„SPOTKAMY SIĘ POD DRZEWEM OMBU” – SANTA MONTEFIORE | Pamiętnik swoistej miłości zakorzenionej na argentyńskiej pampie!

„SPOTKAMY SIĘ POD DRZEWEM OMBU” – SANTA MONTEFIORE | Pamiętnik swoistej miłości zakorzenionej na argentyńskiej pampie!

Miłość nie wybiera łatwych dróg. Nierzadko zmuszona jest tarzać się w niechcianych tajemnicach, aby pod osłoną czarnej nocy, uszczknąć dla siebie odrobinę wspólnej radości. Bo nie zawsze wypada. Nie zawsze można uciec przyjętym konwenansom. Nie zawsze ma się wsparcie wśród najbliższych. Czasami trzeba zebrać smutek do kalendarza wspomnień i w jego pokłosiu utorować sobie ścieżkę do nowej, nawet jeśli mniejszej przyjemności. I właśnie taki scenariusz buduje Santa Montefiore w niezwykle poruszającej powieści Spotkamy się pod drzewem ombu.

Ta historia mieści w sobie tak wiele... To przecież prawie siedemset stron fabularnego życia. Czytelnik przemierza argentyńską pampę z dostrzegalną łagodnością, ewidentnie potrzebuje chwili, aby dokładnie zapoznać się z twarzami nakreślonej tu sumiennie rodziny Solanas. Tu każdy zdefiniowany zostaje zarysem upływających lat, każdy ma przypisane intencje i nie pozostaje wobec nich dłużny. Autorka prowadzi opowieść w różnych ramach czasowych, wizualizując temperament Sofii od beztroskiego okresu dzieciństwa, poprzez mocno zbuntowany wiek nastoletni, aż po okres wstępnej dorosłości, kiedy w sercu bohaterki nawiązuje się najważniejsze z uczuć. To właśnie zakazana namiętność – zmysłowo zobrazowany tu romans z kuzynem – staje się źródłem rodzinnej niezgody. Nieuchronnie okazuje się także urzekającym portretem młodości, który siłą bezdusznych obyczajów, nie ma prawa przetrwać. Ta intymność zostaje przerwana nadzwyczaj gwałtownie, na dwadzieścia lat trafia do otchłani rozczulających wspomnień, przypominając o sobie nieustannie w ferworze nowych europejskich znajomości. Wymuszona rozłąka osadzona zostaje w myślach ludzkiego uprzedzenia, nadszarpnięta zostaje też gestem przeszywającej nieszczerości. Odbiorca płynie z nurtem kreowanych wzruszeń, sukcesywnie pogrąża się w refleksji, gdzieś ukradkiem wierzy, że ta bliskość znajdzie jeszcze właściwe ujście, z żywym zainteresowaniem przygląda się zatem scenom powrotu do domu – powrotu narzuconego tragiczną wiadomością. Gdzieś w przestworzach uroczo kreślonego tła, zachwyca się także przeszłością nieco zdystansowanej matki Sofii – niesamowitej Anny Melody, która w imię rychłych doznań, wykazała się ogromną odwagą.

Fascynująca, zmysłowa, nieprzeciętna – podróż pełna zdumiewających wzruszeń! Santa Montefiore wkrada się w dojrzewającą przestrzeń namiętności zakazanej – tworzy tym samym historię piękną, poruszającą i bolesną zarazem, skażoną surowo konwenansami ludzkiego życia. Tytułowe drzewo ombe to pamiętnik swoistej miłości zakorzenionej na argentyńskiej pampie – to metafora szczerości doznań, to także niecodzienny zapis intymnych wspomnień oraz fabularna nadzieja na zdefiniowanie upragnionej tożsamości. Powieść niezwykle nastrojowa, refleksyjna i niespodziewana!
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Świat Książki

„PARKER” – MILENA GRABOWSKA | Soczysta, brawurowa, uzależniająca!

„PARKER” – MILENA GRABOWSKA | Soczysta, brawurowa, uzależniająca!

Trauma zawsze brutalnie narusza serce. Szczególnie ta draśnięta niezrozumiałym morderczym czynem i nagminnie zdradzającą się niepewnością – dotkliwa, zatrważająca i tak wyraźnie niechciana. W towarzystwie niebezpiecznych mafijnych zdarzeń, może nieoczekiwanie okazać się także źródłem przeszywającego strachu. I to właśnie przerażenie dominuje w oczach struchlałej bohaterki, którą przedstawia Milena Grabowska. Parker to powieść o smaku mocno pikantnym i złowieszczym zarazem, z pewnością idealnie wtapia się w potrzeby chłonnej wyobraźni.

Tu intryga wysuwa się fabularnie na pierwszy plan. Pogrążona w żałobie Mia zauważalnie zagnieżdżona zostaje w zgryzie nierozwiązanej zbrodni, nieustannie wraca myślami do koszmarnej przeszłości, przywołując drastyczne epizody, które na zawsze zburzyły piękny rodzinny portret. Jej zbolałą duszę odczuwalnie wypełnia tęsknota, obsesyjnie upominająca się o znalezienie winnych morderstwa rodziców. Tak zaczyna się gra, która z każdą kolejną chwilą, zdaje się być coraz bardziej intrygująca, bezduszna i nieobliczalna. Bo przecież ktoś ewidentnie czyha na kobietę. Ktoś strachem upomina się o swoje. I właśnie w tej dostrzegalnie zawiesistej atmosferze, niespodziewanie pojawia się tajemniczy Parker Salvatore. To jego mroczna pokerowa twarz, okazuje się drgnieniem pomocnej dłoni. To on bez uprzedzenia staje się źródłem niesamowitych doznań. To w jego intencjach czai się największa niewiadoma. Czytelnik z żywym zainteresowaniem podąża śladem bohaterki, razem z nią wkrada się w korytarze tajnych organizacyjnych zasad, spogląda w kameralne grono nieznajomych oczu, wreszcie obiera poufnie przypisany cel. I chociaż każdy instynktownie próbuje trzymać tu niemal stoicki fason, żarliwość obłąkańczo wdziera się do zaaferowanych ciał. Zniewolone bodźce uruchamiają się mimowolnie, odzierając kreacje z resztek nakreślonych pierwotnie złudzeń. W tym spektaklu uczuciowo zdarzyć się może zatem dosłownie wszystko...

Soczysta, brawurowa, uzależniająca – osadzona umyślnie w niebezpiecznej grze o prawdę przeszłości! Parker to historia rozpisana traumą rozdzierających wspomnień, w swych emocjach poruszająca, odważna i bezwzględna. Ale też pełna wizualnej pikanterii! Tu spojrzenia nieustannie toczą zmysłową walkę, tu pożądanie staje się aktem nieobliczalnych doznań, tu namiętność okazuje się nadzwyczaj przenikliwa, impulsywna i nieoswojona... Milena Grabowska wkrada się w niepokojące gesty inscenizacyjnej przestępczości, aby w jej nieprzejednanych progach, zakorzenić głód niezaspokojonych ciał.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Czwarta Strona

„SPRING FEVER” – NATALIA BROŻEK | Romans przepełniony rozczulającą goryczą życia.

„SPRING FEVER” – NATALIA BROŻEK | Romans przepełniony rozczulającą goryczą życia.

Wiosna często kojarzy się z orzeźwieniem uśpionych zmysłów. Intensywna zieleń otulająca świeżością wąskie alejki parkowe, zapach euforycznie kwitnących kwiatów, relaksująca kakofonia ptasich treli i wreszcie słońce usilnie wkradające się do znużonego serca – tak corocznie budzi się przyroda, tak ożywia się scenariusz powieści Spring Fever. Ten tytuł z pewnością nie jest przypadkowy – Natalia Brożek intencjonalnie wkrada się właśnie w wiosenną koleinę życia, aby w jej zjawiskowych barwach, zakorzenić piękno niespodziewanych doznań.

Sceneria zachwyca swą magiczną aurą – osadzona fragmentarycznie w wiejskim gospodarstwie, w większej mierze natomiast w inspirującym zawodowo Krakowie, nie tylko akcentuje różnice między spokojną egzystencją na wsi oraz rozbieganą miejską codziennością, ale też mimowolnie staje się nadzieją na lepsze jutro. Bo przecież to właśnie przeprowadzka do dużego miasta, stanowi wyzwanie dla odczuwalnie wrażliwej bohaterki. Ida zdaje się zanurzona w otchłani traumatycznych wspomnień, nieustannie walczy z demonami trudnej przeszłości i jednocześnie próbuje zrozumieć kłamstwa, jakimi ewidentnie karmi ją ukochany brat. A jednak stawia milowy krok, chce sprawdzić siebie w ulicznym zgiełku, wyraźnie łaknie nieznanych sobie przeżyć. I chociaż Staszek trzyma siostrę pod rygorem niezdefiniowanych zasad, kobieta subtelnie podąża śladem zauroczonego serca. Tu tajemnice mnożą się nieprzerwanie, aby szeptem upłynniać swe dramatyczne fundamenty. Śmierć, uzależnienie, rozłąka, problemy finansowe, nękanie słabszych – te motywy wyeksponowane są najbardziej, to w nich poruszony odbiorca zagłębia swoje przejęte myśli. I mimowolnie widzi, jak ukradkiem, w pełnej fabularnej konspiracji, rodzi się wśród nich najważniejsze z uczuć. Bo przecież to wzajemna fascynacja rządzi tą historią i to ona tworzy jej wyjątkowy tembr. I nieoczekiwanie staje się głosem silniejszym, niż podpowiada rodzinna zachowawczość. Tytułowa wiosna ma tu znaczenie emocjonalne – metaforycznie bowiem przywołuje znamienne chwile, co i rusz domagając się przypisanej jej promienności.

Romans przepełniony rozczulającą goryczą życia. Historia nasączona aromatycznie wiosenną krakowską atmosferą, odurzona młodością świeżych doznań – mimo fabularnie zagnieżdżonych blizn, komfortowo wypełniająca przestrzeń łakomej wyobraźni. Tu w podstępnej aranżacji uczuciowych scen, dyskretnie spotykają się dwa samotne serca – jedno zagubione w smutkach bolesnej przeszłości, drugie osnute aurą niedopowiedzianej tajemnicy. Spring Fever okazuje się powieścią czarującą, rozkoszną i esencjonalną, jednocześnie staje się rewią rodzinnych trosk i smakiem nieuchronnych wątpliwości.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Kobiecym

„CZARNY MOTYL” – LIDIA LISZEWSKA, ROBERT KORNACKI | Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności!

„CZARNY MOTYL” – LIDIA LISZEWSKA, ROBERT KORNACKI | Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności!

Literatura chce pamiętać o ludzkiej niezłomności. Kolejni pisarze sukcesywnie przybliżają waleczne twarze, często zatuszowane biegiem minionych lat – przywołują bohaterów znanych nie tylko z podręcznikowych wersów, ale także tych zasłużonych po cichu, nierzadko zanurzonych w zapisach własnych lub rodzinnych pamiętników. Czarny motyl to niewątpliwie jedna z takich opowieści – w swej inspiracji nasączona życiorysem nastoletniej agentki AK-owskiego wywiadu, okazuje się historią niesamowitą, ekscytującą, potrzebną. I choć niebezpieczeństwo czyha tu za każdym rogiem, w duchu wyczuwa się przede wszystkim odwagę i nieskazitelną kobiecą siłę.

To książka w swym charakterze raczej niespodziewana – duet Lidia Liszewska oraz Robert Kornacki przywodzą na myśl bardziej romantyczne uniesienia, niezaprzeczalnie lubią fabularnie zagłębiać się w miłości, ale tym razem ukorzeniają myśl w zupełnie innej sferze uczuciowej. Czytelnik czuje ten charakterny stan niemal od pierwszej strony, doskonale zatem wie, że w tej przestrzeni serce będzie bić honorowo przede wszystkim do ukochanej ojczyzny. Tu nie ma miejsca na subtelne emocje, nawet piękna pianistyczna przyszłość przestaje mieć znaczenie, w zamian uruchamia się impuls do walki o odrodzenie Polski – walki w każdym akcie nierównej i niesprawiedliwej, a jednak zuchwałej i nieustraszonej. Tytuł tej powieści może wydać się enigmatyczny, nie jest jednak przypadkowy – staje się bowiem metaforycznym określeniem samej bohaterki, Haliny Kłąb-Szwarc, która w wieku zaledwie szesnastu lat, skutecznie zasiliła szeregi Związku Walki Zbrojnej.

Bo przecież za oknem trwa okrucieństwo II wojny światowej, łódzkie dzielnice wypełnia strach i przerażenie, zatrwożone oczy nieprzerwanie skazane są na obraz bólu, głodu, śmierci. Sceneria przedstawiona zostaje nader plastycznie, wiarygodnie i przekonująco, drastycznie zatem osadza się w czeluściach wyobraźni. Odbiorca zdaje się być pogrążony w rozpaczy wojny, zamyślony skupia się wizualnie na zawziętości młodej agentki AK, obserwując przebieg kolejnych działań konspiracyjnych. Nieuchronnie staje się widzem niezwykłej kobiecości, towarzyszy Halinie w akcjach wywiadowczych na ziemiach wroga, razem z nią uważnie kroczy po ulicach Wiednia, Berlina, Hamburga i Monachium, bez przerwy admirując jej odwadze i jednocześnie przyglądając się wojennej panoramie odwiedzanych miast. Nie ustępuje młodej agentce na krok, wgryza się także w najtrudniejsze chwile, gdy w zwiastunie bólu, osadzona zostaje w gestapowskim więzieniu...

Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności – powieść w każdej scenie przenikliwa, dramatyczna, wstrząsająca. Czarny motyl to metafora adaptacji uczuć do bolesnego oblicza rzeczywistości wojennej, w swej treści to sfabularyzowany fragment życiorysu wybitnej agentki Armii Krajowej, nastoletniej Haliny Kłąb-Szwarc – w moim odczuciu to przede wszystkim świadectwo przykurzonego warstwą czasu bohaterstwa. Historia osadzona w sugestywnej konspiracyjnej codzienności, nasycona wyraźnie ekspresją słowa i niebezpieczeństwem panoszących się zdarzeń, niesiona odczuwalnie żarliwością ludzkiego heroizmu. Piękna i niepowtarzalna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„KILKA DNI Z ŻYCIA ALICE” – LIANE MORIARTY | Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca!

„KILKA DNI Z ŻYCIA ALICE” – LIANE MORIARTY | Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca!

Życie potrafi nieoczekiwanie przybrać dziwną barwę. Czasami wystarczy drobna nieopatrzność losu, aby dosłownie w oka mgnieniu, pozbawić człowieka jego własnej przeszłości. I to właśnie z taką przewrotnością życiorysu, nieuchronnie mierzy się bohaterka powieści Kilka dni z życia Alice. To niesamowite, jak bardzo detalicznie, sumiennie i przy tym wiarygodnie Liane Moriarty szkicuje motyw utraconej pamięci. Tu wyobraźnia zaopatrzona zostaje wyśmienicie, działa zatem samodzielnie i mocno obrazowo, nieustannie nakłaniając odbiorcę do stawiania siebie w roli tytułowej kreacji.

To nie jest fizykalnie krótka historia, prawdopodobnie mogłaby nawet zostać skompresowana do nieco bardziej esencjonalnej formy, a jednak w oczach uważnego czytelnika przesuwa się niespodziewanie płynnie, sprawnie, efektownie. Ta opowieść osadzona zostaje w dramacie dostrzegalnie elastycznym, autorka ma zatem dużo możliwości i trzeba przyznać, że pozbawiając Alice aż dekady wspomnień, nie tylko stawia ją w obliczu ekspresyjnych wyzwań sytuacyjnych, ale też gwarantuje chwile porządnej refleksji. Bo przecież ta kobieta odczuwalnie nie widzi siebie w ukształtowanym naturalnie wizerunku. Zdaje się przerażona i otumaniona fasadą nadętej, jak się okazuje, egzystencji. Zatrzymana pamięcią gdzieś w trymestrach pierwszej ciąży, zachwycona uśmiechami młodej małżeńskiej codzienności, skromna, lubiana i wyraźnie zanurzona w bliskości z ukochaną siostrą, nie może zrozumieć teatralnej wyniosłości, jaką ewidentnie wyhodowała w biegu zapomnianych lat. Zmuszona do odkrywania zaułków własnej dzisiejszości, w tym zdefiniowania siebie w roli matki trójki dzieci i jednocześnie przyswojenia abstrakcyjnej nienawiści do męża, którego przecież darzyła szczerością najpiękniejszych doznań, staje się sensorycznym zaskoczeniem dla samej siebie. I nieoczekiwanie przybiera postać przygnębionego mentora własnego życia – nauczyciela uczuciowych fundamentów, dostrzegalnie próbuje bowiem wyłuskać te fragmenty niepamięci, które doszczętnie zrujnowały jej oddany czysty autoportret. Bo przecież może uda się jeszcze naprawić zniszczone, może uda się zatuszować brudy i zaszyć przerwane skrawki znajomej normalności. Autorka równolegle wdziera się do strwożonego serca siostry, akcentując sukcesywnie kolejne nieudane zabiegi in vitro. Tym tematem brutalnie naciska na złożony charakter słowa macierzyństwo...

Niezwykle przenikliwa, kameralna i poruszająca – powieść nasączona sentymentalnie pokłosiem czasowej niepamięci. Kilka dni z życia Alice to przede wszystkim fabularna kompilacja dramatycznych doznań – splot niespodziewanych wzruszeń i scenicznych pragnień zrozumienia własnej codzienności. Tak rozdzierającej i emocjonalnie paskudnej – zupełnie innej, niż ta zakorzeniona w otchłani starszych wspomnień. Liane Moriarty intencjonalnie aranżuje wiarygodny obraz niechcianego życia – tym mocno sugestywnym gestem wyraźnie zachęca do stymulującej refleksji, namawia do przetarcia goryczy wystudzonej rutyny dnia, inspiruje także do otwarcia się na własną wrażliwość.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Znak

„NA OBCEJ ZIEMI. NOWE ŻYCIE” – JOANNA JAX | Tu stęsknione serca nieustannie upominają się o swoje.

„NA OBCEJ ZIEMI. NOWE ŻYCIE” – JOANNA JAX | Tu stęsknione serca nieustannie upominają się o swoje.

Niepewność. To zatrważające słowo stało się zapewne częścią wielu życiorysów, egzystencjalnie zagnieżdżonych w mocno niepokojącej historii powojennej. Dla naruszonych koniecznością przesiedlenia jednostek był to niezaprzeczalnie rozdział niełatwego poszukiwania siebie i definiowania własnej tożsamości. Joanna Jax wdziera się właśnie w ten dostrzegalnie niestabilny przedział historyczny i przywołując sfatygowane kreacje bohaterów Sagi wołyńskiej, aranżuje im nową rzeczywistość fabularną.

To zniszczony wojenną zawieruchą Wrocław okazuje się scenerią dla nowej sagi. To jego zakurzona chaotyczna przestrzeń przynosi wątpliwości, smutki i rozczarowania. Nieuchronnie staje się domem, który poza uszkodzoną nadzieją, wymaga przebiegłości oraz wizualnie nieprzyjemnych poświęceń. Czytelnik z żywą atencją wgryza się w plastycznie naszkicowaną tu epokę stalinizmu, sukcesywnie identyfikując w niej te fragmenty, na które autorka inscenizacyjnie kładzie największy nacisk. Problemy z przydziałem lokali dla osób zasiedlających miasto, zatłoczone mieszkania, trudności ze znalezieniem pracy, nieustające limity żywnościowe, konieczność podporządkowania się nowej władzy – tu nie ma miejsca na delikatne emocje, do myśli nieustannie wkrada się strach i rozdzierające poczucie bezsilności. I właśnie w tak niepokojącym chaosie dnia, zakorzeniona zostaje fabuła pełna teatralnych gestów. Bo przecież tu każdy musi scenicznie przybierać pokerowe miny, aby śladem wyrafinowanej gry, wywalczyć dla siebie ochłapy bezpieczeństwa. Bo przecież uczucia nie gasną, w obliczu niespodziewanych zdarzeń, zdają się być wręcz coraz silniejsze i zaciszem przyjacielskiej konspiracji, domagają się wspólnej wolności. Miłość okazuje się tu zdywersyfikowana, nierzadko naiwna lub jednostronna, często zatem nieprzyjemna. Innym razem toksyczna i wymagająca, w swej obsesyjnej bliskości, boleśnie przeszywająca serce. Najbardziej jednak wyróżniają się dwie pożądane strony miłości: ta rodzicielska – zdumiewająca w swym epizodycznym biegu, a także ta jedna jedyna, nieskazitelna, skażona jednak wyraźnie brudami przeszłości.

Piękna, zajmująca, nieprzeciętna – zapisana wiarygodnie goryczą ludzkiej bezradności. Joanna Jax intencjonalnie przywołuje brudy powojennej codzienności, umyślnie aranżuje też różne twarze miłości – to w jej szczerych lub nieszczerych gestach fabularnych, zawiera opowieść pełną niepokojących zdarzeń. Nowe życie to mocno absorbujący wstęp do nowej sagi, to także niezwykle poruszająca kontynuacja uczuć zawiązanych w trudnej wołyńskiej przeszłości. Tu stęsknione serca nieustannie upominają się o swoje. Tu przebiegłość staje się aktem scenicznej nadziei. Tu wyobraźnia działa niemal filmowo.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Skarpa Warszawska

„MIŁOŚĆ OD PIERWSZEJ ZDRADY” – JOSEPH MURRAY | W niektórych scenach szalenie wręcz groteskowa!

„MIŁOŚĆ OD PIERWSZEJ ZDRADY” – JOSEPH MURRAY | W niektórych scenach szalenie wręcz groteskowa!

Małżeństwo to zazwyczaj sztuka wzajemnych kompromisów. To wyznania miłości, piękne wspomnienia i szalone dogryzki, ale też nieprzyjemne wymiany zdań, dziwne rozdrażnienia oraz pozbawiona namiętności rutyna szarego dnia. Joseph Murray wchodzi fabularnie właśnie do takiego związku – nieidealnego i wyraźnie sfochowanego wzajemną obecnością, ubrudzonego bowiem żywymi pretensjami. I to w otchłań tak znużonej codzienności, wkłada zadrę w postaci domniemanej zdrady...

Ta powieść to przede wszystkim genialny humor sytuacyjny! Momentami nieco stereotypowy i tym samym oczywisty, a jednak odczuwalnie błyskotliwy, szczery i niewymuszony, z pewnością plastycznie pobudzający zachowania spragnionej wyobraźni. Tu nawet pozornie niewinna scena, może okazać się gestem rozkosznego chichotu. Czytelnik wdziera się w ten scenariusz z wizualną otwartością, z wypisanym na twarzy uśmiechem podgląda małżeńskie zgryźliwości, podziwia życiowo trafne spostrzeżenia, może nawet dostrzega w nich strzępy własnych doświadczeń. I chociaż finał tej historii od początku zdaje się być jednoznaczny, nie przeszkadza to w zachwycaniu się kolejnymi kęsami romantycznej zajadłości. A przecież autor nie ułatwia bohaterom powrotu do emocjonalnej zażyłości, stawia wręcz ich wierność w świetle brutalnych smaczków współczesnego życia – kształtując świadomie aurę wzajemnej nienawiści, jednocześnie rzuca przynętę na skryte potrzeby przygaszonej intymności. Tu gwoździem fabularnego programu okazuje się bowiem kontrowersyjna aplikacja randkowa – to ona sugestywnie pobudza grzeszne pragnienia, to ona uwalnia zakazane skłonności. I to jej stuprocentowa zgodność staje się argumentem dla figlarności ludzkiego życia. W ferworze instynktów oraz drobnych złośliwości, nieustannie przemycane są także wartościowe treści. Utrata pierwotnej namiętności, mechaniczne próby starania się o dziecko, nieudane próby zapłodnień in vitro – to niewątpliwie najbardziej refleksyjne i jednocześnie mocno poruszające zagadnienia.

Wyśmienita, błyskotliwa i orzeźwiająca, w niektórych scenach szalenie wręcz groteskowa! Joseph Murray intencjonalnie tarza się w absurdach małżeńskiej codzienności, aby w fetorze przytaczanych zgryźliwych wypowiedzi, zakorzenić podszepty złaknionego serca. Miłość od pierwszej zdrady to komedia spisana na miarę współczesnej wyobraźni – romantyczna, krzepiąca i zabawna, jednocześnie wzruszająca i pouczająca. Naznaczona soczyście przewrotnością ludzkiego losu, okazuje się historią nie tylko sugestywną i promienną, ale też kojącą i nadzwyczaj komfortową.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem MUZA

„PANNA KIM WIE” – CHO NAM-JOO | Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości!

„PANNA KIM WIE” – CHO NAM-JOO | Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości!

Kobiecość nieustannie zagląda do własnego wnętrza. Sukcesywnie przedziera się przez swoje słabe strony, obciąża się krytyką za nieudane sceny, definiuje potencjalne drogi, scala niescalone przeszłością chwile. W tej nieco metaforycznej tezie nie ma znaczenia przyporządkowane geografią tło – każda kobieta mierzy się bowiem samodzielnie z własną wrażliwością, każda identyfikuje siebie w przydzielonym fragmencie społeczeństwa. Cho Nam-Joo szkicuje ten refleksyjny koncept nadzwyczaj dosadnie, wdzierając się plastycznie do czułości ośmiu koreańskich życiorysów.

To nie jest fabularnie pełnowymiarowa powieść, choć idea zdaje się być tożsama dla każdego z przytoczonych tu ośmiu opowiadań. Bo przecież autorce dostrzegalnie zależy na utrwaleniu barw kobiecej tożsamości – na odkryciu tych okruchów życia, które w aurze spowszedniałego szarego dnia, zdają się uciekać, znikać, blednąć. Tu ścinki pragnień okazują się przede wszystkim zapisem nieśmiałych wspomnień, stają się mrzonkami odległymi, może nawet nierealnymi. A przecież głód spełnienia siedzi gdzieś w środku i nadal chce wedrzeć się w autentyczność zdarzeń. Chce zaistnieć. Bohaterka mocno angażującej Zorzy polarnej potrzebuje kilku egzystencjalnych dekad, aby zrównać marzenie z rzeczywistą sceną. To aż przerażające! Czytelnik zdaje się być tym epizodem nieco roztrzęsiony, a jednak wizualnie cieszy się żywiołem urealnionego efektownie szczęścia. Z podobną zaciętością przygląda się pozostałym kreacjom – Koreankom zanurzonym w oparach codzienności, które nieuchronnie mierzą się z brudnymi śladami własnej przeszłości.

Tu nie ma przestrzeni na łatwe zagadnienia, nawet z chwilowych pięknych uśmiechów, wymykają się łzy alarmującej bezradności. Mobbing w szkole, hejt wobec pisarki, zbliżająca się śmierć ukochanej siostry, opuszczenie rodziny przez ojca – każda z kobiet ociera się o inną gorycz życia, każda boleśnie przedziera się przez potok zmartwień, trosk i wrażeń przeżywanej odmienności. I chociaż kolejne historie odczuwalnie dokuczają poruszonemu sercu, skłaniają też do refleksji i pobudzają zasoby złaknionej świadomości, to przede wszystkim kształtują powszechne oblicze kobiecej intymności. Każda z opowieści wyróżnia się swoim dramatycznym smakiem, ale ta zatytułowana Drogi Oppa szczególnie zapisuje się w mojej pamięci – spisana osobliwie w formie nieśpiesznego listu, przeszywająca i odważna, inscenizacyjnie wieńczy ogniwa toksycznego związku.

Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości – twarzy wyraźnie zagubionych, niespełnionych, jakby skażonych beznamiętną codziennością. Historie tych Koreanek zdają się być jednostkowe – zanurzone przecież w poszczególnych koreańskich intymnościach, a jednak okazują się uniwersalne wobec kobiecego świata. Panna Kim wie to proza surowa, przenikliwa, nieprzeciętna – zapisana pokłosiem brutalnie wrzynających się przykrości dnia, z pewnością refleksyjna, ważna i absorbująca. Cho Nam-Joo zaczepnie wdziera się w myśli, aby echem własnego ekspresyjnego głosu, szerzyć społecznie znamienne treści.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger