niedziela, 31 stycznia 2016

[RECENZJA] "ZAGINIĘCIE" - REMIGIUSZ MRÓZ | Tajemnica domku letniskowego


Niejeden mógłby napisać, że zaginięcie małej dziewczynki jest materiałem używanym nie mniej niż olej w zatęchłym zajeździe przy trasie szybkiego ruchu. Remigiusz Mróz udowadnia jednak, że nie odgrzewa kotleta na starym oleju, a jego propozycja okazuje się trafna i kilkuwarstwowa. 

Chociaż nie jest to sprawa matki Madzi z Sosnowca, to niejednemu przyjdzie takie porównanie do głowy. Jeden telefon w środku nocy i razem z Joanną Chyłką oraz jej podopiecznym Kordianem czytelnik wsiada do ekskluzywnego BMW i rusza na Suwalszczyznę. Duet prawników nie waha się podjęcia trudnej sprawy zaginięcia trzyletniej dziewczynki, ale na miejscu spotyka ich duże rozczarowanie. Wszystko wskazuje na to, że muszą bronić winnych ludzi, którzy prawdopodobnie dopuścili się mordu na własnej córeczce. Wiara Zordona oraz wywiad środowiskowy, przeprowadzony wśród okolicznych mieszkańców, kładą jednak cień szansy na bardziej zawiłe, a tym samym, przychylne obrońcom rozwiązanie. Czy możliwe, że zaginiona dziewczynka żyje, a rodzice nie mają nic wspólnego z jej zniknięciem? Odpowiedzi może być wiele, ale ta prawdziwa, oddająca wyobrażenie autora, okazuje się niemałym zaskoczeniem.

Fabuła „Zaginięcia” broni się praktycznie sama, Remigiusz Mróz uzupełnił dość przeciętny wątek zaginięcia dziecka o całkiem wymowne rarytasy. Dopieścił treść i pozwolił bohaterom na marginalne działania, dzięki czemu akcja nie stanęła w miejscu na dłuższą chwilę. W tym miejscu podkreślam wykorzystanie granicznych „mrówek” i podkreślenie mafijnego charakteru ich działalności. Wątek ten został rozsądnie wykorzystany w akcji i przyniósł kolejne warianty zakończenia. A finał oczywisty nie jest, choć po drodze można mieć wrażenie pozjadania wszystkich rozumów. Autor postarał się, aby na bieżąco dostarczać kolejne gotowce dla łatwowiernego czytelnika, stale utwierdza go w słuszności jego podejrzeń, a koniec końców, to czytelnik siedzi w pułapce naiwności. Relacje dwójki głównych bohaterów non stop utrzymują się poza horyzontem szeroko rozumianej kultury, ale to właśnie ich zuchwałe stosunki potwierdzają zasadę: kto się czubi, ten się lubi. Chemia pomiędzy dwójką prawników zdaje się rosnąć z prędkością światła, ale nie zamierzam jakkolwiek podpowiedzieć, czy w tej batalii wygra ludzki impuls, czy pełen profesjonalizm. Zakończenie zadziwi niejednego i niekoniecznie mam tu na myśli finał prowadzonej przez obrońców sprawy.

Wulgarny i niepochamowany babsztyl, jakim jest Chyłka, balansuje na granicy cierpliwości służb mundurowych i własnych klientów. Samoistnie poszerza granice prawa, aby tylko doprowadzić sprawę do zgodnej z prawem ogłady. Charyzma i bezczelność kobiety zapada wielu w pamięć, a samej bohaterce toruje drogę do zdobycia argumentów, które przechylą wagę na stronę obrońców. Wiele faktów nie ujrzałoby światła dziennego, gdyby nie pomoc młodego aplikanta. To Zordon staje się asem „Zaginięcia”. Nie ulega wątpliwościom, że młody prawnik chce pomóc klientom kancelarii i za wszelką cenę próbuje dokopać się do materiału, który zmiażdży oskarżyciela. Okazuje się być niezwykle samodzielny, potrafi wykazać się inteligencją, a także bohaterską postawą. Czyżby suwalskie lasy wpłynęły na podwyższenie poziomu męskości u Kordiana? Na krajobraz raczej bym nie stawiała, ale drzemiące w Zordonie uczucia mogły mieć znaczący wpływ na odważne zachowanie aplikanta. I dobrze, bo jako filigranowy chłopczyk nie byłby godnym reprezentantem kancelarii.

Nie wiem, czy wynika to tylko z wrażenia, ale „Zaginięcie” potwierdza moje zastrzeżenie z pierwszej części. Mróz niejednokrotnie przychyla wagę na stronę nikłego prawdopodobieństwa wystąpienia zdarzeń w rzeczywistym świecie. Tak jak „Kasacja” przyniosła niezniszczalnego bohatera w postaci Kordiana, tak druga część pokazała, że nad bohaterami wisi tajemnicze fatum, które chce wpędzić ich do grobu. Tym razem to Chyłce się dostało więc mamy remis w obrażeniach. Zdaję sobie sprawę, że nieszczęścia potrafią chodzić parami, ale wątek z wypadkiem zdaje się być niepotrzebny. 

Zaproponowany przez autora thriller sądowy stanowi idealny podkład pod scenariusz filmowy, a umiejscowienie akcji w okolicach Puszczy Augustowskiej pozwoliło na zwiedzenie pięknych i często dziewiczych terenów. Przyznam, że niejednokrotnie byłam zaskoczona tokiem prowadzenia sprawy zaginięcia dziewczynki, a regularne wychodzenie poza barierę prawa oraz zasad ludzkiego rozsądku, dodawało lekturze ostrości, za którą przepadam. Remigiusz Mróz udowodnił, że zniknięcie dziecka nie jest oklepanym tematem, a dzięki nietypowym okolicznościom i niekonwencjonalnym bohaterom, stało się trudną i wielopłaszczyznową zagadką.


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
KIEDYŚ PRZECZYTAM - 6/12 w STOSIE 1
MINI BOOK CHALLENGE 2016 - Powieść kryminalna lub thriller polskiego autora
POCZYTANIA 2016 - Czwarta książka ze stosika książkowego (2/4 zadania)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP