czwartek, 3 listopada 2016

"POŁÓW" - OVE LØGMANSBØ | Morski psikus i pokerowe twarze

Wyspy Owcze nie są rajem dla większości turystów, a ich surowy i stale mżysty klimat zdaje się stale pogłębiać mizantropijne myśli. Emocjonalna ospałość trwa aż do corocznego Grindadráp, które oznacza tradycyjne farerskie polowanie na morskie grindwale. Ove Løgmansbø korzysta z dramaturgii krwawej tradycji i w powieści „Połów” tworzy z niej mroczne tło, a iście kryminalny akcent ukrywa dosłownie we wnętrzu złowionego ssaka. Czy tajemnice sprzed lat ujrzą wreszcie światło dzienne?

Makabryczny połów grindwali przynosi nieoczekiwane odkrycie. W brzuchu jednego ze złowionych zwierząt znaleziony zostaje bowiem fragment ludzkiej czaszki. Pozornie spokojny archipelag na kilka tygodni zamienia się w miejsce dawnej zbrodni, a rozwiązaniem kryminalnej zagadki zajmuje się duńska ekipa policyjna na czele ze śledczą Katrine Ellegaard oraz obcesową technik kryminalistyki, Fridą Skovmand. Smutne wspomnienia sprawiają, że Katarine niechętnie podejmuje się zadania, a niewątpliwą boleść jej duszy pogłębia widok Hallbjørna Olsena, który zostaje zwolniony z więzienia i mimo wrogiego nastawiania mieszkańców wyspy, wraca do rodzinnego domu. Sprawa z Olsenem nadal owiana jest wątpliwościami, a jego zaniki pamięci utrudniają dojście do prawdy. Brak zaufania wobec siebie samego wpływa destrukcyjnie na jego myśli, ale tęsknota za córką nakazuje mężczyźnie walczyć o odkrycie prawdy. Ślepotę działań przerywają tajemnicze przesyłki, w których Olsen dostrzega wskazówki dotyczące własnej przeszłości. Hallbjørn we współpracy z Katrine zaczyna drążyć tunele swojego dzieciństwa i mozolnie odkrywa tajemnice, stanowiące klucz do sukcesu w bieżącej sprawie.

Ove Løgmansbø zabiera czytelnika w niezwykle klimatyczne miejsca, których posępna aura zdumiewa i kusi enigmatycznym charakterem. Autor świadomie bawi się opisami przyrody, śledzi batalię północnego deszczu z porywistym wiatrem i mimochodem spowija archipelag Wysp Owczych zarysem szarej mgły. Odpowiednia gra słów sprawia, że odbiorca staje się naocznym świadkiem surowego piękna Farojów i mimowolnie wyczuwa najmniejszy dreszcz, jaki przeszywa osoby odwiedzające wyspy. Løgmansbø opiera mocno sugestywne opisy na własnym doświadczeniu, co ułatwia mu kreację mrocznej atmosfery i budowę idealnej scenerii pod intrygę kryminalną. Fabuła optymalnie komponuje się z przygnębiającym tłem i automatycznie kieruje myśli w stronę zawiłej zagadki. Niejasna sprawa wymaga niemałego skupienia, ale nawet stuprocentowe zaangażowanie zdaje się niczym przy pokerowych twarzach miejscowych Farerów. Rozwiązanie czai się bowiem tam, gdzie żaden przyjezdny nie ma prawa wstępu. Autor sprytnie wiąże lokalny charakter zamkniętej społeczności z prowadzoną na ślepo akcją kryminalną, dzięki czemu czytelnik wyczuwa nawet najmniejszy trud śledczych. Celowo osadzona w powieści posępność nie wpływa jakkolwiek na tempo akcji, a merytoryczne dialogi sprawiają, że każda kolejna strona jest dla odbiorcy czystą ucztą kryminalną. 

Intensywnie mroczny klimat powieści stanowi jej niewątpliwy atut, ale kreacja postaci również znacząco wpływa na jej jakość. Katrine Ellegaard cechuje stanowczość i duża charyzma, które nie pozwalają kobiecie ograniczać własnych myśli. Zauważalna zaciętość bohaterki nierzadko oznacza stąpanie po cienkim lodzie, ale finalnie przynosi pożądane efekty. Løgmansbø nie żałuje jednak Katrine i zaskakuje ją poważną chorobą. Kobieta musi zatem pogodzić szczerą chęć odkrycia farerskiej tajemnicy z koniecznością poddania się leczeniu. Wewnętrzny bój nie należy do łatwych i jest wartościowym odniesieniem do wielu tożsamych sytuacji w życiu. Hallbjørn Olsen działa bardziej tajemniczo i czytelnik nie zawsze potrafi rozszyfrować myśli kołujące się w jego głowie. To bardzo trafne zagranie, dzięki któremu wykreowane przez autora zaniki w pamięci bohatera stają sią jego autentycznym problemem. Olsenowi brakuje też pewnej rozwagi, często działa chaotycznie, a to jedynie pogłębia zarys jego mętnej postawy. Specyficzną charakterystyką autor obdarzył też Fridę Skovmand, której umiejętności kryminalistyczne zachwycają i czytelnik zachłannie oczekuje jej udziału w kolejnych epizodach. Dopracowane sylwetki idealnie współgrają z wytworzoną fabułą i niewątpliwie stanowią wartość dodaną całej powieści.

Przemyślana linia fabularna, plastyczność obrazów i wyraziści bohaterowie są solidną podstawą do bardzo pozytywnej oceny i trzeba mocno wytężyć wzrok, aby dostrzec słabsze ogniwa historii. Śledztwo mknie bowiem żwawo, ale brakuje w nim zwrotów akcji, które mydliłyby oczy czytelnika w trakcie lektury. Przy tak dobrej konstrukcji zdaje się to być epizodem, a jednak może mieć wpływ na finalny odbiór powieści. Drobne zastrzeżenia można mieć też do przesadnie krótkiego czasu leczenia bohaterki, ale ten element autor wyjaśnia i słuszność jego słów warto zostawić specjalistom. 

Doskonale wyważone treści niewątpliwie świadczą o mądrym podejściu do własnego dzieła, a sprytnie poprowadzona intryga kryminalna potwierdza, że Ove Løgmansbø buduje własną twórczość na bardzo stabilnych fundamentach. Bez dwóch zdań „Połów” jest konkretnym kryminałem, który został przemyślany kompleksowo i szybko wbija się w pamięć czytelnika. W tej lekturze odnajdą się zarówno pasjonaci skandynawskiej nuty kryminalnej, jak i miłośnicy dreszczowców, gdyż mroczny klimat nie opuszcza tej fabuły nawet na chwilę.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP