sobota, 13 lutego 2016

WYNIKI KONKURSU "ZŁAMANE PIÓRO"


Moi drodzy!

Spędziłam dziś bardzo miły czas przy lekturze odpowiedzi, jakich udzieliliście w konkursie "Złamane Pióro". Przypomnę, że zadaniem konkursowym była odpowiedź na pytanie: Czy miłość jest przeznaczeniem czy zwykłym przypadkiem? Forma odpowiedzi była dowolna, ale nie sądziłam, że Wasze odpowiedzi będą aż tak kreatywne i wielowarstwowe. Zaskoczyliście mnie zarówno treścią, jak i formą. Jedni odpowiedzieli wierszem, niektórzy w postaci opowiadania, a jeszcze inni przytoczyli własną historię. Cieszę się, że konkurs przyniósł tak bogate wypowiedzi i przyznam, że wybór tych najciekawszych był bardzo trudny.

Nagrodą w konkursie „Złamane pióro” były dwa egzemplarze debiutanckiej powieści Małgorzaty Marii Borochowskiej wraz z imienną dedykacją autorki. Biorąc jednak pod uwagę jakość i pomysłowość Waszych odpowiedzi, uzgodniłam z autorką, że wyróżnione zostaną nie dwie, a trzy osoby. Do kogo powędrują egzemplarze „Złamanego pióra”? Lista zwycięzców wraz z ich odpowiedziami konkursowymi poniżej.


Zwycięzcy w konkursie „Złamane pióro” to:


Klaudia Mituś
Widziałam Cię. Przypadkiem?
Spotkałam Cię. Przypadkiem?
Poznałam Cię. Przypadkiem?
I kocham przypadkiem?
Przypadkiem Twe słowa
wabiły syrenim śpiewem,
Przypadkiem Twe oczy rzucały
uroki,
Przypadkiem zapytałam
„czy jesteś pewien?”
A Ty odparłeś całkiem
przypadkowo,
Ze łzami w oczach i
sercem na dłoni,
Że czekasz tylko na
jedno me słowo,
By zawsze otaczać
mnie swoim ramieniem,
I być opoką, ostoją,
miłością,
Przypadkiem me „tak”
się stało wyzwoleniem,
Strach dzielę na
dwoje. Przypadkiem?
Ból nie boli tak
bardzo. Przypadkiem?
Smutek jest zwykłą błahostką.
Przypadkiem?
Naprawdę kocham przez
przypadek?
Nie znam innych miłości niż moja miłość. Mogę więc się wypowiedzieć jedynie jak to jest z miłością, którą znam. Przypadkiem może się zdarzyć wiele rzeczy: możesz zgubić klucze, wpaść pod autobus, znaleźć stówę na środku chodnika. Tak samo, możesz przez przypadek poznać kogoś wyjątkowego. Na przykład kierowcę autobusu, lub właściciela owej stówy :) Jednak przychodzi taki moment, że ten z pozoru nic nie znaczący przypadek, okazuje się czymś więcej. Nie potrafisz już sobie wyobrazić, że mogłabyś go przeoczyć. Wybrać inną drogę, zagapić się… Wtedy Twój PRZYPADEK staje się dla Ciebie sensem życiem, staje się Twoim PRZEZNACZENIEM.


Anna
Idziesz do sklepu.
Akurat dzisiaj skończyło się mleko.
Auto odmówiło posłuszeństwa.
Zmuszona jesteś jechać do pracy tramwajem.
Zatrzymujesz się w pensjonacie Stokrotka,
Pod Różą nie było wolnych miejsc.
Proza życia. Przypadek.
Wspaniały duet.
Razem mogą wiele zdziałać.
Teraz pałeczkę przejmuje przeznaczenie.
Mężczyzna w kolejce też trzyma w ręce karton mleka.
Takie jak Twoje. Półtłuste, tego samego producenta.
Jedyne wolne miejsce obok kogoś z nosem w Lodowym Ogniu.
Nigdzie nie mogłaś znaleźć tej części.
Siódma rano, na stoku pustki.
Dokładniej: Ty, armatki śnieżne i ktoś w czarnym kasku.
Te same nawyki, podobna wrażliwość, dzielenie pasji.
To zbliża, bardzo.
Już nie musisz szukać. Znalazłaś.
Podziękuj przeznaczeniu.
Bez przypadku też by się nie obyło.
Co teraz?
Cisza, spokój, harmonia i ...praca.
Pracuj ciężko.
Kochaj i daj się kochać.


Ogi
Doktor Magdalena właśnie skończyła dyżur w miejscowej przychodni. Mimo, iż sezon turystyczny jeszcze się nie rozpoczął, „ruch” w jej pracy był ogromny. Dziesiątki pacjentów oczekiwało w długich kolejkach, by otrzymać poradę, recepty na leki lub po prostu porozmawiać z ulubioną medyczką. Przyjmowała co drugi dzień, w systemie dwunastogodzinnym, co sprawiało, że była wyczerpana pracą a wolne dni nie dawały wytchnienia. Szybkim krokiem zmierzała w stronę plaży. Mimo fizycznego zmęczenia, głodu oraz kołatających w głowie myśli i wspomnień minionego dnia, pragnęła choć przez chwilę popatrzeć na przyrodę, morze – dla którego trzy i pół roku temu przyjechała tu do pracy. Dźwirzyno było niewielką, lecz uroczą miejscowością. Oświetlenie przy wejściu na plażę sprawiało, iż nawet teraz, po zmroku, czuła się bezpiecznie. Widok fal, rytmicznie uderzających o brzeg, był tym, co koiło jej smutek związany z samotnością. Oddalenie od rodziny, brak tutaj na miejscu przyjaciół i porywających rozrywek, od dawna przytłaczały Magdalenę, jednak nie chciała się do tego przyznać nawet przed sobą. Już nie pamiętała, jak to jest spacerować z kimś trzymając się za ręce, czuć zaangażowanie i troskę mężczyzny, widzieć żar uczucia w czułym spojrzeniu…

Na szczęście miała swoje studia podyplomowe w Krakowie, już kolejny kierunek. Podróże do oddalonego o wiele kilometrów Królewskiego Miasta były dla niej powiewem świeżości w ustabilizowanej, skostniałej codzienności. Nie szkodzi, że żadne ze studiów nie było związane z wykonywaną przez Magdę pracą. Zdobywanie nowych zawodów i uprawnień stało się jej hobby.

Marzyła, by pobyć w Krakowie dłużej i lepiej go poznać, gdyż wypełnione wykładami weekendy nie pozwalały na to. Z nostalgią obserwowała przez okno miejskiego autobusu tłumy ludzi spacerujących nad Wisłą, pięknie oświetlony wieczorami Wawel oraz pary przy kawiarnianych stolikach na Rynku Głównym, przez który zawsze w pośpiechu przemykała, zmierzając w stronę dworca. Podczas jednej z tych eskapad, w lutym, minęła się w przejściu z intrygującym mężczyzną. Podróżował on ze starszą kobietą, może matką lub babcią. Gdy przepuścił Magdalenę w drzwiach, wykazując się uprzejmością, lekarka poczuła sympatię oraz smutek, gdyż wiedziała, iż już nigdy więcej go nie spotka. Był tylko jednym z setek przechodniów mijanych w Krakowie.

Gdy w lipcu druga podyplomówka dobiegła końca, doktor Magda postanowiła odmienić swe życie i spełnić marzenie. Na czas urlopu porzuciła ukochane morze, nad które zjeżdżali turyści z całej Polski i udała się do miejsca, które od dawna fascynowało ją zabytkowymi budowlami i klimatycznymi uliczkami. Dni spędzała spacerując, zwiedzając zabytkowe świątynie, podziwiając architekturę Starego Miasta i Kazimierza oraz miejską zieleń w parkach. Wieczorami w hotelu dawała szansę szczęściu, korespondując na portalu dla singli, na którym profil założyła jej w prezencie przyjaciółka już dwa lata wcześniej, używając fikcyjnego imienia.

Pisało bardzo wielu mężczyzn, głównie z okolic nadmorskich. Magda była zaskoczona ilością miłych osób szukających dla siebie partnerek życiowych.

Ze swym życiowym sceptycyzmem nie liczyła na znalezienie wielkiej miłości, tymbardziej przez internet. Mimo przyjemnego spędzania czasu na poznawaniu nowych, ciekawych mężczyzn, Magdy nie opuszczało przekonanie, iż pozostanie singielką-pracoholiczką już na zawsze.

Lubiła korespondować szczególnie z pewnym mężczyzną z podkrakowskiej miejscowości. Miał na imię Szczepan. Pisał dość lakonicznie, lecz konkretnie, rzeczowo. Nie dążył do spotkania jak większość, wyraźnie starał się poznać Magdę przez jej pisemne wypowiedzi.

- Ciekawe, dlaczego nie przeszkadza mu, ze mieszkam nad morzem ! – myślała. – Być może nie szuka kandydatki do związku, lecz krótkiej przygody …

Mimo wątpliwości co do zamiarów i światopoglądu Szczepana, z radością czytała każdą kolejną wiadomość od niego na internetowym portalu. Pojawiały się coraz częściej – pisał rano oraz wieczorem na dobranoc, niekiedy również w ciągu dnia. Szczepan miał mobilną pracę, prawie nie przebywał w miejscu zamieszkania. Co kilka dni pisał z innego miasta. Położenie niektórych z nich Magda sprawdzała na mapie – cóż, zawsze była zdecydowanie lepsza z biologii i chemii, niż z geografii, do której uprzedziła się mocno w liceum.

- Hmm, on jest jak marynarz, zapewne w każdej miejscowości czeka inna dziewczyna … - czarne myśli ogarnęły Magdę, dlatego gdy odczytała wiadomość, w której informował o swym powrocie do Krakowa i żartobliwie proponował swe usługi w charakterze przewodnika podając numer telefonu, przyjęła ją bardzo chłodno. Rozważała nawet zakończenie tej wirtualnej znajomości, nie widząc w niej sensu. Ostatecznie jednak postanowiła poznać Szczepana osobiście.

Gdy go zobaczyła, otrzymując bukiet pięknych kwiatów, oniemiała – to był ON. Mężczyzna, który pół roku wcześniej przepuścił ją w drzwiach ! Nadmiar wrażeń oraz sierpniowy upał sprawiały, że Magdalenie kręciło się w głowie, gdy spacerowali po Ogrodzie Botanicznym UJ. Wkrótce usiedli na ławce, otoczeni zielenią wspanialej roślinności i odbyli długą rozmowę. Pani doktor i Szczepan byli oszołomieni tym spotkaniem.

Od tego upalnego, sierpniowego popołudnia rozpoczął się nowy, wspaniały rozdział w życiu ich obojga.


Gratuluję zwycięzcom! 
Niebawem otrzymacie ode mnie maila z prośbą o przesłanie danych do wysyłki nagrody.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP