poniedziałek, 7 grudnia 2015

[RECENZJA] "PENTAGRAM" - JO NESBØ | Śmierć przyjedzie rowerem

Wypożyczając „Pentagram” z biblioteki, stawiałam sobie kilka pytań: Czy Harry wreszcie dojrzał emocjonalnie i zaczął żyć rozsądnie? Czy głośna sprawa zabójstwa policjantki Ellen zostanie wreszcie rozwiązana? Czy tytuł książki rzeczywiście przedstawia oczywisty scenariusz? Kto oczekuje pozytywnych odpowiedzi na pierwsze dwa pytania, rozczaruje się, podobnie jak ja.

Sprawa Ellen nie jest pominięta i widać, że w głowie Harry'ego ma wysoki priorytet, lecz w ferworze innych działań, przesuwa się na dalszy plan. Ten wątek jest obecny przez cały tok nowego śledztwa, Harry zna odpowiedzi na większość pytań, które mkną w jego umyśle, domyśla się motywów, brakuje jedynie najważniejszego elementu – pogrążającego dowodu. Nie wiem, czy wątek ten będzie jeszcze kontynuowany, bo rozwiązanie leży jak na tacy, ale pozbawione jest pewnej finezji i pełnego wyjaśnienia, które zakończyłyby toczącą się od trzech części sprawę zabójstwa policjantki. 

Jaką postawę przyjmuje Harry Hole w „Pentagramie”? Czy potrafi wykorzystać szczęśliwy los w postaci Rakel i jej synka Olega, aby zapomnieć o trudnej i niekontrolowanej przeszłości alkoholika? Niestety policjant zawodzi po całej linii. Zawodzi kobietę, którą miał szansę uszczęśliwić, zawodzi chłopca, dla którego mógł być przyjacielem, a może i nawet ojcem, zawodzi swojego szefa, który potrafił postawić dosłownie wszystko na jego umiejętności i talent, zawodzi też czytelnika, który od pierwszej części cyklu wierzy, że ten bohater jest silny, że w jego głowie potrafi wygrać rozsądek, że Harry zasługuje na to, aby być szczęśliwym…
Nigdy nie zachowywał trzeźwości z powodów zasadniczych, a jedynie z praktycznych. Ostre picie ekstremalnie męczy, a nagrodę stanowi krótkie żałosne życie w nudzie i ból fizyczny. Życie człowieka pijącego okresowo składa się z okresów pijaństwa i czasu pomiędzy nimi. Pytanie o to, która z tych części jest prawdziwym życiem, było pytaniem filozoficznym, na którego rozważanie nie poświęcił zbyt wiele czasu, ponieważ odpowiedź i tak nie mogła mu zagwarantować lepszego życia. Ani gorszego. Bo wszystko, co dobre – wszystko – musi wcześniej czy później ulec prawu ciążenia alkoholików – Wielkiemu Pragnieniu.

Pragnienie, żeby główny bohater wrócił do świata żywych i opamiętał się, spowodowało, że zostałam wciągnięta w wir oszustwa. Poczułam się, jak żona prawdziwego alkoholika, który setny raz przyrzeka, że nałóg nie wróci, że to już przeszłość. Kto czytał przynajmniej jeden tom cyklu wie, że Harry Hole jest bohaterem słabym psychicznie, który broni się własną inteligencją, sprytem i umiejętną zachowawczością. Ma wyczucie, ale nie w życiu prywatnym, bo tu ponosi klęskę za klęską, a na miejscu zbrodni. Tam czuje się jak ryba w wodzie i w takim wydaniu lubię go najbardziej.

Nesbø daje się wykazać głównemu bohaterowi po raz kolejny i stawia przed nim jedno z trudniejszych zadań. Tym razem Harry Hole ma przed sobą ostatnie zadanie w swojej policyjnej karierze, jego problem z alkoholem jest bowiem na tyle duży, że przełożony decyduje się przestać kryć policjanta za swoimi plecami. Harry wydaje się być obojętny tej decyzji, jest początkowo mętny i bardzo męczący dla czytelnika. Jego problem wydaje się zbyt oklepany i poświęcanie na ten wątek dużej części powieści było, w moim mniemaniu, błędem autora. Dobrze, że przebrnęłam przez wszelkie słabości, sklepy monopolowe i puby i wreszcie mogłam delektować się samym śledztwem. Sprawa tajemniczego pentagramu różni się od poprzednich części i dość szybko dowiadujemy się, że odnalezione ciało kobiety, pozbawione dodatkowo jednego palca, nie jest pojedynczym zabójstwem, a jedynie fragmentem zagmatwanej układanki. Mamy do czynienia z seryjnym mordercą, który nie działa szablonowo, a jego zachowania nie potwierdzają motywów typowych dla podobnych zabójstw. Przyznam, że Jo Nesbø zaskoczył mnie precyzyjnością w opisie postawy mordercy seryjnego, opisem jej prawidłowości i wyznaczenia różnic w stosunku do przedmiotowego zabójstwa.

Odnosząc się do tytułowego pentagramu, mam niemałe pretensje do autora, bo tytuł wiele mi podpowiedział, dał mi spore pole do popisu i dość szybko wstrzeliłam się z pewnymi wersjami wydarzeń. Dla miłośników Dana Browna i powieści, w których dużą rolę odgrywa symbolika, część tej historii może być nadzwyczaj przewidywalna. Ta przewidywalność dotyczy tylko kwestii rozwikłania pewnego kodu i znalezienia ukrytego znaczenia starego symbolu. Na szczęście autor nie poprzestaje na laurach, a znajomość kodów i szybkie rozwikłanie symbolicznej zagadki, nie ma nic wspólnego z zakończeniem śledztwa. Motyw i sprawca zaskoczą praktycznie wszystkich, autor pozwolił sobie na niezły mętlik, który może czasami powodować brak zrozumienia. Lepiej powieść czytać w skupieniu i dobrze kojarzyć poszczególne postaci, miejsca z nimi związane i czas, w którym pojawiają się w trakcie śledztwa. W tej opowieści odnajdzie się wielu sympatyków kryminałów, nie będą się nudzić, bo na to nie ma czasu, szczególnie w drugiej połowie śledztwa.


Po przeczytaniu „Pentagramu” trudno nie podzielić opinii innych, Jo Nesbø doznaje objawienia z każdym tomem powieści i rozwija się autorsko wręcz namacalnie. Każda kolejna część jest bardziej rozwinięta, wielowątkowa, autor szuka nieszablonowych pomysłów, nie idzie jednym szlakiem. Każdy tom przywołuje inne emocje, w jednym mamy pojedyncze śledztwo, w innym seryjne morderstwa, a w jeszcze innym, liczne retrospekcje i przemyt bronią. Widać, że Nesbø szuka, kombinuje, chce zadowolić różnych odbiorców i to mu się udaje. „Pentagram” broni się sam, nie potrzebuje dużego wsparcia rekomendacyjnego, nawet zbyt pochopnie (moim zdaniem) wybrany tytuł, nie psuje zabawy w szukaniu sprawcy. Sprawdźcie sami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP