Agora
Agora
„SOBOWTÓR” – MACIEJ SIEMBIEDA | Fascynująca opowieść o granicy pomiędzy szczerością oraz nieszczerością sztuki

„SOBOWTÓR” – MACIEJ SIEMBIEDA | Fascynująca opowieść o granicy pomiędzy szczerością oraz nieszczerością sztuki

To nie pierwsze śledztwo wnikliwego i jakże przy tym przebiegłego Jakuba Kani, któremu przyglądam się z taką uważnością, zainteresowaniem i dociekliwością. Maciej Siembieda ponownie bowiem kreauje intrygę pełną historycznych niejasności, politycznych niebezpieczeństw i napięcia, tym razem uderzając w cienką linię pomiędzy prawdą i nieprawdą sztuki. Podejrzane portrety, postać genialnego fałszerza żyjącego setki lat i wreszcie mistyfikacja sięgająca historycznych szczelin – to właśnie te motywy sprawiają, że Sobowtór wciąga w swe zawiłe i nieobliczalne szpony, intryguje i zdumiewa detalicznym charakterem.

Tu nie ma miejsca na przypadkowość przedstawionych zdarzeń, nie ma też przestrzeni na niewyjaśnione epizody – każda scena, każdy wyrażony gest i każde, nawet te rzucone niepozorną myślą zdanie, zdaje się być zamierzone, taktyczne i intencjonalne, z pewnością potwierdzające literacką precyzyjność. Autor znany z mistrzowskiego stylu, z dokładności fabularnej i rzetelnie podsuwanych informacji, tu również zachwyca wiedzą i akuratnością dobieranych słów, zagadkowo przemierza przedwojenny Kraków oraz Wiedeń, brnie przez czasy pełne strachu oraz ludzkich niepokojów, odtwarza pocztówkę powojennej Europy, regularnie wnika w przestrzeń współczesnej Warszawy. Szczegółowe śledztwo pozostawia tradycyjnie w rękach oraz przebiegłości byłego prokuratora IPN, obecnie eksperta od oszustw ubezpieczeniowych. Jakub Kania nie zawodzi, wspólnie z dziennikarką i krytyczką sztuki, ze znaną sobie przewrotnością i dociekliwością, przedziera się przez perfekcyjność dzieł swoistego malarza, szokująco zdolnego fałszerza, według legend żyjącego skrycie setki długich lat. To intryga pełna zawiłości oraz historycznych ciekawostek, dotykająca sztuki w sposób osobliwy i elektryzujący, zahaczająca o nieobliczalne polityczne uniesienia i poważne zakręty w czeluściach ludzkiej pamięci – w perspektywie czytelnika okazuje się złożona, absorbująca i niepowtarzalna.

Niezwykle angażująca, mistrzowsko napisana, z pewnością brawurowa, rzetelna i fascynująca opowieść o granicy pomiędzy szczerością oraz nieszczerością sztuki. Enigmatyczny zarys nieznanego fałszerza, dzieła podejrzane o zdumiewająco perfekcyjne imitacje, manipulacja prawdą, intryga sięgająca przedwojennych zdarzeń, zwodnicza przebiegłość i nawiązania do stale niebezpiecznej sfery politycznej – to wszystko składa się na podróż tajemniczą, grząską, podstępną, wyrafinowaną i niejednoznaczną. Maciej Siembieda z charakterystyczną dla siebie dostojnością językową, utrwala wielowymiarowy, zawiły i z pewnością historyczny wymiar swej znakomitej powieści.

_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

"KAIROS" - MACIEJ SIEMBIEDA | Fascynująca, nieprzeciętna, z pewnością rzetelna, angażująca i wielowymiarowa!

"KAIROS" - MACIEJ SIEMBIEDA | Fascynująca, nieprzeciętna, z pewnością rzetelna, angażująca i wielowymiarowa!

To już trzecia znakomita, niepowtarzalna, z pewnością brawurowa podróż po odmętach zdumiewającej greckiej trylogii. Maciej Siembieda ponownie zakrada się w owiane mrokiem szczeliny niebezpiecznej przeszłości politycznej, aby w gąszczu ideologicznych niezgodności, zbudować fundamenty dla wyrafinowanej, intrygującej i zauważalnie nieprzeciętnej tajemnicy. Kairos to powieść o charakterze sensacyjno-historycznym, wrażeniowo unikalna, enigmatyczna, nieprzewidywalna.

Tu nie ma miejsca na chaotyczną przypadkowość zdarzeń, nie ma też przestrzeni na rozrzewniającą delikatność uczuć. Na emocjonalnym piedestale szyderczo i bezkompromisowo wynurza się nienawiść dwóch stryjecznych braci z Górnego Śląska. Egoistycznie odrzucony talent, niepodważalna miłość do uniesień futbolowych, odmienne przekonania polityczne i wreszcie ta sama kobieta na drodze nieprzychylnych sobie męskich serc. To intryga niewątpliwie grząska, burzliwa i porywająca - to zajmująca narracja i cztery dekady fabularnych zawiłości, to fascynująca fikcja wpleciona w nie zawsze znaną, zazwyczaj niebezpieczną prawdę historyczną, to niespełnione marzenia i zbliżające się egzekucje, to odważne zachowania i żarliwa próba rozprawienia się ciosami wspomnień, to wojenne okrucieństwo i czyhająca na oczach mieszkańców śmierć, to pragnienie zemsty i przybrudzony portret zaakcentowanej tu mocno przewrotności ludzkiego życia, to honorowe gesty i poszukiwanie własnej tożsamości. Autor genialne wtapia ekscytujące słowa w mglistą otchłań codzienności historycznej, fabularnie przedziera się przez ciemne zaułki bytomskich familoków, realistycznie przywołuje kadry przedwojennych ulic Lwowa, z ryzykiem wspina się na górskie szlaki Grecji - to właśnie te trzy scenerie tworzą unikalne tło dla skonfrontowanych tu moralnych dylematów, to w nich czai się potrzeba porachunków i doskwierająca chęć zdefiniowana siebie.

Fascynująca, nieprzeciętna, z pewnością rzetelna, angażująca i wielowymiarowa! Maciej Siembieda kolejny raz tworzy powieść fabularnie kompletną - z brawurą przenika czterdzieści lat historycznych uniesień politycznych, z wyczuwalnym napięciem eksploruje szarość bytomskich familoków, wiernie odtwarza przedwojenne fotografie Lwowa, z odwagą prowadzi niezłomne twarze meandrami górskich szlaków niebezpiecznej Grecji. Nienawiść na tle ideologicznym, porzucenie marzeń, brzydka zdrada i potrzeba zemsty, wreszcie chęć poszukiwania zagubionej tożsamości - to właśnie tak przenikliwie i niejednoznaczne motywy składają się na tajemniczy tytuł Kairos, podróż wyrafinowaną, charakterną, dynamiczną i nieprzewidywalną.
_
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora
„BŁAHOSTKA” – MAGDA TERESZCZUK | W naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna

„BŁAHOSTKA” – MAGDA TERESZCZUK | W naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna

Niby beztroskie wakacje w malowniczej włoskiej willi, a jednak czas przeżarty rutyną małżeńskiego życia, nasączony też pragnieniami tlącymi się wewnątrz kobiecej intymności, gdzieś równolegle przetarty dziwną potrzebą zmierzenia się niewygodnymi wspomnieniami. To nieczysta i dla bohaterki trudna podróż, choć w podjętym stylu spisana przystępnie, prosto i klarownie. Magda Tereszczuk ostrożnie wypełnia obrzeża wyobraźni, wdzierając się w grząski i niejednoznaczny motyw zdrady, sprawia tym samym, że Błahostka nieustannie balansuje na granicy świadomego przekraczania przyjętej moralności.

Ta lektura niezaprzeczalnie domaga się dystansu wobec postaw, które jawnie emanują nijakością lub wręcz szorstkością wobec siebie. Dla czytelnika to niełatwe zadanie, wielokrotnie bowiem mierzy się z własną niechęcią do poszczególnych postaci, trudno właściwie wybrać tu kogoś, kogo można obdarzyć odrobiną naturalnej sympatii. Autorka wymusza jednak koncentrację na najbardziej znamiennej kreacji – przemierza bowiem fabułę w zgodzie z wrażliwością wewnętrznie pogubionej Klary. Podjęta perspektywa okazuje się niesamowicie osobista, momentami bezduszna lub zdumiewająca w treści, czepliwa wobec towarzystwa męża, nie zawsze przychylna wobec przyjaciółki, brutalna także wobec nieprzyjemnych zachowań jej samolubnego męża. Choć nietrudno dostrzec, że właściwie każda z naruszonych twarzy, potraktowana zostaje egoizmem, każda zatem zapomina o pielęgnowaniu więzi i dbaniu o wzajemną czułość. W kobiecej narracji dodatkowo pojawia się enigmatyczna przeszłość, wracają bolesne wspomnienia, pojawia się także on i kuszące próby mglistego uwodzenia. Pokusa zdrady błyskawicznie odurza wyobraźnię, może bowiem poprowadzić wprost do pożądanej ciałem przyjemności, może też zniszczyć kruche, aczkolwiek wieloletnie małżeństwo. Dla odbiorcy nie ma tu raczej ekscytujących zdarzeń, a jednak wątpliwości serca intrygują, podobnie jak przytaczane sukcesywnie fragmenty zagadkowych scen z młodości. Z jednej strony to potrzebne rozliczenie z dawnymi demonami, z drugiej to zamglone pożądaniem definiowanie własnej tożsamości.

Fabularnie mało intensywna, niemal ograbiona z rozkosznej wakacyjnej ekspresji, w naruszonej intymności chimeryczna, grząska i niejednoznaczna. I chociaż to raczej gorzka konfrontacja z uczuciami, wymagająca bowiem dystansu do egoistycznych postaw oraz braku chęci do naprawiania przetarć małżeńskiej czułości, w emocjach okazuje się zmysłowa i enigmatyczna. Magda Tereszczuk nie pozostawia złudzeń o ludzkich słabościach, dyskretnie spaceruje śladami fizycznego pożądania, utrwala jawnie upominającą się pokusę zdrady, jednocześnie każe otworzyć się na ciemne szczeliny niepamięci, przywołuje boleśnie wrzynające się drzazgi przeszłości, pozwala przetrawić przeżytą traumę, wreszcie doścignąć prawdę o własnej przynależności.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„CZTERNAŚCIE NOCY” – MARGARET ATWOOD, DOUGLAS PRESTON I INNI | Sąsiedzka gawęda na dachu podniszczonej nowojorskiej kamienicy

„CZTERNAŚCIE NOCY” – MARGARET ATWOOD, DOUGLAS PRESTON I INNI | Sąsiedzka gawęda na dachu podniszczonej nowojorskiej kamienicy

Każda z Czternastu nocy wybrzmiewa osobliwą nutą. Każda dostarcza innych, czasami prozaicznych, innym razem wręcz zdumiewających doznań. Każda staje się aktem unikalnego, angażującego i niezaprzeczalnie wielowarstwowego przedstawienia, którego nowatorski scenariusz, stworzyło łącznie aż trzydziestu sześciu twórców literatury, pod przewodnictwem niesamowitej pisarskiej dwójki, Margaret Atwood oraz Douglasa Prestona. To niewątpliwie wyjątkowy projekt literacki – w swej formie szkatułkowy, w przekazie refleksyjny, w emocjach zaskakująco różnorodny.

Dla bohaterów tej niecodziennej opowieści, dach niszczejącego w oczach budynku, okazuje się swoistą kryjówką, przystanią, schronieniem przed pandemicznym przerwaniem społecznego życia. To przestrzeń nasączona nowojorskim powietrzem, pozwalająca złapać oddech, nadal jednak narzucająca normy izolacji, tym samym wymuszająca zachowanie bezpiecznej odległości. Klaustrofobiczna. To właśnie ta fizycznie otwarta, jednocześnie zamknięta sceneria, staje się miejscem nieśpiesznie snutych przypowieści. Późnymi wieczorami, w świetle księżyca, w dziwnie opuszczonym, choć niegdyś zawsze tętniącym mieście – tak zwizualizowany klimat uderza odmiennością, pozwala wiarygodnie wedrzeć się w słowa poszczególnych opowiadań. Każde z nich dostarcza znamiennych wrażeń, od tych zwyczajnych, nakreślonych szarością nie zawsze ciekawego dnia, poprzez te intymne, zabawne, dramatyczne i poruszające, aż po te przerażająco straszne, może nawet nieobliczalne. Ta literacka mnogość doznań domaga się pewnego dystansu, zachęca do odważnego spojrzenia na rozbieżność ludzkich charakterów, pomaga przedrzeć się przez narzucone dawniej horyzonty, ukradkiem staje się niezapomnianym i z pewnością wielokulturowym doświadczeniem. Dla czytelnika to także szansa na przeżycie czegoś nieszablonowego, to baczna obserwacja twarzy i zachwyt nad wieloosobową narracją, tak przeróżną, a jednak skorelowaną w intrygującą całość. Odbiorca od początku czuje się tak, jakby sam siedział na tym samym dachu – z własnym odrapanym krzesłem, z chłodnym drinkiem w dłoni i z ciekawością wypisaną w oczach, zasłuchany w gawędziarski ton kolejnych nocy.

Sąsiedzka gawęda na dachu podniszczonej nowojorskiej kamienicy. Dziwnie wyciszone miasto, wymuszona pandemią izolacja i wreszcie schronienie od dusznych, wręcz okopconych wrastającą w ściany samotnością mieszkań. Wieczorne spotkania można zdefiniować jako formę swoistego buntu, ale to przede wszystkim przejmująca próba zachowania normalności w zaburzonym wizerunku dnia – to ucieczka w barwną otchłań nieśpiesznie snutych opowieści, tak różnorodnych w swym portrecie, czasami zabawnych, innym razem druzgocąco smutnych lub przeciętnych, jeszcze innym przenikliwych lub przerażających. Ta mozaika literackich doznań to niezaprzeczalnie największy atut tej szkatułkowej podróży.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„TYLE GROŹNYCH MIEJSC” – STACY WILLINGHAM | Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością…

„TYLE GROŹNYCH MIEJSC” – STACY WILLINGHAM | Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością…

Ten tytuł potrafi stanowczo namącić w głowie. Rozdzierający smutek pogrążonej w bezsenności matki miesza się tu z elastycznym motywem zaginięcia dziecka oraz trudną do zdefiniowania przeszłością. Stacy Willingham filmowo wdziera się w otchłań kobiecej bezsilności, nie pozostawiając złudzeń o złożoności naruszonej intrygi. Tyle groźnych miejsc to powieść nasączona emocjonalną niepewnością, w odczuciu niezwykle tajemnicza i absorbująca, z biegiem wciągających stron coraz bardziej nieprzeciętna i zaskakująca.

Tu od początku wyczuwa się alarmujący klimat. I chociaż odbiorca wyraźnie przywiązuje się do słów podsuniętej mu narracji pierwszoosobowej, jednocześnie zabiega o pewien dystans, chce spojrzeć na prywatne śledztwo trzecią perspektywą, ewidentnie nie chce, aby umknął mu jakiś kluczowy szczegół. Co ciekawe, ta mimowolna czujność oraz odczuwalny brak zaufania przenikają również główną bohaterkę – matkę dotkniętą niewyobrażalną stratą, jaką bez wątpienia stanowi uprowadzenie synka. Czytelnik z zainteresowaniem wchodzi w bezradność roztrzęsionej kobiety – w jej przenikliwą samotność i niesione traumą zaburzenia snu, przedziera się także przez regularnie przywoływane wspomnienia, dostrzega istotne detale przeszłości, zatrważa się mroczną odsłoną epizodów dzieciństwa, wreszcie śledzi obsesyjne ściganie prawdy. Ta zdaje się być przykryta warstwą zmyślnego niedopowiedzenia, autorka świadomie balansuje na pograniczu wyczerpania zmysłów i mętnego wizerunku trapiącej nocami przypadłości, manewruje myślami, nieustannie zmienia ścieżki tego scenariusza. Rażący brak wiedzy na temat porwanego dziecka bezapelacyjnie psuje codzienność, przepełnia myśli, staje się koszmarną esencją każdego dnia, nie pozwala przerwać poszukiwań. To właśnie ten enigmatyczny charakter zdarzeń uzależnia najbardziej, z pewnością utrzymuje napięcie aż do samego końca.

Thriller przesiąknięty obsesyjną bezradnością – zawieszony w odmętach ludzkiej niepewności, mroczny, zagadkowy i niejednoznaczny. Sprawa uprowadzonego dziecka przeplata się tu z oparami drażniących zaburzeń snu, konfrontuje się także z obrazami przerażającej przeszłości, doskwiera zarówno zrozpaczonej matce, jak również pochłoniętemu odbiorcy. Stacy Willingham sugestywnie narusza wrażliwą narrację, tym samym każe zaufać rozgoryczonej i zdesperowanej kobiecie – kreacji, która nie ufa nawet same sobie. Tyle groźnych miejsc zaskakuje atmosferą wyczuwalnego niepokoju, fotograficznie scala kolejne elementy fabularnej tajemnicy, mimowolnie staje się intrygą chwytającą za serce.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„ORIENT” – MACIEJ SIEMBIEDA | Idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich.

„ORIENT” – MACIEJ SIEMBIEDA | Idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich.

Ekscytacja to zbyt skromne słowo. Przecież to śledztwo naznaczone zostaje niesamowitą złożonością, zdaje się być precyzyjne, enigmatyczne i absorbujące, z pewnością osadzone na fundamencie wiedzy i sekwencji wielu życiowych doświadczeń, odczuwalnie mocne i wyczerpujące. Maciej Siembieda tworzy w sposób absolutnie nieprzeciętny, dbający nie tylko o detale fabularne, ale też o permanentną uwagę czytelnika. Orient filmowo zakorzenia się w myślach, nieustannie domagając się licznych odpowiedzi. I chociaż to już szósty tom skrupulatnego cyklu z Jakubem Kanią, bez obaw można traktować ten tytuł jako imponującą samodzielną całość.

To zasilana historią drobiazgowość sprawia, że ta intryga tak mocno uplastycznia się w obrazach wyobraźni, mimowolnie staje się zapleczem geopolitycznych ciekawostek, utrwalając nie tylko jakość pisarską, ale też rosnącą czujność odbiorcy. Autor ze śmiałością lawiruje między obranymi sceneriami, przemierza tajne skrytki i obnaża różne strony świata, zapuszczając się nie tylko do codzienności pechowej twarzy Terespola, ale też w szczeliny chińskiego kontrwywiadu. Intencjonalnie spiętrza wolumen skręcających ścieżek, zmuszając do pedantycznej obserwacji narzuconych narracją epizodów, do przyjrzenia się detalom, do chwytania zmyślnie podsuwanych podpowiedzi. Czytelnik porusza się tu po szalenie grząskim gruncie, regularnie przeciera procedery nielegalnych interesów, dostrzega mroczne działalności i analizuje niebezpieczne powiązania, definiuje pokerowe ruchy i personalne porachunki, z przymrużeniem oka wgryza się także w tajniki branży złomiarskiej. W gąszczu wieloznacznych wątków i nieprzerwanie aluzyjnych treści, nasadzona zostaje wiodąca intryga, najważniejsza sprawa, owiana niepowetowaną tajemnicą – zaginięcie najsłynniejszego pociągu świata. To właśnie nawiązanie do twórczości Agathy Christie i zagadka Orient Expressu prowadzą przez mistrzowską serpentynę pajęczych machinacji, przez jedwabne szlaki i różnobarwne mentalności, przez szeroką otchłań kolejnictwa i pokłosie znamiennych fragmentów historii. Odbiorca bezsprzecznie podziwia akuratność spisanej intrygi, zachwyca się wnikliwą i przyciągającą stylistyką, docenia także poruszony tu motyw depresji.

Brawurowa, konsekwentna i wyrafinowana – idealna dla wytrawnego miłośnika współczesnych powieści szpiegowskich. Orient efektownie rezonuje w szkicach naruszonej wyobraźni, fascynuje i wznieca mroczne charaktery, sukcesywnie obrazując złożoność podjętej akcji sensacyjnej. Maciej Siembieda przemieszcza się po mapie z imponującą wirtuozerią, skrupulatnie wgryza się w treść newralgicznej przeszłości, przywołuje chińskie powiązania i komunistyczne gesty, nieprzerwanie utrwala kompletność własnej historii. A wszystko w unikanym stylu – w brzemieniu eklektycznych znaczeń, w żniwie historycznych incydentów, w twarzach niebezpiecznych i nieobliczalnych.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„GRZYBNIA” – ALEKSANDRA ZIELIŃSKA | Tu śmierć nieustannie kołysze do snu, a dorosłość śpiewa przeszywającą kołysankę.

„GRZYBNIA” – ALEKSANDRA ZIELIŃSKA | Tu śmierć nieustannie kołysze do snu, a dorosłość śpiewa przeszywającą kołysankę.

Nieoczywista powieść. Naznaczona nieprzemijającym bólem, przenikliwą destrukcją, dziwnie panoszącym się smutkiem. Osnuta aurą mocno zaakcentowanego tu realizmu magicznego, dopieszczona absurdami, podkręcona humorem, niepostrzeżenie wkradająca się w otchłań zaskoczonej wyobraźni. Grzybnia zdumiewa, peszy, onieśmiela, z pewnością każe pochylić się w niechcianą stronę. Aleksandra Zielińska odważnie bowiem przedziera się przez śmierć, przenika żałość i tęsknotę za utraconym, dotyka żyjącego letargu i nieustającego marazmu...

Tu nie ma przestrzeni na przypadkowość zdarzeń, choć niejedno zdanie można uznać za wyrwane szponom fabularnego kontekstu. A jednak każde, nawet najbardziej zabłąkane słowo, finalnie okazuje się głęboko przemyślane, intencjonalne, właściwe. Ta historia niewątpliwie domaga się odpowiedniego towarzystwa – czytelnika świadomego, gotowego na interpretację i uruchomienie dodatkowych zmysłów, chętnego zmierzyć się z własnymi domysłami. Bo przecież nie wszystko tu opowiedziane zostaje wprost, nie każda teza zawiera jednoznaczną treść. Można wręcz odnieść wrażenie, że każdy odbiorca znajdzie w tej historii coś nieprzeciętnego, zwróci uwagę na zupełnie inny szczegół, uczepi się pozornie niewyróżniającej się sceny. Bo przecież każdy ma własne doświadczenia i własne przemyślenia. Podobnie jak bohaterowie mają własne przeżycia i własne zatroskania. Kiedyś przyjaciele, teraz ludzie po trzydziestce, dostrzegalnie zanurzeni w koszmarze dorosłości – nasączeni potrzebą zadumy, refleksji, przetarcia niespodziewanych łez. To pragnienie odczuwalnie wnika w ich poharatane dusze, nie pozwala spokojnie spać, staje się wręcz oknem na surrealistyczny posmak jutra – na anormalne zachowania dzikich zwierząt, na podskórne drżenia w obliczu rozchodzących się nitek grzybni, na katastrofalne doniesienia mediów. Tu trzeba być uważnym i ostrożnie poruszać się po metaforycznych strzępach stron – trzeba stale szukać własnych znaczeń, odkrywać kolejne tajemnice, przeżerać fetor najbardziej dramatycznych chwil.

Grzybnia zaraża unikalnością. Tu śmierć nieustannie kołysze do snu, a dorosłość śpiewa przeszywającą kołysankę. Powieść Aleksandry Zielińskiej okazuje się niecodzienną zachętą do zdefiniowania pojęcia żałoby – tęsknoty za umarłymi i tęsknoty za żywymi. Skażona silną potrzebą dojrzałej interpretacji – tajemnicza, wymagająca i niejednoznaczna, w scenach zmyślnie udziwniona i zabawna, w przekazie natomiast zaskakująco uniwersalna. Ta historia zdaje się być osadzona w przepaści ludzkiego życia, w najbardziej bolesnych szczelinach melancholii, w słowach beznadziei, w wyniszczającej duchocie wybrakowanej codzienności.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Agora

„BĘDĘ TOBĄ” – JANELLE BROWN | Niewątpliwie frapująca, nieprzeciętna i tajemnicza!

„BĘDĘ TOBĄ” – JANELLE BROWN | Niewątpliwie frapująca, nieprzeciętna i tajemnicza!

Dziecko w świecie show-biznesu to zawsze kontrowersyjny temat. Z jednej strony piękna przygoda, spełnienie marzeń, także wyjątkowa szansa na rozpoczęcie kariery od najmłodszych lat, z drugiej natomiast ogromne ryzyko zachłyśnięcia się tym mocno ambicjonalnym i wyraźnie zamkniętym środowiskiem, nierzadko przytłaczającym lub wręcz toksycznym, a z pewnością odbierającym młodemu człowiekowi najważniejsze – dzieciństwo oraz tak ważny kontakt z rówieśnikami. I właśnie tak wymagającą przeszłość mają za sobą bohaterki książki Będę Tobą Janelle Brown, autorki niesamowitej Oszustki.

A jest to historia o ludzkich słabościach – w moim odczuciu powieść przede wszystkim obyczajowa, ale też oprószona szczyptą wyczuwalnego napięcia, cechującego często thrillery psychologiczne. To także mocno poruszający dramat, który czytelnik poznaje dosłownie od fundamentów – wszystko dzięki zauważalnie rozbudowanej i wyraźnie osobistej narracji pierwszoosobowej. Autorka świadomie oddaje głos dwóm kobietom – ewidentnie chce, aby odbiorca miał możliwość spojrzenia na fabułę z dwóch zaangażowanych w nią perspektyw. To właśnie podzielona na części relacja pozwala tak wnikliwie i dokładnie rozpoznać smak tej zatrważającej w treści opowieści. I pozwala zrozumieć, jak niebezpiecznie chłonna może okazać się ludzka psychika – szczególnie w obliczu nagminnie powtarzających się porażek i życiowych niepowodzeń.

Podobnie jak miało to miejsce w Oszustce, tu również Janelle Brown stawia na osobliwe kobiece kreacje – tym razem siostry bliźniaczki, fizycznie niemal identyczne, a jednak charakterologicznie zupełnie inne. To one stają się malarzem tej opowieści i to one nieśpiesznie portretują burzliwość świata dziecięcego show-biznesu – używają przy tym najbardziej wiarygodnego argumentu, jakim bezsprzecznie jest paleta przeżytych doświadczeń. I tak samo szkicują gorycz własnych słabości. Długotrwałe problemy z zajściem w ciążę, rozstanie, porażki zawodowe, uzależnienia, naiwność względem podejrzanych grup wsparcia – te motywy wyróżniają się tu najbardziej. I to one tworzą intrygujący wizerunek fabularny. Dla odbiorcy stają się nie tylko intrygującą w treści opowieścią, ale przede wszystkim porządnym materiałem do społecznej dyskusji.

Janelle Brown ponownie to robi! Idąc ścieżką przenikliwej, odczuwalnie nieśpiesznej, a przy tym szalenie absorbującej kobiecej narracji, świadomie fabularyzuje niebezpieczeństwo ludzkich słabości. Będę Tobą to nie tylko przerażający portret bliźniaczek zanurzonych w bezwzględnym świecie show-biznesu, to także dramat dorosłych już kobiet, dostrzegalnie zagubionych w przeżartej porażkami codzienności. Historia intencjonalnie obdarta z mrocznej zbrodni, a jednak nieobliczalna w treści zdarzeń, niewątpliwie frapująca, nieprzeciętna i tajemnicza. Z pewnością też refleksyjna i mocno sugestywna, jawnie podnosząca ważne kwestie społeczne, rodzinne i psychologiczne.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Agora.

„ODDECH” – NINA IGIELSKA | Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam!

„ODDECH” – NINA IGIELSKA | Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam!

Każdy widzi inaczej i każdy czuje inaczej. Każdy też inaczej odbiera własne przeżycia. To samo wydarzenie może być cenną lekcją lub traumatycznym doświadczeniem, może nawet determinować dalsze wybory życiowe, ale jednocześnie może okazać się tylko krótką ulotną chwilą, pozbawionym wartości mglistym wspomnieniem, które po latach dostrzegalnie odarte jest z pierwotnego kształtu. I właśnie ta różnica w odbiorze zdarzeń staje się motywem debiutanckiej powieści Niny Igielskiej – Oddech to historia inna niż wszystkie, z pewnością swoista i nieobliczalna.

Ta książka zdaje się być nieoczywista w każdym aspekcie. Interpretacji fabularnej dopuszczają się w niej już sami bohaterowie – swoje osobliwe spotkanie nazywają bowiem zabawą w teatr. I czytelnik również czuje się jak widz, który z jawnym zainteresowaniem obserwuje postawioną przez wyobraźnię scenę – warto dodać, że scenę optycznie niedużą, momentami szczelnie otuloną czterema ścianami, wręcz klaustrofobiczną w odczuciu. I zdaje sobie sprawę, że ten dwuosobowy spektakl ma swoje źródło w przeszłości – coś ewidentnie wydarzyło się wcześniej i doprowadziło do tak nietypowego pojedynku słów. To przecież nie przypadek, że na szali pojawiają się tak silne i niespodziewane, choć wizualnie powściągliwe uczucia. Początkowa zadziorność miesza się z cielesną ekscytacją, aby nieoczekiwanie zmienić się w pokaz eksplozywnych doznań, emocje zaczynają dominować, niejednokrotnie przybierając obraz obłąkańczego szaleństwa – z pewnością fascynują, intrygują i kuszą swoim nieprzewidywalnym charakterem. I jeszcze ta zawiesista atmosfera, która nieustępliwie osacza myśli i zdaje się gęstnieć z każdą stroną jeszcze bardziej.

Czytelnik nie zna zasad tajemniczej rozgrywki, a jednak nieustannie pragnie rozszyfrować jej znaczenie. I sukcesywnie staje się powiernikiem bohaterów zaangażowanych do odegrania najważniejszych ról. Każdy z tej dwójki zdaje się mieć własny scenariusz na rozegranie wzajemnej konwersacji, każdy impulsywnie dokłada cegiełkę swoich wrażeń, każdy wreszcie chce zmanipulować przeciwnika. Nietrudno bowiem zauważyć, że między Kają i Profesorem toczy się niebezpieczna konfrontacja, celowo niedopowiedziana zależność, wyrobiona wspólnym doświadczeniem sprzed lat, gra zmuszająca do poszukiwania właściwej racji. Prawda jednak nie ma jednej definicji, z natury jest bardzo sugestywna i podległa perspektywie. I to właśnie czyni tę powieść tak unikalną, zaskakującą i wielowymiarową, dodatkowo trafnie definiującą obraz człowieka rozczarowanego postrzeganiem własnej przeszłości. A jednocześnie efektownie i niezwykle starannie spisaną, wzbogaconą o poetycką doniosłość, nutę porządnej refleksji oraz głos czysto filozoficznych uniesień, a przy tym nadal lekką i przyjemną w odbiorze.

Jestem szczerze zachwycona, zdumiona i wręcz efektownie upojona ekstrawagancją tego debiutu! Czegoś tak imponującego jeszcze nie czytałam – chłonęłam każdy detal, a przy tym dosłownie bałam się poznać prawdę i jednocześnie pragnęłam poznać jej niebezpieczny charakter. Ta historia uzależnia swoją duszną, gęstą i jakże tajemniczą atmosferą, jest tak szalenie intymna, osobliwa i esencjonalna, a przy tym tak bardzo nieprzeciętna! I zostawia ogromną przestrzeń dla samego czytelnika – wręcz domaga się doniosłej interpretacji. Uważajcie na Ninę Igielską – Oddech zadziwia i wywołuje trudną do okiełznania fascynację!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Agora.

„SĄSIADKA” –  HELENE FLOOD | Mocno tajemnicza, specyficzna, bezsprzecznie intrygująca!

„SĄSIADKA” – HELENE FLOOD | Mocno tajemnicza, specyficzna, bezsprzecznie intrygująca!

Relacje z sąsiadami bywają różne. Często ograniczają się do przelotnego „Dzień dobry” lub powierzchownej wymiany zdań, czasami jednak okazują się znacznie bliższe, niż podpowiada pierwsze wrażenie. Stają się codziennym rytuałem, może nawet trudną do zdefiniowania potrzebą duszy – dostrzegalnie nabierają poziomu intymności. I właśnie tak głęboka więź powstaje między tytułową Sąsiadką i mieszkającym w tym samym budynku żonatym mężczyzną – cichy romans, który nieoczekiwanie kończy brutalna śmierć…

To nie jest klasyczny dreszczowiec, historia uchwytnie nasączona jest bowiem dramatyzmem i szeroko zarysowaną warstwą obyczajową, wzbogacona dodatkowo o dominujący w kwestii fabularnej wątek kryminalny. Czytelnik poznaje wydarzenia oczami głównej bohaterki, tytułowej Sąsiadki. To właśnie imponująca narracja Rikke nadaje tempo tej powieści – w odczuciu nieśpieszne, spokojne, zauważalnie skupione na ekspresji dojmujących uczuć. Początkowo Kobieta koncentruje się na racjonalnym opisie zdarzeń, wyraźnie próbuje poukładać sobie wszystko w głowie, niejednokrotnie przywołuje też wspomnienia, aby zapoznać odbiorcę z detalami własnych emocji. Z czasem jednak jej relacja staje bardziej wnikliwa, niepewna i przerażająca, momentami niemal paranoiczna i obsesyjna. Odbiorca ma wątpliwości, czy może jej zaufać, wzbrania się przed jakąkolwiek próbą utożsamienia, ale jednocześnie śledzi jej przemyślenia z żywym zainteresowaniem, analizuje jej zachowania, ewidentnie chce wyłuskać z nich jak najwięcej potrzebnych informacji.

Podpatrując rozważania głównej bohaterki, czytelnik nie tylko wizualizuje sobie poszczególne sceny, ale też rejestruje, co w aspekcie fabularnym stanowi tu element wiodący – mam na myśli okrutne morderstwo, którego niepokojący smak, nadaje książce mocno zagadkowego charakteru. Śledztwo sugestywnie skupia się na bliskim sąsiedztwie, dzięki czemu sprawa nabiera pewnej hermetyczności, staje się tym samym jeszcze bardziej intrygująca, tajemnicza i swoista. Z pewnością alarmująca w kontekście więzi międzyludzkich – to właśnie osobliwe relacje sąsiedzkie frapują tu najbardziej. I bez wątpienia stanowią źródło mimowolnych osądów.

Mocno tajemnicza, specyficzna, bezsprzecznie intrygująca – ta historia zatrważa i fascynuje zarazem, intencjonalnie staje się też obiektem porządnej refleksji dotyczącej stosunków sąsiedzkich. Helene Flood wyraźnie skupia się na emocjach głównej bohaterki, tytułowej Sąsiadki. Narracja Rikke w odczuciu jest nieśpieszna i wnikliwa, każe jednak zachować ostrożność – zdaje się bowiem zaglądać w oczy samej obsesji. Sekrety rodzinne, parszywe zdrady i bolesne kłamstwa – te motywy zaakcentowane są tu najbardziej. Świetna książka w stylu domestic noir!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem AGORA.

„NIEGRZECZNY PREZES” – WERONIKA JACZEWSKA | Zaskakująco sugestywny romans biurowy!

„NIEGRZECZNY PREZES” – WERONIKA JACZEWSKA | Zaskakująco sugestywny romans biurowy!

Korporacyjna codzienność to zaskakująco plastyczny materiał dla romantycznych uniesień. Biuro kusi nie tylko spektakularnymi widokami z wielkich przeszklonych okien, ale też całym wachlarzem barwnych osobowości, często mocno charyzmatycznych, bezkompromisowych i siarczyście obchodzących się z własną zazdrością. I właśnie dlatego biurowe romanse cieszą się aż tak ogromną popularnością. Nie inaczej jest w przypadku Niegrzecznego prezesa, owianego z początku dużą tajemnicą marketingową. Jak się okazuje, ten niespodziewany zabieg wydawniczy idealnie rozpalił ciekawość pierwszych odbiorców.

Historia fabularnie nie jest raczej eksploracyjna – debiutująca tym tytułem Weronika Jaczewska stawia na sprawdzone schematy, stawiając zawodowo uprzywilejowanego mężczyznę w postaci żarliwego zdobywcy, tym samym angażując dobrze prosperującą w firmie kobietę do roli tej anektowanej. Lena szczęśliwie nie jest pozbawioną autentyczności szarą myszką, błądzącą ślepo po świecie dorosłych. Jako bohaterka, ma wpisane w życiorys pewne przeżycia, sukcesywnie zatem walczy z demonami przeszłości, ale jednocześnie zna swoją wartość, ewidentnie lubi też sobie pofantazjować. Mimo regularnych drgań serca, jej kreacja jest wyraźnie otwarta na nowe doświadczenia, tym samym budzi zaufanie i jest naprawdę przyjemna w odbiorze. Odmiennych wrażeń dostarcza męska część tego spektaklu – bajecznie bogaty przystojniak o renomie wytrawnego kobieciarza, w towarzystwie Leny zaczyna wspinać się na wyżyny męskości, aby idąc w ślad własnego pożądania, dosięgnąć obranego celu. Nie da się ukryć, że jest to człowiek korporacji. Kreacja Fryderyka błyszczy fanatycznym materializmem, przez co zdaje się być mniej wiarygodna, ale skrywane głęboko emocje, z pewnością dodają mu szczypty tajemniczości i pożądanego realizmu. Jako postać sceny erotycznej, pan prezes sprawdza się natomiast doskonale.

Otwierając drzwi tej lektury, odbiorca świadomie trafia na spektakl pełen nieskromnej pikanterii. Historia zauważalnie nasączona jest seksem, fizyczną bliskością oraz lubieżnymi w treści gestami – idealnie zatem oddaje smak przypisanego jej gatunku. Sceny erotyczne często wykraczają poza sypialnię, niekiedy nawet poza strefę prywatną, dzięki czemu odbiorca nie tylko raczy się opisem upojnej chwili zatraconych w sobie bohaterów, ale też obstawia, co fabularnie może wydarzyć się za zakrętem. I właśnie ten miarowy element niepewności sprawia, że książka tak ochoczo splata się z myślami czytelnika. Wyobraźnia działa tu zatem na pełnych obrotach.

Niezwykle gorący, a przy tym zaskakująco sugestywny romans biurowy. Historia nadzwyczaj ekspresyjna, bez wątpienia intensywna w scenach erotycznych, mimowolnie działająca na wyobraźnię. Z pewnością pikantna i zmysłowa, świetnie portretująca szaleństwo ludzkich doznań. Naprawdę trudno uwierzyć, że jest to debiut literacki! Weronika Jaczewska świadomie wyłuskuje korporacyjne grzechy i nadaje im mocno soczystego charakteru. Fabularnie Niegrzeczny prezes nie jest może wielce odkrywczy, szczególnie dla miłośnika gatunku, ale bez dwóch zdań stanowi źródło czytelniczej przyjemności. Lektura idealna na lato!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem AGORA.

„WYSPA” –  ADRIAN MCKINTY | Ekscytujący thriller negliżujący moc iście zwierzęcych instynktów.

„WYSPA” – ADRIAN MCKINTY | Ekscytujący thriller negliżujący moc iście zwierzęcych instynktów.

Rajska wyspa – marzenie turystów, szukających kojącego relaksu w niczym niezmąconej ciszy. Odpoczynek, beztroska, budowanie rodzinnej bliskości – właśnie tego na tropikalnej wyspie szukają bohaterowie nowej powieści autora bestsellerowego Łańcucha. Prywatna wyspa, niedostępna dla zwykłych turystów, okazuje się jednak miejscem wyjętym spod prawa, wyraźnie nieprzychylnym i mało bezpiecznym. To właśnie tam zwykły wypadek samochodowy nieoczekiwanie zamienia się w przerażającą walkę na śmierć i życie.

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że to realnie odczuwalny strach, tworzy najtrwalszy budulec tej historii. Autorowi udaje się bowiem wykreować w czytelniku tak silne emocje, jak autentyczne poczucie zagrożenia, miażdżący duszę niepokój oraz trudną do zdefiniowania tremę przed tym, co może zdarzyć się w kolejnej scenie. Warstwa emocjonalna powieści bez dwóch zdań okazuje się jej największym atutem. Rewelacyjna w przekazie jest także sama ścieżka fabularna. Oparta na bazie utartych motywów, jak chociażby nowa kobieta w życiu ojca oraz wspólny wyjazd w celu zbudowania prawdziwych więzi rodzinnych, w tym przypadku daleka jest od czystego powielania znanych schematów. McKinty stawia na dosadne i wizualnie brutalne sceny, wyławia ich smak w najmniej oczekiwanych momentach, czym niejednokrotnie zaskakuje, przeraża i ekscytuje zarazem. Z pewnością mocno działa na wyobraźnię.

Ta historia to także świetnie zarysowane kreacje. Na pierwszy plan niewątpliwie rzuca się Heather. Kobieta próbuje wkupić się w łaski nowej rodziny, odważnie wykorzystuje zatem umiejętności przekazane przez rodziców-wojskowych, znacząco poszerza granice moralności i wykorzystując własny spryt, logikę oraz kreatywne pomysły, nieustannie dąży do ocalenia nastoletnich dzieci niedawno poślubionego mężczyzny. Dostrzegalnie śmiała i przy tym niezłomna postawa Heather szokuje, momentami wręcz wykracza prawdopodobieństwem poza naturę przeciętnego człowieka, ale jednocześnie wpływa na sukcesywnie przyśpieszające tempo powieści, staje się też motorem napędowym oraz inicjatywą dla kolejnych agresywnych scen. Niektóre epizody zdają się umykać ramom rzeczywistości, a jednak są tak barwnie i dokładnie zarysowane, że naprawdę trudno ich nie docenić.

Ekscytujący thriller negliżujący moc iście zwierzęcych instynktów. Książka zaskakująco intensywna w treści zdarzeń fabularnych, z pewnością wstrząsająca, bezwzględna i budząca jawną grozę. Adrian McKinty zaprasza na powieść sponiewieraną czystym złem – zaufanie najbliższych zostaje tu wystawione na niewyobrażalnie ciężką próbę, a utarta moralność przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczą się tylko spryt i odwaga. Zaczyna się bowiem przerażająco obrazowa walka o ratowanie ludzkiego życia. Wyspa to mrożąca krew w żyłach historia, która mimo drobnych wykroczeń poza ramy prawdopodobieństwa, okazuje się perełką dla miłośników mocnych wrażeń.
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem AGORA.

„KATHARSIS” –  MACIEJ SIEMBIEDA | Wielowymiarowa, zaskakująca, momentami wręcz niebezpieczna

„KATHARSIS” – MACIEJ SIEMBIEDA | Wielowymiarowa, zaskakująca, momentami wręcz niebezpieczna

Katharsis. Z greckiego oczyszczenie, wyzwolenie z lęku lub rozładowanie silnych uczuć w wyniku głębokiego przeżycia, może też tłumionego długo napięcia. Słowo to zdaje się być bardzo enigmatyczne w odniesieniu do ludzkiego życia, ale dzięki najnowszej powieści Macieja Siembiedy, przybiera zaskakująco bogatą definicję – staje się niemal fabularnym celem, niewyrażanym w słowach, nieujawnianym też w czynach, ale wyraźnie kształtującym się w ludzkich emocjach.

Ta historia niewątpliwie wymaga dużo od czytelnika. Tu nie ma miejsca na przelotne spojrzenia i drobne zarysy postaci – tu potrzebne jest stuprocentowe zaangażowanie, może nawet przeżycie tej przygody wraz z jej swoistymi kreacjami. Katharsis to nic innego jak wielopokoleniowa saga, której greckie fundamenty, nieoczekiwanie unoszą się na polskiej ziemi. Autor ponownie udowadnia, że potrafi wiarygodnie łączyć fikcję literacką z faktami historycznymi, oddając czytelnikowi smak czystej przyjemności z lektury. Na łamach jednej sceny spotykają się bohater greckiej partyzantki oraz pałający się przemytem król czarnego rynku z Gdyni – pozornie różne środowiska i pozornie różne osobowości, a jednak los komponuje im wzajemną rzeczywistość. Tak zaczynają się zdarzenia owiane dużą dozą tajemnicy, bez dwóch zdań niebezpieczne, stające się wręcz zalążkiem prawdziwej tragedii.

Fabularnie dużo się tu dzieje, trzeba zatem intensywnie obserwować kolejne epizody, przyglądać się bohaterom i odpowiednio analizować ich zachowania – tak, aby przypadkiem nie pominąć ważnego szczegółu. Tak duży nakład zdarzeń mimowolnie przekłada się na barwę ludzkich emocji. Nie ma bowiem wątpliwości, że jest to przede wszystkim opowieść o ludziach, ich bolesnych przeżyciach, trapiących duszę wizji i szalonych uczuciach, ale też o konsekwentnym poszukiwaniu własnej tożsamości. Autor świadomie prowadzi odbiorcę śladem wielopokoleniowej intrygi, ukazuje tym samym zawiłość ludzkiego losu, jego różne perspektywy, w tym wyróżniające się tu brawurę i nieprzewidywalność.

Fascynująca historia na pograniczu powieści historycznej, dramatu oraz misternie poprowadzonej sensacji. Książka absolutnie intrygująca, świetnie rozplanowana, w odczuciu niemal ponadczasowa. Katharsis to niezwykle skrupulatny portret ludzkiego życia, fabularnie obrazujący gorycz trudnych decyzji i jednocześnie kreślący podgniły smak ich bolesnych konsekwencji. To także refleksyjna podróż przez różne odcienie moralności, opowieść o poszukiwaniu siebie i własnej tożsamości – wielowymiarowa, zaskakująca, momentami wręcz niebezpieczna. Z pewnością uzależniająca.
_____ 
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Agora.

„PROSTE RÓWNOLEGŁE” –  AGATA ROMANIUK | Fabularnie oszałamiająca!

„PROSTE RÓWNOLEGŁE” – AGATA ROMANIUK | Fabularnie oszałamiająca!

Niesamowita wirtuozka sztuki muzycznej, obdarzona wielkim talentem młoda skrzypaczka i jedno przypadkowe spotkanie, które w aurze PRL-owskiego uzdrowiska, nieoczekiwanie staje się źródłem długoletniej relacji. Dwie zupełnie inne kobiety. Dwa odległe światy. Dwie życiowe proste, równolegle definiujące miłość do tej samej pasji. To właśnie więź dwóch skrzypaczek, osobliwej nauczycielki i chłonącej wiedzę uczennicy, tworzy oś fabularną powieści Proste równoległe – książki pięknie nakreślonej przez Agatę Romaniuk.

Ta historia pozbawiona jest pośpiechu i nagłych zwrotów akcji, celowo nie zagłusza emocji czytelnika, pozwala mu wręcz umyślnie skupić się na najważniejszym – na zażyłości budowanej latami między dwiema pozornie różnymi kobietami. To właśnie specyficzna znajomość determinuje tempo oraz treść tej powieści. Skrzypce to dla wielu jedynie instrument lub znak muzycznego ukojenia, ale dla niektórych przybierają znacznie bardziej wymowne znaczenie – nie wiedzieć kiedy, stają się prawdziwym przyjacielem i nieodłącznym towarzyszem życia. Właśnie taką osobowością zdaje się być kreacja Wandy Krajewskiej – niezwykle doświadczonej i znanej, a przede wszystkim nadzwyczaj ambitnej skrzypaczki, która w imię bogatej kariery muzycznej, gotowa była poświęcić każdą szczelinę prywatnego życia. I jak się okazuje, nie tylko swojego.

Kobieta wyraźnie nie szczędzi swojej uczennicy, zmusza Martę Richter do niemal fanatycznego odkrywania własnych umiejętności muzycznych, naciska nie tylko na wielogodzinne treningi oraz wyciskanie dosłownie każdej nuty, ale też na udział w ważnych konkursach, które wyraźnie zaczynają dyrygować życiem młodej dziewczyny. Nauczycielka patrzy na Martę przez pryzmat własnych doświadczeń, ewidentnie też stara się nie dopuścić do tego, aby utalentowana uczennica poddała choć fragment kariery na poczet tak angażujących aktów, jak miłość lub tym bardziej dzieci. I jest w tych przekonaniach przerażająco wręcz obsesyjna. Jej zagorzała postawa nakłada na tę historię dozę potrzebnej tu tajemnicy, staje się fabularnym znakiem zapytania, który sukcesywnie dąży do dość spodziewanego wyjaśnienia. Na uwagę zasługuje też urzekająca stylistyka oraz nietuzinkowa konstrukcja powieści. Autorka naprzemiennie bowiem artykułuje losy obu kobiet, wracając do początku kariery Wandy i jednocześnie oddając głos Marcie, która samodzielnie relacjonuje wydarzenia ze swoim udziałem. Całokształt prezentuje się wyśmienicie. I jakże muzycznie!

Zjawiskowa książka! Pięknie wystylizowana, zaskakująco wręcz dojrzała, fabularnie oszałamiająca! Proste równoległe to historia świadomie nastawiona na obsesyjną miłość do własnej pasji, mocno akcentująca konieczność poświęceń i bolesnych życiowych strat. Fabuła jawnie prowadzona śladem kobiecych serc, które w imię kariery, próbują sprostać najtrudniejszym wyzwaniom. Tu nie ma wielkiego pośpiechu oraz szalonych zwrotów akcji – pozostaje jedynie głośna myśl o dziwnej zażyłości kształtującej się między dwiema wyjątkowymi skrzypaczkami. Powieść intencjonalnie napisana dla kobiet.
_____
Recenzja we współpracy z wydawnictwem Agora.

„ZIMNY TROP” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | To nie jest typowy kryminał…

„ZIMNY TROP” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | To nie jest typowy kryminał…

Nie każdy kryminał żywi się wartką akcją. Nie każdy rzuca szalonymi zwrotami akcji. Nie każdy też zaskakuje finalnym epizodem. Nie każdy kryminał okazuje się rasowym kryminałem. Gdy inne wabiki grają odpowiednio, może to oznaczać jedno – w tym niecodziennym spektaklu intryga kryminalna ma po prostu inne zadanie. Ma nawiązać z czytelnikiem żywy dialog i angażować go w poszczególne sceny tak, jakby to on był bohaterem toczących się na łamach fabuły wydarzeń. Ma skłaniać do rozbudzania własnej czujności. I takie właśnie wrażenia pozostawia na mnie Zimny trop, drugi tom cyklu kryminalnego Beaty i Eugeniusza Dębskich, którego pewne walory zwyczajnie warto docenić.

Prywatny detektyw Tomasz Winkler wciąż boryka się z dotkliwymi konsekwencjami nikczemnej sprawy znanej odbiorcom z powieści Dwudziesta trzecia, która to rozpoczyna ten osobliwy cykl kryminalny. Tym razem zlecenie przychodzi z najmniej oczekiwanej strony. To Roma Wiśniowiecka, nacechowana sarkastycznym charakterem i ubóstwiająca dobry koniak starsza pani, a przede wszystkim babcia Tomka, stawia przed wnuczkiem dość tajemnicze zadanie. Okazuje się, że z pewnego urokliwego kurortu, bez słowa znikł starszy mężczyzna – napotkany przypadkowo dawny przyjaciel babci Romy. Przez wzgląd na bliskie więzi, sprawa zaginięcia zdaje się być tym bardziej przejmująca, trudna, a przy tym naprawdę wyjątkowa. Nieustannie padający śnieg, nieprzyjemności ze strony dawnych kolegów-policjantów oraz pojawiające się nowe kobiece twarze sprawiają, że Winkler ma przed sobą mocno niecodzienne wyzwanie.

Ten spektakl nie jest pełen kryminalnych wrażeń, silne emocje nie rządzą tu czytelnikiem, a końcowy rozkład zdarzeń okazuje się zaskakująco… przewidywalny, ale mimo tych mało kryminalnych atrybutów, Zimny trop można spokojnie uznać za dobrą sztukę fabularną. Może zaproponowana akcja jest zauważalnie nieśpieszna i wyraźnie nastawiona na wielostronicowe dialogi, ale jest w tej opowieści coś, o co nierzadko trudno w innych książkach – prawdziwa dawka ludzkiego humoru. Rozmowy między Tomkiem i babcią Romą, choć odczuwalnie jest ich nieco mniej niż w pierwszym tomie, naprawdę robią świetną robotę. Ulatujący się z ich wypowiedzi sarkastyczny smak oraz słodkie rodzinne złośliwości okazują się na tyle zabawne, że odbiorca co i rusza podnosi uśmiech w trakcie lektury. Sam Winkler cechuje się swoistą przenikliwością, o którą najczęściej posądza się śledczych znanych z klasyki kryminału. I to podobieństwo bardzo mi odpowiada.

Tu nie ma zaskakujących zwrotów akcji oraz szalenie pędzącej akcji, w zamian jest dobrze przemyślana i z pewnością porządna intryga fabularna, okraszona zaraźliwą ironią oraz dużą dawką uroczych sarkastycznych docinek. Zimny trop to w moim odczuciu nie jest w ogóle kryminał, z pewnością nie rasowy, jest to raczej pełnoprawna i wyraźnie nastawiona na humorystyczne dialogi powieść detektywistyczna, którą śledzi się z niemałym zainteresowaniem. Żywa literacka przyjemność ukryta pod błędnym kryminalnym szyldem – moim zdaniem jest to przyjemność warta samodzielnego sprawdzenia. Ze względu na liczne powiązania do pierwszego tomu, polecam książkę Dębskich przede wszystkim tym, którzy znają już poprzednią sprawę Tomka Winklera.
„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

„OSZUSTKA” – JANELLE BROWN | Harlan Coben zakochał się w każdej stronie tej powieści!

Instagram. Miejsce zapisu wspomnień oraz uwieczniania pasji na pięknych fotografiach. Ale nie tylko. Instagram to dla niektórych ucieczka od nieprzyjemnej i mocno uwierającej samotności, a także miejsce, w którym można poczuć się lepszym i szczęśliwszym – można bowiem publicznie emanować pięknem, znajomościami i nierzadko też widocznym bogactwem. To właśnie to bogactwo staje się nierzadko pożywką dla współczesnych złodziei, czyhających po cichu wśród tysięcy nieznanych obserwujących. Taką bohaterkę przedstawia Janelle Brown w powieści Oszustka – niesamowitym thrillerze, który ma stać się fabularną podstawą dla serialu produkcji Amazon Prime z Nicole Kidman.

Autorka robi coś genialnego! Świadomie oddaje głos dwóm kobiecym bohaterkom. Jedną z nich jest Nina Ross, tytułowa oszustka, która chcąc zgromadzić środki na leczenie ciężko chorej matki, decyduje się na przeprowadzenie ostatniego w swej złodziejskiej karierze skoku. Jej celem staje się instagramowa influencerka i ambasadorka marek, Vanessa Liebling, która wyraźnie traci apetyt na próżne celebryckie życie. To właśnie Vanessa staje się z czasem drugą narratorką tej powieści. Większość scen przedstawiona jest zatem z dwóch perspektyw, czytelnik poznaje najpierw wersję jednej bohaterki, a następnie ogląda te same wydarzenia przestawione oczami drugiej. Ta naprzemienna narracja pierwszoosobowa to bez wątpienia strzał w dziesiątkę – odbiorca poznaje bowiem nie tylko suchy bieg fabuły, ale też w osobliwy sposób utożsamia się z kobiecymi postaciami, zaczyna wtapiać się w ich gęsto obsiane myśli i mimowolnie łapie się na wspieraniu każdej z nich. To prawdopodobnie jest w tej powieści najpiękniejsze – mimo, iż obie kobiety mają dużo złego za pazuchą i tym samym trudno chwalić ich decyzje życiowe, to jednak obie są na tyle intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne, że zwyczajnie przyjemnie obserwuje się ich działania.
A dzieje się w tej książce naprawdę dużo! Zaproponowana przez Ninę Ross intryga jest tak pomysłowo obudowana, momentami wręcz szokująca, że aż trudno jej nie podziwiać. Do tego warto dodać, że jej szaleńczy plan to jedynie zalążek większej afery fabularnej. Janelle Brown naprawdę świetnie wrabia czytelnika, pozwala mu niemal zaprzyjaźnić się z bohaterkami i zrozumieć ich często skandaliczne postawy, aby niespodziewanie rzucić taką sceną, która każe zbierać przysłowiową szczękę z podłogi. Takich momentów totalnego zaskoczenia jest tu kilka, lecz muszę otwarcie przyznać jedno – na najbardziej emocjonujące i ciekawe wydarzenia trzeba zwyczajnie trochę poczekać. Charakter powieści jest bowiem odczuwalnie opisowy, Janelle Brown mocno skupia się na charakterystyce postaci, ich bogatych osobowościach, minionych doświadczeniach oraz decyzjach przeszłości, które doprowadziły obie kobiety do fabularnego spotkania. Szerokie opisy wspomnień, miejsc oraz potencjalnych zdobyczy z pewnością wpływają na tempo czytania, ale wystarczy w skupieniu dać się ponieść tym pięknym zarysom, aby docenić ich niewątpliwe walory. To właśnie dzięki nim czytelnik tak mocno odczuwa późniejsze zwroty akcji.
Janelle Brown zrobiła coś niebywałego! Pozwoliła dwóm niesamowitym kobietom dyktować przebieg tej wyjątkowej powieści. Oszustka Nina Ross oraz instagramowa celebrytka Vanessa Liebling to dwie różne osobowości, aczkolwiek obie mocno intrygujące, charakterne i nieprzewidywalne do ostatnich stron. To właśnie ich przemyśleniom oraz podejmowanym przez nie decyzjom, intryga z każdą sceną staje się coraz bardziej szokująca, momentami wręcz szalona. I nie zmieni tego odczuwalnie opisowy charakter Oszustki. Może na te najważniejsze i tym samym najbardziej ekscytujące momenty trzeba cierpliwie poczekać, autorka świadomie bowiem usypia czujność czytelnika, ale naprawdę warto – druga połowa tej historii to thriller z prawdziwego zdarzenia, który naprawdę warto przeżyć. Takiej książki po prostu jeszcze nie było!

„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

„DWUDZIESTA TRZECIA” – BEATA I EUGENIUSZ DĘBSCY | BYŁY GLINIARZ PONOWNIE W AKCJI

Były gliniarz ponownie w akcji. Takich bohaterów widział już nie jeden kryminał, a jednak duetowi Beacie i Eugeniuszowi Dębskim udaje się stworzyć postać, której działania śledzi się z żywym zainteresowaniem. Usunięty ze służby za przestępstwo – de facto, niepopełnione – Tomasz Winkler podejmuje się sprawy morderstwa, która w policyjnych aktach została już odsunięta w przysłowiowy kąt. Dwudziesta trzecia to powieść z pewnością wyjątkowa – sprawca jest tu bowiem teoretycznie podany na tacy, a stawianym pytaniem nie jest „Kto dokonał zbrodni?”, a raczej „Jak udowodnić, że to właśnie on?”.

Samo morderstwo nie jest w żaden sposób osobliwe. Ofiarą okazuje się małżonka bogatego biznesmena, który to zdesperowany jawną niemocą policji, oferuje Winklerowi nagrodę pieniężną za zdobycie dowodów pogrążających domniemanego sprawcę. To właśnie z taką sprawą próbuje się zmierzyć były stróż prawa. Bohater zgoła interesujący – głównie przez wzgląd na parszywy błąd przeszłości, a mianowicie składanie zeznań przeciwko skorumpowanym wrocławskim lekarzom. Co warto podkreślić, to właśnie środowisko lekarzy zdaje się ważne w toku podjętej przez niego sprawy. Były gliniarz nie działa jednak sam. Jego nieodzownym suportem okazuje się 80-letnia babcia Roma, maniaczka sudoku i jednocześnie miłośniczka mocniejszych trunków, z którą to Winkler nieprzerwanie prowadzi rozbrajające swym sarkastycznym podłożem dialogi – rozmowy tej dwójki zaprawione są zatem naprawdę uroczymi złośliwościami. Nieocenionym wsparciem dla tego duetu okazuje się też znajoma Iwa, specjalistka od trudnej młodzieży, z którą to razem w trójkę wpadają na trop znacznie bardziej przerażającej sprawy.
Wykreowana intryga jest w odczuciu naprawdę dobra, wciągająca i co warto wspomnieć, sposób jej przedstawienia zdaje się być daleki od współczesnych, często przesyconych krwią powieści kryminalnych. Tu autorzy skupiają się na klasyce, przede wszystkim na motywach i poszukiwaniu dowodów, poświęcając jedynie epizodyczną przestrzeń na opisy samych zbrodni. Akcja jest tu zauważalnie stonowana, nieśpieszna, czytelnik ma zatem zapewniony czas na spokojną analizę każdej sceny oraz każdej myśli głównego bohatera. Ten klasyczny w odczuciu kryminał potraktowany jest też bardzo opisowo, co z jednej strony sprzyja odbiorcom-detalistom, ale jednocześnie może przeszkadzać tym, którzy szukają swobodniejszej formy przekazu.

Dwudziesta trzecia to pozbawiony typowej brutalności kryminał miejski, wyraźnie nasączony klasyką, a przez to także nastawiony na szukanie motywów. Dość osobliwa postać byłego gliniarza oraz zaskakująco ironiczne dialogi między nim i babcią Romą sprawiają, że mimo mocno stonowanej, a z pewnością nieśpiesznej akcji, książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Powieść Beaty i Eugeniusza Dębskich polecam przede wszystkim tym, którzy szukają porządnego kryminału w starym klasycznym stylu.

"WILKI" - ADAM WAJRAK | Wilczy wróg na dwóch łapach

"WILKI" - ADAM WAJRAK | Wilczy wróg na dwóch łapach

Niewątpliwie wyborne i zjawiskowe. Wilki, bo o nich mowa, fascynują, a jednocześnie wzbudzają wyraźny niepokój. Moje doświadczenie z tymi ssakami ogranicza się do ich odwiedzin w Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie, gdzie możliwa jest obserwacja wilków dosłownie z kilku metrów. Każda z takich wizyt robiła na mnie ogromne wrażenie, ale sprawiała też, że nawet krótka myśl o spotkaniu tegoż drapieżnika na wolności okazywała się wizją czystego strachu. Teraz, po lekturze Wilków Adama Wajraka, miejsce dotychczasowego lęku zajął autentyczny zachwyt i należny tym zwierzętom respekt.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger