sobota, 16 lipca 2016

"PEWNEGO DNIA" - EMILY GIFFIN | TYDZIEŃ Z EMILY GIFFIN - DZIEŃ 6

Pierwsza miłość jest niczym wiatr, który namiętnie rozwiewa włosy. Iskra młodości gloryfikuje tę chwilę i tworzy urokliwą pamiątkę na lata. Los bywa jednak przewrotny i czasami zostawia większy ślad po młodzieńczych uniesieniach. Maleńki owoc miłości nierzadko staje się dowodem emocjonalnej niedojrzałości, a ta bezceremonialnie depcze dotychczasową łatwość życia. Czy nastolatka z bogatymi planami na przyszłość powinna stawić czoła matczynej odpowiedzialności? To właśnie starcie z dawną słabością tworzy poruszający fundament powieści „Pewnego dnia” autorstwa Emily Giffin. 

Marianne niewątpliwie jest kobietą sukcesu. Wymarzona praca, snobistyczne życie i niebagatelnie przystojny mężczyzna u boku są oznaką zwykłej sielanki, ale jej osiągnięcia to także rezultat wielu wyrzeczeń, które trudno wyprzeć z pamięci. Harmonijne pożycie zostaje przerwane, gdy w drzwiach jej nowojorskiego apartamentu staje osiemnastoletnia Kirby – córka, którą Marianne oddała do adopcji. Owoc wakacyjnej miłości sprzed lat pojawia się nagle w życiu kobiety i burzy dotychczasowy porządek. Początek znajomości jest trudny, ale powracające wspomnienia budzą ze snu przepiękną historię. Dzięki zmiennej narracji czytelnik obserwuje wydarzenia z opowieści dwóch bohaterek. Marianne wraca myślami do pięknego lata, kiedy jej życiem zawładnął nieziemski Conrad, a Kirby bez większych zahamowań opowiada o dorastaniu w rodzinie adopcyjnej. Skrajnie różne światy niespodziewanie łączą się i powoli doszukują elementów wspólnych. Czy Marianne żałuje swojej decyzji?

Emily Giffin nie stroni od trudnych tematów i powieścią „Pewnego dnia” daje jasny komunikat o konsekwencjach młodzieńczej miłości. Wspomnienia głównej bohaterki są mocno sugestywne i pokazują, jak bardzo zakręcony potrafi być labirynt ludzkiego życia. Romantyczne chwile sprawiają, że młodociani Marianne i Conrad zapominają o bożym świecie, czerpiąc przyjemność z cielesnej przygody. Ich miłość zdaje się być wyjątkowa, ale chwila nieuwagi zmienia wakacyjny błogostan w niechciany finał. Autorka świadomie wraca do czasów młodości głównej bohaterki i licznymi przykładami argumentuje, jak trudno pożegnać własną miłość i w sposób bezwzględny, a przy tym świadomy, oddać własne dziecko do adopcji. Jest to bezsprzecznie traumatyczne przeżycie, a związane z tym tajemnice tylko pogłębiają dramat, z jakim borykała się wówczas młoda kobieta. Autorka z dużą dokładnością opisała widoczną chwiejność emocji, co czytelnik odczuwa niemal autentycznie. Trud każdej decyzji jest namacalny i skłania do poszukiwania rozwiązań wraz z bohaterką. Jej ciągłe wspomnienia naszpikowane są kobiecą wrażliwością i odbiorca, mimo wciąż egoistycznej postawy kobiety, zaczyna jej współczuć. 

Charakterystyka Marianne może okazać się sporym wyzwaniem, gdyż jako nastolatka przeżyła więcej niż przeciętna rówieśniczka. Wymuszona dojrzałość związana z rozstaniem, okresem ciąży i późniejszą rozłąką z córeczką staje się źródłem jej ambicji i motywuje młodą kobietę do poświęcenia się nauce, a później także pracy. Czytelnik powoli poznaje jej przeszłość, a obecne życie prześwietla wręcz detalicznie. Dorosła Marianne jest typową mieszkanką Nowego Jorku, ma świetną pracę, bogatego partnera, a jej codzienny grafik wypełnia szaleństwo zakupów. Swoje emocje trzyma na wodzy i dopiero niespodziewany przyjazd córki odsłania jej prawdziwe uczucia. Początkowo sztywne relacje z czasem zamieniają się w bardziej ludzkie odruchy i powoli przywracają zakopaną głęboko wrażliwość. Kirby natomiast jest indywidualistką, a jej odwaga przekracza wszelkie standardy. Decyzja o poznaniu biologicznej matki jest świadectwem niemałej dojrzałości i utwierdza czytelnika w przekonaniu, że młoda dziewczyna sprosta wyzwaniu, jakie postawiło przed nią samo życie. Kirby jest też świetną obserwatorką, perfekcyjnie łączy fakty i snuje właściwe wnioski. Potrafi dostrzec najdrobniejszy gest i odpowiednio go zinterpretować. Każde spostrzeżenie opisane jest z subtelną dokładnością i umożliwia czytelnikowi poruszenie własnej wyobraźni. 

Autorka niewątpliwie gra na emocjach i wykorzystując ekspresyjne opisy, angażuje uwagę odbiorcy doszczętnie. Spotkanie po latach wiąże się z dużą niewygodą i próbą wzajemnej akceptacji, ale stan ten jest przejściowy. Proces docierania się matki z córką tworzy liryczną przygodę, a nieuniknione starcie z przeszłością jest dla bohaterki sprawiedliwą pokutą. Dawne tajemnice powoli wychodzą na światło dzienne i przynoszą zauważalną ulgę. Ostatnim i jednocześnie najtrudniejszym fragmentem zawiłej historii okazuje się spotkanie z ojcem Kirby. Czytelnik podąża za myślami obu kobiet i mimowolnie wyczuwa ich strach przed ewentualnym odrzuceniem ze strony mężczyzny. Przeżycia bohaterek opisane są w sposób treściwy i nie pozostawiający złudzeń o towarzyszącym im niepokoju. Każdy najmniejszy gest zdaje się mieć znaczenie i być częścią emocjonalnego chaosu. 

Emily Giffin nie byłaby sobą, gdyby nie posłużyła się pewną tradycją, do której przyzwyczaiła już swoich miłośników. Podobnie jak w innych pozycjach, tu również pojawiają się bohaterowie poprzednich książek autorki. Jedną z najbliższych przyjaciółek Marianne jest bowiem Claudia, którą czytelnicy znają jako „Dziecioodporną”. Szczegółowe dialogi uchylają rąbka tajemnicy o tym, jak potoczyły się dalsze losy jej małżeństwa z Benem. Jest to jednak znak ostrzegawczy dla osób, które poznają twórczość autorki w błędnej kolejności. Poprzez myśli bohaterki, autorka streszcza bowiem treść książki i bezceremonialnie opowiada także o jej zakończeniu. Osoby, które czytają książki zgodnie z kolejnością ich powstania, otrzymają natomiast gratis w postaci pewnej ciekawostki z życia bohaterów. 

Chęć zaskoczenia czytelnika nie jest domeną amerykańskiej pisarki, co podkreśla charakterystyczny dla niej styl. Książki są celowo przewidywalne, a ich celem nie jest zaskoczenie odbiorcy. Opisane historie mają ukoić i zachęcić do pewnych refleksji nad codziennością życia. Delikatne rozczarowanie może przynieść mało logiczna scena, w której jeden z bohaterów wsiada za kierownicę po trzech szybko wypitych piwach i nie jest to zaskoczeniem dla otoczenia. Jest to jedna z końcowych scen i brakuje jej rzetelnego wyjaśnienia. 

Powieść „Pewnego dnia” jest niewątpliwie potwierdzeniem umiejętności pisarskich Emily Giffin. Ekspresja języka, mimo swej lekkości, jest bezsprzecznie drobiazgowa i pomaga czytelnikowi odczuć dosłownie każdy fragment opisywanej sceny. Nie można ukryć, że książki amerykańskiej pisarski stworzone są z myślą o kobietach i to właśnie im szczerze polecam twórczość autorki. Porównanie historii Marianne i Kirby do poprzednio przeczytanych książek Emily Giffin, szybko przynosi konkluzję o najbardziej dopracowanej fabule, mocno zarysowanych postaciach i niebagatelnie detalicznych emocjach, jakie nimi kierują. Jest to lektura, którą szczerze polecam. 

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwartemu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP