Wydawnictwo Literackie
Wydawnictwo Literackie
„KOCHAM CIĘ, ŻYCIE” – MAGDALENA KORDEL | Magdalena Kordel z czułością zakrada się do skruszonej okropną niewiernością wrażliwości...

„KOCHAM CIĘ, ŻYCIE” – MAGDALENA KORDEL | Magdalena Kordel z czułością zakrada się do skruszonej okropną niewiernością wrażliwości...

Powieść przepełniona kobiecymi emocjami. Naznaczona życzliwością, ciepła, budująca i niezaprzeczalnie romantyczna, ale skrywa w sobie też cenne przemyślenia. Magdalena Kordel z wyczuwalną delikatnością przemieszcza się po uczuciach świeżo złamanego serca, czaruje ludzkim dobrem oraz sielskim charakterem bieszczadzkiej scenerii, rozbraja aranżacją uroczych lub wręcz odwrotnie, niebezpiecznych scen, pozwala otworzyć się na nową miłość. Kocham Cię, życie to podróż z ważnym morałem – piękna i rozczulająca.

Naocznie doświadczona zdrada, emocjonalna gorycz po burzliwym rozstaniu, samotny wyjazd w kierunku zalesionych górskich szlaków i wreszcie częściowo zabawnych, częściowo alarmujących zdarzeń, które kiełkują niespodziewaną znajomością. Barwnie skadrowane bieszczadzkie fotografie, powietrze nasycone obecnością natury, budujące ciepło bijące od mieszkańców, w tym dobroduszność właścicieli znamiennego pensjonatu – to wszystko sprawia, że historia ta zdaje się być absolutnie sielska, kojąca, w odczuciu bardzo lekka. Gdzieś w obrazie świeżego zadurzenia, znienacka pojawia się scena rodem z kryminału, w uczuciach zagnieżdża się niepokój i doskwiera strach, kształtuje się też bardzo niebezpieczna wizja, będąca drogą do poszerzania kobiecej świadomości. Autorka zauważalnie dba o różnorodność doznań czytelnika, zachęca do uśmiechu oraz słodkich wzruszeń, absorbuje i zachęca do refleksji, niezmiennie urzeka dzikimi widokami, w męskiej kreacji natomiast zaszywa szczyptę tajemnicy, która staje się źródłem doskwierających wątpliwości. Chociaż ten zabieg zdaje się być zamierzony, nie łatwo oswoić się z nieustannym zdrabnianiem imienia głównej postaci, wyobraźnia mimowolnie podsuwa wtedy portret małej dziewczynki zamiast dorosłej i naprawdę fajnej kobiety, jaką przecież jest zraniona bohaterka. 

Kobieca, przyjemna, mocno rozgrzewająca i jednocześnie uświadamiająca powieść romantyczna. Wizualnie osadzona w malowniczej, momentami wręcz dzikiej scenerii bieszczadzkich połonin, w emocjach natomiast w rozpaczy poturbowanego zdradą serca oraz w serdecznym uśmiechu poznanych mieszkańców. Magdalena Kordel z czułością zakrada się do skruszonej okropną niewiernością wrażliwości, pozwala bohaterce otworzyć się na podróż zmieniającą życie, gdzieś w szalonym splocie kłopotliwych scen, w spontanicznie przywołanym szepcie, przywołuje świeżość nowych doznań, definiuje miłość do natury i samego siebie, za pomocą sceny niemal sensacyjnej, zachęca do podwójnej ostrożności wobec nieznajomych oczu.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„OCZY MONY” – THOMAS SCHLESSER | Uniwersalna w sekwencji utrwalonych wzruszeń

„OCZY MONY” – THOMAS SCHLESSER | Uniwersalna w sekwencji utrwalonych wzruszeń

To niezaprzeczanie jedna z tych podróży literackich, które domagają się wrażliwego czytelnika, czasowo także wymagają znacznie więcej niż jeden krótki wieczór, oczekują poświęcenia, czułości, przestrzeni na kontemplację wyjątkowych dzieł i refleksyjne przemyślenia. Thomas Schlesser z wyczuwalną delikatnością zakrada się w codzienność nasiąkniętą rodzinnym niepokojem, drobiazgowo eksploruje fascynację sztuką, inspiruje wiedzą oraz dojrzałością młodej bohaterki, pozwala dostrzec niewidzialne piękno.

To niepewność determinuje nieoczywisty kształt tej rozczulającej opowieści. Jedna godzina wypełniona czernią, naznaczona ciemnością, brutalnie pozbawiona innych barw, osaczona strachem absolutnym. Oczy dziesięcioletniej Mony zgasły w jednej chwili, tak bardzo niespodziewanie, panicznie zdumiewając bliskich, przemycając troskę, przerażając wizją całkowitej utraty wzroku. Paraliżująca myśl staje się prologiem do niezwykle wartościowych muzealnych spotkań – zamiast regularnych rozmów z psychologiem, dziadek dziewczynki decyduje się nasycić jej duszę tym, co w dziełach sztuki ważne i najbardziej wzruszające. Każda lekcja to nieprzypadkowe płótno, rzeźba, tudzież instalacja – każda z tych kreacji staje się przeżyciem wyjątkowym, nieśpiesznym, detalicznym. Każda okazuje się mocno drobiazgową i jednocześnie refleksyjną podróżą do rzeczywistości twórcy, nieoczywistą miarą artystycznej wrażliwości, pomaga także afirmować piękno, zachęca do ścierania się z lękami dnia, pozwala dojrzeć różne barwy czerni, urzeka wiedzą dziadka i dziewczęcą dojrzałością, staje się niezwykłym doświadczeniem. To powieść finezyjnie napisana, wielka, dobitna i ekscytująca, może nawet zjawiskowa.

Fascynująca proza. Unikalna, nieprzeciętna, wybitna, jednocześnie uniwersalna w sekwencji utrwalonych wzruszeń. Thomas Schlesser z niebywałą czułością dotyka paraliżującej wizji, jaką stanowi możliwa utrata wzroku dziesięcioletniej dziewczynki. To, co rodziców napawa przerażeniem absolutnym, w perspektywie dziadka okazuje się zadaniem życia – to właśnie on, za pomocą wyselekcjonowanych dzieł i wymownie snutych muzealnych rozmów, uwodzi czytelnika pięknem, epatuje wiedzą oraz refleksyjną głębią, pozwala spojrzeć na dojrzałość dziecięcej wrażliwości. Oczy Mony to nie tylko afirmacja sztuki, to przede wszystkim zachęta do dbania o najważniejsze więzi, do akceptacji siebie, do nieoczywistego ubarwienia czerni.

_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„LAS BIRNAMSKI” – ELEANOR CATTON | Przenikliwy, dobitny, może nawet bezkompromisowy

„LAS BIRNAMSKI” – ELEANOR CATTON | Przenikliwy, dobitny, może nawet bezkompromisowy

To niepodważalnie jedna z tych nieśpiesznie plecionych opowieści, które wymagają skupienia, domagają się czasu i wzmożonej cierpliwości czytelnika. Eleanor Catton badawczo wkrada się w historię, detalicznie prezentuje każdą naruszoną fabularnie twarz, szczegółowo eksploruje znamienną dla postaci przeszłość. Intryga zawiązana wokół katastrofy przyrodniczej zdaje się być strzałem w dziesiątkę – nurtuje swoją nieoczywistością, zaraża odczuwalnie refleksyjną myślą, zaskakuje niebezpiecznym charakterem, pozwala dostrzec prawdy na temat współczesnego świata.

Nie wszystko widać tu na pierwszych stronach, lektura zauważalnie wymaga zmierzenia się z rozbudowaną warstwą ideologiczną, każe też wykazać się dociekliwością, przyjrzeć się twarzom kolektywu ogrodniczego i dokładnie zapoznać się przemyśleniami, relacjami oraz wspomnieniami jego zagadkowych uczestników. Autorka pozwala śledzić nieśpieszne wydarzenia za pomocą naprzemiennej perspektywy, utrwala zatem nie tylko obszerną, zamierzenie dziwnie mglistą postawę członków nieformalnej organizacji, ale także wzbudzające podejrzenia słowa zainteresowanego gospodarstwem amerykańskiego miliardera oraz narrację właściciela znamiennej ziemi. A w detalicznie nakreślonym tle nasączona tajemnicą enigmatyczna sceneria Nowej Zelandii, gdzie na skutek katastrofalnego obsunięcia ziemi, odcięte od świata zostało małe miasteczko Thorndike oraz znajdująca się w pobliżu posiadłość farmerska. To niecodzienny thriller – absolutnie klimatyczny, nieprzeciętny, z czasem nieco bardziej kryminalny i zaskakujący, pod względem psychologii wymagający, nastawiony na badawcze oko ciekawskiego odbiorcy, z każdym przeczuciem lub wręcz zarzutem coraz bardziej wciągający i nieobliczalny. Gdzieś szeptem nieprzerwanie stanowi zachętę do świadomej obserwacji zanurzonych w zagadce intencji człowieka – okazuje się tym samym szalenie refleksyjny, zachwycający, może nawet bezwzględny.

Nieoczywisty, enigmatyczny i fascynujący, w podjętych refleksjach z pewnością przenikliwy, dobitny, może nawet bezkompromisowy. Las Birnamski nie wciąga od ideologicznych pierwszych stron, domaga się czasu, wymaga czujnego, w najlepszym scenariuszu uważnego i dociekliwego oka, wraz z upływem nieśpiesznie kreowanych stron, zaczyna odczuwalnie angażować, niezaprzeczalnie intryguje, osacza skondensowane myśli czytelnika, staje się zasadzką, sam w sobie stanowi psychologiczną dyskusję nad nieobliczalną naturą człowieka, podważa bowiem intencje, każe snuć szalone podejrzenia, utrwala niebezpieczne zachowania, okazuje się zgubny, zaskakujący, nieprzeciętny!
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„RÓWNONOC” – EWA PRZYDRYGA | Ta historia dosłownie osacza wyobraźnię

„RÓWNONOC” – EWA PRZYDRYGA | Ta historia dosłownie osacza wyobraźnię

To strach i niepewność grają tutaj pierwsze skrzypce, umyślnie przenikają duszę, każą zachować czujność i bacznie przyglądać się enigmatycznym twarzom. Ewa Przydryga tworzy intrygę na grząskim i jednocześnie frapującym fundamencie, intryguje kadrami naruszonych fobii, przywołuje sceny nieprzepracowanych wspomnień, każe ścierać się z lękami zaniepokojonych myśli. Równonoc wciąga w swe alarmujące szpony, nie pozwala się odłożyć, okazuje się nie tylko mroczna, gęsta i nieodgadniona, ale przede wszystkim mocno wzruszająca.

Tu nie ma przestrzeni na bezpieczeństwo, nie ma też miejsca na zaufanie do kogokolwiek. Każda kreacja zdaje się być nasączona niejasnością, każda dusi w sobie ciężar niewyobrażalnych przeżyć, każda mierzy się z okrutną traumą, nieprzypadkowo pojawiając się na scenie. Zagmatwana gra prowadzi czytelnika w nieprzejrzyste korytarze ośrodka terapeutycznego, w którym kilka lat wcześniej skrzyżowane zostały życiorysy znamiennych bohaterów. Przejmujące retrospekcje pozwalają wysnuć ważny wniosek – to nieprzetrawione fobie determinują psychologiczny charakter tej powieści i to one wpływają na odczuwalnie gęsty klimat. Przytłaczające wspomnienia, niewyjaśniona zbrodnia, paranoiczne narracje, rozbudzone instynkty, skrywane głęboko tajemnice, trudne relacje rodzinne i wreszcie uprowadzenie dziecka – dramatyczna przeszłość miesza się z teraźniejszością, wymuszając skupienie i ostrożne przeglądanie wieloznacznych stron. Tym bardziej, iż nie brakuje tu zdumiewających zwrotów akcji. Zagadka nasiąka niewiadomą i ewidentnie intryguje, ale to właśnie ludzkie emocje trzymają w napięciu, budzą poruszenie, momentami wręcz boleśnie wstrząsają ludzką duszą.

Ta historia dosłownie osacza wyobraźnię – zdaje się być duszna, przejmująca i niejednoznaczna, przeszyta świadomie osnutą tajemnicą, z pewnością enigmatyczna i niepowtarzalna. Ewa Przydryga wyczuwalnie zagęszcza powietrze tej powieści, wodzi czytelnika za nos, wdziera się w szczeliny ludzkiego przerażenia, napawa grozą przenikliwych i niepokojących wzruszeń. Równonoc to fenomenalny thriller psychologiczny – emocjami osadzony w plastycznie nakreślonych fobiach oraz w najmroczniejszych instynktach człowieka, wypełniony strachem i szokującymi plot twistami, gęsty od złudzeń, zawiesisty i nieprzewidywalny.
_____ 
Współpraca reklamowa z autorką oraz Wydawnictwem Literackim

„STAROŚĆ. O TYM, CO NAJWAŻNIEJSZE” – LINN SKÅBER, LISA AISATO | Swoista eksploracja najbardziej dojrzałego z etapów ludzkiej egzystencji

„STAROŚĆ. O TYM, CO NAJWAŻNIEJSZE” – LINN SKÅBER, LISA AISATO | Swoista eksploracja najbardziej dojrzałego z etapów ludzkiej egzystencji

Przychodzi znienacka, prowokuje i wywołuje wewnętrzne oburzenie, zdumiewa i przeraża, a przecież każdy mimowolnie podąża w jej nieubłaganą stronę. Z upływem czasu zdaje się nabierać bardziej wyrazistych barw, pozwala się oswoić i pragnie akceptacji bliskich, mimo wiadomego końca, chce wyeksponować swoje najważniejsze strony. To emocjonalna dojrzałość i życiowe doświadczenia składają się na piękno jej skruszonej wiekiem codzienności. Starość. To właśnie nad nią pochyla się Linn Skåber w tym przejmującym, niezwykle życiowym i przede wszystkim mocno refleksyjnym zbiorze.

To wrażeniowo niedługie opowieści, dosłownie kilkustronicowe, a jednak każda niesie w sobie drogocenny przekaz. Każda przenika zmierzch życia w pozornie osobliwy, a jednak nasączony prawdziwością sposób, każda eksploruje wielobarwne fotografie podeszłego wieku, utrwala emocje towarzyszące pokoleniom, staje się odzwierciedleniem rzeczywistych scen, za pomocą uśmiechu ostudza niepokoje, pozwala poczuć nie zawsze wygodną seniorską perspektywę, tym samym dostrzega w starości to, co w niej najbardziej wartościowe, czasami smutne, wręcz dziwnie krępujące, innym razem zabawne, szalone i rozbrajające, w kolejnym zarysie po prostu ważne i pouczające. Autorka tworzy tę cudowną antologię na fundamencie autentycznych rozmów i spostrzegawczych obserwacji – odtwarzając prozaiczność samotnego dnia, pogrzeby, poczucie odrzucenia i skrywane w duchu złośliwości, dba o mocny przekaz oraz szczerość swoich opowiadań. Każda z tych historii przenikliwie wypełnia przestrzeń poruszonej wyobraźni, tym bardziej, że odbiorcy towarzyszy nie tylko wzruszająca treść, ale też obłędne ilustracje niesamowitej Lisy Aisato – tak bardzo dobitne, przenikające duszę, bezapelacyjnie chwytające za serce.

To już nie tylko przejmująca szczerością antologia, to raczej swoista eksploracja najbardziej dojrzałego z etapów ludzkiej egzystencji. Starość niemal zawsze wywołuje strach, tak bardzo niechciana, wyzuta z fizycznej żarliwości, nudna, szara, zbyt odległa, aby docenić jej niepodważalną wartość. Linn Skåber nie ma łatwego zadania, a jednak dokonuje czegoś absolutnie ważnego – za pomocą autentycznych kadrów oswaja czytelnika z emocjami zmierzchu życia, pozwala zaprzyjaźnić się z nieuniknionym, ujarzmia przenikliwą boleść duszy, przeplata ostatnie pożegnania z uśmiechami dnia, otwiera serce na empatię do drugiego człowieka. I jeszcze piękne ilustracje niesamowitej Lisy Aisato – wymowne, fascynujące, pełne refleksyjnych wzruszeń, z pewnością niezapomniane.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„MIŁOŚĆ W KRAINIE CZARÓW” – ABIOLA BELLO | Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca…

„MIŁOŚĆ W KRAINIE CZARÓW” – ABIOLA BELLO | Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca…

Urocza powieść. Pełna rodzinnego ciepła i ważnej refleksyjnej treści, przepełniona muzyką i magią ludzkiej poczciwości. Abiola Bello ukradkiem wdziera się w otchłań nastoletniej wrażliwości, dostrzega piękne pasje, talenty i pragnienia, niepostrzeżenie dotyka także czułych strun, przywołuje sentymenty i tęsknotę wyraźnie skruszonego serca. Miłość w Krainie Czarów okazuje się spektaklem mocno zajmującym – z pewnością romantycznym, przyjemnym i zimowym.

Tu uczucia tuszowane są nieśmiałością, domagają się czasu i wzajemnych epizodów. Na fabularnej szali stoi bowiem mała księgarenka – nasączona tradycją i niesamowitą przytulnością, odczuwalnie klimatyczna, choć niedoceniana, ocierająca się właśnie o skraj własnej działalności. To w niej zaszyty zostaje motyw ratowania rodzinnej firmy, to w niej osadzone zostają znamienne sytuacje, to w niej czai się potencjał dla cudownie życzliwych serc. Najważniejszym atrybutem staje się tu chęć młodego pokolenia – naturalna i zaskakująco kreatywna, waleczna i zachęcająca, bezsprzecznie godna podziwu. Czytelnik przygląda się tej akcji z dużym rozczuleniem, jednocześnie pochyla się nad wrażliwością siedemnastoletniej perspektywy – narracją ujmującą i niezwykle osobistą, pełną wiarygodnych młodzieńczych wątpliwości. Brak pewności siebie, dokuczliwe kompleksy, przeszkody finansowe w rozwoju własnej pasji, bolesne wspomnienia – to właśnie tak trudne zagadnienia wypełniają przestrzeń nastoletnich serc, to one stają się towarzystwem dla rozkwitu najpiękniejszych emocji. Te zdają się ostrożne i wrażeniowo niezdecydowane, jednocześnie intuicyjne i prawdziwe – zakradają się szeptem, budzą zew zauroczenia, bezwiednie przywołując odruchy zazdrości. Trudno tu o wielkie uniesienia i szalone zwroty akcji, a medialność podjętego dobrodziejstwa mija się jakby z autentycznością, a jednak w tej świątecznej oprawie, odbiorca na pewno czuje się tu swobodnie.

Niesamowicie kameralna, nastrojowa i rozczulająca – otulona magiczną świąteczną scenerią i dźwięczną muzyczną nieśmiałością, nasączona szczerością dziewczęcej tęsknoty, jednocześnie pełna serdeczności w obliczu kruchości rodzinnego biznesu. Abiola Bello dyskretnie konfrontuje dwa zakłopotane serca, wizualizuje straty i uczuciowe wątpliwości, definiuje smutki, przeciwności i pragnienia, eksponuje piękne pasje i ekspansywność młodego pokolenia. I chociaż trudno tu o fragmenty fabularnego zaskoczenia, Miłość w Krainie Czarów okazuje się historią niezwykle komfortową, ciepłą i inspirującą, spisaną z myślą o długich zimowych wieczorach.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„DOROSŁOŚĆ” – LINN SKÅBER | Fascynująca podróż przez różne twarze dorosłości!

„DOROSŁOŚĆ” – LINN SKÅBER | Fascynująca podróż przez różne twarze dorosłości!

Czas mija nieubłaganie. Pojedyncze dni zdają się niekiedy dziwnie wydłużone, jakby obciążone panoszącą się nudą lub nieprzyjemnie drażniącą pustką, a jednak wystarczy jedno spojrzenie w pamiętnik własnych wspomnień, aby przerazić się ulotnością ludzkiej egzystencji. Aby mimowolnie zajrzeć do lustra minionych lat i nieuchronnie zdefiniować w nim swoją dorosłość. Po przepięknie wydanej Młodości, norweska pisarka Linn Skåber sugestywnie pochyla się właśnie w stronę pełnoletniego życia – tym samym przedziera się przez różne oblicza dorosłych intymności, dosadnie wykazując w nich prawdy znane z szarej codzienności.

Tu proza ukazana zostaje nader osobliwie, zamiast pełnowymiarowej powieści, czytelnik wkrada się bowiem w zbiór ponad trzydziestu przenikliwych opowiadań – nierzadko krótkich, fizykalnie potraktowanych metrażem skromnym, a jednak w treści esencjonalnych i poruszających, w niektórych przypadkach wręcz rozdzierających serce. Bo przecież autorka mierzy się z wymownymi fragmentami ludzkiej dorosłości, zauważalnie akcentując brutalne niekiedy zderzenie z powłoką płynącego czasu, tu nadzwyczaj obrazowa okazuje się przywołana Historia zmarszczek, i jednocześnie utrwalając znamienność nieuchwytnych często epizodów, dla której przykładem może być scenariusz zatytułowany Gdyby mogło być jak w filmie, w którym głośno wyrażone pragnienie, zdaje się być dosłownie na wyciągnięcie ręki – w odważnych oczach narratora urealnia się wręcz jawnie na oczach odbiorcy, a jednak zostaje zgaszone wyartykułowaną zdawkowo przyziemnością. Każda z przytoczonych opowieści staje się głosem innej sceny życia, każda plastycznie wypełnia refleksyjną stronę wyobraźni, każda okazuje się w swym przekazie przekonująca, trafna, wiarygodna – ewidentnie wyważona autentyczną inspiracją. Pokłosie rozstania, brak pewności siebie, przerwana przyjaźń, niespełnione macierzyństwo, próba ujarzmienia starości, narzucająca się menopauza, samotność w tłumie – to tylko wybrane motywy, jakim sensorycznie przygląda się Norweżka. Każdy z nich ujarzmiony zostaje na swój niepodważalny kształt, każdemu przydzielona zostaje mocno poruszająca narracja, niektóre otrzymują nawet swoistą stylistyczną formę, niespodziewanie wypowiedziane zostają dialogiem, piosenką, wierszem. Ale Dorosłość nie byłaby aż tak przeszywająca, gdyby nie jej portretowy gest – to uderzające intensywnym smakiem ilustracje Lisy Aisato, stanowią idealne dopełnienie emocjonalnego stanu. To w nich wyczuwa się ból, smutek, przygnębienie i bezradność. To przez nie ukradkiem przemyka nadzieja.

Fascynująca podróż przez różne twarze dorosłości – podróż namacalnie sugestywna, szczera, przejmująca i esencjonalna. Linn Skåber ponownie wdziera się w otchłań ludzkiej wrażliwości, tym razem pełnoletniej i metrycznie doświadczonej prozą dnia – codzienności inspirowanej troskami i obficie nasączonej bólem, nasyconej też bezradnością i fetorem rozdzierającej samotności. Tu życie płynie spiesznie, niczym kolejne nakreślone scenariusze – każdy unikalny, każdy znamiennie muskający ramion dociekliwej wyobraźni. Każdy obdarowany próbą niesamowitej Lisy Aisato – to właśnie zjawiskowe ilustracje, zmyślnie dopełniają ekspresję tego zbioru.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„ALMOST KISS. NIE FLIRTUJ ZE MNĄ NA FIZYCE” – AMY NOELLE PARKS | Nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers!

„ALMOST KISS. NIE FLIRTUJ ZE MNĄ NA FIZYCE” – AMY NOELLE PARKS | Nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers!

Nastoletni wiek zawsze rządzi się swoimi emocjami. Każdy młody człowiek inaczej przechodzi ten emocjonujący fragment życia, każdy mierzy się z nowymi bodźcami, rozterkami oraz wymogami, w aspekcie szkolnym niejednokrotnie także ambicjami własnych rodziców. Amy Noelle Parks narusza właśnie dylematy dojrzewających serc, otwarcie wgryzając się w ich dostrzegalnie nieprzeciętną codzienność. Bo przecież bohaterowie powieści Almost Kiss. Nie flirtuj ze mną na fizyce to prawdziwi szkolni geniusze, dla których zauroczenie okazuje się nie lada wyzwaniem.

Autorka robi coś iście absorbującego – oddaje głos dwójce wyjątkowych młodych ludzi, którzy w ferworze wieloletniej znajomości, doświadczają nieznanych sobie emocji. W oczach troskliwego Caleba kształtuje się wrażliwość na piękno uczuciowych doznań, natomiast Evie wyraźnie zatrzymuje się w otchłani bezpiecznej przyjaźni. Tym bardziej, że na jej siedemnastoletniej drodze właśnie pojawia się przystojny Leo – nowy chłopak na elitarnym korytarzu, równie sumienny w projektach szkolnych, jednocześnie boleśnie naznaczony trudną przeszłością. Właściwie każdy zdaje się tu skażony niedopowiedzianą pierwotnie traumą. Czytelnik odkrywa karty z biegiem poruszających scen, przedzierając się przez tak ważne tematy, jak presja rodziców, prześladowanie rówieśników, dyskryminacja kobiet w środowisku naukowym, a także najbardziej zaakcentowane tu stany lękowe, incydentalnie dotykające głównej bohaterki. A wszystko w aurze stricte naukowej, wręcz fizyczno-matematycznej – tak niecodziennej i pozornie nużącej, a jednak zarysowanej nadzwyczaj przystępnie, widowiskowo i czytelnie. Tu nie ma miejsca na akademicką oziębłość, w zamian wyczuwa się smak nadciągającej miłości oraz towarzyszącą jej nieustannie pasję do przedmiotów ścisłych. Tu fizyka dzieje się przede wszystkim w gestach serca.

Urocza, fascynująca, niespotykana – ochoczo wypełniająca przestrzeń zaskoczonej wyobraźni. Almost Kiss to historia nasączona pasją do zagadnień ściśle naukowych, to także nastoletnia miłość nakreślona fabularnie w rozczulającym motywie friends to lovers. Ale nie tylko, to również poruszająca lekcja szacunku dla osób wyśmiewanych lub prześladowanych, zwłaszcza szkolnych geniuszy oraz kobiet w optycznie męskim gronie akademickim. Amy Noelle Parks sugestywnie wkrada się w emocje młodości, budując przy tym nie tylko sensoryczną, ale też uczuciową świadomość czytelnika.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Literackim

„ŻONA” – SHALINI BOLAND| Utrwala ekspresję najbardziej nieobliczalnych uczuć.

„ŻONA” – SHALINI BOLAND| Utrwala ekspresję najbardziej nieobliczalnych uczuć.

Ślub. Dla wielu najważniejszy dzień życia, często planowany w detalach przed długie miesiące. Olśniewająca biała suknia, elegancka kolacja i oszałamiające rodzinne przyjęcie – po prostu niezapomniane chwile, do których wraca się regularnie w późniejszych rozmowach. Tytułowa bohaterka Żony nie może pozwolić sobie na tak kompletne wizualizacje własnego ślubu, w dniu uroczystości zdarzyło się przecież coś, co doszczętnie zamknęło jej drogę do pięknych wspomnień. I właśnie ten mgliście zapamiętany dzień staje się fundamentem intrygi, wykreowanej przez Shalini Boland.

Żona nie jest mrożącym krew w żyłach thrillerem. Właściwie o wiele bliżej jej do powieści obyczajowej z mocno sensacyjnym zakończeniem. Dopiero ostatnie strony podpowiadają, jak bardzo zaawansowany jest poziom konspiracji, jaką sprytnie ugruntowała brytyjska pisarka. Na prawdziwe emocje trzeba poczekać, ale ich skala popisowo rekompensuje miarowy początek. Czas dostrzegalnie ożywia zatem poczucie niepewności, wybudza też celowo zatuszowane niebezpieczeństwo. Finalne sceny bez wątpienia rozpisane są pierwszorzędnie, świetnie oddają niepokojący i wyraźnie tajemniczy charakter całej fabuły. Idealnie pokazują, jak łatwo można zamieść zło pod przysłowiowy dywan, sukcesywnie utrwalają też nieobliczalny charakter rodzinnych więzi.

Autorka świadomie wystawia kreacje na pozory tuzinkowości. Tu każdy sprawia wrażenie szalenie konwencjonalnego, przez co niełatwo jest oszacować, która z postaci najbardziej udaje niewinność. Tym bardziej trudno jest zdefiniować, co dokładnie wydarzyło się w dniu feralnego ślubu. Odbiorca nieustannie przygląda się bohaterom, szuka możliwych powiązań i próbuje rozszyfrować, jak bardzo złożone są ogniwa tej historii. Niewyjaśniona przez lata utrata przytomności staje się zatem wachlarzem pełnym fabularnych możliwości, z pewnością nadaje powieści niezwykle swoistego tonu i sprawia, że czytelnik cały czas próbuje zrozumieć brzemię misternie zakamuflowanych zdarzeń. Ogromnym atutem okazuje się tu narracja pierwszoosobowa, dzięki której przemyślenia Zoe – kobiety wyraźnie zagubionej i zbyt łatwowiernej – wystawione są otwarcie na pierwszy plan.

Ten thriller konsekwentnie każe na siebie czekać. Zamknięty szczelnie w ramionach powieści obyczajowej, ujawnia swój charakter w ostatnich scenach i dopiero wtedy przygniata ciężarem przerażającej tajemnicy. Świadomie uśpiona czujność idealnie komponuje się ze smakiem intrygi, zmienia się w zrozumiałe poczucie niepokoju, które to pozwala dostrzec zbliżające się niebezpieczeństwo. Nieuchronnie dostarcza też materiał do zaskakująco barwnej wizualizacji zdarzeń. Żona niewątpliwie podzieli czytelników, ale nie można odmówić jej jednego – utrwala nieobliczalną ekspresję jednego z najważniejszych uczuć.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

„CO SIĘ STAŁO Z MIRANDĄ HUFF?” –  JAVIER CASTILLO | Rewelacyjny thriller zaszyty w sercu samego Hollywood!

„CO SIĘ STAŁO Z MIRANDĄ HUFF?” – JAVIER CASTILLO | Rewelacyjny thriller zaszyty w sercu samego Hollywood!

Hollywood od lat kusi rozmachem filmowych możliwości. Tam rodzi się światowa elita gwiazd: aktorów, producentów i reżyserów, tam też powstają utwory literackie, na podstawie których powstają mniej lub bardziej popularne produkcje. I to właśnie środowisko scenarzystów, często żyjących w cieniu największych sław, obiera na cel hiszpański powieściopisarz Javier Castillo, w niezwykle zaskakującym thrillerze Co się stało z Mirandą Huff?.

Autor zaprasza czytelnika do Los Angeles, gdzie wprowadza go w sam środek nietuzinkowego towarzystwa. Tym samym przedstawia mu małżeństwo ambitnych scenarzystów, którzy za namową terapeuty, decydują się na wspólny weekend z dala od cywilizacji, aby ratować wyraźnie kruszejący związek. Nie dane jest im nawet spojrzeć sobie w oczy, kobieta bowiem znika bez słowa, a mężczyzna zostaje z całym bagażem poważnych konsekwencji. Ognisko fabularne zdaje się być mocno rozpalone, ale tak naprawdę wydarzenia dopiero nabierają tempa. Odnalezione niedaleko zwłoki, sprawa zaginięcia sprzed lat i wreszcie tajemnicza taśma filmowa, która nieuchronnie kreuje najwięcej znaków zapytania. Dużo tu się dzieje, niełatwo jest komukolwiek zaufać, jeszcze trudniej jest prawidłowo połączyć elementy tej swoistej układanki. Intryga robi ogromne wrażenie, z każdą chwilą okazuje się być jeszcze bardziej nieoczywista, zagadkowa, momentami nawet wstrząsająca. Z pewnością świetnie zaplanowana.

Równie mistrzowska jest sama konstrukcja – Javier Castillo przeplata bieżące sceny różnymi etapami budowania wzajemnej relacji głównych bohaterów, pozwala przejrzeć ich intencje oraz poznać dość osobliwe postawy, daje więc odbiorcy niebywałą szansę, aby ten mógł optymalnie zrozumieć ich obecną sytuację. Sukcesywnie też przywołuje historię sprzed lat, pozornie zwyczajną i mało istotną, a jednak wyraźnie wpływającą na głębię zawartej tu zagadki. Tu nie ma bowiem przypadków, każdy epizod okazuje się elementem fenomenalnie opracowanej ścieżki fabularnej, każde odkrycie szokuje i zachwyca zarazem. Do tego dochodzi jeszcze niepowszednia aura – typowo hollywoodzka, prestiżowa, umożliwiająca spacer wśród osobowości nastawionych na rozgłos i sławę. W odczuciu czytelnika jest to klimat nieoczywisty i mętny, budzący dziwne poczucie niepokoju.

Rewelacyjny thriller zaszyty w sercu samego Hollywood! Pierwszorzędna intryga, świetnie wplecione retrospekcje i wreszcie mocno ambitne kreacje – ta historia wciąga i zdumiewa zarazem, z każdą sceną zdaje się być coraz bardziej szalona i zaskakująca, momentami wręcz dziwnie wyrafinowana. Z pewnością kusi niecodzienną atmosferą i nieco bezwzględnym charakterem. Nieprzeciętna książka, w której pozornie piękna filmowa aura, nasiąka dreszczykiem prawdziwej sensacji.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

„MŁODOŚĆ. WYZNANIA NASTOLATKÓW” –  LINN SKÅBER | Zachwyca nieobliczalną wrażliwością słów!

„MŁODOŚĆ. WYZNANIA NASTOLATKÓW” – LINN SKÅBER | Zachwyca nieobliczalną wrażliwością słów!

Najczęściej jest barwna, szalona i nieco zagadkowa, często jednak okazuje się nieznośna, pokręcona i wymagająca, w odczuciu może wręcz trudna i nierozważna. Zazwyczaj pojawia się niezapowiedziana, celowo kradnie dziecięcą beztroskę i zaczyna świadomie panoszyć się po świecie młodego człowieka. Nastoletnia młodość zawsze zaskakuje, staje się dziwnym doświadczeniem, którego nie da się wymazać. Nie da się też pominąć. I właśnie młodzieńcze życie stanowi fundament książki Młodość. Wyznania nastolatków – książki zachwycającej nie tylko słowem, ale też pięknie dobranymi ilustracjami.

Linn Skåber robi coś wyjątkowego – oddaje głos młodemu pokoleniu, prezentując odbiorcy niesamowity zbiór trzydziestu jeden krótkich opowiadań, nieprzypadkowych treści, które stanowią odzwierciedlenie rozmów autorki z nastolatkami, często zagubionymi duszami, nieuchronnie szukającymi zrozumienia dla wkradającej się w ich serca dojrzałości. Nie są to łatwe historie, wyraźnie otulone są intymnością, bólem oraz złożonością procesu dorastania, stają się też przejmującą sekwencją myśli, która pozwala dostrzec tak trudne tematy, jak niełatwe relacje z rodzicami, nieuleczalna choroba, czy strata bliskich, ale też wstydliwe poszukiwanie tożsamości, nieprzyjemna walka o akceptację rówieśników, różne odcienie przyjaźni, rodząca się niespodziewanie miłość i związane z nią odkrywanie własnej seksualności. Fabularna różnorodność fascynuje i daje do myślenia, ale też uświadamia, jak bardzo treściwe i dojrzałe mogą być przeżycia młodego człowieka.

Pisząc o Młodości, nie można zapomnieć o jej nieodzownej części, jaką bez wątpienia są ilustracje Lisy Aisato – zjawiskowe, ujmujące i nieco melancholijne pod kątem wizualnym, ale przede wszystkim niebywale przekonujące, prawdziwe, idealnie wyrażające ekspresję młodzieńczych uczuć. W połączeniu z przytoczonymi historiami, stają się nadzwyczaj barwną i zaskakująco treściwą wizualizacją nastoletnich potrzeb, marzeń, tęsknot, ale też pozornie zwykłych codziennych przemyśleń. Przybierają zatem formę nośnika największych emocji, wyraźnie skupiając się na tych najbardziej parszywych, jak chociażby destrukcyjna samotność, dojmujący wstyd, czy też mocno zaakcentowana tu wrażliwość na bodźce zbyt brutalnej rzeczywistości. Naprawdę trudno o bardziej wymowny przekaz.

Zjawiskowa książka! Zachwyca nieobliczalną wrażliwością słów, rozczula głębią nastoletnich emocji, definiuje często niewypowiedziane myśli. Wypełniona ekspresją melancholijnych ilustracji Lisy Aisato, staje się nie tylko pięknym przekazem, ale przede wszystkim fascynującym, ponadczasowym i absolutnie wymownym portretem dojrzewania. Młodość Linn Skåber to nic innego, jak wyrażona głosem autentycznych nastolatków kompozycja zmysłów, doświadczeń oraz potrzeb dorastającego człowieka. Książka obowiązkowa dla każdego miłośnika uczuć.
_____
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Literackim.

„KILKA UPALNYCH NOCY” –  ANNA SZCZYPCZYŃSKA | Nieprzeciętna historia, świadomie adresowana do każdej kobiety.

„KILKA UPALNYCH NOCY” – ANNA SZCZYPCZYŃSKA | Nieprzeciętna historia, świadomie adresowana do każdej kobiety.

Kobiece zmysły potrafią nieźle namieszać w głowie. Czasami to, co wydaje się pewne i oczywiste, okazuje się jedynie ulotną mgiełką. Mało przyjemnym doświadczeniem, które trzeba przerobić, aby zrozumieć i poczuć więcej. Aby prawidłowo ukształtować własne uczucia, zdefiniować potrzeby i przekuć je w dojrzały proces dalszego życia. I właśnie w tak niewygodnym momencie poznajemy bohaterkę powieści Kilka upalnych nocy – zaskakująco upojnej historii, którą w niezwykle sensualny sposób obrazuje Anna Szczypczyńska.

Miał być ślub, miał być buldog francuski, miały być nawet dzieci… Chociaż zmysły znacząco się oddaliły, w codzienne rozmowy wkradła się niezapowiedziana rutyna, a chwilowy brak bliskości okazał się zaskakująco trwały, to wspólna przyszłość nadal jawiła się w myślach bardzo przyjemnie, ciepło, rodzinnie. A jednak… Wyobraźnia dalece ominęła rzeczywistość, uleciała za daleko, zapominając o potwierdzeniu wizji z drugą stroną. Z ukochanym mężczyzną, który nie dbając o głębsze wyjaśnienia, zwyczajnie postanowił odejść… Natalia to bezsprzecznie kobieta jakich wiele. Pozornie szczęśliwa i poukładana, a jednak uczuciowo wyraźnie zagubiona. Anna Szczypczyńska świetnie zarysowała jej struchlały stan emocjonalny, nie zapominając o toksycznym wpływie matki, która już na etapie dorastania, ograbiła ją z tak bardzo potrzebnej samoakceptacji i poczucia własnej wartości. Kreacja tej bohaterki okazuje się bardzo żywa i przekonująca, podobnie jak postać Gaby, która w swej niekrytej śmiałości, wskazuje Natalii upojną drogę do jej własnej kobiecości.

Ta historia wizualnie snuje się w kanwie powieści erotycznej, nie brakuje tu mocnych zbliżeń i odważnych scen łóżkowych, a jednak autorka podchodzi do swej pikantnej opowieści zaskakująco umiejętnie, bez dwóch zdań subtelnie, uroczo i zmysłowo. Wszystkie zbliżenia przedstawione są niby wprost, nie ograniczają się do zbędnego minimum i zauważalnie emanują dozą szaleństwa, a jednak potraktowane są ze świadomą delikatnością, zdają się być niemal fachowo wyszlifowane z pruderii i zbędnych wulgaryzmów. Z pewnością też mocno działają na wyobraźnię i celowo wizualizują się w myślach, a jednocześnie dobrze spajają fabułę, która w odróżnieniu od typowych erotyków, ma do zaprezentowania znacznie więcej. To przede wszystkim droga do zdefiniowania samej siebie, do umiejętnego rozpoznania własnych potrzeb i zrozumienia głęboko ukrytych pragnień. Historia oparta na rozpadzie związku, a jednak naruszająca relacje z rodziną, wyraźnie szukająca źródła trudnych emocji.

Nieoczywista książka. Dostrzegalnie zmysłowa, sensualna i uzależniająca, ale też szalenie wciągająca pod kątem emocjonalnym. Kilka upalnych nocy to przede wszystkim zaskakująco dojrzała powieść obyczajowa, w którą wplecione zostają czysto erotyczne opowiadania – krótkie i nacechowane intymnym szaleństwem sceny, potraktowane przez Annę Szczypczyńską z należną im subtelnością. Opowieści te nie tylko jawnie działają na wyobraźnię, ale przede wszystkim stanowią potrzebną bohaterce zachętę do zdefiniowania siebie i własnej kobiecości. Nieprzeciętna historia, adresowana świadomie do każdej kobiety.
_____
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Literackim.

„BACHUR. HISTORIA RODZINY VON R.” –  ANNA KLARA MAJEWSKA | Trudno być gotowym na tak wielkie emocje!

„BACHUR. HISTORIA RODZINY VON R.” – ANNA KLARA MAJEWSKA | Trudno być gotowym na tak wielkie emocje!

Historia z pewnością zamknęła w sobie wiele mylnych wyobrażeń. Wspomnienia niesione przez pokolenia często zakrzywione są mgłą płynącego czasu, a dawne tajemnice oraz świadomie wkradane kłamstwa, niezmiennie niosą w przyszłość błędną pamięć o losach przodków. I tylko czasami udaje się prawdzie ujrzeć światło dzienne. Właśnie taką historię przedstawia czytelniom Anna Klara Majewska w pięknie spisanej i przede wszystkim bardzo emocjonującej powieści Bachur. Historia rodziny von R.

Ta książka niewątpliwie zobowiązuje. Autorka pokusiła się bowiem o naprawdę wymagającą formę narracji pierwszoosobowej, w której zaangażowana do głównej roli tłumaczka Iwona, relacjonuje bieżące wydarzenia i jednocześnie przywołuje własne wspomnienia sprzed ponad dwudziestu lat, kiedy to w mocno intymnym towarzystwie poszukującego własnych korzeni Gerda von Ritthoffa, zapoznaje się z poruszającym dziennikiem, spisanym w młodości przez jego babcię Odette. Kolejne fragmenty druzgocącej rzeczywistości wojennej często kończą się tu komentarzami głównej bohaterki w taki sposób, że trudno wyłapać jest granicę między przeszłością a współczesnością. Ta forma przekazu momentami okazuje się nie lada wyzwaniem, ale okuta w jej swoistych ramionach fabuła, z pewnością intryguje i dostarcza mnóstwo satysfakcji.

Umiejscowiona na terenie dawnych Prus Wschodnich historia przodków Gerda von Ritthoffa niesie za sobą ogrom najtrudniejszych emocji. Anna Klara Majewska wiernie odtwarza nie tylko ówczesną scenerię, ale przede wszystkim przekracza granicę zatrważającej codzienności wojennej, boleśnie eksponując uprzedzenia rasowe, niewyobrażalny brak ludzkiej empatii i panoszący się w sercu smutek. Zapiski Odette zdają się być naprawdę detaliczne, z pewnością obrazowo działają na wyobraźnię, a w połączeniu z współczesnymi przeżyciami Iwony, nadają całej książce zupełnie innego wymiaru. Bo przecież "Bachur" to nie tylko historia szukania własnej tożsamości narodowej, to także opowieść o ogromnej tęsknocie i zrodzonych dawniej wątpliwościach, ale też o cenie, którą trzeba ponieść za świadomie niesione kłamstwo. 

Trudno być gotowym na tak wielkie emocje! Ta historia jest tak bardzo poruszająca, z pewnością inna i boleśnie szokująca – bezsprzecznie wyjątkowa. Traumatyczna rzeczywistość wojenna przeplata się tu z dawną tajemnicą rodzinną i uczuciem, które pozostawia po sobie niewymowną tęsknotę. I jeszcze ta finalna wędrówka myśli, która uświadamia więcej niż podpowiada wyobraźnia. Przechodząca przez trzy ramy czasowe narracja pierwszoosobowa niewątpliwie zobowiązuje. Ta dość osobliwa forma zapisu na pewno wymaga skupienia, doprasza się wręcz wzmożonej uwagi, może nawet żąda wyłączności, ale naprawdę jest tego poświęcenia warta. To właśnie pełne zaangażowanie pozwala zrozumieć najważniejsze emocje i poczuć prawdziwą satysfakcję z lektury.

„SUKNIA” – JENNIFER ROBSON | Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna.

„SUKNIA” – JENNIFER ROBSON | Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna.

Jestem nią zachwycona. Jestem nią rozemocjonowana. Jestem nią onieśmielona. Podziwiam jej unikalny szykowny styl. Rozkoszuję się jej pięknie wyhaftowanymi słowami. Żyję nią. Żyję opowieścią, która w moich oczach okazała się fabularną definicją kobiecego piękna, wrażliwości, może nawet intymności. Właśnie tak esencjonalne wyobrażenie wizualizuje mi się w głowie, gdy myślę o powieści Suknia. Opowieść o królewskim ślubie autorstwa Jennifer Robson – historii na wskroś uczuciowej, momentami bardzo trudnej i przerażającej, a przy tym tak zaskakująco spokojnej, eterycznej i kobiecej.

Tytuł tej powieści został potraktowany nieco przesadnie. Sugerując się jego zapisem, można spodziewać się bogatej relacji z niezwykłego ślubu królowej Elżbiety II, można też oczekiwać smaczków z życia rodziny królewskiej, a jednak to nie królewskie życiorysy stanowią fundament tej historii. Przypisana w tytule opowieść o królewskim ślubie, w tej niezwykle pięknej i jakże wywarzonej tradycyjnej narracji, przybiera jedynie formę swoistego tła, z pewnością nie wysuwa się na pierwszy plan. W oczach czytelnika powieść ta stanowi fabularny zarys życia trzech wyjątkowych kobiet – dwóch niesamowitych hafciarek pracujących w latach czterdziestych dla słynnego domu mody Hartnella, a także młodej Heather, dla której współczesna już podróż do Londynu, okazuje się wymownym odkryciem tajemniczej przeszłości jej niedawno zmarłej babci. Każda z tych kreacji wyróżnia się inną osobowością, innymi emocjami oraz inną historią życiową, ale każda z nich zdaje się być naprawdę wiarygodna, przekonująca, bez wątpienia potrzebna do pełnego wymiaru tej ekscytującej opowieści.

Jak ja doceniam takie książki! Fabularnie sięgające daleko w głąb burzliwej historii, dotykające brutalnych, niezrozumiałych i jakże wrażliwych czasów drugiej wojny światowej, a przy tym tak bardzo delikatne, stonowane i fascynujące zarazem. W tym przypadku nie wszystkie historie zostają wypowiedziane na głos. Bo przecież trudno się zmierzyć z bólem serca. A jeszcze trudniej zmierzyć się z bezradnością wobec niechcianego wojennego scenariusza. To właśnie tak niewyobrażalnie trudne emocje towarzyszą dwóm młodym hafciarkom. Fascynujący, choć zapewne bardzo żmudny proces tworzenia królewskiej sukni ślubnej, to oczywiście swoiste wydarzenie dla pracownic domu mody, ale to ich życiowe decyzje, wojenne wspomnienia oraz wciąż żarzące się rodzinne tajemnice, stają się najbardziej wymownym obrazem tej powieści. I nie mogłabym zapomnieć o samym Londynie! To niewyobrażalne, z jaką przyjemnością, żeby nie rzec pazernością, przemierzałam z bohaterkami ulice tego miasta. Miasta, które sama tak dobrze znam. 

Kobieca. Ujmująca. Szykowna. Niepowtarzalna. Właśnie taka jest Suknia autorstwa Jennifer Robson. To ten typ powieści, której się zwyczajnie nie czyta. Tę historię się podziwia. Tą historią się żyje. Tę historię przeżywa się wreszcie na wskroś i chłonie z należytą jej zachłannością. Jennifer Robson stworzyła naprawdę wymowny portret młodych kobiet, które wraz ze swą wyjątkową pasją oraz niezwykłą uczuciowością musiały zetrzeć się z powojenną rzeczywistością. Niesamowity proces tworzenia sukni ślubnej księżniczki Elżbiety to jedynie ekscytujący dodatek w tym poruszającym fabularnym świecie. Książkę polecam miłośnikom najważniejszych ludzkich wzruszeń, z pewnością nie tylko fanom rodziny królewskiej.

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

„MONTEPERDIDO” – AGUSTÍN MARTÍNEZ | "Najbardziej niebezpiecznym zwierzęciem jest samotny człowiek."

Intrygujący, niepowtarzalny, mocno przemyślany i szalenie wciągający – taki powinien być dobry kryminał. Jeżeli do tego dochodzi jeszcze specyficzny, może nawet mroczny, a z pewnością osobliwy klimat małego miasteczka, jak również zróżnicowani i świadomie poruszający się po scenie bohaterowie, to jest to już prawdopodobnie perełka w kryminalnym wydaniu. I właśnie taką powieścią okazuje się debiut Agustína Martíneza – Monteperdido to kryminał wymagający, nie ma ku temu wątpliwości, ale jedocześnie naprawdę solidny, wyróżniający się i do końca pełen dramatycznego napięcia.

Unikalny małomiasteczkowy klimat to moje pierwsze skojarzenie z tym tytułem. Przeszywający duch zacienionego, momentami wręcz dzikiego fragmentu środkowych Pirenejów, a także niepowtarzalna atmosfera małego górskiego miasteczka, niby turystycznego i tym samym pozornie otwartego, a jednak odczuwalnie przenikliwego, zdystansowanego i mocno niepokojącego. To właśnie w tej małej dusznej społeczności ulokowana zostaje wyjątkowa akcja fabularna – mija pięć lat od zaginięcia dwóch jedenastoletnich dziewczynek, jedna z nich nieoczekiwanie pojawia się w lesie, cała i zdrowa, a jednak ugodzona jakimś dziwnym, niewytłumaczalnym, gryzącym wręcz nastawieniem do śledztwa. Bo sprawa zaginięcia oczywiście wraca i ponownie mnoży szum wokół tajemniczego wydarzenia.
Ta niezwykła atmosfera tworzy w duszy aurę przeszywającego niepokoju, ale Monteperdido to nie tylko zatrważający klimat, to także świetnie zarysowani i zaskakująco różnorodni bohaterowie. W tej powieści dosłownie każdy, niezależnie od przydzielonej roli, zdaje się nieść jakąś nutę tajemnicy, zdaje się coś ukrywać, a przynajmniej nie mówić wszystkiego. To właśnie te sekrety i dziwne niedopowiedzenia sprawiają, że ta mała górska społeczność okazuje się tak nieczytelna, mglista, może nawet odpychająca. Ale właśnie o takie wrażenia chodzi autorowi! Agustín Martínez wykorzystuje bowiem najlepsze możliwe sposoby, aby namieszać w głowie. Aby podstawić możliwe, czasami wręcz szalone rozwiązania i następnie pokazać, jak bardzo są one błędne. Czytelnik może jedynie dziękować – tak dobrze jest skonstruowana ta intryga. Jedno jest tylko ważne, trzeba uszanować opisowy charakter powieści, docenić wręcz szczegółowość zdarzeń i czerpać z tych detali jak najwięcej. Bo to właśnie w nich może czekać rozwiązanie zagadki. 

To było niezwykłe doświadczenie kryminalne! Specyficzny małomiasteczkowy klimat, zawiesista, mroczna wręcz aura majestatu rozchodzącego się pasma gór, a także przerażająco dobrze skonstruowana intryga kryminalna, gwarantująca regularne i z pewnością niespodziewane zwroty akcji – to właśnie te elementy czynią debiut Agustína Martíneza kryminałem solidnym i naprawdę wyjątkowym. Chociaż Monteperdido odczuwalnie wymaga czasu i koncentracji – tu każdy szczegół zdaje się mieć choćby mgliste połączenie ze śledztwem – to jednak właśnie te detale sprawiają, że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszy nie tylko rosnąca ciekawość, ale też trudna do oswojenia niepewność. Niepewność, która znacząco wyróżnia ten tytuł na tle innych. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników gatunku.

„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

„ŚPIEWACZKA” – MACIEJ KLIMARCZYK | Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?

Napisać dobry kryminał nie jest rzeczą prostą. Potrzebny jest nie tylko osobliwy główny bohater i jakaś zbrodnia, ale też przemyślana, dobrze rozpisana i przede wszystkim mocno tajemnicza intryga, której ogniwa będą porządnie trzymać odbiorcę w napięciu. Oczywiście, przydałby się też sprawca zbrodni, który swoim sprytem zaskoczy nie tylko głównego bohatera, ale też samego czytelnika. Ta reguła zdaje się być literackim pewniakiem, ale jak pokazuje debiutujący na rynku wydawniczym Maciej Klimarczyk, można nieco zaryzykować i zamiast przeciągle ukrywać sprawcę, wystarczy zaangażować go do najważniejszej roli…

Śpiewaczka właśnie taka jest. Tytułowa bohaterka sama przyznaje się tu do morderstwa i realizując swój przebiegły plan, zaczyna psychologiczną grę ze śledczymi i lekarzami. W tym przypadku pytanie nie brzmi „Kto zabił?”, a raczej „Czy znana primadonna miała motyw, by zabić?”. To właśnie ta celowa jawność sprawcy wpływa na wyjątkowy charakter powieści. Niby czytelnik wie znacznie więcej niż prokuratura i zajmujący się sprawą śpiewaczki lekarze, ma wręcz okazję uczestniczyć w akcie krwawego morderstwa, a jednak motyw działań Elizy Kanteckiej długo pozostaje pod nadzorem tajemnicy. Motyw lub jego brak, gdyż wyspecjalizowane oko psychologów doszukuje się tu także innej, zaskakująco patologicznej możliwości. Jedno jest pewne – słynna primadonna opery bydgoskiej właśnie podjęła się roli życia.
W umyśle śpiewaczki zauważalnie buzują rozmaite emocje. To właśnie one uruchamiają mechanizm zła, a ten buduje coraz większą sieć kłamstw i celowych manipulacji. Tu mimo otwartości działań, do końca nie ma stuprocentowej pewności, jak dokładnie działał umysł Kanteckiej w momencie zbrodni. Jedno jest jednak pewne, autor – psychiatra, seksuolog i doktor nauk medycznych – w niesamowity sposób przemierzył własną wiedzę zawodową, aby zbudować historię nie tyle interesującą, co naprawdę świeżą, intrygującą i przede wszystkim mocno przekonującą. Co ciekawe, autor fabularnie przemierza nie tylko bydgoskie ulice, ale dodatkowo urozmaica powieść w akcenty rodem z samego Watykanu. Sceny te, choć początkowo mało związane z wątkiem głównym, finalnie okazują się mieć duże znaczenie w całej historii.

Nieszablonowa intryga kryminalna, mocno psychologiczny charakter powieści oraz swoista postać primadonny-morderczyni sprawiają, że Śpiewaczka to powieść zaskakująco świeża, zagadkowa i z pewnością przekonująca. Debiutujący tym tytułem Maciej Klimarczyk – psychiatra i seksuolog w życiu zawodowym – świadomie zagłębia się w umysł głównej bohaterki, sprytnie manipuluje jej myślami i wykorzystując mało zbadane przypadki chorobowe, daje śledczym materiał do iście medycznych przemyśleń. Debiut pana Klimarczyka polecam nie tylko miłośnikom rasowego kryminału, ale też fanom thrillerów psychologicznych – przy tej historii po prostu nie sposób się nudzić. 
"WYKOLEJONY" - MICHAEL KATZ KREFELD | Kolejny biały anioł...

"WYKOLEJONY" - MICHAEL KATZ KREFELD | Kolejny biały anioł...

Literaturę szwedzką cenię za sprawą Camilli Läckberg, do norweskiej stale przekonuje mnie Jo Nesbø. Idąc utartym już szlakiem, zawędrowałam do duńskiej stolicy, aby poznać twórczość kolejnego skandynawskiego pisarza. Wybór padł na Michaela Katza Krefelda, który pierwszą częścią 10-tomowej serii „Ravn” podbił serca miłośników powieści kryminalnych. Po lekturze „Wykolejonego” dołączam do szerokiej rzeszy fanów i przyznaję, że autor w przystępny i pomysłowy sposób podszedł do niełatwego tematu, jakim jest handel ludźmi i prostytucja.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger