wtorek, 6 października 2015

[RECENZJA] "CZERWONE GARDŁO" - JO NESBØ

Moje trzecie spotkanie z Harry’m Hole zakończyło się niemałym sukcesem. Myślę, że nie okłamię nikogo jak napiszę, że „Czerwone gardło” świadczy o niezaprzeczalnym rozwoju pisarskim Jo Nesbø. Autor wzniósł się na wyżyny (jeszcze nie wysokie szczyty) swoich umiejętności i zaoferował nam jakościowo prawidłowy kryminał. Nareszcie doczekałam się rozbudowanej fabuły, której brak minimalizował moje pozytywne odczucia w pierwszym tomie serii.


Autor ewidentnie się przygotował i dopracował osobowości poszczególnych bohaterów. Nie ma tu bowiem postaci, którą uznałabym za zbędną. Każdy ma swoje miejsce w szeregu akcji i nie jest doklejony przypadkiem celem dopchania materiału. Jest to praca rzetelna, przemyślana i znaki zapytania, które czytelnik stawia sobie po przeczytaniu, są znakami świadomie zaplanowanymi przez norweskiego autora. A jest ich niemało, bo tym razem koniec książki nie równa się zakończeniu wszystkim rozpoczętym wątkom. Odróżnia to trzeci tom od wcześniejszych, w których poza sferą prywatną Harry’ego, kwestie toczących się śledztw zostały ostatecznie wyjaśnione i autor już do nich nie powracał w dalszych częściach (przynajmniej na razie). Ostatnie strony sugerują wręcz zdecydowaną chęć głównego bohatera do rozwikłania niektórych zagadek.

Mnie szczególnie ciekawi wątek Toma Waalera, którego rola w „Czerwonym gardle” okazała się znacząca, a który został celowo pominięty przez autora w finalnym rozwiązaniu sprawy. Tę postać z pewnością spotkamy w kolejnej części, pewny jest także powrót środowiska neonazistowskiego, wokół którego toczy się akcja książki. Wydawałoby się, że jest to temat mielony nad wyraz często i powinien być już odpuszczony, ale przecież Jo Nesbø napisał powieść już ładnych kilkanaście lat temu i nie ma co zarzucać go jakimikolwiek pretensjami. Temu stanowisku dopinguje fakt, że doktryna, której celem jest przywrócenie narodowego socjalizmu jako ustroju państwa, wcale nie jest tematem nieaktualnym. Wręcz przeciwnie, sympatycy gloryfikowania własnego narodu i czystego pochodzenia etnicznego, coraz częściej demonstrują swoją obecność. Cieszy mnie, że to właśnie tę tematykę podjął autor i nie poprzestał (jak mniemam) na jednym tomie. Wzbudził moją ciekawość i od razu po przeczytaniu zajrzałam na stronę swojej biblioteki, aby sprawdzić, czy czwarta część jest dostępna. Tym samym potwierdzam, że zamierzam kontynuować losy Harry’ego, mimo, że sam bohater wzbudza we mnie ciągle mieszane uczucia.

Właśnie… Harry Hole, stary znajomy i stale uzależniony policjant, który niby przypadkowo i nieświadomie, staje się po raz kolejny bohaterem całego śledztwa. Po drugiej części myślałam, że już się ogarnie, weźmie za siebie i pokona wrogi nałóg, ale niestety na moich przemyśleniach się skończyło. Znowu pub, piwo i zataczający się Harry, którego nietaktowne poczynania kryje pracodawca i który podejmuje się (częściowo bez zgody przełożonego, czyt. na własną rękę) kontynuacji nienależącego do niego śledztwa. Oczywiście jego wkład i trafne analizy prawidłowo ukierunkowują sprawę, co sprawia, że zanika zła opinia o nim, a w zamian pojawia się czytelnicza ulga i chęć towarzyszenia mu w rozwoju akcji. Chęci dodał też finał, w którym policjant otrzymuje szansę na lepsze jutro, a dla czytelnika jest to nadzieja na poważną i długotrwałą zmianę w bohaterze. Oby, bo póki co Harry był zupełnie bez wyrazu, wręcz identyczny, jak w poprzednich częściach. Na początku zapity i nieświadomy otaczającej go rzeczywistości, w tracie poszukiwania prowadzonej akcji, okazał się specem wyciągającym racjonalne wnioski z powstałych wydarzeń. Nie za bardzo przemówiły do mnie jednak typowo amerykańskie pościgi Harry’ego, który nabrał jakiejś nadludzkiej mocy w szybkiej jeździe samochodem. To było zdecydowanie zbędnym elementem, tym bardziej, że nie jest to fabuła pozbawiona akcji.

Wręcz przeciwnie, w książce dużo się dzieje. Nie jest to standardowe pojedyncze morderstwo i powolne szukanie sprawcy, jak w pierwszych dwóch tomach, a zawiła historia z większą liczbą, jak się okazuje, ściśle powiązanych ofiar. Nesbø postarał się, aby nici łączące ofiary i kilka innych osób, nie były banalne. Wykorzystał w powieści retrospekcje, wracając ze starymi obecnie bohaterami, do czasów ich młodości, w której przyszło im walczyć na froncie po stronie niemieckiej. Dzięki zastosowaniu tej formy, czytelnik może zrozumieć niektóre zachowania i spróbować odszukać wśród poznanych bohaterów tego, który ma okrutny plan dokonania aktu terroru, przy użyciu snajperskiego karabinu Märklin. Nie bez przypadku wymieniam broń z nazwy, bo właśnie próba jej przemytu staje się punktem zapalnym dla Harry’ego Hole. Trzeba przyznać, że norweski policjant ma niezłego nosa do wyczuwania zbliżającego się niebezpieczeństwa.

Dodatkowym atutem powieści jest nietypowa dla tej serii konstrukcja rozdziałów, które każdorazowo zaczynają się nagłówkami z datą i miejscem akcji. Za to daję ogromnego plusa autorowi, bo biorąc pod uwagę mnogość wydarzeń i dużą liczbę bohaterów, ten zabieg okazał się co najmniej pomocny w pojmowaniu, kto jest kim i kiedy dzieje się dana scena. Uwierzcie, że bez tego byłoby naprawdę ciężko, a nawet korzystając z przytoczonych nagłówków, można niejednokrotnie wejść w stan głębokiej niepewności, kto jest kim dla kogo. Ja podeszłam do książki zbyt luźno i momentami łapałam się właśnie na takiej niezrozumiałości poszczególnych postaci. W pewnym sensie było to nawet właściwe, bo autor zasięgnął nieco mocy z klasyki, a przez myśl przebiega mi teraz „Doktor Jekyll i pan Hyde”.

Początek książki przytoczył mi też nietypowe skojarzenie. W chwili, gdy policjanci czekają na przylot amerykańskiego samolotu Air Force One z prezydentem USA na pokładzie, jeden z bohaterów potwierdza, że samolot wyląduje i mówi:

Oczywiście, jeśli nie przeszkodzi w tym mgła.

Skojarzyło mi się to z wiadomą katastrofą polskiego samolotu prezydenckiego, chyba ta mgła tak na mnie podziałała. Trzeba przyznać, że autor ma trochę z jasnowidza…

Finalnie, nie zważając na lekkie potknięcia tłumacza (literówki w stylu: „wsiadł do winy” zamiast „windy”), polecam „Czerwone gardło” i potwierdzam, że będę wtórować kolejnym spotkaniom z norweskim policjantem. Po raz kolejny ufam, że Harry ogarnie się i okaże się bardziej przyzwoitym bohaterem.

10 komentarzy:

  1. A jednak Twoja przygoda z Nesbo trwa :) Bardzo mnie to cieszy, bo ten autor naprawdę ma coś w sobie. Oby kolejne tomy były dla Ciebie jeszcze lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że może być już tylko lepiej. Rozwój autora jest widoczny z każdym kolejnym tomem, a to dobrze rokuje. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Nieee, to chyba nie dla mnie, zresztą okładka piękna, ale treść do mnie nie przemawia. Lubię te klimaty, jednak rzadko sięgam po książki z gatunku kryminałów :P
    Świetna recenzja :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tematyka przemytu broni i sięganie w głąb środowiska neonazistowskiego to rzeczywiście dość głębokie tematy, ale dobrze dopasowały się do stylu autora. Ma teraz duże pole do popisu, w końcu są to tematy wyjątkowo obszerne.

      Usuń
  3. Uwielbiam takie klimaty, a już wiele razy słyszałam, że ten autor tworzy świetne historie. Muszę w końcu zapoznać się z jego twórczością ;)
    Aleja Czytelnika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ciekawa Twojej opinii na temat jego twórczości. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Wiele dobrego czytałam o książkach autora, ale sama ich jeszcze nie poznałam. Może kiedyś się uda:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Od jakiegoś czasu noszę się z zamiarem poznania twórczości JO NESBØ i muszę wreszcie wygospodarować swój czas na jakąś książkę autora, choćby nawet i "CZERWONE GARDŁO", które brzmi całkiem intrygująco.
    ps. masz pięknego bloga. Po prostu nie mogę się napatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, z chęcią przeczytam Twoją opinię. Niekoniecznie warto zaczynać od pierwszej części (piszę to wyjątkowo, bo standardowo lubię poprawną kolejność). "Czerwone gardło" bije na łeb i na szyję swoje poprzedniczki (z tą szyją to nawet w tytule widać, że dosłownie :) ).
      Pozdrawiam i dziękuję za miłe słowa o blogu, cały czas nad nim pracuję.

      Usuń

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP