czwartek, 4 lutego 2016

[RECENZJA] "DOM NA WYRĘBACH" - STEFAN DARDA | W oknie musi palić się świeca…


Na kilka dni wkroczyłam w nieznany mi świat wykreowany przez Stefana Dardę. Dotarłam do podniszczonego „Domu na wyrębach” i krok po kroku odkrywałam uroki starodawnych legend i wierzeń ludowych. Przy odpowiednim nastroju, lektura sprawiła, że lęk zagościł w mojej głowie, ale autor postarał się, aby niepokój nie przysłonił innych walorów powieści.

Jedną z mocnych stron okazała się sama fabuła, niby prosta do bólu i spowszedniała, a jednak gwarantująca szereg różnych możliwości. Typowy mieszczuch, Marek Leśniewski, opuszcza duże miasto i dotychczasową pracę na prestiżowej uczelni, aby zacząć życie od nowa. Korzystając z okazyjnej ceny, kupuje zapuszczony dom na Wyrębach na Lubelszczyźnie i podejmuje się jego odnowienia. Wszystko wskazuje na to, że trafił do raju. Absolutny spokój, urokliwy las i niespotykane odgłosy ptaków, zdają się być najbliższym otoczeniem starego domostwa. Sielanka nie trwa jednak długo, Marek staje się świadkiem wielu zatrważających sytuacji. Niepokojącą atmosferę podwyższa fakt, że jedyny pobliski dom zamieszkuje wyjątkowo nieprzyjemny sąsiad. Czyżby nowy lokator Wyrębów był dla stałego mieszkańca intruzem? Marek szybko przekona się, skąd u sąsiada taka niechęć do jego osoby, ale wcześniej będzie musiał sprostać nawiedzającej go w nocy istocie. Kim jest tajemnicza kobieta w bieli? 

Tego nie podpowiem, ale propozycja autora bardzo mnie zaciekawiła. Razem z głównym bohaterem mozolnie dochodziłam do prawdy o dawnej wiejskiej społeczności, przecierałam szlaki starodawnych wierzeń i podziwiałam piękno mrocznych lasów Lubelszczyzny. Autor zaskoczył mnie ilustrującym opisem krajobrazów, co pozwoliło poczuć klimat samotnego mieszkania na pustkowiu, w otoczeniu głuchej przyrody. Stefan Darda potwierdził lojalność wobec typowych dla horrorów zasad i większość fragmentów grozy umiejscowił w środku nocy, przy blasku małej świecy, której znaczenie okazuje się niezastąpione dla tej historii. Główny bohater rozpoczyna trudną walkę o własne życie, pogłębia wiedzę o wierzeniach dawnych mieszkańców, co staje się jego obsesją i najważniejszym celem. 

To właśnie oczami Marka obserwujemy historię, a pierwszoosobowa narracja podkreśla samotność bohatera i konieczność zmagania się z nieziemską istotą w pojedynkę. Nowy właściciel podniszczonego domu nie od razu przyjmuje bohaterską postawę. Jego pierwsze kontakty z nadprzyrodzoną postacią uwidaczniają jego ludzkie cechy, a strach i nieporadność towarzyszą mu każdej nocy. Marek na przekór, nawet samemu sobie, postanawia walczyć o świeżo wyremontowany dom i nowo rozpoczęte życie. Z potencjalnego słabeusza zmienia się w bohatera własnego domu, który jest w stanie poświęcić wiele, aby ocalić słuszność zamieszkania na Wyrębach. Codzienne wypady do lasu, poranne obserwowanie żurawi, jak również lepsze poznanie sąsiada, są przekonującym motywem dla determinacji i chęci obrony własnego miejsca na świecie. Autor postarał się, aby główny bohater nie był jednak ideałem. Nie waha się on sięgać do kieliszka, alkohol minimalizuje jego strach i pozwala podejmować kolejne działania obronne. Jego życie nabiera sensu, praca na uczelni schodzi na odległy plan, a nowo poznana koleżanka jest dla niego jedyną iskierką nadziei na sukces w tej walce. Bardzo przejmującą rolą obdarzył pan Darda sąsiada Marka, pana Antoniego, którego bezduszność i antypatia okazują się celową grą z nawiedzającą go także istotą. 

Jest kilka fragmentów, które doskonale podsycają grozę, a emocje dawkowane są bardzo miarodajnie, lecz odczułam pewien niedosyt. Nastawiłam się na horror i mocną końcówkę, a zaproponowane zakończenie jest nadzwyczaj spokojne. To, co powinno zasiać marginalnie wysoki poziom strachu, zostało pozostawione wyobraźni czytelnika, czym obniżyło nieco poziom czytelniczego niepokoju.

Poczucie grozy nie okazuje się może pointą tego horroru i towarzyszy nam tylko fragmentarycznie. Autor zadbał o to, aby główny bohater nie pozostał nijaki i wzbogacił go takimi cechami, które zdają się potwierdzać zasadę, że warto wierzyć w sens i słuszność podjętych przez siebie decyzji. Ucieczka nie zawsze jest najlepszym wyborem, czasami warto poświęcić się w sposób niemal absolutny, w imię wyższego dobra. Czy trud i poświęcenie przyniosły Markowi oczekiwane rezultaty? Przekonajcie się sami. Jestem ciekawa, czy ktoś z Was potrafiłby przyjąć podobnie bohaterską postawę.


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
KIEDYŚ PRZECZYTAM - 7/12 w STOSIE 1
MINI BOOK CHALLENGE 2016 - Horror polskiego autora
POCZYTANIA 2016 - Dowolna książka autora, który urodził się jak najbliżej daty urodzenia twojego ulubionego autora

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP