wtorek, 17 października 2017

"OSKARŻENIE" - REMIGIUSZ MRÓZ | Sprawa brzemienna w skutkach

To mógł być duet przeciętnych prawników, zaciekle broniący swoich klientów, ale szarość to prawdopodobnie ostatni odcień, jakiego użyłby Remigiusz Mróz do kreacji własnych postaci. Ten pan bez dwóch zdań preferuje takie wizerunki, które własną ekspresją dalece wybiegają poza utartą paletę barw. Dokładnie taka jest mecenas Chyłka – kobieta temperamentna, harda, inteligentna i bezkompromisowa. Trudno o bardziej wyrazistą postać, ale doświadczony autor doskonale wie, jak utrwalić w pamięci także pozostałych bohaterów. Wystarczy bowiem wrzucić ich prosto w życiowe bagno, a później jawnie podglądać, jak nieudolnych prób się podejmują, aby wydostać się na nieco bardziej trwały grunt. W Oskarżeniu celem tak perfidnie zaplanowanego ataku pada sam Kordian Oryński.

Finał ostatniej sprawy wymógł na mecenas Chyłce nieco odpoczynku, ale niestrudzona prawniczka szybko odnajduje drogę do swojego żywiołu. Punktem zwrotnym okazuje się niespodziewany list od kobiety, która twierdzi, że odkryła dowody na niewinność własnego męża. Osadzony w więzieniu mężczyzna – dawna legenda „Solidarności” – skazany został za serię brutalnych morderstw, jakie miały miejsce pod Warszawą cztery lata wcześniej. Joanna początkowo nie zamierza zajmować się sprawą, ale sytuacja ulega zmianie, gdy żona skazańca ginie, a materiał DNA jednej z ówczesnych ofiar odnaleziony zostaje na miejscu całkiem innego przestępstwa. Wszystko wskazuje też na to, że morderczy przypadek wiąże się z przeszłością Kordiana Oryńskiego…

Remigiusz Mróz to niepowetowany ekspert w perfidnej manipulacji odbiorcą i lektura Oskarżenia jest tego najlepszym przykładem. Polski pisarz świadomie intensyfikuje wydarzenia, regularnie prezentując wachlarz pełen fabularnych możliwości. Tu niemal każda scena okazuje się zmyślnie opracowanym zbiegiem okoliczności, który już z samego założenia ma wprowadzić czytelnika w błąd. Zabieg ten nie zawsze przynosi oczekiwany rezultat, gdyż wprawiony w boju odbiorca, nawet jeżeli docenia logicznie zastosowane chwyty, jednocześnie dostrzega, że autor zaczyna powoli zmieniać zasady gry. Czytelnik otrzymuje bowiem zezwolenie na snucie trafnych domysłów, a te niespodziewanie uzbrajają go w dystans zarówno do zaproponowanych zwrotów akcji, jak i do coraz bardziej brutalnego traktowania głównych bohaterów. Mniej miażdżący w odczuciu wydaje się również sam finał, gdyż jego ogólna kompozycja, chociaż nadal zaskakuje treścią, w przekazie okazuje się zdecydowanie mniej raptowna. Mocną stroną niezmiennie pozostaje natomiast przystępny styl, który autor regularnie urozmaica obłędnymi, sarkastycznymi i tym samym chwytliwymi dialogami.

Zagorzały we własnej bezwzględności pisarz co i rusz odpala fabularny lont w bezpośrednim sąsiedztwie duetu świetnie wykreowanych prawników. Taka postawa pozwala na ciągłe zaangażowanie odbiorcy, ale czy bohaterowie są w stanie wchłonąć tak bezduszną ilość rzucanego w nich błota? Chyłka ma na tym polu przewagę, w końcu jest uznaną wyjadaczką prawniczego fachu, która nawet tonąc w głębinach własnej bezsilności, potrafi chwycić się przysłowiowej brzytwy w odpowiednio dostosowanych rękawiczkach. Charakterna pani mecenas szczypie dosłownie każdym wypowiadanym słowem i prawdopodobnie to właśnie ten element najbardziej ceni sobie odbiorca. Inteligentna, przenikliwa i niemal klasycznie złośliwa kobieta, którą odbiorca może wreszcie poznać od nieco bardziej ludzkiej strony. Mniej jadu standardowo sączy się z ust Kordiana, ale w zamian to jemu Remigiusz Mróz kreśli najmniej przyjemny scenariusz. Zordon podejmuje się bowiem walki nie tylko z niebezpiecznym anonimowym graczem, ale też z pazernymi demonami własnej przeszłości. Trzeba przyznać, że autor prowadzi bohaterów z niebywałą konsekwencją, stale akcentując ich główne atrybuty i tylko fragmentarycznie odsłaniając ich mniej znane oblicze.

Po lekturze sześciu tomów stwierdzam, że Chyłka i Zordon muszą naprawdę żałować, iż ich błyskotliwe kreacje stworzył akurat Remigiusz Mróz. Nikt inny nie sponiewierałby prawniczego duetu w tak perfidny, kąśliwy i nieprzyzwoity sposób. Autor bezsprzecznie dąży do prowokacji, ale finalnie zawsze potwierdza, że potrafi utorować drogę do drżącego w posadach, ale nadal obiegowego finału. Nie ma wątpliwości, że Remigiusz Mróz zna przepis na współczesny thriller – soczysty, charakterny i z polotem. Jestem też w pełni przekonana, że fabularnego asa ten pan dopiero wyciągnie ze swojego rękawa!

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP