poniedziałek, 11 lipca 2016

„COŚ POŻYCZONEGO” – EMILY GIFFIN | TYDZIEŃ Z EMILY GIFFIN – DZIEŃ 1

Przekroczenie progu trzydziestu lat dla wielu kobiet jest nie lada wyzwaniem i zmusza do rozliczenia się z dotychczasowym życiem. Spotkanie twarzą w twarz z tym, co udało się osiągnąć może okazać się brutalne i wytyka każde, nawet najdrobniejsze, niepowodzenie. Wcześniejsze wyobrażenia często daleko odbiegają od rzeczywistości, a to drażni ludzkie uczucia. Czy jedna noc może przywołać dawne marzenia, dając im szansę na spełnienie w prawdziwym życiu? Właśnie ten temat porusza Emily Giffin w powieści „Coś pożyczonego”.

Niespełna trzydziestoletnia Rachel świetnie spełnia się w roli prawniczki, lecz nie może pochwalić się szczęściem w życiu osobistym. Szczegółowa analiza podejmowanych decyzji uświadamia kobietę, że jej życie prywatne to pasmo niepowodzeń, często uzależnione od toksycznej, choć wiernej, przyjaźni z przebojową Darcy. Życie przyjaciółki zdaje się być lżejsze niż piórko, wszystko przychodzi jej z największą łatwością, od kreatywnej pracy zaczynając, a na mężczyźnie marzeń kończąc. Dex jest bowiem idealnym kandydatem na drugą połówkę. Okoliczności zmieniają się podczas przyjęcia urodzinowego Rachel, kilka drinków wystarcza do znalezienia się w łóżku z narzeczonym Darcy. Jedna noc uwalnia prawdziwe uczucia Rachel i każe jej walczyć o to, co od dawna siedziało głęboko w sercu, o miłość do Deksa. Na drodze staje im jednak zbliżający się ślub i wizja utraty najbliższej przyjaciółki…

Emily Giffin wchodzi w fabułę wyjątkowo wymownym wstępem, którego klimat utrzymuje się dłużej i szybko wciąga czytelnika w wir powieści. Kontemplacyjne rozważania głównej bohaterki zachęcają do odegrania jej roli w emocjonalnym spektaklu uczuć. Odbiorca jednak stroni od zajęcia miejsca Rachel i woli dyskretnie przyglądać się jej dalszym poczynaniom. Autorka skupia się na opisie prawdziwej miłości, tak zgubnej i fatalnej w skutkach, ale jednocześnie nie zapomina o relacji przyjacielskiej, jaka od lat łączy Rachel i Darcy. Już pierwsze strony przekonują czytelnika o pasożytniczym charakterze tej znajomości. Nie ma tu bowiem naturalnej korelacji, która powinna nadać sens istnienia przyjaźni. Giffin narusza przestrzeń wielu wartości i każdą stara się uzasadnić. Miłość i przyjaźń przeplatają się ze zdradą i brakiem zaufania, a kropkę nad „i” stawiają liczne tajemnice. Wszelkie niejasności zostają jednak wyjaśnione, a ich ostateczny bilans zaskakuje czytelnika. 

Harmonię burzy ewidentny brak równości między przyjaciółkami. Darcy bezsprzecznie jest szczęściarą, a łaskawy los poleruje jej drogę na każdym kroku. Jej życie usłane jest różami i każe chwalić się miejscem na środku sceny. Szczupła sylwetka, interesująca praca i najlepszy mężczyzna to tylko część jej wizerunku, a daleko idąca próżność nakazuje innym podziwiać jej życiowe zdobycze. Skromność Rachel spycha ją w cień zuchwałej przyjaciółki i nie pozwala otworzyć się przed światem. Kobieta mocno skrywa własne pragnienia i nieświadomie obniża rangę ich ważności. Priorytetem jest zawsze szczęście Darcy. Główna bohaterka dojrzewa jednak i powoli zmienia się na oczach czytelnika. Chociaż podejmowane przez nią decyzje zdają się być nadzwyczaj trudne, to odbiorca stale kibicuje jej w opuszczeniu przyjacielskiej niewoli i świadomie akceptuje związek na boku. 

Nie da się ukryć, że fabuła powieści pozbawiona jest pewnej świeżości. Typowy trójkąt miłosny, w którym finalnie wygrać może jedna wybranka, nie jest bowiem nowinką w świecie literatury kobiecej. Pierwszoosobowa narracja i końcowy element zaskoczenia dodają jednak fabule pewnego uroku, który wzmacnia ogólny przekaz. Martwić może natomiast mało dojrzałe zachowanie głównej bohaterki, związane z częstymi rozważaniami i zmianami decyzji. Takie wahania nie są łatwo przyswajalne, ale czy to nie one stanowią pewien syndrom kobiecości? Czytelnicze oko dostrzeże też zbędne spolszczenia (np. Familiada lub APAP), które w oryginale prawdopodobnie brzmią zgoła inaczej. Nie mają one jednak wpływu na samą historię, a ta niepozbawiona jest swoistego wdzięku. 

„Coś pożyczonego” to przede wszystkim powieść dedykowana kobietom. Romantyczne dusze mogą liczyć na pewną liryczność i uczuciowość, jaka niewątpliwie rozchodzi się po całej historii. Jeżeli zatem nie mieliście okazji poznać sercowych rozterek bogatych Nowojorczyków, warto to szybko nadrobić.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP