niedziela, 23 lipca 2017

"GRZESZNIK" - ARTUR URBANOWICZ | PRZEDPREMIEROWO

Zło daje człowiekowi olbrzymie możliwości. Pozwala nabrać niesłychanej pewności siebie, częstuje najdroższymi potrawami, pobudza do nawiązywania bliskich kontaktów, gwarantuje też ucieczkę od codziennych obowiązków. Jest piękne, wygodne i niebywale kuszące. I tak, jak małe grzeszki łatwo jest usprawiedliwić, tak te o większym kalibrze okazują się zazwyczaj drogą prosto do ludzkiej zguby. Właśnie takiego bohatera, doszczętnie podatnego na otaczające go zło, kreuje Artur Urbanowicz w mocno gangsterskiej i niezaprzeczalnie zaskakującej powieści grozy. Zaczyna się mroczny spektakl, który autentycznie daje do myślenia…

Marek „Suchy” Suchocki rządzi suwalskim podziemiem. W przestępczej codzienności pomaga mu grono zaufanych ludzi, dzięki którym mężczyzna cieszy się prawdziwym poważaniem. Mafijna rzeczywistość ulega zmianie, gdy z więzienia wychodzi jego poprzednik i zamierza ponownie objąć gangsterski tron. Grzegorz „Samiel” Samielewicz, ochrzczony niegdyś Grzesznikiem, nie patyczkuje się i bez wyraźnej zapowiedzi wkracza na teren Suchego. Nieczyste porachunki kończą się wyjątkowo tragicznie – Marek spada ze schodów, doznaje wstrząsu mózgu i ostatecznie budzi się po tygodniowej śpiączce w szpitalu. Szybko okazuje się, że przeciwnik wykorzystał jego niedyspozycję, nie tylko zdobywając lokal Suchego, ale też przejmując wiernych mu ludzi. Mężczyzna nie ma wielkiego wyboru, albo ustąpi, albo zostanie pozbawiony wszystkiego, co dawało mu chociażby ochłap szczęścia. Sytuacja pogarsza się, gdy Suchy przypadkiem zauważa swoje nowe i bez dwóch zdań przerażające zdolności…

Artur Urbanowicz osiąga najwyższy poziom literackiej manipulacji. Czytelnik zdaje sobie bowiem sprawę, że fabuła Grzesznika ma drugie dno i chce tak zdyscyplinować własne myśli, aby opleść je wokół misternie przygotowanego scenariusza. Nic z tego. Gangsterska powłoka powieści, nieustannie balansująca między daleko idącym czarnym humorem a realnym poczuciem grozy, tak angażuje uwagę, że nie sposób od początku wyczuć właściwe przesłanie. Należy też zaznaczyć, że autor zmienia własne podejście, proponując nie tylko krótsze rozdziały, ale przede wszystkim rezygnując z obszernych opisów, jakimi oplótł swoją debiutancką powieść Gałęziste. Tutaj stawia przede wszystkim na cięte i celowo przerysowane dialogi, stale rosnące napięcie, a także niesłychanie żwawą akcję, która co i rusz przynosi porcję niecodziennych wrażeń. Skupiony czytelnik doskonale jednak wie, że zaproponowana zmiana stylu jest jedynie pomysłowo obudowaną podpuchą, którą autor serwuje w taki sposób, aby właściwy charakter powieści został odkryty jak najpóźniej. Niezwykle trudno przewidzieć jest tu zatem finał, który po prostu należy przeżyć i zrozumieć.

Odpowiedzi na kluczowe pytania Artur Urbanowicz ukrywa głęboko w postawie głównego bohatera, którego kreacja zasługuje na duże słowa uznania. Marek Suchocki jest mistrzem brutalnego fachu i doskonale wie, jak przekonać innych do posłuszeństwa – na Suwalszczyźnie wszyscy grają tak, jak Suchy im zagra. Mężczyzna grzeszy dla przyjemności, trudni się nie tylko przemocą, ale też zdradą, kłamstwami i brakiem krzty szacunku dla własnej rodziny. Jego pokarmem jest strach w oczach innych, ale Marek nie zdaje sobie sprawy, że od teraz żywić się będzie wyłącznie swoim strachem. Autor serwuje Suchemu wstrząsający rozkład zajęć, w którym męczące go żywe koszmary okazują się jedynie preludium do pozbawionych litości scen. Coś ewidentnie zaczyna przejmować władzę nad duszą mężczyzny – czy to możliwe, że Marek jest opętany? 

Odbiorca uważnie śledzi zagadkowe poczynania Suchego, ale nie ma wątpliwości, że najbardziej intryguje go tytułowy Grzesznik. Pewny siebie, niezwykle czujny, stanowczy i bezczelnie opanowany mężczyzna, który każdorazowo tak steruje rozmową, aby jego rozmówca widział w nim najwierniejszego przyjaciela. Nietrudno zatem dostrzec, że Samiel to świetny manipulator, który za pomocą filozoficznych wypowiedzi i odpowiednio dostosowanej merytoryki jest w stanie przekonać do siebie niemal każdego, w tym nawet samego czytelnika. Odbiorca mimowolnie zaczyna bowiem uzasadniać sobie jego słowa i wsłuchuje się w nie tak, jakby ktoś realnie je obok wypowiadał. To niesamowite, jak bogaty materiał do przemyśleń wychodzi właśnie z ust Grzesznika. Transfer mądrości najbardziej wyczuwalny jest podczas emocjonujących i bez dwóch zdań angażujących spotkań, jakie odbywają ze sobą gangsterzy. Uważny czytelnik zapewne zauważy, że każda z siedmiu rozmów jest symbolicznym nawiązaniem do kolejnych grzechów głównych. Taki zabieg niezaprzeczalnie dodaje powieści religijnego wydźwięku, ale jednocześnie potwierdza, jak misterny plan przygotował autor. 

Główne kreacje są dopracowane i przekonujące, ale Artur Urbanowicz równie solidnie buduje wartościowy przekaz, którego rozszyfrowanie wymaga nieco skupienia. Tu nic nie jest przypadkowe, a czytelnikowi non stop towarzyszą emocje oraz niesłabnące napięcie. Każde z przeżywanych doznań wydaje się intensywne i w pewien sposób także prorocze. Pod warstwą gangsterskiej groteski i późniejszej atmosfery grozy ukryty jest tu bowiem duży wkład obyczajowy, w którym autor celowo skupia się na brudzie ludzkiego sumienia. W zgiełku transferowanych wartości łatwo wychwycić, że czasami trzeba samotnie dotknąć dna i dopiero poprzez samorefleksję oraz społeczny reset przywrócić sobie cień szansy na poprawę własnego losu. Nierzadko na pomoc przychodzi drugi człowiek – ktoś, kto nawet nieświadomie da porządnego kopa, wysłucha zmartwień, doradzi lub zwyczajnie dotrzyma towarzystwa. Autor wyraźnie skupia się na przyjaźni, ale podkreśla przy tym, że nadmierna ufność może wyprowadzić człowieka w pole. Przy okazji pokazuje też, jak wiele może zdziałać zarchiwizowane przez niektórych słowo „przepraszam”.

Artur Urbanowicz zaskakuje nie tylko mocnymi kreacjami i fabularnymi smaczkami, ale też opisem mrocznych miejsc Suwalszczyzny, które już w Gałęzistym przyprawiały o ciarki. Powrót na budzące grozę Cmentarzysko Jaćwingów, podobnie jak obserwacja porywającej człowieka rzeki, nie mogą być sielankowe, nie mogą też sprawiać pustego wrażenia. Zaczynają się tu zatem dziać takie rzeczy, które niełatwo logicznie zinterpretować, trudno też ocenić, czy ma się do czynienia z jawą, czy może tylko ze złym snem. Koszmary są bowiem ważną częścią tego mrożącego krew w żyłach spektaklu. Nie da się też ukryć, że powieść ma paranormalny wydźwięk, a ten element może niektórych zdystansować do lektury. Podobnie rzecz ma się z licznie użytymi wulgaryzmami, które z jednej strony ranią w oko, z drugiej zaś zdają się tej gangsterskiej fabule zwyczajnie potrzebne. Nie ma jednak wątpliwości, że całokształt jest niezwykle obrazowy i może nawet posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. 

Najpierw autentycznie rozśmiesza, potem otula realnym strachem, na końcu zaś rzuca wprost na dno ludzkiego sumienia. Artur Urbanowicz zaproponował właśnie fabularną rewolucję, której mafijny charakter okazuje się jedynie zwodniczym wstępem do mrocznego finału. Z czarnego humoru wyłania się tu bowiem klarowna powieść grozy, tak niespodziewana, treściwa i przerażająca, że odbiorca pochłania jej zawartość bez zbędnej zwłoki. Ten szalenie wciągający scenariusz został rozpisany tak, aby czytelnik mógł na własne oczy zobaczyć, jak smakuje ludzki egoizm. Grzesznik to powieść niecodzienna, mroczna i zaskakująca, a przy tym uruchamiająca prawidłowe myślenie. Dla mnie to książka skazana na sukces.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi oraz wydawnictwu Gmork.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP