środa, 13 grudnia 2017

"IMIĘ PANI" - KRZYSZTOF KOZIOŁEK | Jaką tajemnicę skrywają mury opactwa?

Ten gatunek z założenia powinien być intrygujący, charakterny i klimatyczny. Kryminał retro, bo o nim mowa, powinien też rzetelnie, merytorycznie i oczywiście wiarygodnie odzwierciedlać przypisany mu fragment historii. Chociaż fabularnie najczęściej dominuje w nim zagadka kryminalna, to właśnie epokowa otoczka sprawia, że czytelnik staje się niemal naocznym świadkiem opisywanej historii. Dokładnie takie wrażenie, do bólu przypominające żywy udział w wydarzeniach, przynosi lektura historycznego kryminału Imię Pani autorstwa Krzysztofa Koziołka.
Jest grudzień 1934 roku. Komisarz kryminalny Gustav Dewart wyrusza do opactwa benedyktynów w Grüssau (Krzeszów), aby w spokoju odreagować rodzinną tragedię. Towarzystwo mnichów wyraźnie nudzi policjanta, ale ten skrzętnie ukrywa własne myśli i razem z innymi bierze udział w corocznym nabożeństwie, odprawianym na pamiątkę odnalezienia odzyskanej po prawie dwustu latach ikony Matki Bożej Łaskawej. Po zakończonej mszy do uszu zebranych docierają przerażające wieści. Jeden z mnichów zostaje znaleziony martwy w klasztornej toalecie. Początkowo wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, ale kolejne zagadkowe zgony nie pozostawiają złudzeń. Na terenie opactwa ewidentnie panoszy się morderca. Chociaż lokalna żandarmeria nie chce słuchać wywodów Dewarta, to wzmożona dociekliwość komisarza nakazuje mu drążyć kolejne skały. Mężczyzna inicjuje zatem prywatne dochodzenie, którym mimowolnie przywołuje demony własnej przeszłości. 

Krzysztof Koziołek proponuje pełnowartościowy kryminał historyczny i nie ma ku temu najmniejszych wątpliwości. Autor aranżuje bowiem przedstawienie w taki sposób, aby czytelnik mógł uczestniczyć zarówno w prowadzonym incognito śledztwie, jak i w ówczesnych wydarzeniach społecznych, religijnych, czy nawet kulturalnych. Już sama intryga kryminalna, tak skrzętnie i drobiazgowo opracowana, okazuje się nie tylko składna i rzeczowa, ale też logicznie odziana w mylne poszlaki. Czytelnik widzi zatem, podobnie zresztą jak główny bohater, że tak mordercze pokłosie to nie żaden przypadek, a rzetelnie zaplanowane i przede wszystkim karygodne działanie. Niesamowite jest również umiejscowienie akcji, gdyż opactwo benedyktynów już samo w sobie zdaje się być osnute aurą tajemniczości. Krzysztof Koziołek sumiennie wykorzystuje mglisty charakter klasztornych korytarzy, co i rusz wtapia w ich mętne ściany szepty kolejnych ofiar, sprawiając tym samym, że powieść nabiera niemal enigmatycznego kształtu. 
Imię Pani to jednak nie tylko zatęchłe cele mnichów i duszący zapach mszalnych kadzideł, ale też klimat niemieckiego Dolnego Śląska z grudnia 1934 roku. Autor odwzorował ówczesne realia z misterną wręcz precyzją, detalicznie traktując zarówno dawne zwyczaje społeczne, religijne i kulturowe, jak i swobodnie posługując się germańskimi nazwami topograficznymi. Dawne nazwy miast, wsi i ulic, a także jazda automobilami i damy poszukujące modnych kapeluszy, to tylko przykłady potwierdzające, jak wielką pracę wykonał Krzysztof Koziołek, aby jego książka wiernie oddała przedwojenną rzeczywistość. Co ważne, autor nie tylko osnuwa fabułę ówczesnym tłem obyczajowym, ale zajmuje też czytelnika licznymi ciekawostkami. Niech za przykład posłuży przytoczony w powieści pożar wieży północnej bazyliki w Krzeszowie z 22 października 1913 roku, w którego efekcie rozbił się, dokładnie na 33 części, dzwon Emanuel. To właśnie takie fragmenty, przywołujące autentyczne wydarzenia sprzed lat, sprawiają, że książka klasyfikowana jako kryminał retro, okazuje się dla odbiorcy tworem kompletnym.

Zawiła intryga kryminalna oraz świetnie odwzorowany klimat to jedno, ale autor brnie w doskonałość dalej i oddaje w ręce czytelnika wyjątkowo zaciętego towarzysza, jakim niewątpliwie jest główny bohater. Gustav Dewart okazuje się personą nadzwyczaj osobliwą, której minione życie owiane jest większą tajemnicą, niż cały splot morderczych wydarzeń. Komisarz kryminalny od początku myśli konstruktywnie, jest metodyczny, rzetelny i dociekliwy, ale potrafi też, bez najmniejszego wahania, skorzystać z zasobów własnej intuicji. Odbiorca z przyjemnością podpatruje jego działania, otwierając szerzej oczy jedynie wtedy, gdy zamiast trzeźwości umysłu, widzi w Dewarcie jego drugą twarz – impulsywną, burzliwą i nieprzewidywalną. Autor podkreśla to wielokrotnie, dając tym samym znać, że obecny wizerunek bohatera wyklarował się przez piętno jego brutalnej przeszłości. Krzysztof Koziołek prowadzi tę postać z niebywałą wręcz konsekwencją i zamiast wprost opisywać przeszłość mężczyzny, przemyca jedynie jego myśli, z których odbiorca musi sam ułożyć sobie pełen obraz. Równie subtelnym elementem zagadki okazuje się pewna kobieta, która niejako łączy obecną akcję z minionym życiem komisarza. 
Powieść Imię Pani to bez dwóch zdań klasyczny kryminał retro, w którym odnajdzie się nawet najbardziej wytrawny miłośnik gatunku. Krzysztof Koziołek proponuje bowiem literacką podróż do przedwojennego Grüssau, które odwzorowane jego piórem, okazuje się niezwykle przekonujące. Osnuta wokół fabuły aura tajemniczości wciąż intensyfikuje ciekawość, a nieustannie serwowane ciekawostki, kuszą swoją autentyczną treścią. Do tego należy dodać zawiłą intrygę kryminalną, której bieg ewoluuje z każdą kolejną ofiarą, stale rozszerzając pole możliwych odpowiedzi. Lekturę szczerze polecam!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP