środa, 19 sierpnia 2015

[RECENZJA] "CÓRY GRZECHU" - INY LORENTZ | Awantura goni awanturę

Jak nie pokochać tego nieokrzesanego młodzieńca, który mimo popełnianych błędów, ma w głębi serca więcej uczucia niż niejeden duchowny do Boga, a w głowie – więcej rozsądku niż niejeden uczony. Falko, jedyny prawdziwy syn kasztelanki Marii i zmarłego w poprzedniej części rycerza Michała, wyłania się w „Córach grzechu” na pierwszy plan i dzielnie prowadzi nas przez własne przygody, rozterki duchowe i licznie popełniane gafy. Często pod wpływem przypadku, wpada w epicentrum awantury, a w słonecznych Włoszech, gdzie dzieje się większość akcji, o to nie trudno. Początkowo nie byłam ufna zamiarowi postawienia Falko w roli głównego bohatera powieści. W końcu odpowiadało mi towarzystwo dzielnej Trudi, jej niezaprzeczalne podobieństwo do matki i zadziorny charakterek. Naraz, po czterech tomach stawiania kobiety na najwyższym piedestale wśród bohaterów, mamy zaskoczenie i zmianę. To właśnie młody mężczyzna, rycerz Falko, ubrany zostaje w główną rolę piątej części sagi i definitywnie spełnia się w niej, wiernie wykorzystując otrzymany w spadku po matce charakter i tym samym, kontynuuje historię rodzinną, przeżywając mniej lub bardziej realne przygody.



Nie wiem, czy wynika to ze zmiany płci głównego bohatera, czy może ze zmiany rodzaju książki, ale „Córy grzechu” dają powiew odmienności i pewnej świeżości dla wcześniejszej historii. Nie oznacza to, że treść zmienia się absolutnie. Nadal wędrujemy z bohaterem na kraniec świata, nadal po drodze czyhają na bohaterów liczne niebezpieczeństwa, nadal mamy do czynienia z intrygami, napaściami i rozterkami wewnętrznymi. Jednak coś ulega zmianie. Może jest to tło historyczne gorącej Italii? A może właśnie zmiana głównego bohatera na płeć męską? A może lekka zmiana typu powieści? Bo poza typowo awanturniczą i wojowniczą częścią, głównym wątkiem jest romans i, jak to często bywa, połączone z nim prawdziwe uczucie.

W tym uczuciu duet autorów mnie zaskoczył. Gdyby jedyną adresatką miłości Falka była córka Ercole Orsini’ego, Francesca, byłoby to spodziewane i w pewnym sensie naturalne. Historia mogłaby potoczyć się jak w bajce. Falko uratowałby Francescę przed okrutnym Cirio i potajemnie spotykając się z młodą damą, dążyłby do jej zdobycia. Ale ta opowieść nie jest tak prosta, bo oprócz urodziwej rzymianki, Iny Lorentz, obdarzyli nas jeszcze dwiema pięknościami, powodując w głowie Falko nie lada mętlik uczuciowy. Na uwagę zasługuje fakt, że już od początku wędrówki wiemy, że jedną z ważniejszych postaci kobiecych, będzie nadzwyczaj ładna przeorysza, która mimo oddania kościołowi, skłonna jest poddać się spiskowi i niejako własnym uczuciom, by również zawieruszyć w sercu młodemu rycerzowi. Na domieszkę, gdzieś na marginesie kolejnych wydarzeń, wkracza małymi kroczkami, trzecia piękna niewiasta, Margareta. Muszę przyznać, że na miejscu Falko, sama miałabym ogromny problem z ujarzmieniem pożądania i własnych emocji, a już tym bardziej z dokonaniem trafnego i rozsądnego wyboru. Trochę wirowałam przy boku Falko w świecie otaczających go kobiet i raz podobała mi się zakonnica, innym razem młoda rzymianka, a jeszcze innym, serce kazało mi czekać na wyjawienie prawdziwej roli Margarety. Rozwiązanie, choć po części może być przewidywalne, a już z pewnością mało realne, może jednak niektórych czytelników lekko zaskoczyć. Za tę nutkę niepewności dziękuję autorom, bo poprzednie części zbyt bezbłędnie kierowały nas w jedną konkretną konkluzję, nie dając szansy na minimalny poziom zaskoczenia. Tu, mimo świadomości dobrego zakończenia, mamy pole manewrów i kilka opcji sfinalizowania książki. To, nie ukrywam, zadowoliło mnie podczas czytania.

Pragnę też podziękować autorom (nie po raz pierwszy) za ciekawych bohaterów. Poza wspomnianym synem Marii Adler, na uznanie zasługuje wspomniana już Margareta i jej wyjątkowo cięty język. Jej postać wniosła dużo humoru i pewnego roztargnienia, a sama wędrówka do Rzymu, nie była zbyt nudna i monotonna. Polubiłam też przeoryszę oraz Hilbrechta, a bez pokojówki Annunzi i przewodnika ulicznych bandytów – Gianniego, kilka wydarzeń pozbawionych byłoby blasku.

Piąta część zaowocowała też kilkoma zgniłymi owocami, bo inaczej nie mogę nazwać wciśnięcia na siłę całego wątku porwania Hildegardy, a już tym bardziej bohaterskiego uratowania przybranej córki przez Marię. Nie chcę pisać, że nie było to ciekawe, bo było, pomysłowe też, ale w powieści, w której czytamy o losach Falko, te wydarzenia, były najnormalniej zbędne, niepotrzebne, nic nie wniosły do głównych wątków. Były typowym zapchaniem materiału, co zamiast urzec, powodowało pewien bunt w czytelniku. Czy zamiast wciskać na siłę najmłodszą córkę do historii Falko, nie lepiej napisać kolejną część i postarać się, by młoda Hildegarda, dostała tam bardziej znaczącą rolę? Wiedząc, że jest przybraną córką Marii Adler i pamiętając jej okrutną rodzoną matkę, można byłoby nawiązać do historii prawdziwego rodu i stworzyć całkiem czytelne, świeże wątki. „Córy grzechu” byłyby może mniej podzielone na ramy geograficzne, ale można byłoby dopełnić treść samego zakończenia, które zostało dość płasko rozegrane. Finał opowieści został napisany w kilku zdaniach i „the end”. A ty czytelniku borykaj się z taką ilością informacji naraz…
A co do dużej liczby danych, to mamy pewne podobieństwo do „Córki nierządnicy” i niezliczonej ilości bohaterów. Poza znanymi już postaciami, autorzy zapoznają nas z królem, cesarzem, biskupem, księżmi, karczmarzami, ich zonami, córkami, a także rycerzami, rozbójnikami, pachołkami, służącymi, itd. Oj mnogo jest od postaci i bez dobrej hierarchii w głowie, lepiej nie podchodzić. Jest, co prawda, ułatwienie dla mniej spostrzegawczych, bo wydanie książki zawiera na końcu spis wszystkich postaci z krótkim wyjaśnieniem ich roli w powieści. Ja starałam się skupić uwagę na tych postaciach, które mają znaczący wpływ na rozwój wydarzeń, i muszę dodać, że brakowało mi Trudi, bo polubiłam ją i rozstanie z pierworodną pary kasztelańskiej, było dla mnie powodem do smutku.
Tym razem moją ogólną oceną kierują emocje, a nie rozsądek, bo to Falko, którego niezmiernie polubiłam, wpływa na tak wysoką notę. Ten awanturnik podbił moje serce i mimo, że świerzbiło go niejednokrotnie pomiędzy nogami, czym przysporzył sobie niemałych kłopotów, to nie mogłabym go nie polubić. Iny Lorentz nie zrobili z niego bohatera typowo romantycznego, który oprócz urody, kierowałby się w życiu jedynie rozsądkiem. Pokazali, że bohaterem może być zwykły człowiek, który popełnia wiele błędów i głupot i który nie wie, jakie decyzje podjąć, by być szczęśliwym. Za to cenię duet autorów. Za bohatera, który stał się dla mnie po prostu realny. Powinnam zapewne podejść bardziej obiektywnie i zasugerować się moimi wcześniejszymi słowami, obniżając ocenę za zbędne wątki, ale przez Falka mam chwilowo klapki na oczach więc tego nie zrobię. Daję mocną ósemkę i zachęcam do przeczytania, zarówno tych, co mają za sobą poprzednie części, jak i tych, którzy sagi Nierządnicy jeszcze nie tknęli. Nawet jeżeli nie czytaliście poprzednich tomów, a wpadła Wam do rąk piąta część, nie pozostaniecie bez wiedzy. Autorzy pokrótce wspominają główne wątki wydarzeń, które miały miejsce w poprzednich tomach i czytelnik nie powinien poczuć się zagubiony. Polecam tę część, a jeszcze bardziej zachęcam do zainteresowania się całą serią. Wszystkie części oceniłam wysoko: za świetnie i szczegółowo wykreowanych bohaterów, za świeżość tematów każdej kolejnej części, za dobre wykorzystanie motywów zemsty i intrygi, a także za wprowadzenie minimalnej, choć chyba niezbędnej dawki miłości i romansu.

4 komentarze:

  1. Jeśli się skuszę, to na całą serię, tak by czytać ją od samego początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, szczególnie gdy pasjonują Cię powieści historyczne. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Czytałam "Córkę tatarskiego chana" tej samej Autorki i była po prostu niesamowita. Chciałabym przeczytać jeszcze coś jej autorstwa, ale patrząc na fabuły tych innych, to nie wiem, czy mi spasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iny Lorentz do duet autorów (znajomych) i trzeba przyznać, że potrafią zaciekawić czytelnika. Chętnie zajrzę do "Córki tatarskiego chana", jak tylko pojawi się w bibliotece. Pozdrawiam :)

      Usuń

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP