środa, 6 stycznia 2016

[RECENZJA] "GREY" - E L JAMES | Maszynka do zarabiania kasy, czy przyjemny powrót do pokoju zabaw?

Ta książka została zmieszana z błotem znacznie wcześniej, niż pojawiła się w księgarniach. Jedni skreślili ją z góry za nazwę, drudzy nie chcieli być częścią jej zysku, jeszcze inni „odważyli się” przeczytać i stwierdzili, że znaleźli się na dnie literatury. Między licznymi przeciwnikami znalazła się też wierna grupa sympatyków perwersyjnej miłości Christiana i Any, Ta grupa dzielnie broni mocnych stron książki.

W tej recenzji nie zamierzam streszczać fabuły, mam wrażenie, że znają ją już prawie wszyscy. Wolę skupić się na moich odczuciach i niejako porównać je z opiniami innych. Zaczęłam od przeszukania internetu i przeczytania kilku recenzji „Greya”. Zaskoczył mnie wielokrotny atak na książkę i poniżanie jej wręcz doszczętne. Uruchamiając swoją wyobraźnię, można stwierdzić, że przeciwnicy powieści E L James, jak na ironię, sami stali się Greyem i znęcają się nad najnowszym wydaniem autorki, niczym Christian znęcający się nad swoją uległą w pokoju zabaw.

Wśród licznych opinii książki na portalu lubimyczytac.pl, znalazłam dwa zdania, na których chciałabym oprzeć swoją recenzję. Te dwa zdania wybrałam celowo, bo idealnie odzwierciedlają najczęściej pojawiające w stosunku do tej pozycji zastrzeżenia. Mam nadzieję, że ich autorzy nie będą mieli mi tego za złe :)

Cytat z pierwszej opinii: „To erotyk wypełniony pogardą w stosunku do kobiet, idealizowaniem toksycznego związku i pokracznym, skrzywionym obrazem relacji BDSM.”

W tym zdaniu jest trochę prawdy. Układ zaproponowany przez Christiana w pierwotnej wersji jest toksyczny, nie mam ku temu żadnych wątpliwości. Nie zgadzam się jednak z wyrażeniem, iż książka idealizuje taki związek. Główna bohaterka wyraża zgodę na bycie uległą, jest dorosłą kobietą i świadomie podejmuje kolejne decyzje. Nikt nie zmusza jej do niczego, a Grey pozwala jej manipulować każdym punktem zaproponowanej umowy. Ta książka nie pochwala toksycznego związku, wręcz przeciwnie. Pokazuje różne strony fascynacji światem BDSM, przy jednoczesnym besztaniu relacji PAN-ULEGŁA między dwojgiem ludzi, którzy zaczynają czuć do siebie coś więcej, niż pożądanie. Autorka celowo pokazuje, jak bardzo Christian zmienia się po poznaniu Any. Bohater, który wcześniej podchodził do kobiet przedmiotowo i wielokrotnie sam powtarzał, że lubi patrzeć na cierpienie uległych, zaczyna odkrywać, że o wiele większe i przede wszystkim prawdziwsze pożądanie, wzbudzają w nim nowo poznane uczucia.

Nie mogę też potwierdzić, że erotyk wypełniony jest pogardą do kobiet i skrzywia obraz relacji BDSM. Po pierwsze, jest to powieść napisana przez kobietę i nie sądzę, aby pani E L James miała zamiar gardzić celowo kobietami. W teorii sadomasochizmu możemy doszukać się dosłownie wszystkich elementów, które pojawiły się w „Greyu”. Pojęcia typu pan, uległa, słowo-klucz, wiązanie, czy kneblowanie, to standardowa terminologia dla zwolenników takich fantazji. Patrząc oficjalnym okiem, jest to problem zdrowotny, ale nawet badania pokazują, że dotyczy on wielu osób. Polecam artykuł, który szerzej definiuje pojęcie BDSM i potwierdza, że obraz relacji przedstawionej w „Greyu” nie jest jakkolwiek skrzywiony.

Cytat z drugiej opinii: „Jest to tylko maszynka do zarabiania pieniędzy, ponieważ autorka nawet nie musiała się silić na nowe dialogi.”

To prawda, „Grey” jest odgrzewanym kotletem i nie ma co tu ukrywać. Potwierdzam te słowa stuprocentowo. Książka nie wnosi nic nowego do samej treści, a jej wydanie jest ewidentnie napędzaniem wydawcom kolejnych gigantycznych zysków. Jasne jest, że nie jest to książka dla każdego. Jeżeli jednak sympatycy trylogii E L James chcą spojrzeć na te same wydarzenia okiem Christiana, to czemu nie? Myśli głównego bohatera przestają być tu tajemnicą, w zamian nabierają cech humorystycznych. Christian okazuje się całkiem zabawną postacią.

Przyznam jednak, że zaskoczył mnie sposób oceniania tej książki przez wielu czytelników. Odnoszę wrażenie, że jeżeli ktoś uznał ją za wyżej wymienioną maszynkę do zarabiania pieniędzy lub uznał książkę za żenującą ze względu na jej tematykę, od razu przyznawał jej najniższą z możliwych ocen, nadając jej tytuł totalnego zera. Czy fakt, że treść książki ociera się w dużej mierze o umowne tortury, powinien być jedynym wyznacznikiem oceny całej książki? Rozumiem opinie, w których czytelnicy zwrócili uwagę na niską jakość tłumaczenia powieści oraz na prostotę użytego języka, może właśnie przez to ucieka nam cały przekaz.

Jakie jest zatem moje podsumowanie „Greya”? Jest to może mało zaskakująca, lecz nad wyraz lekka, powtórka z „50 twarzy Greya”. Poza napędzaniem zysków, okazała się zabawną lekturą, której nie żałuję. Nie uważam, że pani E L James traktuje gorsząco słabą płeć, wręcz przeciwnie, pokazuje, że to kobieta potrafi przejąć kontrolę nad mężczyzną, nawet jeżeli ten nie jest tego świadomy. Żałuję, że autorka nie wkręciła do powieści więcej ciekawostek z życia głównego bohatera, których nie znaliśmy z wcześniejszych części. Może wtedy spojrzałabym na niektóre wątki trochę świeższym okiem.


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
MINI BOOK CHALLENGE 2016 - Powieść z literatury erotycznej
KIEDYŚ PRZECZYTAM - 1/12 w STOSIE 1
POCZYTANIA 2016 - Czwarta książka ze stosiku książkowego (1/4 zadania)

REALIZACJA WYZWAŃ - LINK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP