał. Świadczą o tym nie tylko liczne dzieła literackie czy malarskie, ale także rozmaite produkcje filmowe, spektakle teatralne, a także mniej lub bardziej rozgałęzione konwersacje. Naprawdę trudno znudzić się dyskusją o ludzkiej egzystencji, każdorazowo zdaje się być ona zbyt plastyczna, intrygująca i nieprzewidywalna… Wykorzystuje to chociażby Daniel Koziarski w powieści Miłość w czasach dyskontów, której tytuł – tak instynktownie nasuwający myśl o wielkim dziele Gabriela Garcíi Márqueza – z pewnością nie został wybrany przypadkowo. 

Oliwia ma obecnie trzydzieści siedem lat i chociaż doświadczyła w życiu bardzo wiele, nadal ucieka przed pytaniami własnego serca. Mało elastyczne dzieciństwo, traumatyczne wydarzenia z przeszłości, a także średnio owocne życie na emigracji sprawiły, że kobieta wciąż bije się z własnymi myślami i mimo pozornie dojrzałego wieku, nie potrafi spojrzeć na siebie z odpowiednim dystansem. Chociaż bohaterka dorobiła się już dobrej pracy w korporacji, mieszkania na kredyt oraz szarmanckiego narzeczonego, to jej życie niespodziewanie zatrzymało się dawno temu, pewnego styczniowego dnia. Oliwia wyraźnie nie potrafi cieszyć się własnymi osiągnięciami, wciąż nie jest też przekonana o słuszności podjętych przez siebie decyzji... 
Propozycja Daniela Koziarskiego to twór niecodzienny, który nadzwyczaj trudno osadzić jest w konkretnych ramach gatunkowych. Patrząc jedynie na przedstawioną treść, można książkę uznać za klasyczną powieść obyczajową, w końcu to ludzki żywot stanowi w niej główny fabularny trzon, ale autor świadomie omija powszechne klasyfikacje i zamiast kroczyć po gładkim obyczajowym podłożu, kieruje odbiorcę na słodko-gorzki, wyraźnie grząski i ewidentnie ponadczasowy grunt. Polski pisarz, korzystając z cennych usług tradycyjnego trzecioosobowego narratora, nie tyle przechadza się po cierpkiej stronie ludzkiej egzystencji, co manieruje ją na rozmaite sposoby i próbuje, oczywiście za pomocą odpowiednio dobranych słów, okiełznać jej nieszablonową definicję. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że Daniel Koziarski mądrze operuje słowem, z jednej strony nie ucieka się w trudne, wyrafinowane i zagmatwane sformułowania, a jednak gwarantuje odbiorcy stałą nutę niedopowiedzenia, czym stanowczo daje do myślenia. 

Na uwagę bez wątpienia zasługuje zastosowany przez pisarza styl, który znacząco wyróżnia tę pozycję na tle innych. Autor celowo bowiem burzy chronologię i tym samym przeplata bieżące wydarzenia tymi, które miały miejsce kilka, a nawet kilkanaście lat wcześniej. Każdy z opisanych epizodów poprzedzony jest datą więc wspomniany chaos czasowy nie jest w żaden sposób dotkliwy, nie przeszkadza w odczuwaniu treści, można w nim też z łatwością dostrzec świadome działanie, które pozwala łatwiej zrozumieć obecną sytuację głównej bohaterki. Daniel Koziarski skupia się właśnie na życiorysie Oliwii, przedstawia najważniejsze fragmenty jej życia, ale niekoniecznie te, które po prostu zapadły jej w pamięć – dla misternie budowanego przekazu nie ma to bowiem większego znaczenia – ale przede wszystkim te, które nadały kształt jej obecnej sytuacji.
Tytuł powieści niewątpliwie jest sugestywny, odbiorca jeszcze przed lekturą mimowolnie zaczyna go interpretować, ale trzeba przyznać, że zaproponowana fabuła – tak treściwa i emocjonalna – w odbiorze okazuje się równie wymowna. Autor pozwala czytelnikowi przedrzeć się przez różne stadia zakochania, poczynając od tego pierwszego, zupełnie niewinnego i beztroskiego, poprzez cały szereg chwiejnych wyznań, często złudnie uważanych za najważniejsze, aż po to najbardziej szczere, niesamowite i jedyne w swoim rodzaju, zwane po prostu miłością. To właśnie najważniejsze z uczuć stanowi piedestał powieści Daniela Koziarskiego, ale trzeba jasno zakomunikować, że nie jest to obraz pięknej, trwałej i jednoznacznej miłości, a raczej twardo towarzyszącej temu uczuciu ulotności, która potrafi od tak, bez najmniejszego uprzedzenia, rozszarpać serce na drobne strzępy. 

Chociaż akcja sportretowana jest skokowo i nieco burzliwie, to wystarczy dosłownie chwila, aby rozeznać się w wykreowanej czasoprzestrzeni. Daniel Koziarski sprawnie lawiruje bowiem między autentycznymi wydarzeniami, wciąż przywołując takie fakty, jak atak na WTC, zamachy w Londynie, śmierć papieża Jana Pawła II, itp. Nawiązująca do realiów sceneria okazuje się nieocenionym tłem dla fabuły, gdyż pozwala dostrzec w głównej bohaterce człowieka z krwi i kości, który otarł się w życiu o podobne reakcje, co sam czytelnik. Autor treściwie odnosi się także do życia na emigracji, podkreślając zarówno rosnący poziom tęsknoty, jak i szerokie pole do rozwoju własnych możliwości. Dużo przestrzeni poświęca też imigrantom oraz kierowanej w ich stronę nienawiści, otwarcie snuje wręcz hipotezę, iż zjawisko to nie jest rasizmem w czystej postaci, a raczej pewnym trendem, w którym oprawcy, oczywiście nieświadomie, stają się również ofiarami systemu – wmawia im się bowiem, że nienawiść jest po prostu potrzebna.
Daniel Koziarski idzie w swoich rozważaniach dalej, zauważalnie dużo miejsca poświęca przyjaźni damsko-męskiej, tak nagminnie i swobodnie mylonej z miłością – to właśnie takim dylematom pisarz przypisuje rolę najważniejszych fabularnych ogniw. Autor porusza także tak ważne tematy, jak śmierć bliskiej osoby, uzależniający wpływ rodziców na dorosłe życie człowieka, trud znalezienia własnego miejsca na świecie, czy samotność w tłumie. Na podstawie kreacji głównej bohaterki prezentuje też, jak kolejne osoby bezwiednie znikają z jej życia… Można w tym miejscu pokusić się o stwierdzenie, iż ta mało fortunna aura wokół Oliwii jest zbyt intensywna i zbyt mało prawdopodobna, ale czy pech codzienności nie jest przypadkiem stałym towarzyszem człowieka?

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Recenzja w pigułce

Miłość w czasach dyskontów to jedyny w swoim rodzaju i z pewnością niezapomniany portret ludzkiej egzystencji – tak kruchej i bezwiednie przeciekającej między palcami. Daniel Koziarski w sposób nader osobliwy pokazuje, że każdy człowiek samodzielnie decyduje o własnym losie i tylko od niego zależy, jak trwały będzie grunt, po którym przyjdzie mu kroczyć przez życie. Dawno nie czytałam tak swoistej powieści!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger