„NIECH TRWAJĄ TYLKO MIŁE CHWILE” – VIRGINIE GRIMALDI | Portret dwóch kobiecych bezradności!

„NIECH TRWAJĄ TYLKO MIŁE CHWILE” – VIRGINIE GRIMALDI | Portret dwóch kobiecych bezradności!

Macierzyństwo często przywodzi na myśl obraz miłości osobliwej, pięknej i nieskazitelnej, dla przyszłej mamy nieuchronnie okazuje się także naturalnym wyzwaniem – zadaniem emocjonalnie trudnym i niepokojącym, niechybnie obarczonym przeszywającą chimerycznością dnia. Szczególnie w kadrach, które mentalnie zdają się zmieniać dosłownie wszystko. Virginie Grimaldi nie pierwszy raz przedziera się przez otchłań matczynej wrażliwości, ponownie utrwala także gesty najtrudniejszych kobiecych doznań. Niech trwają tylko miłe chwile to powieść wymownie nasączona skrytością i przerażającą wręcz pustką.

Tu nie ma przestrzeni na delikatne emocje – autorka zamyka się szczelnie w myślach dwóch strwożonych bohaterek i to ich poruszającą intymnością buduje scenariusz tej przenikliwej historii. Narracja pierwszoosobowa sprawdza się tu idealnie, pozwala bowiem odbiorcy wkraść się w rzeczywistość obu kobiet, rozpoznać gorycz ich wyczerpującej codzienności i zwizualizować te faktory, które uczuciowo zdają się przytłaczać najbardziej. Jedna z nich mierzy się właśnie z przedwczesnym porodem – z zauważalną troską przemierza zatem szpitalne korytarze, nieustannie obserwuje smutki i radości rodziców naznaczonych podobnym doświadczeniem, z przerażaniem eksplorując niepewność dziecięcego zdrowia. Druga natomiast obciążona zostaje syndromem opuszczonego gniazda – bezradnie porusza się po pustym domu, próbuje pocieszyć się towarzystwem stęsknionego za synem psa, szuka w pokojach ukochanych dzieci, które w swej metrycznej dorosłości, znalazły już zarys własnej egzystencji. Élise to rozdzierające uosobienie samotności, to także wrażenie bezsilności w obliczu niespodziewanego żalu za utraconą rodzinną przeszłością. Ale wyraźnie pragnie nauczyć się być dla siebie osobą najważniejszą – chce zrobić sobie prezent w postaci własnego życia. Czytelnik przygląda się melancholijnym scenom z dużym zaangażowaniem, utożsamia się z troskami i wątpliwościami, nieprzerwanie szuka też przebłysków światła, oczami obu kobiet spragniony zdaje się nadziei i ochłapów szczęścia. Gdzieś ukradkiem interpretuje także nieco dydaktyczny zamysł fabularny – efektownie scalający ujmujący, aczkolwiek nieprzejrzysty wizerunek rodzicielstwa.

Portret dwóch kobiecych bezradności – historia w każdym geście piękna, wieloznaczna i poruszająca, w przemycanych wartościach, także życiowa, dojrzała i uniwersalna. Virginie Grimaldi plastycznie wdziera się w przejmujące strony macierzyństwa, ofensywnie ściera się z dojmującą samotnością opuszczonego gniazda, przemierza także wstrząsający motyw skrajnego wcześniactwa, napełniając wyobraźnię obawami, niepewnością i naturalnie kształtującą się refleksją. Przestrzeń tej powieści upojona zostaje smutkiem, ale też nadzieją oraz budującą chęcią poszukiwania własnej tożsamości – dla wielu może okazać się ukojeniem i potrzebnym duchowo wsparciem.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Sonia Draga

„FINDING BACK TO US” – BIANCA IOSIVONI | Historia pełna intymnych gestów, soczysta i poruszająca!

„FINDING BACK TO US” – BIANCA IOSIVONI | Historia pełna intymnych gestów, soczysta i poruszająca!

Miłości nie można zaplanować. Często pojawia się niespodziewanie, zaskakując kształtem, intensywnością, formą uzależnienia. Niejednokrotnie okazuje się jednocześnie obiektem żywej nienawiści, zdaje się być wręcz niewłaściwa, zakazana, niechciana. Ale wsiąka euforycznie w człowieka i staje się nieprzeciętną częścią jego codzienności. Bianca Iosivoni doskonale zna nieprzewidywalność uczuciowych zawiłości – to właśnie ich zdywersyfikowane barwy przedstawia w niesamowicie poruszającej powieści Finding Back to Us. Ten tytuł to początek fascynującej serii – zapowiadającej negliż nieznanego, pełnej namiętności, zadr i wrażeń boleśnie wypełniających serce.

A wszystko optycznie zaczyna się na lotnisku – w miejscu przepełnionym ludzką obecnością, gwarnym i scenicznie chaotycznym. To właśnie tam, przy niefortunnej próbie podniesienia walizki z taśmy, dochodzi do fabularnej inauguracji zdarzeń – do spojrzenia w twarz fundamentalnie znaną, choć nierozpoznaną, wyraźnie jednak nasączoną bladym wspomnieniem. Twarz przybranego brata. Twarz, która na sumieniu ma życie człowieka. Callie żyje właśnie tą interpretacją wypadku, w którym zginął jej ukochany ojciec. Siedem lat nieustającej żałoby. Siedem lat przeszywającego smutku. Siedem lat parszywej nienawiści. Kreacja tej bohaterki zdaje się być przesiąknięta bólem i rozgoryczeniem – ta młoda dziewczyna ewidentnie wypiera własne uczucia, dusi w sobie najtrudniejsze emocje, zanurzona w stracie oraz druzgocącej niepewności siebie, błędnie czyta w myślach innych. Jej narracja okazuje się nadzwyczaj intymna i ogłuszająca, nasączona nieustannie rozdrapywaną raną. Gdzieś w zarysie postaci drugoplanowych, Bianca Iosivoni narusza też inne motywy, w tym mocno zaakcentowane tu problemy finansowe.

Autorka przemierza wrażliwość Callie ze zdumiewającą głębią, wnika w korelacje rodzinne, akcentując przede wszystkim relacje z przyszywaną mamą, siostrą oraz przybranym bratem. Znienawidzonym bratem, który nieoczekiwanie zakorzenia się w jej obolałej duszy. Wbrew traumatycznym wspomnieniem i wbrew logice, ale na pewno w inscenizacyjnej zgodzie ze szczerością wzajemnych uczuć. Keith daleki jest od ideału – zaskakująco pewny siebie, w słowach jakby ironiczny, w oczach rozgniewanej dziewczyny, nieuprzejmy i szyderczy. Pozornie. Bo przecież prawdziwe intencje dla czytelnika wydają się klarowne. Tu złość namiętnie kłóci się z porywami złaknionego serca. Każdy kontakt, każde spojrzenie, każdy wzajemny gest – wszystko zdaje się takie nowe, nieznane, inne. Pełne płomiennego pożądania. I niepozbawione scen fizycznej bliskości. W scenach erotycznych powieść z pewnością pobudza wyobraźnię, sprawia wrażenie sensorycznej, upojnej i gorącej – nieuchronnie staje się portretem epizodycznych wrażeń, subtelnych chwil, naturalnej chęci zatracenia.

Bianca Iosivoni esencjonalnie pobudza wyobraźnię! To nie tylko namiętność nasycona pikanterią, to także romans przesiąknięty pokłosiem rodzinnej tragedii – zbudowany na fundamencie przejmującej nienawiści, zanurzony śmiało w rozkoszy zakazanych doznań. Historia pełna intymnych gestów, soczysta i poruszająca! Po prostu niepowtarzalna! Jestem zakochana w każdym słowie oraz w każdym fabularnym uniesieniu! Powieść piękna i nieskazitelna, choć boleśnie skażona żałobą i przeszywającym smutkiem. Traumatyczna przeszłość wraca, aby zdefiniować euforię sponiewieranych życiowo serc.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Jaguar

„POSŁANIEC” – ALEKSANDRA RAK | Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności!

„POSŁANIEC” – ALEKSANDRA RAK | Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności!

Małe urocze miasteczko, szczelnie zamknięta społeczność i tajemnice ukryte znamiennie w kurzu nadbrzeżnego czasu. Płotki zdają się być eksponatem na mapie wielu podobnych miejscowości, ale otulone potrzebną anielską serdecznością, tworzą także nieoczywistą metaforę ludzkiego dobra. Aleksandra Rak ponownie wraca nad polskie wybrzeże, aby w szumie esencjonalnych nadmorskich fal, poszukać ukojenia dla świetnie sportretowanych w Latarniku dusz. Posłaniec to mocno poruszająca historia, to także pięknie skrojona kontynuacja serii Szept anioła – dla mnie to podróż wyjątkowa, czarująca i nieszablonowa.

A wszystko w scenerii wyśmienitej, nieustannie szkicowanej chłonną wyobraźnią. Tu zimne polskie morze staje się bohaterem niecodziennym – wspierającym przyjacielem, ucieczką i nadzieją, to właśnie morskie uniesienia zdają się przecież szeptać anielskim głosem. Ten nieco magiczny wydźwięk powieści to bezsprzecznie jej ogromny atut – tu nic nie dzieje się przypadkiem, każde wypowiedziane słowo i każda migawkowa scena okazują się fragmentem ludzkiego przeznaczenia. Czytelnik wraca do enigmatycznych Płotek z dużym rozrzewnieniem, dostrzega nacechowane już wcześniej twarze, nieśpiesznie definiuje tytułowego Posłańca, przypominając sobie sukcesywnie strapienia znajomych serc i przywołując zgrzyty wzajemnych zależności. I czuje rozdzierający ich wnętrza smutek – doskonale bowiem wie, że tu jeszcze każdy ma przed sobą uciążliwą drogę, każdy walczy z demonami przeszłości lub kruchością codziennej egzystencji, każdy nadal próbuje znaleźć swoją komfortową przestrzeń. Każdy gubi się w emocjach bolesnych i niewyobrażalnie trudnych. Nieuleczalna choroba, niepełnosprawność, starość, przemoc domowa, bolesne rozstania, samotność – te motywy zaakcentowane są najbardziej i to w nich zatuszowana zostaje najpiękniejsza warstwa. Empatia. Ludzka uprzejmość – tu fragmentarycznie wyniesiona do postaci niemal feerycznej lub wręcz baśniowej, a jednak skradająca serce, wiarygodna i rozczulająca, niejednokrotnie podnosząca na duchu. Bo przecież najwięcej dobroci skrywa się właśnie w drugim człowieku, w jego spojrzeniu i naturalnej życzliwości.

Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności – niezwykle ciepła, budująca i esencjonalna w swym sentymentalnym charakterze. Posłaniec to nie tylko zagadkowa postać, to nie tylko przejmujące impulsy dobrodusznych scen, to przede wszystkim powieść zanurzona głęboko w emocjach hermetycznej nadmorskiej społeczności – w troskach zaprzyjaźnionych już wcześniej serc, w różnych obliczach ich codziennej wrażliwości. Tu każdy zdaje się żyć pokłosiem własnej tajemnicy, każdy buduje ukradkiem definicję własnej tożsamości. Aleksandra Rak otwiera wyobraźnię na potrzebę bliskości, rozgrzewa też nadzieję i wiarę w drugiego człowieka.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„KLUB CZYTELNICZY DLA SAMOTNYCH SERC” – SARA NISHA ADAMS | Jestem zachwycona i wstrząśnięta zarazem!

„KLUB CZYTELNICZY DLA SAMOTNYCH SERC” – SARA NISHA ADAMS | Jestem zachwycona i wstrząśnięta zarazem!

Każda książka to wyjątkowa podróż. Niejednokrotnie to wręcz mocno emocjonująca droga, gwarantująca zbawienną ucieczkę myśli – krótką chwilę, pozwalającą zapomnieć o trudach przyziemnej codzienności. Sara Nisha Adams daje taką szansę swoim osobliwym bohaterom – afirmując wybrane przez siebie dzieła literackie, udziela niecodziennej lekcji życia, staje się tym samym mentorką zagubionych uczuć i jednocześnie niespodziewaną inspiracją. Klub czytelniczy dla samotnych serc zaprasza w swe piękne poruszające progi.

Tu czytelnik oczarowany zdaje się być wielokrotnie, podziwiając nie tylko urzekającą stylistykę, ale przede wszystkim pokłosie fabularnego wnętrza. To pozornie scenariusz dwóch struchlałych samotności, a jednak uniwersalny portret ludzkiej bezradności – obraz epizodycznie pochmurny i promienny zarazem, momentami boleśnie rozdzierający duszę i podtrzymujący na duchu, nierzadko stymulujący do otwarcia się na własne dobro. Zainspirowana więzią z własnym dziadkiem autorka, intencjonalnie angażuje tu swoiste w swych słabościach charaktery: Mukesha, zanurzonego w niechcianej starości i boleśnie piętrzącej się tęsknocie za zmarłą żoną, oraz pracującą w lokalnej bibliotece Aleishę, nieco przygaszoną i wręcz antypatyczną w początkowych scenach, z biegiem zdarzeń otwierającą się nie tylko na własne emocje, ale też na potrzeby drugiego człowieka. W szczególności na nieporadność wspomnianego wdowca. Chociaż kreacje optycznie dzieli wyraźna przepaść, nieoczekiwanie stają się powiernikami swoich słów, zbliżają do siebie własne kruche samotności, wspierają się w chwilach najtrudniejszych, tych przeszywających, smutnych i wyraźnie traumatycznych – dzięki wspólnie odkrywanym książkom, budują fundament nieoczywistej przyjaźni. Kultowe powieści stają się tu unikalnym bodźcem życia – impulsem do konstruktywnego działania. Nie rozwiązują oczywiście realnych problemów, ale przenikają wyobraźnię i budzą chęć do dalszej egzystencji, do niesienia naturalnej pomocy, do wyjścia ze strefy komfortu, do przywołania bliskich relacji z córkami i ukochaną wnuczką, wreszcie do zdefiniowania najpiękniejszego z uczuć. Miłość pojawia się tu znienacka i można rzec niemal filmowo, lecz deklaruje się raczej nieśpiesznie, fragmentarycznie nieśmiało i wręcz zabawnie, ukradkiem spisując aforyzmy własnego przeznaczenia.

Jestem zachwycona i wstrząśnięta zarazem! To nie jest historia dwóch fabularnie zagubionych dusz, to nadzieja każdego bezradnego serca – opowieść w każdym detalu piękna, uderzająca i nieprzeciętna, jakby żywcem spisana z gestów ludzkiej samotności. Sara Nisha Adams intencjonalnie wdziera się w kontrasty codziennego życia, przenika wyobraźnię i słowa starannie dobranych powieści – to w ich uczuciowo inspirujących treściach, zakorzenia głód refleksyjnego jutra. To uniwersalna droga do definiowania siebie w żniwie brzemiennie panoszącej się straty – lekcja fragmentami smutna i nieoczywista, ale też budująca i dająca potrzebną nadzieję. W każdej scenie fascynująca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kobiecym

„ALMOST KISS. NIE FLIRTUJ ZE MNĄ NA FIZYCE” – AMY NOELLE PARKS | Nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers!

„ALMOST KISS. NIE FLIRTUJ ZE MNĄ NA FIZYCE” – AMY NOELLE PARKS | Nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers!

Nastoletni wiek zawsze rządzi się swoimi emocjami. Każdy młody człowiek inaczej przechodzi ten emocjonujący fragment życia, każdy mierzy się z nowymi bodźcami, rozterkami oraz wymogami, w aspekcie szkolnym niejednokrotnie także ambicjami własnych rodziców. Amy Noelle Parks narusza właśnie dylematy dojrzewających serc, otwarcie wgryzając się w ich dostrzegalnie nieprzeciętną codzienność. Bo przecież bohaterowie powieści Almost Kiss. Nie flirtuj ze mną na fizyce to prawdziwi szkolni geniusze, dla których zauroczenie okazuje się nie lada wyzwaniem.

Autorka robi coś iście absorbującego – oddaje głos dwójce wyjątkowych młodych ludzi, którzy w ferworze wieloletniej znajomości, doświadczają nieznanych sobie emocji. W oczach troskliwego Caleba kształtuje się wrażliwość na piękno uczuciowych doznań, natomiast Evie wyraźnie zatrzymuje się w otchłani bezpiecznej przyjaźni. Tym bardziej, że na jej siedemnastoletniej drodze właśnie pojawia się przystojny Leo – nowy chłopak na elitarnym korytarzu, równie sumienny w projektach szkolnych, jednocześnie boleśnie naznaczony trudną przeszłością. Właściwie każdy zdaje się tu skażony niedopowiedzianą pierwotnie traumą. Czytelnik odkrywa karty z biegiem poruszających scen, przedzierając się przez tak ważne tematy, jak presja rodziców, prześladowanie rówieśników, dyskryminacja kobiet w środowisku naukowym, a także najbardziej zaakcentowane tu stany lękowe, incydentalnie dotykające głównej bohaterki. A wszystko w aurze stricte naukowej, wręcz fizyczno-matematycznej – tak niecodziennej i pozornie nużącej, a jednak zarysowanej nadzwyczaj przystępnie, widowiskowo i czytelnie. Tu nie ma miejsca na akademicką oziębłość, w zamian wyczuwa się smak nadciągającej miłości oraz towarzyszącą jej nieustannie pasję do przedmiotów ścisłych. Tu fizyka dzieje się przede wszystkim w gestach serca.

Urocza, fascynująca, niespotykana – ochoczo wypełniająca przestrzeń zaskoczonej wyobraźni. Almost Kiss to historia nasączona pasją do zagadnień ściśle naukowych, to także nastoletnia miłość nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers. Ale nie tylko, to również poruszająca lekcja szacunku dla osób wyśmiewanych lub prześladowanych, zwłaszcza szkolnych geniuszy oraz kobiet w optycznie męskim gronie akademickim. Amy Noelle Parks sugestywnie wkrada się w emocje młodości, budując przy tym nie tylko sensoryczną, ale też uczuciową świadomość czytelnika.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„RZECZY, KTÓRE ROBIMY W CIEMNOŚCI” – JENNIFER HILLIER | Thriller osadzony w twistach zabrudzonej przeszłości

„RZECZY, KTÓRE ROBIMY W CIEMNOŚCI” – JENNIFER HILLIER | Thriller osadzony w twistach zabrudzonej przeszłości

Mroczna przeszłość lubi o sobie przypominać. Wraca zazwyczaj niespodziewanie, przywołując skażone fragmenty życia, tak sprytnie chowane w kurzu minionego czasu. I nie pozwala o sobie zapomnieć, chce być dostrzeżona, tym bardziej w obliczu śledztwa otulonego medialną wrzawą. Jennifer Hillier kreuje właśnie taką intrygę – zakorzenioną w chaosie brutalnych wspomnień, a jednak nasączoną smakiem codzienności współczesnych celebrytów. Rzeczy, które robimy w ciemności to thriller nieobliczalny w przebiegu zdarzeń, z pewnością frapujący i mocno enigmatyczny.

Już od pierwszej sceny odbiorca ma świadomość, że w tym mglistym scenariuszu, fabularnie zdarzyć się może dosłownie wszystko. Bo chociaż scenografia wskazuje na krwawą małżeńską zbrodnię, to jednak w wizerunku zdaje się być zbyt oczywista i zbyt esencjonalna. Ewidentnie domaga się eksploracji. Czytelnik wkrada się zatem w życiorys aresztowanej właśnie Paris Peralty i z należytą dociekliwością, przedziera się nie tylko przez teraźniejszy zarys jej wizualnej niepamięci, ale też przez regularnie kreślone tu brudy lat dziewięćdziesiątych, które bezsprzecznie mają znamienny wpływ na obecną sprawę. To właśnie grząska młodość znanej instruktorki jogi, intryguje i zdumiewa najbardziej, niejednokrotnie też zmienia obraz rysowanych wyobraźnią poszlak, podsuwając mniej lub bardziej spodziewane konwersje zdarzeń. To w niej czają się odpowiedzi gwarantujące świeże poczucie niepewności. Autorka perfekcyjnie buduje klimat – w odczuciu zmatowiały i nieprzenikniony, szczelnie zamykający intencje postaci w ich własnych doświadczeniach. Tu każda z kreacji zdaje się być zaangażowana intencjonalnie – każda zatem może okazać się gestem świadomej nieszczerości. I dopiero uderzający przebiegiem finał pokazuje, jak trudno jest zdefiniować zamysły każdej nich. Ten nieprzeciętny spektakl to także pokłon w stronę ważnych tematów, z których najbardziej zaakcentowana jest przemoc fizyczna i psychiczna wobec dzieci, także przemoc seksualna, uzależnienia oraz objawy depresyjne. Ten społeczny wkład niewątpliwie angażuje.

Thriller osadzony w twistach zabrudzonej przeszłości. Intrygujący, mroczny i nieprzewidywalny, spleciony solidnie węzłem ludzkiej przebiegłości. Pokerowe twarze, kłamstwa i niedopowiedzenia – to właśnie one tworzą wszechobecną tu duszną atmosferę, tak mgliście i enigmatycznie wypełniającą przestrzeń całej powieści. I zwodniczo przeszywają chłonne zmysły, nakazując dociekliwą obserwację niepokojących scen. Jennifer Hillier fabularnie zderza się z kanwą tematów ważnych i trudnych zarazem, obszernie portretując brzemienne skutki przemocy seksualnej oraz znęcania się nad dziećmi. Ta intryga domaga się zatem uważnego i jednocześnie wrażliwego czytelnika.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Muza

„WIOSNA CUDÓW” – MAGDALENA KORDEL | Fabularnie zagnieżdżona w prozie kobiecego życia!

„WIOSNA CUDÓW” – MAGDALENA KORDEL | Fabularnie zagnieżdżona w prozie kobiecego życia!

Małe miasteczka często urzekają ludzką serdecznością. Dla przyjezdnych nierzadko stają się synonimem błogiej sielskości, dla miejscowych natomiast okazują się nie tylko domem rodzinnym, ale też nazwą pewnej współzależności, tak wyrazistej w kontaktach interpersonalnych. Magdalena Kordel formuje właśnie taką scenerię – uroczą i pełną rdzennej zażyłości, jednocześnie narażoną na niepokojące gesty przeszłości. Wiosna cudów to niezwykłe preludium do świetnie zapowiadającej się sagi Przystań śpiących wiatrów.

Czytelnik z przyjemnością wkrada się w feeryczną przestrzeń tej powieści, sukcesywnie odkrywając jej subtelny kobiecy wydźwięk. I w morzu ekspresyjnych osobowości, doszukuje się tej najważniejszej – głównej bohaterki, do której roli zaangażowana zostaje nieodgadniona Stella. Najstarsza z siostrzanego grona, samodzielnie wychowująca synka, do tego zagubiona w euforycznej wizji własnych marzeń. To jej fabularna naiwność staje się przestrogą dla pochłoniętego lekturą odbiorcy – portretuje bowiem pokłosie ślepej wiary w ideały, konsekwencje nieroztropnego zaufania, szczególnie w zakresie beztroskiego lokowania własnych środków. To niezaprzeczalnie wartościowa treść, ale nie jedyna, która tak obrazowo i tym samym rzetelnie skłania do egzystencjalnych przemyśleń. Bezradna samotność osób starszych, brak odpowiedzialności wśród młodego pokolenia, trud samodzielnego macierzyństwa – te motywy zaakcentowane są najbardziej i to ich kompilacja stanowi przedział bezcennej tu warstwy obyczajowej, w niektórych scenach wręcz dramatycznej i zaskakującej. I to w tej osobliwej kruchej codzienności, zakorzeniona zostaje rodzinna zagadka – frapująca w swym niedopowiedzeniu, inscenizacyjnie mglista i niebezpieczna, ewidentnie czekająca na odpowiednią interwencję. Ten spektakl to także kwitnące ukradkiem uczucia – nieśpiesznie wypełniające serce, delikatne i tak cudownie niespodziewane.

Wyśmienity wstęp do mocno angażującej sagi Przystań śpiących wiatrów – historia czarująca, tajemnicza i nieoczywista, fabularnie zagnieżdżona w prozie kobiecego życia. Magdalena Kordel interpretuje różne oblicza scenicznej naiwności, każe zbierać żniwa niesłusznych decyzji, jednocześnie aranżuje nadzieję w drugiego człowieka, eksponując gesty życzliwości oraz intencjonalną przewrotność ludzkiej egzystencji. Perfekcyjnie oddaje także małomiasteczkowy klimat – hermetyczny w swej lokalnej zażyłości, jednocześnie charyzmatyczny w szaleństwie niecodziennych zdarzeń.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem W.A.B.

„MORZE WSPOMNIEŃ” – FIONA VALPY | Portret miłości niezapomnianej

„MORZE WSPOMNIEŃ” – FIONA VALPY | Portret miłości niezapomnianej

Opowieści naruszone wojną zawsze poruszają ludzkie serca. Nawet te czysto fabularne, wyklarowane poza obrazem autentycznych wspomnień. Bo przecież stanowią scenariusz prawdopodobny, często w opisie bardzo realistyczny, może nawet prawdziwy dla kogoś, kto nie miał szans samodzielnie zrelacjonować własnych doświadczeń. Fiona Valpy aranżuje właśnie taką historię – inscenizacyjnie możliwą, emocjonalnie natomiast piękną i wzruszającą, w niektórych scenach wręcz zatrważającą.

Tytuł tej powieści nie jest oczywiście przypadkowy – to właśnie wspomnienia starszej kobiety przedzierają się do wyobraźni czytelnika, to one stanowią grunt dla rozdzierającej powieści. I chociaż Ella zauważalnie zbliża się do skraju własnego życiorysu, z pewnością bliska jest zapomnienia fabularnej treści, chce utrwalić jego smak piórem własnej wnuczki – zaniepokojonej smutną codziennością Kendry. Wkradając się do zatrwożonych myśli bohaterki, czytelnik mimowolnie asymiluje się z towarzyszącymi jej zmartwieniami. Przygaszone relacje z mężem, problemy finansowe oraz ukochany synek ze stwierdzonym autyzmem – autorka nie oszczędza tej kreacji, na jej przykładzie wyraźnie chce pokazać, że nie wszystko, co wydaje się zepsute, nadaje się do wyrzucenia. Czasami potrzebna jest cierpliwość, innym razem praca nad sobą lub własnymi emocjami. Szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą autentyczne uczucia. To właśnie w ten niekłamanie pragmatyczny sposób, Fiona Valpy próbuje wyeksponować przewrotność ludzkiej egzystencji – tak niepewnej, dotkliwej i mglistej, nierzadko też przygnębiającej, a jednak pełnej krótkich przyjemnych chwil, epizodycznie zatem uśmiechniętej i subtelnie kojącej. I z taką samą ekspresją wgryza się w rzeczywistość młodej Elli – to w jej przedwojennym, zaledwie siedemnastoletnim sercu, toruje miejsce na najważniejsze doznania, wraz z nią eksploruje liryczny charakter pierwszej miłości, wymownie ściera się także z wojennym okrucieństwem – tak traumatycznym i wymagającym, bezspornie pozbawiającym złudzeń.

Portret miłości niezapomnianej. Historia niezwykle piękna, uczuciowa i rozczulająca, jednocześnie boleśnie przeszywająca przestrzeń zaabsorbowanej wyobraźni. W tym zarysie namiętność rodzi się na plaży przedwojennej przeszłości, podobnie jak marzenia o życiowej tożsamości. Tu wojna okazuje się nośnikiem fabularnych zmian. Morze wspomnień to mocno sentymentalny zapis słów starszej kobiety, jednocześnie narracja dorosłej już wnuczki – żony i matki, zanurzonej odczuwalnie w głębi egzystencjalnych wątpliwości. Fiona Valpy nie oszczędza swoich bohaterek, nie szczędzi też czytelnika, integruje się bowiem z życiową niepewnością, tak naturalną dla każdego człowieka...
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger