środa, 23 grudnia 2015

[RECENZJA] "ZATAŃCZ Z MORDERCĄ" - MARY HIGGINS CLARK | „Kocha muzykę, kocha taniec"

Czy korzystaliście kiedyś z portali randkowych lub ogłoszeń towarzyskich? 

Może mieliście okazję przekonać się, jak bardzo opis z ogłoszenia może różnić się od rzeczywistości. Pan, którego profil wskazuje na 185 cm wzrostu, okazuje się wręcz kurduplem, a ten, który wskazał siebie jako duszę towarzystwa, boi się odezwać na pierwszym spotkaniu. Takie sytuacje mają miejsce praktycznie codziennie i mogą być powodem do zabawnych randkowych wspomnień po latach. Czy da się jednak przewidzieć, że osoba, której ogłoszenie pasuje do naszych preferencji, czyha na nasze życie?

To, że kiedyś przeczytam książkę „Zatańcz z mordercą” autorstwa Mary Higgins Clark wiedziałam już od około 12 lat, bo właśnie wtedy obejrzałam film, który powstał na podstawie tej powieści. Zapamiętałam obraz na tyle dobrze, aby móc zweryfikować go z jakością książki. Jakie są moje odczucia, przekonacie się za chwilę. 

Dekoratorka wnętrz – Darcy oraz projektantka ekskluzywnej biżuterii – Erin, stoją właśnie u progu własnej kariery. Chcąc pomóc znajomej producentce telewizyjnej, Nonie Roberts w przygotowaniu programu o różnych stronach osób umieszczających ogłoszenia matrymonialne, zaczynają odpowiadać na anonse i umawiać się z kolejnymi kandydatami. Kobiety traktują to przede wszystkim jak dobrą zabawę, nie spodziewając się, jak tragicznie zakończy się jedna z randek Erin. Kobieta, po jednym z takich spotkań, nie wraca do domu. Po upływie pewnego czasu, jej ciało zostaje odnalezione na nadbrzeżu, na Pięćdziesiątej Szóstej Ulicy na Manhattanie. Policjanci od razu zauważają, że Erin ma na sobie dwa różne buty, jeden swój, a drugi to różowy pantofelek na wysokim obcasie.
Wszystko zaczęło się od Nań, piętnaście lat temu, trzynastego marca. Charley ucałował usta Erin, tak jak wówczas ucałował wargi Nań. Do trzynastego marca zostały jeszcze trzy tygodnie. Za trzy tygodnie sprowadzi tu Darcy i zakończy całą historię.
Ta okoliczność od razu przypomina policjantom o kilku podobnych śledztwach, w których ofiary zostały znalezione w dwóch różnych butach, z których jeden był pantofelkiem idealnym do tańca. Czy sprawy mogą być powiązane? Czy po Manhattanie grasuje naśladowca wydarzeń sprzed 15 lat?
Do tej chwili już siedem dziewcząt znalazło miejsce ostatniego spoczynku tu, w okolicy tego domu.
Każda z nich na prawej nodze miała wieczorowy pantofelek, na lewej zaś swój własny but...
Jako czytelnicy, mamy o wiele łatwiej niż policjanci prowadzący śledztwo. Od początku wiemy wszystko, mamy seryjnego mordercę podanego na tacy. Znamy jego przemyślenia i wiemy, kiedy zamierza zaatakować. Niestety, to nie my jesteśmy bohaterami tej książki więc nie możemy pobiec na policję, aby powstrzymać Darcy przed tym, co szykuje dla niej seryjny morderca.
Jestem przekonany, że znów mamy do czynienia z seryjnym mordercą, wybierającym ofiary za pomocą anonsów, i że tym razem jest on wyjątkowo inteligentny. Najprawdopodobniej chodzi o mężczyznę atrakcyjnego, wykształconego, między trzydziestką a czterdziestką. Takie kobiety nie zainteresowałyby się kimś niepozornym.

Choć żałoba Darcy po zmarłej przyjaciółce jest mało wyczuwalna, nie przeszkadza to współczuć bohaterce. Po chwilowym roztrzęsieniu, młoda kobieta chce przekonać się, który anons towarzyski okazał się być ostatnim dla Erin. Postanawia odpowiedzieć na te same ogłoszenia towarzyskie, na które odpowiedziała bliska przyjaciółka. Tylko jak pośród przystojnych, inteligentnych i sympatycznych mężczyzn rozpoznać niebezpiecznego psychopatę? Co z tym wspólnego mają buty do tańca?
Charley tańczy jeszcze raz z jej martwym ciałem. Piękne ciało nie stawia już żadnego oporu. Erin staje się jego Ginger, Ritą, jego Leslie, jego Nań i wieloma innymi. Gdy muzyka milknie, Charley zdejmuje z lewej stopy Erin pantofel i zastępuje go jej własnym butem.

Bohaterowie, jakich wykreowała pani Clark, zasługują na pochwałę. Darcy, której odwaga i profesjonalizm mogłyby położyć niejednego na łopatki, okazuje się równie nieświadoma i łatwowierna, co większość kobiet. Seryjny morderca, którego myśli i plany znamy niemal od początku, przejmuje nas swoją pewnością siebie i dziwną aurą, jaką wytwarza wokół śmierci. Poznajemy tajemniczy rytuał, który odprawia przy każdej z ofiar. Dowiadujemy się, do czego służą pantofelki na obcasie.

Mary Higgins Clark wprowadza nas w nietypowy nastrój, buduje piękne i zgrabne opisy, na które nie patrzy się z trwogą, a z podziwem. Ta powieść ma niejako kobiecą duszę, co okazuje się takie złudne… Wszystko, co jest jasne dla czytelnika, wyłożone jak kawa na ławę, okazuje się bańką mydlaną powoli pękającą w powietrzu. Autorka, mimo swego rodzaju przewidywalności, pokazuje, że potrafi zaskoczyć czytelnika w sposób zupełnie nieoczekiwany. Podoba mi się także aktualność tej książki w obecnych czasach, gdyby nie fakt, że mamy krótką wzmiankę z istniejącym jeszcze World Trade Center, mogłabym uwierzyć, że historia toczy się teraz. Polecam zarówno lekturę, jak i jej obraz filmowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP