wtorek, 29 marca 2016

„WYTAŃCZYĆ MARZENIA” – MICHAELA DEPRINCE, ELAINE DEPRINCE | Marzenia nie są dla słabych


Jak wiele możliwości mieści się w słowie determinacja? Odpowiedzią na to pytanie zdaje się być biograficzna opowieść znanej tancerki baletowej Michaeli DePrince. Historia czarnoskórej dziewczyny, którą przedstawia książka „Wytańczyć marzenia”, może stanowić całkiem solidny motywator w walce o własne marzenia.

Maginty Bangura urodziła się w małej wiosce w Sierra Leone i jej dzieciństwo pozostawiało wiele do życzenia. Mimo kochających rodziców, od małego prześladowana była przez rówieśników ze względu na bielactwo. Los był dla niej jeszcze bardziej okrutny, straciła bowiem rodziców, a później także ulubioną nauczycielkę. Jedyne osoby, które widziały w niej zdolną i mądrą dziewczynkę, nie mogły już jej pomóc, a przyszłość w sierocińcu, do którego została wysłana przez okrutnego wujka, nie dawała szans na poprawę sytuacji. Pewnej nocy w bramie sierocińca Maginty znalazła stary magazyn, w którym widniało zdjęcie piękne primabaleriny. To zdjęcie stało się symbolem w jej życiu i pośrednio także przepustką do innego świata. Jako czterolatka, dziewczynka została adoptowana przez amerykańską rodzinę i pamiętając znalezione zdjęcie tancerki, rozpoczęła naukę tańca w szkole baletowej. Od tego momentu, każdy dzień Maginty związany był z ciężką pracą, nieustanną pokorą, a także ogromną determinacją i walką o wygranie własnego marzenia.

Nie jest to typowa biografia, a raczej opowieść o wykorzystaniu jedynej szansy. Ten tytuł można traktować bowiem bardzo dosłownie. Taniec zawodowy jest przecież niczym innym, jak rygorystycznie ciężką pracą, często związaną z poświęceniem, ale też niesamowitą pasją i wiarą, że cel, który uświęca środki, jest tuż za rogiem. Nie można przejść obojętnie obok cech, które sprawiły, że Michaelę podziwia świat. Jej życie to nie był zwykły wyścig szczurów, to nie była też walka na ringu i chęć pokonania rywala. Młodą baleriną kierowała przede wszystkim niespotykana dojrzałość, której często sama nie była świadoma. Ogromna determinacja, nieustanna ambicja i nad wyraz ciężka praca poprowadziły taneczną karierę dziewczyny ścieżką jej własnych marzeń. 

Te wszystkie cechy mogłyby jednak nie wystarczyć, gdyby nie olbrzymie wsparcie ze strony rodziny adopcyjnej. Nowa mama Maginty, która nadała jej imię Michaela, jest jednocześnie współautorką książki i to ona pozwoliła dziewczynce iść za głosem jej serca. Rodzina DePrince powinna świecić przykładem, gdyż Maginty nie jest jedyną adoptowaną przez nich dziewczynką, w domu nie brakuje innych skrzywdzonych chorobą bądź ciężkim losem dzieci. Rodzicami nie kierują jednak żadne uprzedzenia, w zamian dzielą się swoim sercem. Pokazują, czym jest równość, wsparcie i nieustanne przekazywanie wartości, zgodnie z którymi należy postępować. Mała dziewczynka nie mogła trafić lepiej, a dzięki pomocy bliskich potrafi walczyć z uprzedzeniami rasowymi innych, i pokonywać także własne słabości.

Tancerka nie waha się z dużą śmiałością opowiadać o gorzkiej stronie własnej natury, nie boi się spojrzeć krytycznie na swoje zachowania. Michaela niejednokrotnie musi walczyć z własnym egoizmem, który z łatwością wkrada się w jej myśli. Przyznając się do tych cech, pokazuje, że jest zwykłą dziewczyną w świecie, którym rządzą także złe wartości i potrzeba niesłychanej dojrzałości, aby odsunąć je od własnej drogi życiowej. Balerina pokazuje, że warto poświęcić się marzeniom, lecz trzeba pamiętać, aby do celu nie pędzić po przysłowiowych trupach.

Niektórzy napiszą, że jest to kolejna opowieść o podobnej historii czarnoskórej kobiety, której życie nie oszczędzało na afrykańskim lądzie, a która znalazła swoje światełko w tunelu i wykorzystała je niemal stuprocentowo. To prawda, jest to historia jakich na rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej, ale czy nie warto pokazać, jak silna potrafi być pozornie słaba istota i jak wytrwale potrafi dążyć do realizacji pięknych snów? Chociaż język biografii jest nad wyraz prosty i publikacji nie można uznać za dzieło literackie, warto spojrzeć na nią jak na ważny przekaz.

Po przeczytaniu tej lektury nie mogłabym napisać, że marzeniami powinien kierować się każdy. Czym są bowiem marzenia bez wiary, determinacji i własnej pracy? Życiowy ślepiec nie zauważy trudnej orki, jaka czeka go na drodze do ich spełnienia. Nie wystarczy też sama wiara w ich spełnienie. Prawdziwe marzenia są dla tych, którzy zauważą wymagany trud i niewyobrażalnie duże poświęcenie, na jakie trzeba wyrazić zgodę. Dopiero ta wewnętrzna zgoda w połączeniu z prawdziwą wiarą w osiągnięcie celu, może dać przepustkę do spełnienia marzeń. Powieść biograficzna „Wytańczyć marzenia” stanowi idealny motywator, który poza piękną walką o realizację zamierzonych celów, pokazuje też trudne realia, z którymi trzeba się w tej walce zmierzyć. Jest to dobra lektura dla młodych sportowców, którzy wiedzą, czym jest codzienny trening, ale nierzadko brakuje im wewnętrznej siły i chęci. „Wytańczyć marzenia” może przeczytać jednak każdy, kto ma wiarę we własne marzenia i chce zacząć budować mozolną drogę do ich osiągnięcia.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

http://www.wydawnictwokobiece.pl/


KSIĄŻKA BIERZE UDZIAŁ W WYZWANIACH:
POCZYTANIA 2016 - Tytuł, który polecę innym, bo wbił mnie w fotel w 2016 roku (6/6 zadania)

REALIZACJA WYZWAŃ - LINK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP