czwartek, 29 października 2015

Czy diabeł jest taki straszny jak go malują? | "DIABLI NADALI" - OLGA RUDNICKA [RECENZJA]

Diabli wzięliby tę pustkę, jaką czuję po zakończeniu najnowszej książki Olgi Rudnickiej. Zdumiewająca i zagadkowa komedia kryminalna, w której wsiąkamy w czeluścia pokręconych korytarzy dużej korporacji, właśnie zdobyła moje serce i szybko mi go nie odda. Tyle rozbrajających opinii i pochlebstw już dawno nie widziałam o żadnej pozycji, w końcu zawsze jest jakieś maleńkie „ale…”, stopniujące emocje czytelnika. Otóż tej pozycji nie można zarzucić wiele. Jeżeli jadąc autobusem lub metrem, śmieję się głośno i nie czuję jakiegokolwiek zawstydzenia, że patrzą na mnie zdziwione obce twarze, to utwierdzam się w przekonaniu, że Rudnicka stworzyła polepszacz humoru godny każdego polecenia i stała się lekiem na jesienny depresyjny nastrój.

Sama historia mogłaby się wydać banalna. Typowa szara myszka wkracza do wielkiego świata dużej firmy, gdzie znalezienie przyjaznej duszy okazuje się wyczynem godnym mistrza, staje się niejako usłużną sekretarką pozbawionego wszelkich morałów dyrektora kreatywnego. Mimo, że obydwoje dogadują się ze sobą jak przysłowiowy pies z kotem (pytanie: kto z tej dwójki tak naprawdę jest psem, a kto kotem?), to rozpustnie żyjący szef zdaje sobie sprawę, że trafił na perełkę wśród kobiet i choć tego nie mówi, to pewnymi działaniami, utwierdza Monikę w przekonaniu, że jej pracowitość i dozgonna (dosłownie) wierność, jest nieoceniona. Liczne złośliwości są u tej dwójki na porządku dziennym i nic nie zapowiada zbliżającego się zabójstwa szefa, którego martwego znajduje właśnie Monika. Czy dziewczyna przeżyje wstrząs po tej stracie? A może była to zemsta młodej sekretarki za wcześniejsze niemiłe traktowanie? 

Czegokolwiek sobie nie wyobrazicie, to i tak wymaszerujecie prosto w pole. Olga Rudnicka zagwarantowała czytelnikowi niejedno zaskoczenie i przyznam, że choć czułam, że akcja zabrnie w tym kierunku, w którym się potoczyła, to jednak zaplecze myśli działało i kreowało różne scenariusze. Myślę, że autorka wybrała ten najlepszy, który z pewnością spowodował wiele zdumienia na niejednej czytelniczej twarzy. Widziałam wiele porównań książek Olgi Rudnickiej do prozy Joanny Chmielewskiej i choć moje doświadczenie z młodą autorką opiera się tylko na tej jednej pozycji, to rękoma i nogami podpisuję się pod słowami innych czytelników. Jest to następczyni idealna, pomysłowa i potrafiąca utrzymać czytelnika w ryzach szalonego napięcia, jednocześnie kpiąc z pewnych schematów i standardów zachowań. Jak na tle fabuły wypadli bohaterowie?

Monika, młoda dziewczyna z głęboko skrywanym tupetem, wchodzi w progi korporacyjnej machiny, nie wiedząc, że jej świat zostanie kilkakrotnie potraktowany wirówką niezrozumiałych i mało ludzkich zachowań pracowników dużej firmy. Monika, której zasady moralne przez lata wpajał tatko, zostaje pracownikiem fabryki zła i trafia do sekretariatu prawdziwego diabła – dyrektora kreatywnego, Dagmara Różyka. Jej postać ewoluuje bardzo, przechodząc od mało miastowej świętoszki do zdecydowanej i często aroganckiej kobiety, która jednak pamięta o swoich wartościach. Choć Monika stara się nie dopuścić do siebie myśli o grzechu i złych mocach, to diabelski szef robi wszystko, aby utrudnić jej to zadanie i zburzyć jej konserwatywne podejście do życia.

Pan Różyk przedstawiony został jako postać stricte szablonowa – erotoman. Kobieciarz, Casanova i bałamutnik to nie są właściwe określenia. Różyk bowiem nie musi kobiet zdobywać. To one okrakiem zdobywają dyrektorskie biurko, stoją ciurkiem w długiej kolejce do jego spodni, gdzie ukryte diabelskie nasienie czeka, aby zrobić z nich kolejną erotyczną zabawkę na jeden raz. Różyk to nie jest szarmancki zalotnik, a świadomy rozpustnik, maniak seksualny i pożeracz damskich majtek. Po wstępnym rozeznaniu można łatwo zaszufladkować pana Różyka do roli klasycznej łachmyty i diabelca, ale poznając go bliżej, zaczyna się lubić to nędzne indywiduum. Przyznam, że krok po kroku, a właściwie strona po stronie, ten pospolity bałamut zaczął na mnie działać. Czyżbym stała się kolejnym anonimowym kociaczkiem w kolejce? Aż boję się pomyśleć… A może diabeł wcale nie jest taki straszny jak go malują i w głębi serca skrywa kolebkę anielskiej duszy?

Przyznaję, że głównych bohaterów trudno nie lubić. Co lepsze, autorka funduje nam także inne bogate charaktery. Zdzira, chuda kobieta w czerwieni, ubóstwiająca dyrektora Różyka, która nie cofnie się przed niczym, by uwieść diabelskiego szefa Moniki i wskoczyć z podniesioną spódnicą na jego zbereźne biurko. Filip Mrówczyński, sekretarz Zdziry, okazuje się zwykłym pomiataczem i pomagierem bezlitosnej szefowej. Na uwagę zasługuje też bliska rodzinka Moniki, której przedstawiciele w postaci taty i trzech zawziętych braci, nie odstępują dziewczynie na krok i pilnują jak oka w głowie. Widać, że Monika jest dla nich rodzinnym diamentem, którego gotowi są strzec na zabój. Najmniej rozbudowaną emocjonalnie postacią jest dla mnie Mateusz, młody policjant, a jednocześnie sąsiad Moniki, kolega od wspólnego biegania i jak się okazuje ten, który ma być podkładem na mężczyznę życia. W tej postaci zabrakło mi trochę spontanicznego blasku i policyjnego sprytu, myślę, że jako druga połówka, mógł wykrzesać z siebie więcej ikry. To nie znaczy, że go nie polubiłam, choć uznaję tę postać za najsłabiej wykreowaną. Do czegoś chciałam się przyczepić i padło właśnie na Mateusza, niech biedak troszkę pocierpi za swoją bezczynność…

Piszę na Mateusza, a sama nie wiem, gdzie miałam głowę, nie sięgając do tej pory po książki Olgi Rudnickiej. „Diabli nadali” to powieść, na którą nieświadomie długo czekałam. Przyniosła duży worek uśmiechu, pudełko kryminalnych wątków, sensacji, intryg i zemst, a do tego dużą garść zaskoczenia, przy którym kopara po prostu opadła. Naprawdę żal nie przeczytać.


Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję portalowi:

www.sztukater.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP