„SUŁTANKI” –  IWONA KIENZLER | Co tak naprawdę działo się w haremie?

„SUŁTANKI” – IWONA KIENZLER | Co tak naprawdę działo się w haremie?

Bliskowschodni harem niejednokrotnie sprowadza myśli do przybytku rozkoszy, a jednak to niemal mityczne słowo, w rzeczywistości może pochwalić się znacznie szerszą definicją. To właśnie zamieszkała przez kobiety część tradycyjnego muzułmańskiego domu oraz pożerające ją dawne intrygi, okazują się najważniejszym motywem Sułtanek, niezwykle ciekawej i przede wszystkim pięknie wydanej propozycji Iwony Kienzler.

Autorka od początku wyraźnie skupia się na szczegółach, pozostawia czytelnikowi nie tylko bogatą definicję sułtanatu, ale przedstawia też kolejne sułtanki, dzięki czemu ten może sobie dokładnie zarysować rolę kobiet oraz całego haremu w czasach Imperium Osmańskiego. W ówczesnym świecie przyjaźń między osmańskimi księżniczkami właściwie nie istniała, wszelkie znajomości były bardzo interesowne, często krótkie, niejednokrotnie były tylko elementem rozmaitych intryg i kłamstw. To właśnie dzięki tym szalonym zależnościom, czytałam Sułtanki z tak żywym zainteresowaniem! Ogromnym atutem okazało się też samo wydanie. Bogate ilustracje mocno wzmacniają przekaz, a przy tym pozwalają odbiorcy wiarygodnie wizualizować opisywaną przez autorkę treść.

Historie kolejnych osmańskich sułtanek intrygują i zaskakują zarazem, choć rozdziały poświęcone każdej z nich zdają się być naprawdę krótkie, w niektórych przypadkach ocierające wręcz o fabularny niedosyt. Nie przez przypadek o tym wspominam, w mojej opinii bowiem, Sułtanki zyskałyby na jakości, gdyby ta mocno zahaczająca o fakty historyczne i przez to zauważalnie podręcznikowa forma, została po prostu sfabularyzowana. Fakty przedstawione w formie powieści historycznej, nadałaby tej publikacji zupełnie innego charakteru, nadal merytorycznego, interesującego i fascynującego – do tych określeń nie mam wątpliwości, ale przy tym także pełnego żywych emocji. 

Jestem oczarowana pięknymi ilustracjami, jakie znalazłam w Sułtankach! To właśnie dzięki nim, mogłam szczegółowo zwizualizować sobie historię osmańskich kobiet – tak bogatą w treści historyczne, uświadamiającą, pełną zaskakujących intryg i fascynującą zarazem. Gdyby treść ta przedstawiona była w nieco dłuższej i przede wszystkim sfabularyzowanej formie, byłabym z pewnością jeszcze bardziej zachwycona! Książkę polecam głównie tym, którzy dopiero zaczynają interesować się kulturą Bliskiego Wschodu. W mojej opinii, to idealny wstęp do definicji sułtanatu, haremu oraz historii Imperium Osmańskiego.
______
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

„DWIE LEWE RĘCE” – OLGA RUDNICKA | Zabawa w detektywa może być naprawdę wyborna!

„DWIE LEWE RĘCE” – OLGA RUDNICKA | Zabawa w detektywa może być naprawdę wyborna!

Ten kto poznał już smak komedii kryminalnej, ten z pewnością dostrzegł, że w tym szalonym połączeniu nie chodzi o fabularną rzetelność czy też wielkie emocje, a bardziej o samą intrygę oraz specyficzny humor, który swym czarnym charakterem nadaje książce osobliwości. Olga Rudnicka zdaje się być już mistrzynią w łączeniu kryminału z iście komediowym scenariuszem i przewrotny tytuł Dwie lewe ręce jest tego zjawiska najlepszym przykładem. Jakie to było przyjemne spotkanie!

Zaangażowana do głównej roli Matylda Dominiczak zdaje się przyciągać wszystkie możliwe nieszczęścia. Nawet najbardziej dopracowany plan bohaterki staje się prawdziwą klapą w obliczu późniejszych zdarzeń z jej udziałem. Można wręcz powiedzieć, że tam, gdzie pojawia się była bibliotekarka, a obecnie prywatna detektyw, tam niemal stuprocentowo wydarzy się coś niespodziewanego i wyjątkowo zabawnego. I właśnie to jest największym atutem Matyldy! Ta kobieta często wpada w sidła własnych pomysłów, ale jednocześnie wychodzi z nich w iście komediowym stylu – w takich chwilach nawet zwichnięta w snopie siana kostka nie przeszkodzi jej w uratowaniu misji. A jeszcze większą pociechą okazuje się mąż głównej bohaterki, który nawet przy zrywaniu zwykłej tapety, potrafi doprowadzić do zburzenia całej ściany.

Brawo dla kreacji bohaterów, ale też dla samej fabuły! Autorka tak sprytnie poprowadziła bieg wydarzeń, że czytelnik długo zastanawia się, co tak naprawdę jest źródłem intrygi kryminalnej. Od początku wiadomo, że sprawa ma drugie dno i to właśnie jego odkrywanie przynosi najwięcej satysfakcji. Warto też wspomnieć, że mimo iż jest to już piąty tom serii z udziałem Matyldy Dominiczak, to nic nie staje na przeszkodzie, aby właśnie od niego zacząć swoją przygodę z tym cyklem. Ja bawiłam się przednio, chociaż było to moje pierwsze spotkanie z tą nietypową bohaterką. 

Ale się dobrze bawiłam! Tyle uśmiechu i nieprzewidywalnych scen już dawno nie widziałam na łamach jednej historii! Jak to dobrze, że Olga Rudnicka niezawodnie łączy komedię sceniczną z gatunkowym kryminałem – ta szalona fuzja to przecież idealny pomysł dla kogoś, kto z jednej strony uwielbia intrygi kryminalne, a z drugiej nie do końca dobrze czuje się w poważnym tonie rasowego kryminału. Tu komfort czytania jest zapewniony, a zabawa w detektywa okazuje się naprawdę wyborna! Polecam Dwie lewe ręce, nawet jeżeli nie znacie poprzednich części cyklu!
_____
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Prószyński i S-ka.

„ZŁOTY PŁATEK ŚNIEGU” – KRYSTYNA MIREK | Czy szczęściu zawsze trzeba dopomóc?

„ZŁOTY PŁATEK ŚNIEGU” – KRYSTYNA MIREK | Czy szczęściu zawsze trzeba dopomóc?

Magia tysiąca światełek, otulające rodzinne ciepło, dużo cudownej miłości i niezastąpiona zimowa aura – to właśnie takie wyobrażenie kreują najczęściej powieści świąteczne. Nie inaczej jest w przypadku książki Złoty płatek śniegu Krystyny Mirek, choć w kartach tej uroczej historii, autorce udaje się przemycić znacznie więcej pięknych wartości. To wręcz niesamowite, jak wiele emocji i ludzkich wzruszeń dostarczyła autorka swoim osobliwym bohaterom.

Historia dyrektora szkoły – czarującego mężczyzny o dobrej duszy i filantropijnym sercu – pokazuje, jak ślepo człowiek potrafi dążyć za uczuciem, którego nie rozumie lub nie potrafi zdefiniować. Tak samo sytuacja nieszczęśliwie zakochanej samotnej matki, której postawa z jednej strony okazuje się aktem niezwykłej odwagi i kobiecej samodzielności, z drugiej natomiast stanowi wyraz głuchej nadziei. Opowieść tych dwojga przeplata się z historią niespełna osiemnastoletniej Julii, której tak trudno jest sprostać własnej bezradności. Bezradności wobec rodziców, dla których jedynym wskaźnikiem życia, zdaje się być ich portfel oraz nieskazitelny wizerunek w oczach innych.

To właśnie sytuacja młodej dziewczyny pokazuje, jak bardzo ważne w życiu są relacje rodziców z dziećmi, otwarte rozmowy o uczuciach oraz stałe zapewnienie wsparcia, które w młodym ciele rozpyla tak bardzo potrzebne poczucie bezpieczeństwa. Brak tych podstawowych więzi może narazić młode życie na poważne konsekwencje i historia bezbronnej Julki jest tego najlepszym przykładem. Chociaż postawy niektórych postaci są tu dostrzegalnie przerysowane i kreacja państwa Jarmużów wiedzie w tym zjawisku prym, to nie ma wątpliwości, że rodzice Julii idealnie sprawdzają się w przypisanej im roli.

Jakże przyjemnie rozgrzała mnie ta opowieść! Trzy wyjątkowo poruszające i niełatwe historie utkane zostały za pomocą największych uczuć – tu od początku czuje się piękną miłość, rodzinne ciepło i czyhającą w świątecznej aurze nadzieję, ale wachlarz najszczerszych emocji, otwiera się w sercach bohaterów dopiero z czasem. Złoty płatek śniegu to niesamowicie wartościowa powieść, w której świąteczny klimat okazuje się jedynie pięknym dodatkiem do wzruszającej i jakże potrzebnej historii. Historii, którą naprawdę warto poznać.
_____
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Luna.

„SZTUKA PROWOKOWANIA” – MARTA MOTYL | Czym jest prowokacja w sztuce?

„SZTUKA PROWOKOWANIA” – MARTA MOTYL | Czym jest prowokacja w sztuce?

Sztuka niejednokrotnie sięga daleko, skłania do szalonych przemyśleń, często pobudza zmysły lub wręcz bulwersuje, bez ustanku każąc szukać nieodkrytego... Z pewnością prowokuje. Często świadomie, celowo, może nawet z czystą premedytacją, ale też zupełnie przypadkowo, w wielu sytuacjach zaskakując nawet samego artystę. Historia sztuki bogata jest w liczne niedopowiedzenia, konfrontacje znawców, a także szalone skandale, tak łatwo budujące największe ikony sztuki. To właśnie takim dziełom w swojej niezwykłej pracy Sztuka prowokowania, przygląda się Marta Motyl. I robi to w sposób szaleńczo dobry.

Jakże przyjemnie czyta się o sztuce, gdy treść stworzył ktoś, kto na sztuce naprawdę się zna. Pisarka, historyczka sztuki i autorka kolaży – Marta Motyl sprawdza się w tej roli perfekcyjnie. Bez wahania przybliża czytelnikowi wybrane dzieła, często znane i pozornie spokojne w przekazie, a jednak skrywające burzliwą lub przynajmniej intrygującą historię. Któż bowiem doszukiwałby się prowokacji w tak urzekającym, pięknym, niemal zmysłowym obrazie, jak Impresja, wschód słońca Claude’a Moneta? A jednak, autorka widzi te detale. I przedstawia je w sposób nader przekonujący, bogaty, mocno zarysowany nie tylko ciekawą, szeroką i często zaskakującą interpretacją samego dzieła, ale też posiadaną wiedzą historyczną.

Obecność pozostałych dzieł dziwi mnie nieco mniej. Łamiące konwencję Panny z Awinionu Pabla Picassa, znajdująca się na okładce Olimpia Maneta, czy też odważny Krzyk Edvarda Muncha zdają się prowokować już same w sobie, każą wręcz doszukiwać się szalonych, momentami wręcz obłąkańczych interpretacji. Opowiedziana przez autorkę historia powstania tych dzieł z pewnością intryguje i daje dużo do myślenia – dla mnie okazała się prawdziwą przygodą, zarówno artystyczną, jak i literacką. I piszę to nie przez przypadek. Autorka posługuje się bowiem w swojej pracy bardzo rzeczowym językiem, nierzadko zahaczając o fachowe słownictwo, ale jednocześnie dbając o przystępność słowa i tworząc z merytorycznej przecież treści, naprawdę przyjemne opowieści.

Czuję się odurzona tytułową prowokacją! Ogromna wiedza autorki, dobór niezwykle znanych i jakże intrygujących w przekazie dzieł sztuki, a także ich szeroka i zaskakująco bogata historia sprawiają, że Sztuka prowokowania to niesamowita publikacja dla osób poszukujących w sztuce czegoś więcej. To pokusa prawdziwej i jakże rzetelnej interpretacji historyczno-społecznej przedstawionych prac – w moim odczuciu interpretacji szalenie ciekawej, zaskakującej i przede wszystkim pełnowartościowej. Piękne wydanie i bogata treść – książka Marty Motyl to także idealny pomysł na prezent.
______
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

„MEXICAN GOTHIC” – SILVIA MORENO-GARCIA | Otwórz oczy…

„MEXICAN GOTHIC” – SILVIA MORENO-GARCIA | Otwórz oczy…

Przerażający dom. Dziwna rodzinna tajemnica. Mocno niepokojące zachowania mieszkańców. Odrażające swym szaleństwem sny, tak wyraźnie umykające ramom rozsądku. A także duszna atmosfera, wręcz demoniczna i gnijąca. I w tym wszystkim samotna młoda kobieta, próbująca zrozumieć niezrozumiałe – pulsujące mroczne szaleństwo, które bezwzględnie wkrada się w ściany odludnej rezydencji. Właśnie taki obraz podpowiada mi wyobraźnia po lekturze Mexican Gothic, zaskakująco szpetnej, a jednak doszczętnie odurzającej powieści grozy, namaszczonej niesamowitym wyróżnieniem w postaci Goodreads Choice Award 2020.

Już tytuł oraz iście enigmatyczna okładka dobitnie podpowiadają, że mamy do czynienia z meksykańską powieścią gotycką. I nie ma najmniejszych wątpliwości, że historia ta dzielnie wypełnia ramy przypisanego jej gatunku. Dziko panosząca się gęsta mgła, stęchlizna wymarłego miasta i wreszcie on – przedziwny, brudny i złowieszczo osadzony dom Doyle’ów, do którego na wyraźną prośbę ojca przyjeżdża Noemi, jakże odważna, charakterna i przede wszystkim szanująca się gwiazda meksykańskiej socjety. Bohaterka na wskroś zaskakująca, która swą wyuczoną klasyczną bezczelnością, kapitalnie przełamuje standardy gotyckich kreacji. To właśnie młoda bohaterka odważnie staje do walki z nieznanym wrogiem, ewidentnie bezcielesnym, dusznym i świadomie pożerającym ściany starego mrocznego domostwa.

Tej historii nie można odmówić jednego – mglistej aury, zauważalnie szorstkiej i nieprzyjemnie wdzierającej się do wyobraźni, a przy tym szalenie fascynującej. Mexican Gothic to prawdziwa uczta dla miłośników klasyki grozy, lecz warto mieć świadomość, że fabuła stanowczo wymyka się zasadom racjonalności, momentami staje się wręcz diabolicznie szalona i nie dając szans na ucieczkę, wkracza z impetem w szerokorozumianą definicję absurdu. Z pewnością nie ma tu miejsca na oczywistości. Tu cały czas drogę wyznacza niepewność. I to właśnie ona rozprowadza najtrudniejsze emocje. 

Silvia Moreno-Garcia buduje napięcie w sposób niemal doskonały, świetnie bawi się czytelnikiem i co ważne, robi to naprawdę plastycznie, efektownie i zaskakująco współcześnie. Chociaż sama rzadko sięgam po tak surrealne historie, zdecydowanie lepiej czuję się w zdarzeniach mających większe prawdopodobieństwo w rzeczywistości, to jednak ta szalona i jakże niecodzienna opowieść, zrobiła na mnie naprawdę duże wrażenie.
______
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Mova.

„NARZECZONE CHOPINA” – MAGDA KNEDLER | „Grzechem byłoby chcieć więcej.”

„NARZECZONE CHOPINA” – MAGDA KNEDLER | „Grzechem byłoby chcieć więcej.”

Tylko ten, kto dotknął prawdziwej miłości, zna ciężar emocji, jakie to piękne uczucie za sobą niesie. To przecież nie tylko zauroczenie i swoista fascynacja, ale też realna troska, ból związany z tęsknotą, nierzadko także głucha zazdrość. To właśnie te uczucia przychodzą mi na myśl po uroczo sfabularyzowanej, a przede wszystkim dogłębnej interpretacji listów oraz zapisków samego Chopina, o jaką pokusiła się niesamowita Magda Knedler. Narzeczone Chopina to pasjonująca i niezwykle kobieca powieść, ozdobiona pięknymi wizjami namiętności, drobnymi gestami i zaskakującymi uczuciami, o których w nadzwyczaj osobliwy sposób opowiadają cztery wyjątkowe kobiety. Kobiety Fryderyka Chopina.

Młodziutka śpiewaczka Konstancja Gładkowska, zmysłowa malarka Maria Wodzińska, posądzana o niemoralną duszę pisarka George Sand i wytworna pianistka Jane Stirling. Cztery niezwykłe kobiety, dostrzegalnie różne, a jednocześnie darzące szczerym uczuciem tego samego mężczyznę. Wielbionego na salonach wielkiego kompozytora, niebywałego twórcę, tak niezwykle kruchego ciałem, a przy tym mocno skromnego, życzliwego, wręcz potulnego. Właśnie taki obraz Fryderyka Chopina podpowiada wyobraźnia po lekturze Narzeczonych Chopina. Powściągliwy w zachowaniu, zauważalnie zdystansowany do własnej strefy uczuciowej, poświęcony zdawał się być tylko tej jedynej, najważniejszej kobiecie swojego życia – muzyce, która wyraźnie niosła go od rozpieszczonych młodzieńczych lat aż po ten najtrudniejszy, schyłkowy okres jego życia. Chopin był geniuszem – to oczywistość, ale był też prawdziwie schorowanym człowiekiem. To właśnie ta smutna odsłona życia kompozytora, często jawi się w monologach prowadzonych przez kobiece bohaterki.

Zaproponowana forma monologu to z pewnością temat warty szerszej dyskusji. Opisana jako powieść historia czterech miłości Chopina, odczuwalnie zdaje się wcale powieścią nie być. Od powieści oczekuje się przecież głównego bohatera, do którego możemy się w jakiś sposób przywiązać. Frycek, jak pięknie nazywała Chopina Konstancja Gładkowska, nie jest tu głównym bohaterem, choć jest jednocześnie nicią, która łączy pozostałe pierwszoplanowe postaci w jedną sfabularyzowaną całość. Naprawdę niełatwo jest ten tytuł zaklasyfikować, może nawet nie trzeba, w moim odczuciu jest to jednak bardziej zbeletryzowana próba biografii, aniżeli powieść. Warto dodać, iż jest to próba pięknie ubrana w formę spisanych wywiadów. Bo przecież panie zdają się mieć rozmówcę, dziennikarza, który niejako kieruje formą ich wypowiedzi. Bardzo podobały mi się te wydawnicze wstawki. To one nadawały tym monologom pewnej osobliwości. I jeszcze ten zachwycający styl językowy, tak pięknie rozchodzący się po zachłannej wrażliwości czytelnika. Niekoniecznie łatwo przystępny, a jednak przyciągający. 

Zachwycam się! Zachwycam się nieznaną mi wcześniej historią miłości, zachwycam się szaleńczymi namiętnościami i wreszcie zachwycam się niecodzienną formą przekazu, która może nie jest najłatwiejszą w odbiorze i z pewnością wymaga skupienia, a jednak przynosi tak pożądaną przyjemność i satysfakcję. Choć może to zaskoczyć, Fryderyk Chopin nie jest głównym bohaterem tej historii. A jednak to właśnie on – wielki kompozytor i niezwykle kruchy człowiek w jednym – tworzy osobliwą nić łączącą cztery kobiece życiorysy w jedną bogatą fabularną całość. Narzeczone Chopina to niebywale subtelna, bardzo kobieca i przede wszystkim mocno pasjonująca próba zarysowania życia kobiet, które towarzyszyły Fryderykowi Chopinowi na różnych etapach jego geniuszu. Książkę Magdy Knedler polecam każdej kobiecie.

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Mando.

„INFANTKA” – WOJCIECH NERKOWSKI | Gdzie leży prawda?

„INFANTKA” – WOJCIECH NERKOWSKI | Gdzie leży prawda?

Jakże przyjemnie mija czas w towarzystwie książki, w której wszystko zdaje się grać dosłownie pierwsze skrzypce! Niezwykle wciągająca historia, szalone twisty fabularne, pierwszorzędne kreacje i obszerny wachlarz ludzkich emocji, które swym ciężarem niejednokrotnie oplatają duszę pochłoniętego lekturą czytelnika. Właśnie tak przejmujących wrażeń dostarczyła mi powieść Wojciecha Nerkowskiego. Infantka to fascynująca historia młodej Hani, która niesiona przypadkowo odkrytym podobieństwem do postaci ze starego obrazu, próbuje szukać swojej szlacheckiej tożsamości.

Infantka to powieść obyczajowa z elementami prawdziwego dreszczowca. Dawne tajemnice, obsesyjne intrygi rodzinne, sceny stricte dramatyczne, momentami wręcz katastroficzne – ta historia dosłownie nasila poczucie niepewności, chwyta w swe szaleńcze szpony i trzyma w napięciu tak, że trudno oderwać się od niej choćby na chwilę. Naprawdę świetnie to wyszło panu Nerkowskiemu! Jestem zaskoczona nie tylko mnogością różnych wątków i ich znakomitym połączeniem w fabularną całość, ale też samą intrygą, której zamysł zdaje się być na najwyższym poziomie. Niby wątek poszukiwania własnych korzeni znany jest z wielu innych tytułów, a jednak tutaj przybiera naprawdę swoistą i z pewnością ekscytującą formę. Momentami staje się wręcz niebezpieczną przygodą, którą przeżywa się na równi z główną bohaterką. Dużo tu trudnych emocji, dużo też smutków i niespodziewanej ekscytacji, ale najbardziej ujawnia się wewnętrzna potrzeba, aby po prostu poznać prawdę. To właśnie ona rządzi główną bohaterką.

Hania idealnie sprawdza się w roli postaci pierwszoplanowej. Pracująca jako stewardessa młoda kobieta, początkowo nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie przeżycia ma właśnie przed sobą. Autor nie oszczędza Hani na żadnym kroku. Wychowana w domu dziecka kobieta musi zmierzyć się nie tylko z wrogo nastawionym do siebie szlacheckim rodem, ale też z niedawną toksyczną relacją oraz problemami przyjaciół, do których drzwi również regularnie puka parszywy los. Tu nie ma bohaterów marionetek, bezemocjonalnie przesuwających się po planszy. Pan Nerkowski zdaje się pamiętać o wszystkich, nawet drugoplanowych postaciach. Tu każdy zdaje się być ubrany w konkretne zaplecze ludzkich emocji, zarówno tych przyjemnych i miło otulających duszę, jak i tych najgorszych, najsmutniejszych, najbardziej bolesnych. Naprawdę dużo się tu dzieje także w życiu innych osób, nie tylko głównej bohaterki. To rzadkość w książkach zahaczających o nurt thrillera, gdzie zazwyczaj szala emocji mocno przeważa po stronie pierwszoplanowych postaci.

Jestem absolutnie zaskoczona tym, jak ekscytujących wrażeń dostarczyła mi Infantka! Ubrana w kształt powieści obyczajowej historia, regularnie wychyla się w stronę gatunkowego thrillera, aby swą niepokojącą naturą, ożywiać emocje czytelnika. Aby go fascynować, szokować, a niekiedy wręcz bez zapowiedzi mrozić mu krew w żyłach. Propozycja Wojciecha Nerkowskiego to naprawdę przemyślana i fabularnie zdumiewająca historia, o której długo nie zapomnę. Koniecznie weźcie ten tytuł pod uwagę!

Recenzja we współpracy z wydawnictwem Lira.

„MADAME PIAF I PIEŚŃ O MIŁOŚCI” – MICHELLE MARLY | Aż chcę zaśpiewać „La vie en rose”!

„MADAME PIAF I PIEŚŃ O MIŁOŚCI” – MICHELLE MARLY | Aż chcę zaśpiewać „La vie en rose”!

Jakże zjawiskowa, oszałamiająca i zaskakująco dzielna jest Édith Piaf w przeuroczej historii własnego życia! Książka Madame Piaf i pieśń o miłości to niezwykle przekonująca biografia, która idealnie wzbogaca kanon serii Wyjątkowe Kobiety, wydanej przez wydawnictwo Znak Horyzont. Michelle Marly w nadzwyczaj wiarygodny sposób opowiada o rozkwicie kariery francuskiej artystki, pamiętając o jej dramatycznym dzieciństwie, o uroczych namiętnościach, a przede wszystkim o dojrzewaniu do najważniejszego z uczuć. Miłość w tej biografii zdaje się śpiewać wraz z główną bohaterką.

Édith Piaf dosłownie zachwyca swą bogatą osobowością. Ta kobieta emanuje nie tylko uzależniającym głosem, ale też wyjątkową subtelnością, szaloną niekiedy odwagą i nieśpiesznie definiowaną miłością, która tak czarująco pochłania każdy fragment jej artystycznej duszy. I jakże ją zaskakuje! Madame Piaf i pieśń o miłości to nic innego, jak zbeletryzowana historia rozkwitającego uczucia między uroczą lecz wyraźnie zadziorną Édith Piaf oraz młodszym o siedem lat Yves’em Montandem, utalentowanym francuskim piosenkarzem i aktorem, którego na gwiazdę wypromowała sama Piaf. Artystka od początku angażowała się w rozwój kariery mężczyzny, wspierała go w chwilach scenicznej bezradności i towarzyszyła w pierwszych sukcesach, ale przede wszystkim była dla niego bliską przyjaciółką i niezwykle namiętną kochanką. Była jego wielką burzliwą miłością. I to właśnie z piękna tego szalonego uczucia narodził się jeden z najbardziej zachwycających utworów o miłości, niezapomniany „La vie en rose”.

To absolutnie urzekająca historia! Niby tytuł Madame Piaf i pieśń o miłości to biografia, a jednak propozycja Michelle Marly jest tak czarująco sfabularyzowana, że w odczuciu zdaje się być po prostu przejmującą powieścią obyczajową. W odważnym wyobrażeniu może nawet szalonym romansem. Tu nie ma bowiem miejsca na suche fakty, tu gra piękna francuska muzyka, tu grają żywe emocje, tu wreszcie grają największe ludzkie uczucia. Jestem doszczętnie oczarowana tym, jak bardzo ożyła ta fabuła w mojej głowie. Pasjonująca historia, w której rozkochają się nie tylko miłośnicy francuskiej piosenki.

Post we współpracy z wydawnictwem Znak Horyzont.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger