poniedziałek, 14 listopada 2016

"CIEŃ" - MAREK STELAR | Obejrzyj się za siebie...

Marek Stelar maluje słowem kontrasty. Debiutanckim „Rykoszetem” przenosi czytelnika w zawiłe realia dawnej komuny, „Twardym zawodnikiem” stawia go w sytuacji bez uczciwego wyjścia, a długo oczekiwanym „Cieniem” pozwala zajrzeć w zacienione zaułki ludzkich myśli i zwiastuje nieubłagany finał serii o przypadkowych śledztwach Krugłego i Michalczyka. Enigmatyczna okładka ostatniego tomu szybko wprowadza w nastrój wyraźnej niepewności, a nietypowy bieg sprawy stale zachęca, aby snuć kolejne podejrzenia. 

Emerytowany oficer szczecińskiej KWP, Robert, Krugły, wykorzystuje własne doświadczenie w pracy prywatnego detektywa. Do jego agencji trafia znajomy biznesman i zleca mężczyźnie niestandardowe zadanie. Dawny śledczy ma bowiem znaleźć dowód niewinności jego siostrzeńca, który z zarzutem dwóch morderstw trafia do goleniowskiego aresztu śledczego. Oficjalne śledztwo prowadzi prokurator Michalczyk, który z niepokojem dostrzega trop prowadzący do księdza służącego w miejscowej parafii. Krugły wykorzystuje możliwości znajomego i współpracuje z nim jak równy z równym, ale żaden z mężczyzn nie spodziewa się finału, jaki czeka tę sprawę. Czytelnik ma nieco przewagi nad dwójką śledczych, gdyż autor równolegle obrazuje mu poczynania tajemniczej brunetki…

Zwieńczenie trylogii potwierdza wrażenie o pewnej atypowości w budowaniu fabuły. Poszczególne powieści cechuje bowiem odmienna konstrukcja, inny sposób prowadzenia narracji, a prowadzone przez bohaterów śledztwo często wymyka się utartym schematom. Każdy tom rządzi się zatem swoimi prawami, co okazuje się dobrym sposobem na zmieszanie czytelnika i wzbudzenie w nim iskry zainteresowania przedłożoną historią. Finalny „Cień” dodatkowo wzbogaca aura niepewności, którą sprytnie sygnalizuje już sama okładka. Akcja płynie nieśpiesznie, co odbiorca odbiera jako szansę na równomierne pochłanianie kolejnych scen. Ten prosty zabieg pomaga także wyrobić odpowiedni poziom skupienia, który w zaproponowanej pętli opisów zdaje się nierzadko koniecznością. Nie ma bowiem wątpliwości, że opisy wygrywają nieustanną walkę z dialogami, a to daje autorowi sposobność do umiejętnego wykorzystania własnych walorów językowych. Marek Stelar sprawnie lawiruje w sieci polskich słów, dzięki czemu opisywane miejsca nabierają realnego kształtu, a zastosowana detaliczność potwierdza, że autor doskonale zna teren i wie, jak się po nim poruszać. 

Polski autor bawi się tematem jawnej przestępczości, ale nie zapomina o problemach codzienności. Z dużą świadomością angażuje głównego bohatera w rolę przyszłego ojca i otacza go szeregiem rodzicielskich wątpliwości. Ten społeczny aspekt stanowi bonus do fabuły, ale jednocześnie spłyca wykreowaną wcześniej postawę Krugłego. Bohater zauważalnie traci na mocy, jest mniej wyrazisty, a prowadzone śledztwo ogranicza jedynie do przebłysków własnej wyobraźni. Na słabej prezencji detektywa ukradkiem korzysta Michalczyk, który z wigorem wykorzystuje prokuratorskie możliwości. Pozornie negatywna zmiana w kreacji głównej sylwetki stawia jednak Krugłego w bardzo realnym świetle. Niezdarne śledztwo bohatera pokazuje bowiem, jak łatwo wypaść z obiegu, gdy traci się ciągłość działania w zawodzie. 

Barwne opisy zachęcają do mentalnego wsparcia dwójki śledczych, ale im bardziej czytelnik angażuje się w prowadzoną sprawę, tym jej odmęty stają się mniej absorbujące. Pierwotne zaciekawienie powoli znika, pozwalając odbiorcy łapać powiew chwilowego znużenia. Chociaż sprawie towarzyszy widoczna ospałość, to sam czytelnik lokuje uwagę w życiorysach ofiar i próbuje znaleźć sensowne podłoże nietypowych działań sprawcy. Trudno się jednak nie otrzeć o drobne rozczarowanie, gdyż przypisana morderstwom kościelna symbolika traci na swej niezwykłości w finalnym wyjaśnieniu i przynosi nieodparte wrażenie, że nawet aktywne uczestnictwo w śledztwie nie wystarcza do właściwego balansowania po myślach autora. 

Marek Stelar z pewnością czuje odrodzenie literatury polskiej i świadomie przedstawia kryminalną odsłonę Szczecina. Wieńczący serię „Cień” emanuje dużą zagadkowością i śmiało przemierza korytarze instytucji kościelnej. Zauważalne mankamenty nie omijają tej historii, ale jej całokształt wypada prawidłowo i stanowi kryminalną grę dla wielbicieli gatunku. Otwartość autora sprawia, że każda z jego powieści nabiera innego kształtu i zachęca do podziwiana umiejętności językowych, jakie bezsprzecznie cechują pióro Marka Stelara. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf
http://www.videograf.pl/index.php

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP