czwartek, 18 czerwca 2015

[RECENZJA] "OSKAR I PANI RÓŻA" - ÉRIC-EMMANUEL SCHMITT


Po kilkunastu latach wróciłam do „Oskara i pani Róży”. Dlaczego?

Pewnie dlatego, że jest to literatura dosłowna i tak przejmująca, że trudno przejść obok i się nie zatrzymać. A zatrzymać się warto po to, aby zrozumieć, jak bardzo jesteśmy bezsilni wobec zbliżającego się końca naszego życia, niezależnie czy mamy przed sobą jeszcze 60 lat, czy może 12 dni. Éric-Emmanuel Schmitt udowadnia, że wyrok śmierci nie musi oznaczać tylko rozpaczy i oczekiwania. Wręcz odwrotnie, pokazuje, że wystarczy mądrze zagospodarować czas, aby przeżyć swoje życie w sposób niezwykły, jednocześnie czyniąc je bardziej wartościowym i pięknym. 

Gdy czyta się tę krótką książkę pojawiają się typowe ludzkie pytania: dlaczego nowotwór dopadł tak małego chłopca? Dlaczego chemia i przeszczep nie zawsze pomagają? Jak nie pokazać umierającemu chłopcu, że nasze serce łamie się na jego widok?

I tak jak na pierwsze dwa pytania trudno znaleźć jest odpowiedź, tak opowiadanie „Oskar i pani Róża” jest doskonałą odpowiedzią na ostatnie. W tym przypadku to pani Róża, a właściwie ciocia Róża, staje się dla małego Oskara taką iskierką i do końca wierną przyjaciółką, przy której nie czuje utraconej nadziei na dalsze życie. To ona jest z nim szczera do bólu i pokazuje mu, jak wiele może zdziałać, mając jedynie 12 dni, jak dobrym może stać się człowiekiem i jak pięknie może swoje życie zapamiętać.

Ten cykl rozmów z Bogiem umierającego Oskara jest historią niezapomnianą, która daje nam szansę zrozumieć, że nie jesteśmy w stanie wygrać walki ze śmiercią, ale możemy sprawić, że nasze życie będzie głębokie, pełne smaku i po prostu mądrze przemyślane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twoją opinię :) Każdy komentarz jest dla mnie wartościowy i pozwala mi się stale rozwijać. Pozdrawiam i zapraszam jak najczęściej.

TOP