piątek, 15 lipca 2016

"SIEDEM LAT PÓŹNIEJ" - EMILY GIFFIN | TYDZIEŃ Z EMILY GIFFIN - DZIEŃ 5

Mówi się, że czas goi rany, ale nie jest to wielkie pocieszenie dla osoby, której dotyczy ból zdrady. Owszem, czas pomaga ochłonąć i podjąć konieczne decyzje, ale nie wymazuje okrutnych faktów z pamięci. Emily Giffin w powieści „Siedem lat później” uderza w bardzo wrażliwy temat niewierności i ubiera go w emocjonalną historię dwóch kobiet. 

Siódma rocznica ślubu Tessy i Nicka zdaje się być idealną okazją do spędzenia czasu tylko we dwoje. Romantyczny nastrój przerywa jednak wezwanie do szpitala. Nick, jako wybitny chirurg plastyczny, przeprasza ukochaną i pędem śpieszy ratować małego Charliego. Sześcioletni chłopiec zostaje poparzony w trakcie przyjęcia u znajomych, a przy szpitalnym łóżku nieustannie towarzyszy mu mama. Valerie wie, że wypadek kategorycznie zmieni dotychczasowe życie, a jej synek już zawsze będzie się wyróżniał. Pomocną dłoń wyciąga do niej doktor Nick Russo, który od początku świetnie dogaduje się z Charlie’m. Niewinne zaproszenie do przyszpitalnej restauracji nie pozostawia jednak większych złudzeń. Między tą dwójką rodzi się nieznane im wcześniej uczucie.

Autorka już od początku tworzy aurę pewnej lekkości, co daje czytelnikowi możliwość niezwłocznego wtopienia się w fabułę powieści. Emily Giffin proponuje też zmienną narrację, dzięki czemu czytelnik poznaje historię każdej z kobiet oddzielnie. Pierwszoosobowa opowieść Tessy pozwala zagłębić się w jej odczucia i razem z nią przeżywać każdą niepokojącą chwilę. Jej rozważania, niejednokrotnie wzbogacone kobiecą intuicją, okazują się nadzwyczaj trafne. Czytelnik poznaje brutalną prawdę, obserwując naprzemiennie życie Valerie i jej synka Charliego. W tych częściach narrator jest trzecioosobowy, lecz nie przeszkadza to w odbiorze emocji, jakie niewątpliwie kierują działaniami kobiety. Autorka wprowadza dwie perspektywy celowo, odbiorca staje się bowiem nieświadomym powiernikiem i przyjacielem obu kobiet. Taka relacja przynosi niemałą trudność w wyborze bohaterki, która bardziej zasługuje na Nicka. Moralność nakazuje bardziej współczuć Tessie, której pozornie udany związek wisi na włosku, ale samotnie wychowująca Charliego, Valerie, również zasługuje na morze radości. W tej historii jedna bohaterka musi przegrać, aby druga mogła przygarnąć kawałek szczęścia. 

Obie kobiety bezsprzecznie przeżywają trudne chwile i każda z nich zasługuje na ogrom wsparcia, ale Nick również jest ofiarą własnej słabości. Nowo odkryte uczucie zdaje się być niezwykle intensywne i tak bardzo prawdziwe, ale jednocześnie wymyka się z granic rozsądku. Na pozór krótkie i błahe spotkania z małym pacjentem, okazują się drogą do zwykłej niewierności. Trudno mu zapanować nad uczuciem, które tak szybko wdarło się do jego serca, a jeszcze trudniej wybrać właściwą stronę medalu. Nick bezsprzecznie pogubił się we własnym życiu i ma pełną świadomość, że od jego decyzji zależy finał tej historii. Chociaż pozornie jest on źródłem emocjonalnego zamieszania, to sam również zasługuje na wyrazy współczucia. Trudno jest bowiem zapanować nad uczuciami, które zdają się mimowolnie wkraczać na jego teren. 

Niezaprzeczalnie autorka potrafi wgryźć się w psychikę własnych bohaterów i przedstawić w sposób umiejętny nawet najmniejsze ich rozterki. Dla czytelników dwutomowej serii „Coś pożyczonego” miłym akcentem jest również udział bohaterów tejże serii: Deksa, będącego bratem Tessy, a także jego żony, Rachel. Czytelnik może spojrzeć na tę dwójkę zgoła inaczej i tak, dotychczas szarmancki Dex okazuje się nierzadko zwykłym obciachowcem, a Rachel wykazuje się nadmierną gorliwością. Ten gest autorki wprowadza do lektury nieco uśmiechu, a to z pewnością spodoba się wiernym czytelnikom. 

Fabuła nie jest w żaden sposób wymagająca i wielu uzna ją za trywialną. Typowy trójkąt, w którym dwie bohaterki roszczą sobie prawa w stosunku do tego jedynego, może okazać się zbyt przewidywalnym motywem, aby zainteresować miłośników gatunku. Treść książki nie jest jednak clue programu. Na pierwszy plan wychodzą realne uczucia, w których króluje prawdziwa miłość i przyjaźń, ale nie brak też bólu rozłąki i ludzkiego cierpienia. Emily Giffin stworzyła bardzo plastyczne postaci, których obrazy szybko można wykreować sobie w głowie. Ich uczucia opisane są z niesamowitą autentycznością, co czytelnik odbiera z dużą dawką wrażliwości, nierzadko też ze zwykłym współczuciem.

Autorka wielokrotnie podejmuje temat sztuki wybaczania, próbując ukazać jej trud, ale nagminne rozważanie plusów i minusów pojednania małżonków zdaje się być nieco monotonne. Bardziej subtelne dusze mogą też poczuć lekki niedosyt związany z mało szczegółowym wyjaśnieniem postępowania Nicka. Bohater ten ma niemały dylemat i brnie na ślepo w nieznane, ale czytelnikowi trudno jest odkryć jego prawdziwe intencje. Zabrakło dosłownie jednej głośnej i sensownej deklaracji ze jego strony, która pomogłaby wyjaśnić niewierne zachowania. Ta niewiedza przeszkadza czytelnikowi w wyborze bohaterki, której powinien ostatecznie kibicować. Obie bowiem szukają szczęścia i każdej z nich to szczęście naprawdę się należy. 

Emily Giffin potrafi nakłonić czytelnika do zadania sobie wielu ważnych pytań, przed którymi nie ma drogi ucieczki. Portrety psychologiczne obu bohaterek są nadzwyczaj realne i zasługują na dużą pochwałę. Chociaż fabuła dla wielu okaże się zbyt tuzinkowa, to osoby poszukujące w literaturze kobiecej prawdziwej wrażliwości bez problemu odnajdą w tej książce siebie. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP