Iny Lorentz
Iny Lorentz
„WĘDROWNA APTEKARKA” –  INY LORENTZ | Zadziorna historia o wyraźnie buntowniczym smaku!

„WĘDROWNA APTEKARKA” – INY LORENTZ | Zadziorna historia o wyraźnie buntowniczym smaku!

Duet Iny Lorentz z uwielbieniem przenosi czytelników w barwnie zarysowane realia historyczne. Nasiąknięta średniowiecznym smakiem Nierządnica i porywająca saga o dziewiętnastowiecznym Trettinie to jedynie wybrane przykłady, którymi zachwycałam się kilka lat temu. Teraz przyszedł czas na XVIII wiek i awanturniczą Turyngię, tętniącą równie emocjonującym klimatem. Wędrowna aptekarka to, zgodnie z oczekiwaniami, naprawdę charakterny wstęp do nowej sagi historycznej.

W tym zauważalnie łotrzykowskim świecie, nie ma miejsca na żadne subtelności. Przypadkowo znaleziony skarb staje się kością rodzinnej intrygi, w której ludzkie życie pozbawione jest większej wartości, a największym wrogiem, okazuje się bliski krewny. Tu od początku trzeba zachować czujność, na każdym rogu czyhają bowiem niebezpieczeństwa, którym wtóruje pazerna chciwość wymieszana z nikczemną zazdrością. Trudno o bardziej angażujące doświadczenie – wymuszona rodzinną tragedią wędrówka tytułowej aptekarki, nastoletniej jeszcze Klary, naznaczona jest zrozumiałym strachem i naturalnymi wątpliwościami, ale też ogromną odwagą i typowo kobiecym uporem, które pozwalają bohaterce dzielnie pokonywać kolejne przeszkody na drodze.

Ta przygoda w odczuciu jest raczej nieśpieszna, wyraźnie dostosowana do wędrownego charakteru całej powieści, ale jednocześnie uzbrojona jest w kilka przerażających epizodów, które znacząco działają na wyobraźnię. Tym bardziej, że autorzy świetnie odnajdują się w budowaniu dawnej rzeczywistości, świadomie przerysowują niektóre opisy i celowo akcentują barbarzyńskie atrybuty ówczesnych mężczyzn. To właśnie sceny napaści na podróżujące samotnie kobiety lub bezpodstawne oskarżenie o czary, dostarczają najwięcej emocji, w tym przodujące tu poczucie niepokoju oraz przeszywającą niepewność jutra.

Zadziorna historia o wyraźnie buntowniczym smaku! Rozpoczynając swoją przygodę z książkami Iny Lorentz, trzeba być świadomym jednego – twórczość niemieckiego duetu uzależnia i trudno się z tego nałogu uwolnić. Wędrowna aptekarka to początek kolejnej już emocjonującej sagi historycznej, książka mocno działająca na wyobraźnię, szalenie niebezpieczna w treści, nadzwyczaj charakterna i wyjątkowo angażująca. Powieść idealna dla miłośników awanturniczych czasów!
_____ 
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Sonia Draga.

"LIPCOWY DESZCZ" - INY LORENTZ | Kto rozwieje czarne chmury?

"LIPCOWY DESZCZ" - INY LORENTZ | Kto rozwieje czarne chmury?

Twórczość duetu autorskiego Iny Lorentz uwiodła mnie już kilka lat temu, gdy z zapartym tchem przekładałam strony angażującej sagi Nierządnica. Awanturniczy klimat średniowiecza, wielowątkowe intrygi i wreszcie cała gama wyrazistych postaci okazały się na tyle przekonujące, że z wyraźnym utęsknieniem oczekiwałam kolejnej propozycji niemieckich pisarzy. Trzytomowa saga o Trettinie początkowo wzbudziła moją nieufność, w końcu dziewiętnasty wiek to nie te same emocje, co w barbarzyńskim średniowieczu, ale szczęśliwie szybko rozproszyłam wstępne wątpliwości. Grudniowy sztorm okazał się zalążkiem charakternej prozy, jego kontynuacja – Kwietniowa burza – także przyniosła żarliwe sceny, a kończący serię Lipcowy deszcz, jedynie potwierdził, że Trettin to pełnowartościowa saga historyczna.

"KWIETNIOWA BURZA" - INY LORENTZ

"KWIETNIOWA BURZA" - INY LORENTZ

Duet Iny Lorentz niejednokrotnie już pokazał, jak treściwie potrafi opisać dawną rzeczywistość. Tętniąca spiskami saga Nierządnica rozeszła się na rynkach wydawniczych niczym świeże bułeczki, ale dwójka niemieckich autorów nie poprzestała na wskrzeszaniu średniowiecznych obyczajów. W ich literackie łaski wkradł się także dziewiętnasty wiek, stanowiący nadzwyczaj elastyczny materiał na społeczne tło powieści. Starter w postaci Grudniowego sztormu rozpętał w życiu młodych bohaterów przygodową rewolucję, ale Kwietniowa burza stawia przed nimi równie nieprzyjemne kłody. Czy państwo von Trettin odnajdą się w snobistycznych realiach dziewiętnastowiecznego Berlina? 

„FORTELE NIERZĄDNICY” – INY LORENTZ | W poszukiwaniu Świętego Graala

„FORTELE NIERZĄDNICY” – INY LORENTZ | W poszukiwaniu Świętego Graala

Niesamowitą serię „Nierządnica” pochłonęłam w całości. Tak mi się przynajmniej wydawało do czasu, gdy w moje ręce wpadła książka „Fortele nierządnicy”, o której istnieniu wcześniej nie miałam pojęcia. Niemiecki duet Iny Lorentz wyjaśnia w posłowiu, że czwarta część powstała już po napisaniu całej sagi i jest niejako uzupełnieniem luki, na którą składa się brak wspólnych przygód dwójki głównych bohaterów. Z dużym zaangażowaniem przyjęłam towarzystwo Marii i Michała w ryzykownym poszukiwaniu Świętego Graala, a wyprawa ta miała iście awanturniczy charakter. 

"CÓRY GRZECHU" - INY LORENTZ | Awantura goni awanturę

"CÓRY GRZECHU" - INY LORENTZ | Awantura goni awanturę

Jak nie pokochać tego nieokrzesanego młodzieńca, który mimo popełnianych błędów, ma w głębi serca więcej uczucia niż niejeden duchowny do Boga, a w głowie – więcej rozsądku niż niejeden uczony. Falko, jedyny prawdziwy syn kasztelanki Marii i zmarłego w poprzedniej części rycerza Michała, wyłania się w „Córach grzechu” na pierwszy plan i dzielnie prowadzi nas przez własne przygody, rozterki duchowe i licznie popełniane gafy. Często pod wpływem przypadku, wpada w epicentrum awantury, a w słonecznych Włoszech, gdzie dzieje się większość akcji, o to nie trudno. Początkowo nie byłam ufna zamiarowi postawienia Falko w roli głównego bohatera powieści. W końcu odpowiadało mi towarzystwo dzielnej Trudi, jej niezaprzeczalne podobieństwo do matki i zadziorny charakterek. Naraz, po czterech tomach stawiania kobiety na najwyższym piedestale wśród bohaterów, mamy zaskoczenie i zmianę. To właśnie młody mężczyzna, rycerz Falko, ubrany zostaje w główną rolę piątej części sagi i definitywnie spełnia się w niej, wiernie wykorzystując otrzymany w spadku po matce charakter i tym samym, kontynuuje historię rodzinną, przeżywając mniej lub bardziej realne przygody.

"CÓRKA NIERZĄDNICY" - INY LORENTZ

"CÓRKA NIERZĄDNICY" - INY LORENTZ

Jeżeli znacie grę strategiczną HEROES, to podpowiem, że czwarta część sagi o „Nierządnicy” wiele z niej czerpie. Podobiznę widzę przede wszystkim w ciągle obecnej strategii zdobywania kolejnych zamków i posiadłości, przez mniej lub bardziej chciwych frankońskich władców. Ta chęć posiadania więcej ziem, bądź pozbawienia sąsiadów skrzętnie zarobionego majątku, była na porządku dziennym w czasach Średniowiecza i duet autorów idealnie przedstawił te realia w powieści. Bo czy powieść historyczna nie powinna być tak właśnie ulokowana, byśmy mogli wyobrazić sobie ówczesną rzeczywistość? Za tę wiarygodność i bogatą scenerię, cenię książki Iny Lorentz, a „Córka nierządnicy” na tym polu mnie nie zawiodła.

"TESTAMENT NIERZĄDNICY" - INY LORENTZ | Średniowieczna terminatorka

"TESTAMENT NIERZĄDNICY" - INY LORENTZ | Średniowieczna terminatorka

Po przeczytaniu „Nierządnicy”, a następnie „Kasztelanki”, mogłabym zapytać: jak to możliwe, że kobieta, która przyciąga nieszczęścia jak magnez, ma więcej żyć niż przeciętny bohater amerykańskiego filmu? Mogłabym, ale nie zapytam, bo właśnie ta pewność pokonania przez Marię trudności, prowadzi czytelnika przez kolejne nieprawdopodobne losy bohaterki, jednocześnie dbając o spokój ducha i utrwalając świadomość triumfu na końcu powieści.

"KASZTELANKA" - INY LORENTZ

"KASZTELANKA" - INY LORENTZ

Gdy czytam drugą część powieści, która zrobiła na mnie duże wrażenie, stawiam przed sobą często wiele znaków zapytania. Największym pytajnikiem jest ten, który zadaje pytanie: czy zagłębienie w lekturze nie doprowadzi to stanu emocjonalnej pustki, która utwierdzi mnie w przekonaniu, że temat i kreatywność autora zmalała do zera i nie obwieszcza już nic nowego? Jest to sporych rozmiarów obawa i niejeden czytelnik zniechęca się powtarzalnością wydarzeń i zwykłym brakiem pomysłów na coś nowego, świeżego, może wręcz odkrywczego.

"NIERZĄDNICA" - INY LORENTZ

"NIERZĄDNICA" - INY LORENTZ

Zanim zaczęłam pisać recenzję, zapoznałam się z opiniami innych czytelników, w tym przypadku głównie czytelniczek. Przyznam, że zaskoczyły mnie zdania niektórych osób, jakoby „Nierządnica” była lekturą nudną. Mogłabym napisać, że nie zawsze była „wygodna”, że była miejscami aż nadto brutalna, a także, że była niejako przewidywalna. Owszem już po poznaniu pierwszego zarysu książki, myślami wyobrażałam sobie, jak będzie wyglądał finał i niejako się na niego przygotowywałam. Doceniam to w powieściach historycznych, również w dramatach, że gdzieś na końcu doczekam się iskierki, która umili mi los bohaterów. Nie oznacza to, że przepadam tylko za pozytywnie kończącymi się historiami, lecz nie ukrywam, że powodują u mnie uśmiech na twarzy, a to szczerze doceniam. Po prostu optymiści tak mają :)

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger