sobota, 16 stycznia 2016

"ZŁAMANE PIÓRO" - MAŁGORZATA MARIA BOROCHOWSKA | Ekspresja i magia symboli


Bardzo sceptyczne były zalążki tego spotkania. Początkująca pisarka wyjeżdża na wieś i poznaje lokalnego macho, który okazuje się herosem artystycznego świata. Czy takich opowiastek nie ma przypadkiem na pęczki? Niby tak, to zwykły przewidywalny banał, jakich tysiące wśród publikacji… Jakże dużą gafę można popełnić, wypowiadając podobną opinię o „Złamanym piórze” Małgorzaty Marii Borochowskiej. To nie jest historia jedna z wielu, a raczej mocno liryczne opowiadanie o poszukiwaniu własnej osobowości oraz o wyjątkowo trudnym, chaotycznym i refleksyjnym rozliczeniu się ze swoją przeszłością. Czy jest to także opowieść o pięknej miłości? To musicie zweryfikować sami.

Poznajcie Emily, kobietę nieco osobliwą, a z pewnością niezwykłą, enigmatyczną, kuriozalną i skrajnie nietypową. I uwierzcie, to zdanie nie mogło brzmieć inaczej. Bohaterka jest młodą dziewczyną i jednocześnie początkującą pisarką. Po zakończeniu studiów przeprowadza się na wieś do domu odziedziczonego po dziadkach. Historia tej kobiety to jedna wielka tajemnica i nawet najdroższa kawa nie jest w stanie jej rozgryźć. Co zatem prowokuje ją do zmiany otoczenia? Nadzieja na przyrost weny twórczej, spowodowany naturalną sielskością wsi? Separacja od dotychczasowego życia?

Odpowiedź na to pytanie wymaga dużej cierpliwości i wrażliwości czytelnika, nie wszystko jest bowiem podane na tacy. Autorka nie pozostawia nas jednak samych w rozwiązaniu zagadki. Na pomoc przychodzi sąsiad Emily, Jacob. Niezaprzeczalnie przystojny i znany architekt, obezwładnia bohaterkę maksymalnie samczą i bezpośrednią postawą. Niemal codziennie wprasza się na poranną kawę, inicjując życiowe rozmowy, wciągając w dialog młodą sąsiadkę i próbując wyciągnąć źdźbła informacji o przeszłości dziewczyny. Emily pozostaje nieugięta, nie daje wejść Jacobowi w głąb własnego umysłu, sprytnie zamyka wszelkie konwersacje na swój temat. Dociekliwy architekt na siłę otwiera drzwi, które Emily zamyka mu przed nosem i czym większa jest siła jego natarcia, tym większy opór stawia kobieta. Ta potyczka staje się udręką i węzłem gordyjskim dla czytelnika. Zachowanie Emily wydaje się być niestosowne, naganne, a czasami wręcz karygodne. Jedynie odpowiednia dawka wrażliwości jest w stanie wycisnąć z działań bohaterki krztę usprawiedliwienia dla jej postępowania.

Ogromną podpowiedzią, pomocą i uzasadnieniem dla skomplikowanego zachowania Emily zdaje się być pisana przez nią powieść. Zgoła odmienna historia, ulokowana w utopijnej rzeczywistości, przepełniona nieludzkimi istotami i czarodziejami, ma pomóc bohaterce nabrać dystansu do jej dotychczasowego życia i pomóc jej w odseparowaniu się od ideałów, do których dążyła. Jako czytelniczka nigdy nie sięgnęłabym po twórczość autorstwa Emily, nie lubię wyimaginowanych światów i fikcyjnych stworzeń, ale tu, w powieści pani Borochowskiej, ten brak autentyczności w książce, którą pisała bohaterka, zupełnie mi nie przeszkadzał. Zdawał się wyjaśniać, cząstka po cząstce, motywy, jakimi kierowała się w życiu Emily. Wykreowany świat, w którym obserwujemy walkę z żywiołami, można interpretować wielorako, choć na pierwszy plan wysuwa się lekcja pokory i konieczność poniesienia konsekwencji własnych czynów. Końcówkę powieści dopełnia bajka o królu i księżniczce Adelajdzie, która wręcz grzeszy prostotą, ale przy tym, tworzy scenariusz lepszego i bardziej ukształtowanego życia. Dotychczasowy żywot może okazać się falstartem, lecz los pozwala zacząć go od zera, bagaż doświadczeń jest wielki, ale chyba warto podjąć drugą próbę?

Wniosek zostawiam czytelnikom, a sama sprytnie przejdę do kreacji bohaterów. Emily, młoda pisarka, która zostawia miejski zgiełk i wyrusza na wieś w poszukiwaniu twórczej weny, powoduje świadomy mętlik, roztargnienie i niepewność. Przez długi czas pozostaje zagadką, do bólu męczącą i niestateczną. Nie wiemy, czego się po niej spodziewać, czy pożądania i ochoty na gorący romans z uroczym sąsiadem, czy może utopienia go w filiżance gorącej kawy. Reakcje mogą być różne, wyobraźnia czytelnika działa szybciej niż przewiduje to historia i szybciej niż chciałaby tego sama bohaterka. Ta niefrasobliwość Emily jest skrajnym, aczkolwiek celowym, zabiegiem, który ma uświadomić ogrom emocji, jakie rządzą umysłem bohaterki. Jacob, prawdziwy samiec, hardy, męski i nieustępliwy, okazuje się postacią iście tragiczną. Podejmuje się syzyfowej pracy, jaką jest próba przeciągnięcia Emily na stronę człowieczeństwa i ludzkiej normalności. Podziwiam jego cierpliwość, spryt i wolę walki. Jego pewność siebie, jurność i zdecydowanie są maksymalnie męskie. Nie podejmuję się oceny zewnętrznej Jacoba, opis jego wyglądu mógłby bowiem obniżyć mężność jego kreacji. Autorka serwuje nam także postać Alicji, przyjaciółki Emily. Studentka, której wykładowcą okazuje się Jacob, wydaje się być najbardziej zwykłą i szarą postacią, ale to właśnie dzięki niej wywiązują się ważne dyskusje: o rasizmie, prawdziwej miłości i spełnieniu zawodowym.

Myślę, że o miłości można mówić wtedy, gdy ludzie się wzajemnie przenikają... Jeśli ktoś uzasadnia swoim byciem obok twoje istnienie na ziemi, jeśli jest nieustanną inspiracją i powodem do życia...

Opowieść stworzoną przez panią Borochowską można interpretować na wielu płaszczyznach i nie każdy odnajdzie w tej historii siebie. Mnogość symboli i nieracjonalne zachowania głównej bohaterki, mogą skutecznie odstraszyć. Dla wielu ogromną przeszkodą okaże się nieprzeciętny język powieści, poetyckie zwroty i nadmiar stosowanych przez Emily synonimów, które kłują w oczy. Trzeba się do tej powieści odpowiednio zdystansować, aby jej esencja nie ulotniła się wraz z pierwszym, uciążliwym wrażeniem. Przetrwanie irytującego początku, daje jednak wstęp do ekspresyjnej i dosadnej twórczości autorki, którą można się długo delektować. Piękny i bogaty język, nietypowa historia, a pomiędzy wplecione opowiadania rodem z fantastyki. Dla mnie to była bardzo miła odmiana. Polecam serdecznie, autorka pokazała, że potrafi pięknie bawić się językiem, użyte słowa czasami zadziwiają, ale stanowią idealną kompozycję książki. Mnie proza pani Borochowskiej urzekła.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Autorce.


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
KIEDYŚ PRZECZYTAM - 3/12 w STOSIE 1
POCZYTANIA 2016 - Tytuł, który polecam innym, bo wbił mnie w fotel w 2016 roku (1/6 zadania)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP