Mando
Mando
„BIBLIOTEKARKA NA FRONCIE” – JANET SKESLIEN CHARLES | Zapierająca dech opowieść o odwadze oraz szlachetności

„BIBLIOTEKARKA NA FRONCIE” – JANET SKESLIEN CHARLES | Zapierająca dech opowieść o odwadze oraz szlachetności

Fascynująca podróż do czasów otulonych skrajną niepewnością. Historia dramatyczna, piękna i niezwykle ważna, fabularnym gestem upamiętniająca bowiem odwagę i niezłomność uczestniczek Amerykańskiej Komisji ds. Zniszczonej Francji, wspierających społeczność niedaleko frontu pierwszej wojny światowej. Janet Skeslien Charles z czułością przenika dwie niesamowite wrażliwości, utrwala bohaterską siłę kobiet oraz moc zawartą w książkowych uniesieniach, wzrusza i zachwyca jednocześnie.

To niepodważalnie jedna z tych poruszających opowieści, które ukazują temperament oraz heroiczność kobiecego serca. Fabularnie autorka porusza się między dwiema płaszczyznami czasowymi, naprzemiennie portretując losy dwóch niezwykłych bohaterek. Późne lata osiemdziesiąte i pisarska dociekliwość Wendy kierują wzrok na fotografię znamiennego życiorysu Jessie – bibliotekarki, która dzielnie zmierza w otchłań wojennej zawieruchy we Francji, aby za pomocą słów, nieść zbawienną pomoc dla lokalnej społeczności. Przerażająca bliskość frontu, szczera przyjaźń, niezapomniane wieczory czytelnicze, miłość zmysłowo wkradająca się do myśli, listy wymieniane z ukochanym i niebezpieczeństwo, które czai się na każdym ryzykownym kroku – ta historia wyraźnie domaga się skupienia, wymaga też refleksji, niewątpliwie jednak przypomina o pokrzepiającej roli książek, zachęca do empatii i determinacji, za pomocą wiarygodnie oddanego tła historycznego, portretuje drastyczną skalę Wielkiej Wojny i zaraża przenikliwym smutkiem, intryguje naturalną poczciwością, poświęceniem oraz ukrytymi gdzieś w przeszłości sekretami, w późniejszym scenariuszu opiera się na wzruszającej walce o marzenia.

Zapierająca dech opowieść o odwadze oraz szlachetności bohaterek działających tuż przy linii frontu Wielkiej Wojny we Francji. Historia będąca fabularnym świadectwem altruizmu, okazuje się nośnikiem wzruszeń i tajemnic, przewodnikiem po rozdzierającym duszę strachu i wymownym poczuciu bezradności, wreszcie obrazem przyjaźni oraz namiętności szeptem wdzierającej się do niezłomnego serca. Janet Skeslien Charles z delikatnością zakrada się w przestrzeń dwóch kobiecych wrażliwości, upamiętnia poświęcenia i utrwala moc utkaną z literackich doznań, zachęca do refleksji i ścigania pięknych marzeń, wiarygodnie odtwarza przy tym scenerię historyczną.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„LATO O SMAKU MIŁOŚCI” – EDYTA ŚWIĘTEK | Konfrontacja z dawną namiętnością i wewnętrzna walka z poczuciem życiowej bezradności

„LATO O SMAKU MIŁOŚCI” – EDYTA ŚWIĘTEK | Konfrontacja z dawną namiętnością i wewnętrzna walka z poczuciem życiowej bezradności

To zauważalnie lekka, przyjemna i raczej niezobowiązująca lektura, choć skrywa w sobie także wartościowe treści. Dni obciążone niepełnosprawnością, wymowne tęsknoty i wreszcie prawda o przywołanej szeptem namiętności – Edyta Świętek wdziera się do dwóch wyraźnie niespełnionych serc, aby krocząc fabularnie grząską drogą, pomóc im zapleść pokruszone życiorysy. Lato o smaku miłości to historia dostrzegalnie romantyczna i w swym uczuciowym kształcie raczej spodziewana, której fundamentem okazuje się nie tylko kobieca łatwowierność, ale też ogrom męskiego zrozumienia.

Tu nie ma wielkiego zaskoczenia, tym bardziej nie ma spektakularnych zwrotów akcji, dla czytelnika to przede wszystkim fabuła targana burzą miłosnej przewidywalności. Spontaniczna ucieczka sprzed ołtarza, raptowny powrót do rodzinnego miasteczka i dyskretne wznowienie dawnej znajomości – właśnie w tak szalonych okolicznościach odbiorca spotyka główną bohaterkę. Nie każdemu spodoba się postać Wiktorii – to dusza skąpana niepewnością doznań, temperamentna, targana łatwą w spostrzeżeniu naiwnością, jednocześnie spragniona dojrzałej relacji i fizykalnej bliskości. W jej kreacji naszkicowana zostaje także codzienność z niepełnosprawnością oraz wymowna potrzeba naprawienia relacji z rodziną. Te akcenty zdają się być podstawą do ewentualnych wzruszeń, ale autorka dopieszcza ich nieco refleksyjny smak, także bardziej donośnymi przyprawami. Perfidne kłamstwa, oburzające zdrady, intryga rozkosznie zadurzonych dziadków i nowe uczucie, które ewidentnie chce zostać usłyszane. To jedna z tych historii, w której można doszukać się krótkich filmowych epizodów, przy której kilkukrotnie można się uśmiechnąć, niewątpliwie można się też zrelaksować i odprężyć.

To nie tylko historia niespodziewanych doznań, to także konfrontacja z dawną namiętnością i wewnętrzna walka z poczuciem życiowej bezradności. Może niełatwo pokochać damską postać, której impulsywny temperament ściera się z widoczną naiwnością, ale z pewnością warto docenić szczerość jej uczuciowych pragnień oraz naszkicowany w jej kreacji motyw niepełnosprawności. Edyta Świętek zachęca do odrobiny życiowej refleksji, zaprasza też w podróż do malowniczego miasteczka – to właśnie tam tworzy gorzką przestrzeń dla kobiecych wątpliwości, dla brudnych kłamstw i karygodnych zdrad, tam też aranżuje sceny babcinej przebiegłości oraz delikatnie skadrowanej, choć przewidywalnej fuzji pokruszonych serc.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„TAJEMNICA LEKARKI” – LESLIE WOLFE | Trzymający w napięciu i jednocześnie wzruszający thriller medyczny

„TAJEMNICA LEKARKI” – LESLIE WOLFE | Trzymający w napięciu i jednocześnie wzruszający thriller medyczny

Ta historia niepostrzeżenie wkrada się w mroczne korytarze ludzkiej duszy. Otulona aurą zabiegowej niepewności, naruszona dramatem rodzinnych wspomnień, spowija wyobraźnię niczym znakomity i z pewnością angażujący film. Leslie Wolfe plastycznie wdziera się do kobiecej perspektywy, przywołując znienawidzoną twarz z przeszłości i tym samym burząc nieskalaną opinię. Tajemnica lekarki to thriller medyczny z mocno zaakcentowaną warstwą psychologiczną – odczuwalnie zagadkowy i niepokojący.

Jedna chirurgiczna decyzja, która diametralnie zmienia życie głównej bohaterki. Przypomina niechciane fotografie, podważa kompetencje, wreszcie wywołuje lawinę medialnych pytań. Anne to profesjonalistka, która na stole operacyjnym, nie straciła dotychczas żadnego pacjenta. Ten nieskażony wizerunek zostaje przerwany roztrzęsionym medycznym głosem, aktywując splot intrygujących w swym przebiegu zdarzeń. Bo przecież to życie można było jeszcze uratować. Tak zainaugurowana zostaje zagadka fabularna, tak też rozpoczyna się mocno absorbująca gra psychologiczna. Dla odbiorcy tym bardziej ciekawa, iż prowadzona odczuwalnie intymną narracją rzuconej w krąg moralnych podejrzeń lekarki. Poruszająca rodzinna przeszłość, nienawiść, instynktowna próba rozprawienia się z ludzkim złem – podłoże tej sprawy zaszyte zostaje w przywołanych wspomnieniach, jednak ten labirynt ma w sobie także niespodziewane zwroty akcji. Czytelnik naprzemiennie wtapia się tu bowiem w sceny nasączone motywem zdrady, dostrzega kobiecą zazdrość, z zaangażowaniem śledzi prokuratorską chęć zniszczenia układnego w rozmowach małżeństwa. Ten osobisty charakter powieści, dodaje kreacjom wiarygodności, pozwala zajrzeć w ich ewidentnie zakłamane serca, każe spacerować po zaułkach alarmujących myśli. Złożona intryga niewątpliwie pobudza wyobraźnię, podobnie jak przystępnie wprowadzona terminologia medyczna, minusem okazuje się dość nużący wstęp i wielokrotne powracanie w myślach do tej jednej znamiennej sceny w szpitalu. Napięcie z czasem rośnie, prowadząc do finału, który bezsprzecznie spotka się z różnymi osądami – z jednej strony spodziewany, z drugiej szokujący, w odczuciu z pewnością otwarty.

Trzymający w napięciu i jednocześnie wzruszający thriller medyczny. Napełniona szpitalną niepewnością aura, przekonująca kobieca narracja, a także instynktowna decyzja o raptownym zwieńczeniu ludzkiego życia – ta zagadka intryguje od pierwszych stron, a jednak w pełni angażuje dopiero z czasem, przybierając nieobliczalny i niespodziewanie osobisty ton. Przejmujące zdarzenia z rodzinnej przeszłości, przenikliwe kłamstwa, nienawiść, prokuratorska dociekliwość i wreszcie niezrażona obsesyjna zazdrość – Leslie Wolfe prowadzi czytelnika po najczarniejszych szczelinach ludzkiego zła, zwodzi wyobraźnię, otwartym i nieco szalonym finałem natomiast, pozostawia myśl o możliwej kontynuacji.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„SZANTAŻYSTKA” – MARTA RYCZKO | Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni…

„SZANTAŻYSTKA” – MARTA RYCZKO | Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni…

Intryga wciągająca, różnorodna, niepozbawiona smutnych i poruszających scen. Szantażystka to nasączony fabularną niepewnością debiut kryminalny – historia osadzona w mocno plastycznym motywie zaginięcia, jednocześnie dotykająca innych treści, tych osobistych oraz stricte rodzinnych, podyktowanych chociażby przeżytą traumą, także zawodowych, wyniesionych ambicjami lub naruszoną tu ciekawie popularnością. Marta Ryczko z impetem wdziera się w tuszowane grzechy oraz ludzkie haniebności, ewidentnie próbuje omamić wyobraźnię.

Przestrzeń tej powieści zdaje się być zawieszona w niejednym scenariuszu, odbiorca obserwuje zatem wydarzenia, nieustannie dobierając możliwe zakończenia. To celowa dezorientacja – autorka zauważalnie bawi się podjętą dźwignią fabularną, regularnie zacieśnia granice poruszonego motywu zaginięcia, by po chwili wzbogacić wiedzę o świeże informacje. Wprawiony czytelnik zapewne wyczuje tu zbędne dłużyzny, niektóre fragmenty rzeczywiście mogłyby zostać skondensowane do krótszej formy, powinien jednak docenić samą konstrukcję oraz dwutorowy przebieg dochodzenia. Oficjalne działania policyjne zdają się być nieco przyduszone, ale w kluczowych momentach stają się niezbędne. Najbardziej absorbują wzmożone posunięcia głównej bohaterki. Anna to kreacja zarzucona kłującymi kompleksami, wyraźnie pozbawiona pewności siebie, zanurzona w dopisanej samodzielnie podrzędności – prywatne śledztwo staje się dla niej nie tylko szansą na odzyskanie medialnej reputacji, ale także pracą nad wiarą we własne możliwości. Podkomisarz to postać dostrzegalnie silna, skrojona na miarę podjętej służby, doświadczona w obranym fachu, a jednak przeczołgana przeżytą stratą, w środku zatem smutna, pełna zrozumiałego bólu. Ta zagadka bezsprzecznie wymaga czasu, domaga się cierpliwości oraz bardzo uważnego oka, tym bardziej, że zostaje utrwalona w świecie wizerunkowej popularności. 

Solidny debiut kryminalny. Marta Ryczko nieprzerwanie manipuluje wyobraźnią czytelnika, zmyślnie podsuwa możliwe tropy, ewidentnie chce utrzymać myśli w stanie zamierzonej niepewności. Szantażystka to powieść zagnieżdżona w elastycznym motywie zaginięcia, w ofensywnej i niezaprzeczalnie dociekliwej kobiecości, w niesionej presją potrzebie konfrontacji z własnymi słabościami, także w brudach przemycanej szeptem przeszłości i enigmatycznej otchłani medialnego środowiska, wreszcie w boleśnie wrzynającej się stracie. Wyczuwa się tu fetor nieprzypadkowej zbrodni, wyczuwa się też niepotrzebne przeciągnięcia fabularne, z pewnością jednak wyczuwa się woń angażującej intrygi.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„UROKI PROMIENNYCH DNI” – EDYTA ŚWIĘTEK | Powieść niesiona animuszem i chwiejnością kobiecego charakteru…

„UROKI PROMIENNYCH DNI” – EDYTA ŚWIĘTEK | Powieść niesiona animuszem i chwiejnością kobiecego charakteru…

Przepiękna podróż w czasie. Naznaczona urokiem kobiecego wdzięku, przejmująca i niezwykle nastrojowa. Takie wrażenia pozostawia po sobie czwarta i tym samym ostatnia część porywającej Sagi Krynickiej. Uroki promiennych dni to powieść zagnieżdżona w przestrzeni powojennej, w świeżo odzyskanej wolności polskiego państwa, nadal jednak narażonej na wyczuwalną niepewność jutra. Edyta Świętek nie szczędzi bohaterom uczuciowych wrażeń, wiernie emocjonuje ich nieśpieszną codzienność, szczegółowo nakreśla także wizerunek ówczesnych czasów.

Ten tom to przede wszystkim odzyskana niepodległość, to nabyte właśnie prawa kobiet, to ograbiona z dawnej kwiecistości moda, to umykająca przekonaniom finezja promowanej sztuki. Autorka plastycznie bawi się obraną epoką, nieprzerwanie wtapia w nią ówczesne dylematy, nie zapomina o panoszącej się właśnie czerwonej hiszpance – o zarazie budzącej wyraźne niepokoje, o krwawym kaszlu, o gorączce i strachu o życie najbliższych. Najbardziej akcentuje jednak różnorodność kobiecej wrażliwości, wdziera się w zawiedzione serca i staropanieństwo nieujarzmionej Teodozji, utrwala szlachetność zatroskanej Aurelii, dyskretnie wkrada się także do alkowy młodego małżeństwa, wielokrotnie szukając nieobecnej tam namiętności. Dla odbiorcy to niewątpliwie powrót pełen wzruszeń i sentymentalnych epizodów, to liczne ciekawostki z życia autentycznych gwiazd, to muzyka Kiepury i poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. To także refleksyjne gesty i ważne znaczenie słowa rodzina – niekoniecznie związane ze wspólną więzią krwi. I chociaż tym razem fabuła zdaje się być rozciągnięta w stronach, zawiera też zbędne powtórzenia oraz luki w naruszonych wcześniej wątkach, nie ma wątpliwości, że stanowi efektowne zakończenie całej sagi, z pewnością filmowo wypełnia pochłoniętą wyobraźnię.

Powieść niesiona animuszem i chwiejnością kobiecego charakteru – piękna, charakterna i niepowtarzalna. To właśnie tym tytułem Edyta Świętek wieńczy fascynującą Sagę Krynicką – historię przepełnioną charyzmą wyuczonych uprzejmości, dotkniętą bolesnymi faktami mijanej historii, dopieszczoną także w zarysie wybranej scenerii. Uroki promiennych dni można uznać za nadto przeciągnięte w treści, a jednak nie odbiera to przyjemności z lektury. Fabularnie wyczuwa się tu niepewność pożycia małżeńskiego, miłosne niespełnienia i trwające latami zazdrości – to czasy, w których porywy serca wygrywają z rozsądkiem przyjętych konwenansów, to odzyskana niepodległość i uzyskane prawa kobiet, to także zagrażająca życiu epidemia hiszpanki.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„STRAŻNICZKA SPALONYCH KSIĄŻEK” – BRIANNA LABUSKES | Literatura chce być tu uniwersalna…

„STRAŻNICZKA SPALONYCH KSIĄŻEK” – BRIANNA LABUSKES | Literatura chce być tu uniwersalna…

Powieść napełniona wojennymi emocjami. Niezwykle dramatyczna i poruszająca, intensywna w przebiegu mocno sugestywnych zdarzeń. Brianna Labuskes plastycznie wdziera się do zapisów najtrudniejszego okresu historii, przywołuje traumatyczne epizody, z rozmachem tworzy sceny osadzone fabularnie na autentycznych fundamentach. Strażniczka spalonych książek okazuje się zatem propozycją chwytającą za serce – niesamowicie wciągającą, życiową, ewidentnie domagającą się dużej koncentracji.

Ta przestrzeń to przede wszystkim trzy niesamowite kobiecości – trzy zupełnie nieznajome twarze, których los nieoczekiwanie scala się w absolutnie ważnym celu. Autorka pozwala odbiorcy wkraść się w codzienności każdej z nich, płynnie przemieszczając się nie tylko między różnymi ramami czasowymi, ale też między obranymi sceneriami. Ten zabieg niezaprzeczalnie wymaga dużej czujności, może także upominać się o ponowną lekturę minionych świeżo zdań, a jednak okazuje się niezastąpiony – staje się elementem zamierzonej konstrukcji fabularnej. Czytelnik zdaje się być wręcz odurzony nieszablonowym podejściem – bez wahania wsiąka w fascynację berlińskim tłem roku 1933, z uderzającą świadomością czekając na ten jeden przełomowy moment, w którym nieco tajemnicza w postawie Althea, wreszcie wyłoni się z przesiąkniętych niemiecką propagandą słów. Równolegle dotyka paryskiej ziemi 1936 roku, poznaje nieco chłodną w obyciu Hannah, razem z nią szuka schronienia w miejscu naznaczonym osobliwą nazwą – w Bibliotece Spalonych Książek. Trzecia narracja prowadzi do roku 1944, do poszerzania literackich horyzontów wojska, do Nowego Jorku zanurzonego w politycznej bezwzględności. Każda z bohaterek przeciera własne wątpliwości, każda walecznie nacina własną rzeczywistość, każda pragnie szczerej bliskości. Miłość staje się tu atrybutem intymnego zaskoczenia, okazuje się także brutalnie zdefiniowaną stratą – z pewnością potrzebuje czasu i odpowiednio dobranych ramion. Najbardziej zaakcentowane zostaje uczucie do samych książek – jakże dogłębne i niezaprzeczalne.

Nieprzeciętna powieść. Brianna Labuskes nacina historyczną rzeczywistość, nieprzerwanie domagając się ofensywnej koncentracji – skrzętnie narusza bowiem trzy kobiece wrażliwości, próbując w splocie ważnych, jednocześnie niebezpiecznych działań, obnażyć nieobliczalny charakter wojennego fanatyzmu. W ferworze ludzkiego zagubienia, w odkrywanej nieśpieszne tożsamości, w pragnieniach, niepokojach, odwadze i miłości – to właśnie tam czytelnik definiuje skalę fabularnych wzruszeń. Literatura chce być tu uniwersalna, chce być znamienna i ponadczasowa, chce zachować w swych treściach kadry minionej podłości – chce być przestrogą dla przyszłych pokoleń, chce być łącznikiem wielu bohaterskich życiorysów.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„PORYWY NAMIĘTNYCH SERC” – EDYTA ŚWIĘTEK | Historia niezaprzeczalnie piękna, nieprzeciętna i charyzmatyczna!

„PORYWY NAMIĘTNYCH SERC” – EDYTA ŚWIĘTEK | Historia niezaprzeczalnie piękna, nieprzeciętna i charyzmatyczna!

Młode więzi lubią szukać sobie odpowiednich słów, nie zawsze jednak potrafią znaleźć właściwą definicję. Może potrzebują czasu, może błędnie dobierają uczuciową drogę. A jednak usilnie pragną wkraść się w otchłań własnej intymności, poczuć smak zakochanego serca, ukradkiem chcą również zapisać te doznania w pamiętniku najbardziej zmysłowych wspomnień. To właśnie młodość wypełnia tę konkretną przestrzeń fabularną – to w niej Edyta Świętek zaszywa emocje trzeciego tomu urzekającej Sagi Krynickiej.

Tu subtelnie kończy się niesamowita Belle Époque, tu zaczyna się burzliwy okres przedwojenny. Bo przecież XX wiek właśnie nabiera werwy, gdzieś w oddali nieustannie słyszy się emancypacyjne głosy, w rozmowach bohaterów wyczuwa się zatem różnice poglądowe oraz zrozumiałą niepewność zdarzeń. Na pierwszy plan wysuwa się tu uszczypliwa wcześniej Teodozja – w swej postawie wyraźnie odmieniona, w zachowaniu nabiera pewnej łagodności, próbuje też usamodzielnić się, porzucając namiętności i sumiennie dążąc do obranej roli akuszerki. Ewidentnie oddala się od krnąbrnej przeszłości, jednocześnie nie potrafi oprzeć się wszystkim pokusom, okazuje się trudną do okiełznania zadrą, nieoczekiwanie staje się twarzą utraconej szansy. Autorka regularnie przywołuje także cieszącą się zaufaniem Aurelię – utrwala jej zamiłowanie do przyjmowania gości, do organizacji przyjęć tanecznych dla krewnych i przyjaciół, do adorowania dźwięków rozbrzmiewającej barwnie muzyki. Aż trudno uwierzyć, że to właśnie pod jej towarzyską, skromną i niezmiennie charakterną maską, czają się tak mroczne i zawiesiste sekrety. Kreacja sceniczna okazuje się tu cudownie filmowa. Na oczach odbiorcy zmienia się także sama Krynica – obdarowana właśnie nowymi nazwami na rozkładzie jazdy galicyjskich pociągów. Tło historyczne zostaje tu idealnie wplecione w przebieg poszczególnych epizodów.

To już trzecia finezyjna podróż do szczelin fascynującej Sagi Krynickiej – tym razem Edyta Świętek zagląda do schyłku zjawiskowej Belle Époque, pozwala cieszyć się gwarem sporządzanych wieczorków tanecznych, podgląda skrywane zmyślnie akty namiętności i dopieszcza historycznie wizualną przestrzeń samego uzdrowiska. Czytelnik wyczuwa tu zatem rozdrażnione nastroje i wiodącą w przemyśleniach niepewność jutra, odważnie towarzyszy bohaterce w akuszerskiej niezależności, razem z nią wkrada się także w brutalnie zbliżającą się codzienność wojenną. Porywy namiętnych serc to wachlarz wielu odsłon kobiecości – historia niezaprzeczalnie piękna, wyjątkowa i charyzmatyczna.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„ROZDZIELIŁO NAS ŻYCIE” – WIKTORIA GISCHE | Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń!

„ROZDZIELIŁO NAS ŻYCIE” – WIKTORIA GISCHE | Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń!

Prawdziwy ból nigdy nie opuszcza duszy. Wielokrotnie staje się drzazgą na długie lata, nierzadko wręcz na całe życie – drzazgą przykrą, nieznośną, przytłaczającą. Wiktoria Gische wymownie o tym przypomina – nie szczędzi bowiem swojej kreacji trudnych scen, każe jej wrócić myślami nie tylko do parszywej nazistowskiej codzienności, ale też do niedoskonałej rodzinnej fotografii. Rozdzieliło nas życie to powieść odczuwalnie przejmująca i mocno refleksyjna, jednocześnie piękna i urzekająca w zarysowanej świeżości młodzieńczych uczuć.

A wszystko zaczyna się w przestrzeni współczesnej, w jednej z berlińskich kancelarii, gdzie odczytany ma zostać testament brata głównej bohaterki. W postawie starszej charakternej kobiety dominuje niechęć i odraza, może nawet nienawiść. Bo przecież wspomnienia nieustannie wrzynają się w wyobraźnię, nie pozwalają zapomnieć, szczególnie te gorzkie, bolesne i nieobliczalne – to w nich zaszyta zostaje historia przepełniona fetorem nadciągającej zawieruchy. To Nina zdaje się snuć tę opowieść, chociaż autorka otwarcie stawia na narrację tradycyjną. I ewidentnie domaga się skupienia – zmyślnie bowiem lawiruje datami, nakreśla powiązania, przenosi się do znamiennych zdarzeń z naruszonych życiorysów. Fabularnie wkrada się przede wszystkim do czasów pierwszej wojny światowej oraz międzywojnia, przywołuje tym samym dwie intrygujące kobiece twarze. Z jednej strony utrwala portret kobiety wybrakowanej – matki nasączonej strachem, bezradnością oraz wyrażonym chorobą dziecka przygnębieniem, z drugiej natomiast tworzy obraz kobiety hardej i zauważalnie niespełnionej, usilnie łaknącej towarzystwa, wieczornego życia oraz prowokacyjnej namiętności. Dora to kreacja wizualnie nieprzyjemna i przerażająca, osadzona nie tylko w toksycznym egoizmie dnia, ale też wiernie oddana nurtom ideologii hitlerowskiej. Na podstawie tego małżeństwa, Gische podkreśla ówczesne relacje, plastycznie nakreśla podziały wewnątrzmałżeńskie, różne spojrzenia i wzajemne rozczarowania.

Najważniejsza zdaje się być jednak sama Nina – jeszcze nastoletnia, śpiesznie identyfikująca skażenia życia, jednocześnie otwierająca się właśnie na wrażliwość oraz nowe doznania uczuciowe. Motyw pierwszej miłości niewątpliwie nadaje tej powieści wzruszającego charakteru, obarczony zostaje bowiem tęsknotami i boleśnie upominającą się niepewnością jutra. Ten tytuł to także brutalne różnice w obranej scenerii. Czytelnik przemierza bowiem ulice pozornie bezpiecznego Śląska, a po chwili ponownie wkrada się wzrokiem do nieobliczalnego w treściach politycznych Berlina – naznaczonego mocno zaakcentowaną tu zmianą. Swawolne, wręcz wyuzdane oblicze przedwojnia kontra szare i znudzone miasto, którego barwą staje się czerwona flaga ze swastyką. Berlin zostaje nasycony czerwienią, niczym spływającą po nim krwią.

Angażująca, dosadna, pełna wstrząsających zdarzeń! Powieść Rozdzieliło nas życie wyraźnie domaga się uważnego czytelnika – to historia rozczulająca w naruszonym motywie nastoletnich uczuć, jednocześnie przeszyta bólem i palącą tęsknotą, optycznie niepozbawiona ofiar. Niektóre sceny dosłownie miażdżą serce, nie chcąc pozostać zapomniane. Wiktoria Gische świadomie kontrastuje fanatyczną fascynację ideologią nazistowską z próbą ocalenia rodziny oraz usilnym pragnieniem normalności, umyślnie szkicuje też dwa skrajne portrety kobiecości – gdzieś ukradkiem nieprzerwanie utrwala myśl o wielu twarzach miłości.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„PEWNEGO RAZU W WENECJI” – MAGDA KNEDLER | Powieść zanurzona w gestach dwóch uwrażliwionych intymności.

„PEWNEGO RAZU W WENECJI” – MAGDA KNEDLER | Powieść zanurzona w gestach dwóch uwrażliwionych intymności.

Najczęściej kojarzona z pięknymi gondolami, wodą, uroczymi mostami oraz karnawałem i charakternymi maskami. Często uznawana za tłoczną i zbyt turystyczną, innym razem za najpiękniejsze z europejskich miast – Wenecja nieustannie gości na językach świata, tworząc scenerię nie tylko dla wakacyjnych fotografii, ale także dla poruszających zdarzeń fabularnych. Magda Knedler wdziera się w ten potencjał imponująco i zmyślnie zarazem, pozwalając wyobraźni mierzyć się z pasjonującym bezkresem ludzkich emocji.

Znając choć fragmentarycznie twórczość autorki, z pewnością nie można spodziewać się zwyczajności – nawet jeżeli wizualnie romantyczny wstęp, kokietuje odbiorcę, kierując jego oczy w stronę cichego sąsiedzkiego pożądania. Tu wszystko zdaje się pozornie błahe – jakby intencjonalnie zaszyte nicią jednostajnych pragnień, a jednak w otchłani niespiesznie odkrywanych uczuć, nabiera wielu nieoczekiwanych barw, staje się znamienne i ekscytujące. Naznaczona tytułem Wenecja okazuje się tłem nieprzypadkowym, w szczelnie chowanych emocjach wręcz intrygującym i enigmatycznym. To wyprawa kierowana intymnością dwóch naruszonych fabularnie wrażliwości – w odczuciu niezwykle sensoryczna, nieoczywista, pełna wahań i mierzonej świadomie otwartości zwierzeń. On ma swoją niepewność. Ona ma swoją tajemnicę. Razem mają jedynie chwile kradzione wskazówkom swoich przeciętnych codzienności. Tu ewidentnie trzeba uruchomić zmysły i pochylić się nad subtelnością przemycanych treści, aby znaleźć w nich dyskretnie narzucone definicje. Obie kreacje nie chcą, a jednocześnie chcą przekroczyć granice własnej nieprzystępności – Wiola zamyka to brzemię w obrazach przywoływanej regularnie przeszłości, Janek natomiast w rodzinnej teraźniejszości. Czytelnik balansuje w ich wiarygodnych narracjach naprzemiennie, przedzierając się przez obawy, wątpliwości, także niezadowolenia z niedoskonałych migawek młodego życia.

Nieprzeciętna, kameralna, fascynująca – powieść zanurzona w gestach dwóch uwrażliwionych intymności. Pewnego razu w Wenecji to podróż pełna niedopowiedzianych myśli, także słów skradających się szeptem do okna utrwalonej definicji – historia tylko pozornie romantyczna, w swej delikatności przede wszystkim nieprzejrzysta, zajmująca i nadzwyczaj przenikliwa, wyraźnie prowadzona samotnością nienasyconego serca. Magda Knedler kolejny raz otwiera wachlarz malowniczej włoskiej scenerii, aby w jej zmysłowym i z pewnością sensualnym charakterze, ukształtować zachwyt nad tajemniczością nieśpiesznie prowadzonych zdarzeń.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„MORDERSTWO W KSIĘGARNI” – MERRYN ALLINGHAM | Historia spisana z myślą o koneserach klasycznego kryminału.

„MORDERSTWO W KSIĘGARNI” – MERRYN ALLINGHAM | Historia spisana z myślą o koneserach klasycznego kryminału.

Mogłoby się wydawać, że księgarnia to zbyt apatyczne i zbyt poukładane miejsce, aby stać się scenerią dla iście morderczego przedstawienia. Bo przecież najczęściej panuje tu niewinna cisza, a jedyna kryminalna myśl, to ta niesiona kadrami czytelniczej wyobraźni. A jednak to właśnie w tym tradycyjnie opierzonym sklepie, między regałami różnorodnych książek, zakorzeniona zostaje intryga powieści Merryn Allingham. I okazuje się prologiem do wydarzeń zaskakujących i z pewnością niecodziennych, zbudowanych umyślnie dialogiem klasycznego stylu.

Już od pierwszych słów wyczuwa się tu aurę starego dobrego kryminału. Lata 50. dwudziestego wieku, specyficzny małomiasteczkowy klimat, skondensowana społeczność i wreszcie niespodziewana zbrodnia, domagająca się rychłego rozwiązania. Tym bardziej, że swym zagadkowym charakterem, niszczy potulny wizerunek małej rodzinnej księgarni i uszczupla finanse jej rozmarzonej właścicielki. Flora Steele to żywioł jakich mało i jednocześnie kobieta mocno przebojowa, w amatorsko rozpoczętym śledztwie, wręcz ofensywna, dociekliwa i nieustraszona. Ale nie działa sama, zapewnia sobie najlepsze możliwe towarzystwo – rutynowego klienta i niezaprzeczalnie przystojnego samotnika, który za pomocą pisarskiego pióra, wdziera się w morderstwa dosłownie każdego dnia. Kreacja Jacka Carringtona to przede wszystkim erudycja oraz pragmatyczna troska o szczegóły, ale też determinacja połączona z wyrobioną ciekawością, które stają się łącznikiem dla obu postaci. I to one tworzą nieśpiesznie prowadzoną ścieżkę fabularną – w odczuciu raczej szablonową i świadomie prowadzoną nurtem niekończącej się wymiany zdań, znacznie mniej skupioną na próbie zwodzenia nienasyconego czytelnika. Tu wszystko dzieje się zatem starannie krok po kroku, można rzec poprawnie i wizualnie konstruktywnie, ale bez plot twistów i bez szokujących swym jawnym szaleństwem scen.

Niezwykle tajemnicza, klimatyczna i zabawna, jednocześnie dość prozaiczna i nieco przegadana – historia spisana z myślą o koneserach klasycznego kryminału. Merryn Allingham śmiało wkrada się w otchłań przedmiejskiej senności lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, tworząc w niej nie tylko szczelnie zamknięte środowisko, ale też niepowtarzalną aurę małego angielskiego miasteczka. Tu zbrodnia nieuchronnie staje się wydarzeniem roku, szczególnie ta zagnieżdżona trupem w rodzinnej księgarni, okazuje się też przepustką do niespodziewanych wrażeń. I chociaż trudno doszukać się tu wyrafinowanych zwrotów akcji, z pewnością można zaznać czytelniczej satysfakcji.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„FANTAZJE NIEWINNYCH LAT” – EDYTA ŚWIĘTEK | Niezapomniana podróż do zjawiskowej Belle Époque!

„FANTAZJE NIEWINNYCH LAT” – EDYTA ŚWIĘTEK | Niezapomniana podróż do zjawiskowej Belle Époque!

Człowiek naznaczony stratą zawsze potrzebuje czasu. Często grzęźnie w otchłani bolesnej samotności i szuka w niej ukojenia dla zagubionego serca. Innym razem zanurza się głęboko w ferworze nieznanej sobie sumienności i żarliwie wypełniając każdy kolejny dzień, ucieka w rytm uboższej przecież codzienności. Bo chociaż mijane w żałobie dni, z pewnością nie uleczają ran, zauważalnie pomagają w akceptacji powstałych blizn. Edyta Świętek ponownie wkrada się w najtrudniejszą przestrzeń ludzkiego życia, utrwalając przy tym nie tylko siłę kobiecej niezłomności, ale też tytułowe Fantazje niewinnych lat.

Czytelnik mimowolnie zachwyca się wizualną stroną tej historii – podziwia subtelność dobranej okładki, chłonie także panującą w powieści aurę. Bo przecież to niesamowita Belle Époque staje się scenerią dla niespodziewanych zdarzeń. Autorce zmyślnie udaje się wyłuskać najbardziej charakterne atrybuty epoki znanej z dobrobytu, piękna, intryg oraz namiętności – dostrzega się tu zatem nieśpiesznie zacierające się różnice społeczne, wyczuwa się zapach ludzkiej przebiegłości, nieuchronnie eksploruje się także odwagę dla szczerości własnych doznań. Najbardziej zaakcentowana zostaje jednak zadzierzystość kobiecego serca – wypełnionego żałobą i rozdzierającą niepewnością, a jednak zmuszonego do uruchomienia naturalnej szlachetności uczuć. To Aurelia wrażeniowo stoi na pierwszym planie tego przedstawienia – to w jej geście, należy teraz zarządzanie rodzinnym tartakiem, to ona podejmuje się wychowania dzieci zmarłej tragicznie Emilii. I chociaż prowadzanie firmy ewidentnie domaga się starcia ze światem przyjętych konwenansów, to właśnie uszczypliwa krnąbrność nowych podopiecznych, okazuje się fabularnie największym wyzwaniem. Młodzieńcza zuchwałość regularnie wymaga cierpliwości, potrzebuje też prawdy, ukrytej skrzętnie na papierze niedawnej przeszłości. Tu zagadka staje się zadaniem przede wszystkim dla tytułowej niewinności – to szalone uniesienia młodej zbuntowanej wychowanki, muszą znaleźć ujście w zapisie wstrząsającej tajemnicy.

Edyta Świętek ponownie zaprasza w niezapomnianą podróż do zjawiskowej Belle Époque – tym razem do epickiej scenerii świeżo muśniętego dwudziestego wieku, gdzie w pokłosiu boleśnie przywoływanej straty oraz w szaleństwie niespodziewanych rodzicielskich wyzwań, eterycznie kształtuje się siła kobiecej niezłomności. Fantazje niewinnych lat to nie tylko portret dojrzewania w animuszu jeszcze niezatartych konwenansów, to także próba ożywienia namiętności w otchłani mocno strwożonego serca. To historia osadzona zmyślnie w prozie rodzinnego dnia – odczuwalnie nastrojowa, sentymentalna i pokrzepiająca, finezyjnie zanurzona także w salonowych zajadłościach.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„PANNA KIM WIE” – CHO NAM-JOO | Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości!

„PANNA KIM WIE” – CHO NAM-JOO | Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości!

Kobiecość nieustannie zagląda do własnego wnętrza. Sukcesywnie przedziera się przez swoje słabe strony, obciąża się krytyką za nieudane sceny, definiuje potencjalne drogi, scala niescalone przeszłością chwile. W tej nieco metaforycznej tezie nie ma znaczenia przyporządkowane geografią tło – każda kobieta mierzy się bowiem samodzielnie z własną wrażliwością, każda identyfikuje siebie w przydzielonym fragmencie społeczeństwa. Cho Nam-Joo szkicuje ten refleksyjny koncept nadzwyczaj dosadnie, wdzierając się plastycznie do czułości ośmiu koreańskich życiorysów.

To nie jest fabularnie pełnowymiarowa powieść, choć idea zdaje się być tożsama dla każdego z przytoczonych tu ośmiu opowiadań. Bo przecież autorce dostrzegalnie zależy na utrwaleniu barw kobiecej tożsamości – na odkryciu tych okruchów życia, które w aurze spowszedniałego szarego dnia, zdają się uciekać, znikać, blednąć. Tu ścinki pragnień okazują się przede wszystkim zapisem nieśmiałych wspomnień, stają się mrzonkami odległymi, może nawet nierealnymi. A przecież głód spełnienia siedzi gdzieś w środku i nadal chce wedrzeć się w autentyczność zdarzeń. Chce zaistnieć. Bohaterka mocno angażującej Zorzy polarnej potrzebuje kilku egzystencjalnych dekad, aby zrównać marzenie z rzeczywistą sceną. To aż przerażające! Czytelnik zdaje się być tym epizodem nieco roztrzęsiony, a jednak wizualnie cieszy się żywiołem urealnionego efektownie szczęścia. Z podobną zaciętością przygląda się pozostałym kreacjom – Koreankom zanurzonym w oparach codzienności, które nieuchronnie mierzą się z brudnymi śladami własnej przeszłości.

Tu nie ma przestrzeni na łatwe zagadnienia, nawet z chwilowych pięknych uśmiechów, wymykają się łzy alarmującej bezradności. Mobbing w szkole, hejt wobec pisarki, zbliżająca się śmierć ukochanej siostry, opuszczenie rodziny przez ojca – każda z kobiet ociera się o inną gorycz życia, każda boleśnie przedziera się przez potok zmartwień, trosk i wrażeń przeżywanej odmienności. I chociaż kolejne historie odczuwalnie dokuczają poruszonemu sercu, skłaniają też do refleksji i pobudzają zasoby złaknionej świadomości, to przede wszystkim kształtują powszechne oblicze kobiecej intymności. Każda z opowieści wyróżnia się swoim dramatycznym smakiem, ale ta zatytułowana Drogi Oppa szczególnie zapisuje się w mojej pamięci – spisana osobliwie w formie nieśpiesznego listu, przeszywająca i odważna, inscenizacyjnie wieńczy ogniwa toksycznego związku.

Sugestywny szkic ośmiu podrażnionych wrażliwości – twarzy wyraźnie zagubionych, niespełnionych, jakby skażonych beznamiętną codziennością. Historie tych Koreanek zdają się być jednostkowe – zanurzone przecież w poszczególnych koreańskich intymnościach, a jednak okazują się uniwersalne wobec kobiecego świata. Panna Kim wie to proza surowa, przenikliwa, nieprzeciętna – zapisana pokłosiem brutalnie wrzynających się przykrości dnia, z pewnością refleksyjna, ważna i absorbująca. Cho Nam-Joo zaczepnie wdziera się w myśli, aby echem własnego ekspresyjnego głosu, szerzyć społecznie znamienne treści.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„OPOWIEŚĆ SIÓSTR” – DONATELLA DI PIETRANTONIO | Bezsprzecznie piękna i wrażliwa w obnażanych słowach!

„OPOWIEŚĆ SIÓSTR” – DONATELLA DI PIETRANTONIO | Bezsprzecznie piękna i wrażliwa w obnażanych słowach!

Człowiek nieustannie nawiązuje do własnych wspomnień. Regularnie przywołuje emocje, lustruje łamliwe gesty i sonduje zasłyszane ukradkiem słowa, doświadcza tym samym życia, sukcesywnie pracując na swoją definicję. Każdy samodzielnie buduje własną tożsamość. Arminuta również. Wówczas nastolatka zagubiona w szeleście głuchej bezradności, teraz już mężatka przeżarta goryczą kobiecych wątpliwości. Donatella Di Pietrantonio zaprasza na niecodzienne spotkanie po latach – ponownie wkrada się bowiem do intymności tej samej bohaterki, aby w przykładzie jej codzienności, doszukać się wielu życiowych prawd.

Ta fizycznie skromna powieść to niezwykle świadoma kontynuacja – czytana bez uprzedniej konfrontacji z niewyobrażalnie dobitną Porzuconą córką, może znamiennie tracić na wrażeniowej jakości. Bo przecież fabularnie nie ma tu uderzających epizodów, nie ma też gorączkowych zwrotów akcji. Tu wszystko scenicznie wydaje się wręcz wyciszone, subtelne, niedopowiedziane. I odczuwalnie nieśpieszne, jakby celowo przygotowane pod fragmentaryczną refleksję. Fundamentem bieżących zdarzeń okazuje się zaniedbane dzieciństwo – pozbawione potrzebnej bliskości i rodzicielskiego wsparcia, smutne, skrzywione i nadzwyczaj wstrząsające. Przedstawiona dzisiejszość to niewątpliwie żniwo traumatycznej przeszłości – spisana tą samą wnikliwą perspektywą, mimo upływu lat, tak samo dojrzałą, konstruktywną, odpowiedzialną. Tu również czytelnik ściera się z dosadnymi myślami Arminuty – kobiety obecnie już dorosłej, zauważalnie powściągliwej, doświadczonej tęsknotami i wymownie akcentowanym tu zgrzytem w portrecie kruchego małżeństwa, niespodziewanie zatrwożonej także brudem w życiu własnej siostry. Adriana to egzystencjalny żywioł – wychowana w tej samej nieczułości i w tej samej rodzinnej biedzie, ugruntowana zatem na tej samej traumie, a jednak zupełnie inna, osobliwa, znacznie bardziej tajemnicza. Ich relacja po nieprzejrzystym czasie rozłąki, staje się dla odbiorcy najbardziej plastycznym materiałem.

Mała wielka książka. Krótka w zarysie utrwalonych fizykalnie stron, esencjonalna w doborze przenikliwej treści. Historia przygnieciona umyślnie pokłosiem bolesnej przeszłości, zanurzona intencjonalnie w dwóch siostrzanych samotnościach – bezsprzecznie piękna i wrażliwa w obnażanych słowach, jednocześnie poruszająca, sugestywna i niejednoznaczna. Donatella Di Pietrantonio ponownie narusza intymność Arminuty – kobiety naznaczonej uszkodzonym dzieciństwem, obecnie przytłoczonej wątpliwościami smukłego małżeństwa oraz niespodziewanym spotkaniem z siostrą, tak brutalnie przywołującym druzgocące wspomnienia.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„ŁĄCZNICZKA” – MAGDA KNEDLER | Szyk kobiecej waleczności muśnięty literacką wrażliwością.

„ŁĄCZNICZKA” – MAGDA KNEDLER | Szyk kobiecej waleczności muśnięty literacką wrażliwością.

Podnoszona najczęściej rozpoczyna rozdział nieznanej dokładnie drogi. Opuszczana natomiast oddech upragnionego bezpieczeństwa. W swym wieloznaczeniowym geście stanowi także głos nadziei oraz chryzmat hardej niezłomności. Kotwica w obliczu nazistowskiej okupacji, nieprzypadkowo stała się zatem znakiem Polski Walczącej. Złączona plastycznie z dwóch inicjałowych liter, w oczach wymuszonej wojną zaradności, jawiła się niezwykle obrazowo, symbolizując wiarę w odzyskanie kojącej niepodległości. Łączniczka to zbeletryzowany portret autorki właśnie tegoż walecznego znaku – historia nadzwyczaj dramatyczna i poruszająca, a przy tym niesamowicie wiarygodna.

Zanurzony w lekturze odbiorca z łatwością definiuje korzenie tej przejmującej opowieści. Inspiracją fabularną okazuje się przecież fragment autentycznego życiorysu – zarysu konspiracyjnych działań Anny Smoleńskiej, wyjątkowej harcerki Szarych Szeregów, łączniczki dostarczającej rodzinom grypsy z Pawiaka, bohaterki historycznie zapomnianej, młodej kobiety zatopionej w szczerej nieśmiałości, a jednak dzielnej i nieprzejednanej w heroizmie własnego serca. To właśnie jej znamiennym śladem, podąża wrażliwość strapionego czytelnika – znana z literackiej łagodności Magda Knedler wkrada się bowiem w przestrzeń stroskanego empatią kobiecego życia, pozwala obserwować bieg wydarzeń nader drobiazgowo, rzetelnie i fotograficznie, bez wątpienia wyczerpująco w smaku historycznym, jednocześnie nie zapominając o warstwie egzystencjalnie najważniejszej – o mocno sugestywnym portrecie ludzkich emocji. I choć regularnie przywołuje nazwiska męskiego bohaterstwa, dostrzegalnie skupia się na kobietach. Na ich determinacji i odważnej zaciekłości. Na dużej skromności. Szczególnie na jednej, tej z urody jakby chłopięcej, z krótkimi włosami, inscenizacyjnie gardzącej ciepłymi pończochami – tak niewidocznej w swej szarej rzeczywistości, a tak bardzo zaangażowanej w pomoc. Tu kreacje nasączone są obficie niebezpieczeństwem wojennej zawieruchy, w impulsach codziennej propagandy, zamykają ofensywę traumatycznych myśli, ewidentnie duszą w sobie rozpacz, niemoc i bezsilność, uśmierzają ból, wygaszają smutek i jawne poczucie niesprawiedliwości. Koncentrują się jedynie na zadaniu. I łapczywie chwytają się resztek nadziei – tak kruchej i trwałej zarazem, słyszalnej wyraźnie nawet w gąszczu obozowej śmierci...

Szyk kobiecej waleczności muśnięty literacką wrażliwością. Magda Knedler w sposób wizualnie delikatny rekonstruuje działania Anny Smoleńskiej – twórczyni znaku Polski Walczącej, obecnie bohaterki osadzonej w przestworzach ludzkiej niepamięci. Fabularnie autorka zagnieżdża się w fetorze wojennego brudu, w szeregach niepokojącej działalności konspiracyjnej, w życiorysie nadzwyczaj odważnym i nieustraszonym, choć w swym charakterze skromnym, zduszonym i nieśmiałym. Łączniczka to powieść wyważona autentycznym okrucieństwem, odczuwalnie zatem wstrząsająca, smutna i rozdzierająca. Tak koszmarnie prawdziwa...
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando

„SEKRETY KOBIECYCH DUSZ” – EDYTA ŚWIĘTEK | Edyta Świętek zaprasza na turnus rozczulającego pokrzepienia dusz.

„SEKRETY KOBIECYCH DUSZ” – EDYTA ŚWIĘTEK | Edyta Świętek zaprasza na turnus rozczulającego pokrzepienia dusz.

Zjawiskowa Belle Époque. Nasączona dobrobytem, intrygą oraz namiętnością, jednocześnie uchylająca drzwi do ochoczych zmian w postrzeganiu wartości płci pięknej. I chociaż kobieta w codziennym obyczaju wizualizuje się nadal niczym ozdobny atrybut mężczyzny, to coraz chętniej zdaje się troszczyć także o pragnienia własnej wrażliwości. Edyta Świętek tworzy życiorysy właśnie takich bohaterek – zanurzonych w przypisanej zwyczajowo roli, a jednak nieśpiesznie otwierających się na potrzeby struchlałych serc. Sekrety kobiecych dusz to mocno angażujący wstęp do niesamowicie poruszającej Sagi Krynickiej.

Już efektownie dobrana okładka anonsuje opowieść pełną subtelnej eteryczności. I właśnie to finezyjne wrażenie nieustannie towarzyszy odbiorcy w niezapomnianej podróży do schyłku XIX wieku – w trakcie przemierzania fabuły prowadzonej dyskretnie śladem kobiecej delikatności. Czytelnik dosłownie rozkoszuje się harmonią idyllicznie sportretowanej tu scenerii krynickiej – latem tętniącej gwarem kuracjuszy znanego uzdrowiska, po sezonie natomiast krzepiącej wyraźnie zbawienną ciszą. To właśnie w tej uśmierzającej troski panoramie, tworzy się wyjątkowa przyjacielska nuta. Przesiąknięta bolesną żałobą Aurelia grzęźnie w obawach o własną przyszłość – zachęcona przez ukochanego męża do salonowych konwenansów, bez niego zdaje się tak bardzo zagubiona, samotna, niewątpliwie smutna i zatrwożona... I choć wychowana w prostej łemkowskiej chacie, w nowym życiu okazuje się kobietą o naprawdę wielkim sercu. Jej relacja z szukającą własnej urodzajności Matyldą, to otchłań przyjaźni niepowtarzalnej i zdumiewająco szczerej, z pewnością inicjującej najbardziej zagadkowe ogniwa powieści. Bo przecież największy sekret tkwi tu fabularnie w czeluściach rodzinnej zamierzchłości, gnieździ się gdzieś w ludzkiej niepamięci, w ulotnych lub nieujawnianych umyślnie wspomnieniach – ujawnia się sukcesywnie dopiero w dalszych scenach, w szaleństwie stricte emocjonujących, wręcz niebezpiecznych zdarzeń, aby swym nieoczekiwanym wydźwiękiem, zmienić na zawsze rzeczywistość nieświadomych bohaterów.

Edyta Świętek zaprasza na turnus rozczulającego pokrzepienia dusz – zabiera tym samym w podróż do XIX wieku, do przepełnionego zgiełkiem kuracjuszy uzdrowiska, aby w namiętnie zapisanej scenerii krynickiej, unaocznić finezję intrygujących zdarzeń. W szaleństwie trosk i rozczarowań samotnych wrażliwości, w spacerach naturalnie kreślonej przyjaźni, w niesionych intymnością Sekretach kobiecych dusz, ukradkiem zagnieżdżona zostaje historia rodzinnej tajemnicy – fabularnie zupełnie niespodziewana, wręcz wstrząsająca, znamiennie eksplorująca otchłań nieznanej tożsamości. W tej opowieści nieustannie tli się także nadzieja – piękna i niepowtarzalna, śmiało otwierająca okno na sekwencję całej sagi.
_____
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem MANDO

„TAJEMNICE Z PRZESZŁOŚCI” – MIROSŁAWA KARETA | Napełniona wymowną tęsknotą serca!

„TAJEMNICE Z PRZESZŁOŚCI” – MIROSŁAWA KARETA | Napełniona wymowną tęsknotą serca!

Droga do siebie jest niezaprzeczalnie jedną z najtrudniejszych dróg. Trzeba bowiem stanąć na wielu życiowych zakrętach i brutalnie przewertować rodzinną przeszłość, aby treściwie zdefiniować własną tożsamość, zaakceptować własne uczucia i jednocześnie znaleźć przestrzeń dla własnej osobowości. Wykreowana przez Mirosławę Karetę Józia właśnie tego dokonuje. I tym samym staje się krzewicielką emocjonującej podróży do przełomu XIX i XX wieku, niespodziewanie zahaczającej przekrojem nawet o I wojnę światową – eksplorującej okres historycznie mocno frapujący, różnorodny i zagadkowy, sukcesywnie pobudzający czytelniczą ciekawość. Tajemnice z przeszłości to także niesamowite zwieńczenie sagi Wydziedziczone – opowieści niezwykle burzliwej i zaskakującej.

W oczach odbiorcy historia ta niewątpliwie przybiera postać spersonifikowanej fikcji literackiej – zapisana starodawną polszczyzną, staje się narracją bardzo poruszającą i wiarygodną, odczuwalnie nasączoną smutkiem i wewnętrzną samotnością, fabularnie prowadzona nieustającym poczuciem niesprawiedliwości społecznej. Jednocześnie nadal udekorowana fascynacją do sztuki – tym razem jednak mniej akcentowaną, wyraźnie zamkniętą w bolesnej tęsknocie serca. Autorka ewidentnie nie szczędzi swojej bohaterce trudnych emocji – nie brakuje tu życiowej trwogi, nie brakuje też śmierci, która przychodzi wielokrotnie, nie pozostawiając złudzeń o swej nieuchronności… Józia zdaje się być zatem przygnieciona kolejnymi traumatycznymi wiadomościami, ale niesiona naturalną ludzką potrzebą, zaczyna konfrontować się z nieznaną sobie przeszłością. Dociera tym samym do intymnych korzeni własnej tożsamości, wgryza się w dawne tajemnice rodzinne, przeciera nieznaną sobie codzienność własnych przodków. W dalszej perspektywie użera się z rozmachem wojennej zawieruchy i prowadzi nierówną walkę z rozprzestrzeniającymi się chorobami. Rozpaczliwa bezradność nieustannie przenika tu kruche radości życia, pozostawiając truchlejącej służącej jedynie blaknące z czasem wspomnienia. Przemierzając finalny szlak Wydziedziczonych, łatwo dostrzec jego nierozerwalną więź z poprzednimi tomami – nie warto zatem wkradać się w jego wymowne rytmy bez znajomości poprzednich części.

Mirosława Kareta dociera do skraju swej poruszającej sagi – utrwala tym samym opowieść mocno burzliwą, uczuciową i wstrząsającą, wyraźnie sportretowaną głębią najtrudniejszych emocji. Tajemnice z przeszłości to historia napełniona wymowną tęsknotą serca, przenikliwą samotnością i brutalnie panoszącą się niesprawiedliwością społeczną. Udekorowana także dużą wrażliwością na sztukę i piękno dawnego słowa. Fabularnie prowadzona z jawnie akcentowaną odwagą.
_____
Współpraca płatna z Wydawnictwem MANDO.

„MIASTECZKO TWIN FALLS” – LORETH ANNE WHITE | Powieść absorbująca całą przestrzeń żądnej wrażeń wyobraźni!

„MIASTECZKO TWIN FALLS” – LORETH ANNE WHITE | Powieść absorbująca całą przestrzeń żądnej wrażeń wyobraźni!

Małe miasteczka zazwyczaj kojarzą się z tradycyjnie przyjętą sielankowością. Ten mocno idylliczny obrazek nie lubi być medialnie nadszarpywany, nie chce wręcz stać się sceną dla artykułowych uniesień, tym bardziej nie chce być panoramą dla zdarzeń niszczących wizerunek ukształtowanej naturalnie harmonii. Ale trzeba przyznać, że przestępstwo nierzadko samo lgnie do takich scenografii – wyraźnie nasączonych surowością, ciemnych, niedopowiedzianych. Miasteczko Twin Falls zgrywa się z tą mroczną wizją idealnie, formułując fabularną przestrzeń dla autentycznej zbrodni. Powieść Loreth Anne White inspirowana jest bowiem prawdziwą historią.

Najważniejsze odpowiedzi zatuszowane są tu szczelnie we wspomnieniach lokalnych mieszkańców – czytelnik wyczuwa to błyskawicznie, koncentrując wzrok na działaniach dociekliwej podcasterki kryminalnej. To właśnie zaciekawiona starą sprawą kobieta, przywołuje smak dawnego morderstwa i to ona ze śmiałością wgryza się w opary jego jawnej bezwzględności, aby doszukać się w nich pośrednio schowanej prawdy. Ta nie ujawnia się zbyt rychło, ewidentnie domaga się detalicznej rekonstrukcji pamiętnej nocy, przywołuje tym samym rozdzierające serce demony przeszłości i narzuca ponowne przeżycie najbardziej traumatycznych emocji. Bo wszystko wskazuje na to, że wówczas nie wydarzyło się to, co zostało medialnie zamknięte w najbardziej komfortowym scenariuszu. Tak powstaje intryga pełna rodzinnych niedomówień, sekretów i świadomie dobieranych kłamstw – dla odbiorcy natomiast historia szalenie frapująca, enigmatyczna i celowo angażująca różne zmysły. Autorka precyzyjnie ilustruje towarzyszącą dawnemu śledztwu atmosferę, efektownie zatem obrazuje niepokojący klimat kanadyjskiej prowincji – w odczuciu mroczny, mglisty i nieprzejednany, bez dwóch zdań optymalnie dopasowany do czającego się w jego leśnym całunie zła.

Loreth Anne White robi coś zasadniczo pożądanego – zaszywa dawne morderstwo w pamięci hermetycznie zamkniętej prowincjonalnej społeczności. Tu nieustannie czuje się mroczny klimat – mocno zagęszczony, zawiesisty i skondensowany, wyraźnie surowy i budzący wizualną grozę, jakby sugestywnie afiszujący się przenikliwym zapachem brutalnej zbrodni. Miasteczko Twin Falls można niewątpliwie nazwać ekscytującym thrillerem, ale dla mnie to przede wszystkim pełnowymiarowy kryminał – intrygujący, tajemniczy i niejednoznaczny, z pewnością nieobliczalny w przebiegu potencjalnych zdarzeń. Powieść fabularnie kompletna i absorbująca całą przestrzeń żądnej wrażeń wyobraźni.
_____ 
Współpraca reklamowa z Wydawnictwem Mando.

„OKO SNAJPERKI” – KATE QUINN| Powieść niezaprzeczalnie zajmująca i zjawiskowa!

„OKO SNAJPERKI” – KATE QUINN| Powieść niezaprzeczalnie zajmująca i zjawiskowa!

Wojna drastycznie zmienia postawę człowieka. Każe bowiem autentycznie konfrontować się z brutalnymi konsekwencjami – z niewyobrażalnym bólem, głodem, tęsknotą, także z nieuchronnie towarzyszącą śmiercią. Nierzadko wymaga też szlifowania wojowniczych umiejętności, świadomie odzierając wizerunek z przyjętej tradycjami delikatności, jednocześnie nadając łatkę odwagi oraz druzgocącej wizualnie bezwzględności. I właśnie taką bohaterkę – postać spisaną na kartach prawdziwej historii, przedstawia Kate Quinn w absolutnie przekonującej powieści Oko snajperki.
Matka samodzielnie wychowująca syna – pozornie zwyczajna, niewyróżniająca się, może nawet prozaiczna w swej przedwojennej codzienności, a jednak w obliczu parszywej wojny kobieta niezwykle stanowcza i zaskakująco pewna siebie, z pewnością nieustępliwa, harda i zdeterminowana. Ludmiła Pawliczenko – najsłynniejsza wojenna snajperka świata, fanatycznie budująca śmiertelną kolekcję, kobieta nazwana niebezpieczną łowczynią nazistów. To właśnie ekstremalne życie radzieckiej bohaterki narodowej, z pieczołowicie dobraną fabularnością, beletryzuje Kate Quinn w swojej emocjonującej opowieści. Czytelnik dosłownie chłonie zatrważający smak tej historii, z trwogą patrzy na nieubłagany charakter wojennej rzeczywistości – tu wyrażonej portretem kolejnych krwawych liczb na froncie wschodnim. Ale autorka nie skupia się jedynie na bitewnych umiejętnościach Mili – zauważalnie koncentruje się na jej intymnej stronie, wyraźnie dostrzega potrzeby złaknionego serca, przywołuje tym samym romantyczne uniesienia, także chwile smutku i boleśnie wgryzającej się tęsknoty za utraconą namiętnością. Jednocześnie pozwala odbiorcy spojrzeć na jej triumfy blaskiem amerykańskich reflektorów, akcentując zażyłość przyjaźni z Eleanor Roosevelt, nie zapominając przy tym o nieustannie grożącym jej niebezpieczeństwie. Ta część relacji porusza i bezsprzecznie chwyta za serce, niespodziewanie staje się też bardzo wymowna i wybitnie intrygująca.

Książka charyzmatyczna, zadzierzysta i nieobliczalna, dogłębnie angażująca wrażliwość czytelnika! Oko snajperki to powieść niezaprzeczalnie zajmująca i zjawiskowa – fabularnie prezentująca arterię życia najsłynniejszej wojennej snajperki świata, kobiety otulonej pancerną bitewną osobowością, nadzwyczaj walecznej, niezłomnej i konsekwentnej, dostrzegalnie wyrafinowanej w swej strzeleckiej doskonałości. A jednocześnie tak subtelnej i uczuciowej, naturalnie podatnej na intensywność najpiękniejszych doznań. Kate Quinn zachwyca nie tylko kwintesencją wojennego okrucieństwa, ale też absorbującą intymnością.
_____ 
Współpraca płatna z Wydawnictwem MANDO.

„PORZUCONA CÓRKA” – DONATELLA DI PIETRANTONIO | Ta młoda dziewczyna jest tak bezradna…

„PORZUCONA CÓRKA” – DONATELLA DI PIETRANTONIO | Ta młoda dziewczyna jest tak bezradna…

Utożsamiana z bliskością, wsparciem i bezpieczeństwem, nierzadko stanowiąca wręcz obraz najważniejszej życiowej wartości. Rodzina. Jedno proste słowo i cały pakiet obszernych definicji. Bo przecież to najbliżsi są potrzebnym schronieniem, to oni wyciągają w potrzebie pomocną dłoń i to oni świadczą o tak ważnej dla człowieka przynależności. Ale nie zawsze jest tak pięknie. Czasami wizerunek ten rozpływa się w brutalnej rzeczywistości, staje się jedynie skrawkiem ulotnego marzenia, nieistotną mrzonką lub naturalnie blaknącym wspomnieniem. I właśnie tak minorowy portret rodzinny maluje Donatella Di Pietrantonio swojej trzynastoletniej bohaterce.

Czytelnik nie potrzebuje wielu słów – momentalnie dostrzega w niej niewyobrażalny ból. Nie fizyczny, a ten niesiony bezradnością wobec niechcianej adaptacji. Ta dziewczyna zostaje bezdusznie zmuszona do zamknięcia własnej przeszłości. Żegna swój dom, żegna rodziców, żegna też szkołę, pływalnię i wspólne spacery nadmorskimi bulwarami. Tego już w jej codzienności nie ma. Pozostaje jedynie pokłosie brutalnego rozstania – dla odbiorcy sytuacja ta zdaje się być nieprzeciętnie trudna, wręcz wstrząsająca i niezrozumiała, nieuchronnie skłania do budowania treści własnej refleksji, staje się wymownym ciężarem, który odczuwalnie trapi i doskwiera. I każe formułować to najważniejsze pytania – dlaczego nastolatka naznaczona przydomkiem Arminuta, musi opuścić rodzinę, która zdaje się żywić do niej szczere uczucia? Dlaczego musi wrócić do miejsca, którego de facto nie zna?

Ta historia jest tak krótka, zaledwie dwieście dwadzieścia stron, a wciąż intensyfikuje doznania. Wizualnie okazuje się traumatyczną rozłąką z rodziną – takim fabularnym symbolem porzucenia, który boleśnie wgryza się w dziewczęcą wrażliwość i każe zmierzyć się jej z rodzącą się w sercu samotnością. To przeżarta smutkiem narracja kreuje tak mocny wydźwięk tej powieści. Dźwigana niedorosłą wyobraźnią, a jednak zaskakująco dojrzała, treściwa, w odczuciu nader poruszająca. Przychodzą takie momenty, w których opowieść ta zdaje się być aż nadto przejmująca. Autorka każe patrzeć nie tylko na wymierzoną rozstaniem tęsknotę, ale także na trudny proces oswajania się z nową rzeczywistością – z rodziną wielodzietną, biedną, zauważalnie bardziej surową. I odbiorca patrzy. Patrzy i mimowolnie definiuje marazm jej wewnętrznego rozdarcia.

Ta młoda dziewczyna jest tak bezradna… Tak bardzo przesiąknięta tęsknotą i boleśnie ogłuszona goryczą, tak niewyobrażalnie smutna. Po prostu sama w obliczu traumy. Donatella Di Pietrantonio charakternie przebija się do wyobraźni, proponując historię pięknie napisaną i nieoczywistą, a przy tym świadomie angażującą różne zmysły. Porzucona córka to w moim odczuciu szalenie intymne i mocno sugestywne, a przy tym niezwykle poruszające świadectwo zagubienia w zaułkach własnej tożsamości. Naprawdę trudno o bardziej wiarygodną, treściwą i jednocześnie ujmującą definicję porzucenia!
_____ 
Współpraca płatna z Wydawnictwem Mando.

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

„SIOSTRA NAZISTY” – WIKTORIA GISCHE | Rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię!

Miłość zazwyczaj pojawia się nieoczekiwanie. Czasami wystarczy jedna bajeczna noc sylwestrowa, aby w złaknionym sercu zagościło piękno nieznanego uczucia. I wtedy nie liczy się pochodzenie, nie liczy się status, nie liczą się nawet obce spojrzenia – liczy się tylko głos żywych zmysłów, potrzeba czułości i żarliwe wypełnianie codziennych pragnień. I właśnie tak silne emocje kreuje Wiktoria Gische w niezwykle poruszającej powieści historycznej Siostra nazisty – emocje, które niespodziewanie przepędzić próbuje bezduszna wojna.

Czytelnik nie od razu wtapia się tu w smak parszywej wojny. Najpierw poznaje starszą kobietę – Ślązaczkę, która snując przejmującą opowieść o swojej młodości, staje się jednocześnie jej główną bohaterką. Ta niezwyczajna forma narracyjna bezsprzecznie rozczula, dodaje też pożądanej naturalnie wiarygodności – w oczach odbiorcy przyjmuje zatem postać zaskakująco autentycznej, w gruncie rzeczy inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami, z pewnością mocno sentymentalnej, uczuciowej i pełnej młodzieńczych sprzeczności. Fabularnie staruszka skupia się najpierw na czasach przedwojennych, nieskalanych podmuchem wojennej zawieruchy, a jednak nasiąkniętych już złowieszczą nutą zbliżającego się zła. Niesamowity klimat małego śląskiego miasteczka (spacery po Siemianowicach zachwycają!), ale też niezapomniane chwile spędzone w malowniczych włoskich wioskach oraz otulonej turystyczną powłoką Florencji, jak również obraz tętniącego wielokulturowością Berlina – sceneria opisana jest tu z niemal bajkową starannością.
W swej opowieści kobieta przywołuje to, co zdaje się być najważniejsze. Z odczuwalnym rozrzewnieniem wspomina tę jedną noc, która zaowocowała uczuciem jej życia – miłością do przystojnego bogatego Niemca. I to właśnie walka o rodzącą się więź staje się tu główną nicią fabularną. I to ona najbardziej chwyta za serce. Okazuje się historią pełną rodzinnych waśni, tragicznych dylematów i podziałów narzuconych odgórnie przez różnice statusowe, polityczne i wojenne. I trud tych emocji czuje się niemal bezgranicznie, bo przecież Marta chce kochać porywem całego serca, a jednocześnie chce walczyć o swoją przynależność. Bo wojna nadchodzi i nie pozostawia złudzeń… Prawdziwy obraz wojenny pojawia się tu nieco później, niż można byłoby się spodziewać. Ale dociera i drastycznie wbija swe szpony w struchlałe życie bohaterów. I skazuje ich na bolesne przeżycia.

Siostra nazisty rozdziera serce, zatrważa i dotkliwie wgryza się w wyobraźnię! Niesiona poruszającą opowieścią starszej kobiety, okazuje się doświadczeniem przejmującym i emocjonalnie bardzo intensywnym, wyraźnie przepełnionym strachem i trudnymi wyborami, z pewnością też naznaczonym okrucieństwem parszywej wojny. Wiktoria Gische zaprasza najpierw na niezapomniane spacery po przedwojennym Śląsku, to właśnie w jego czarujących ramionach snuje historię niecodziennego uczucia – miłości pięknej i absolutnie wyjątkowej, niezrażonej różnicami społecznymi oraz rodzącymi się rodzinnymi dylematami, a jednak wymagającej ogłuszających poświęceń. Niesłychanie wymowna książka!
_____ 
Recenzja we współpracy z Wydawnictwem Mando.

PATRONAT MEDIALNY

Copyright © 2016 Mozaika Literacka , Blogger