FLOW
FLOW
„DO JUTRA W AMSTERDAMIE” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Niezwykle angażująca powieść obyczajowa

„DO JUTRA W AMSTERDAMIE” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Niezwykle angażująca powieść obyczajowa

Historia wyczuwalnie nastrojowa, piękna i absolutnie wciągająca, niepozbawiona także szczypty intrygi. To właśnie tą historią Agnieszka Zakrzewska zadebiutowała niegdyś na rynku wydawniczym. Teraz, w nowym i niezaprzeczalnie wyjątkowym wydaniu, powieść Do jutra w Amsterdamie okazuje się przygodą kobiecego życia, podróżą pełną wzruszeń i znamiennie utrwalonych scen, powieścią tkaną z nici trudnej emigracyjnej codzienności, obyczajówką z nutą delikatnego romantyzmu, ale też spektaklem o niespodziewanie kryminalnym zabarwieniu.

To niesamowity klimat Amsterdamu przeszywa powietrze tej powieści. Dla czytelnika to zatem przestrzeń wypełniona rowerowym gwarem i pachnąca zapachem tulipanów, w postawie bogatych Holendrów różnorodna, z jednej strony pełna radosnej wręcz życzliwości, z drugiej rażąca pogardą i wyższością wobec nowej gospodyni domowej. Autorka z czułością porusza się po emigracyjnej codzienności, wkrada się w zwyczajną prozę dnia, dodając jej charakternego, momentami wręcz niebezpiecznego smaku. Tajemnicze zniknięcie siostry, wymagająca cierpliwości praca u zamożnych ludzi, piękne relacje przyjacielskie, starcie z rasistami, naturalna chęć pomocy oraz miłość szeptem wdzierająca się do skruszonego dawniej serca – to właśnie te motywy składają się na powieść przepełnioną emocjami i humorem, zachęcającą do refleksji, dopieszczoną także wątkiem sensacyjnym. A wszystko w gestach absorbującej narracji pierwszoosobowej – tak bardzo kobiecej, delikatnej i niepewnej, jednocześnie odważnej i stanowczej.

Niezwykle angażująca powieść obyczajowa. Intensywnie nasączona prawdą o emigracyjnej codzienności, przesiąknięta niepowtarzalną aurą krainy tulipanów, przygnieciona tajemnicą i wątpliwościami serca, tym samym emocjonująca, nastrojowa i intrygująca zarazem. Agnieszka Zakrzewska z wyczuciem zakrada się w szczeliny kobiecej wrażliwości, akcentuje skrajności w postawie zamożnych holenderskich pracodawców, przywołuje przyjaźń i miłosne uniesienia, dotyka czułych strun przeszłości, gdzieś równolegle ociera się o temat rasizmu i zachęca do refleksji, wątkiem przemytniczym natomiast, tworzy charakterny i z pewnością zagadkowy klimat.

_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„ANIOŁ NA GŁÓWCE OD SZPILKI” – ALEKSANDRA RAK | Ta historia dosłownie uzależnia ciepłą myślą!

„ANIOŁ NA GŁÓWCE OD SZPILKI” – ALEKSANDRA RAK | Ta historia dosłownie uzależnia ciepłą myślą!

To kolejna wzruszająca powieść Aleksandry Rak, która zdaje się być ważną odpowiedzią dla pogubionych dusz. Historia nasączona potrzebą bliskości, niezwykle uczuciowa, piękna i niepowtarzalna, w naruszonej pasji z pewnością inspirująca. Anioł na główce od szpilki to obyczajówka o wyraźnie kojącym i jednocześnie refleksyjnym charakterze, to sentymentalne uniesienia i różne oblicza samotności, to smutek zapisany w stęsknionym za dziadkami sercu, to także zachęta do dostrzeżenia drugiego człowieka.

To niezaprzeczalnie jedna z tych nieśpiesznie snutych aranżacji fabularnych, przywołujących ciepłe myśli oraz, nawiązując do niemal poetyckiego tytułu, anielskie dobro. A wszystko dzięki wyjątkowej i jakże czułej na ludzkie nieszczęścia kreacji, którą czytelnik spotyka w chwili doszczętnego zagubienia. Przeszywająca tęsknota za niedawno pożegnaną babcią, wypowiedzenie z pracy, doskwierający brak wsparcia rodzinnego i wypadek samochodowy, który nieoczekiwanie okazuje się wstępem do nowego rozdziału. Przeprowadzka do mieszkania ukochanych dziadków w sentymentalnie nakreślonym familoku staje się dla bohaterki szansą na inspirujące rękodzieło, w oczach nie do końca świadomych sąsiadów, przybierające tajemniczy i jak się okazuje, mocno terapeutyczny kształt, w perspektywie czytelnika natomiast, otulone zostaje ważną refleksją oraz motywacją do odważnych poszukiwań siebie w odczuwalnie szarej lub zwyczajnie nielubianej prozie własnej codzienności. Godna naśladowania siła kobiecej empatii, różne spojrzenia na samotność człowieka, starość domagająca się wsparcia, naturalna chęć pomocy, niełatwe relacje z rodziną, nadszarpnięte zaufanie i wreszcie przeszłość próbująca zniszczyć drogę do kiełkujących świeżo doznań – to właśnie tak wartościowe motywy obiera autorka i to ich poruszająca kompozycja, tworzy powieść wrażeniowo wręcz niesamowitą, z pewnością budującą, potrzebną, jedyną w swoim rodzaju.

Ta historia dosłownie uzależnia ciepłą myślą! Anioł na główce od szpilki to jedna z najpiękniejszych podróży po emocjach pozornie zwyczajnej codzienności – powieść nasiąknięta refleksją o kruchości życia, dotykająca różnych portretów samotności, przedzierająca się przez starość, także tę zgorzkniałą i niewygodną w młodszych oczach, inspirująca do odważnej eksploracji własnych marzeń, dająca nadzieję na bardziej uśmiechnięte jutro, utrwalająca sentymentalne fotografie. Aleksandra Rak niczym wirtuożka dobrych gestów i najlepsza przewodniczka po skrywanych gestach wrażliwości, zachęca do spojrzenia na drugiego człowieka, przywołuje wiarę w ludzi, rozczula i pokrzepia pogubione myśli.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„ZEMSTA” – DARIA KASZUBOWSKA | Nadzwyczaj dramatyczna, wzruszająca i nieodgadniona…

„ZEMSTA” – DARIA KASZUBOWSKA | Nadzwyczaj dramatyczna, wzruszająca i nieodgadniona…

Niezwykle przejmująca powieść. Naznaczona goryczą pożegnania i boleśnie wrzynającą się tęsknotą za utraconym tatą, przetarta usilną potrzebą zemsty. Daria Kaszubowska ponownie przenosi wzrok do minionych strużyn czasu, przegląda wielobarwność kaszubskich charakterów, burzy namiętności i scala niespokojne dusze. Zemsta to świetnie sportretowana kontynuacja Sagi Kaszubskiej – piękna i poruszająca, ale też pełna intrygujących w swym przebiegu zdarzeń.

Tu miłość wystawiona zostaje na emocjonalną próbę – wielokrotnie ociera się o nieprzychylność i budzi wewnętrzne posępności, rozpacza fetorem bezsilności, upada z rezygnacji, poddaje się najgorszym aktom, nie widzi już nadziei. Innym razem dociera w odpowiednim czasie, bawi się szczerością zmysłów, pozwala na intymność subtelnie nakreślonych scen. Impulsywne gesty, rodzinne kłótnie, zmiany w zapisie testamentu – ten scenariusz zdaje się być nasączony międzyludzką cierpkością, zaciekle wdziera się w wyobraźnię, przywołując konieczność bacznej obserwacji. Bo przecież pada tu mocny akcent na dokonaną zbrodnię – na zagadkową intrygę, na intencjonalnie zadaną śmierć, na niewiadomą, która wyraźnie domaga się odpowiedzi. Czytelnik detalicznie przegląda napotkane twarze, uważnie słucha narratora, chce wyłapać podejrzenia i możliwe sposobności. Najbardziej jednak skupia się na dramacie najtrudniejszej chwili – na żałobie i poruszającej bezradności, na optycznie przygaszonych minach. Tym samym podgląda starodawne obyczaje, oswaja się z uprzedzeniami, podziwia rekonstrukcję językową. Tu nieustannie trwają waleczne nastroje oraz chęć wydarcia się niemieckim szponom, wyczuwa się zatem powstańcze aspiracje i rozterki niejednego serca. Wszystko w oparach zakończonej niedawno wojny, w scenerii polskiej niepodległości, w skruszonym obrazie kaszubskiego dnia.

Nadzwyczaj dramatyczna, wzruszająca i nieodgadniona – naznaczona nie tylko bezwzględnością życia, ale także niezłomnością powstańczych pragnień i szczerą namiętnością wyraźnie stęsknionych uczuć. Daria Kaszubowska ponownie wkrada się w spectrum kaszubskiej historii, odtwarza powojenne zgrzyty, przybliża obrzędy i tradycje ówczesnej codzienności, dostrzega rozdrażnione charaktery i definiuje obsesyjne instynkty zemsty. Najbardziej skupia się jednak na ludzkiej wrażliwości – na bolesnym pożegnaniu, na rozdzierającym poczuciu straty i rozgoryczeniu, to właśnie w żałobie zaczepia rodzinne waśnie i nieporozumienia, tam też osadza tajemniczą intrygę kryminalną.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„ZIMA W MAŁEJ PRZYTULNEJ" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Historia odczuwalnie rozgrzewająca duszę!

„ZIMA W MAŁEJ PRZYTULNEJ" – MAGDALENA WITKIEWICZ | Historia odczuwalnie rozgrzewająca duszę!

Otulająca definicja najpiękniejszych uczuć. Nasączona życzliwością i urokiem dziecięcej mądrości, pełna świątecznych ciekawostek, plastycznie wypełniona mozaiką codziennych wzruszeń. Magdalena Witkiewicz ponownie zaprasza do malowniczej Małej Przytulnej – tym razem przyprószonej śniegiem i dopieszczonej pachnącymi pierniczkami, rozświetlonej nie tylko świątecznymi lampkami, ale też cudowną przyjaźnią i mgnieniem potrzebnej każdemu miłości.

Za oknem wyjątkowo nastrojowa aura – śnieżnobiała zima, w myślach mieszkańców natomiast wachlarz trosk i dokuczliwych wątpliwości. Bo przecież każdy napełnia tu prozę własnego życia, każdy dusi smutne chwile i wyraźną potrzebę bliskości, każdy ma ulubione miejsce w barze i chęć na coś słodkiego, każdy chce dopisać fragment swojej historii. Autorka zauważalnie skupia się na miłości – wkrada się do przykurzonych serc i szuka w nich ukrytych pragnień, ewidentnie pozwala zajrzeć szczęściu w oczy. Jednocześnie przedziera się przez spectrum smutnych pożegnań i boleśnie wrzynające się tęsknoty, przez otchłań ciężkiej choroby i tajemnicze spotkania, dotyka czułych strun, chcąc rozczulić i dostarczyć materiał do życiowej refleksji. Czytelnik z pewnością docenia ten fakt, z rozrzewnieniem przyjmuje też radosne nowiny, obserwuje powrót do pięknej tradycji, jaką niewątpliwie jest wysyłanie kart ze świątecznymi życzeniami, patrzy na szczerość zapisanych odręcznie słów, podziwia kreatywność oraz przenikliwe wypowiedzi rezolutnej Gabrysi, regularnie uśmiecha się pod nosem i chce zostać tu na nieco dłużej. Tu marzenia nie gasną nawet w starszych życiorysach, nieprzerwanie wirują w plastycznie zobrazowanych epizodach.

Przeurocza, rozczulająca, niesamowicie komfortowa – historia odczuwalnie rozgrzewająca duszę! Miłość szuka tu ukojenia pod malowniczą warstwą śnieżnego pyłu, zasłuchana cisza staje się atrybutem wyjątkowej przyjaźni, a tradycja wysyłania świątecznych kart, okazuje się gestem naturalnej serdeczności. Magdalena Witkiewicz z czułością przemierza uroczą Małą Przytulną, odwiedza znajome twarze, pozwala zgłębić troski codziennego życia i trawić bolesne pożegnania. Najwięcej przestrzeni poświęca pewnej rozbrajającej dziewczynce – utrwalając nie tylko mądrość jej rezolutnych słów, ale przede wszystkim godną naśladowania bezinteresowność.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„JEDYNY WALC” – MAŁGORZATA GARKOWSKA | Niesamowicie piękna, uczuciowa i fascynująca!

„JEDYNY WALC” – MAŁGORZATA GARKOWSKA | Niesamowicie piękna, uczuciowa i fascynująca!


Miłość nie zawsze łatwo sformułować. Czasami trzeba się porządnie sparzyć, innym razem dotknąć wielu uczuciowych barw, aby dobrze zdefiniować najważniejsze. Małgorzata Garkowska wkrada się słowem w krater najpiękniejszych doznań młodej kobiecości, pozwala skradać pocałunki i słuchać echa tętniącego serca, dostarcza zawstydzonej namiętności i parszywie kołyszących się smutków. To właśnie buzujące emocje tworzą poruszającą i nadzwyczaj wciągającą powieść Jedyny walc.

Tu sceneria okazuje się surowa i alarmująca, nasączona pragnieniem żywej rewolucji i walką z bezdusznymi represjami caratu. Za oknem nieustannie wyczuwa się niebezpieczeństwo, zdania opowieści napełniają się niepokojem i rozdzierającą niepewnością zdarzeń – przerażających scen, których pokłosie wiarygodnie odziera ze złudzeń. I to właśnie tak nieobliczalny czas staje się przestrzenią dla rozkwitu sercowych wątpliwości – dla historii z zaaranżowanym tu świadomie motywem trójkąta miłosnego. Po jednej stronie wyraźnie zadurzony Polak służący w carskiej armii, z drugiej zafascynowany urodą Eweliny rosyjski hrabia. Trzonem romantycznej ekscytacji okazuje się młoda hrabina – wychowana w zubożałej szlacheckiej rodzinie, świeżo po ukończeniu pensji, zauważalnie oczarowana jednym z pretendujących kawalerów. I chociaż autorka stosuje narrację tradycją, odbiorca wielokrotnie ma wrażenie, jakby przedzierał się przez tę wzruszającą fabułę oczami kobiecej bohaterki. To zauroczone myśli tworzą kolejne chimeryczne kadry, to w nich czai się zarys impulsywnej codzienności, w nich także budzą się niespodziewane wątpliwości. Sugestywnie wtopione obrazy historyczne stają się zatem brutalnym tłem dla dosadnych i mocno wstrząsających emocji.

Historia z duszą. Niesamowicie piękna, uczuciowa i fascynująca, z pewnością plastycznie wypełniająca otchłań zadurzonej wyobraźni. Małgorzata Garkowska przenosi czytelnika do ledwie muśniętego XX wieku, do niespokojnej przestrzeni Królestwa Polskiego – wdziera się w rewolucyjne uniesienia i drastyczne rosyjskie represje, najbardziej pochyla się jednak nad nienasyconą kobiecą wrażliwością – młodą i wyraźnie pogubioną, pragnącą otwarcie słuchać szeptów nieśmiałego serca. Tu miłość szuka odpowiednich ramion – nieprzerwanie domaga się także emocjonalnej konfrontacji.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„RUBINOWA AKWARELA” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Te uczucia pragną nieprzeciętnej fotografii.

„RUBINOWA AKWARELA” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Te uczucia pragną nieprzeciętnej fotografii.

Kwiaty dopełniają piękno codzienności, tworzą też atrybut wielu artystycznych dzieł. Agnieszka Zakrzewska dostrzega w nich jeszcze więcej – przedzierając się przez ekspozycję holenderskich pól, podziwiając odcienie, kształty i trwałości różnobarwnych tulipanów, podglądając nadane empiryczną ścieżką właściwości, formułuje historię fabularnie unikalną, z pewnością malowniczą, zajmującą i charyzmatyczną. Właśnie tak niesamowitych wrażeń dostarcza powieść Rubinowa akwarela.

Ta historia dosłownie kwitnie w oczach czytelnika – wszystko za sprawą zjawiskowej scenerii, wypełnionej świeżymi kwiatowymi zapachami, nasączonej kolorami, tętniącej wieloletnią tradycją. Autorce nieustannie udaje się tu przemycać tulipanowe ciekawostki, pozwala też spoglądać na eksperymentalne próby ujarzmienia nowych odmian, spacerować po palecie niecodziennych barw i zachwycać się miłością do estetycznego charakteru branży. Tu kwiaty okazują trzonem rodzinnych sekretów, tu kwiaty stają się bodźcem dla wielu egzystencjalnych zmian. Bo przecież młode kobiece serce pragnie odważnie zmierzyć się z kadrami wysublimowanych marzeń, natomiast męskie śmiało podąża za uśmiechem stricte florystycznej duszy. Tu uczucia przebijają się przez rozpaczliwą gorycz, czują też posmak parszywego przygnębienia, ewidentnie muszą znaleźć odpowiednią drogę i zanurzyć się w ramionach figlarnego przeznaczenia. Gdzieś mimochodem zawieszony zostaje tu fetor siarczystych niezgodności sąsiedzkich – niespodziewanych, osadzonych bowiem na solidnym przyjacielskim fundamencie, a jednak dokuczliwych i ogłuszających. Fabularnie równie wstrząsających i wymownych. Tak nakreślona zostaje rywalizacja, tak zaakcentowane zostają charakterne kobiece twarze, tak ujawnione zostają dawne tajemnice – tu prawda szuka swojego ujścia.

Te uczucia pragną nieprzeciętnej fotografii. Agnieszka Zakrzewska aranżuje kadr za pomocą zakochanych w sztuce serc i soczystych florystycznych barw, wkrada się w otchłań odważnej kobiecości i podąża za śmiałością jej pasjonujących marzeń, wdziera się także w słodycz przyjemnych uszczypliwych złośliwości. Rubinowa akwarela to nie tylko impresja zadziornie zapisanej miłości, to rumor nadszarpniętej sąsiedzkiej przyjaźni, pokłosie rozczarowań i niespodziewanych zadr, to także subtelność unikalnych tulipanów i ofensywny gwar rodzinnych tajemnic – historia pełna fabularnych zakrętów i grząskich w swym przebiegu zdarzeń.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„SEKRETY RODZINY WINNICKICH” – ALEKSANDRA RAK | Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca!

„SEKRETY RODZINY WINNICKICH” – ALEKSANDRA RAK | Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca!

Dom często przywodzi na myśl rodzinne ciepło oraz poczucie bezpieczeństwa, niejednokrotnie także paletę najpiękniejszych wspomnień. Ale nie zawsze staje się filarem rozczulającej stabilności – czasami przynosi jedynie gorzkie skojarzenia i okazuje się utrapieniem, innym razem osadzony zostaje w długoletniej niepewności, emanując swoim enigmatycznym charakterem. I właśnie tak zagadkowy klimat tworzy Aleksandra Rak w przejmującej powieści Sekrety rodziny Winnickich.

Ta przestrzeń zdaje się być wizualnie malownicza – czytelnik z przyjemnością przygląda się pnączom równo zasadzonych winorośli i nieprzerwanie czuje zapach dojrzewających winogron. Nazwisko bohaterów nie jest przypadkowe – to renomowana winnica, muskająca wiekiem stuletniej obecności, staje się nieoczywistym, aczkolwiek urzekającym tłem dla tej poruszającej opowieści. Najbardziej wyczuwa się tu jednak fetor przeszywającej tajemnicy – właściwie nie jednej, tu każdy bowiem obdarzony zostaje aurą pewnej zagadkowości, każdy tuszuje fragmenty niedoskonałości, każdy próbuje uśmiechać się na potrzeby oficjalnej rodzinnej fotografii. I jeszcze to niespodziewane zaginięcie nestorki znanego w branży rodu – z punktu widzenia intrygi fabularnej, z pewnością kluczowe i najbardziej frapujące. Odbiorca mimowolnie angażuje się w rolę naocznego widza, niepostrzeżenie wkrada się w ten wieloosobowy scenariusz, eksploruje retrospekcje, definiuje smutki, wątpliwości oraz przerażenia, stara się tym samym wchłonąć wyobraźnią życiorys każdej z przywołanych postaci. Autorce udaje się tu naruszyć ważne społecznie treści, intencjonalnie dotyka motywu niskiej samooceny i uderzającego strachu przed osamotnieniem, przedziera się także przez zdradę, uzależnienia oraz druzgocącą ucieczkę przed własnymi marzeniami. Tu każdy otwiera wachlarz własnej wrażliwości i każdy tarza się w mroku nieuchwytnej przez innych introwersji – każdy nieśpiesznie odkrywa swoje skryte barwy, aby otworzyć się na akceptację własnych słabości.

Tajemnicza, sentymentalna, mocno przejmująca – historia eksponująca różne spojrzenia niewidocznej gołym okiem samotności. Tu intryga zawieszona zostaje w malowniczej scenicznej sielskości, w smutku naruszonych twarzy, w rodzinnych kłamstwach, wątpliwościach i ogłuszającym strachu przed odrzuceniem. Aleksandra Rak zachwyca harmonią pnących się pięknie winorośli, regularnie przemycając w niej ważne i absolutnie refleksyjne treści, szeptem pomaga też bohaterom dotrzeć do upragnionej stabilności życia. Sekrety rodziny Winnickich to powieść enigmatyczna i niejednoznaczna, ale przede wszystkim niezwykle wartościowa.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„SZTORM” – DARIA KASZUBOWSKA | Powieść muskana paletą wielu życiowych barw!

„SZTORM” – DARIA KASZUBOWSKA | Powieść muskana paletą wielu życiowych barw!

Kaszuby często przywodzą na myśl sielską atmosferę i piękne malownicze jeziora, ale też wielobarwność kulturalną i zauważalne przywiązanie do wieloletnich tradycji. Daria Kaszubowska przedziera się przez tę wyjątkową scenerię z niebywałą subtelnością, jednocześnie nie szczędzi bohaterom najtrudniejszych chwil. Powieść Sztorm to nie tylko emocjonujący wstęp do ekscytującej Sagi Kaszubskiej, to przede wszystkim historia nasączona żywymi uczuciami, odczuwalnie piękna, poruszająca i nieoczywista.

Ten krajobraz można uznać za czarujący i brutalny zarazem. Czarujący w obranej kaszubskiej panoramie – naszkicowanej bardzo plastycznie i niemal sielankowo, z pewnością malowniczej i urzekającej. Brutalny w zarysowanym przedziale historycznym – bo przecież właśnie rozpoczyna się pierwsza wojna światowa, w sercach naruszonych kreacji przeszyta niepewnością, tęsknotą oraz naturalną troską o najbliższych. Tu nie ma przestrzeni na łatwe emocje, podobnie jak nie ma miejsca na przewidywalność zdarzeń – każdy dzień może przynieść ból i otworzyć wachlarz prawdziwie traumatycznych scen, każdy może okazać się tym ostatnim. Czytelnik nieuchronnie wtapia się w fotografię rodziny Stoltmanów, wyczuwa odwagę, temperament i determinację braci powołanych do wrogich sobie armii, definiuje też niesamowitą przynależność do zilustrowanej sentymentalnie ziemi, niespodziewanie wdziera się także w otchłań tajemniczego morderstwa. Sportretowana wioska zdaje się być bowiem mocno podzielona – tu jeden człowiek ewidentnie widzi w swej twarzy Polaka, drugi głośno nazywa siebie Niemcem, każdy natomiast wiernie identyfikuje się z Kaszubami, utożsamia z osobliwą mową, językiem oraz kultywowanymi zwyczajami. Każdy chce kochać i być kochany. Autorka akcentuje tę miłość wielokrotnie, pozwalając wyobraźni poczuć hermetyczny klimat niezwykle wiarygodnie, w zobrazowanych detalach niemal dotykalnie. Nieuchronnie kieruje wzrok także w stronę pola bitwy, eksponuje dramatyczne gesty, każe patrzeć cierpieniu w oczy. Chce utrwalić pamięć o rozdzierającym smutku i boleśnie przypominającej się stracie.

Niezwykle dramatyczna, przejmująca i sentymentalna podróż w czasie. Sztorm to powieść muskana paletą wielu uczuciowych barw, w swym fabularnym biegu nadzwyczaj różnorodna, nieoczywista i poruszająca. To także początek fascynującej sagi – Kaszuby zdają się tu być rozdarte i w postawach skrajnie podzielone, ewidentnie skontrastowane narzuconą niechybnie wojną, jednocześnie naznaczone swojskością, pięknymi tradycjami oraz duchową przynależnością. To historia zasiana w gąszczu rodzinnej wrażliwości, ujarzmiona porywami serca oraz literackim wdziękiem, z pewnością wiarygodna i mocno absorbująca.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„NIC NIE MÓW” – TOMASZ KIERES | Zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań.

„NIC NIE MÓW” – TOMASZ KIERES | Zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań.

Kłamstwo najczęściej prowadzi grząską drogą. Nieustannie wtapia się w poszarpane myśli, przywołuje wachlarz gorzkich konsekwencji, nie pozwala zasnąć. Wielokrotnie staje się źródłem nieodwracalnego – doszczętnie zmieniając codzienność człowieka. Tomasz Kieres wdziera się emocjami właśnie w taką rzeczywistość – intencjonalnie umykającą granicom prawdy, niezwykle zajmującą, treściwą i esencjonalną, jednocześnie szaloną i nieobliczalną w przebiegu fabularnych zdarzeń.

Tytuł Nic nie mów z pewnością nie jest przypadkowy – to właśnie cisza staje się atrybutem niespodziewanej sąsiedzkiej namiętności. Tu nie ma miejsca na słodycz czarujących zdań i sceny otwartego uwodzenia, w zamian pojawia się instynkt dyskretnie spisanego przyciągania – naznaczonego potrzebami wyraźnie nienasyconych ciał, a jednak nasączonego niedopowiedzianą bliskością dwóch zaniepokojonych dusz, dziwnie kojącego, jakby złaknionego naturalnego w swym akcie spełnienia. Ten wrażeniowo romantyczny nastrój osadzony zostaje w motywie oczywistej zdrady – piętnowanej w podjętych monologach myśli, moralnie zapewne niewłaściwej, społecznie zakazanej, lecz tu potraktowanej nad wyraz intensywnie, zmysłowo i przede wszystkim w zgodzie ze szczerością zaangażowanych uczuć. Autor nie ucieka przed wizualizacją scen fizycznego pożądania – wręcz odwrotnie, nadaje im swoistej sensualności, wzmacniającej skalę euforycznych doznań, ewidentnie chce utrwalić ich wyjątkowość. Doskonale bowiem wie, co przyniesie najbliższa przyszłość – tak bezwzględna i niespodziewana w odczuciu czytelnika. Bo przecież wystarczy jedna znamienna chwila, aby zmienić klimat tej historii – aby odsłonić jej niepokojący charakter. W tym sensorycznym scenariuszu robi się bardzo niespokojnie, intrygująco, może nawet niebezpiecznie. I właściwie trudno przewidzieć, jakie emocje czekają na końcu tej zwodniczej i bezsprzecznie refleksyjnej drogi. Jedno zdaje się być pewne – prawda będzie chciała i jednocześnie nie będzie chciała ujrzeć światła dziennego.

Fascynująca, soczysta, nieprzeciętna – historia romantyczna w swych zmysłowych fundamentach, a jednak zawiesisty i z pewnością niepokojący thriller psychologiczny. Tu nie ma przestrzeni na oczywistość zdarzeń, choć namiętność fotograficznie wdziera się w otchłań zaabsorbowanej wyobraźni. Nasączona intymnością bliskość, zagnieżdżona zmyślnie w ciszy przemilczanych doznań, zdaje się być intensywna, szczera, wygłodniała. I staje się impulsem dla odczuwalnie niebezpiecznych epizodów – zanurzonych w obsesyjnej zazdrości, w fermencie szerzonego kłamstwa, poniekąd także w odmętach niepamięci. Ten intrygujący wydźwięk staje się donośny i nieobliczalny, przywołując gorliwość najgorszych instynktów.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„SPADKOBIERCA” – ALEKSANDRA RAK | Aleksandra Rak nie zapomina o strzępach nadziei!

„SPADKOBIERCA” – ALEKSANDRA RAK | Aleksandra Rak nie zapomina o strzępach nadziei!

Nie każdy patrzy uprzejmym okiem. Nie każdy widzi to, co czai się za delikatnym uśmiechem drugiego człowieka. Nie każdy potrafi zajrzeć w otchłań nieswojej samotności. I wreszcie nie każdy chce wyciągnąć pomocną dłoń. Nie każda twarz może być twarzą anielskiej serdeczności, ale niemal każda choć raz wyczuwa definicję ludzkiego dobra – drobny bezinteresowny gest, wsparcie, towarzystwo. Niezwykle przejmująca seria Szept anioła to opowieść właśnie o takich bohaterach – pozornie zwykłych, mijanych regularnie w oknie zabrudzonej codzienności, a jednak wyjątkowych. I wieńczący ją Spadkobierca idealnie podkreśla ten refleksyjny ton.

Aleksandra Rak ponownie kieruje wzrok w stronę malowniczej scenerii. Mała nadmorska miejscowość, hermetycznie zamknięta społeczność i wachlarz enigmatycznych myśli, przykrytych warstwą wieloletniego kurzu. Dla czytelnika to przeżycie z pewnością nieprzeciętne – nasączone gorącą letnią atmosferą, jednocześnie muśnięte ulewnymi deszczami, gdzieś w odczuciu serca niezwykle różnorodne i poruszające, ewidentnie domagające się odkrycia dawnych kart. Trzeci tom to dla jednych postaci emocjonująca konfrontacja z nieznaną przeszłością rodzinną, dla drugich rozdzierająca konieczność pogodzenia się z nietrwałością życia, dla innych grząski proces poszukiwania nieoszlifowanej jeszcze tożsamości. Czytelnik czuje się tu naprawdę komfortowo, zdaje się wręcz zaprzyjaźniony z pogubionymi kreacjami, z łatwością przechadza się po gąszczu ich niepewności, dostrzegając wątpliwości, troski i pragnienia. Nieuleczalna choroba, starość, niepełnosprawność i przeszywające poczucie samotności – te motywy znamiennie wyróżniają się na tle innych, melancholijnie wypełniając szczeliny wyobraźni. I to w nich autorka ukrywa najważniejsze treści. Ludzka życzliwość, zrozumienie, empatia – tak niewiele, a jednak tak wymownie dużo. Tu nazwane wprost anielskim szeptem lub głosem samego morza, sportretowane zatem nieco feerycznym smakiem, przynoszą najwięcej ukojenia, stają się także zachętą do naturalnej dobroci i szczerości wzruszeń.

Nieprzeciętna, poruszająca, wartościowa – historia spisana z myślą o cichych bohaterach szarej codzienności. Spadkobierca to nie tylko absorbująca powieść obyczajowa, to przede wszystkim rozczulające zwieńczenie cudownej serii Szept anioła – opowieści refleksyjnej i niepowtarzalnej, w obranej scenerii niezwykle malowniczej i skondensowanej. Tu bezradność dyskretnie szuka zrozumienia, tajemnice umykają gestom ludzkiej niepamięci, kruchość życia domaga się uśmiechu, a ukradkiem definiowana miłość, nieśpiesznie wypełnia przestrzeń pokruszonego serca. Aleksandra Rak nie zapomina o strzępach nadziei – w sposób sensualny próbuje zatem zamienić fabularny sztorm na ciszę potrzebnego ukojenia.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„ZIELARNIA POD STARYM DĘBEM” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Niezwykle nastrojowa podróż do serca zapomnianej rodzinnej przeszłości!

„ZIELARNIA POD STARYM DĘBEM” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Niezwykle nastrojowa podróż do serca zapomnianej rodzinnej przeszłości!

Życie na wsi często przywodzi na myśl budujące sielskie scenariusze. Nierzadko okazuje się też plastrem na wielkomiejskie rany lub idealnie nakreślonym tłem dla nowego rozdziału. Szczególnie wtedy, gdy nieznana babcina przeszłość, usilnie przypomina o wciąż świeżej doczesności. I ewidentnie chce rozgościć się w myślach własnej potomności. Magdalena Witkiewicz ponownie odtwarza klimat uroczej Małej Przytulnej i kierując wzrok w stronę nowej lokatorki tytułowej Zielarni pod starym dębem, pozwala na wzruszający spacer w stronę dawnych rodzinnych tajemnic.

Czytelnik z przyjemnością wraca do miejsca, które już w Perfumerii na rozstaju dróg, roztoczyło niezwykle przyjazną woń w otchłani jego spragnionej wyobraźni. Tym razem jednak dobroduszna wiejska atmosfera, zdaje się być otulona niespodziewanym zachmurzeniem, wyraźnie wyczuwa się w niej niedobór życzliwości dla ledwo przybyłej mieszkanki. A przecież Renata to wnuczka zmarłej niedawno zielarki, której opowieść autorka snuje równolegle do bieżących wydarzeń. I nadaje jej format nieśpiesznie prowadzonego listu, skierowanego wprost do serca głównej bohaterki. Ta sprawia wrażenie rozdartej, z pewnością zagubionej w oparach samotnych uczuć. Kobieta fabularnie również wkrada się w nieznany sobie życiorys własnej babci, lecz z nieco innej, bardziej zawiesistej perspektywy niż sam odbiorca. Dla niej pierwotnym źródłem rodzinnej wiedzy, okazuje się przestrzeń naruszonego jej własną obecnością domu, pozostawione tu i ówdzie zapiski z zielarskimi recepturami, a także zaskakująco młodzi przyjaciele osobliwej staruszki – to oni odkrywają przed nową lokatorką najwięcej kart z ostatnich lat przejmującego życia pani Marysi. Ta opowieść regularnie podsuwa emocjonujące fotografie, dopomina się o piękny uśmiech oraz odpowiednio nostalgiczne chwile, ale przede wszystkim przywołuje chęć naturalnej refleksji nad płynącym niepostrzeżenie czasem. Tak łatwo można zapomnieć o tym, co przecież najważniejsze – o potrzebie szczerej rozmowy, o niedopowiedzianej prawdzie i o przebaczeniu.

Niezwykle nastrojowa podróż do szczelin rodzinnej przeszłości – zauważalnie słodko-gorzka, sentymentalna i poruszająca. Magdalena Witkiewicz ponownie przedziera się przez pocztówkę nakreślonej aromatycznie Małej Przytulnej i rozciągając nad nią ferment nieprzyjaznych chmur, kształtuje powieść niecodzienną i rozczulającą, odczuwalnie nasączoną aromatem ludzkich wzruszeń. Zielarnia pod starym dębem to historia utkana z nici kobiecej wrażliwości – w każdej stronie piękna, wyjątkowa i rozrzewniająca, ale też humorystyczna i nadzwyczaj życiowa. Tu wyobraźnia działa nieustannie, wizualizując nie tylko przebieg poszczególnych scen, ale też gesty nieuchwytnych na co dzień słabości.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„BŁĘKITNY KOLIBER” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Fascynująca podróż po odcieniach holenderskiej porcelany!

„BŁĘKITNY KOLIBER” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Fascynująca podróż po odcieniach holenderskiej porcelany!

Wyśmienite sery, tętniące kolorami połacie tulipanowych pól, wiatraki, rowery i wreszcie amsterdamska Dzielnica Czerwonych Latarni – można rzec, że Holandia mimowolnie przywołuje skojarzenia, a jednak w czeluściach małomiasteczkowych wrażeń, ma do zaoferowania znacznie więcej. I Błękitny koliber – nakreślony subtelnie w piękną aranżację – okazuje się nie tylko zatwierdzeniem tej niecodziennej tezy, ale też poruszającym przewodnikiem. Agnieszka Zakrzewska świadomie omija znane miejsca, zmyślnie kierując oczy w stronę finezyjnie dekorowanej porcelany.

A wszystko w zjawiskowo portretowanym Delfcie – jednym z najstarszych niderlandzkich miast, gdzie w gąszczu klimatycznych brukowanych ulic, fabularnie połączone zostają dwie niesamowite osie czasowe. Autorka efektownie bowiem przedziera się przez dwa kobiece życiorysy, naprzemiennie przedstawiając ich ekspresyjne głosy. I tak na scenę wchodzą wyjątkowe bohaterki tego przedstawienia – prowadzona ekscytacją oraz świetną intuicją Bogna, której narracja ulokowana zostaje w fotograficznie opisanej scenerii współczesnej, a także zauroczona w synu bogatego rzeźnika Cornelia, której troski i strapienia, idealnie oddają społeczne zawiłości drugiej połowy dziewiętnastego wieku. To właśnie emocje tych dwóch wrażliwości, stają się udziałem czytelnika, to w przytaczanych przez nie słowach, zaszyta zostaje rodzinna tajemnica. Tytułowa barwa pojawia się tu nieustannie – swą delikatnością wyraźnie akcentuje sztandarowy przykład tradycyjnego holenderskiego rzemiosła. To wyroby formowane techniką fajansu, w tle nasączone bielą, a jednak ubrane w zjawiskowy odcień kobaltowego błękitu, stanowią najważniejszy atrybut tej fascynującej opowieści. To w nich czai się skrzętnie zachowany sekret – to one pamiętają dramatyczne chwile przeszłości, to one przywołują trudy przykurzonej zębem czasu miłości. I to w nich zakorzeniona zostaje pasja do zdumiewającej porcelanowej pasji. Tu uczucia wielokrotnie wystawione zostają na próbę, a odbiorca sumiennie odkrywa ich przejmujący smak.

Fascynująca podróż po odcieniach holenderskiej porcelany – podróż nadzwyczaj malownicza, wzruszająca, nieprzeciętna! Błękitny koliber to powieść absolutnie wyjątkowa – naznaczona naprzemienną przejmującą narracją, zagnieżdżona plastycznie w dwóch niezwykłych płaszczyznach czasowych, dyskretnie otulona miłością, pasjonującym podmuchem artystycznych pragnień, wreszcie rodzinną tajemnicą, dopominającą się o światło dzienne. Agnieszka Zakrzewska intencjonalnie wkrada się w przestrzeń kobiecych intymności, zawierusza w nich wrażliwość i potrzebę naturalnej zawziętości, emocjami utrwala też niesprawiedliwości kruchego życia.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„CZARNY MOTYL” – LIDIA LISZEWSKA, ROBERT KORNACKI | Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności!

„CZARNY MOTYL” – LIDIA LISZEWSKA, ROBERT KORNACKI | Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności!

Literatura chce pamiętać o ludzkiej niezłomności. Kolejni pisarze sukcesywnie przybliżają waleczne twarze, często zatuszowane biegiem minionych lat – przywołują bohaterów znanych nie tylko z podręcznikowych wersów, ale także tych zasłużonych po cichu, nierzadko zanurzonych w zapisach własnych lub rodzinnych pamiętników. Czarny motyl to niewątpliwie jedna z takich opowieści – w swej inspiracji nasączona życiorysem nastoletniej agentki AK-owskiego wywiadu, okazuje się historią niesamowitą, ekscytującą, potrzebną. I choć niebezpieczeństwo czyha tu za każdym rogiem, w duchu wyczuwa się przede wszystkim odwagę i nieskazitelną kobiecą siłę.

To książka w swym charakterze raczej niespodziewana – duet Lidia Liszewska oraz Robert Kornacki przywodzą na myśl bardziej romantyczne uniesienia, niezaprzeczalnie lubią fabularnie zagłębiać się w miłości, ale tym razem ukorzeniają myśl w zupełnie innej sferze uczuciowej. Czytelnik czuje ten charakterny stan niemal od pierwszej strony, doskonale zatem wie, że w tej przestrzeni serce będzie bić honorowo przede wszystkim do ukochanej ojczyzny. Tu nie ma miejsca na subtelne emocje, nawet piękna pianistyczna przyszłość przestaje mieć znaczenie, w zamian uruchamia się impuls do walki o odrodzenie Polski – walki w każdym akcie nierównej i niesprawiedliwej, a jednak zuchwałej i nieustraszonej. Tytuł tej powieści może wydać się enigmatyczny, nie jest jednak przypadkowy – staje się bowiem metaforycznym określeniem samej bohaterki, Haliny Kłąb-Szwarc, która w wieku zaledwie szesnastu lat, skutecznie zasiliła szeregi Związku Walki Zbrojnej.

Bo przecież za oknem trwa okrucieństwo II wojny światowej, łódzkie dzielnice wypełnia strach i przerażenie, zatrwożone oczy nieprzerwanie skazane są na obraz bólu, głodu, śmierci. Sceneria przedstawiona zostaje nader plastycznie, wiarygodnie i przekonująco, drastycznie zatem osadza się w czeluściach wyobraźni. Odbiorca zdaje się być pogrążony w rozpaczy wojny, zamyślony skupia się wizualnie na zawziętości młodej agentki AK, obserwując przebieg kolejnych działań konspiracyjnych. Nieuchronnie staje się widzem niezwykłej kobiecości, towarzyszy Halinie w akcjach wywiadowczych na ziemiach wroga, razem z nią uważnie kroczy po ulicach Wiednia, Berlina, Hamburga i Monachium, bez przerwy admirując jej odwadze i jednocześnie przyglądając się wojennej panoramie odwiedzanych miast. Nie ustępuje młodej agentce na krok, wgryza się także w najtrudniejsze chwile, gdy w zwiastunie bólu, osadzona zostaje w gestapowskim więzieniu...

Nieprzeciętny portret kobiecej niezłomności – powieść w każdej scenie przenikliwa, dramatyczna, wstrząsająca. Czarny motyl to metafora adaptacji uczuć do bolesnego oblicza rzeczywistości wojennej, w swej treści to sfabularyzowany fragment życiorysu wybitnej agentki Armii Krajowej, nastoletniej Haliny Kłąb-Szwarc – w moim odczuciu to przede wszystkim świadectwo przykurzonego warstwą czasu bohaterstwa. Historia osadzona w sugestywnej konspiracyjnej codzienności, nasycona wyraźnie ekspresją słowa i niebezpieczeństwem panoszących się zdarzeń, niesiona odczuwalnie żarliwością ludzkiego heroizmu. Piękna i niepowtarzalna.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„POSŁANIEC” – ALEKSANDRA RAK | Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności!

„POSŁANIEC” – ALEKSANDRA RAK | Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności!

Małe urocze miasteczko, szczelnie zamknięta społeczność i tajemnice ukryte znamiennie w kurzu nadbrzeżnego czasu. Płotki zdają się być eksponatem na mapie wielu podobnych miejscowości, ale otulone potrzebną anielską serdecznością, tworzą także nieoczywistą metaforę ludzkiego dobra. Aleksandra Rak ponownie wraca nad polskie wybrzeże, aby w szumie esencjonalnych nadmorskich fal, poszukać ukojenia dla świetnie sportretowanych w Latarniku dusz. Posłaniec to mocno poruszająca historia, to także pięknie skrojona kontynuacja serii Szept anioła – dla mnie to podróż wyjątkowa, czarująca i nieszablonowa.

A wszystko w scenerii wyśmienitej, nieustannie szkicowanej chłonną wyobraźnią. Tu zimne polskie morze staje się bohaterem niecodziennym – wspierającym przyjacielem, ucieczką i nadzieją, to właśnie morskie uniesienia zdają się przecież szeptać anielskim głosem. Ten nieco magiczny wydźwięk powieści to bezsprzecznie jej ogromny atut – tu nic nie dzieje się przypadkiem, każde wypowiedziane słowo i każda migawkowa scena okazują się fragmentem ludzkiego przeznaczenia. Czytelnik wraca do enigmatycznych Płotek z dużym rozrzewnieniem, dostrzega nacechowane już wcześniej twarze, nieśpiesznie definiuje tytułowego Posłańca, przypominając sobie sukcesywnie strapienia znajomych serc i przywołując zgrzyty wzajemnych zależności. I czuje rozdzierający ich wnętrza smutek – doskonale bowiem wie, że tu jeszcze każdy ma przed sobą uciążliwą drogę, każdy walczy z demonami przeszłości lub kruchością codziennej egzystencji, każdy nadal próbuje znaleźć swoją komfortową przestrzeń. Każdy gubi się w emocjach bolesnych i niewyobrażalnie trudnych. Nieuleczalna choroba, niepełnosprawność, starość, przemoc domowa, bolesne rozstania, samotność – te motywy zaakcentowane są najbardziej i to w nich zatuszowana zostaje najpiękniejsza warstwa. Empatia. Ludzka uprzejmość – tu fragmentarycznie wyniesiona do postaci niemal feerycznej lub wręcz baśniowej, a jednak skradająca serce, wiarygodna i rozczulająca, niejednokrotnie podnosząca na duchu. Bo przecież najwięcej dobroci skrywa się właśnie w drugim człowieku, w jego spojrzeniu i naturalnej życzliwości.

Historia naznaczona pięknem ludzkiej serdeczności – niezwykle ciepła, budująca i esencjonalna w swym sentymentalnym charakterze. Posłaniec to nie tylko zagadkowa postać, to nie tylko przejmujące impulsy dobrodusznych scen, to przede wszystkim powieść zanurzona głęboko w emocjach hermetycznej nadmorskiej społeczności – w troskach zaprzyjaźnionych już wcześniej serc, w różnych obliczach ich codziennej wrażliwości. Tu każdy zdaje się żyć pokłosiem własnej tajemnicy, każdy buduje ukradkiem definicję własnej tożsamości. Aleksandra Rak otwiera wyobraźnię na potrzebę bliskości, rozgrzewa też nadzieję i wiarę w drugiego człowieka.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„PERFUMERIA NA ROZSTAJU DRÓG” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Tu zapach tworzy pamiętnik ludzkiego życia!

„PERFUMERIA NA ROZSTAJU DRÓG” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Tu zapach tworzy pamiętnik ludzkiego życia!

Rzeczywistość mieni się różnymi zapachami. Gdy w złaknionych nozdrzach niespodziewanie gości aromat pieczonego ciasta lub świeżo zaparzonej kawy, człowiek mimowolnie delektuje się przyjemnością, nierzadko przywołuje nawet obrazy beztroskiego dzieciństwa. I nie powtarzając tej myśli głośno, nieświadomie docenia zmysł często niedoceniany – zmysł zatrzymujący najważniejsze wspomnienia. Perfumeria na rozstaju dróg to historia utrwalająca właśnie ten wrażeniowy kanon – piękna i niesamowicie refleksyjna, z pewnością też wyjątkowa.

Dla zanurzonej w tęsknocie bohaterki zapach staje się atrybutem jej wyczuwalnie zmysłowej codzienności, towarzyszy nieustannie w nowych wyzwaniach, zamyka też znamienne chwile przeszłości, szczególnie te rzutujące na inscenizacyjną teraźniejszość. Bo przecież Laura pojawia się w Małej Przytulnej dosłownie znikąd, sukcesywnie eksponując fragmenty poruszających wspomnień, tak zmyślnie i szczelnie zamkniętych w eterycznych flakonikach. I nie jest w tym rozczulającym portrecie sama – towarzyszy jej rezolutny owoc uczucia nieprzeciętnego, z pewnością namiętnego i sensualnego. Gabrysia cudownie uzupełnia smak tej pięknej opowieści – okazuje się dziewczynką nie tylko błyskotliwą i zaskakująco towarzyską, ale też pomocną i dostrzegającą to, co dla dorosłych zdaje się być niedostrzegalne, pełną naturalnej empatii i tak szalenie ciekawą ludzkich doznań! To właśnie jej plastyczna dociekliwość niejednokrotnie determinuje kształt poszczególnych epizodów. Czytelnik bezsprzecznie podziwia jej otwartość, z rozrzewnieniem przekracza też próg samego miasteczka, zachwyca się spectrum uroczej sąsiedzkiej życzliwości, stara się uchwycić jak najwięcej gestów i aromatycznych znaczeń, aby w ich mocno sensorycznym szczepie, identyfikować emocje, przeżycia, wzruszenia oraz małe liryczności. I krocząc u boku ujmującej kobiecej kreacji, odkrywać nuty najważniejszych perfum świata – fiolki jedynej i niepowtarzalnej, pachnącej miłością i zaufaniem.

Tu zapach tworzy pamiętnik ludzkiego życia – staje się fundamentem i nośnikiem najpiękniejszych uczuć, kolekcjonuje wspomnienia i buduje definicję kobiecości, okazuje się także sercem potrzebnej namiętności. Perfumeria na rozstaju dróg to historia napisana z odczuwalnie filigranową czułością – niesamowicie sensoryczna, esencjonalna i urzekająca, zanurzona głęboko w odmęcie scenicznej wrażliwości. Magdalena Witkiewicz pobudza wyobraźnię do uruchomienia zmysłów, szczególnie tych najbardziej eterycznych – prowadzi zatem odbiorcę po nasączonych tęsknotą aromatach codzienności, pozwalając dostrzec nie tylko ciepło i serdeczność, ale też ekstrakt miłości, tak wymownie podkreślającej odurzający charakter opowieści.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„TRZY KOBIETY” – JOANNA JAX | Próba kobiecości w chaosie społecznego ostracyzmu.

„TRZY KOBIETY” – JOANNA JAX | Próba kobiecości w chaosie społecznego ostracyzmu.

Wielokrotnie mówi się, że siła jest kobietą. I to kobietą nadzwyczaj odważną, wytrwałą i zdeterminowaną, prężnie aktywizującą przestrzeń własnej waleczności. Ta pełna niezłomności ikra nie zawsze jednak miała szerokie pole do działania. W czasach zdominowanych przez mężczyzn, społeczne uniesienia damskich charakterów, często gaszone były w zarodku, boleśnie utrwalając uległą rolę płci pięknej. I właśnie w nieczułości narzuconych podle konwenansów, rozbrzmiewa fabularny głos Trzech kobiet Joanny Jax – głos początkowo nieśmiały i bardzo delikatny, z czasem jednak coraz bardziej dosadny i charyzmatyczny.

Trzy różne światy. Trzy różne codzienności. Trzy różne temperamenty. A jednak to samo wielkie pragnienie – możliwość podejmowania decyzji o własnym życiu. Autorka spaceruje wymownie śladem trzech różnych charakterów, ale buduje ich egzystencjalny cel na wspólnym kobiecym fundamencie. Bo przecież każda z tych ujmujących bohaterek chce wyraźnie walczyć o własną rzeczywistość – chce móc wyrazić własne słowo, chce mieć własne prawa, chce żyć własnymi uczuciami. Lucyna to przykład zakorzenionej w niskim statusie naiwności – obraz służącej zanurzonej głęboko w potrzebie złaknionego serca. Karolina to symbol scenicznej niewiedzy – utrwalonej brutalnie w pokłosiu rodzicielskiej bezwzględności. Paulina natomiast zdaje się w swym portrecie przeć najbardziej do przodu – to paryska bohema oraz świta napotkanych skandalistek, pozwala szlachciance zdefiniować kobietę w żywiole męskich ważkości. Każda w swej zauważalnej wrażliwości mierzy się z własnymi słabościami, każda tarza się w strachu, smutku i rozdzierającym żalu, każda nieuchronnie walczy z przeszywającą samotnością. Każda też słyszy o śmiałych ruchach pierwszych emancypantek i tym samym każda zaczyna walczyć z wymuszoną prozaicznością. W wyraźnej niezgodzie z utartymi schematami, w zadumie zbuntowanych myśli, w marzeniach o wyjątkowej miłości. Bo przecież w tym pasjonującym dążeniu po swoje, najważniejsze są szczere emocje. I czytelnik czuje to dosłownie na każdej stronie.

Próba kobiecości w chaosie społecznego ostracyzmu. Joanna Jax zachęca do mocno ekspresyjnej podróży w czasie – do sugestywnych spacerów po płaszczyźnie ledwie muśniętego XX wieku, do wkroczenia w żarliwość trzech niesamowitych kobiet, wreszcie do poczucia smutku ich codziennych wątpliwości. To fabularna historia bohaterek zagubionych w potrzebach własnej intymności, brutalnie pobudzonych do namiętnej zaciekłości w walce o upragnione zdanie – słowo własne i suwerenne, niestłumione parszywą męską dominacją. Bo przecież siła drzemie tu właśnie w odważnej subtelności, w naturalnie kołyszącym się wdzięku, w determinacji drobnych gestów, w kreacji piękna damskich namiętności.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„DEFICYT NIEBIESKICH MIGDAŁÓW” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Nieustannie szukająca uczuciowych namiętności.

„DEFICYT NIEBIESKICH MIGDAŁÓW” – AGNIESZKA ZAKRZEWSKA | Nieustannie szukająca uczuciowych namiętności.

To niecodzienna sztuka wkraść się do zdolnego życiorysu, aby muskając wyobraźnią luki nieznanej sobie codzienności, nadać mu piękny i przede wszystkim wiarygodny wizerunek. Agnieszka Zakrzewska podejmuje się właśnie tak finezyjnego zadania – euforycznie przedziera się przez rzeczywistość znanej poetki, wyłapuje w niej fundamentalne epizody i dopełniając ich smak fabularnie dobranymi gestami, szkicuje kształt zaskakująco ekscentrycznej kobiecości. Właśnie taki portret Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej wynurza się z niezwykle odurzającej powieści Deficyt niebieskich migdałów.

Czytelnik przemieszcza płaszczyznę tej historii z wizualnym rozrzewnieniem, doszczętnie zatraca się w odczuwalnie sensorycznej narracji pierwszoosobowej, nieustannie pozwala też zmysłom na swobodne rozkoszowanie się inscenizacyjnym artyzmem tegoż cudownego przedstawienia. Lilka samodzielnie relacjonuje bieg wydarzeń – korzystając z niewątpliwej wrażliwości samej Agnieszki Zakrzewskiej, wkrada się zatem w ekspozycję własnej młodości i przywołując kolejne sentymentalne chwile, buduje fabularną konstelację swojego życia. W oczach odbiorcy, w czasach eksplorowanego różnorodnością dwudziestolecia międzywojennego, jedna z najbardziej intrygujących polskich poetek, przybiera postać unikalnego motyla – kobiety z pewnością niebanalnej i mocno osobliwej, w zachowaniu wręcz ekstrawaganckiej, bezwstydnej i często też niekonsekwentnej, jakby żywcem zanurzonej w egocentryzmie własnej codzienności. To prawdziwa perełka korowodu ówczesnego świata, barwna charyzmatyczna dusza, która życie ewidentnie kochała całą swoją wieloznacznością. I nakreśla to nie tylko czułością własnej opowieści, ale też przemycanymi przez autorkę wierszami oraz stale towarzyszącą bohaterce sztuką malarską – bezsprzecznie wyniesioną z domu, z ukochanej rodzinnej Kossakówki, a jednak zagubioną gdzieś ukradkiem w czeluściach późniejszego życia. To poezja zdominowała rzeczywistość indywidualistki, to poezja stała się nośnikiem jej żarliwych uczuć.

Agnieszka Zakrzewska otwiera oczy na metaforę nieznanej codzienności – pod całunem ekspresyjnych wyobrażeń, w bukiecie rozkosznie aranżowanych słów, wizualizuje bowiem intymność jednej z najbardziej przenikliwych osobowości artystycznego międzywojnia. Deficyt niebieskich migdałów to sfabularyzowana rekonstrukcja życia Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej – historia śmiało nasączona sceniczną kochliwością, w odczuciu zabawna, charyzmatyczna i temperamentna, nieustannie szukająca uczuciowych namiętności. Sama poetka zachwyca wrażliwością i nieprzeciętną czułością rodzinną, jednocześnie zdumiewa ekscentrycznością oraz egzotyzmem własnej niezależności. Fascynująca powieść.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow

„LATARNIK” – ALEKSANDRA RAK | Powieść umyślnie dopieszczona ludzką wrażliwością!

„LATARNIK” – ALEKSANDRA RAK | Powieść umyślnie dopieszczona ludzką wrażliwością!

Mała nadmorska miejscowość. Nadzwyczaj skromna w hucznie forsowanych wydarzeniach, optycznie wręcz senna i nieco apatyczna, a jednak bezgranicznie szczodra w ekspansji naturalnego piękna. Owinięta szczelnie przeszywającym głosem nadbrzeżnej atmosfery, która tak chętnie i zarazem niespodziewanie przypomina o własnej symbolice. I właśnie ten przejmujący charakter morskiego powietrza, staje się jednym z najbardziej wymownych akcentów powieści Aleksandry Rak. Latarnik przyciąga zatem wzrok nie tylko efektownie wyszlifowaną okładką, ale także historią nasączoną smakiem wielu egzystencjalnych znaczeń.

Autorka rozmyślnie krzyżuje drogi bohaterów, nakreślając ich fabularny los w scenerii obrazowo zachwycającej, opatrzonej bowiem nieskazitelnym wdziękiem nadmorskiego wybrzeża. Do swej opowieści angażuje kreacje mocno zdywersyfikowane, wyraźnie ukształtowane przez gorycz życiowych doświadczeń, nierzadko posępne i w oczach jakby przygaszone, odczuwalnie rozczarowane własną biernością. Bo niemal każdy emanuje tu paletą nieujawnianych głośno zmartwień, każdy zdaje się też dokumentnie lustrować otoczenie i na bazie wnikliwych obserwacji, portretować własne domysły. I mimowolnie artykułować chęć niesienia pomocy tym, którzy ewidentnie jej potrzebują. Inicjowana naturalnym impulsem empatia to niezaprzeczalnie słowo klucz w tej wyjątkowej historii – obwarowana dozą incydentalnej nadzwyczajności zdarzeń, właściwie splotem zdumiewających zbiegów okoliczności, przez mieszkańców uznawana jest za gest przezornej anielskiej ingerencji. Rola aniołów wyeksponowana jest tu wręcz elementarnie, anonsowana wielokrotnie w instynktownym czytaniu morza, nieustannie przypomina o świadomie dobranej nazwie całej cyklu. Szept anioła zilustrowany jest przekrojem ludzkiej moralności, a jednak przywoływany niemal imiennie, zdaje się mimochodem personifikować w wyobraźni czytelnika. To odczucie jest niczym szczypta magicznego uniesienia, z pewnością rytualnie dopełnia ugoszczoną w sercach burzliwą aurę – klimat wyrażony tak rozdzierającymi przeżyciami jak: śmierć, przemoc domowa, rozstanie, niepełnosprawność, czy też brutalnie nękające wątpliwości zawodowe. Każda z wykreowanych osobowości mierzy się z wewnętrzną niemocą, każda też wyraźnie potrzebuje wsparcia – przyjacielskiej dłoni, wyciągniętej przez właściwą osobę, we właściwej scenie.

Powieść umyślnie dopieszczona ludzką wrażliwością! Historia absolutnie nieprzeciętna, wartościowa i poruszająca, mimowolnie inspirująca do emanowania gamą naturalnej życzliwości. W moim odczuciu Latarnik okazuje się gwarancją przenikliwych wrażeń – Aleksandra Rak intencjonalnie bowiem narusza intymność strwożonych brutalnością życia bohaterów, aby otworzyć ich poharataną uczuciowość na ekspansję autentycznie refleksyjnych doznań. I pozwala im dostrzec niedostrzegalne – zasiewając w anielskim szepcie nie tylko nutę potrzebnej im serdeczności, ale przede wszystkim nadzieję na lepsze jutro. I perfidnie urywa opowieść w chwili, która emocjonalnie zdaje się zmieniać naprawdę wiele...
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow.

„JAKBY JUTRO NIE BYŁO” – TOMASZ KIERES | To przede wszystkim degustacja dojrzałej wrażliwości.

„JAKBY JUTRO NIE BYŁO” – TOMASZ KIERES | To przede wszystkim degustacja dojrzałej wrażliwości.

Jedna odległa chwila. Jeden niedookreślony nastoletni gest – tak niecodziennie oszczędny w słowach, a jednocześnie tak bardzo esencjonalny i zwyczajnie przyjemny. I chociaż wyraźnie przykryty kurzem minionego czasu, niespodziewanie wraca w naturalnie przywołanym wspomnieniu. W portrecie mglistego przeżycia, domaga się wyjaśnienia po prawie trzydziestu latach. Jedna ofiarna scena z przeszłości, która staje się prologiem dla bieżących wydarzeń – dla historii mężczyzny, zwiedzionego instynktowną potrzebą interpretacji kruszejącego w pamięci dnia. Właśnie tak ustronnych doznań powinien spodziewać się czytelnik najnowszej powieści Tomasza Kieresa – książki o niesamowicie refleksyjnym tytule Jakby jutra nie było.

To subtelna i odczuwalnie wyważona kompozycja, z pewnością nieśpieszna, fabularnie naznaczona przypadkowym znaleziskiem – srebrnym łańcuszkiem z wisiorkiem, pozornie nie znaczącym nic, a jednak nabierającym znaczenia wraz z upływem kolejnych przypisanych tej historii dni. Bo przecież przynosi wspomnienie – ulotne i mętne w próbie wizualizacji, oprószone widoczną, prawie trzydziestoletnią warstwą przebytej egzystencji. Zagnieżdżone w pięciominutowym spotkaniu, zaszyte w dosłownie kilku słowach – w mało klarownej wypowiedzi, obarczonej niezrozumiałą nastoletnią interpretacją. Krótki epizod sprzed lat, który nieoczekiwanie staje się inauguracją dla najważniejszej życiowej podróży. To Amsterdam staje się przestrzenią wizualną dla tej powieści. Ale nie tylko. To także holenderskie pola kwitnących tulipanów, optycznie zapewniające scenerię nie tylko zachwycającą pięknem i tym samym wyjątkową, ale też treściwą i limitowaną upływem czasu, symbolicznie nawiązującą do regularnie przywoływanego w dialogach motywu afirmacji życia.

Spontaniczna podróż Sebastiana intencjonalnie mierzona jest na przekór znanym turystycznym schematom – zainicjowana oparami świeżo nabytej samotności i eksplorowana sentymentalnym instynktem, szybko dopełnia się barwą nowej znajomości. Wszystko za sprawą napotkanej w hotelu Anouk – kobiety zagubionej w czeluściach własnej tajemnicy, pragnącej też ewidentnie żyć na własnych zasadach, a jednak nieuchronnie stającej się częścią wspólnej historii. Czytelnik poznaje jej smak w sposób niezwykle dogłębny, wkrada się bowiem w intensywne przemyślenia bohaterów i zanurza się dzielnie w odmętach płynącego z nich marazmu. To zastosowana przez autora ekspozycja wypowiedzi, pozwala na tak przejmujące doznania – konkretyzując nieco, narracja pierwszoosobowa, prezentowana naprzemiennie przez obie kreacje. I chociaż opowieść ta ugruntowana jest na łamach wyczuwalnej przewidywalności, uczucia na tym nie tracą. Może nawet zyskują – pewna oczywistość zdarzeń pozwala przecież skupić się właśnie na emocjach, na niesprawiedliwości, także na bezsilności, która nie chce zostać nazwana. Czas bohaterowie traktują tu z należytą rozwagą – tak, jakby jutra rzeczywiście nie było...

To już nie jest tradycyjna powieść obyczajowa, to przede wszystkim degustacja dojrzałej wrażliwości – historia przeżarta ulotnością dawnej tajemnicy, foremnie nasączona smutkiem, bólem i przeszywającą samotnością, jednocześnie piękna, delikatna i zaskakująco kameralna, świadomie dopełniona zmysłem soczystej intymności. Tomasz Kieres z premedytacją odwraca się też od zbędnej nachalności, fabularnie nigdzie się nie śpieszy, ilustruje swój przekaz zatrważającą, aczkolwiek szczerą i potrzebną przewidywalnością. I umyślnie koncentruje się na ludzkich emocjach – na potrzebie bliskości i afirmatywnym przeżywaniu dnia, na bolesnej rozpaczy i desperackiej wręcz sile bezradności.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Flow.

„TELEFON OD MIKOŁAJA” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Niesamowicie rozczulający aliaż życiowych scenariuszy!

„TELEFON OD MIKOŁAJA” – MAGDALENA WITKIEWICZ | Niesamowicie rozczulający aliaż życiowych scenariuszy!

Nie od dziś wiadomo, że święta to czas wyjątkowy. Zazwyczaj długo wyczekiwany i rozkładowo świetnie zaplanowany, często też otulony pięknem rodzinnych tradycji. A jednak każdorazowo inny, dzielnie bowiem oddawany w interpretację niespodziewanych zdarzeń. Magdalena Witkiewicz utrwala jeden z takich scenariuszy w sposób nie tylko obrazowy, ale też zabawny i zupełnie nieoczekiwany. Telefon od Mikołaja to fabularnie zarysowana fuzja kilku rozdartych życiorysów – książka scalająca różne opowieści w jedną piękną wspólną historię. Z pewnością intensywnie nasączoną pożądaną świąteczną atmosferą.

Początkowo wszystko sprawia wrażenie osobliwej antologii – czytelnik wkrada się bowiem naprzemiennie do życia kilku zupełnie niezwiązanych bohaterów, namiętnie przyglądając się ich stroskanym sercom. Poznaje Macieja – doszczętnie oddanego trudom tacierzyństwa, zauważa także Polę – jego nastoletnią córkę, wyraźnie zagubioną w przestrzeni własnych uczuć, obserwuje też nauczycielkę Dorotę – mierzącą się z kryzysem osobowości, jednocześnie podgląda Wincentynę – niezwykłą starszą panią, wiernie czekającą na wiadomość od ukochanego z czasów młodości. To właśnie w barwach tych kreacji pisarka skrywa skalę ludzkich słabości. To w ich esencjonalnych troskach każe doszukiwać się wartościowych treści. I odbiorca szybko dostrzega najważniejsze: przeszywającą tęsknotę za smakiem miłości oraz sumiennie wizualizującą się potrzebę rozmowy, wsparcia i bliskości. Świadomie zatem angażuje się w ten iście emocjonalny spektakl, niespodziewanie odkrywając jego figlarny wizerunek. W tych postaciach drzemie mnóstwo filmowego humoru, wyrażanego przede wszystkim optyczną zadziornością i przewrotnie dobranymi gestami – szczególnie w domu opieki o potulnej nazwie Happy End, który scenicznie scala kolaż opowieści w jedną wspaniałą historię. A tempo wyznacza tu unikalna audycja radiowa, kontemplacyjnie przypominająca o magicznym charakterze świąt.

Niesamowicie rozczulający aliaż życiowych scenariuszy – książka zawadiacko wypełniona sceniczną niesfornością, z pewnością czarująca, uczuciowa i mocno rozgrzewająca. Magdalena Witkiewicz ponownie otula codzienność czytelnika, aby nader filmowo rozgościć się w otchłani jego spragnionej wyobraźni. Telefon od Mikołaja to powieść stymulująca ważne refleksyjne przemyślenia, jednocześnie stanowiąca olśniewającą zachętę do swobodnej rozmowy. Historia w odczuciu fascynująca, żywiołowa, wizualnie niezwykle nastrojowa – perfekcyjnie oddająca niepowtarzalny klimat świątecznego ciepła.
_____
Współpraca płatna z Wydawnictwem FLOW. 

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger