„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

„TOPIELISKA – EWA PRZYDRYGA” | Gdy człowiek topi się we własnej bezradności…

Rodzinna tragedia, śmierć męża, zaginięcie dziecka, prostytucja, molestowanie, szczątki dziecka w piwnicy, dawne tajemnice, lęk przed ciemnością i wreszcie powracający od lat dziwny sen – wydawać by się mogło, że tak bogaty splot wątków fabularnych to za dużo dla jednej historii, ale jak pokazuje Ewa Przydryga, można stworzyć intrygującą fabułę i oprzeć ją na mocno różnorodnej podstawie. Topieliska to właśnie taki thriller – tematycznie bardzo zróżnicowany, w odczuciu natomiast nieśpieszny i całkiem klimatyczny.

Autorka oddaje tu głos głównej bohaterce – to Pola samodzielnie relacjonuje wydarzenia, dzięki czemu odbiorca nie tylko obserwuje kolejne sceny, ale też poznaje bieżące przemyślenia kobiety. To dość częsty zabieg w thrillerach psychologicznych, daje bowiem możliwość wejścia w skórę bohatera, ale w tym przypadku potencjał ten nie do końca się sprawdza. Niby czytelnik poznaje myśli Poli, próbuje też wielokrotnie zinterpretować dręczący ją od lat sen, ale jednocześnie nie czuje tej postaci na tyle, aby się z nią utożsamić. Prawdopodobnie jest to związane z minimalizacją strefy emocjonalnej, która zazwyczaj tworzy więź między bohaterem a jego odbiorcą. Tu tych uczuć zwyczajnie brakuje. Ogromna tragedia rodzinna, śmierć męża i poszukiwanie zaginionego dziecka to tak trudne tematy, że nie sposób tak szybko i niezauważalnie zdjąć ich ciężar z siebie. Pola niemal od razu zaczyna swoje poszukiwania, choć w moich oczach szuka niezdefiniowanego. Tak do końca nie wiadomo, co kieruje jej często spontanicznymi ruchami – z pewnością nie jest to poszukiwanie synka. W Topieliskach brakuje mi zatem nie tylko ludzkiej strony głównej bohaterki, ale też celu fabularnego, który motywuje ją do rozmaitych działań.
W tej historii pojawia się bowiem cały wachlarz wątków – początkowy wypadek i związana z nim tragedia rodzinna to tylko czubek potężnej góry lodowej. Na łamach jednej powieści Ewa Przydryga prezentuje tak rozmaite tematy, że każdy z nich mógłby stanowić motyw oddzielnej debaty społecznej. Ta różnorodność sprawia, że odbiorca łatwo wpada w sidła zastawionej pułapki. Śledzi poczynania bohaterki i próbuje zrozumieć, gdzie one ostatecznie ją doprowadzą. Trzeba w tym miejscu oddać autorce jedno – potrafi sprawnie manipulować czytelnikiem. Chociaż w trakcie kolejnych scen można mieć pewne podejrzenia, można nawet podejrzewać odpowiednie osoby, to jednak trudno rozrysować sobie w głowie dokładnie taki scenariusz, jaki finalnie został rozegrany. Ten element sprawia, że książkę Ewy Przydrygi, mimo jej dość nieśpiesznego tempa, czyta się naprawdę dobrze i przyjemnie. Co ciekawe, tytuł Topieliska nie jest bez znaczenia – autorka określa tym mianem złe doświadczenia życiowe, które swoją emocjonalną głębią tak bardzo topią człowieka w bezradności, iż ten zwyczajnie nie potrafi wydostać się na zewnątrz. Ta interpretacja z pewnością pomaga w prawidłowym rozumieniu zdarzeń.

Chociaż powieść Ewy Przydrygi nie jest w mojej opinii idealnym thrillerem psychologicznym – brakuje tu odpowiedniego tempa, strefy emocjonalnej głównej bohaterki oraz wyraźnie zarysowanego celu fabularnego – to jednak jestem przekonana, że Topieliska będą naprawdę świetną rozrywką dla niejednego miłośnika gatunku. Wachlarz pełen rozmaitych wątków, ukryta w snach tajemnica i jakże szalone rozwiązanie sprawiają, że książkę czyta się z prawdziwym żywym zainteresowaniem.

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

„KAŻDE TWOJE SŁOWO” – MARTA REICH | To słowa budują smak tej historii

Marta Reich – autorka, która kilka lat temu zauroczyła mnie szalenie inteligentnym debiutem kryminalnym (Morderstwo i cała reszta) oraz jego równie emocjonującą kontynuacją (Sztuki i sztuczki), właśnie wykonała odważny krok w stronę znacznie delikatniejszej literatury obyczajowej. Ten krok z pewnością zaskakuje, ale jednocześnie okazuje się nadzwyczaj przyjemny w odbiorze. Każde Twoje słowo to niezwykle poruszająca historia trzydziestoparolatków, którzy niesieni korporacyjną codziennością, nieoczekiwanie zaczynają mierzyć się z własnymi wspomnieniami. Tym samym, wracają do bolesnych emocji, które doszczętnie zmieniły ich ówczesne, jeszcze studenckie życie.

Ta opowieść fabularnie zawiera wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Tajemnicza historia zamknięta w skrzynce przeszłości, intensywne słodko-gorzkie przeżycia, sentymentalny przekrój Warszawy ostatniego dwudziestolecia i wreszcie wiarygodni współcześni bohaterowie, z którymi tak łatwo można się utożsamić. I jeszcze Londyn oraz szalone życie na emigracji, któremu tak łatwo dać się pochłonąć. Trudne decyzje, niefortunnie sformułowane myśli, dawne tajemnice i liczne niedopowiedzenia – to właśnie słowa, te wypowiedziane na głos, te ledwo wyszeptane i te celowo przemilczane – budują historię Karoliny, trzydziestoparolatki, wyraźnie pochłoniętej przez korporacyjną rzeczywistość. Gdy w pracy nieoczekiwanie pojawia się dawny ukochany Nelson, świat tej dwójki zaczyna lawirować wokół pozornie uśpionych wspomnień. Wracają piękne uczucia, wraca szczypta artystycznej duszy i wreszcie wraca ból rozbitego serca, które zdaje się wciąż tak bardzo krwawić.

Chociaż bieg wydarzeń jest raczej stonowany, z pewnością nieśpieszny, to jednak buzujące w bohaterach emocje sprawiają, że historia ta zdaje się nieprzerwanie żyć w umyśle czytelnika. Trudno przerwać lekturę choć na chwilę, trudno o niej nie myśleć – tak bardzo człowiek chce być częścią tego pięknego scenariusza. Warto też wspomnieć o niemal artystycznej scenografii, bo mimo zmiany gatunku literackiego, Marta Reich pozostała wierna jednemu – sztuce, która podobnie jak tworzyła osobliwe tło cyklu kryminalnego, tak i tutaj tworzy wyjątkową przestrzeń w życiu głównej bohaterki. To niesamowite, jak bardzo trafnie zgrał się ten motyw z kształtem całej fabuły. Podobnie trafiły do mnie retrospekcje, które prezentowane naprzemiennie z bieżącą akcją, sukcesywnie odkrywały kolejne rąbki tajemnicy.

Niezwykle piękna, intrygująca, mocno sentymentalna i przede wszystkim absolutnie wciągająca! Każde Twoje słowo to dla mnie esencja literackiej przyjemności – w stworzonym przez Martę Reich świecie jest bowiem wszystko, czego potrzebuje kompletna powieść obyczajowa. Świetna fabuła, intensywne ludzkie emocje i wreszcie dawne tajemnice – przyznaję, że jestem doszczętnie zachwycona tym tytułem!
„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

Napisać dobry kryminał nie jest rzeczą prostą. Potrzebny jest nie tylko osobliwy główny bohater i jakaś zbrodnia, ale też przemyślana, dobrze rozpisana i przede wszystkim mocno tajemnicza intryga, której ogniwa będą porządnie trzymać odbiorcę w napięciu. Oczywiście, przydałby się też sprawca zbrodni, który swoim sprytem zaskoczy nie tylko głównego bohatera, ale też samego czytelnika. Ta reguła zdaje się być literackim pewniakiem, ale jak pokazuje debiutujący na rynku wydawniczym Maciej Klimarczyk, można nieco zaryzykować i zamiast przeciągle ukrywać sprawcę, wystarczy zaangażować go do najważniejszej roli…

Śpiewaczka właśnie taka jest. Tytułowa bohaterka sama przyznaje się tu do morderstwa i realizując swój przebiegły plan, zaczyna psychologiczną grę ze śledczymi i lekarzami. W tym przypadku pytanie nie brzmi „Kto zabił?”, a raczej „Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?”. To właśnie ta celowa jawność sprawcy wpływa na wyjątkowy charakter powieści. Niby czytelnik wie znacznie więcej niż prokuratura i zajmujący się sprawą śpiewaczki lekarze, ma wręcz okazję uczestniczyć w akcie krwawego morderstwa, a jednak motyw działań Elizy Kanteckiej długo pozostaje pod nadzorem tajemnicy. Motyw lub jego brak, gdyż wyspecjalizowane oko psychologów doszukuje się tu także innej, zaskakująco patologicznej możliwości. Jedno jest pewne – słynna primadonna opery bydgoskiej właśnie podjęła się roli życia.
W umyśle śpiewaczki zauważalnie buzują rozmaite emocje. To właśnie one uruchamiają mechanizm zła, a ten buduje coraz większą sieć kłamstw i celowych manipulacji. Tu mimo otwartości działań, do końca nie ma stuprocentowej pewności, jak dokładnie działał umysł Kanteckiej w momencie zbrodni. Jedno jest jednak pewne, autor – psychiatra, seksuolog i doktor nauk medycznych – w niesamowity sposób przemierzył własną wiedzę zawodową, aby zbudować historię nie tyle interesującą, co naprawdę świeżą, intrygującą i przede wszystkim mocno przekonującą. Co ciekawe, autor fabularnie przemierza nie tylko bydgoskie ulice, ale dodatkowo urozmaica powieść w akcenty rodem z samego Watykanu. Sceny te, choć początkowo mało związane z wątkiem głównym, finalnie okazują się mieć duże znaczenie w całej historii.

Nieszablonowa intryga kryminalna, mocno psychologiczny charakter powieści oraz swoista postać primadonny-morderczyni sprawiają, że Śpiewaczka to powieść zaskakująco świeża, zagadkowa i z pewnością przekonująca. Debiutujący tym tytułem Maciej Klimarczyk – psychiatra i seksuolog w życiu zawodowym – świadomie zagłębia się w umysł głównej bohaterki, sprytnie manipuluje jej myślami i wykorzystując mało zbadane przypadki chorobowe, daje śledczym materiał do iście medycznych przemyśleń. Debiut pana Klimarczyka polecam nie tylko miłośnikom rasowego kryminału, ale też fanom thrillerów psychologicznych – przy tej historii po prostu nie sposób się nudzić. 
„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

Były gliniarz ponownie w akcji. Takich bohaterów widział już nie jeden kryminał, a jednak duetowi Beacie i Eugeniuszowi Dębskim udaje się stworzyć postać, której działania śledzi się z żywym zainteresowaniem. Usunięty ze służby za przestępstwo – de facto, niepopełnione – Tomasz Winkler podejmuje się sprawy morderstwa, która w policyjnych aktach została już odsunięta w przysłowiowy kąt. Dwudziesta trzecia to powieść z pewnością wyjątkowa – sprawca jest tu bowiem teoretycznie podany na tacy, a stawianym pytaniem nie jest „Kto dokonał zbrodni?”, a raczej „Jak udowodnić, że to właśnie on?”.

Samo morderstwo nie jest w żaden sposób osobliwe. Ofiarą okazuje się małżonka bogatego biznesmena, który to zdesperowany jawną niemocą policji, oferuje Winklerowi nagrodę pieniężną za zdobycie dowodów pogrążających domniemanego sprawcę. To właśnie z taką sprawą próbuje się zmierzyć były stróż prawa. Bohater zgoła interesujący – głównie przez wzgląd na parszywy błąd przeszłości, a mianowicie składanie zeznań przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Co warto podkreślić, to właśnie środowisko lekarzy zdaje się ważne w toku podjętej przez niego sprawy. Były gliniarz nie działa jednak sam. Jego nieodzownym suportem okazuje się 80-letnia babcia Roma, maniaczka sudoku i jednocześnie miłośniczka mocniejszych trunków, z którą to Winkler nieprzerwanie prowadzi rozbrajające swym sarkastycznym podłożem dialogi – rozmowy tej dwójki zaprawione są zatem naprawdę uroczymi złośliwościami. Nieocenionym wsparciem dla tego duetu okazuje się też znajoma Iwa, specjalistka od trudnej młodzieży, z którą to razem w trójkę wpadają na trop znacznie bardziej przerażającej sprawy.
Wykreowana intryga jest w odczuciu naprawdę dobra, wciągająca i co warto wspomnieć, sposób jej przedstawienia zdaje się być daleki od współczesnych, często przesyconych krwią powieści kryminalnych. Tu autorzy skupiają się na klasyce, przede wszystkim na motywach i poszukiwaniu dowodów, poświęcając jedynie epizodyczną przestrzeń na opisy samych zbrodni. Akcja jest tu zauważalnie stonowana, nieśpieszna, czytelnik ma zatem zapewniony czas na spokojną analizę każdej sceny oraz każdej myśli głównego bohatera. Ten klasyczny w odczuciu kryminał potraktowany jest też bardzo opisowo, co z jednej strony sprzyja odbiorcom-detalistom, ale jednocześnie może przeszkadzać tym, którzy szukają swobodniejszej formy przekazu.

Dwudziesta trzecia to pozbawiony typowej brutalności kryminał miejski, wyraźnie nasączony klasyką, a przez to także nastawiony na szukanie motywów. Dość osobliwa postać byłego gliniarza oraz zaskakująco ironiczne dialogi między nim i babcią Romą sprawiają, że mimo mocno stonowanej, a z pewnością nieśpiesznej akcji, książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Powieść Beaty i Eugeniusza Dębskich polecam przede wszystkim tym, którzy szukają porządnego kryminału w starym klasycznym stylu.

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

„ON” – DIANA BRZEZIŃSKA | Ostrzeżenie dla każdej z nas…

Niezwykle przystojny, wyraźnie szarmancki i oczywiście dobrze ułożony – po prostu mężczyzna idealny, o jakim marzy prawie każda kobieta. Mężczyzna, któremu ufa się bezwiednie. Właśnie takiego bohatera przedstawia czytelnikom Diana Brzezińska w swojej powieści On. Książka, która zamiarem miała być prawdopodobnie gatunkowym thrillerem, w moim odczuciu okazuje się iście kryminalną historią z nutą prawdziwie dramatycznego ostrzeżenia.

Fabuła przedstawiona jest dwutorowo, odbiorca ma zatem możliwość śledzić bieg wydarzeń z dwóch różnych perspektyw, a tym samym zrozumieć, jak wielkie konsekwencje może przynieść nowo nawiązana relacja. Fatalne zauroczenie – tak nazwałabym uczucia, jakimi Anna obdarza nieoczekiwanego adoratora. Ślepo zapatrzona w wyśniony ideał mężczyzny, kobieta zwyczajnie wpada w jego pozornie przytulne sidła. Sidła psychopatycznego zła, o których bohaterka przekonuje się z czasem. Portret psychopaty to jeden z tych elementów powieści, który uważam za najlepiej zarysowany. Diana Brzezińska, prezentując bowiem działania mężczyzny, opisuje je za pomocą etapów poznawczych, stanowiących swoistą definicję tej zauważalnie toksycznej relacji. I co ważne, nie jest to prezentacja podręcznikowa, a raczej niecodzienne ostrzeżenie ubrane w sfabularyzowaną historię kryminalną.
Ogromnym plusem powieści jest także jej lekki i przejrzysty styl. Nie ma tu długich nużących opisów, autorka nie skupia się na czysto słownikowym opisie, w zamian oferuje przyjemną w odbiorze historię kryminalną, w której fragmentarycznie pojawiają się nawet wątki humorystyczne. Ten humor wyraźnie sprzyja rozluźnieniu i sam w sobie jest naprawdę zabawny, ale nie ukrywam, że mi osobiście kłócił się z powagą całej powieści. To samo dotyczy zaangażowania przyjaciółki prokuratora, która swoją charakterną i mocno sarkastyczną postawą zdawała się być niczym wyrwana z innej książki. Taką mam wręcz nadzieję, ponieważ jako odrębna postać, Gabriela Sawicka z pewnością mogłaby zdobyć serca wielu czytelników. Warto jeszcze wspomnieć słowem o kreacjach, a właściwie o braku typowego bohatera głównego. Chociaż Anna zdaje się być postacią pierwszoplanową, w końcu to jej relacja staje się fabularnym przykładem dla innych, to z jakichś przyczyn autorka blokuje jej pierwszy plan, wprowadzając na niego mało wyrazistych śledczych. To jednak taki szkopuł, który w mojej opinii będzie wadził jedynie niektórym.
Chociaż w powieść On wbiły się zbędne wątki humorystyczne, a zakończenie nie ma efektu zaskoczenia, to fabularnie tytuł ten okazuje się nie tylko przyjemnym w odbiorze dramatem kryminalnym, ale przede wszystkim swoistą przestrogą – takim sfabularyzowanym ostrzeżeniem, które powinna poznać każda kobieta. Powieść Diany Brzezińskiej polecam przede wszystkim tym, którzy w kryminałach szukają czegoś więcej niż tylko rozwiązanie zagadki.

„ZNACHOR” – MICHAŁ ŚMIELAK | Wyścig, w którym każdy oszukuje?

„ZNACHOR” – MICHAŁ ŚMIELAK | Wyścig, w którym każdy oszukuje?

Niejednokrotnie miałam wrażenie, że rynek kryminałów został już fabularnie nasycony. Stworzenie oryginalnej intrygi kryminalnej czy wykreowanie swoistych postaci, zdaje się przecież wyzwaniem niemal nieosiągalnym. Można się jednak pozytywnie zaskoczyć – okazuje się bowiem, że da się sprostać zadaniu i zbudować tak nieoczywistą historię, że dla wielu czytelników okaże się ona nie lada zagadką. Właśnie taką fabułę przedstawia Michał Śmielak w swojej książce Znachor – powieści kryminalnej, będącej debiutem polskiego autora.

Badania, diagnoza i on – wyrok śmierci w postaci nieuleczalnego glejaka. Właśnie w takiej sytuacji czytelnik poznaje głównego bohatera Krzyśka. Przerażająco negatywne rokowania nie pozostawiają złudzeń, jedyną szansą na wyjście z choroby jest wiara w cud, a dokładnie w cudowną moc tajemniczego uzdrowiciela. Tytuł książki nie jest zatem przypadkowy. To właśnie osobliwy znachor ma być tym, który pomoże wykonać niewykonalne. Dwudziestolatek trafia do domu cudotwórcy, lecz ten zamiast typowej terapeutycznej sesji, angażuje Krzyśka w poszukiwania groźnego mordercy. Jak się okazuje, na terenie całego kraju w dziwnych okolicznościach zaczynają umierać znani znachorzy i uzdrowiciele. Tajemniczy zabójca rozprawia się z ofiarami, korzystając z metod znanych z czasów polowań na czarownice…
Zgodnie z opisem na okładce, debiut Michała Śmielaka to wyścig, w którym każdy oszukuje. Trudno się z tym nie zgodzić, gdyż autor tak sprytnie manipuluje biegiem zdarzeń, że czytelnik nieświadomie co chwilę wpada w zastawione sidła. Szalona akcja kryminalna i cała ta otoczka związana z chorobą oraz cudotwórcami to tak niecodzienne połączenie, że mimo zauważalnie opisowego charakteru, książkę czyta się z wyraźnym zainteresowaniem. Warto też zauważyć, że autor uzbraja fabułę w swoisty czarny humor, który w niektórych fragmentach zdaje się być niemal prześmiewczy. Ten element nie każdemu przypadnie do gustu, natomiast w mojej opinii styl autora jest dzięki temu na tyle charakterystyczny, że można go uznać za obiecujący.

Zemsta wymierzana uzdrowicielom i przerażający powrót do dawnych metod polowań na czarownice – tak tematycznie wymieszana intryga kryminalna łączy się tu z człowiekiem podejmującym wymuszoną walkę o życie. Może nie ma wielkiego zachwytu, a szeroko otwarte zakończenie nie zaspokaja wszelkich potrzeb, ale przyznaję, że debiut Michała Śmielaka ma w sobie coś osobliwego – to lektura z pewnością pomysłowa, zaskakująca i mocno uzbrojona w ciekawostki historyczne. Patrząc całościowo, uważam zatem Znachora za powieść naprawdę godną polecenia.
„SPADAJĄCE ANIOŁY” – AGATA GINTER-BIENIAS | Cudowny chłopak, czy cień samego diabła?

„SPADAJĄCE ANIOŁY” – AGATA GINTER-BIENIAS | Cudowny chłopak, czy cień samego diabła?


Historie nasączone smakiem fantastyki nie są dla każdego. Z pewnością trudno w nich o rzetelność danych oraz zachowanie pełnej autentyczności, ale jednocześnie mają w sobie coś, co przyciąga żądnych wrażeń czytelników. Tym haczykiem niezaprzeczalnie jest ich klimat – magiczny, osobliwy i niecodzienny. To dzięki nim można oderwać się od ziemi i korzystając z usług własnej wyobraźni, przenieść się do zupełnie innego świata. Nawet, jeżeli sceneria tego świata łudząco przypomina znane nam realia. Właśnie taką fabułę proponuje Agata Ginter-Bienias w swojej debiutanckiej powieści Spadające anioły.

Tło tej historii już od początku zdaje się być mocno dramatyczne. Mała Vassey Camarillo traci rodziców, na skutek czego najpierw trafia do domu dziecka, a następnie do domu bezuczuciowej ciotki. Dziewczynka zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowej sytuacji, nie rozumie też, czemu ciotka traktuje ją z pogardą i wyraźną srogością. Każdy dzień to koszmar w oczach młodej bohaterki. Nieustanne zakazy ze strony ciotki i brak jakichkolwiek przyjaciół niosą za sobą nie tylko smutek i samotność, ale też trudną do opanowania bezradność. Życie Vassey zmienia się, gdy mimo ostrzeżeń ze strony przychylnego jej gajowego, wkracza na naznaczony tajemniczą legendą teren, a następnie nieoczekiwanie poznaje cudownego chłopaka. Nowo poznany zdaje się być ideałem, chętnie opiekuje się dziewczyną i wspiera ją w najtrudniejszych chwilach. Zauroczona Vassey zauważalnie odzyskuje wigor i cieszy się z nowej znajomości, ale czy będący zawsze we właściwym miejscu chłopak na pewno jest tym, za kogo się podaje? Czy na pewno prowadzi Vassey w kierunku szczęścia?
W tej powieści nic nie jest oczywiste. Można mieć różne myśli i rozmaite wyobrażenia, a jednak historia toczy się swoim osobliwym torem. Autorce z pewnością udało się wtopić w nią odpowiednią dawkę magii – na tyle dużą, aby zainteresować fanów lekkiej fantastyki, ale jednocześnie na tyle stonowaną, aby nie zniechęcić miłośników bardziej realnych klimatów. Historia młodej bohaterki nie jest przyjemna, dużo w niej smutku, bolesnych przeżyć i sączących się z oczu łez, ale trzeba przyznać, że zarysowany słowem pokaz emocji okazuje się naprawdę wiarygodny i przekonujący. Równie przekonujący wydaje się zastosowany przez autorkę styl literacki – niezaprzeczalnie lekki, prosty i tym samym łatwy w odbiorze. Spadające anioły to w mojej opinii taki tytuł, którym warto zapełnić sobie pustkę nadciągających jesiennych wieczorów.

„PRAWDA ZAPISANA W POPIOŁACH” – JOANNA JAX | Brutalna wojna minęła, ale ich życie trwa nadal…

„PRAWDA ZAPISANA W POPIOŁACH” – JOANNA JAX | Brutalna wojna minęła, ale ich życie trwa nadal…

Stworzenie fabuły z prawdziwą historią w tle nie jest zadaniem łatwym. Jeszcze większym wyzwaniem zdaje się być przeprowadzenie bohaterów przez dziesiątki burzliwych lat, w tym wierne odzwierciedlenie ich dawnej rzeczywistości, oddanie drzemiących w nich żywych emocji i przede wszystkim utrzymanie odbiorcy na wysokim poziomie zainteresowania. Takim talentem bezsprzecznie pochwalić może się Joanna Jax, która w zaskakująco ujmujący sposób połączyła ze sobą losy bohaterów znanych z dwóch wyjątkowych sag historycznych: Zemsty i przebaczenia oraz Zanim nadejdzie jutro. Prawda zapisana w popiołach to niezwykle przekonująca przeprawa przez lata wypełnione bezwzględną polityczną manipulacją. Nie mam wątpliwości, że jest to autentyczny obraz gorzkiej powojennej codzienności, w której głosem człowieka nierzadko rządził głos nieprzyjaznego systemu.
Szymek Wielopolski, Mateusz Rosiński, Nela Domosławska, Nadia Niechowska oraz Kuba Staśko – to tylko wybrane kreacje, znane z poprzednich sag, które można spotkać na łamach Milczenia aniołów – powieści stanowiącej fabularny zalążek nowej sagi. Joanna Jax przenosi odbiorcę do mało przyjemnych i mocno nasiąkniętych nowym porządkiem lat pięćdziesiątych, kiedy to zwykłe ludzkie dylematy często okazywały się efektem nieczystych zmian politycznych. W czasach, w których piętnowano odmienne poglądy, uciszano indywidualne spojrzenie na świat i brutalnymi szantażami zmuszano do tajnej współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, między bohaterami wciąż skrzą się rozmaite emocje, od pięknej przyjaźni i upragnionej miłości aż po niechciane konflikty i wreszcie niszczącą od środka nienawiść. Na domiar złego, wraca też niechciana uśpiona przeszłość, aby ze swym dramatycznym rozmachem przypomnieć o tym, co zdążyło już wyparować z obciążonej wojennym ciężarem pamięci. 
Warszawa, Poznań, Olsztyn, ale też Londyn i wyraźnie odległy Izrael – to właśnie w tych miejscach bohaterowie próbują łapać powojenny oddechu optymizmu i to właśnie te miejsca okazują się intensywną, widowiskową i przede wszystkim wiarygodną scenerią ich dotkliwych życiorysów. Równie przekonujące okazują się scenariusze dwóch kolejnych tomów. Krzyk zagubionych serc to przesiąknięty społecznymi wątpliwościami portret lat sześćdziesiątych, kiedy to trend wyznaczała gomułkowska „mała stabilizacja”, natomiast Śpiew bezimiennych dusz okazuje się wyjątkową przepustką do zatrważających scen wojny sześciodniowej, kiedy to młodzież walecznie wyszła na ulice, a tragicznym finałem wydarzeń stał się Grudzień ’70. Dobrze znanymi bohaterami wciąż targają największe dylematy, gwałtowne emocje i niedające spać wyrzuty sumienia, ale czas pokazuje, że nawet tak wyboista droga może prowadzić do nieco lepszego jutra.
Zjawiskowy spektakl osobowości w nasyconej historią scenerii to jedno, ale w tym wszystkim nie można zapomnieć o najważniejszym – o jakości, z jaką Joanna Jax każdorazowo traktuje swoją twórczość. Prawda zapisana w popiołach, podobnie jak poprzednie sagi, okazuje się bowiem pełnowymiarowym utworem literackim – niezwykle bogatym pod kątem fabularnym, nasiąkniętym ekspresyjnymi żywymi emocjami, podszytym wiarygodnym tłem historycznym i opakowanym za pomocą pięknego plastycznego języka, który nie tylko dopieszcza kolejne sceny, ale też zachwyca sam w sobie, dając poczucie pełnowartościowej lektury.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger