czwartek, 18 czerwca 2015

[RECENZJA] "FIOLETOWY HIBISKUS" - CHIMAMANDA NGOZI ADICHIE

Po przeczytaniu „Fioletowego hibiskusa” przekonałam się jak niewiele stron trzeba, aby nadać książce niesamowity charakter i przepełnić ją niebanalnymi emocjami. Emocjami, które nie kończą się z ostatnią stroną, tylko siedzą i uparcie doprowadzają do próby utożsamiania się z główną bohaterką i próby odpowiedzi na pytanie: czy ja zachowałabym się tak samo na miejscu Kambili, jej mamy lub brata Jaja? Czy byłabym taką samą marionetką w świecie fanatycznych zachowań ojca? Mimo, że książkę skończyłam czytać dwa dni temu, nadal tkwią we mnie pytania, na które ciężko jest odpowiedzieć.

Fragmenty nigeryjskiej historii poznajemy oczami 15-letniej Kambili, którą wraz z rodzicami i bratem pozornie charakteryzuje bogactwo, ekskluzywna posiadłość, elitarna szkoła… Tak widzą ich świat ludzie z zewnątrz, jako szanowanych obywateli, którzy mogą sobie pozwolić na wszystko. 

Nic bardziej mylnego…

Rodziną rządzi ojciec, który fanatycznie podporządkowuje się zasadom religii katolickiej i który zasady te wciela w życie całej rodziny. W tym domu nie ma czasu na uśmiech, zabawę, spotkania ze znajomymi, czy luźne rozmowy o niczym. Ten dom podporządkowany jest bezgranicznie zasadom i planom dnia ustalonym przez ojca. Zarówno Kambili, jak i jej brat Jaja, mają ściśle ustalony czas na naukę, słuchanie radia, czytanie gazet o sytuacji politycznej w kraju, a wszystko co robią, musi być zgodne z oczekiwaniami ojca. Muszą mieć najlepsze wyniki w szkole, bycie drugim nie jest wystarczające. Aby wpoić dzieciom własną ideę, ojciec posuwa się do drastycznych metod karania, nie waha się ich okaleczyć. Wierzy, że dzięki temu dzieci zrozumieją jak ważna jest wiara w Boga i unikanie pogańskich przyzwyczajeń. Co ciekawe, dzieci wcale nie gardzą ojcem, nie buntują się, jest on dla nich wzorem do naśladowania, ideałem, za którym należy dążyć.

Ich punkt widzenia zmienia się, gdy Kambili wraz z bratem wyjeżdżają na kilka dni do siostry ojca i jej dzieci. Dopiero ten wyjazd pokazuje im, jak bardzo może różnić się codzienne życie, że można żyć nie mając ustalonego planu dnia, bawić się i cieszyć się nawet małymi elementami życia. 

Czy wyjazd ten wpłynął na życie Kambili i Jaja na tyle, by postawić się ojcu - zagorzałemu katolikowi? Co na to ich mama? Jaki ona miała wpływ na rozwój wydarzeń? Jakie znaczenie miał rosnący u ciotki tytułowy fioletowy hibiskus? Tego nie zdradzę, ale mam nadzieję, że zajrzycie i przekonacie się sami.

To co najbardziej mnie urzekło, to fakt, ile emocji, często skrajnych, można umieścić na niewielkiej ilość stron, przy jednoczesnym niezapychaniu książki masą akcji. Dzięki tej pozycji mogłam łatwo wyobrazić sobie, dlaczego ludzie tkwią w rodzinie, którą rządzi przemoc w imię bezgranicznej miłości w Boga. Małym minusem dla mnie jest dość rychłe zakończenie. Myślę, że autorka mogła pociągnąć kilka wątków, tak by czytelnik mógł nasycić się odczuciami głównej bohaterki.

Zachęcam, zachęcam i jeszcze raz zachęcam do przeczytania tej krótkiej, aczkolwiek bardzo treściwej i emocjonującej lektury. „Fioletowy hibiskus” jest moją drugą pozycją Chimamandy Ngozi Adichie, ale już teraz sięgam po kolejną. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP