wtorek, 5 września 2017

"CZARNA MADONNA" - REMIGIUSZ MRÓZ | "Jak dobrze Twym dzieckiem być!"

Niektórzy głośno wyśpiewują jej imię, aby w ten melodyjny sposób podziękować za matczyną opiekę oraz nieustanną przestrogę przed kuszącym nas złem. Inni natomiast pielgrzymują na Jasną Górę i godzinami modlą się przed jej nieskazitelnie czarnym obliczem. Niemal afrykański wygląd Czarnej Madonny od lat zdaje się być zagwozdką dla najlepszych badaczy, a tym samym stanowi idealny materiał do snucia najbardziej mistycznych intryg. Właśnie ten zagadkowy wizerunek Matki Bożej wykorzystuje Remigiusz Mróz, aby świadomie nadać nowej powieści mocno religijnego wydźwięku. Czy Czarna Madonna, tak hucznie promowana jako niemal rasowy horror religijny, rzeczywiście mrozi krew w żyłach?

Filip Szumski ( ps. „Berg”) planował wspólnie z narzeczoną odbyć podróż przedślubną do Ziemi Świętej, ale praca zatrzymała mężczyznę w Polsce i tym samym na pokład samolotu wsiada jedynie Aneta. Boeing 747 miał wylądować w Tel Awiwie w środku nocy, ale kontakt z maszyną urywa się gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Ponad pięciuset pasażerów dosłownie znika z powierzchni radarowej, lecz nic nie wskazuje na to, aby samolot rozbił się lub został uprowadzony. Po pewnym czasie łączność z maszyną zostaje przywrócona, ale sygnały wskazują na zaskakująco odległe punkty na mapie. Filip mocno angażuje się w sprawę zaginionego samolotu i mimowolnie dociera do przerażającego odkrycia. Wszystko wskazuje na to, że feralny lot związany jest w jakiś tajemniczy, wręcz demoniczny sposób, z katastrofą autentycznego samolotu japońskich linii Japan Airlines z 1985 roku. Na pokładach obu maszyn znajdował się bowiem obraz przedstawiający Czarną Madonnę…

Remigiusz Mróz po raz kolejny przeprowadza literacki eksperyment, aby w jawny sposób skonfrontować własne możliwości z coraz bardziej wymagającą publicznością. Tym razem stawia na dwie nowości, z czego jedna oznacza wejście w nowy dla siebie gatunek literacki – horror religijny, drugą natomiast stanowi głos głównego bohatera, gdyż to właśnie jemu polski pisarz wyznacza rolę narratora tej powieści. Pozwolę sobie najpierw przyjrzeć się klasyfikacji gatunkowej, gdyż zdaje się ona być tematem niejednej czytelniczej dyskusji. Okazuje się bowiem, że chociaż pierwszy horror Remigiusza Mroza fragmentarycznie można uznać za wywołujący dreszcze i poczucie grozy, to jednocześnie brakuje w nim typowej dla tego gatunku mglistej atmosfery oraz szczypty niedopowiedzenia, które wypełniłyby umysł czytelnika tak proszącą się tu aurą niepewności. W zamian autor regularnie drąży temat zaginięcia samolotu i skłania odbiorcę do ciągłego weryfikowania, o co w tym wszystkim chodzi. Takie podejście spycha klasyczny strach na boczny tor, a gdy doda się do tego żwawe, choć miejscami nierówne tempo, jak również mocno mistyczne zaplecze, można spokojnie uznać, że Czarna Madonna to niemal rasowy thriller – do wyboru pozostaje jedynie, czy jest on bardziej religijny, czy może jednak katastroficzny. Osobiście stawiam na ten pierwszy.

Nietypowa dla Remigiusza Mroza narracja pierwszoosobowa początkowo wydaje się natomiast całkiem sensownym zabiegiem, gdyż akcentuje osobisty stosunek narratora do przedstawionych wydarzeń. Niestety, jest to wrażenie jedynie tymczasowe. Po chwili widać bowiem, że autor temperuje emocje głównego bohatera na tyle hardo, że ten, zamiast chociażby symbolicznie rozpaczać nad utratą ukochanej, zapomina o jakichkolwiek ludzkich odruchach i beznamiętnie wdziera się w labirynt samodzielnego śledztwa, aby własnymi siłami zweryfikować, co tak naprawdę wydarzyło się na pokładzie linii Air Hibernia. Kreacja Berga okazuje się jedną z większych kul u nogi tej powieści, gdyż ten, nieustannie buchający wszechwiedzą mężczyzna, w oczach nawet mniej uważnego czytelnika sprawia wrażenie nie tylko mało wyrazistego, ale też doszczętnie niezdecydowanego. Nawet, gdy sytuacja jasno wymaga od niego wyrażenia głębszego szoku lub przerażenia, jego reakcje są tak niejasno wystylizowane, że zwyczajnie trudno uznać je za autentyczne.

Chociaż można mieć zastrzeżenia, zarówno do przypisanego gatunku, jak i do wprowadzonej narracji, to jednocześnie trzeba przyznać, że autor nadał swej powieści zaskakująco merytoryczny kształt. Remigiusz Mróz podpiera bowiem opis tragicznej katastrofy lotu Japan Airlines 123 autentycznymi zapisami nagrań z czarnych skrzynek, przeprowadza też fundamentalną analizę wybranych zapisów biblijnych, a także wyjątkowo obszernie porusza się w temacie obecności sił nadprzyrodzonych, opętania oraz egzorcyzmów. Tak intensywne wkroczenie w sferę stricte religijną może przynieść opory niezdecydowanemu odbiorcy, ale całość pokazuje, że autor nie narusza jakkolwiek zasad wiary katolickiej i drąży jedynie te skały, w których inni twórcy wiercili już wielokrotnie. Warto wspomnieć, że Czarna Madonna utrzymana jest w stylu charakterystycznym dla prozy polskiego pisarza, towarzyszy jej więc nadzwyczaj przystępny język, dość szybkie tempo, a także stale rosnące napięcie.

Nie ma wątpliwości, że popularny polski pisarz odważnie prze do przodu i świadomie otwiera sobie drzwi do kolejnych gatunków literackich. Tym razem postawił na rasowy horror religijny, ale ten odgórny przypis w mojej ocenie jest dla niego nieco krzywdzący. Przedpremierowe porównania do prozy Stephena Kinga są natomiast zbyt pośpieszne i prawdopodobnie też mylące. Możliwe, że Czarna Madonna w oczach niektórych horrorem jest, ale niezaprzeczalnie łatwiej dojrzeć w niej cechy mniej lub bardziej typowego dreszczowca. Chociaż nowy twór Remigiusza Mroza niezbyt komfortowo czuje się pod szyldem powieści grozy, to jednak wyraźnie lekki styl, odpowiednio rosnące napięcie i mocno merytoryczny wkład sprawiają, że książkę pochłania się wręcz błyskawicznie. Miłośnicy twórczości polskiego pisarza powinni zatem spokojnie znaleźć w tej osobliwej fabule co nieco dla siebie. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP