poniedziałek, 19 października 2015

KAŻDY MARZY O RAJU CZYLI "PASTWISKA NIEBIESKIE" JOHNA STEINBECK'A [RECENZJA]

Po szybkim spotkaniu z opowiadaniem „Myszy i ludzie”, postanowiłam nie rozstawać się jeszcze z amerykańskim autorem i jednym ciurkiem przeczytałam zbiór kilkunastu opowiadań, ubranych w jedną małą książeczkę „Pastwiska niebieskie”. Niby opowiadania były krótkie i niepozorne, a jednak każde z nich miało w sobie coś, co ciągnęło mnie, by doczytać rychło do końca.

Na pierwszy rzut oka widać, że kilkuletnie przebywanie Johna Steinbeck’a wśród robotników i częste podejmowanie prac dorywczych jako robotnik fizyczny na ranczo, wykreowało specyficzny dla niego styl mocnego realizmu. Opowiadania zostały wydane w 1932 roku, a ja czytając je po tylu latach od pierwszej publikacji, nie odczułam prawie stuletniej różnicy w czasie i mogę ze spokojem stwierdzić, że za kilkadziesiąt lat, ta aktualność będzie nadal, choćby w ogólnym przesłaniu przedstawionych historii.
„Pastwiska niebieskie” okazały się zbiorem zwykłych i jednocześnie niezwykłych historii mieszkańców urokliwej doliny nazwanej właśnie Pastwiskami Niebieskimi. Nazwa, której samo wyobrażenie nadaje piękna i magicznej scenerii, oznacza krainę wiecznej sielanki i dobrobytu. Dolina, dla każdego nowego przybysza, wydaje się rajem na ziemi, miejscem, w którym można spokojnie spędzić życie i doczekać się starości. Nawet czytelnik, nie wgłębiając się jeszcze w szczegóły poszczególnych opowiadań, ma ochotę tam pojechać, aby zamieszkać w drewnianym domku i cieszyć się otaczającą go przyrodą.

Autor pokazuje jednak, że jedząc oczami własnej wyobraźni, łatwo kupić przysłowiowego kota w worku. Nie są to bowiem opisy szczęśliwego pożycia mieszkańców doliny, a raczej wyłożone na ławę trudy codziennej harówki oraz konieczność pogodzenia się ze śmiercią lub chorobą bliskich. Jest to również utrata majątku, odrzucenie społeczne ze strony pozostałych mieszkańców, czy złamane serce i niepowodzenie w miłości. O tym, że „Pastwiska niebieskie” niosą harmonijne i szczęśliwe życie, daje znać jedynie ich niezaprzeczalnie bajeczny krajobraz. Wystarczy bowiem poznać historie mieszkańców, aby zobaczyć, jak bardzo brutalne potrafi być życie i jak bardzo złudne mogą być pozory pięknie zlokalizowanej kalifornijskiej krainy.

Każde opowiadanie Steinbecka to odrębna historia rodzinna. W sposób niekiedy banalny, autor uświadamia czytelnikowi, że podejmowane przez nas decyzje mają nieodwołalny wpływ na przyszłe zdarzenia. Motyw podejmowania decyzji przewija się wręcz w każdym opowiadaniu, ukazując swój nieodwracalny kierunek i prowadząc często do katastrofalnych skutków. Na każdej stronie mamy do czynienia z wyczerpującą pracą właścicieli ziemskich, nauczycieli, poznajemy też bohaterów borykających się z ciężkimi chorobami i tymi, którzy walczą o pozostawienie czegoś po sobie. Autor skupił się także na walce z biedą i zaznaczeniu, jak wiele człowiek jest w stanie zrobić, aby zbliżyć się do statusu społecznego pozostałych mieszkańców, aby nie świecić pustką w kieszeniach. Tu najlepszym przykładem jest opowiadanie o dwóch siostrach, które nie potrafią rozreklamować swoich domowych wyrobów kulinarnych i wpadają na pomysł zapraszania panów do kupowania przysmaków z tzw. gratisem w postaci kilku wspólnie spędzonych chwil.

O tej dolinie można powiedzieć wiele, ale z pewnością nie jest to kraina mlekiem i miodem płynąca. Jest to miejsce urokliwe na zewnątrz, jakich wiele na świecie, niepozbawione jednak chorób i męczarni codziennego życia, owiane niepokojem o lepsze jutro, pełne trosk i smutku. Żeby jednak nie wiać samym pesymizmem, napiszę, że „Pastwiska niebieskie” nie są doliną wzmożonego pechu i nieszczęścia, nie o to chodzi autorowi. Myślę, że John Steinbeck chciał pokazać, że cele do których dążymy i które wyobrażamy sobie jako zarzewie szczęścia i dobrobytu, niejednokrotnie okazują się jedynie suchym faktem, który jest, ale nic nie daje, a często pogrąża nas i zamiast piąć w dół, każe nam dreptać po schodkach coraz niżej. Trochę jak ze studiami, wielu młodych ludzi decyduje się na wybór kierunku, a po zdobyciu dokumentu-papierka, stają przed sądem własnej decyzji. Wtedy zauważają, że choć perspektywa była piękna, to realny świat jest inny i trzeba się z nim pogodzić, wybierając inną drogą. Za tę odwieczną prawdę ukazaną w pozornie błahy sposób, polubiłam twórczość Steinbeck’a. Pewnie jeszcze nieraz sięgnę po jego opowiadania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP