„CZERWONY WILK” – JEN WILLIAMS | Lepiej nie gaś świateł…

„CZERWONY WILK” – JEN WILLIAMS | Lepiej nie gaś świateł…

Znalezione niby przypadkiem ciemnobrązowe pióro, zostawiona przy nim tajemnicza wiadomość, czarne serce zdające się być zwieńczeniem przerażającego przekazu i wreszcie zagubiony ptak, zduszony bezradnością, odbijający się ślepo od ścian w obłąkańczym szukaniu odebranej zapewne niedawno wolności. Pozostawione niby fizycznie, a jednak w odmętach ludzkiej świadomości – przepowiednie nadchodzącego zła. To właśnie takie symbole stają się domeną powieści Czerwony wilk autorstwa Jen Williams, historii wywołującej dreszcze, która daje się chłonąć z zatrważająco skuteczną pazernością.

To nie jest zwykły thriller. Mocno dostrzegalne elementy grozy każą wręcz sądzić, że autorka pokusiła się tutaj o coś więcej – w mojej opinii nawet o namiastkę delikatnej powieści grozy, sprytnie zakotwiczonej w dobrze przemyślanej i z pewnością osobliwej intrydze kryminalnej. Intryga ta zbudowana jest na sprawdzonym fundamencie, jakim jest dawna tajemnica rodzinna. W tym przypadku tajemnica matki, która z nieznanych przyczyn wybrała drogę samobójstwa, pozostawiając córce przerażające odkrycie – przepełnione przyjacielską trwogą listy, jakie kobieta otrzymywała niegdyś od dawno osadzonego za kratami seryjnego mordercy – Michaela Reave’a, nazywanego w mediach Czerwonym Wilkiem. To właśnie wątek tego mordercy, a właściwie jego nieobliczalnego naśladowcy, zdaje się spajać intrygę fabularną w jedną całość. Ta intryga w odczuciu zdaje się być momentami szalona, ale z pewnością jest piekielnie dobra, osobliwa, finalnie też mocno satysfakcjonująca.

Ta historia gwarantuje jeszcze więcej. Zmyślnie zaaranżowane w niej elementy grozy, połączone z odkrywającymi kolejne karty tajemniczymi retrospekcjami, budują bowiem niebywale intensywny smak przerażenia. Odczucia te bez wątpienia wpływają na jedno – na tętniący w żyłach, odczuwalnie mroczny klimat, zahaczający o niespodziewaną aurę pierwszych wydań baśni braci Grimm oraz o intensywne zwierzęce instynkty, tak dobrze dopasowane do tytułu samej powieści. I tego smaku nie psuje nawet oderwane od rzeczywistości śledztwo, mało przemyślane pod kątem strategicznym, a przede wszystkim lakoniczne angażowanie do rozmów z seryjnym mordercą bohaterki, która nie jest do tych rozmów w żaden sposób przygotowana. Ten element może trochę boleć, szczególnie pasjonatów dobrze przeprocesowanych powieści kryminalnych, ale nie powinien wpływać na odbiór samej fabuły, na jej baśniowe ogniwa oraz bohaterów, którzy może nie staną się naszymi ulubieńcami, ale raczej dają się szybko zaakceptować, wraz ze swoimi brudnymi ludzkimi przywarami. 

Ale to było dobre, mocne i zaskakujące! Totalnie elektryzujący thriller, nasiąknięty mrożącymi krew w żyłach elementami grozy oraz czymś niebywałym – taką ledwie wytłumaczalną ludzką goryczą połączoną z niespodziewanym, zwierzęcym wręcz impulsem zła. Chociaż przebieg śledztwa wyraźnie umyka ramom realnego życia, w tej formie nie mógłby mieć odzwierciedlenia w rzeczywistości, to jednak nie przeszkadza to w zachłannej obserwacji toczących się wydarzeń. Sama intryga zdaje się być szalona, z pewnością osobliwa, mocno bazująca na rodzinnej tajemnicy. Niby czytelnik dużo dowiaduje się z retrospekcji, dużo się też domyśla, a jednak finalne rozwiązanie daje porządny zastrzyk satysfakcji. Książka warta sprawdzenia.

„SPOTKANIE W POSITANO” – GOLIARDA SAPIENZA | Czytajcie tę książkę na głos!

„SPOTKANIE W POSITANO” – GOLIARDA SAPIENZA | Czytajcie tę książkę na głos!

Nie zawsze potrzeba wielu słów, aby oczarować czytelnika. Czasami wystarczy zaledwie dwieście stron tekstu, aby obdarować odbiorcę niezwykłym przeżyciem. Jeżeli w takiej historii, z założenia fabularnej, niespodziewanie zaszyta zostanie autobiograficzna nuta, to dzieje się coś szalonego – zarysowana niemal poetyckim stylem fabuła okaże się bowiem czymś znacznie więcej. Okaże się zapisem życia, a przynajmniej jego sfabularyzowanym fragmentem. I właśnie taką książką jest Spotkanie w Positano. Opowieść namacalnie krótka, a jednak zaskakująco piękna, nastrojowa i doszczętnie zajmująca.

Ta lektura to historia niezwykłej relacji łączącej dwie kobiety z wyższych sfer. Te kobiety – tak nieśmiałe, a jednak podążające śladem własnej ciekawości – wzajemnie się odkrywają, szukają w sobie piękna, kobiecości, inteligencji, pasji i osobliwości, które razem podjęte sprawiają, że obie panie zdają się łaknąć tej relacji z każdą chwilą jeszcze bardziej. Jeszcze dosadniej, obszerniej, mocniej. Główna bohaterka, odziana w rolę narratorki, ma na imię dokładnie tak jak autorka powieści – to właśnie ten niezapowiedziany wcześniej zabieg każe sądzić, że jest to niejako historia własna Goliardy Sapienzy, niesamowitej wielbicielki kobiet, anarchistki, prekursorki gender i jednocześnie bohaterki wojennej. Może to historia nabyta jakimś pięknym doświadczeniem i ubarwiona od strony emocjonalnej, a może całkowicie zmyślona, będąca jedynie wizją, może nawet sfabularyzowanym zarysem jakiegoś snu autorki. Tu nieco czytelnikom rozjaśnia posłowie.
Goliarda samodzielnie relacjonuje większość scen, ale zdarzają się też fragmenty, w których narrację przejmuje druga bohaterka, a niekiedy, zupełnie niespodziewanie, wkrada się także narracja tradycyjna. To niełatwy w odbiorze zabieg. Wymaga porządnego skupienia. Wymaga też niczym nie zmąconej chęci. Mogłabym wręcz napisać, że tej lekturze potrzeba jednego. Trzeba ją po prostu poczuć. To niby niewiele, a jednak ta specyficzna forma relacjonowania zdarzeń może skutecznie blokować to zadanie. Jeżeli jednak się uda, to nie pozostaje nic do dodania. Wtedy już się rozumie. Już się żyje tą historią. Już się ją chłonie, z każdą stroną coraz bardziej zachłannie. Ta przeważająca narracja Goliardy pozwala odbiorcy na jeszcze więcej. Czytelnik mimowolnie bowiem nie tylko żyje niebywałą relacją dwóch kobiet, ale też chce emanować jej wyjątkowością, czułością i tak rzadko spotykaną sensualnością. Drobnym mankamentem, prawdopodobnie błędem, zdaje się być jedynie zróżnicowana forma imienia drugiej bohaterki. Raz jest to Erika, innym razem Erica – czasem nawet w tym samym akapicie użyte są dwie różne formy. Jeżeli to nie błąd, a celowe zagranie, brakuje jakiegoś uzasadnienia, sensu, przyczyny. Nie wpływa to jednak na samą historię, która dla wielu może okazać się także źródłem pięknych cytatów, często osobliwych w swym brzmieniu, a jednak dosadnych i zaskakująco trafnych. 

Ta książka to zjawisko! Niezwykle krótka, zaledwie dwieście stron tekstu, aczkolwiek mocno liryczna opowieść, z pewnością inna niż wszystkie, niebywale nastrojowa, głęboka i tak bardzo zajmująca! Chociaż specyficzna, momentami wręcz paradoksalnie zmienna narracja, może krzyżować czysto refleksyjny odbiór tej historii, to jednak warto się w niej prawdziwie zadurzyć, warto wejść w tę opowieść każdym kęsem własnej wrażliwości. Jeżeli możecie, czytajcie tę książkę na głos, a przynajmniej wyraźnym szeptem. To pozwoli Wam intensywniej przeżywać poszczególne sceny, delektować się ich empirycznym smakiem, dotykać niewidzialnych okiem emocji. To właśnie czucie tej historii okazuje się najpiękniejszym doświadczeniem, to w nim ukryty jest niepowtarzalny urok Spotkania w Positano.

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

Intrygujący, niepowtarzalny, mocno przemyślany i szalenie wciągający – taki powinien być dobry kryminał. Jeżeli do tego dochodzi jeszcze specyficzny, może nawet mroczny, a z pewnością osobliwy klimat małego miasteczka, jak również zróżnicowani i świadomie poruszający się po scenie bohaterowie, to jest to już prawdopodobnie perełka w kryminalnym wydaniu. I właśnie taką powieścią okazuje się debiut Agustína Martíneza – Monteperdido to kryminał wymagający, nie ma ku temu wątpliwości, ale jedocześnie naprawdę solidny, wyróżniający się i do końca pełen dramatycznego napięcia.

Unikalny małomiasteczkowy klimat to moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem. Przeszywający duch zacienionego, momentami wręcz dzikiego fragmentu środkowych Pirenejów, a także niepowtarzalna atmosfera małego górskiego miasteczka, niby turystycznego i tym samym pozornie otwartego, a jednak odczuwalnie przenikliwego, zdystansowanego i mocno niepokojącego. To właśnie w tej małej dusznej społeczności ulokowana zostaje wyjątkowa akcja fabularna – mija pięć lat od zaginięcia dwóch jedenastoletnich dziewczynek, jedna z nich nieoczekiwanie pojawia się w lesie, cała i zdrowa, a jednak ugodzona jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym, gryzącym wręcz nastawieniem do śledztwa. Bo sprawa zaginięcia oczywiście wraca i ponownie mnoży szum wokół tajemniczego wydarzenia.
Ta niezwykła atmosfera tworzy w duszy aurę przeszywającego niepokoju, ale Monteperdido to nie tylko zatrważający klimat, to także świetnie zarysowani i zaskakująco różnorodni bohaterowie. W tej powieści dosłownie każdy, niezależnie od przydzielonej roli, zdaje się nieść jakąś nutę tajemnicy, zdaje się coś ukrywać, a przynajmniej nie mówić wszystkiego. To właśnie te sekrety i dziwne niedopowiedzenia sprawiają, że ta mała górska społeczność okazuje się tak nieczytelna, mglista, może nawet odpychająca. Ale właśnie o takie wrażenia chodzi autorowi! Agustín Martínez wykorzystuje bowiem najlepsze możliwe sposoby, aby namieszać w głowie. Aby podstawić możliwe, czasami wręcz szalone rozwiązania i następnie pokazać, jak bardzo są one błędne. Czytelnik może jedynie dziękować – tak dobrze jest skonstruowana ta intryga. Jedno jest tylko ważne, trzeba uszanować opisowy charakter powieści, docenić wręcz szczegółowość zdarzeń i czerpać z tych detali jak najwięcej. Bo to właśnie w nich może czekać rozwiązanie zagadki. 

To było niezwykłe doświadczenie kryminalne! Specyficzny małomiasteczkowy klimat, zawiesista, mroczna wręcz aura majestatu rozchodzącego się pasma gór, a także przerażająco dobrze skonstruowana intryga kryminalna, gwarantująca regularne i z pewnością niespodziewane zwroty akcji – to właśnie te elementy czynią debiut Agustína Martíneza kryminałem solidnym i naprawdę wyjątkowym. Chociaż Monteperdido odczuwalnie wymaga czasu i koncentracji – tu każdy szczegół zdaje się mieć choćby mgliste połączenie ze śledztwem – to jednak właśnie te detale sprawiają, że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszy nie tylko rosnąca ciekawość, ale też trudna do oswojenia niepewność. Niepewność, która znacząco wyróżnia ten tytuł na tle innych. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników gatunku.

„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

Instagram. Miejsce zapisu wspomnień oraz uwieczniania pasji na pięknych fotografiach. Ale nie tylko. Instagram to dla niektórych ucieczka od nieprzyjemnej i mocno uwierającej samotności, a także miejsce, w którym można poczuć się lepszym i szczęśliwszym – można bowiem publicznie emanować pięknem, znajomościami i nierzadko też widocznym bogactwem. To właśnie to bogactwo staje się nierzadko pożywką dla współczesnych złodziei, czyhających po cichu wśród tysięcy nieznanych obserwujących. Taką bohaterkę przedstawia Janelle Brown w powieści Oszustka – niesamowitym thrillerze, który ma stać się fabularną podstawą dla serialu produkcji Amazon Prime z Nicole Kidman.

Autorka robi coś genialnego! Świadomie oddaje głos dwóm kobiecym bohaterkom. Jedną z nich jest Nina Ross, tytułowa oszustka, która chcąc zgromadzić środki na leczenie ciężko chorej matki, decyduje się na przeprowadzenie ostatniego w swej złodziejskiej karierze skoku. Jej celem staje się instagramowa influencerka i ambasadorka marek, Vanessa Liebling, która wyraźnie traci apetyt na próżne celebryckie życie. To właśnie Vanessa staje się z czasem drugą narratorką tej powieści. Większość scen przedstawiona jest zatem z dwóch perspektyw, czytelnik poznaje najpierw wersję jednej bohaterki, a następnie ogląda te same wydarzenia przestawione oczami drugiej. Ta naprzemienna narracja pierwszoosobowa to bez wątpienia strzał w dziesiątkę – odbiorca poznaje bowiem nie tylko suchy bieg fabuły, ale też w osobliwy sposób utożsamia się z kobiecymi postaciami, zaczyna wtapiać się w ich gęsto obsiane myśli i mimowolnie łapie się na wspieraniu każdej z nich. To prawdopodobnie jest w tej powieści najpiękniejsze – mimo, iż obie kobiety mają dużo złego za pazuchą i tym samym trudno chwalić ich decyzje życiowe, to jednak obie są na tyle intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne, że zwyczajnie przyjemnie obserwuje się ich działania.
A dzieje się w tej książce naprawdę dużo! Zaproponowana przez Ninę Ross intryga jest tak pomysłowo obudowana, momentami wręcz szokująca, że aż trudno jej nie podziwiać. Do tego warto dodać, że jej szaleńczy plan to jedynie zalążek większej afery fabularnej. Janelle Brown naprawdę świetnie wrabia czytelnika, pozwala mu niemal zaprzyjaźnić się z bohaterkami i zrozumieć ich często skandaliczne postawy, aby niespodziewanie rzucić taką sceną, która każe zbierać przysłowiową szczękę z podłogi. Takich momentów totalnego zaskoczenia jest tu kilka, lecz muszę otwarcie przyznać jedno – na najbardziej emocjonujące i ciekawe wydarzenia trzeba zwyczajnie trochę poczekać. Charakter powieści jest bowiem odczuwalnie opisowy, Janelle Brown mocno skupia się na charakterystyce postaci, ich bogatych osobowościach, minionych doświadczeniach oraz decyzjach przeszłości, które doprowadziły obie kobiety do fabularnego spotkania. Szerokie opisy wspomnień, miejsc oraz potencjalnych zdobyczy z pewnością wpływają na tempo czytania, ale wystarczy w skupieniu dać się ponieść tym pięknym zarysom, aby docenić ich niewątpliwe walory. To właśnie dzięki nim czytelnik tak mocno odczuwa późniejsze zwroty akcji.
Janelle Brown zrobiła coś niebywałego! Pozwoliła dwóm niesamowitym kobietom dyktować przebieg tej wyjątkowej powieści. Oszustka Nina Ross oraz instagramowa celebrytka Vanessa Liebling to dwie różne osobowości, aczkolwiek obie mocno intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne do ostatnich stron. To właśnie ich przemyśleniom oraz podejmowanym przez nie decyzjom, intryga z każdą sceną staje się coraz bardziej szokująca, momentami wręcz szalona. I nie zmieni tego odczuwalnie opisowy charakter Oszustki. Może na te najważniejsze i tym samym najbardziej ekscytujące momenty trzeba cierpliwie poczekać, autorka świadomie bowiem usypia czujność czytelnika, ale naprawdę warto – druga połowa tej historii to thriller z prawdziwego zdarzenia, który naprawdę warto przeżyć. Takiej książki po prostu jeszcze nie było!

„BIBLIOTEKARKA Z PARYŻA” – JANET SKESLIEN CHARLES | Ta książka mnie totalnie oczarowała!

„BIBLIOTEKARKA Z PARYŻA” – JANET SKESLIEN CHARLES | Ta książka mnie totalnie oczarowała!

Praca w bibliotece dla wielu zdaje się być urzeczywistnieniem najpiękniejszych marzeń. Tysiące niepowtarzalnych historii zamkniętych w mniej lub bardziej podniszczonych okładkach, stare przykurzone i z pewnością mocno wysłużone regały, a także ta nieskazitelna, magiczna wręcz cisza, przerywana jedynie szelestem przewracanych stron. To właśnie w Amerykańskiej Bibliotece w Paryżu, swoją wymarzoną posadę otrzymuje Odile – tytułowa bohaterka powieści Bibliotekarka z Paryża. Młoda paryżanka nie spodziewa się jednak, jak trudnym wyzwaniem okaże się dla niej praca bibliotekarki w najbardziej traumatycznym momencie historii – w okrutnym czasie II wojny światowej.

Historia Odile w większości przedstawiona jest przez nią samą – Janet Skeslien Charles oddaje bowiem głos młodej paryżance i pozwala jej samodzielnie relacjonować wydarzenia. Ta pierwszoosobowa narracja pozwala odbiorcy nie tylko podejrzeć życie zachwyconej upragnioną pracą bibliotekarki, ale też zrozumieć jej myśli, poczuć kotłujące się w niej uczucia i po cichu wspierać ją w najtrudniejszych decyzjach – inaczej pisząc, pozwala w pełni utożsamić się z bohaterką. Przepełniona emocjami relacja Odile zdaje się być jednak tak samo piękna, co mocno przerażająca – rozpoczynająca się właśnie II wojna światowa, niespodziewane naloty wroga, opustoszałe ulice i nieprzyjemne kontrole Gestapo nie pozostawiają kobiecie złudzeń. W trosce o najbliższych oraz z miłości do ukochanej biblioteki i jej niesamowitych czytelników, Odile przyłącza się do Ruchu Oporu ze swoją najlepszą bronią – to książki i zapisane w nich piękne historie okazują się dla wielu ukojeniem w tych jakże nieludzkich czasach.
Chociaż większość wydarzeń fabularnych toczy się historycznie, tytułowa bibliotekarka nie jest jedyną narratorką tej powieści. Autorka regularnie przenosi bowiem czytelnika do początku lat 80-tych, gdzie opowieść przejmuje nastoletnia Lily. Zaintrygowana tajemniczą sąsiadką dziewczyna, powoli zaprzyjaźnia się ze starszą kobietą i krok po kroku odkrywa jej niesamowitą przeszłość. Ten stylistyczny zabieg pozwala nie tylko poznać dalsze losy głównej bohaterki, ale przede wszystkim pozwala zrozumieć emocje, jakie towarzyszyły jej przez lata. W tej historii przeplatają się bowiem najważniejsze uczucia – to opowieść o sile wielkiej miłości, niezwykłej przyjaźni, ale też o ogromnej pasji do literatury, która niejednokrotnie okazała się nadzieją na przetrwanie najgorszego. Ta uczuciowa warstwa powieści jest tak bardzo rozbudowana, jest też tak pięknie opisana, że trudno się nią nie zachwycać.

Ta książka mnie totalnie oczarowała! Jest to niezwykłe połączenie powieści obyczajowej z powieścią historyczną – te dwa gatunki przeplatają się tu wzajemnie, tworząc wyjątkowe i przede wszystkim mocno emocjonujące doświadczenie literackie. Ile w tej książce jest uczuć i wielkich emocji! To historia o ogromnej sile miłości, o niezwykłej przyjaźni, ale też o niesamowitej pasji do literatury, która w czasach okrutnej II wojny światowej, dla wielu okazała się jedyną nadzieją, takim emocjonalnym ukojeniem. Fabuła tej powieści jest też cudownie opisana – jestem zadurzona w każdym słowie i w każdym pięknym cytacie! Jeżeli lubicie chociażby twórczość Zafona, to Bibliotekarkę z Paryża z pewnością także pokochacie!

„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

„KUBAŃCZYCY. ZWYKLI LUDZIE W NIEMOŻLIWYM KRAJU” – ANTHONY DEPALMA | Nie tylko Dirty Dancing…

Stare zabytkowe samochody, cygara, niegasnąca muzyka, uliczne tańce i jedne z najpiękniejszych piaszczystych plaż na świecie – to właśnie takie skojarzenia ma większość z nas na myśl o Kubie. Piękna wyspa, która zdaje się być ucieleśnieniem wakacyjnych marzeń, w rzeczywistości okazuje się zupełnie inna. To właśnie tę inną stronę Kuby – bardziej przerażającą, smutną i przede wszystkim boleśnie prawdziwą – pokazuje nam Anthony DePalma w swoim niezwykłym reportażu Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju.

Reporter wyraźnie skupia się na ludziach. Cary, Arturo, Lili, Jorge i María del Carmen to realni Kubańczycy, w większości mieszkający w miasteczku Guanabacoa we wschodniej Havanie, gdzie pozornie piękne starodawne auta w rzeczywistości okazują się rozsypującymi się starymi rzęchami, budynki rozpadają się niemal na oczach, a tani rum sprzedawany jest w małych kartonikach. Tutaj nie ma billboardów reklamowych, nie ma magicznych diet odchudzających, nie ma też setek hoteli i pięknych miejsc turystycznych – tutaj egzystencja człowieka zależy od jego własnej kreatywności w obchodzeniu piętrzących się wszędzie zakazów, jak również od niesamowitej odwagi, tak bardzo potrzebnej w ścieraniu się z kolejnymi przeciwnościami losu. Takich Kubańczyków – pełnych pasji i hartu ducha – przedstawia autor i w nadzwyczaj poruszający sposób opisuje ich losy na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat.
Na szczególną uwagę zasługuje zastosowana forma przekazu – ten splot niesamowitych życiorysów został bowiem wbudowany w niemal jedną literacką całość. Chociaż odbiorca ma do czynienia z reportażem i tym samym z prawdziwymi ludzkimi historiami, to jednak ten tytuł czyta się dosłownie jak powieść obyczajową. Niezwykle poruszającą, emocjonalną, momentami też zaskakująco odważną. Autorowi udaje się przemycić tu cały wachlarz emocji. Są tu prawdziwe smutki, realne dramaty i nieludzkie wręcz tragedie. Są też małe radości, często przeżywane po cichu, a także ogrom rodzinnej miłości. Są także mniejsze lub większe sukcesy zawodowe – osobliwe na miarę kraju, a przez to tak bardzo niespodziewane. Jest też nieomylna władza ze swoją niekończącą się polityczno-gospodarczą farsą. To właśnie w zaciszu ideałów rewolucji Fidela Castro, swoje życiowe ścieżki prowadzą bohaterowie tego wyjątkowego reportażu. 

Kuba to nie stare piękne samochody. Kuba to nie filmowy Dirty Dancing. Kuba to jedno z najbardziej kontrolowanych, odłączonych i przede wszystkim nasiąkniętych propagandą państw na świecie – to właśnie w cieniu porażającej gry politycznej, ze swoją codziennością mierzą się zwykli Kubańczycy. Reporter Anthony DePalma pozwala podejrzeć ich życie takim, jakie jest naprawdę. Książka Kubańczycy. Zwykli ludzie w niemożliwym kraju to zaskakująco dobry reportaż, ubrany w mocno poruszającą historię, pełną rozmaitych emocji, szalenie wciągającą i momentami tak bardzo odważną. Ten wyjątkowy tytuł polecam nie tylko miłośnikom reportaży.

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

„WOŁYŃSKA GRA” – JUSTYNA BIAŁOWĄS | Konflikt polsko-ukraiński wraca…

O historii trudno mówić obiektywnie. Przewodnikiem po dawnych wydarzeniach zazwyczaj jest przecież ktoś, kto mniej lub bardziej opowiada się za jedną ze stron. Często wyznacznikiem poglądów historycznych są doświadczenia przodków, ich opowieści, stare zapiski, po prostu dawne wspomnienia. Tak samo jest w przypadku głównej bohaterki Wołyńskiej gry – bohaterki, której rodzina została boleśnie naznaczona piętnem „krwawej niedzieli”. Jagoda nie spodziewa się jednak, że brutalna historia jej przodków właśnie dogoniła ją samą. Trauma Wołynia wraca, aby niespodziewanie wciągnąć młodą kobietę w kryminalny wir stale odradzającego się konfliktu polsko-ukraińskiego.

Debiutująca na rynku wydawniczym Justyna Białowąs zaskakuje już na froncie. Książka Wołyńska gra, której tytuł automatycznie nasuwa myśl o przerażającej w treści powieści historycznej, okazuje się mocno współczesnym kryminałem, dla którego historia stanowi jedynie źródło powstałych zdarzeń. Dawna historia nieustannie pojawia się na ustach bohaterów, zdaje się być wręcz żywa w ich dialogach i rozważaniach, ale nie jest relacjonowana wprost. Pojawiające się sceny bestialskich mordów, tak niewyobrażalnie trudne w realnym wyobrażeniu, tutaj przedstawione są jako ciążące od lat wspomnienia. To właśnie te wspomnienia stają się motorem napędzającym akcję kryminalną. Śmierć studenta na Warszawskiej Ochocie oraz znaleziona przy nim tajemnicza karta do gry to tylko zalążek niebezpiecznych scen – niesiona własną ciekawością bohaterka wybiera się bowiem w niespodziewaną podróż, która każe jej zmierzyć się z historią jej własnych przodków.
Pani Białowąs udało się coś niebywałego – debiutująca autorka, mimo nieustannego nawiązywania do Wołynia i jasnego osądu nad bestialstwem dokonanych wówczas mordów, przy kreacji obecnego konfliktu, nie jest w żaden sposób stronnicza. Można wręcz powiedzieć, że jest zaskakująco obiektywna i pozwalając bohaterom samodzielnie relacjonować wydarzenia, daje czytelnikowi możliwość spojrzenia na bieżące wydarzenia z różnych perspektyw. Zaangażowana do głównej roli Jagoda nie jest postacią łatwą do przyswojenia. Chociaż jest to młoda kobieta, której codzienność wypełnia świat projektów i korporacji, to w obliczu poznanych Ukraińców, od razu wpada w sidła wewnętrznej paniki, staje się nieufna, a wręcz szukająca samych najgorszych przywar. Kreacja tej bohaterki może irytować, ale szczęśliwie nie tylko jej wrażenia zostają przekazane odbiorcy. Największą sympatię z pewnością budzi Maciej – samozwańczy i nieco surrealistyczny policjant, który może nie błyszczy wiedzą historyczną, ale w zamian nadrabia swoją niecodzienną osobowością. Męską ekipę wzbogaca też dwóch ukraińskich bohaterów. Dimka, który swoją wyraźnie agresywną postawą zdaje się być prowodyrem najgorszych scen, a także mało przyjemny Oleg, którego udział w powieści ociera się o największą dozę tajemnicy. Każda z tych postaci ma inne doświadczenia życiowe, jest też uzbrojona w inny wachlarz rodzinnych wspomnień, a przez to każda z nich patrzy na powstały konflikt z zupełnie innej strony.

Chociaż debiut Justyny Białowąs ewidentnie wymaga czasu, akcja fabularna jest bowiem nieśpieszna i wyraźnie skupia się na przemyśleniach bohaterów, to jest to bez wątpienia książka niezwykła, osobliwa, zaskakująco współczesna, a przy tym ubrana w niespodziewany gatunek literacki. Wołyńska gra to pięknie wydana – okładka imitująca kartę do gry to nie przypadek, karty bowiem stanowią ważną akcent w zaproponowanej intrydze – powieść kryminalna, której niepodważalne źródło stanowią wspomnienia rzezi wołyńskiej. Zastosowana przez autorkę naprzemienna narracja pierwszoosobowa sprawia dodatkowo, że odbiorca może poznać smak różnych stron konfliktu polsko-ukraińskiego. To właśnie ta różnorodność perspektyw i dbanie o maksymalny obiektywizm sprawiają, że debiut ten podziwia się nawet po zakończeniu lektury.
„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

„WIZJER" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Gdzie kończą się możliwości internetu?

Jesteśmy podglądani. Każdego dnia, w każdej minucie, w każdej sekundzie. Stale uruchomiony GPS w smartfonie, media społecznościowe, komunikatory, zakupy internetowe, czy też aplikacje żądające nadania im kolejnych uprawnień – każdego dnia dobrowolnie sprzedajemy obcym naszą prywatność i nie zastanawiając się na tym, samodzielnie stawiamy się w roli ofiary. Nie ma przecież wątpliwości, że informacja to obecnie największa władza. Władza, która w jednej chwili może doszczętnie zmienić nasze życie. Przekonuje się o tym także bohaterka Wizjera, czyli najnowszej powieści Magdaleny Witkiewicz. Historia Laury to nic innego jak sfabularyzowany obraz zagrożeń, jakie niosą ze sobą współczesne dobrodziejstwa. Obraz, który nie tylko intryguje, ale też celowo obnaża ludzką świadomość.

Magdalena Witkiewicz nieprzypadkowo przedstawia akurat taką bohaterkę, jaką jest Laura – zwyczajną młodą mamę, ale też nieprzeciętnie inteligentną, codziennie obracającą się w bazach danych i z pewnością obytą w nowoczesnych rozwiązaniach kobietę sukcesu. Kobietę, która mimo dużej świadomości ryzyka, bezwiednie wpada w sidła współczesnego zła i tym samym pokazuje, jak łatwo można dać się zmanipulować lubianym mediom. Ktoś ewidentnie stoi bowiem za wydarzeniami, jakie nieoczekiwanie zaczynają dziać się wokół głównej bohaterki. Dziwne samobójstwo bliskiego znajomego, tajemnicza szefowa w nowej pracy i szokujące fakty z dawnego życia, które powoli wychodzą na światło dzienne. Kolejne odkrycia Laury bez wątpienia zaskakują, dają też do myślenia i przynoszą moc rozmaitych emocji, ale trzeba też przyznać jedno – Wizjer to powieść niesprawiedliwie zaszufladkowana.
Książka promowana jako trzymający w napięciu thriller, w mojej opinii typowym thrillerem na pewno nie jest. To historia naprawdę dobra, mocna, wciągająca i wyjątkowo na czasie, ale trudno w niej wyczuć rosnące napięcie, tak bardzo charakterystyczne dla wspomnianego gatunku. Ja bym tę powieść ubrała raczej w emocjonujący dramat psychologiczny, który swoją osobliwą tematyką i pomysłowo obudowaną intrygą naprawdę robi wrażenie. Chociaż akcja nie mknie tu zjawiskowo szybko, autorka skupia się przede wszystkim na kolejnych odkryciach bohaterów, to jednak powieść czyta się błyskawicznie i z wyraźnym zaangażowaniem. Nie ma bowiem wątpliwości, że autorka pokusiła się o społecznie potężny temat. Internet fascynuje i daje potężne możliwości, szczególnie tym, którzy potrafią z niego odpowiednio korzystać. Ta książka jest właśnie o takiej osobie…

Może Wizjer nie jest typowym thrillerem, ale z pewnością jest historią intrygującą. Wiarygodna główna bohaterka, ciekawie zbudowana historia życiowa, tajemnicze samobójstwa oraz świetnie zaprezentowane potencjalne zagrożenia wirtualnego świata – to wszystko sprawia, że książka Magdaleny Witkiewicz staje się w moich oczach naprawdę mocną, ekscytującą i przede wszystkim nad wyraz współczesną powieścią, której treścią spokojnie można podeprzeć niejedną społeczną dyskusję. To takie sfabularyzowane ostrzeżenie przed brutalnym tłem coraz bardziej wirtualnej codzienności.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger