niedziela, 6 marca 2016

"GNIAZDO DUMY" - MAŁGORZATA PRZYTUŁA-SAWICKA | Wielki świat, który żywi się złudzeniami…

Przez kilka dni błądziłam myślami po kontynencie, na którym kangurów jest dwukrotnie więcej niż ludzi. Australia stała się bowiem tłem nowej powieści Małgorzaty Przytuły-Sawickiej „Gniazdo dumy”. Jako miłośniczka podróży, autorka postanowiła przedstawić nam świat polskich emigrantów zamieszkujących przedmieścia Sydney. Przyznaję, że to spotkanie było dla mnie trudne i wywołało mieszankę uczuć, nie tylko tych pozytywnych.

Klasyczny obieżyświat, Michał Małolepszy, dociera na peryferie australijskiego Sydney i trafia w czeluść nietypowego pensjonatu, nazwanego Gniazdem dumy. Wynajem pokoju w tym miejscu okazuje się wstępem do przedziwnej historii, której bohaterami są pozostali lokatorzy oraz autorytarny właściciel. Polski despota, który nie wstydzi się dawnej współpracy z SB, zdaje się być pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć, a jego życiem kieruje chęć podporządkowania sobie wszystkich mieszkańców i wzbudzanie w nich poczucia strachu. Początkowo jako obserwator, a później także jako uczestnik, Michał dzieli się informacjami o kolejnych wydarzeniach w prowadzonym przez siebie blogu. Kontakt z internautami nie jest jednak jedynym sposobem na przekazywanie własnych emocji, nowy lokator uzewnętrznia się również poprzez pisanie długich listów do brata, który zdaje się istnieć w jego wyobraźni. 

Wpisy na blogu są krótkimi relacjami o codziennym życiu Polaków na australijskiej ziemi, w których bohater nie szczędzi złych słów swoim współlokatorom oraz bezwzględnemu właścicielowi pensjonatu. Treści, nierzadko pisane prawie ulicznym i swobodnym stylem, każdorazowo komentowane są przez stałych czytelników. Inaczej czyta się natomiast listy, które Michał kieruje do nieistniejącego brata. Są one mocno rozbudowane i zawierają zarówno rodzinną historię, jak i sentymentalną podróż do czasów młodzieńczej miłości bohatera. Trudno jest jednoznacznie wskazać, jaki jest powód pisania tych listów, ale ich emocjonalna i wręcz ekspresyjna treść pozwalają sądzić, że bohaterem kieruje ogromne poczucie tęsknoty oraz chęć znalezienia własnego miejsca na ziemi.

Bieżące australijskie przeżycia bohatera czyta się z dużą przyjemnością i zainteresowaniem, a jedna z córek właściciela Gniazda dumy intryguje swoją tajemniczą postawą. Rozwinięcie tego wątku okazało się bolesne, aczkolwiek wzmocniło postulowany przez autorkę przekaz powieści. Bieżące życie na peryferiach Sydney i głęboka analiza zachowań polskich emigrantów przez głównego bohatera, jest tylko skrawkiem opowieści, który czyta się z największą swobodą. Pani Przytuła-Sawicka poświęca jednak dużo uwagi przeszłości Michała, wracając do jego doświadczeń i wielu przemyśleń. Pozwala to czytelnikowi na refleksyjną argumentację dla obecnej sytuacji, w jakiej znalazł się główny bohater i pomaga zrozumieć podejmowane przez niego decyzje. Rozbudowane fragmenty, których zadaniem jest powrót do wydarzeń z jego przeszłości, pozwalają poznać prawdziwy kunszt pisarki. Można odnieść wrażenie o melodyjności czytanego tekstu, który zdaje się unosić i opadać, w zależności od nadanego mu wcześniej tonu.

Chwile uniesienia szybko jednak gasną. Podział powieści na różne formy przekazu powoduje, że powieść, jako całość, jest nieplastyczna i czyta się ją nierówno. Rozdzielenie tej historii na dwie mniejsze, prawdopodobnie ukoiłoby oko czytelnika i dałoby szansę na większy podziw. Bieżąca opowieść o życiu na emigracji, tak karykaturalna w opisie, mogłaby samoistnie stanowić mocną i szczerą prezentację o losie wielu Polaków, którzy zasiedlili przedmieścia australijskiego Sydney. Zwykła nienawiść, częste porażki, niespełnione marzenia i trud pracy, prowadzą do nieustannego poczucia strachu, a ten wymieszany z ludzką dumą, może wyzwolić niekontrolowane emocje i doprowadzić do niechcianej tragedii. 

Przepiękne listy do brata, które mogłyby stanowić oddzielną powieść, niejednokrotnie przypominającą stylem klasykę romansu, zdają się nie pasować do całości. Tempo tych fragmentów jest minimalne, autorka nigdzie się nie śpieszy, czym doprowadza do znużenia. Bohater opowiada bowiem o swoim dotychczasowym życiu, przytacza też fragmenty kroniki rodzinnej. Nie brakuje tu zatem szczegółowych opisów wszystkich członków rodziny, zaczynając od matki głównego bohatera i na prababce wcale nie kończąc. Łatwo wyłączyć się z czytania po kilku zdaniach i choć autorka wplata w te opowieści wiele symboliki, której przoduje historia rodzinnych skrzypiec, to cała część dotycząca zeszłego życia Michała, przygniata swoją ciężkością esencję przekazu „Gniazda dumy”. Pisane do internautów wpisy blogowe nie stanowią żadnej wartości dodanej. Można w nich doszukać się chęci podzielenia własnymi przemyśleniami, ale ten przekaz jest w praktyce martwy, a z pewnością niedopracowany i nie pasuje w swojej konwencji do melodyjności, jaką serwuje autorka w pozostałych częściach powieści.

Różne formy przekazu utrudniają odbiór tej historii i nie dają gwarancji spokojnej lektury. Czytelnik nie ma szans zagłębić się w tej opowieści stuprocentowo, a obcowanie z nadmierną kombinacją stylów powoduje nieprzyjemny rozgardiasz w umyśle odbiorcy. Wiele fragmentów wydaje się być zbędnych i niepotrzebnych. Historia lat młodzieńczych Michała, choć opisana językiem pięknym, momentami wręcz poetyckim, jest tak rozbudowana, że doprowadza momentami do znużenia i braku zainteresowania powieścią. Bardzo trudno zespolić tak różne formy przekazywanych treści w jedną całość. Zwykły przebieg wydarzeń, w którym następuje częsta zmiana narracji z pierwszo- na trzecioosobową, przechodzi za chwilę w prosty wpis blogowy, by po chwili zamienić się w bardzo eksplozywny, niebanalny, a momentami wręcz namiętny opis młodości głównego bohatera, który umieszcza w swych listach. 

Trudno oceniać tę lekturę jednoznacznie, bowiem jej przekaz jest bardzo trudny. Mam usilne przeczucie, że czytelnicy powieści pani Małgorzaty Przytuły-Sawickiej zbiorą się na trzech frontach. Jedni będą czerpać z bogatego zasobu słownictwa, łaknąc każdej kolejnej strony. Drudzy staną w zdecydowanej opozycji, będzie przeszkadzać im namacalny poziom niespójności w poprowadzeniu narracji i stylu, nie docenią też poetyckiego języka i starannych opisów. Ostatnia grupa będzie "Głupim Jasiem" tej historii, biegając ślepo między frontami. Te osoby docenią wartość i kunszt bogactwa językowego, ale odbiór całości książki, prawdopodobnie celowo tak zróżnicowany, będzie praktycznie nie do przyjęcia. Żałuję, że autorka tak dużą rolę nadała elementom, które odbierają sedno całej historii, choć zdaję sobie sprawę, że dodają jej także symbolicznego charakteru i kuszą pięknem samego języka. Te nierówności utrudniają czytanie i pochłaniają to, co „Gniazdo dumy” ma za zadanie przekazać. Przyznaję, że ja zagrałam przytoczonego „Głupiego Jasia” i moje odczucia po lekturze są bardzo mieszane. Nie polecam, lecz też nie odradzam, przekonać musicie się sami.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.pl



KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
POCZYTANIA 2016 - Książka na jeden raz

REALIZACJA WYZWAŃ - LINK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP