piątek, 7 sierpnia 2015

[RECENZJA] "MŁOT NA CZAROWNICE. POSTĘPEK ZWIERZCHOWNY W CZARACH, A TAKŻE SPOSÓB UCHRONIENIA SIĘ ICH I LEKARSTWO NA NIE W DWÓCH CZĘŚCIACH ZAMYKAJĄCY" - JACOB SPRENGER, HEINRICH KRAMER

Temu podręcznikowi zarzuca się, że jest istną makabrą i dosłownym stekiem bzdur i niedorzeczności. Taką diagnozę stawia się ze względu na powszechne użytkowanie dzieła i czasy, które sprzyjały rozwojowi zabobonów. Książka bowiem, przez długi czas, stanowiła podstawę nauczania, dla samych inkwizytorów i sędziów zajmujących się procesami o czary. Była to kolebka wiedzy o powstawaniu czarów, ich rodzaju, próbach rozpoznawania czarownic, ale zawierała też metodykę ich zwalczania, co było ważnym punktem dla przedstawicieli ówczesnego prawa.


Opracowanie, które wpadło mi w ręce, to jedynie transkrypcja i uwspółcześnienie, a zatem nie przechodziłam męczarni ze staropolskim, często niezrozumiałym, językiem. Do rąk czytelnika oddano pozycję aż nadto łatwą w czytaniu, a co za tym idzie, kolejne strony czyta się szybko i jedyne, nad czym wypada się zastanowić, to szalona treść. A ta może niejednego zaskoczyć. Właśnie z tego podręcznika dowiadujemy się, dlaczego czarownictwo było zbrodnią wyjątkową. Już wstęp (artykuł autorstwa Jerzego Szafjańskiego, jaki ukazał się w miesięczniku „Wiedza tajemna” (3/99) oraz w czasopiśmie „Bez Dogmatu”) uświadamia nam, że kobieta w średniowieczu była przekleństwem samym w sobie:

 
Mniej niebezpiecznie jest przebywać z lwem lub smokiem niż z niegodziwą kobietą.

Poznajemy też liczne przykłady konkretnych pytań, jakie były zadawane czarownicom w sali tortur, przykład jednego poniżej:


To niepojęte, do jakich odpowiedzi skłonna była niewinna kobieta, wierząc, że przyznanie się do winy poprzez zmyślone odpowiedzi, ochroni ją od dalszych tortur i śmierci. A czy ja zachowałabym się inaczej, gdyby zgniatano mi kciuki bądź rozciągano mi ciało aż do wyrwania kończyn ze stawów? Z pewnością też nieźle bym nazmyślała. Widać, już wtedy kobiety miały bogatą wyobraźnię, a przykładowy opis sabatu robi wrażenie. Wydaje się wręcz być realny. Trzeba też przyznać, że tylko w średniowieczu „umarła pogodzona z Bogiem” równa się zapisowi „została spalona na stosie”.

Po wstępie przechodzimy do fragmentów uwspółcześnionego wydania „Młota na czarownice”, czyli traktatu na temat magii, który opublikowany został w 1486 roku przez dwóch dominikanów Jacoba Sprengera i Heinricha Kramera. Traktat, składający się z trzech części, obejmuje naukę o sposobach wykrywania czarownic (aż 16 rozdziałów), rodzaje czarów i sposoby ich zwalczania, jak również trzecią część, stanowiącą ówczesny podręcznik dla samych inkwizytorów. Tu muszę rozczarować potencjalnego czytelnika, niestety przekłady nie zawierają części trzeciej, choć to właśnie ta, wzbudziłaby zapewne największą sensację.

Pierwsze dwie części obfite są w tak bogate informacje, że zasnąć przy czytaniu się nie da. Muszę jednak przyznać, że okrutna jest wiedza o tym, jak wielkie było przekonanie o prawdziwości czarodziejstwa i podporządkowywanie mu niejednokrotnie życia, by zrzeszyć się z samym szatanem. Kobiety były skłonne do zabijania i zjadania nawet własnych dzieci w wierze, że staną się znawczyniami czarów i pełnoprawnymi członkiniami sekty (tu mamy do czynienia ze zdziczałymi opisami gotowania niemowlęcych głów, robieniem z nich magicznych maści i wywarów do picia).
Co nadaje nutki autentyczności publikacji, to fakt, że autorzy sami wierzą w istnienie czarów oraz mocy szatańskich. W końcu żyją wśród osób posądzanych o czary i niejednokrotnie są świadkami nieludzkich zdarzeń:

Prawdziwości powyższego dodaje też cytat:


Z pierwszej części dowiadujemy się też o latawcach, czyli o szatanach współżyjących z czarownicami. Jak szatan tego dokonywał? Czy przybierał postać człowieka? Jak wybierał czarownice? Czy czerpał przyjemność, jak zwykły śmiertelnik? Odpowiedziami na takie pytania częstują nas właśnie autorzy.
W części drugiej natomiast, odpowiadają na pytanie: jak zwalczyć czary? Czy za pomocą Boga, czy samych ludzi? A może czary zwalcza się tylko czarami? Jak na tym tle wypadają egzorcyzmy?

Lektura banalna nie jest, choć o banałach w niej czytamy. Dlaczego taki mam osąd?
Książka przynosi odpowiedzi bowiem na setki pytań, takich, których w naszych czasach nawet byśmy nie zadali. Ale te pytania stanowiły kolebkę średniowiecznego życia, niejednokrotnie odpowiedzi na nie, były podstawą ówczesnego prawa i stanowiły wyrok dla tysięcy czarownic i czarowników. Czytając takie pozycje, uświadamiam sobie, jak bardzo zmieniła się nasza cywilizacja i nasze codzienne myślenie. Dlatego uważam, że książka zasługuje na przeczytanie, choć jeżeli znajdzie się wśród nas jakiś magik, wierzący, iż nauczy się z niej średniowiecznych czarów, rozczaruję go żartobliwym cytatem z podręcznika:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP