wtorek, 27 października 2015

POJEDYNEK EMERYTA ZE ŚMIERCIONOŚNYM ZŁODZIEJEM MERCEDESA [RECENZJA]

Właśnie zakończyłam swoje pierwsze starcie ze Stephenem Kingiem i jak się okazało, było to spotkanie z debiutem autora w kategorii powieści detektywistycznych. Przyznam, że żałuję iż zaczęłam właśnie od „Pana Mercedesa”, bo choć lektura była przyzwoita, to nie zostanie za długo w mojej pamięci, a moje wyobrażenie o Kingu nie będzie tak fascynujące, jak wcześniej sądziłam. Książkę uznaję za poprawną, z bardzo dobrze wykreowanym bohaterem – zabójcą, ale po amerykańskim pisarzu spodziewałam się czegoś, co powali mnie na łopatki i sprawi, że wsiąknę w fotel, czy inny tapicerowany mebel, na którym siedziałam w trakcie lektury. 
 
Jak się szybko okazało, głównym bohaterem powieści jest emerytowany policjant Bill Hodges, którego uroku nie potrafiłam rozgryźć do końca. Postać wykreowana przez Kinga jest nijaka, pozbawiona błysku i nie emanuje entuzjazmem. Jest to zwykły emerytowany policjant, na którego drodze stanął nieobliczalny szaleniec i chce doprowadzić go do samobójstwa. Oczywiście Hodges, działając nie do końca zgodnie z prawem, stara się samodzielnie odszukać psychopatę, aby dokończyć to, co nie udało mu się w trakcie kariery zawodowej. Chce zakończyć sprawę Pana Mercedesa, który posługując się skradzionym autem, wjechał w tłum ludzi poszukujących pracy i zebrał przy tym kilkuosobowe mordercze żniwo. Sprawca, dzięki panującej mgle i ogromnemu zamieszaniu, ucieka z miejsca zdarzenia i tym samym, staje się jednym z najbardziej poszukiwanych, groźnych przestępców. Sprawa wydaje się ciekawa, wręcz mroczna, a mordercą muszą kierować dziwne i niezrozumiałe pobudki. Początek zatem zachęca, aby drążyć dalej wokół niebezpiecznego kierowcy mercedesa, by jak najszybciej poznać motyw jego niecodziennego zachowania.

King nie każe nam długo czekać i wprowadza dwie ramy przestrzenne. Podążamy stale za działaniami Hodges’a, ale równolegle towarzyszymy zabójcy, którym okazuje się Brady Hartsfield. Psychologię mordercy poznajemy z jego własnych myśli, zachowań i działań. Świadomość bycia innym, fascynacja dużą liczbą ofiar, a nawet kazirodcze zboczenie w stosunku do własnej matki, to cechy charakterystyczne dla Brady’ego.

„Żadnych powiązań z którąkolwiek z ofiar, żadnych motywów, tylko cholerny dreszczyk zabijania.”

Uważam, że ta postać jest idealnie spisanym portretem mordercy, niby zwykły człowiek, sąsiad, sklepikarz, a w tym przypadku lodziarz z budki, a jest to największy plus książki. King świetnie manipuluje bohaterem, którego myśli znacząco różnią się od wypowiadanych słów, a dzięki temu przedstawiają czytelnikowi tok jego rozumowania i coraz bardziej wyrafinowanego postępowania. Charakterystyka tej postaci została dopracowana z największą starannością i wielokrotnie przewyższa Billa Hodges’a, który traci na jakości.

Muszę oddać pokłon w stronę autora za bogactwo języka, jakim się posługuje. Z wielu artykułów i recenzji innych powieści wiem, że to właśnie styl pisarski Kinga oraz mocno rozbudowane opisy, świadczą o jego umiejętnościach w budowaniu całokształtu książki. Obawiam się jednak, że tak, jak w horrorach i powieściach grozy, mocno rozbudowane fragmenty akcji, budują szeroko pojęte napięcie, tak w powieści detektywistycznej, mogą powodować delikatnie znużenie, bądź odczucie wydłużenia akcji. Lektura „Pana Mercedesa” męczy bardziej niż niejedna inna książka. Opisy są na tyle szczegółowe, że nie ma szansy, aby pracowała tu własna wyobraźnia. King narzuca dokładną scenerię i charakterystykę osób, co powoduje, że kreatywna część umysłu zaczyna się buntować, chciałaby, aby niektóre fragmenty historii wyglądały inaczej. To powoduje utratę czytelniczych sił, po dziesięciu stronach można odnieść wrażenie, że przeczytało się ich minimum czterdzieści. Nie jest to spowodowane źle poprowadzoną akcją, a właśnie tym wymuszonym obrazem całego przedstawienia. Osobiście, jako czytelniczka, lubię tworzyć bohatera sama, korzystając tylko z niektórych epitetów, jakich użył wobec niego autor i wykorzystując poniekąd te, które mi odpowiadają. Stephen King skutecznie to uniemożliwia, nie dając pola do popisu dla wyobraźni czytelniczej.

Niejako podsumowując „Pana Mercedesa”, przyznam, że chwilowo odpocznę od Stephena Kinga i jego dość specyficznego stylu. Wrócę do lektur pisarza, aby przekonać się o jego fenomenie, ale ukierunkuję się na którąś z bardziej znanych powieści grozy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP