niedziela, 11 czerwca 2017

"DZIEWCZYNY, KTÓRE MIAŁ NA MYŚLI" - KAZIMIERZ KYRCZ JR. | PRZEDPREMIEROWO

Instynkt mordercy pojawia się w ludzkiej głowie właściwie od zarania dziejów. Wychowanie w zgodzie z moralnością i świadomość konsekwencji zazwyczaj potrafią rozgonić czarne myśli, a jednak w każdej społeczności znajdzie się wyjątek, dla którego potrzeba pozbawienia kogoś życia jest większa niż utrwalone przez lata zasady. Dla jednych motywem jest nienawiść, dla drugich zazdrość lub popęd za wypatrzoną korzyścią, a jeszcze dla innych niełatwa do zrozumienia chęć wysprzątania świata z ludzkiego brudu. Właśnie taka potrzeba rządzi umysłem bohatera powieści Dziewczyny, które miał na myśli, a morderczym celem na jego drodze stają się panie wykonujące najstarszy zawód świata… 

Listopadowy spacer pewnego witrażysty kończy się mało przyjemnym znaleziskiem. W krakowskim Lasku Wolskim Borys trafia bowiem na niespodziewanego wisielca płci żeńskiej. Mężczyzna zgłasza sprawę na policję, gdzie zajmuje się nim ślamazarny podkomisarz, Sebastian Bednarski. Policjant przyjmuje także zgłoszenie kradzieży od wyjątkowo atrakcyjnej malarki, Oliwii Holwant, która chwilę po tych wydarzeniach uwodzi wspomnianego wcześniej Borysa, zlecając mu wykonanie nietypowego witrażu. Mniej więcej w tym samym czasie okazuje się, że osnuty mglistym smogiem Kraków stał się właśnie celem dla seryjnego mordercy prostytutek. Chociaż podkomisarz Sebastian regularnie boryka z problemami natury osobistej, mocno angażuje się w toporne dochodzenie i z tylko sobie znaną niezdarnością próbuje złapać jakikolwiek punkt morderczego zaczepienia. Czy mężczyźnie uda się doprowadzić to śledztwo do ładu?

Jakże ekspansywną zabawę słowem proponuje nam pan Kyrcz! Zaskakujące i często kąśliwe w swej treści metafory wymieszane są tu ze śmiałym, gwałtownym, a czasem nawet rozwiązłym zasobem słów, urozmaiconym nierzadko o gryzące wzrok wulgaryzmy. Autor celowo sieje stylistyczny ferment, jednocześnie intrygując, rozśmieszając i drażniąc żądnego literackich wrażeń czytelnika. Efektem takiej zagrywki są niewątpliwie stale wyczuwalne emocje, ale też zwykła ludzka ciekawość, która nakazuje wytężyć poziom skupienia, aby przebić się przez ogólne wrażenie chaosu do kryminalnego trzonu tej mało konwencjonalnej opowieści. W tym miejscu Kazimierz Kyrcz wyskakuje z przygotowaną zawczasu niespodzianką, którą okazuje się ujawnienie postaci grasującego po Krakowie mordercy. Czytelnik może zatem badać nietypowy profil sprawcy dosłownie od wewnątrz, poznając myśli i kolejne kroki niecodziennego sprawcy. Może też i to całkiem nieprzypadkowo uświadomić sobie, że w duszy niemal każdego człowieka zalegają przysypane racjonalnością szepty mrocznego instynktu.

Niezwykły charakter powieści tworzą jednak nie tylko smaczki językowe oraz świadomie ujawniony morderca, ale też wyjątkowo ekspresyjna mieszanka narracyjna, która pozwala przejrzeć zachowania bohaterów na wskroś. Niebywały witrażysta Borys, który po wypadku stracił zmysły węchu oraz smaku, samodzielnie relacjonuje swoją część wydarzeń i dopiero w końcówce oddaje głos tradycyjnemu narratorowi. Ten natomiast nieprzerwanie towarzyszy niezdarze, jaką bez dwóch zdań jest podkomisarz Bednarski, a także sfiksowanemu na punkcie rybek akwariowych mordercy, który bez ustanku czyści krakowskie ulice z kolejnych nierządnic. Odpowiednio poprowadzone sylwetki bohaterów z pewnością intrygują, a dodatkową zachętą do śledzenia ich pogmatwanych losów okazuje się owita wokół każdego z nich aura swoistej tajemniczości. Zaskakujący wypad poza utarte schematy gwarantuje też sprytne omijanie rzeczywistości, którym pan Kyrcz urozmaica swoją fabułę. Tylko tu bowiem prokurator częstuje gości alkoholem, policjanci ujawniają dane osobowe i rozmawiają z interesantami na „Ty”. Dla niektórych zapewne będzie to nadmierna swawola w budowaniu scenerii, ale nie ma wątpliwości, że tak celowe nagięcia realiów idealnie komponują się z całokształtem powieści.

Losy kilku niezależnych osób łączą się w jedną i świadomie zagmatwaną historię kryminalną, której końca nie można okiełznać pierwotnym wrażeniem. Przekroczenie progu tej fabuły okazuje się bowiem wejściem do rzeki o świadomie naruszonym gruncie, który łaskocze nieco przerafinowanym słownictwem, a jednocześnie wciąż kusi swoją odmiennością. Kazimierz Kyrcz zaprasza zatem czytelnika do udziału w osobliwym wydarzeniu literackim, którego kaliber może zaskoczyć nawet doświadczonego miłośnika gatunku. Ze swojej strony serdecznie polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Pocisk.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP