"CÓRKA KRÓLA MOCZARÓW" - KAREN DIONNE | To on nauczył ją żyć

Człowiek codziennie dokonuje rozmaitych wyborów, zaczynając od zupełnie niewinnych, jak chociażby dobór odpowiedniego ubrania, aż po te znacznie ważniejsze, których przykładem może być wybór życiowego partnera. Niezależnie od wagi podejmowanej decyzji, trudno przewidzieć jej negatywne skutki, a jeszcze trudniej zrozumieć, jak gorzkie konsekwencje może przynieść decyzja podjęta spontanicznie, w afekcie lub za namową człowieka, któremu po prostu dobrze patrzy z oczu. To właśnie mało ostrożny wybór sprawił, że główna bohaterka książki Córka króla moczarów, nieświadomie stała się częścią prawdziwego koszmaru.

Karen Dionne nie korzysta z tradycyjnej narracji, w zamian oddaje głos Helenie Pelletier – kobiecie, która dorastała na opustoszałych trzęsawiskach. Bohaterka stale wspomina swoje dzieciństwo, podkreślając, jak wielką rolę odegrał w nim jej własny ojciec. To on nauczył Helenę polować na zwierzęta, tropić ich ledwo widoczne ślady, a także bezszelestnie przemieszczać się po leśnym terenie. Mężczyzna stał się jej mentorem, bohaterem i jedynym wzorem do naśladowania. Wszystko trwało do czasu, aż dziewczynka zrozumiała, iż obie z matką są przez ojca więzione. Teraz, gdy Helena jest dorosła i ma już własną rodzinę, ojciec niespodziewanie ucieka z więzienia, ukrywa się w lesie i tym samym rzuca córce perfidne wyzwanie. Kobieta musi przechytrzyć uciekiniera, aby ponownie nie paść jego ofiarą.
Bieżąca akcja nieprzerwanie podnosi poziom napięcia, ale Karen Dionne wyraźnie podkreśla, że właściwy dramat, stanowiący fundament tej historii, rozegrał się dawno temu, gdy głównej bohaterki nie było jeszcze na świecie. Przerażające porwanie, trzymanie w niewoli na opustoszałych bagnach i ciągłe zastraszanie – wyobraźnia szybko kategoryzuje tę sprawę jako autentyczną tragedię, ale przecież to nie Helena jej doświadczyła, a jej własna matka, która w przytaczanych wspomnieniach pojawia się niespodziewanie rzadko. Niewyobrażalny strach, tęsknota, bezradność, a do tego narodziny córki – tak wiernie przypominającej porywacza. Ta kobieta ewidentnie przeżyła koszmar, a jednak to nie jej życiorys fabularnie kreuje autorka, a wychowanej na mokradłach Heleny, która swoje nietypowe dzieciństwo, opisuje z zaskakującą pobłażliwością.

Bohaterka niejednokrotnie sygnalizuje, że dorastała w swoim środowisku, nie znała innego życia, nie miała też okazji rozmawiać z rówieśnikami, na odludziu czuła się zatem komfortowo. Jej postawa z pewnością zdumiewa, ale jednocześnie nadaje powieści odpowiednio mocnego charakteru. Helena z jednej strony pogodziła się z niewątpliwą winą ojca i zdaje się być w pełni zdeterminowana w walce przeciwko niemu, jednak nie ma w niej tak oczekiwanej nienawiści, a jedynie wyhodowany dawniej szacunek. Ten człowiek nauczył ją przecież żyć, był jej codziennym mentorem i jedynym przyjacielem. Tak pogmatwany tok rozumowania może być trudny do zaakceptowania, ale trzeba zrozumieć, że w sercu kobiety nadal tli się iskra dawnego życia, z dala od szeroko rozumianej cywilizacji, wśród pól, lasów i bagien, a także w gąszczu dość specyficznych uczuć – jedynych, jakie potrafiła zbudować jej dziecięca wówczas wyobraźnia.
Karen Dionne fabularnie nie porywa się na wielkie zwroty akcji i dość szybko pozwala odbiorcy wyczuć ogólny konspekt, ale trzeba przyznać, że w zamian zaopatruje Córkę króla moczarów w szereg naprawdę solidnie skonstruowanych emocji. W przywoływanych przez bohaterkę wspomnieniach można wręcz wyróżnić takie sceny, przy których na twarzy czytelnika pojawiają się szok, złość i niedowierzanie zarazem. Bywa drastycznie, porywczo i nieprzyjemnie, a przez to intrygująco i całkiem realistycznie. Dużą rolę w pozytywnym odbiorze powieści odgrywa sama fabuła, a także uwieczniony w jej treści enigmatyczny klimat mokradeł. Polowania na dziką zwierzynę, rytualne zjawiska przyrodnicze oraz niemal tubylczy styl życia pozwalają odbiorcy nie tylko zajrzeć w głąb dziewiczej natury, ale też delektować się jej właściwie nienaruszonym pięknem. Miłym akcentem i jednocześnie budulcem właściwego nastroju okazują się także odniesienia do wykreowanej piórem Hansa Christiana Andersena baśniowej Córki króla moczarów. Dzięki nim powieść nabiera dodatkowej, nieco metafizycznej głębi.

Niecodzienna sceneria i fabularne zawiłości stale intrygują, ale chaotyczny sposób ich prezentowania zauważalnie spowalnia postęp myśli. Helena relacjonuje bowiem bieżące wydarzenia, co i rusz przeplatając je wspomnieniami z dzieciństwa oraz opowieściami o „powrocie” do normalności. Same retrospekcje są w tym przypadku niezbędne, to one podsycają ciekawość i pomagają zrozumieć obecną postawę bohaterki, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że czytelnikowi o wiele lepiej byłoby dzierżyć nierówne szlaki tej historii, gdyby autorka wyraźnie rozdzieliła plany czasowe. Rozczarowujące zdaje się być także zakończenie, niepotrzebnie umykające dobrze wykreowanej sferze psychologicznej  i jednocześnie zbyt daleko idące w stronę taśmowego pokazu sił. 

Córka króla moczarów to w moim odczuciu niezwykle emocjonująca powieść, która z jednej strony wciąga w wir sensacyjnych wydarzeń, z drugiej natomiast przeraża dramatem, jaki fabularnie rozegrał się dawno temu. Chociaż samo zakończenie blaknie przy wcześniejszych scenach, a przywoływanym wspomnieniom brakuje pożądanej chronologii, to jednocześnie trzeba przyznać, że Karen Dionne podeszła do tematu porwania w sposób absolutnie nieszablonowy. Ciekawie potraktowana fabuła, osobliwy klimat mokradeł i wreszcie odpowiednio stopniowane napięcie, pozwalają nawet sądzić, że thriller ten spokojnie może posłużyć za gotowy scenariusz filmowy. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger